Lato nieodłącznie kojarzy mi się z bogatą ofertą festiwalową i plenerowymi koncertami. Na deskach scen w całej Polsce niejednokrotnie kreowały się nowe zagraniczne gwiazdy, które później trafiały do nas o wiele częściej, niż miało to miejsce w innych krajach, a nawet w ich rodzimych stronach. Bez względu na to, czy gwiazdy te podążały za karierą, osobistą sympatią czy też sprowadziła je do Polski płynąca w nich krew, była to miłość z wzajemnością.


null

Na początku XXI wieku Polskę dopadł apetyt na muzykę dance od belgijskich wykonawców. W 2004 roku do Polski muzycznie wyemigrował muzyk i wokalista Danzel, który początkowo swoją karierę wiązał z Scherp op de Snee. Rok przed międzynarodowym sukcesem wystąpił w belgijskiej edycji programu Idol, gdzie dotarł do półfinału. Podczas talent show poznał Jaco Van Rijswijka, popularnego producenta, który wprowadził go w świat muzyki tanecznej. Udało się to już za drugim razem, bowiem utwór „Pump It Up” królował w niemal wszystkich klubach i dyskotekach w naszym kraju, a Danzel cieszył się tak ogromną sympatią, że był nawet kandydatem Polski na Eurowizję w 2006 roku. Ostatecznie się to nie udało, ale zanim wystartował w krajowych preselekcjach, próbował podbić listy przebojów utworami „Put Your Hands Up In The Air!”„My Arms Keep Missing You”, które jednak nie odniosły zasłużonego sukcesu komercyjnego. Poza muzyką wokalista wciąż jest pamiętany przez wielu słuchaczy dzięki swojej charakterystycznej fryzurze „na jeża” oraz barwnemu wizerunkowi. Danzel jest również jednym z niewielu, który otwarcie podkreślał, że od nikogo nie otrzymał takiego wsparcia jak od Polaków. W międzyczasie kręcone w naszym kraju teledyski do utworów „Clap Your Hands” oraz „What Is Lifeale” z 2008 roku nie przyniosły oczekiwanego odbioru, a obecnie słuch o wokaliście nieco zaginął. Tegoroczny występ podczas sylwestrowej nocy w jednej ze stacji telewizyjnej jednak wciąż potwierdza, że Polska nie zapomniała o charyzmatycznym przedstawicielu muzyki dance i jego przebojach, które, choć jest ich niewiele, to wciąż potrafią porwać do tańca.

 

Creative Commons
Creative Commons
REKLAMA
campfire

Jeszcze więcej zachodniego słońca do Polski sprowadziła włoska wokalistka In-Grid. Dokładnie, włoska, mimo że połowa jej twórczości jest w języku francuskim. Trzeba przyznać, że robi to w wyborny sposób. Pierwsze piosenki artystka wykonywała w rodzimym dialekcie północnych Włoch. Szybko zyskała popularność i nawiązała współpracę ze znanymi producentami Larrym Pignagnolim i Marco Soncinim, z którymi nagrała pierwsze przeboje, w tym „Tu es foutu”, który to utwór grały wszystkie polskie rozgłośnie radiowe. Jego brzmienie z partią akordeonu i melodyjnym ciepłym wokalem, nieodparcie przypominające piosenkę francuską w najlepszym stylu, doceniono także w Grecji, Szwecji, Rosji oraz na Ukrainie i Węgrzech. Rok 2003 był dla artystki niezwykle pomyślny. Wówczas wtedy ukazał się jej debiutancki, w Polsce platynowy album „Rendez-Vous”, które z powodzeniem promowały następne single „In-Tango”„Shock”. Repertuar będący skrzyżowaniem muzyki pop i dance o wyraźnych śródziemnomorskich wpływach cieszył się sporą popularnością szczególnie w naszym kraju, gdzie artystka intensywnie koncertowała. Dotarła nawet do miejsc, które zagraniczne gwiazdy wówczas rzadko zaszczycały swoją obecnością, jak np. Białystok – uczestniczyłam w tym wydarzeniu i wspominam je z sentymentem. Pomimo koncertów, wokalistka miała na koncie liczne okazjonalne występy , np. w popularnym reality show Bar czy polskich preselekcjach do konkursu Eurowizji. Pomimo zapełnionego grafiku nie zaprzestawała pracy w studiu nagraniowym i już następnego lata ukazała się druga płyta zatytułowana w cześć Édith Piaf – „La vie en rose”. Znajdujące się na niej standardy francuskiej muzyki popularnej w nowoczesnych aranżacjach pozwoliły In-Grid wystąpić w ramach dnia Viva la France na festiwalu w Sopocie, gdzie z akompaniamentem fortepianu wykonała m.in. tytułową piosenkę i cover „La vie en rose”. Trzeci album „Voilà” z roku 2005 przyniósł na polską scenę kolejny przebój pod tytułem „Mama mia”, a wokalistka została jedną z jurorek Sopot Festival. Polski sukces przypieczętowano podbijającym rozgłośnie radiowe duetem „I Love” ze Stachurskym. Dopiero w roku 2009, wraz z premierą czwartego krążka „Passion” gwiazda In-Grid w kraju zaczęła przygasać. Zajęła ona czwarte miejsce podczas konkursu na zagraniczny hit lata Sopot Hit Festiwal 2009, a kolejne płyty nie cieszyły się wielkim zainteresowaniem ze strony polskich fanów. Należy jednak podkreślić, że trzy świetnie przyjęte wydawnictwa z rzędu to i tak fantastyczny wynik, a wokalistka razem z wytwórnią w pełni wykorzystali potencjał i przysłowiowe pięć minut, które w rzeczywistości trwało blisko pięć lat.

 

Creative Commons
Creative Commons

Stwierdzenie, że Mans Zelmerlow jest bardziej znany w Polsce niż w swojej ojczyźnie byłoby nieprawdą. Warto jednak o nim wspomnieć pod względem popularności jaki odniósł w naszym kraju na długo wygraniem Konkursu Piosenki Eurowizji w roku 2015. Wracamy do jego początków, gdy słuch o wokaliście niósł się z dnia na dzień coraz dalej. Będąc na fali popularności po udziale w Idolu, w 2006 roku podpisał on kontrakt z wytwórnią płytową Warner Music Sweden i pod jej opieką wydał debiutancki krążek „Stand by for…”. Błyskawicznie zyskał on status platynowej płyty, a album promowany był między innymi przez przebojowy singiel „Cara Mia”, który dotarł do polskich rozgłośni. Kolejnym krokiem w karierze był udział w preselekcjach do 52. edycji Konkursu Piosenki Eurowizji w 2007 roku, gdzie wokalista zakończył przygodę na trzecim miejscu. Rok 2008 przyniósł młodemu artyście liczne nagrody, a w sierpniu dołączył on do gwiazdorskiego składu podczas trasy Hity Na Czasie, organizowanej przez Radio Eska. Nie minął miesiąc, a 16 września ponownie zagrał w Polsce, tym razem podczas finałowego koncertu tejże trasy w Zielonej Górze. W listopadzie wystąpił gościnnie w jednym z odcinków programu TVN Taniec z gwiazdami, w którym wykonał single „Maniac”„Miss America” z debiutanckiej płyty. W krótkim czasie odwiedził także galę Eska Music Awards oraz studiu nagraniowe emitowanego w TVP1 programu Jaka to melodia?. Ponadto Mans odważył się zawalczyć w Sopocie o Bursztynowego Słowika i Słowika Publiczności, gdzie zaprezentował utwór „Brother oh Brother”. Dzień później wystąpił w Bydgoszczy w ramach trasy Hity Na Czasie. Kolejne lata spędził głównie na promowaniu twórczości i nowych płyt w rodzinnych stronach. Powrót na międzynarodową arenę nastąpił w 2014 roku po udziale w Melodifestivalen 2015. Niezrażony wcześniejszą porażką, ponownie spróbował swoich sił i tym razem nie miał sobie równych. Zwycięstwo z utworem „Heroes” dało mu szansę do reprezentowania Szwecji w 60. Konkursie Piosenki Eurowizji w Wiedniu. Występ podbił serca Szwedów i, jak się szybko okazało, również Europejczyków. Wygrana w wydarzeniu oglądanym przez kilkadziesiąt milionów widzów na całym świecie ponownie przyciągnęła uwagę polskich słuchaczy, co zauważył sam artysta i wystąpił między innymi w Kielcach, a także zwieńczył sukces trasą promującą najnowszą płytę „Chameleon”, obejmującą występy w Warszawie, Krakowie i Gdańsku.

 

null
Ray Wilson i Genesis Classic Orchestra w Siemiatyczach. 15.08.2018

Niektórzy artyści nie tylko okazjonalnie goszczą w Polsce, ale zadomowili się tu na stałe. Najlepszym przykładem jest szkocki wokalista Ray Wilson, który rozgłos zdobył jako frontman zespołu Genesis, gdzie występował w latach 1996-1999. Artysta wywodzi się z formacji Stiltskin, a ponadto sukcesywnie kontynuuje karierę solową. Po sukcesie macierzystego zespołu, muzycy Genesis zwrócili uwagę na młodego muzyka i po rezygnacji Phila Collinsa zaproponowali mu współpracę. Muzyk był frontmanem grupy współtworząc będący na czwartym miejscu w historii sprzedaży zespołu album „Calling All Stations“. Konsekwencją wydania płyty była ogólnoświatowa trasa koncertowa „Calling All Stations Tour”. Po rozwiązaniu Genesis Wilson wrócił do korzeni. Wraz z nowym zespołem o nazwie Cut wydał album „Millionairhead“, a w trakcie promocyjnej trasy koncertowej w Niemczech, wystąpili m.in. zespołami ScorpionsWesternhagen. Debiutancki album solowy muzyka pod tytułem „Change” ukazał się w kwietniu 2003 roku. Na drugi solowy krążek Wilson nie kazał długo czekać, bowiem ukazał się zaledwie rok później. Po kilku latach Ray zatęsknił za mocniejszym graniem, dlatego postanowił odkurzyć szyld Stiltskin. W 2006 roku światło dzienne ujrzała płyta „She”, a potem ruszył w kolejną trasę. Mniej więcej w tym samym okresie doszło do wielkiej zmiany, tym razem, w prywatnym w życiu muzyka. Zakochał się w Polce o imieniu Małgorzata, dla której od 2008 zamieszkał na stałe w Poznaniu. Wilson jest także twórcą projektu Genesis Classic, prezentującego wybrane kompozycje zespołu Genesis w klasycznej odsłonie – od pierwszego koncertu w 2010 roku członkowie projektu są w nieustającej trasie koncertowej. Częściowo w Polsce powstał także jego solowy album „Propaganda Man” z roku 2009. W maju 2012 artysta odebrał akt nadania tytułu „Ambasadora Poznania”, miasta–gospodarza UEFA EURO 2012. Rok później wystąpił na Oświęcim Live Festival oraz nawiązał współpracę z Polskim Radiem, czego pierwszym efektem była płyta „Chasing Rainbows” o charakterystycznym dla brytyjskiego rocka brzmieniu. Wielokrotnie gościł w audycjach w Trójce, gdzie również odbył się koncert na 20-lecie twórczości Raya. W 2014 roku nakładem Agencji Polskiego Radia ukazało się koncertowe DVD „20 years and more”, a w tym samym roku wystąpił on także u boku Budki Suflera na Placu Zamkowym w Lublinie w ramach koncertu „Memu miastu na do widzenia”. Następne lata były dla niego równie intensywne zarówno pod względem pracy w studiu, jak i koncertów. Na przełomie 2017 i bieżącego roku Ray Wilson w ramach europejskiej trasy zagrał kilkanaście koncertów Polsce. Tego lata udało mi się uczestniczyć podczas jednego z nich i z pełnym przekonaniem polecam każdemu jego dwugodzinną opowieść okraszoną bogatym instrumentarium i czystym wokalem. Warto również wspomnieć, że artysta ma na koncie numer „Bezustannie” wykonany po polsku w duecie z Patrycją Markowską, który ukazał się na płycie wokalistki o tytule „Krótka płyta o miłości”. Poza działalnością artystyczną, muzyk aktywnie udziela się społecznie. Jest założycielem i fundatorem działającej w Poznaniu Fundacji Raya Wilsona, której głównym celem jest wspieranie i aktywizacja osób z marginalizowanych warstw społecznych.

 

Creative Commons

Są również artyści, których poza podążaniem za karierą, miłością czy osobistą sympatią, sprowadziła do Polski płynąca w nich krew. Ewa Farna pochodzi z polskiej rodziny. Оd wczesnych lat lubiła śpiewać, co udowadniała aktywnie udzielając się na szkolnych imprezach i konkursach piosenek. Potem wstąpiła do zespołu regionalnego, a już w wieku jedenastu lat zaczęła wygrywać pierwsze konkursy wokalne. Podczas Konkursu Piosenki Dziecięcej w Hawierzowie na Morawach na jej drodze pojawił się Leszek Wronka, znany w Czechach polski producent i autor piosenek między innymi Karela Gotta i Heleny Vondraczkowej, który poprzez rodziców Farny zaproponował młodziutkiej artystce współpracę. Wspólnie przygotowali demo, które trafiło do czeskiego oddziału wytwórni Universal Music, a w międzyczasie Ewa została najmłodszą zwyciężczynią odcinka „Szansy na Sukces”, wykonując piosenkę autorstwa Jacka Cygana „Za młodzi, za starzy”. Tak oto w wieku 12 lat zaśpiewała duet z Ryszardem Rynkowskim. W roku 2006 ukazała się jej debiutancka pop-rockowa płyta zatytułowana „Měls mě vůbec rád”, która sięgnęła po status platynowej płyty. Ponadto wykonawczyni zdobyła kilka nagród w tym między innymi debiut roku w ankiecie „Czeski Słowik 2006”. Już rok później Farna miała na koncie drugą platynową płytę – sukces powtórzyła dzięki albumowi „Ticho”. Gdy podbiła Czechy, przyszedł czas na muzyczny debiut na polskim rynku, początkowo z umiarkowanym powodzeniem. W listopadzie 2007 roku nakładem Universal Music Poland wydano polskojęzyczną wersją pierwszego albumu o tytule „Sam na sam”. Wydawniczy debiut spotkał się z innym przyjęciem niż u naszych sąsiadów – w Polsce sprzedał się w liczbie około 2000 egzemplarzy, co nie było spektakularnym sukcesem, ale też nie porażką. Druga próba miała miejsce w 2009 roku. Na albumie zatytułowanym „Cicho” znalazło się dwanaście utworów, w tym cover piosenki „Dmuchawce, latawce, wiatr” z repertuaru Urszuli oraz utwory wzorowane na zachodnich pop-rockowych idolkach takich jak Pink, Avril Lavigne czy Kelly Clarkson. Krążek zadebiutował na 16. miejscu polskiej listy przebojów OLiS, a pochodzące z niego nagrania pokryły się podwójną platyną. Nagrodzono go również Superjedynką podczas Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 2009, zyskując tym samym miano Płyty Roku. Kolejnym wyróżnienie zdobyto na festiwalu Sopot Hit Festival 2009, gdzie piosenka „Cicho” uzyskała tytuł Polski Hit Lata 2009. Ponadto wyróżniono ją nominacją do Fryderyka w kategorii Album Roku Pop, a sama Farna otrzymała nominację w kategorii Artystka Roku. Dobra passa nie opuszcza wokalistki po dziś dzień, która jest jedną z najpopularniejszych wykonawczyń muzyki popularnej w Polsce.

 

Creative Commons
Creative Commons

Odmienną i geograficznie nieco dłuższą drogę przebyła Ketevan Melua, znana jako Katie Melua. Urodziła się ona w Gruzińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej, wchodzącej w skład ZSRR. Dzieciństwo spędziła w Tbilisi, a następnie w Batumi. Mimo że Gruzja odzyskała niepodległość, to Katie wciąż była szarpana konfliktami wewnętrznymi, które prowadziły do wybuchu wojny domowej. Sytuacja w kraju spowodowała, że rodzina Meluy podjęła w 1993 roku decyzję o emigracji. Miejscem docelowym był Belfast w Północnej Irlandii, a następnie ich domem stała się Anglia. Po skończeniu szkoły w Sutton i wygraniu programu telewizyjnego „Stars Up Their Noses”, Katie rozpoczęła naukę w The BRIT School for Performing Arts & Technology w Londynie. Szkoła artystyczna pozwoliła jej odkryć różne gatunki i wykonawców, którzy na zawsze odcisnęli na niej swe piętno. Po usłyszeniu piosenki Evy Cassidy napisała utwór „Faraway Voice” poświęcony jej pamięci. Dzięki temu nagraniu zwrócił na nią uwagę producent Mike Batt, z którego wytwórnią Katie podpisała 5-płytowy kontrakt. W 2003 roku ukazał się debiutancki album „Call Off The Search”, który spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem na rynku, osiągając w wielu krajach status złotej i platynowej płyty. Katie wyruszyła w trasę koncertową, podczas której powstawały nowe piosenki. Pomiędzy występami nagrała nową płytę, która ukazała się w sierpniu 2005 i była zatytułowana „Piece By Piece”. To właśnie z niej pochodzi największy do tej pory przebój artystki „Nine Million Bicycles”, dzięki któremu pokochali ją również polscy odbiorcy. Wydawnictwo osiągnęło w Polsce swoje pierwsze złoto, a jego sprzedaż po dziś dzień przełożyła się na podwójną platynę. Wkład twórczy Katie był dużo większy, niż w przypadku debiutu. Singiel był regularnie emitowany przez rozgłośnie radiowe na całym świecie. Rok 2007 przyniósł trzeci longplay „Pictures”, który umocnił pozycję Katie w świecie muzycznym i potwierdził jej niezwykłą wrażliwość muzyczną. Czwarty krążek z roku 2010 ponownie sprowadził uwagę polskich słuchaczy na twórczość artystki. Wydawnictwo „The House” dotarło do 1. miejsca OLiS z wynikiem 20 tysięcy sprzedanych egzemplarzy oraz kolejną platyną. Jeszcze w tym samym roku Katie wyruszyła w trasę koncertową po Europie, która później została przerwana ze względu zdrowotnych. Artystka zdążyła jednak zawitać do Polski z czterema koncertami (Poznań, Warszawa, Zabrze, Wrocław). W tym samym roku weszła do studia i rozpoczęła pracę nad piątym z kolei studyjnym albumem – „Secret Symphony”. W Polsce, podobnie jak jej wcześniejsze dokonania, wydawnictwo osiągnęło status platyny. Podsumowując, więź jaka łączy artystkę oraz polskiego widza stała się nierozłączna, a sama gwiazda błyszczy na polskich scenach regularnie niemal każdego roku. Niedawno Katie Melua poszerzyła swoją mapę koncertową o Szczecin, Wrocław i Toruń, a latem uświetniła Młyn Jazz Festival 2018 w Wadowicach.

 

REKLAMA
fiio

1 KOMENTARZ

  1. A znana w latach 80-tych grupa Classic Nouveaux z charyzmatycznym wokalistą Salem Solo ? Na pewno bardziej znani byli w Polsce niż w rodzinnym UK. Wydaje mi się,że w PL Marillion był również popularniejszy niż w Anglii.
    Z mojej działki – elektroniczny muzyk z Anglii – Paul Lawler, występujący pod szyldem Arcane był w naszym światku elektronicznym na pewno bardziej popularny niż u siebie. Jakiś czas mieszkał zresztą w Polsce.

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here