FiiO M11 Plus LTD jest ulepszoną wersją modelu M11 Pro. Również posiada podwójne przetworniki AK4497EQ oraz wzmacniacz THX AAA-78, ale został wyposażony w szybszy układ, większy ekran i nowszego Androida.

Lubię model M11 Pro. Doceniłem odtwarzacz za świetne, techniczne brzmienie, które niejako zaprzecza typowej sygnaturze Asahi Kasei Microdevices. Nie miałem powodów do narzekania na zbalansowany wzmacniacz THX-a, ani na wykonanie, ergonomię i ogólne możliwości urządzenia. Spodobał mi się także funkcjonalny system operacyjny oparty na Androidzie. Producent w międzyczasie rozbudował swoje odtwarzacze o usługi Google, dopracował niektóre elementy, więc M11 Pro z czasem tylko zyskał na wartości. To ciągle niezła i dużo tańsza, chociaż inaczej brzmiąca alternatywa dla topowego FiiO M15.

REKLAMA
sennheiser

FiiO M11 Plus LTD to w teorii jedynie powiększony i udoskonalony M11 Pro. Dlaczego odtwarzacz zasłużył na dopisek „LTD”? To konsekwencja pożaru fabryki AKM, który zdarzył się w październiku 2020 roku. Na szczęście w owym zdarzeniu nikt nie ucierpiał, ale gaszenie pożaru trwało 3 dni, więc łatwo wyobrazić sobie spustoszenia. Z tego powodu dostępność układów mocno ucierpiała, a przetwornik AKM4497EQ został dostarczony FiiO w ograniczonej ilości kilkunastu tysięcy sztuk. Popularny DAC nie będzie już produkowany, a FiiO w kolejnej iteracji odtwarzacza przejdzie na przetwornik od ESS Technology. Stąd M11 Plus LTD to autentycznie specjalna, limitowana wersja odtwarzacza. Czym się wyróżnia i czy warto go kupić?

Wyposażenie

W zestawie otrzymujemy:

  • futerał ze sztucznej skóry;
  • kabel USB typu A > USB typu C (ok. 95 cm);
  • adapter 3,5 mm > koaksjalny (ok. 4 cm);
  • „kluczyk” do czytnika microSD;
  • instrukcję obsługi i dokumentację.

Zaskoczył mnie pokrowiec w zestawie. Akcesorium wygląda elegancko, jest usztywnione i zabezpiecza wszystkie ścianki, jednocześnie zapewniając dostęp do złącz. Dla porównania poprzednik nie posiadał nawet silikonowego etui, a co dopiero „skórzanego”. Nie inaczej było w przypadku flagowego modelu M15, także wybrakowanego pod tym względem.

Konstrukcja

Od razu widać, że M11 Plus LTD to odtwarzacz FiiO, a zarazem kontynuacja modeli M11 i M11 Pro – nie zabrakło charakterystycznej, kanciastej lewej krawędzi. Wzornictwo zostało jednak zmodyfikowane, jest trochę mniej minimalistyczne, a bardziej nowoczesne. Sytuacja jest podobna, jak w przypadku słuchawek FH5s, które także nie zachwycały na grafikach, ale na żywo prezentowały się znacznie lepiej. M11 Plus LTD także wydał mi się początkowo przekombinowany, ale po rozpakowaniu pudełka pozytywnie się zaskoczyłem – design jest nadal stonowany, detale cieszą oko, a jakość wykonania nie budzi najmniejszych wątpliwości.

Na froncie jest tym razem ekran o przekątnej 5,5 cala zamiast 5,15 cala. Wyświetlacz ma nadal proporcje 18:9, więc nie jest już na czasie w porównaniu do smartfonów, ale ramki nadal wyglądają estetycznie, jak na odtwarzacz. Sam panel wykonano w technologii IPS, ale ma on identyczną rozdzielczość, jak w M11 Pro, czyli 1440×720 pikseli. Przekłada się to na trochę mniejszą ostrość (293 vs 313 ppi), ale ogólna czytelność ekranu nadal satysfakcjonuje. Dobre wrażenie robi kontrast (głęboka czerń) oraz przyzwoicie jasne podświetlenie (min. 14 nitów, maks. 366 nitów), ale biel jest niestety ponownie mocno chłodna. Można ją jednak ocieplić trybem nocnym.

W M11 Pro na prawym boku znajduje się tylko czytnik kart, a w M11 Plus LTD są tam także suwak blokady oraz przyciski, czyli trzy heksagonalne guziki, które odpowiadają za zmianę utworów i wstrzymywanie/wznawianie odtwarzania. Na środkowym przycisku znajduje się także niewielka wypukłość, ułatwiająca obsługę bezwzrokową. Z kolei na lewym boku umieszczono włącznik z podświetloną obwódką i klawisz wielofunkcyjny, a także… przyciski regulacji głośności. Zrezygnowano więc z ząbkowanej rolki na rzecz rozwiązania hybrydowego, ponieważ panel ze strzałkami jest jednocześnie płytką dotykową. To bez wątpienia kontrowersyjna decyzja.

Włącznik został przeniesiony na lewy bok, więc górna ścianka jest tym razem pusta. Na dole jest zaś identyczny interfejs, co w M11 Pro, czyli zestaw czterech złącz. Umieszczono tam wyjście 4,4 mm, 2,5 mm, USB typu C oraz gniazdo 3,5 mm. Ich oznaczenia zostały estetycznie i precyzyjnie wygrawerowane w obudowie. Tym razem złącza są bardziej dyskretne, bo w całości czarne. FiiO zrezygnowało więc z metalowych, pozłoconych obwódek. Niestety tym razem gniazdo 4,4 mm jest plastikowe. Co prawda luzy nie występują, a wpinanie wtyczek jest nadal satysfakcjonujące, ale „złote” gniazda w starszych modelach wyglądają bardziej premium.

„Plecy” nowego odtwarzacza są bardziej efektowne od poprzednika. Model M11 Pro został ozdobiony prawie niewidocznym wzorem imitującym strukturę włókien węglowych, a w przypadku M11 Plus LTD są tam efektownie połyskujące, granatowo-niebieskie wielokąty, estetycznie skupiające światło. Producent określa wzór jako diamentowy i jest to jak najbardziej adekwatna nazwa. Bez obawy, odtwarzacz nie połyskuje niczym najnowsze smartfony – wzornictwo jest nadal subtelne i uniwersalne.

Ergonomia i obsługa

Powiększenie ekranu negatywnie odbija się na ergonomii. M11 Plus LTD znacznie urósł, jest dużo większy od M11 Pro, bo ma wymiary zbliżone do M15. Urządzenie jest też cięższe, waży 310 g, czyli jest masywniejsze zarówno od M11 Pro (232 g), jak i M15 (307 g)! W efekcie M11 Plus LTD to już sprzęt wagi ciężkiej, jeszcze nie rekordzista, ale to już raczej obszerny „audio-kombajn” niż kieszonkowy DAP. Nie ma mowy o ergonomii rodem ze smartfonów, obsługa jednorącz jest utrudniona, ale odtwarzacz nadal przyjemnie się trzyma – w dłoni M11 Plus LTD sprawia wrażenie jednolitej, aluminiowej tabliczki. Boki są nawet dość odporne na smugi, ale już na szkle ich nie unikniemy.

Podobają mi się przeorientowane przyciski sterowania – jestem praworęczny, więc wygodnie sięga mi się do nich kciukiem. Łatwo je wyczuć, a ich klik jest satysfakcjonujący. Musiałem się jednak oswoić z włącznikiem na lewym boku, szukałem go na szczycie z powodu przyzwyczajenia do rozplanowania interfejsu w M11 Pro. Złącza znajdujące się na dolnej ściance to z jednej strony zaleta, bo nie trzeba ich szukać po całym urządzeniu, a z drugiej strony wada, ponieważ korzystanie z M11 Plus LTD w trybie DAC-a USB jest nieznacznie utrudnione. Wolę rozwiązanie jak z modelu M15, który posiada USB typu C z tyłu, a wyjścia z przodu. Wtedy po podłączeniu do komputera, odtwarzacz jest równie wygodny w obsłudze, co zwyczajny DAC/AMP. Z kolei M11 Plus LTD musi leżeć bokiem lub tył na przód, z kablem okalającym urządzenie.

Nowa regulacja głośności wymaga przywyknięcia, ale… sprawdza się lepiej niż sądziłem. Można z niej korzystać na dwa sposoby – zwyczajnie wciskać skraje przycisków lub też przesuwać palec po panelu. Druga, dotykowa metoda regulacji jest oczywiście najciekawsza, mocno mnie zaintrygowała, ale jednocześnie wywołała uzasadniony sceptycyzm. Obawiałem się niskiej precyzji, co jest nieakceptowalne w przypadku sprzętu audio, ale producent się postarał. Panel jest responsywny, a dostosowywaniu głośności towarzyszy klikająco-cykający dźwięk. Nie, nie dobiega on ze słuchawek, a z wnętrza obudowy odtwarzacza. To ciekawe udogodnienie, ale niezbyt funkcjonalne – wibracja byłaby lepsza, bo dźwięku nie słychać, gdy korzystamy ze słuchawek.

Zachowanie panelu dotykowego jest konfigurowalne. Panel może wymagać wielokrotnych gestów, czyli kilkukrotnego „smyrania” lub pojedynczego gestu. W drugim przypadku wystarczy przesunąć palec w dół lub w górę i przytrzymać, a moc będzie się stopniowo zwiększać lub zmniejszać. Ja wolę pierwszy, bardziej stopniowy tryb regulacji. Panel dotykowy może się także samoczynnie blokować, wtedy do jego wybudzenia konieczne jest podwójne dotknięcie, co przypadło mi do gustu. Gest „double tap” szybko wchodzi w nawyk, a dzięki temu nie zdarzają się przypadkowe zmiany głośności. Jeśli jednak dotykowa regulacja głośności nie przypadnie nam do gustu, nic nie stoi na przeszkodzie, by ją dezaktywować. Klik przycisków głośności mógłby być jednak lepszy, ich dno jest trochę za miękkie, więc na co dzień preferowałem panel dotykowy.

Oprogramowanie

FiiO M11 Plus LTD działa pod kontrolą… Androida 10! Wiem, na rynku zadomowił się już Android 11, a na horyzoncie jest „dwunastka”, ale to i tak znaczny progres względem M11, M11 Pro czy M15 z Androidem 7.0. To rezultat zastosowania nowszego układu, popularnego na rynku smartfonów i nadal całkiem żwawego ośmiordzeniowca, czyli Snapdragona 660, który zastąpił sześciordzeniowego i niżej taktowanego Exynosa 7872. Nie można liczyć na gigantyczny skok wydajności, jak i na znacznie mniejszy pobór mocy, bo oba układy wykonano w 14-nm procesie technologicznym, ale Snapdragon 660 jest i tak szybszy od Exynosa.

Na co dzień nie miałem żadnych zastrzeżeń odnośnie działania odtwarzacza – wszelkie operacje wykonywane były sprawnie, aplikacje startowały z satysfakcjonującą szybkością i można się było pomiędzy nimi swobodnie przełączać. Odtwarzacz działał też stabilnie, nie wieszał się, nie przycinał i nie zamykał niespodziewanie aplikacji. To także zasługa zastosowania 4 GB pamięci operacyjnej RAM, co także nie imponuje w kontekście smartfonów, ale w porównaniu do innych odtwarzaczy FiiO już tak. Starsze modele są wyposażone w 3 GB pamięci operacyjnej, co dotyczy także topowego M15. Z kolei pamięć wbudowana (64 GB) nie jest rekordowo szybka, ale transfery rzędu 300 MB/s odczytu i 200 MB/s zapisu w pełni wystarczają do zastosowań melomańskich.

Z kolei sam Android 10 jest… prawie czysty. Interfejs nie został mocno zmodyfikowany wizualnie, nawigacja odbywa się za pomocą przycisków lub nowoczesnych gestów. W górnej belce są typowe skróty od interfejsów bezprzewodowych, trybów odtwarzacza oraz funkcji audio. Znajdziemy tam także przełącznik podbicia, który jest trójstopniowy! W menu ustawień także łatwo się odnaleźć, a jest tam sporo opcji, np. pozwalających wybrać funkcję dodatkowego przycisku bocznego, suwaka blokowania, panelu powiadomień. Do dyspozycji jest także wielu ustawień dźwięku, czyli np. konwersja do DSD, zmiana funkcji wyjść 3,5 mm oraz 4,4 mm (słuchawkowe/liniowe), wybór kodeków Bluetooth, filtrów cyfrowych itd.

Pozostałe ustawienia znajdują się w aplikacji FiiO Music, służącej do odtwarzania muzyki. Oferuje ona 10-pasmowy korektor, funkcję FiiO Link do zdalnego sterowania odtwarzaczem, jak i konfigurację kompatybilnych urządzeń Bluetooth od FiiO. Możliwości są ogólnie duże, aplikację odtwarzającą można w dużym stopniu spersonalizować, także wizualnie. Oczywiście nie jesteśmy skazani na domyślną apkę – system jest otwarty, nie brakuje usług Google, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pobrać inną aplikację do odtwarzania. Jeśli jednak nie chcemy korzystać z Google’a, to Tidala, Spotify, Deezera, Amazon Music czy nawet Apple Music znajdziemy w instalatorze od FiiO. Umożliwi on także pobranie APK Pure w celu zupełnego pominięcia sklepu Google Play.

Funkcjonalność

Ogólne możliwości są zbliżone do starszych modeli, M11 Plus LTD nie różni się specjalnie funkcjami od M11 Pro czy M15. FiiO nie zmarnowało jednak okazji na wprowadzenie kilku udogodnień, zaktualizowania interfejsów czy powiększenia akumulatora oraz przyspieszenia ładowania. Obyło się bez rewolucji, ale ponownie doszło do sytuacji, że niżej pozycjonowany M11 Plus LTD wygrywa możliwościami z topowym M15.

Interfejs Bluetooth został zaktualizowany z wersji 4.2 do 5.0, ponieważ tym razem zamiast układu Samsunga (S5N5C10B01-6330) na pokładzie jest rozwiązanie Qulacomma (WCN-3990). Do dyspozycji jest więc komplet kodeków w trybie nadajnika (SBC, AAC, aptX, aptX HD i LDAC), ale w trybie odbiornika ponownie brakuje obsługi aptX-ów. Teraz możliwe jest także wykorzystanie wyjścia 4,4 mm jako liniowego, a przynajmniej przełączenie jego funkcji w systemie operacyjnym, np. skrótem w panelu systemowym, czego starsze odtwarzacze nie umożliwiają.

Producent przyspieszył także ładowanie, bo standard Quick Charge 3.0 zaktualizowano do wersji 4.0. Było to konieczne, by zachować zbliżony czas ładowania, bo akumulator urósł z 4370 aż do 6000 mAh. Według producenta nowy odtwarzacz uzyskuje teraz prawie 12 godzin w połączeniach niezbalansowanych, w porównaniu do około 10 godzin w modelu M11 Pro. Czas odtwarzania z gniazd zbalansowanych nie uległ zmianie i ponownie wynosi 10 godzin.

W trakcie testów nie mogłem tego zweryfikować, ponieważ korzystałem z odtwarzacza w różnych trybach, z przeróżnymi słuchawkami, a do tego często używałem ekranu i trybu DAC USB. Z tego powodu nie mogłem wyciągnąć konkretnych wniosków. Wiem jednak, że producent wykorzystuje do testów pliki mp3 i proste do napędzenia słuchawki douszne, więc rzeczywisty czas działania z plikami FLAC, gęstą muzyką czy streamingiem będzie krótszy.

Specyfikacja

Ogólna

  • układ: Qualcomm Snapdragon 660 z 4 GB RAM (8 rdzeni Kryo 260; do 2,2 GHz)
    system operacyjny: zmodyfikowany Android 10
  • wyświetlacz dotykowy: IPS 5,5 cala, proporcje 18:9, 1440×720
  • obsługa formatów: AAC, MP3, WMA, OGG, APE, Apple Loseless, AIFF, FLAC, WAV, WMA LOSELESS, max 32 bit/384 kHz, DSD256, DXD352,8K, MQA
  • przetwornik: 2x AK4497EQ
  • wzmacniacz: 2x THX AAA-78 – 3x OPA1642 (LPF), 2x LMH6644 (wzmocnienie)
  • interfejsy bezprzewodowe: Bluetooth 5.0 z AAC, aptX, aptX HD, LDAC (Qualcomm WCN3990) + Wi-Fi: 2,4 GHz/5 GHz
  • pamięć wbudowana: 64 GB + czytnik micro SD do 2 TB
  • obsługa słuchawek: 16-300 Ω (2,5 mm + 4,4 mm), 16-150 Ω (3,5 mm)
  • funkcje: DAC USB (z opcją Bluetooth), DLNA, 10-pasmowy EQ, regulacja balansu +/- 5 dB, dotykowa regulacja głośności, trzystopniowe podbicie, wyjście cyfrowe SPDIF oraz liniowe 3,5 mm, konwertowanie PCM do DSD, szybkie ładowanie QC 4.0 i Power Delivery 2.0 (USB typu C 3.0)
  • akumulator: 6000 mAh
  • czas pracy: do 11,5 godz. przez 3,5 mm, do 10 godz. przez 2,5/4,4 mm
  • czas ładowania: do 3 godz. (Quick Charge 4.0)
  • wymiary: 136,6 mm x 75,7 mm x 17,6 mm
  • masa: 310 g

Wyjście słuchawkowe 3,5 mm

  • moc: 295 mW @ 16 Ω, 206 mW @ 32 Ω, 23 mW @ 300 Ω
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-80 kHz
  • SNR: >120 dB
  • impedancja: <1 Ω
  • separacja kanałów: >76 dB
  • THD+N: 0,0006% @ 1 kHz

Wyjście słuchawkowe 2,5 mm + 4,4 mm

  • moc: 500 mW @ 16 Ω, 588 mW @ 32 Ω, 88 mW @ 300 Ω
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-80 kHz
  • SNR: >120,5 dB
  • impedancja: <2 Ω
  • separacja kanałów: >111 dB
  • THD+N: 0,00146% @ 1 kHz

Wyjście liniowe

  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-90 kHz
  • SNR: >121 dBa
  • separacja kanałów: >105 dB
  • THD+N: 0,00079% @ 1 kHz
  • napięcie: 2 V rms

Brzmienie

  • Słuchawki: Audeze LCD-2, Dan Clark Audio Ether 1.1, HiFiMAN Sundara, HE400se i HE400i 2020, Sennheiser HD 6XX, AKG K612 Pro, Campfire Audio Ara, Solaris 2020, Dorado 2020 i Vega 2020, FiiO FA9, FD5, FH3, FH5s i FH7, IMR Acoustics R2 Red, Meze Rai Solo
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila II, Burson Playmate Everest, FiiO Q3 i Q5s (AM3B i AM3E), FiiO BTR5 i BTR3K, EarStudio ES100, Oriolus 1795, Qudelix-5K
  • DAP: FiiO M15 i M11 Pro, Cayin N3Pro, Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1), Google Pixel 4a 5G

Odtwarzacz został przetestowany z oprogramowaniem w wersji 1.0.2.

Nie ma wątpliwości, że zastosowano te same przetworniki AKM AK4497EQ oraz zbalansowany wzmacniacz THX AAA-78, znane z M11 Pro. Ponownie mamy do czynienia z brzmieniem neutralnym i zrównoważonym, wręcz liniowym. Znowu nie słychać tego „velvet sound” charakterystycznego dla przetworników ze stajni Asahi Kasei. Gdybym nie znał specyfikacji odtwarzacza, stwierdziłbym, że na pokładzie jest DAC od ESS Technology. Nie inaczej było w przypadku testu M11 Pro, w którym okazało się, że ten techniczny sznyt to sprawka wzmacniacza od THX. Nie znaczy to jednak, że M11 Plus LTD brzmi identycznie jak M11 Pro. Różnice nie są może ewidentne, wymagają wnikliwszych porównań, ale nadal stosunkowo łatwo je wychwycić. O tym jednak za chwilę.

FiiO M11 Plus LTD generuje liniowy, precyzyjny, zróżnicowany i dynamiczny bas. Właściwie nie mam odnośnie niego zarzutów – dół nie jest podbity ani ścięty, nie wydaje się uwypuklony w żadnym podpaśmie i mocno różnicuje faktury instrumentów. Dynamika jest wysoka, bas się nie spóźnia, punktowo uderza i szybko wybrzmiewa, zatem słuchawki z wyższej półki mogą rozwinąć skrzydła. Przekaz jest elastyczny, brzmienie zależy w dużej mierze właśnie od słuchawek oraz samej realizacji muzyki. Moim zdaniem M11 Plus LTD nie ubarwia niskich tonów, ale tym samym nie określiłbym go mianem totalnie szkicowego czy anemicznego. Niskie tony były nadal prezentowane swobodnie, gdy trzeba brzmiały punktowo, a innym razem masywniej. Nie można jednak oczekiwać, że M11 Plus LTD podbije niskie tony, uzupełni braki samych słuchawek. Odtwarzacz w to nie ingeruje, to od pozostałych elementów toru będzie zależał ostateczny efekt.

Ze średnicą jest podobnie, bo jest neutralna. Odtwarzacz ani nie ochładza, ani nie ociepla dźwięku, nie wypycha pasma i go nie oddala. To moim zdaniem brzmienie w stylu transparentnym. Nie słychać uwypuklenia niskiej średnicy, wyostrzenia wyższej, zmatowienia dźwięku czy też jego przesadnego nasycenia. Muzykalne słuchawki tak właśnie brzmią, a te technicznie nie zmieniają swojego charakteru. Mowa jednak o brzmieniu typowo tranzystorowym – wysoce bezpośrednim, zarysowanym i konturowym. Fani „grania” w stylu analogowym, gładkiego i mocno nasyconego mogą odebrać M11 Plus LTD jako odtwarzacz brzmiący mocno mechanicznie. Nie określiłbym jednak średnicy jako zupełnie bezbarwnej, matowej czy suchej – M11 Plus LTD nadal brzmi barwnie. To gratka dla osób szukających wysokiej rozdzielczości, maksymalnej szczegółowości i zróżnicowania instrumentów, ale nie kosztem przyjemności z odsłuchów.

W górze pasma nie ma niespodzianek. Przejście od wyższej średnicy do wysokich tonów jest płynne, a sam charakter górnych rejestrów jest taki sam, jak średnicy czy basu. Brzmienie jest równe, rozciągnięte, liniowe, rozdzielcze, precyzyjne… Wiecie już o co chodzi – M11 Plus LTD jest neutralny. Nie przyciemnia, ale też nie wyostrza muzyki, nie ścina góry i nie faluje. Nie zawiodłem się precyzją, kontrolą i zróżnicowaniem talerzy perkusyjnych, gitar elektrycznych, smyczków czy instrumentów dętych. Nie brakowało mi w brzmieniu swobody, ale dźwięk był wzorowo trzymany w ryzach. Fani klarownego, wręcz krystalicznego grania, idealnie bezpośredniego sopranu i dźwięku podawanego jak na dłoni powinni być zachwyceni. Z kolei osoby lubiące łagodność, mocno stonowany, atmosferyczny i przystępny przekaz mogą poczuć się przytłoczone górą. M11 Plus LTD to dość surowo brzmiący odtwarzacz, który wymaga pewnej synergii.

Scena dźwiękowa jest duża, poukładana i proporcjonalna. Przestrzeń ma kształt elipsoidalny, bo separacja kanałów jest mocna nawet w połączeniach niesymetrycznych. Nie występuje jednak efekt przełamania sceny, oba kanały nie brzmią oddzielnie – stereofonia jest więc mocna, ale przestrzeń jest ciągle spójna. Instrumenty pozycjonowane są w przeróżnych płaszczyznach, a słychać pomiędzy nimi masę powietrza – każdy dźwięk jest wzorowo odseparowany, prezentowany mocno kontrastowo. Dzięki temu separacja instrumentów jest wzorowa, nic się ze sobą nie zlewa. Pierwszy plan jest nadal blisko, muzyka nie wydaje się być zdystansowana, ale głębi jest pod dostatkiem – instrumenty tła wydają się być od nas oddalone, ale jednocześnie z łatwością można się w nie wsłuchać. To kawał dobrej sceny dźwiękowej, poziom wręcz flagowy.

FiiO M11 Plus LTD – porównanie z M11 Pro, M15 i Cayin N3Pro
Początkowo byłem przekonany, że brzmienie M11 Plus LTD nie różni się niczym od M11 Pro. Wstępne porównania „na szybko” nie wykazały specjalnych zmian, co nie zaskakuje, bo kostki i wzmacniacz są jednak te same. Producent jednak nie zastosował identycznego układu, ponieważ zmodyfikowano FPGA w celu zminimalizowania jitteru i „oczyszczenia dźwięku”. Obstawiałem, że to typowe, marketingowe hasło, ale coś jest na rzeczy. Po głębszych porównaniach rzeczywiście okazało się, że odtwarzacze nie brzmią identycznie – różnice, które początkowo mi umykały, stały się z czasem wyraźne. Nie wiem na ile jest to efekt modyfikacji w układzie, a na ile kwestia samego oprogramowania, ale moim zdaniem M11 Plus LTD brzmi lepiej, przenosi znaną sygnaturę na wyższy poziom i jest przyjemniejszy w odbiorze.

Co dokładnie się zmieniło? Przekaz basu w M11 Plus LTD jest bardziej kompletny. Nie odniosłem wrażenia, że niskich tonów przybyło, ale bas był bardziej zróżnicowany i sprężysty. Dół wydaje się być bardziej zwarty i energiczny, ma więcej barw i mocniej angażuje. M11 Pro w bezpośrednim porównaniu zaczął mi się wydawać w basie nijaki, lekko nudny i bardziej suchy. Bas w M11 Plus LTD brzmiał po prostu przyjemniej, był bardziej obecny i namacalny. Wychwyciłem też zmiany w innych pasmach, ale nie spowodowane inną tonalnością, a raczej większą przestrzenią i klarownością. M11 Plus LTD brzmi swobodniej, generuje większą i jakby bardziej otwartą scenę. Przy nim M11 Pro zaczął brzmieć dziwnie ciasno, w sposób bardziej skondensowany i zbity. Różnice nie są jak „dzień i noc”, to niuanse, ale chyba o nie właśnie chodzi w sprzęcie tej klasy. M11 Pro nadal brzmi świetnie, ciągle się broni, ale słowo “Plus” w nazwie nowości jest usprawiedliwione.

W konfrontacji z M15 słychać już więcej różnic, ale nie są one tak kontrastowe, jak w przypadku porównań z M11 Pro. To efekt trochę bardziej muzykalnego charakteru M11 Plus LTD. Moim zdaniem flagowy FiiO ma w sobie więcej tej „aksamitności” AKM, jest cieplejszy, barwniejszy i masywniejszy w basie. To skutek spokojniejszej wyższej średnicy i lekko zaokrąglonej góry. W mojej ocenie „piętnastka” jest dużo bardziej efektowna i rozrywkowa, a mniej analityczna w przekazie. M11 Plus LTD obok M15 to neutralnie, liniowo i bardziej technicznie brzmiący sprzęt, gdy M15 to dźwięk bardziej „audiofilski”, a mniej „studyjny”. Obie wizje brzmienia bardzo mi się podobają, ale z perspektywy czysto „technicznej”, to M11 Plus LTD jest lepszy, bo bardziej zrównoważony. Natomiast z „muzykalnego” punktu widzenia, M15 zostawia M11 Plus LTD w tyle. Muszę przyznać, że różnicy w cenie pomiędzy M11 Plus LTD a M15 jednak nie słychać, pomijając kwestię różnej mocy.

Mocno ciekawiło mnie porównanie z Cayinem N3Pro, który zachwycił mnie ostatnio brzmieniem i ogólną opłacalnością. To DAP z trochę starszymi kostkami (AKM AK4493EQ) i lampą w układzie wzmacniacza. Moim zdaniem Cayin N3Pro jest najbliższy charakterem do M11 Plus LTD w trybach zbalansowanym (4,4 mm) oraz lampowym Ultra Linear. Słychać jednak, że scena dźwiękowa modelu N3Pro jest mniejsza w przypadku wyjścia 4,4 mm, ale ogólne zarysowanie, sprężystość basu i rozdzielczość są zbliżone. Z kolei w trybie Ultra Linear słychać już podobnie przestrzenną scenę, ale trochę mniej intensywną separację kanałów względem M11 Plus LTD. Z kolei tryb Triode to już inna bajka – N3Pro brzmi w nim bardziej analogowo, cieplej i barwniej, ale nie tak przestrzennie i technicznie, jak M11 Plus LTD. Jednak M11 Plus LTD można też w ten sposób umuzykalnić, ponieważ do dyspozycji jest znowu funkcja „All to DSD”, która zapewnia gęstsze, cieplejsze i bardziej średnicowe brzmienie.

Wybór pomiędzy M11 Plus LTD a Cayin N3Pro jest trudny. Jeśli zależy nam na jak najbardziej przestrzennym i liniowym brzmieniu, to M11 Plus LTD jest górą. Jeśli konieczny jest Android, łatwe strumieniowanie muzyki, to M11 Plus LTD nadal jest na prowadzeniu. Z drugiej strony Cayin N3Pro oferuje kilka sygnatur w jednej obudowie, jest mniejszy i poręczniejszy, nadal brzmi bardzo dobrze, a do tego jest zdecydowanie mniej kosztowny, bo M11 Plus LTD wyceniono na około 3400 zł, a model N3Pro jest dostępny za niecałe 2500 zł. Oba modele są wysoce opłacalne – odtwarzacz od FiiO zachwyca stroną techniczną, a Cayin N3Pro muzykalnością. Gdybym wybierał pomiędzy jednym a drugim, miałbym twardy orzech do zgryzienia, ale ostatecznie byłby zadowolony z obu DAP-ów.

FiiO M11 Plus LTD – synergia
M11 Plus LTD to odtwarzacz zrównoważony i neutralny, raczej transparentny w charakterze. Muzykalne, ciepłe, ciemne słuchawki zabrzmią dokładnie tak, a te analityczne, jasne czy nawet ostre także nie zmienią swojego charakteru. Jeśli jednak nasze słuchawki wymagają poprawek, chcemy je ocieplić/ochłodzić/wyostrzyć/przyciemnić/dodać czy odjąć średnicy (niepotrzebne skreślić), to FiiO M11 Plus LTD raczej tego nie zrobi. Należy też uważać na szum – czułe słuchawki armaturowe mogą wyciągnąć pewne zakłócenia. Andromedy z platformy testowej tradycyjnie nie brzmiały idealnie czysto.

W pierwszej kolejności podłączyłem do M11 Plus LTD nowości Campfire Audio, czyli Solaris 2020, Ara czy Dorado i te dwa pierwsze modele były troszkę za jasne. Pomagała wymiana kabla i filtry cyfrowe typu „slow”. W przypadku FH5s również musiałem ratować się kablem (ten fabryczny szkodzi brzmieniu słuchawek), a FH7 wolałem z filtrami basowymi, ale słuchawki też były dla mnie także deczko za jasne z M11 Plus LTD, co jednak dało się skorygować tipsami. Doceniłem za to FH3 z posrebrzonym kablem, które angażowały masywnym basem i lepszą niż zazwyczaj przestrzenią.

M11 Plus LTD poradził sobie także z planarami. Mocy przybyło względem M11 Pro, więc na trzecim poziomie podbicia odtwarzacz dobrze napędzał Dan Clark Audio Ether 1.1 czy Audeze LCD-2. Obu modeli słuchało się bardzo dobrze, ale moim zdaniem pod tym względem M15 radzi sobie lepiej. M11 Plus LTD wymagał trzeciego stopnia podbicia, a w niektórych przypadkach zbliżałem się do 80-90% skali głośności. I tak byłem zadowolony z dźwięku na słuchawkach stacjonarnych i uważam, że M11 Plus LTD to nadal dobre „all in one”, świetny sprzęt zarówno do odsłuchów mobilnych, jak i domowych. Jednak flagowy model oferuje jeszcze bardziej „stacjonarne” brzmienie, zapewnia słuchawkom więcej mocy, pozwalając im rozwinąć skrzydła.

Zdarzają się też niespodzianki. W teorii odtwarzacz nie powinien zgrać się z HiFiMAN-ami HE400i 2020 oraz HE400se. Oba modele mają akcent w górze, który w wielu konfiguracjach potrafi kłuć uszy. Nic takiego nie miało miejsca z M11 Plus LTD – góra była nadal mocna, słuchawki brzmiały zgodnie ze swoim charakterem, ale tony wysokie były pod kontrolą. Podobały mi się także Sundary z kablem fabrycznym lub Canare Starquad, które brzmiały jasną i precyzyjną górą, wciągały średnicą i zróżnicowanym basem. Sundary zostały moim zdaniem wysterowane i dobrze dogadały się z M11 Plus LTD, słuchałem tego połączenia z przyjemnością.

Podsumowanie

W teorii FiiO M11 Plus LTD jest jedynie powiększonym i udoskonalonym M11 Pro. Zmiany są jednak duże – większy ekran, dotykowa regulacja głośności, Android 10, szybszy układ czy pojemniejszy akumulator to tylko niektóre przykłady. Odtwarzacz przeszedł także lifting wizualny i brzmieniowy – dźwięk jest nadal liniowy, techniczny i przestrzenny, ale słychać progres względem M11 Pro, np. większą scenę i lepszy bas. FiiO M11 Plus LTD to w ogólnym rozrachunku wysoce funkcjonalny, wydajny i rewelacyjnie brzmiący DAP.

Mimo że dotykowo-przyciskowa regulacja głośności jest całkiem niezła, to nie każdemu przypadnie do gustu. Mnie się spodobała, ale gdybym miał wybór, i tak wolałbym zwykłe pokrętło. Ergonomia została niestety pogorszona, odtwarzacz jest większy i cięższy od poprzednika. Ponadto sygnał nadal nie jest idealnie czysty z najczulszymi dokanałówkami.

FiiO M11 Plus LTD kosztuje 3500 zł. To znakomity odtwarzacz, który może podważyć sens zakupu modelu M15, prawie dwukrotnie droższego. M11 Plus LTD nie brzmi tak przyjemnie, ma mniej mocy, ale moim zdaniem nie odstaje dźwiękiem od flagowca, rożni się po prostu charakterem. Zazwyczaj w ramach tańszej alternatywy polecam starsze wersje odtwarzaczy. Nie inaczej byłoby w tym przypadku, bo M11 Pro jest nadal świetny, ale niestety już nie można go kupić. Jeśli cena M11 Plus LTD jest dla nas za wysoka, warto rozważyć zakup Cayina N3Pro, który ma mniejsze możliwości i nie brzmi tak przestrzennie, ale i tak nie rozczarowuje.

Dla FiiO M11 Plus LTD

Zalety:
+ futerał w zestawie
+ bardzo dobre wykonanie
+ piękne wzornictwo
+ wysoka funkcjonalność
+ dobry ekran IPS
+ nietuzinkowa regulacja głośności
+ Android 10 o dużych możliwościach
+ Snapdragon 660, 4 GB RAM-u i wbudowana pamięć 64 GB
+ techniczne, liniowe i wysoce szczegółowe brzmienie
+ duża scena dźwiękowa i kontrastowa separacja kanałów

Wady:
– duża i ciężka konstrukcja
– dotykowa regulacja głośności nie każdemu się spodoba
– sygnał nie jest idealnie czysty (w przypadku czułych dokanałówek)

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
hifiman

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here