Microlab Solo 6C NEW to odświeżona wersja popularnych głośników aktywnych w konfiguracji 2.0. Producent ponownie zastosował 6,5‑calowe przetworniki nisko-średniotonowe oraz 1-calowe wysokotonowe, umieszczone w obudowach z płyty MDF. Tym razem zestaw odbiera sygnał także bezprzewodowo dzięki interfejsowi Bluetooth, a aktywna kolumna doczekała się pewnych udoskonaleń.
„Który mamy rok?” – chciałem zadać to pytanie kurierowi, który dostarczył duże pudełko z logo Microlab Solo 6C. Przez chwilę miałem wrażenie, że cofnąłem się w czasie do 2012 roku, kiedy media straszyły nadchodzącą apokalipsą, a ból pleców nie był jeszcze problemem. Szybko się otrząsnąłem, co jednak nie popsuło mi humoru, bo mam spory sentyment do głośników Microlaba. Testowałem niegdyś szereg modeli azjatyckiego producenta i zazwyczaj ceniłem ich sprzęt, dlatego powrót marki na polski rynek po latach przerwy bardzo mnie ucieszył.
Co więcej, nie miałem wcześniej do czynienia z modelem Solo 6C – na moje biurko trafiały albo mniejsze konstrukcje (np. B77), albo większe (np. Solo 7C). Wiem jednak, że „szóstki” zebrały mnóstwo pozytywnych opinii, dlatego z przyjemnością zabrałem się za test odświeżonego wariantu z interfejsem Bluetooth. Tradycyjnie miałem jednak pewne wątpliwości: czy głośniki nadal bronią się brzmieniem? Czy cena na poziomie 999 zł jest adekwatna do ich możliwości? Odpowiedzi poniżej.
Wyposażenie
Zestaw zawiera:
- kabel głośnikowy (długość ok. 300 cm);
- kabel sygnałowy 2x RCA > 3,5 mm (długość ok. 200 cm);
- dwa komplety silikonowych podkładek;
- bezprzewodowy pilot;
- instrukcję obsługi.

Wyposażenie jest podstawowe. Kabel sygnałowy wygląda przeciętnie i ma sztywną izolację, ale producent nie pożałował pozłoconych wtyków. Lepiej wypada kabel głośnikowy – jest dość elastyczny i zalutowany na końcach. Kabel zasilający został z kolei zintegrowany i mierzy około 170 cm.
Pilot został przeprojektowany – jest mniejszy i ma tabliczkowy kształt. Oprócz standardowych przycisków, wyposażono go w kilka dodatkowych, służących do obsługi interfejs Bluetooth i sterowania muzyką. Pilot jest zasilany pojedynczą baterią pastylkową CR2025, którą znajdziemy w zestawie.
Konstrukcja i jakość wykonania
Na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło – Solo 6C NEW to wciąż duże kolumny o ponadczasowym wzornictwie. Ich obudowy wykonano z czarnej płyty MDF o chropowatym wykończeniu, a boki wyklejono efektownymi nakładkami, ozdobionymi ciemnobrązową okleiną, imitującą słoje drewna. Zastosowano również klasyczne, siatkowe maskownice, a całość dopełniają metaliczne logo producenta. Nadal jest na czym zawiesić oko.

Przy bliższych oględzinach dostrzeżemy jednak pewne zmiany w głośniku aktywnym. Tym razem na jego prawej ściance znajduje się wnęka z trzema pokrętłami oraz czerwoną diodą, umieszczoną tuż nad nimi. Wszystkie pokrętła są cyfrowe i bezoporowe, a górne pełni jednocześnie funkcję przycisku. Nie zmienił się natomiast prosty, czerwony wyświetlacz, który ponownie znalazł się w dolnej części frontu aktywnej kolumny.
Z tyłu aktywnego głośnika nie ma już pokrętła głośności, ale pozostałe elementy są na swoim miejscu. Poniżej radiatora umieszczono dwie pary analogowych złącz RCA (AUX i PC), terminale głośnikowe (zaciskowe/bananowe) oraz włącznik zasilania. Ten ostatni wylądował tuż obok zintegrowanego kabla zasilającego. W górnej części obu kolumn znajdują się również spore otwory typu bass-reflex.

Maskownice mają formę ramek z płyty pilśniowej, na których rozpostarto cienką siatkę. Montuje się je za pomocą częściowo elastycznych i solidnych kołków, które nie powinny się złamać nawet przy wielokrotnym wypinaniu. Pod maskownicami znajdują się po dwa przetworniki, czyli nisko-średniotonowe o średnicy 6,5 cala oraz wysokotonowe o średnicy 1 cala. Te pierwsze wyróżniają się charakterystycznymi, stożkowymi kopułkami.

Jakość wykonania można ocenić na czwórkę. Testowy egzemplarz nie rozczarowuje jakością okleiny ani spasowaniem elementów – powierzchnie są pozbawione skaz, a ozdobne płyty równo przylegają do konstrukcji. Miejscami widać jednak niedoskonałości, takie jak pozostałości kleju czy krzywo osadzone logo na frontach (być może celowo?). Trzeba więc pamiętać, że Microlab Solo 6C pozostają sprzętem klasy budżetowej, co tłumaczy pewne oszczędności.
Ergonomia i wymiary
Nie dajcie się zwieść fotografiom, które nie oddają rzeczywistego rozmiaru kolumn – Microlab Solo 6C nie należą do głośników kompaktowych i wymagają sporego biurka albo obszernych podstawek czy statywów. Trzeba też uwzględnić otwory bass‑reflex umieszczone z tyłu obudów. Oznacza to, że kolumny nie powinny stać bezpośrednio przy ścianach – wskazane jest zachowanie co najmniej kilkunastocentymetrowego dystansu.

Głośniki mają 36 cm wysokości, 21 cm szerokości i 27 cm głębokości, dlatego nie sprawdzą się na mniejszych biurkach – mogą kolidować z innym sprzętem audio lub dużym monitorem komputerowym. Dzięki dość wysokiej konstrukcji, nie musimy odchylać frontów – tweetery wypadają mniej więcej na linii uszu. Mebel, na którym ustawimy nowe Solo 6C, powinien być jednak odpowiednio stabilny, bo cały zestaw waży niemal 14 kg.
Długość przewodów jest optymalna. Kabel głośnikowy jest długi, mierzy około 300 cm, więc pozwala rozstawić kolumny odpowiednio szeroko. Przewód zasilający również nie powinien utrudniać podłączenia, ponieważ ma około 170 cm. Szkoda jednak, że został zamocowany na stałe. Dwumetrowy przewód RCA także nie powinien sprawiać problemów, ale z czasem warto rozważyć jego wymianę na coś lepszego.


Obsługa i funkcjonalność
Świetnie, że pokrętło głośności przeniesiono na bok i za jego pomocą możemy także przełączać źródła sygnału (PC/AUX/BT). Na pochwałę zasługują również pokrętła od regulacji basu i sopranu (-6/+6 stopni), które są nowością. W starszych głośnikach dostęp do regulacji głośności był zatem trudniejszy, a przełączanie źródeł czy przestrajanie umożliwiał jedynie pilot. W nowym wariancie można z niego zrezygnować, ale nie warto – pilot działa bez zarzutu, ma dobry zasięg i pozwala w pełni obsłużyć głośniki.

Implementacja interfejsu Bluetooth nie budzi zastrzeżeń – parowanie przebiega sprawnie, kolumny natychmiast ponownie nawiązują połączenie, a opóźnienia są minimalne, dzięki czemu możliwe jest oglądanie filmów czy seriali. Producent pożałował jednak zaawansowanych kodeków audio, więc nie można liczyć na aptX-a ani tym bardziej LDAC-a. W kolumnach brakuje też wejść cyfrowych (np. USB-C czy gniazd SPDIF), dlatego dla najlepszych rezultatów nie obejdzie się bez karty dźwiękowej lub zewnętrznego DAC-a.
Użytkowanie i kultura pracy
Kulturę pracy można ocenić dwojako. Pozytywnie zaskakuje niski poziom szumów własnych – lekki syk z tweeterów słychać tylko wtedy, gdy przyłożymy ucho bezpośrednio do maskownic. Z typowego dystansu szum jest praktycznie niesłyszalny. Niestety aktywna kolumna lekko brumi nawet w trybie uśpienia, co łatwo wychwycić z normalnej odległości, ale jedynie w ciszy. Podczas odsłuchów nie stanowi to problemu.

Wyświetlacz diodowy spełnia swoje zadanie, ale mógłby być lepszy. Jest czytelny i w prosty sposób komunikuje aktywne źródło sygnału, ale nie można wyregulować jego jasności, więc potrafi oślepiać po zmroku. Przydałoby się, aby ekran wyłączał się lub choćby przyciemniał po pewnym czasie. Uśpienie głośników nie rozwiązuje problemu – wówczas wyświetlane są kreski, które również rażą w oczy.
Na szczęście łatwo dosięgnąć do wyłącznika zasilania, umieszczonego skrajnie z prawej strony, więc odcinanie prądu na noc lub na czas nieużywania nie stanowi problemu. Doceniam też fakt, że kolumny nie usypiają się ani nie wyłączają automatycznie – w wielu modelach bywa to uciążliwe, ponieważ niektóre głośniki nie wybudzają się poprawnie, gdy sygnał wejściowy jest zbyt niski. Microlab Solo 6C NEW są więc zawsze gotowe do działania i nie ucinają początków utworów.

Specyfikacja
Ogólna
- konfiguracja: 2.0
- przetworniki: średniotonowy (6,5 cala) + wysokotonowy (1 cal)
- moc: 100 W rms
- pasmo przenoszenia: 50 Hz-20 kHz
- THD: <0,3%
- SNR: >80 dB
- separacja kanałów: >55 dB
- wejścia: AUX (2x RCA), PC (2x RCA)
- funkcje: Bluetooth 5.0, bezprzewodowy pilot
- wymiary: 361 x 210 x 270 mm
- masa: 13,6 kg
Brzmienie
Microlab Solo 6C NEW przypadną do gustu szukającym naturalnie zrównoważonego i uniwersalnego dźwięku w muzykalnym wydaniu. Mimo sporych wymiarów, głośniki nie przytłaczają basem, nie wypychają średnicy i nie wyostrzają sopranu, więc zgrywają się z przeróżnymi gatunkami muzycznymi. Brzmienie nie jest jednak analityczne.
Wprawdzie bliżej Solo 6C NEW do monitorów studyjnych niż typowo konsumenckich modeli, ale dźwięk nie jest suchy ani surowy, nie sprawia wrażenia „laboratoryjnego”. Muzyka rozbrzmiewa barwnie, przystępnie i angażująco – po prostu chce się słuchać płyty za płytą, odkrywać nowe nagrania i wracać do klasyków. Nie oznacza to jednak, że Solo 6C NEW są perfekcyjne – trzeba być świadomym pewnych ograniczeń.
Zacznijmy od dźwięku ze stacjonarnymi przetwornikami.

Microlab Solo 6C NEW – brzmienie w trybie przewodowym
Według specyfikacji głośniki reprodukują subbas od 50 Hz, ale w praktyce niskie tony rozbrzmiewają swobodnie już przy 40 Hz. Tak naprawdę membrany zaczynają pracować od 25-30 Hz, ale najniższe częstotliwości nie są odtwarzane czysto. Niskiego basu z pewnością jednak nie brakuje – głośniki potrafią efektownie zawibrować w muzyce popularnej, rapie czy szczególnie elektronice, zabrzmieć gęsto i z wykopem. Duża w tym zasługa ciepłego i masywnego midbasu, który wypełnia muzykę. Nie rozczarowuje również brzmienie instrumentów operujących wyższymi partiami basu.
Pasmo średnie jest bliskie, barwne i ciepłe. Słychać satysfakcjonującą gładkość, ale bez efektu rozmycia czy zgaszenia, ponieważ wyższa średnica pozostaje na swoim miejscu. Dzięki temu nie tracimy niuansów – można wychwycić nawet drobniejsze detale, o ile się wsłuchamy. Charakter Solo 6C NEW jest bez wątpienia muzykalny: detale nie grają pierwszych skrzypiec, ale instrumenty wybrzmiewają czytelnie i klarownie, choć bez ostrości. Podobnie wokale – nie giną w tle i są wyraziste. Docenimy to również oglądając filmy, YouTube’a czy słuchając podcastów – przekaz głosu jest bez zarzutu.
Sopran jest czysty, rozciągnięty i klarowny, ale nie agresywny. Głośniki nie syczą, nie brzmią chłodno ani ostro, więc dobrze współpracują z różnie zrealizowaną muzyką. Nie męczą nawet wyraźne sybilanty zawarte w nagraniach. Wokale są wspierane, gitary pną się wysoko po skali, podobnie jak dęciaki czy smyczki. Natomiast talerze perkusyjne rozbrzmiewają dźwięcznie i metalicznie, ale nie stają się uciążliwe. Dzięki temu przy muzyce można spędzać długie godziny, a także nagłaśniać gry wideo – wystrzały czy szkliste lub elektryczne efekty nie tną bębenków słuchowych.
Do czego można się przyczepić? Bas nie jest wyjątkowo szczegółowy ani perfekcyjnie kontrolowany. Głośniki różnicują fakturę instrumentów i nie dudnią, ale o rozdzielczości i precyzji rodem z monitorów studyjnych nie ma tu mowy. Nie chcę zostać źle zrozumiany – kontrola basu jest wciąż dobra, a szczegółów sporo, ale dół mógłby być bardziej zwarty i zbity oraz nieznacznie szybszy. Może to jednak wynikać z umiejscowienia portów basowych, jak i sporych wooferów.
Microlab Solo 6C NEW – scena dźwiękowa
Scena dźwiękowa i holografia pozytywnie zaskakują, a Solo 6C dobrze radzą sobie zarówno w wąskim, jak i szerokim rozstawie. Nie ma też problemu z odsłuchem w typowo komputerowych zastosowaniach oraz nagłaśnianiem całego pomieszczenia – Solo 6C NEW mogą pełnić zarówno rolę głośników bliskiego, jak i średniego pola. Zaznaczam jednak, że najlepsze efekty uzyskamy z pewnego dystansu – przy optymalnie szerokim rozstawie tzw. sweet spot wypada gdzieś 1,5-2 m od frontów. Zatem do krytycznych odsłuchów, warto lekko się odsunąć.
Separacja instrumentów nie daje powodów do narzekania – przekaz nie jest może wyjątkowo kontrastowy i napowietrzony, ale poszczególne linie melodyczne nie zlewają się ze sobą. Głębia mogłaby być lepsza – głośniki faworyzują szerokość, rozstawiają instrumenty i wokale po łuku, lecz niewiele dzieje się na płaszczyźnie przód-tył; muzyka niemal nie wychodzi poza linię głośników. Niemniej po sprzęcie tej klasy i w konfiguracji 2.0 trudno oczekiwać trójwymiaru.
Microlab Solo 6C NEW – brzmienie w trybie Bluetooth
Interfejs Bluetooth nie jest tylko na doczepkę. Wprawdzie słychać pewne ograniczenia, ponieważ względem transmisji analogowej ubywa subbasu, a przybywa midbasu. Z kolei wysokie tony lekko się łagodzą i rozbrzmiewają mniej swobodnie, ale rezultaty są wciąż bardzo dobre. Głośniki zachowują ciepły i dość naturalny charakter także przez Bluetooth, nadal angażują i brzmią satysfakcjonująco przestrzennie.
Nie, nie uzyskamy w ten sposób równie dobrego efektu, co ze stacjonarnych przetworników – wysokiej klasy DAC-e z ES9038 PRO zapewniały zdecydowanie więcej informacji w poszczególnych pasmach i klarowniejszą, bardziej wyrazistą górę pasma. Niemniej podczas testów komfortowo strumieniowałem muzykę czy nagłaśniałem podcasty ze smartfona.
Dodam także, że opóźnienia nie dają się we znaki – można wychwycić lekką latencję, ale dźwięk nie rozjeżdża się z obrazem, mimo braku wsparcia dla kodeków Qualcomma. Microlab Solo 6C NEW mogą więc sprawdzić się także w zastosowaniach kinomańskich, a nie tylko melomańskich czy audiofilskich.
Microlab Solo 6C NEW – korektor dźwięku
Na co dzień nie czułem specjalnego potrzeby korzystania z korektora – Solo 6C NEW prosto z pudełka zgrywały się bardzo dobrze zarówno z muzyką rozrywkową, jak i ambitniejszymi gatunkami. Warto jednak sięgnąć po korektor, gdy słuchamy bardziej basowego repertuaru – ciężkiego gitarowego grania oraz nowoczesnej elektroniki lub rapu.
W moim przypadku podbicie basu już o jeden-dwa stopnie powodowało, że dół pasma stawał się bardziej soczysty, gęsty i wibrujący. Wciąż nie było mowy o separacji dolnego zakresu rodem z subwoofera, ale byłem zadowolony z głębi basu. Sopran pozostawiałem bez zmian, choć głośniki dobrze reagują na korekcję wysokich tonów, więc górę pasma można swobodnie podkręcić lub zredukować – w zależności od preferencji, charakteru źródła dźwięku czy masteringu muzyki.
Microlab Solo 6C NEW – synergia i moc
Głośniki brzmią w sposób zrównoważony i z lekką nutką ciepła – problemem nie jest ani rozszalały bas, ani wyżyłowany sopran, dzięki czemu Solo 6C NEW powinny zgrać się z każdym źródłem. Podczas testów podłączałem je zarówno do bardziej technicznie brzmiących urządzeń (FiiO R9), zrównoważonych i naturalnych (HiFiMAN EF600), jak i cieplejszych i „analogowych” (Cayin RU9) i byłem zadowolony z dźwięku w każdej konfiguracji.
Warto wiedzieć, że regulacja głośności jest tym razem 32-stopniowa, a nie 50-stopniowa, ale w trakcie testów nie odczuwałem niedostatku precyzji – regulacja była satysfakcjonująco płynna w każdej sytuacji. Ponadto, na co dzień nie przekraczałem nawet połowy skali głośności, używając kolumn w pokoju średniej wielkości. Można więc liczyć zarówno na spory zapas mocy, jak i bezproblemowe nagłośnienie większego pomieszczenia.
Microlab Solo 6C NEW – porównania
Trudno znaleźć bezpośredniego konkurenta Microlabów Solo 6C NEW, ponieważ w cenie do 1000 zł dominują kompaktowe głośniki z membranami 3,5-calowymi lub trochę mniejsze konstrukcje z 5-calowcami. W tym budżecie można jednak kupić już parę monitorów studyjnych, wciąż mniejszych, ale oferujących bardziej rozdzielcze i precyzyjne brzmienie. Jednak w przypadku monitorów dla najlepszych efektów konieczne mogą być zbalansowane przetworniki lub dedykowane interfejsy audio, a zazwyczaj nie będzie można liczyć na głęboki subbas.
Mam na myśli na przykład cenione głośniki Presonusa z serii Eris, takie jak Eris E4.5BT czy Eris E5 BT. Skupmy się na „piątkach”, które moim zdaniem brzmią klarowniej, bardziej neutralnie i technicznie – jak przystało na monitory studyjne. Moim zdaniem testowane głośniki grają cieplej, schodzą głębiej w subbas i oferują ogólnie bardziej muzykalny charakter. Wybór zależy zatem od preferencji – fani klarownego, wyrazistego dźwięku wybiorą Presonusy, a szukający ciepła, naturalności i muzykalności powinni zainteresować się Microlabami.
Z Solo 6C NEW konkurują także popularne Rokity RP5. Głośniki KRK bywają krytykowane/chwalone (niepotrzebne skreślić) za przystępniejsze brzmienie, dzięki czemu stanowią dobrą opcję także do zastosowań melomańskich. W mojej ocenie Rokit RP5 nie wyciągają jednak tak głębokiego subbasu i brzmią jaśniej oraz mniej barwnie, ale za to bardziej szczegółowo i precyzyjnie. Znowu mamy więc konfrontację neutralności i szczegółowości (KRK) z naturalnością i muzykalnością (Microlab). Wybór zależy od preferencji oraz budżetu, ponieważ monitory KRK będą wymagały pewnej dopłaty.
Podsumowanie
Microlab Solo 6C NEW nie przynoszą rewolucji, ponieważ producent bazował na sprawdzonej konstrukcji. Mamy więc do czynienia z dużymi i estetycznymi głośnikami, które oferują zapas mocy oraz brzmią w sposób zrównoważony, ale w naturalno-muzykalnym wydaniu. Głęboki subbas, barwna i bliska średnica oraz klarowna, lecz łagodna góra pasma to kolejne plusy – podobnie jak możliwość odsłuchu zarówno z bliska, jak i z większego dystansu. Pozytywnie oceniam także nowości: panel z pokrętłami na boku, regulację basu i sopranu z poziomu głośników, interfejs Bluetooth oraz nowy, wygodny pilot.
Wady? Jasny wyświetlacz może przeszkadzać nocą, aktywny głośnik lekko brumi w ciszy, a kabel zasilający nie jest wymienny. W mojej ocenie bas mógłby być nieco bardziej zwarty i szybszy, a scena dźwiękowa kapkę głębsza.

Microlab Solo 6C NEW zostały wycenione na niecały 1000 zł. Początkowo uznałem, że cena jest zbyt wysoka – wszak starszy wariant bez Bluetootha był dostępny za 500-600 zł tuż przed zniknięciem Microlaba z polskiego rynku. Jednak przez lata sytuacja ekonomiczna mocno się zmieniła – dziś tak niska cena za kolumny w tym rozmiarze jest nierealna. Co więcej, Solo 6C NEW nadal stanowią atrakcyjną opcję dla szukających kolumn z dużymi wooferami, ponieważ konkurenci stosują zazwyczaj przetworniki z mniejszymi membranami. Jeśli więc zależy nam na muzykalnych głośników o naturalnie zrównoważonym charakterze, które potrafią wyciągnąć głęboki bas, to warto zainteresować się Solo 6C NEW.
Zalety:
+ estetyczne wzornictwo
+ długie kable
+ boczny panel z pokrętłami
+ udany interfejs Bluetooth
+ nieszumiące tweetery
+ małe opóźnienia w trybie bezprzewodowym
+ zintegrowany korektor dźwięku
+ wygodny pilot
+ dwie pary złącz RCA
+ uniwersalność (dystans/rozstaw)
+ głęboki subbas, bliska średnica i łagodna góra
+ zrównoważone i dość uniwersalne brzmienie
+ niezła stereofonia i zapas mocy
Wady:
– zbyt jasny wyświetlacz
– bas mógłby być bardziej zwarty, a scena głębsza
– brak wsparcia dla zaawansowanych kodeków Bluetooth
Sprzęt dostarczył:





![FiiO SA1 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/09/FiiO-SA1-218x150.jpg)
![Creative Pebble X Plus [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2024/12/min-218x150.jpg)
![FiiO SP3 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2023/07/FiiO-SP3-218x150.jpg)


Przecież ich oczywistą konkurencją są edifiery s1000 Mk2 i r2850db. A pewnie i r2000db za 700 zł dałyby im radę.
Miałem na myśli rozmiar wooferów/kolumn – wymienione przez Ciebie modele są rzeczywiście podobnej klasy, ale mają jednak mniejsze przetworniki.
Poprawiłem podsumowanie, żeby nie wprowadzać w błąd. Dzięki za zwrócenie uwagi.