Bugani Boost Max to imprezowy głośnik Bluetooth dla wymagających, ale oszczędnych melomanów. Urządzenie zostało wyposażone w duże woofery, dodatkowe tweetery oraz pasywną membranę basową. Producent zaimplementował ponadto szereg funkcji dodatkowych oraz akumulator, który ma zapewnić do 16 godzin pracy.
Sektor głośników Bluetooth jest już mocno nasycony, żeby nie napisać przesycony. Rynek został zalany przeróżnymi konstrukcjami – począwszy od kieszonkowych głośniczków, aż po olbrzymie kolumny do nagłośnienia imprez. Przez ostatnie lata miałem okazję sprawdzić multum urządzeń tego typu i jestem pod wrażeniem progresu. Dzisiaj nawet niewielkie modele brzmią nieźle, a te większe mogą już zastąpić domowy sprzęt audio. Oczywiście wiążą się z tym pewne kompromisy brzmieniowe, ale często mobilność i funkcjonalność je rekompensują.
Problem w tym, że podświetlenie, możliwość parowania ze sobą głośników czy funkcja powerbanku stały się standardem i już nie robią wrażenia. Mniej lub bardziej awangardowe wzornictwo oraz ogromna moc to także nic specjalnego. Dlatego dzisiaj nowi producenci konkurują głównie relacją jakości do ceny, a tytułowy Bugani Boost Max wydaje się tego dobrym przykładem. Głośnik ma robić dużo hałasu, zachwycać funkcjonalnością oraz jakością dźwięku, a do tego podważać sens zakupu drogich głośników JBL-a czy Sony.
Tak, mnie również zapala się czerwona lampka na takie hasła, więc do testu głośnika podszedłem sceptycznie i rzeczywiście nie udało mi się potwierdzić niektórych obietnic producenta. Okazało się jednak, że Boost Max ma asa w rękawie i tym samym stanowi mocnego konkurenta m.in. dla głośników marki Soundcore.
Wyposażenie
Zestaw zawiera:
- kabel USB-C > USB-C (długość 96 cm);
- kabel 3,5 mm > 3,5 mm (długość 95 cm);
- instrukcję obsługi.

W pudełku znajdziemy jedynie podstawowe akcesoria, czyli dwa kable – jeden do ładowania akumulatora (dwie wtyczki USB-C), drugi do transmisji analogowej (dwie wtyczki 3,5 mm). Są one przeciętnej jakości oraz długości, ale producentowi i tak należy się pochwała za przewód z wtyczkami 3,5 mm, którego wielu producentów już nie dodaje.
Konstrukcja i jakość wykonania
Wzornictwo jest mniej imprezowe, a podświetlenie bardziej subtelne niż zazwyczaj. Dominują szarości, a diody RGB rozświetlają jedynie przyciski oraz logo na przodzie. Siłą rzeczy wzrok przyciąga efektownie pozaginany uchwyt, który biegnie niemal przez całą długość głośnika. Rezultat? Całkiem udany – Boost Max wygląda bardziej uniwersalnie i jednocześnie poważniej od wielu głośników tego typu, czyli m.in. JBL-ów serii Boombox czy Soundcore’ów linii Boom.

Frontowa maskownica zabezpiecza cztery przetworniki – dwa niskotonowe z membranami 5,25 cala oraz dwa wysokotonowe o średnicy 1,45 cala, które umieszczono na obrzeżach. Tkanina jest na tyle gęsta, że głośniki nie są widoczne przez maskownicę. Nie widać też wielkiej membrany pasywnej, schowanej nietypowo z tyłu obudowy. Dla porównania w popularnych głośnikach stosuje się zazwyczaj dwie mniejsze membrany basowe, wyeksponowane po bokach urządzenia.
Ogumowany panel przycisków wylądował na pokrywie, bezpośrednio pod metalową rączką. Składa się z ośmiu guzików o nieszablonowych symbolach, z czego sześć zostało podświetlonych. Wyjątek stanowi regulacja głośności, która ma formę dużych i wypukłych przycisków, rozstawionych z lewej i prawej strony panelu. Przyciskom towarzyszy niewielka dioda sygnalizująca ładowanie, umieszczona tuż obok minusa.
Złącza trafiły we wnękę z tyłu urządzenia – znajdziemy tam wejście mikrofonowe 6,35 mm, przycisk resetowania, wejście 3,5 mm, gniazdo USB-A oraz złącze USB-C. Zostały one zabezpieczone zaślepką z silikonu, zamocowaną na stałe oraz ponadprzeciętnie grubą. Gniazda łatwo odsłonić, jak i zamaskować, bo zaślepka jest elastyczna i ma głębokie wcięcie do podważenia – paznokcia raczej nie połamiemy.

Jakość wykonania jest w pełni satysfakcjonująca. Obudowę skonstruowano z solidnego tworzywa sztucznego, a pokrywająca ją tkanina nie odstaje jakością od tej stosowanej w głośnikach JBL-a. Na szczególną pochwałę zasługuje także masywna i przyjemna w dotyku rączka z aluminium Całość została dobrze wykończona i precyzyjnie spasowana, a ogólna integralność konstrukcji jest bez zarzutu.
Ergonomia i mobilność
Bugani Boost Max to już kawał głośnika – urządzenie mierzy 43 cm długości na 24 cm wysokości i ma 15 cm grubości, a jego waga wynosi niecałe 6 kg. Konstrukcja jest więc masywna i stoi stabilnie za sprawą nisko osadzonego punktu ciężkości oraz podkładek z wysokiej jakości silikonu. W trakcie testów nie zdarzyło mi się przypadkowo przewrócić głośnika, a nie musiałem się też martwić zabrudzeniami – matowe powierzchnie nie zbierają smug, a tkanina po kilku tygodniach wygląda jak nowa.

Bugani Boost Max jest raczej transportowalnym niż mobilnym głośnikiem, czyli z łatwością przeniesiemy go do bagażnika samochodu czy innego pomieszczenia, ale raczej nie będziemy chcieli taszczyć na dłuższy dystans. Masa z czasem daje się we znaki, podobnie jak profil uchwytu, który jest spłaszczony, a powinien być zaokrąglony, by lepiej odpowiadał dłoni. W zestawie nie ma też paska na ramię, dołączanego do Soundcore’a Boom 2 Plus, więc Boost Max sprawdzi się najlepiej w zastosowaniach stacjonarnych.
Użytkowanie i funkcjonalność
Do przycisków jest łatwy dostęp, ponieważ pomiędzy obudową a uchwytem zachowano optymalny dystans – rączka nie przeszkadza na co dzień. Przyciski nie rozczarowują klikiem i łatwo je odróżnić, co dotyczy szczególnie regulacji głośności. Podoba mi się, że plus i minus zostały powiększone oraz odstają od obudowy, dzięki czemu łatwo je wyczuć po omacku. Mimo niestandardowych oznaczeń, guziki mają zrozumiałe funkcje. Warto jednak zajrzeć do instrukcji, bo niektóre pełnią dodatkowe role – np. podwójne wciśnięcie przycisku Bluetooth pozwala sparować ze sobą dwa głośniki Boost Max w system stereo (TWS).

Bugani Boost Max potrafi wiele. Karaoke wchodzi w grę, bo głośnik wyróżnia się wejściem mikrofonowym 6,35 mm, rzadko obecnym w sprzęcie tej klasy. To samo dotyczy portu USB-A, który pozwala odtwarzać muzykę w formacie MP3 z pendrive’a, co może być szczególnie wygodne na imprezie. Świetnie, że nie zrezygnowano z wejścia analogowego 3,5 mm. Atutem Boost Maksa jest także przyzwoicie niska latencja – podczas odtwarzania filmów czy YouTube’a obraz nie wymija się z dźwiękiem.
Mam jednak kilka zastrzeżeń. Po pierwsze funkcja powerbanku nie działa lub jest z nią problem w sztuce testowej – ani USB-C, ani USB-A nie ładowały podłączonych urządzeń. Po drugie podświetlenia RGB nie da się wyłączyć – instrukcja milczy na ten temat, a próba znalezienia ukrytej kombinacji przycisków zakończyła się fiaskiem. Diody nie reagują też na rytm czy nasilenie muzyki, po prostu cyklicznie zmieniają kolory. Po trzecie głośnik nie jest w pełni wodoodporny (norma IPX5 zamiast IPX7).
Producent wspomina też o dwóch trybach dźwięku (Indoor i Outdoor), a w rzeczywistości do dyspozycji są trzy, co trudno uznać za wadę. Sygnalizują je przyciski na szczycie zmieniające kolor na niebieski, czerwony lub zielony podczas przełączania trybów. Nie udało mi się ponadto sparować głośnika z aplikacją Bugani – urządzenie było wykrywane, ale połączenie nie dochodziło do skutku. Możliwe, że ten model głośnika nie jest po prostu obsługiwany, bo materiały marketingowe czy instrukcja o tym nie wspominają.

Czas pracy
Według specyfikacji czas pracy wynosi do 16 godzin na średnim poziomie głośności lub do 3 godzin na wysokim. Suche liczby nie robią specjalnego wrażenia, ale to pesymistyczna prognoza. Otóż pierwsza wartość dotyczy 50% głośności, a druga 100% głośności. W praktyce nawet nie zbliżałem się do połowy mocy, bo Bugani Boost Max do cichych nie należy.
Podczas testów korzystałem z różnych profilów dźwiękowych, słuchałem muzyki i odtwarzałem podcasty, a po dwóch tygodniach testów została mi połowa akumulatora. Boost Max przetrwa więc imprezę lub wiele dni typowego korzystania.
Specyfikacja
- przetworniki: 2x niskotonowe 5,25 cala (133 mm) + 2x wysokotonowe 1,45 cala (37 mm) + pasywna membrana basowa
- interfejs: Bluetooth 5.3
- złącza: wejście AUX (3,5 mm), port USB-A, wejście mikrofonowe (6,35 mm), port USB-C
- moc: 240 W (szczytowa)
- funkcje: tryb stereo, powerbank, podświetlenie RGB, tryby dźwięku (indoor i outdoor), wodoodporność IPX5, uchwyt do przenoszenia
- akumulator: 6000 mAh
- czas działania: do 16 godzin (głośność 50%); do 3 godzin (głośność 100%)
- czas ładowania: ok. 3 godziny
- wymiary: 430 x 239 x 150 mm
- masa: ok. 5,6 kg
Brzmienie
Bugani Boost Max brzmi efektownie. Niskich tonów jest pod dostatkiem, średnica nie gra pierwszych skrzypiec, a w wysokich tonach słychać akcent, czyli urządzenie zostało zestrojone na planie litery „V”, co jest typowe. Mocy jest również dużo, ale lepiej nie sugerować się 240-watami ze specyfikacji, bo to wartość szczytowa. Niemniej Bugani Boost Max z powodzeniem nagłaśnia duże pomieszczenia i brzmi dość czysto na wysokich poziomach głośności.

Nuda? Niekoniecznie, bo dla odmiany bas nie muli i nie dudni. Wręcz przeciwnie – dół pasma ma zwarty, dynamiczny i przyzwoicie szczegółowy charakter. Boost Max pozwala więc posłuchać także lżejszych brzmień, a nie tylko cięższego repertuaru imprezowego. Tym właśnie bohater testu wyróżnia się z tłumu – słychać, że ważna była także jakość niskich tonów, a nie tylko ich ilość.
Zaskakują również wbudowane tryby dźwięku, ponieważ wprowadzają raczej subtelne niż diametralne zmiany w brzmieniu, ale jednak wystarczające, by dostroić głośnik do pomieszczenia, warunków czy preferencji. Zacznijmy od tego sygnalizowanego kolorem niebieskim, a następnie przejdźmy do czerwonego i zielonego.
Bugani Boost Max – pierwszy tryb dźwięku (niebieski)
Pierwszy tryb dźwięku jest najpewniej tym „outdoorowym”, bo podbija skrajne pasma, a w szczególności niskie tony w średnim zakresie, żeby poprawić ich słyszalność na zewnątrz. Boost Max zabrzmi zatem efektownie, będzie współgrać z elektroniką, muzyką popularną czy rapem. Nie należy jednak oczekiwać skrajnie podbitego, mocno dominującego i zalewającego wszystko basu – głośnik nie brzmi jak subwoofer, niskie tony będą wciąż dość zwarte, kontrolowane i zróżnicowane.
Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, by używać pierwszego trybu także w pomieszczeniach, ale basu może być za dużo, a podkreślone wysokie tony mogą stać się momentami za ostre w muzyce elektronicznej czy rockowej. Z pomocą przychodzi drugi tryb dźwięku.
Bugani Boost Max – drugi tryb dźwięku (czerwony)
Drugi tryb dźwięku to również efektowność, ale w innej odmianie. Basu jest jeszcze więcej i ma bardziej subwooferowy charakter, ponieważ wysokie tony lekko się uspokajają. W tym trybie dźwięk jest więc łatwiejszy w odbiorze i bardziej masywny, co jest także dobrym wyborem na imprezę, zarówno zewnątrz, jak i wewnątrz. Drugi tryb dźwięku docenią też fani muzyki gitarowej – cięższy rock czy metal brzmią mniej jazgotliwie niż w pierwszym trybie.
Bugani Boost Max wciąż nie osiąga najniższego subbasu, ale postawiony przy ścianie lub w rogu pomieszczenia potrafi już dominować basem i tym samym wzbudzać szafki czy szyby. Pasywna membrana basowa robi wtedy swoje. Gdy natomiast chcemy uzyskać odwrotny efekt, czyli odjąć basu, żeby zrelaksować się przy spokojniejszych brzmieniach, to do dyspozycji pozostaje ostatni tryb dźwięku.
Bugani Boost Max – trzeci tryb dźwięku (zielony)
Trzeci tryb jest tym najbardziej wyrównanym – bas się uspokaja, pasmo średnie lekko przybliża, a wysokie tony pozostają klarowne, ale nie ostre. Nadal nie ma mowy o anemicznym, płaskim jak deska i nudnym dźwięku – tryb sygnalizowany kolorem zielonym wciąż zgrywa się nieźle z muzyką rozrywkową. Jednak w takiej konfiguracji lepiej słucha się klasyki, jazzu, lekkiego rocka czy też bluesa, bo niskie, średnie i wysokie tony są lepiej zróżnicowane.
Trzeci tryb to zatem świetny wybór do domu, gdy chcemy zrobić z muzyki tło codziennych czynności, posłuchać spokojniejszych brzmień opartych na instrumentach czy mocnych wokalach. Za sprawą bliższej średnicy sprawdzi się on także do słuchania podcastów czy audiobooków.
Bugani Boost Max – scena dźwiękowa
Bugani Boost Max jest głośnikiem stereofonicznym, co w dzisiejszych czasach nie jest już pewnikiem. Konstrukcja jest też spora, więc można odróżnić od siebie oba kanały. Nie należy jednak liczyć na wyjątkowo kontrastowy efekt stereo – przetworniki wciąż znajdują się blisko siebie. O olbrzymiej scenie dźwiękowej nie ma więc mowy, do tego potrzebny będzie drugi głośnik do pary.
Muzyka jednak rozchodzi się dość swobodnie, czyli Boost Max nie rozbrzmiewa jedynie kierunkowo; słychać go dobrze również od boków. To w dużej mierze zasługa maskownicy o zaoblonym kształcie, która nie „zamyka” przetworników z lewej i prawej strony. Dla najlepszego efektu przestrzennego dobrze jednak ustawiać urządzenie trochę bliżej ściany lub rogu pomieszczenia, ale z zachowaniem pewnego dystansu, żeby bas nie zalewał muzyki. W otwartej przestrzeni brzmienie będzie bardziej punktowe i chudsze.
Bugani Boost Max – porównania
Wszystkie głośniki tego typu brzmią mniej lub bardziej efektownie, czyli faworyzują bas kosztem średnicy, bo takie jest ich założenie. O olbrzymich różnicach w brzmieniu czy jakości dźwięku nie ma mowy, mimo że często w cenie jest przepaść. Wybór to nierzadko kwestia preferencji – jedni będą woleli subbasowy i zlany bas JBL-ów serii Boombox, innym spodoba się mocno V-kujące brzmienie głośników Soundcore, a jeszcze inni docenią właśnie bardziej zwarty i szczegółowy bas modelu Boost Max.
Moim zdaniem Bugani Boost Max lepiej różnicuje niskie tony od Soundcore’a Boom 2 Plus, który natomiast głębiej schodzi w subbas i hojniej dawkuje średni bas, a już szczególnie po podbiciu niskich tonów dedykowanym trybem. Jeśli więc liczy się głębszy i bardziej efektowny charakter basu, Soundcore będzie górą. Gdy natomiast lubimy mocny, ale zwarty bas, który potrafi przekazać także drżenie strun gitary basowej czy zróżnicować fakturę syntezatorów, to Boost Max może okazać się lepszy.
W mojej ocenie Boost Max brzmi także kapkę przestrzenniej od Soundcore’a, bo mniej kierunkowo względem Boom 2 Plus. Jak wspomniałem to najpewniej zasługa zaoblonej maskownicy na froncie. W przypadku głośnika marki Soundcore przetworniki są bardziej zabudowane, a przednia maskownica zupełnie płaska, przez co muzyka nie rozchodzi się tak swobodnie, jak by się chciało.
Podsumowanie
Bugani Boost Max nie jest perfekcyjny. Szkoda, że konstrukcja nie jest w pełni wodoodporna, a podświetlenia nie da się wyłączyć. Natrafiłem też na problemy z funkcją powerbanku, a dla niektórych brak apki będzie wadą. Kręcić nosem będą także entuzjaści skrajnie pobitego basu – tego moim zdaniem nie brakuje, ale nie jest podawany w ekstremalnych ilościach.
Głośnik może jednak pochwalić się atrakcyjnym wzornictwem, wysoką ergonomią oraz intuicyjną obsługą. Jego mocną stroną jest także ponadprzeciętna funkcjonalność – wejście mikrofonowe, odtwarzanie muzyki z pendrive’a czy trzy tryby dźwięku mówią same za siebie. Osiągi akumulatora mnie nie rozczarowały, podobnie jak brzmienie, które jest rozrywkowe, ale trochę bardziej zwarte i kontrolowane niż zazwyczaj, co dotyczy szczególnie basu. Do plusów zaliczam ponadto przyzwoicie niską latencję.

Bugani Boost Max kosztuje 600-700 zł. Uważam, że mimo pewnych wad, relacja jakości do ceny jest wciąż korzystna. W zamian otrzymujemy estetyczny, funkcjonalny i wydajny głośnik na imprezę, który sprawdzi się także jako alternatywa dla domowego sprzętu audio. To tym samym ciekawa alternatywa dla urządzeń Soundcore’a.
Zalety:
+ estetyczne wzornictwo
+ solidne wykonanie
+ dobra ergonomia
+ wygodna i intuicyjna obsługa
+ wejście mikrofonowe
+ odtwarzanie MP3 z pendrive’a
+ długi czas pracy
+ trzy tryby dźwięku
+ duża moc
+ efektowne, ale dość uniwersalne brzmienie
Wady:
– brak wyłącznika podświetlenia RGB
– brak pełnej wodoodporności
– problemy z funkcją powerbanka
Sprzęt dostarczył:




![Goclever Sound Club Rugged Pocket [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2018/06/miniaturka-218x150.jpg)
![Divoom Voombox Travel [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2018/03/Voombox-Travel-miniaturka-218x150.jpg)


