Creative Stage V2 to najnowsza wersja kompaktowego soundbara z subwooferem. Zestaw generuje łącznie 80 W mocy, ma Bluetootha 5.0 oraz rozbudowany interfejs z gniazdami HDMI oraz USB typu C.

Pozwólcie na trochę dłuższy wstęp niż zazwyczaj, bo przed testem modelu Stage V2 konieczne jest nakreślenie kontekstu. Lubię zestawy głośników stereo dedykowanych do nagłośnienia komputera, zarówno w konfiguracjach 2.0, jak i 2.1. Podoba mi się też brzmienie monitorów studyjnych, mniejszych lub większych. Nie potrafię jednak korzystać z tego typu nagłośnienia na co dzień. Kupuję dany zestaw głośników, świetnie mi się go używa, aż w pewnym momencie… zaczyna mi przeszkadzać. Nawet mniejsze głośniki zajmują sporo miejsca na biurku, kolidują ze wzmacniaczami słuchawkowymi i w konsekwencji utrudniają mi pracę i testy. Nie narzekałbym, gdybym miał dedykowane „biuro”, ale pecet jest u mnie wielozadaniowy.

REKLAMA
hifiman

Próbowałem znaleźć rozwiązanie problemu, ale z powodu ograniczonej przestrzeni, umieszczanie głośników na stojakach lub wieszanie na ścianach nie wchodziło w grę. Pakowanie i rozstawianie głośników w miarę potrzeby również okazało się być męczące. W efekcie po pewnym czasie w ogóle z nich rezygnowałem, by na co dzień korzystać jedynie ze słuchawek. Zazwyczaj nie wytrzymywałem długo i znowu inwestowałem w jakieś głośniki bliskiego pola, by niedługo później powtórzyć cały cykl i ponownie się ich pozbyć. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam słuchawki, co jest pewnie oczywiste patrząc na ilości dedykowanych im testów, ale nie zawsze są one optymalne. W pewnych sytuacjach trudno obyć się bez nagłośnienia.

Już jakiś czas temu moją uwagę przykuły mini-soundbary, które można zmieścić pod monitorem, czyli np. starsze Creative Stage Air czy Stage 2.1. W teorii rozwiązanie tego typu byłoby dla mnie strzałem w dziesiątkę. Wspomniane modele zyskały przychylne opinie, ale ostatecznie zniechęciły mnie ich pewne wady, na które skarżyli się użytkownicy, np. zbyt szybkie usypianie się urządzeń lub opóźnione wybudzanie. Przerabiałem tego typu problemy w niektórych głośnikach aktywnych i wiem, że z czasem potrafią mocno zirytować. Postanowiłem więc cierpliwie poczekać na coś nowego. Wygląda na to, że było warto – na moje biurko trafił Creative Stage V2, który powinien z powodzeniem nagłośnić zarówno peceta, jak i telewizor. Jak sprawdza się w obu scenariuszach?

Wyposażenie

Akcesoriów jest sporo, w zestawie otrzymujemy:

  • pilot;
  • kabel USB typu A > USB typu C (ok. 120 cm);
  • kabel 3,5 mm > 3,5 mm (ok. 120 cm);
  • kabel zasilający (ok. 150 cm);
  • instrukcję obsługi.

Wyposażenie nie jest jednak kompletne. W razie potrzeby należy przygotować jeszcze kabel HDMI lub optyczny, a nie obejdzie się bez zakupu baterii do pilota. Potrzebne są dwa, mniejsze paluszki typu AAA (LR03). Wydatek nie jest więc duży, ale szkoda, że baterii nie ma w komplecie. Jeśli planujemy zawieszenie soundbara na ścianie, konieczne będą także kołki rozporowe.

Konstrukcja

Producent zachwala nowoczesne i minimalistyczne wzornictwo. Nowoczesne – zgadzam się, minimalistyczne – już niekoniecznie. Pewne obłości i wklęsłości, połyskujące powierzchnie, ścięte boki oraz widoczna, tylna zabudowa powodują, że zestawowi daleko do prostoty. Mimo tego uważam, że Stage V2 i tak prezentuje się nieźle. Design pozytywnie mnie zaskoczył, urządzenie nie wygląda jak zabawka i nie powinno oszpecić ani salonu, ani biurka komputerowego. Dotyczy to również nietypowego, pionowego i dyskretnego subwoofera.

 

Front listwy dźwiękowej pokrywa metalowa maskownica, która skrywa dwa przetworniki o średnicy 2,25 cala (57 mm). Maskownica jest zagięta przy dłuższych krawędziach, więc efektownie zachodzi na obudowę, wykonaną z masywnego tworzywa sztucznego. Z lewej strony zdobi ją metaliczny znaczek producenta, a w centrum można dojrzeć dwucyfrowy wyświetlacz w kolorze białym. Towarzyszy mu niebieska dioda, sygnalizująca aktywny interfejs Bluetooth.

Tylną i górną część obudowy soundbara wykonano z połyskującego plastiku, wykończonego wręcz fortepianowo. Urządzenie stoi na wysokich, silikonowych nóżkach, a z tyłu można dojrzeć także uchwyty do zawieszenia na ścianie, czyli dwa, plastikowe mocowania. Lewy bok pozostał pusty, a na prawym jest panel przycisków, czyli wielofunkcyjny włącznik, plus i minus regulacji głośności oraz wydzielony guzik z symbolem Bluetootha. Wszystkie przyciski są ogumowane, niektóre są wklęsłe, a inne wypukłe.

Z kolei panel gniazd umieszczono w dwóch wnękach obudowanych matowym plastikiem, który został przykręcony szeregiem śrub imbusowych. Element ten nieznacznie odstaje ponad obudowę, więc jest widoczny od frontu – to dziwny zabieg, ale do zaakceptowania. Patrząc od przodu listwy, w obrębie lewej wnęki znajdziemy: gniazdo zasilania (ósemka), gniazdo subwoofera oraz złącze optyczne (Toslink). Natomiast w prawej wnęce umieszczono: USB typu C, HDMI oraz wejście 3,5 mm. Bardzo cieszy mnie zarówno widok USB typu C, jak i HDMI z dopiskiem ARC.

Subwoofer jest już w całości wykonany z płyty MDF, pokrytej matową i lekko chropowatą okleiną. Na froncie znajduje się otwór bass-reflex, ulokowany w jego dolnej części, a w górnej widnieje kolejne logo producenta. Na prawym boku dostrzeżemy głośnik niskotonowy o średnicy 5,25 cala (133 mm), zabezpieczony materiałową maskownicą bez kratki. Subwoofer stoi na silikonowych nóżkach w kształcie krążków, a z tyłu został wyposażony w pojedynczy, zamocowany na stałe kabel sygnałowo-zasilający.

Jakość wykonania jest bardzo dobra. Oba urządzenia są masywne, sprawiają wrażenie solidnych i trwałych. Nie dostrzegłem problemów ze spasowaniem elementów czy wykończeniem powierzchni – obyło się bez najmniejszych skaz, pozostałości kleju itp. Nie zawiodły mnie też elementy silikonowe. Szkoda jedynie, że obudowa listwy dźwiękowej jest połyskująca, przez co tworzywo jest podatne na rysy, smugi i przyciąga kurz.

Ergonomia

Rozstawienie zestawu jest szybkie. Podłączenie zasilania i spięcie listwy z subwooferem nie stanowią wyzwania, a do prądu należy podłączyć tylko jeden kabel, ponieważ subwoofer jest zasilany z soundbara. Do wszystkich gniazd jest wygodny dostęp, a okablowanie z zestawu optymalnie długie – dla przykładu kabel zasilający mierzy 150 cm, a ten od subwoofera ma aż 200 cm. W efekcie z powodzeniem rozstawiałem zestaw na biurku mierzącym 160 cm szerokości na 75 cm głębokości. Udało mi się nawet estetycznie zamaskować kable.

Bardzo spodobał mi się subwoofer, który jest wąski i pionowy, więc zmieści się zarówno pod biurkiem, obok niego, jak i przy stoliku RTV. Świetnie, że bass-reflex jest z przodu, więc nie trzeba przejmować się dystansem od ściany. Należy jedynie zapewnić stosowny odstęp od prawej ścianki subwoofera, nie tłumić samego głośnika. Lepiej też, aby subwoofer nie stał w otwartej przestrzeni – konstrukcja jest dobrze wyważona i w miarę stabilna, ale może się przez przypadek przewrócić. Warto więc mieć to na względzie, jeśli mamy dzieci lub większe zwierzęta.

Liczyłem, że listwa dźwiękowa będzie trochę krótsza. Zadowoleni będą kinomani montujący Stage V2 pod telewizorem, gdzie pożądany jest jak najszerszy soundbar, ale komputerowcy muszą przygotować na biurku całe 68 cm na 10 cm przestrzeni. Czy to problem? I tak, i nie. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób mamy zamocowany monitor. Soundbar może rzeczywiście kolidować z dużą podstawą monitora, ograniczać miejsce na klawiaturę i myszkę. Najlepszym rozwiązaniem jest zamocowanie monitora na uchwycie, biurkowym lub ściennym. Wtedy listwę można wsunąć głębiej pod monitor, ustawić blisko tylnej krawędzi biurka.

Korzystam na co dzień z monitora o przekątnej 27 cali, zawieszonego na uchwycie, więc Stage V2 sprawdził świetnie i okazał się być zbawieniem. Na biurku, oprócz soundbara, bez problemu zmieściłem także duży DAC/AMP, odtwarzacz muzyki, statyw ze słuchawkami, jak i konsolę, co nie było możliwe w przypadku standardowego zestawu głośników. Creative Stage V2 rzeczywiście rozwiązał moje problemy, które zawarłem we wstępie testu. Polecam takie rozwiązanie wszystkim, którzy nie mają miejsca na oddzielne głośniki.

Użytkowanie

Przyciski na boku soundbara łatwo wyczuć po omacku, a włącznik odpowiada także za przełączanie źródeł. Do obsługi lepiej jednak wykorzystać pilot, który jest wygodny i intuicyjny. Na pilocie umieszczono włącznik, przycisk wyciszania, trzy przyciski dedykowane zmianie źródeł, okrągły panel sterowania multimediami i głośnością, jak również dodatkowe klawisze trybów Sound Blaster Clear Dialog oraz Surround. Nie zabrakło nawet przycisków do regulacji basu i sopranu, jak i guzika do zresetowania ustawień dźwięku. Podoba mi się, że wszystkie przyciski są ogumowane, a pilot został wykonany z plastików niepodatnych na smugi.

Do gustu nie przypadł mi za to wyświetlacz. W teorii jest bez zarzutu – to ekranik jedynie dwucyfrowy, który jednak sygnalizuje aktywne źródła i funkcje w sposób zrozumiały, czytelnymi skrótami. Dla przykładu tryb USB to „UB”, połączenie HDMI to po prostu „HD”, a regulując bas zobaczymy „BA” – prosta sprawa. Ekran został umieszczony głęboko pod maskownicą, ale jest ostry i jasny, więc łatwo dostrzec go przez oczka w maskownicy. Nie narzekałem na czytelność wskaźnika poziomu głośności (skala 0-35) oraz komfortowo regulowałem ilość basu czy wysokich tonów (+/- 5 stopni) bez względu na to, czy siedziałem na krześle obrotowym czy kanapie.

Niestety wyświetlacz jest aktywny cały czas, tylko minimalnie się przyciemnia po kilku chwilach. Za dnia nie stanowi to problemu, ale po zmroku ekran może przeszkadzać. Nie znalazłem sposobu żeby go wyłączyć lub intensywniej przyciemnić, a nie pomogła także aktualizacja oprogramowania układowego. W efekcie bez względu na to czy słuchamy muzyki przy komputerze, czy nagłaśniamy salon, wyświetlacz nie daje o sobie zapomnieć. Ekranik może drażnić także w stanie czuwania, bo wtedy wyświetla dwie, jasne kreski, które mogą być zmorą w sypialni. Wyświetlacz wyłącza się jedynie w trybie Bluetooth, ale wtedy miga duża i także jasna dioda w kolorze niebieskim… Cóż, pozostaje liczyć na stosowną aktualizację firmware’u.

Funkcjonalność jest imponująca! Gniazdo HDMI wspiera standardy ARC i CEC, czyli Creative Stage V2 z powodzeniem komunikuje się z TV – pozwala to na regulację głośności za pomocą pilota od telewizora, jak i automatyczne włączanie oraz wyłączanie soundbara wraz z telewizorem. Sprawdziłem go we współpracy z LG B9 (OLED55B9SLA) i nie miałem zastrzeżeń. W czasie testów soundbar nie usypiał się, nie ścinał pierwszych sekund utworów i działał stabilnie. W razie czego do dyspozycji są też gniazdo optyczne i wejście 3,5 mm, które pozwolą podłączyć Stage’a V2 do starszego telewizora, przystawki Smart TV lub przydadzą się, gdy okaże się, że wszystkie gniazda HDMI w telewizorze są już zajęte.

Z kolei soundbar do komputera można podłączyć za pomocą USB typu C, co zdecydowanie polecam – system Windows 10 bez problemu rozpoznał urządzenie jako wyjście dźwięku i automatycznie zainstalował odpowiednie sterowniki. Cieszy mnie, że producent nie oszczędzał, że postawiono na symetryczne USB zamiast micro USB, a soundbar działa poprawnie także po podłączeniu do gniazd USB typu C. Do dyspozycji jest też Bluetooth 5.0, który nie podpadł mi stabilnością, zasięgiem czy parowaniem. Szkoda tylko, że Stage V2 obsługuje jedynie kodek SBC. Mimo tego opóźnienia nie dawały się w znaki, nie wychwyciłem desynchronizacji obraz-dźwięk.

Specyfikacja

  • konfiguracja: 2.1
  • głośniki: 2x 2,25 cala (soundbar) + 5,25 cala (subwoofer)
  • moc: 2x 20 W (soundbar) + 40 W (subwoofer), łącznie 80 W RMS
  • interfejsy: HDMI, USB typu C, Bluetooth 5.0 z SBC, AUX (3,5 mm), optyczne (Toslink)
  • pasmo przenoszenia: 55 Hz-20 kHz
  • SNR: >75 dB
  • funkcje: bezprzewodowy pilot, ARC, wzmacnianie dialogów, tryb surround, wbudowany DAC USB
  • wymiary: 680 x 100 x 78 mm (soundbar); 423 x 250 x 116 mm (subwoofer)
  • masa: 2 kg (soundbar); 3,3 kg (subwoofer)

Brzmienie

Źródła: komputer stacjonarny, telewizor LG B9 (OLED55B9SLA), DAART Aquila II, FiiO BTA30 i M15, Google Pixel 4a 5G

Spodziewałem się mocno V-kującego dźwięku, typowego dla wielu soundbarów 2.1. Tymczasem okazało się, że wcale nie słychać dziury pomiędzy basem i sopranem, a subwoofer oraz soundbar dobrze się ze sobą zgrywają – nie miałem wrażenia, jakby oba urządzenia brzmiały oddzielnie. Ponadto pasmo średnie rozbrzmiewało zaskakująco bezpośrednio, jak na zestaw 2.1. Nie, dźwięk nie jest idealnie naturalny czy wierny, nie dorówna dużym soundbarom czy tym bardziej wydajnym zestawom 2.0, ale brzmienie jest i tak bardzo dobre, jak na sprzęt w tej cenie.

Nie brakowało mi też mocy w muzyce, grach czy filmach, a nawet na maksimum skali brzmienie było kontrolowane, nie pojawiały się zniekształcenia, a dźwięk się nie przesterowywał. Na co dzień nawet nie zbliżałem się do krańca regulacji głośności, zazwyczaj ustawiałem głośność na 50-70% skali, a gdy robiłem z muzyki tło, wystarczało 20-30%. Trzeba pamiętać, że to dużych soundbarów generujących kilkaset watów nadal sporo brakuje. Ciągle mamy do czynienia z niewielkim zestawem, który nie zatrzęsie wielkim salonem i nie nagłośni większej imprezy.

Creative Stage V2 – tryb standardowy
Po tak kompaktowym subwooferze nie można spodziewać się potężnego zejścia, szybkiego i pulsującego subbasu. Uniknięto jednak ekstremalnego podbicia basu, który nie dudni i nie jest rozlazły. Dedykowany głośnik niskotonowy i tak zapewnia swobodniejszą reprodukcję dołu od małych zestawów 2.0, jak i głośników wbudowanych w telewizory. Tony niskie potrafią już efektownie zawibrować, mocniej uderzyć, a brzmienie jest satysfakcjonująco pełne i dociążone. Co ciekawe brzmienie mocno przypomina właśnie typowe głośniki – bas nie jest oderwany od niskiej średnicy, a subbas nie dominuje nad midbasem. To dobry wybór dla osób, które korzystają zazwyczaj z głośników 2.0, nie przepadają za typową V-ką zestawów 2.1. Ciągle dobrze słuchało mi się elektroniki, muzyki popularnej, rocka czy metalu, a nieźle brzmiały także lżejsze gatunki. Do dyspozycji jest też pięciostopniowe podbicie basu, które dodaje brzmieniu masywności i wcale nie „dławi” subwoofera.

W domyślnej konfiguracji średnica nie jest idealnie z przodu. Charakter dźwięku jest raczej nowoczesny i efektowny, bardziej cyfrowy niż naturalny. Próżno szukać tutaj analogowego, mocno ciepłego brzmienia, ale strojenie jest i tak niezłe, bo oscyluje wokół neutralnej równowagi. Dźwięk jest czysty, bezpośredni i wyrazisty, ale jeszcze nie sprawia wrażenia ochłodzonego. Wokale nadal są czytelne, a żywe instrumenty rozbrzmiewają dość swobodnie, co tyczy się zarówno perkusji, gitar, jak i instrumentów dętych. Nadal przyjemnie słuchało mi się jazzu czy bluesa, jak i podcastów oraz YouTube’a. Ponadto dialogi w filmach były satysfakcjonująco czytelne, a Stage V2 z powodzeniem nagłaśniał także gry dla pojedynczego gracza. Nie ma mowy o jakimkolwiek zamuleniu czy przyciemnieniu, a nie słychać także kompresji lub zapiaszczenia. Ogólna rozdzielczość dźwięku jest w pełni satysfakcjonująca, nie spodziewałem się tak wysokiego poziomu.

Góra pasma jest obecna i przyzwoicie rozciągnięta. W tym rejonie najbardziej słychać charakterystyczny, cyfrowy nalot, co jest typowe dla urządzeń strojonych za pomocą DSP (Digital Signal Processing). Wysokie tony jednak nie syczą, nie szeleszczą, są dobrze kontrolowane, a dzięki nim brzmienie jest bliskie i czytelne. Talerze perkusyjne nie są ścięte, smyczki wybrzmiewają swobodnie, a solówki gitarowe są przyjemne w odbiorze. Nie można jednak oczekiwać idealnie wiernego przekazu, smyczków rodem z filharmonii czy perfekcyjnie blaszanych i metalicznych talerzy perkusyjnych, ale mowa jednak o kompaktowym zestawie 2.1 za kilkaset złotych, a nie spełnieniu marzeń audiofila. Byłem bardzo zadowolony z przekazu góry modelu Stage V2, a podobały mi się także proporcje względem innych pasm, więc nie czułem potrzeb regulowania ilości sopranu. W razie czego możliwe jest jednak dość swobodne ścięcie górnych rejestrów, jak i ich wyostrzenie.

Mały soundbar nie idzie w parze z dużą sceną dźwiękową, ale rezultaty będą zależne od tego, czy korzystamy ze Stage’a V2 z komputerem, czy telewizorem. W pierwszym przypadku nie narzekałem na stereo, mogłem odróżnić od siebie oba kanały. Ich separacja nie była oczywiście kontrastowa, ale nie miałem wrażenia, że muzyka dociera jedynie z pojedynczego punktu. Podobnie będzie w przypadku mniejszego telewizora, ale z modelami o większej przekątnej przekaz może być już zbyt wąski. W przypadku współpracy z telewizorem o przekątnej 55 cali już brakowało szerokości, szczególnie w porównaniu z soundbarem Samsung HW-Q70R, z którego korzystam na co dzień. To jednak znacznie droższy i dużo większy głośnik z Dolby Atmos, więc mały Stage V2 i tak wypadł dobrze. Doceniłem także przyzwoitą głębię oraz skuteczną separację dźwięków – Stage V2 brzmiał selektywnie.

Creative Stage V2 – Sound Blaster Surround i Clear Dialog
Po włączeniu trybu surround brzmienie staje się mniej zrównoważone, mocniej V-kuje, czyli brzmi typowo dla konfiguracji 2.1. Odsunięcie średnicy w tego typu „uprzestrzenniaczach” to częsty zabieg, który rzeczywiście powoduje wrażenie powiększenia przestrzeni, przez co brzmienie wydaje się być głębsze. Wtedy podkreślają się też skraje pasma, dźwięk robi się bardziej sztuczny, ale… jest nadal dobry. Byłem zadowolony z dźwięku szczególnie w gatunkach elektronicznych, którym nie szkodził bardziej cyfrowy charakterek. Funkcję Sound Blaster Surround docenią też kanapowi gracze i kinomani, bo brzmienie rzeczywiście staje się mniej kierunkowe i punktowe, wydaje się dobiegać z większego obszaru. Moim zdaniem zyskuje na tym także stereofonia, w trybie surround łatwiej było mi odróżnić od siebie oba kanały.

Spodobała mi się także opcja Clear Dialog, która wzmacnia średnicę. Nie muszę przekonywać, że to wysoce pożądana funkcja – w większości filmów akcji, jak i w polskim kinie, mowę często trudno zrozumieć, głosy są maskowane przez wybuchy lub ścieżkę muzyczną. Funkcja działa poprawnie i zdecydowania ułatwia wychwycenie dialogów. Tryb ten równie dobrze mógłby nazywać się „midrange boost”, bo Clear Dialog daje także dobre efekty w muzyce – przybliża pasmo od wyższego basu (bliższy kontrabas), przez niską średnicę (więcej ciepła), aż po wyższą średnicę (mocniej zarysowane instrumenty). Myślę, że fani lżejszych gatunków muzycznych z chęcią włączą tryb Clear Dialog na stałe, bo zyskuje na tym jazz, a wcale nie traci elektronika czy rap. Oba tryby można także ze sobą łączyć, czyli uruchomić jednocześnie surround i wzmocnienie dialogów, co także daje ciekawe efekty.

Podsumowanie

Creative Stage V2 przerósł moje oczekiwania. Soundbar nie rozczarowuje wzornictwem, jakością wykonania, funkcjonalnością i brzmieniem. Do gustu przypadła mi także ergonomia, zestaw nie zabiera cennego miejsca, jest dużo bardziej kompaktowy od typowych głośników. Konstrukcja prezentuje się estetycznie, zastosowane materiały w pełni satysfakcjonują, a ilość złącz zasługuje na pochwałę – Stage V2 jest zaskakująco uniwersalny. Podobnie można określić też brzmienie – urządzenie powinno zadowolić melomanów preferujących mniej lub bardziej nowoczesne gatunki muzyczne, graczy oraz fanów kina. Spodobały mi się również dodatkowe tryby, potęgujące przestrzeń lub przybliżające średnicę.

Nie, opisywane urządzenie nie jest perfekcyjne – cyfrowość dźwięku, ograniczony subbas, przeciętna ilość mocy i stosunkowo wąska stereofonia to główne wady Creative Stage V2. To jednak w dużej mierze konsekwencje zastosowania kompaktowej konstrukcji, które mnie jednak nie dawały się we znaki. Co innego wyświetlacz, który jest aktywny cały czas i niewystarczająco się przyciemnia, więc potrafi zirytować.

Creative Stage V2 kosztuje 489 zł, a to bez wątpienia niewygórowana cena, jak na zestaw 2.1 o takich możliwościach. Mnie Stage V2 przypadł do gustu – pozwolił odzyskać cenną przestrzeń na biurku, a do tego stanowił niezłą alternatywę zarówno dla głośników 2.0, jak i słuchawek. Myślę, że urządzenie docenią także oszczędni kinomani, których nie satysfakcjonują głośniki wbudowane w telewizor. Stereofonia nie powali nikogo na kolana, ale basu będzie i tak więcej, niż bezpośrednio z telewizora. Polecam model Stage V2 szczególnie osobom, którzy nie lubią typowego, mocno V-kującego dźwięku i dominującego basu, a zależy im na czytelniejszej średnicy i kontrolowanym brzmieniu.

Dla Creative Stage V2

Zalety:
+ solidne wykonanie
+ niezłe wzornictwo
+ kompaktowa konstrukcja
+ stabilne działanie i intuicyjna obsługa
+ HDMI z ARC, USB typu C, Bluetooth 5.0 itd.
+ pilot w zestawie
+ czytelny wyświetlacz
+ opcja regulacji basu i sopranu
+ praktyczne tryby Surround i Clear Dialog
+ dobre brzmienie do różnych zastosowań

Wady:
– stale aktywny wyświetlacz przeszkadza po zmroku
– dość wąska stereofonia i ograniczony subbas
– brak baterii AAA w zestawie

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
yulong

3 KOMENTARZE

  1. Hej, mam pytanie, szukam sprzętu do nagłośnienia kawalerki: jeden sprzęt który z poziomu szafki rtv będzie w stanie nagłośnić całe mieszkanie (a raczej przerośnięty pokój) czy lepiej zdecydować się na ten zestaw czyli Creative Stage V2 czy zestaw stereo Edifier R1600TIII ?

    • Ja bym zaproponował raczej Edifier’y. Jeśli pokój jest duży i jest miejsce na takie zabawy, warto rozważyć głośniki stereo i standy kolumnowe. Takie za ~200 zł wykonane z metalu i solidnie dociążone czynią cuda ze sceną i czytelnością wszystkich pasm. Bardzo głośno z takiego zestawu raczej nie będzie, bas będzie bardziej punktowy i szybki niż dążący do subwooferowych rejestrów, ale radość ze sceny muzycznej i oderwania dźwięku od kolumn na pewno pozostanie. Dla niedowiarków i burczymuchów którzy zarzucą mi że głośniczki aktywne do PeCeta w takiej cenie nie mogą zagrać dobrą sceną oświadczam: testowałem sytuację na starych już Modecom’ach MC-SHF56 i efekty były spektakularne. W takim sensie, że głośniki nie zagrały jak ogromne Klipsh’e, B&W czy inne Audio Physic’i, ale zagrały na swoje 100% co było bardzo łatwo odczuwalne. Scena była oderwana od głośników i bardzo przestrzenna, można było wyszczególnić nawet (rozlane bo rozlane, ale…) obszerne pplany dźwiękowe. Wokaliści nie byli już rozciągniętym tworem tylko konkretnym obiektem w przybliżonym punkcie. To afekt który – z oczywistych względów – żaden audiobar nie osiągnie bez względu na różne próby producentów zasymulowania przestrzenności efektami DSP. Prawa fizyki są nie do oszukania. Poza tym dedykowany sub jeśli ma być poprawnym uzupełnieniem audio musi zostać poprawnie ustawiony aby nie burczał i dudnił, a z tym zazwyczaj jest sporo problemów…

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here