M15 to najnowszy, topowy odtwarzacz od FiiO. Tym razem urządzenie ma być bezkompromisowe – na pokładzie jest podwójny, flagowy przetwornik AKM4499EQ oraz odbiornik XMOS XUF208, a wzmacniacz generuje aż 800 mW na 32 Ω i ma zapewnić idealnie czysty sygnał.

FiiO wprowadza nowe produkty w zatrważającym tempie. W grudniu skończyłem test modelu M11 Pro, zachwycałem się możliwościami odtwarzacza i jego zrównoważonym, technicznym dźwiękiem, ale jednocześnie powątpiewałem w opłacalność M11 Pro względem M11 – tańszy odtwarzacz może okazać się lepszy od M11 Pro, jeśli wolimy bardziej muzykalne brzmienie. Ledwo miesiąc później trafił do mnie kolejny, zupełnie nowy model FiiO M15, który ma podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej. Jest on jednak droższy i to drastycznie – kosztuje 1350 dolarów amerykańskich, więc niewiele brakuje do dwukrotności ceny M11 Pro!

Specyfikacja rzeczywiście robi wrażenie, a M15 ma zadatki do bycia perfekcyjnym, hi-endowym odtwarzaczem dla najbardziej wymagających audiofilów. Najnowsze przetworniki Asahi Kasei, duży akumulator 7490 mAh, analogowa regulacja głośności, obsługa DSD512, muzyki 32-bit, Android z możliwością instalowania aplikacji oraz wydajny układ Exynos 7872 to tylko część możliwości. Sprawdziłem, czy odtwarzacz satysfakcjonuje brzmieniem i jak wypada w porównaniu do M11 Pro. Warto dopłacić do M15, czy lepiej wybrać niższy model?

REKLAMA
fiio

Wyposażenie

FiiO uległo najnowszym trendom – oferować jak najmniej, jak największym kosztem. Odtwarzacz jest co prawda zapakowany zjawiskowo, bo wewnątrz wyjątkowo solidnego, kartonowego opakowania z efektownie mieniącymi się grafikami znajduje się drugie, w pełni drewniane pudełko. Akcesorium zostało wykonane z orzecha amerykańskiego, robi wrażenie fakturą słojów i wygrawerowanym logo FiiO. W środku, oprócz odtwarzacza, znajdziemy jedynie:

  • dodatkowe szkło zabezpieczające;
  • kabel USB typu C (94 cm);
  • adapter koaksjalny (3,5 mm-RCA);
  • kluczyk do czytnika kart;
  • instrukcję obsługi i dokumentację.

Zabrakło silikonowego etui, które było nieobecne także w wyposażeniu modelu M11 Pro, a w tej cenie jest to trudne do wybaczenia. Chętnie poświęciłbym ładne, ale niezbyt funkcjonalne drewniane pudełko na rzecz etui. Pudełko co prawda może przydać się do przechowywania odtwarzacza w domu, ale etui sprawdziłoby się zarówno w użytku stacjonarnym, jak i mobilnym.

Konstrukcja

Producent postawił na zupełnie inne wzornictwo, zerwał z założeniami serii M i tym samym podszedł do tematu mniej oryginalnie. Wygląda na to, że inspirację stanowiły odtwarzacze marki Sony, zmiksowane z wzornictwem przypominającym rozwiązania Astell&Kern. Z drugiej strony, azjatycki producent stosował już podobne wzornictwo w serii wzmacniaczy Q, np. niedrogim modelu Q1 Mark II.

Miejsce kanciastych kształtów i mocnych konturów zajęły obłe boki, więc odtwarzacz jest bardziej pękaty, a przez pokrętło zlokalizowane na szczycie przypomina piersiówkę. Przyznaję, że nie przepadam za takim wzornictwem i uważam modele z serii M11 za urodziwsze. Mimo tego, opisywany odtwarzacz i tak robi wrażenie, ponieważ jest niezwykle masywny, ma boki z masywnego aluminium, tafle szkła po obu stronach i tym razem lekko zagięty ekran przy dłuższych krawędziach. Z tyłu ponownie można dostrzec dyskretny wzór imitujący włókna węglowe, a nie zabrakło także złotych detali, znanych z poprzedników.

Front zajmuje spory ekran o przekątnej 5,15 cala w proporcjach 18:9, który tym razem został zabezpieczony szkłem Gorilla Glass, ale nieznanej generacji. Ekran otaczają wąskie ramki z trzech stron, ale od spodu jest szerszy odstęp na którym nie ma dodatkowych elementów. Specyfikacja techniczna wyświetlacza w porównaniu do poprzedników pozostała bez zmian – ekran to ponownie matryca IPS w rozdzielczości HD (1440×720 pikseli), która zapewnia zagęszczenie pikseli równe 313 ppi. Można liczyć na nasycone barwy, przyzwoity kontrast i mocne podświetlenie, a także wysoką ostrość. Niestety biel jest znowu wyraźnie ochłodzona i nie można jej wyregulować.

Prawy bok pozostał pusty, jest tam tylko szerokie wytłoczenie. Na lewej krawędzi jest takie samo, ale w jego obrębie znajdziemy szereg przycisków, czyli łącznie pięć okrągłych guzików oraz jeden suwak. Wyjścia audio trafiły na szczyt – wszystkie mają charakterystyczne gniazda ze złotymi pierścieniami. To kolejno interfejsy: 3,5 mm, 2,5 mm oraz 4,4 mm. Z lewej strony górnej ścianki odstaje ząbkowane i zaoblone pokrętło z pierścieniową diodą, które jest analogowe. Skalę określają nadruki „MIN” i „MAX”, a rolę wskaźnika pełni duża kropka na szczycie pokrętła.

Dolna krawędź to miejsce na USB typu C oraz pojedynczy czytnik kart microSD. Tak, znowu zastosowano tylko jeden czytnik, czyli tak samo, jak w M11 Pro. Trudno nie narzekać, skoro dużo tańszy M11 miał dwa czytniki. Szkoda tylko, że w ramach rekompensaty producent nie zaoferował więcej pamięci wbudowanej – dostępne są 64 GB na muzykę, czyli tyle samo, co w M11 Pro.

Z tyłu znajduje się kolejna tafla szkła, ale tym razem węższa i płaska. Zabezpiecza ją fabrycznie naklejona folia, która niestety nie jest zamontowana idealnie (widać pęcherze powietrza), a przy tym jest bardzo podatna na rysy – folia wyraźnie porysowała się w trakcie samej sesji zdjęciowej odtwarzacza. W zestawie jest jednak dodatkowe szkło przycięte na wymiary „pleców” odtwarzacza.

Ergonomia i obsługa

Producent nie pobił rekordów gabarytowych, ale M15 to i tak spory odtwarzacz, większy od M11 lub M11 Pro. Obudowa mierzy 13,4 cm długości na 7,5 cm szerokości i 1,8 cm grubości, a masa to 307 g. Dla porównania M11 Pro, który również nie jest specjalnie kompaktowy, waży 232 g. W efekcie M15 jest cięższy o około 100 g od największych smartfonów, zajmuje dużo miejsca w kieszeni i ciąży w dłoni. Trzeba jednak pamiętać, że wewnątrz znajduje się rozbudowany układ z dwoma przetwornikami stacjonarnymi oraz duży akumulator. W takim kontekście efekt jest i tak dobry, jak na hi-endowy, możliwie bezkompromisowy odtwarzacz.

Nie obejdzie się jednak bez etui, które warto będzie dokupić. Zabezpieczanie konstrukcji przed rysami lub przypadkowym upadkiem to jedno, ale odtwarzacz niestety także szybko pokrywa się grubą warstwą smug, zarówno na elementach aluminiowych, jak i szklanych, a już szczególnie na ekranie, raczej pozbawionym warstwy oleofobowej.

Obła obudowa z wytłoczonymi krawędziami sprzyja obsłudze – odtwarzacz i tak dobrze leży w dłoni, mimo dużej masy. Boki nie są śliskie, dają pewne oparcie na palce bez względu na to, czy trzymamy odtwarzacz w lewej, czy w prawej dłoni. W pierwszym przypadku przyciski na boku są akurat na wyciągnięcie kciuka, a drugą dłonią można obsługiwać ekran. Raczej nie ma co liczyć na obsługę jednorącz w prawej dłoni, ponieważ do górnej belki systemowej trudno sięgnąć kciukiem.

Przyciski na lewej stronie są wyraźnie oznaczone i pełnią zrozumiałe funkcje. Suwak to blokada ekranu, a właściwie interfejsu dotykowego oraz przycisków, co jest konfigurowalne. Kolejny przycisk to włącznik, a następnie są typowe klawisze do sterowania muzyką. Na samym dole jest dodatkowy, wielofunkcyjny przycisk bez oznaczenia, któremu można przypisać pożądaną funkcję, o czym później. Pokrętło regulacji głośności umiejscowiono natomiast na szczycie, więc dostęp do niego nie jest szybki. Regulacja stawia duży opór, obraca się gładko i bezstopniowo, więc korzystanie z niej sprawia satysfakcję.

Regulacja głośności budzi jednak pewne wątpliwości. Tym razem w trakcie regulowania mocy wyświetlana jest jedynie symboliczna ikonka na belce systemowej, wskazująca poziom mocy zamiast precyzyjnej skali, co jest efektem zastosowania regulacji analogowej. Początkowo trudno było mi się przestawić, ale po kilku godzinach przywykłem do nowego rozwiązania. Nie ma też problemów z balansem kanałów na początku skali czy trzaskami, więc o nic nie trzeba się obawiać.

Zastosowano akumulator o pojemności 7490 mAh, czyli większy o 3120 mAh względem modelu M11 Pro. Rewelacja? Niekoniecznie. To ponownie raczej kompensacja niezbyt energooszczędnego układu audio i dużych możliwości. Można oczekiwać około 15 godzin odtwarzania przez gniazdo 3,5 mm lub około 9 godzin przez 2,5 mm/4,4 mm w przypadku niezbyt wymagających słuchawek, odtwarzania muzyki z plików i bez korzystania z ekranu. Jeśli dołożymy do tego strumieniowanie przez Wi-Fi i nie będziemy oszczędzać na podświetleniu, to akumulator “padnie” znacznie szybciej.

Oprogramowanie i funkcje

Odtwarzacz działa pod kontrolą tego samego układu, co M11 lub M11 Pro, czyli Exynosa 7872 od Samsunga z 3 GB RAM-u i 64 GB pamięci. Procesor jest sześciordzeniowy i dość wysoko taktowany, a pamięć operacyjna w pełni wystarcza do zastosowań muzycznych. Można liczyć na sprawne działanie, szybkie startowanie aplikacji i płynne przełączanie się pomiędzy nimi. Nie uświadczyłem spowolnień, przycięć czy problemów ze stabilnością.

Samo oprogramowanie jest też bardzo podobne do poprzedników. Założenia są identyczne – to Android 7.0 bez nakładki, ale zmodyfikowany tak, by dostosować system do funkcji odtwarzacza. Ponownie zabrakło usług Google, a do instalowania aplikacji przewidziano instalator od FiiO, który oferuje podstawowe oprogramowanie, ale także inne instalatory, które agregują pliki .apk. Można więc obyć się bez sklepu Google Play, o ile interesujące nas oprogramowanie nie wymaga potwierdzania w ten sposób licencji, w innym przypadku można natrafić na problemy. Mam też wrażenie, że jakość tłumaczenia w odtwarzaczach FiiO stopniowo spada. W systemie pojawia się coraz więcej wpadek językowych lub nieprzetłumaczonych elementów. Jeśli znamy angielski, lepiej nie korzystać z polskiej wersji systemu.

Producent lekko zmodyfikował górną belkę, wprowadzając dodatkowe skróty. Znajdziemy tam typowe skróty do Wi-Fi, Bluetootha czy wyboru funkcji wyjścia 3,5 mm, które jest także wyjściem liniowym i cyfrowym SPDIF. Nie brakuje też opcji AirPlay czy regulacji wzmocnienia i wyboru filtrów. Tym razem producent przygotował też przełącznik trybów, który wyzwala listę z czterema pozycjami, czyli:

  • tryb Androida;
  • tryb Pure Music;
  • tryb DAC-a USB;
  • tryb odbioru Bluetooth.

Nie trzeba więc szukać trybów w ustawieniach, by uruchomić tryb DAC-a USB lub funkcję adaptera Bluetooth, wszystko zgrupowano pod jedną ikonką w belce systemowej. Podoba mi się takie rozwiązanie, bo dzięki temu przełączenie funkcji jest szybkie i łatwe. Samemu decydujemy, czy po podłączeniu do komputera odtwarzacz ma działać jako DAC USB, czy tylko się ładować i dalej służyć jako odtwarzacz muzyki, nie musimy już polegać na wcześniej zdefiniowanym w ustawieniach wyborze.

W górnej belce znajdziemy jeszcze dwie nowości, czyli wprowadzony niedawno tryb samochodowy („w pojeździe”), który umożliwi autostart odtwarzacza wraz z uruchomieniem silnika, a także nowy „tryb słuchawek nausznych”, który zwiększa moc dla wymagających słuchawek. Producent zaimplementował wcześniej już coś podobnego, ale o innej nazwie, czyli tryb Turbo w modelu M9. O dziwo, pozostałe odtwarzacze go nie posiadały.

Kolejnymi nowościami są suwak blokady (HOLD) oraz dodatkowy, wielofunkcyjny przycisk. Ich konfigurację znajdziemy w ustawieniach. Suwak może nie tylko blokować interfejs dotykowy, ale także pozostałe przyciski (oprócz włącznika) oraz regulację głośności, a wybór zależy od użytkownika. Natomiast dodatkowy klawisz może dodawać utwory do ulubionych (domyślnie), włączać losowy utwór, usuwać pliki, przełączać filtry cyfrowe, korektory lub uruchamiać tryb DAC-a USB oraz odbiornika Bluetooth. Funkcję wybiera się dla pojedynczego kliku, a przycisk można także przytrzymać, by wywołać listę wszystkich skrótów. Całkiem praktyczne rozwiązanie.

W ustawieniach polecam zwrócić także uwagę na opcję „Disable charging”, dzięki której można przedłużyć żywotność akumulatora w trakcie korzystania z M15 w trybie DAC-a USB, wyłączając ładowania akumulatora. To moim zdaniem duży plus, bo w wielu urządzeniach brakuje takiej możliwości. W ustawieniach audio nie zabrakło także konwertera PCM do DSD (opcji All-to-DSD drugiej generacji), włączenia regulacji napięcia wyjścia liniowego czy wielu filtrów cyfrowych zaimplementowanych w kostkach AKM, wyboru preferowanych kodeków Bluetooth itd. Jest w czym wertować.

Specyfikacja

Ogólna

  • układ: Samsung Exynos 7872 (2x 2 GHz Cortex-A73 + 4x 1,6 GHz Cortex-A53), 3 GB RAM
  • system operacyjny: zmodyfikowany Android 7.0 Nougat
  • wyświetlacz dotykowy: IPS 5,15 cala, proporcje 18:9, 1440×720 pikseli, interfejs dotykowy (10-punktowy multi-touch)
  • obsługa formatów: AAC, MP3, WMA, OGG, APE, Apple Loseless, AIFF, FLAC, WAV, WMA LOSELESS, max 32 bit/384 kHz, DSD512, DXD352,8K, MQA 8x
  • układ przetwornika: 2x AK4499EQ + A3P030 + 2x oscylatory NDK (FPGA) + analogowa regulacja głośności (ADC)
  • układ wzmacniacza: 2x PA2211 + 4x OPA1622 + 4x OPA1612
    interfejsy bezprzewodowe: Bluetooth 5.0 z AAC, aptX, aptX LL, aptX HD, LDAC, HWA
  • Qualcomm CSR8675) + Wi-Fi: 2,4 GHz/5 GHz z opcją strumieniowania
  • pamięć wbudowana: 64 GB + czytnik micro SD do 2 TB (teoretycznie)
  • obsługa słuchawek: 16-600 Ω (2,5 mm + 4,4 mm), 16-150 Ω (3,5 mm)
  • funkcje: DAC USB (z opcją Bluetooth), nadajnik i odbiornik Bluetooth, DLNA, 10-pasmowy EQ, regulacja balansu +/- 5 dB, wyjście cyfrowe SPDIF oraz liniowe 3,5 mm, konwertowanie PCM do DSD, tryb słuchawek nausznych, szybkie ładowanie Quick Charge 2.0 i Power Delivery 2.0
  • akumulator: 7490 mAh (czas pracy do 15 h przez 3,5 mm, do 9 h przez 2,5/4,4 mm, czas ładowania 3,5 h z 12 V/1,5 A)
  • wymiary: 134 x 75 x 18 mm
  • masa: 307 g

Wyjście słuchawkowe 3,5 mm

  • moc w trybie standardowym: 285 mW @ 16 Ω, 215 mW @ 32 Ω, 31 mW @ 300 Ω
  • moc w trybie słuchawek nausznych: 405 mW @ 16 Ω, 490 mW @ 32 Ω, 70 mW @ 300 Ω
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-90 kHz
  • SNR: >121 dB (119 dB w trybie słuchawek nausznych)
  • impedancja: <1,4 Ω
  • separacja kanałów: >77 dB
  • THD+N: 0,0005% @ 1 kHz

Wyjście słuchawkowe 2,5 mm + 4,4 mm

  • moc w trybie standardowym: 370 mW @ 16 Ω, 635 mW @ 32 Ω, 120 mW @ 300 Ω
  • moc w trybie słuchawek nausznych: 420 mW @ 16 Ω, 800 mW @ 32 Ω, 280 mW @ 300 Ω
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-90 kHz
  • SNR: >122 dB (118 dB w trybie słuchawek nausznych)
  • impedancja: <3 Ω
  • separacja kanałów: >103 dB
  • THD+N: 0,0006% @ 1 kHz
  • napięcie: 4,2 V rms

Wyjście liniowe

  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-90 kHz
  • SNR: >121 dB
  • separacja kanałów: >107 dB
  • THD+N: 0,0004% @ 1 kHz
  • napięcie: 2,1 V rms

Brzmienie

  • Słuchawki: Audeze LCD-2 Closed Back i LCD-2 (Double Helix Fusion Complement4), Dan Clark Audio Ether 1.1 (Forza AudioWorks HPC Mk2 i DUM), Campfire Audio Solaris, Atlas i Andromeda, FiiO FA1, FA7 i FH7, IMR Acoustics R1 Zenith i R2 Red, Oriveti New Primacy, Brainwavz B400, Aune E1, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO, TinHiFi P1
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, Burson Playmate Everest, FiiO Q5s (AM3E i AM3B), FiiO BTR5, Radsone EarStudio ES100
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1), FiiO M11 Pro, OnePlus 7 Pro
  • Okablowanie: Forza AudioWorks Copper Series, Oriveti Affinity, FiiO LC-C i LC-D
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Odtwarzacz został przetestowany z oprogramowaniem układowym w wersji 1.0.1.

Nie wiedziałem czego się spodziewać, w końcu już M11 Pro pokazał znakomity poziom ogólny, oferując wysoce precyzyjne, techniczne brzmienie. Zastanawiałem się więc, czy M15 może pokazać coś więcej. Okazało się, że M15 kieruje brzmienie na trochę inne, bardziej muzykalne tory, ale jednocześnie rozwija sygnaturę M11 Pro. To zasługa niezwykle głębokiego basu, nasyconego, barwnego przekazu średnicy oraz dużej sceny dźwiękowej i świetnej holografii. Mimo że jestem fanem analitycznego dźwięku, to M15 mnie zachwycił, ponieważ nie brakuje mu nic pod względem technicznym, nadal nie jest ewidentnie podkoloryzowany i pozostaje neutralny w barwie, a jednocześnie sprawia mnóstwo przyjemności z obcowania z muzyką. Trudno było mi sprawdzać różne słuchawki, porównywać ze sobą odtwarzacze. Miałem ochotę położyć się, zamknąć oczy i po prostu słuchać muzyki. Już tłumaczę dlaczego.

Bas robi wrażenie. Dół jest prezentowany wyjątkowo głęboko, z wyraźnie zaznaczonym subbasem, nasyconym i gęstym midbasem oraz precyzyjnym wyższym zakresem niskich tonów. Brzmienie jest bardzo kształtne i mocno dociążone – instrumenty mają swoją masę, wydają się być namacalne. Niskie tony nie są jednak mocno podbite, bas zwraca na siebie uwagę zejściem, trójwymiarowością i energią – jest sprężysty, gęsty i wibrujący. Nie, dół jeszcze nie zalewa muzyki i nie dominuje, po prostu popisuje się jakością i charakterem, zróżnicowaniem i dynamiką. Odtwarzacz wciąga i sprawia frajdę, ale jednocześnie wzorowo różnicuje fakturę instrumentów, nie maskuje drobnych detali, robi wrażenie atakiem, wybrzmiewaniem i potrafi szybko wygasnąć, więc moim zdaniem nie ma mowy o muleniu, spowolnieniu lub zbytniej masywności. To bardzo oryginalna mieszanka techniczności i muzykalności, którą docenią fani barwnego przekazu, muzykalnego charakteru w wysokiej rozdzielczości. Z drugiej strony, gdy wolimy jak najbardziej liniowy przekaz, to M15 może okazać się zbyt podkreślony w przekazie basu – odtwarzacz popisuje się niskimi tonami.

Średnica jest zrównoważona i elastyczna, czyli niby neutralna, ale nie na siłę. To znaczy, odtwarzacz nie brzmi uparcie studyjnie, nie sprowadza wszystkiego do wspólnego mianownika. M15 nadal potrafi zabrzmieć gładko i ciepło w średnicy, jak i twardo i w sposób zarysowany. Efekt będzie zależał od samych utworów i słuchawek. Gdy trzeba, brzmienie będzie nasycone, wyraziste i barwne, a w innym przypadku nowoczesne i efektowne. Kameralne trio jazzowe nie zabrzmi cyfrowo, lecz naturalnie i żywo, ale już nowoczesna elektronika pokaże się od efektownej i ewidentnie rozrywkowej strony. Można więc oczekiwać zarówno ciepła i naturalności, jak i chłodu oraz efektowności – odtwarzacz się dostosuje. Z tego powodu nie odebrałem środka ani jako wypchniętego, ani oddalonego. Rozdzielczość była bez zarzutu, pasmo pozostawało klarowne i bezpośrednie. Nawet przy ewidentnie basowym repertuarze nie brakowało detali, instrumenty były różnicowane kontrastowo i trzymane w ryzach. Myślę, że średnica zadowoli zarówno fanów analitycznego przekazu, osób liczących na jak najwyższą rozdzielczość i ilość detali, jak i tych szukających brzmienia barwnego i muzykalnego.

Obawiałem się tendencji spadkowej, że bas wyjdzie na prowadzenie, średnica będzie na swoim miejscu, a góra przegra potyczkę z niskimi tonami. Często barwność, nasycenie i muzykalność to w końcu efekt „roll-offu” w górze pasma. Całe szczęście góra M15 nie poddaje się basowi i kontruje niskie tony, a w efekcie muzyka jest doświetlona, bezpośrednia i klarowna. Przejście średnica-góra pasma jest płynne, wysokie rejestry są rozciągnięte, szybkie i kontrolowane. Jest więc krystalicznie, przejrzyście i precyzyjnie. Smyczki nie są ścięte, wysokie wokale pną się swobodnie w górę, gitary elektryczne nie gasną, a talerze perkusyjne rozbrzmiewają żwawo i są zróżnicowane. Jednocześnie uniknięto wyostrzenia, sykliwości, chłodu i „skrzenia się” góry, co ma często miejsce w bardziej analitycznie zestrojonych urządzeniach. M15 nie jest ciemny lub zamulony, ale góra jest tym samym łagodna i przyjemna w odbiorze.

Przestrzeń trudno opisać w prosty sposób. Odebrałem scenę dźwiękową jako dużą i kulistą, ale ta kula wychodzi swobodnie poza obszar głowy. Miałem wrażenie, że moja czaszka znajduje się w większej bańce, proporcjonalnym obszarze, w którym pozycjonowane są instrumenty, a dzieje się tam dużo. Dźwięki pojawiają się zarówno z tyłu głowy, nad nią lub bardziej przed twarzą, a są także rozstawiane szeroko w stereofonii. Trudno jednak określić poszczególne warstwy, co jest efektem ciekawej holografii. Instrumenty są kształtne, zajmują w scenie raczej obszary niż punkty. Słychać to szczególnie po instrumentach znajdujących się pośrodku stereofonii, które niby wybrzmiewają ze środka głowy, ale nie wydają się być ograniczone obszarem czaszki. Efekt jest imponujący, ponieważ trudno określić pozorny rozmiar instrumentów – poszczególne dźwięki wydają się być olbrzymie, wręcz nieskończone. Jednocześnie nie brakuje powietrza, a instrumenty są mocno odseparowane, zawieszone na czarnym tle i wręcz otoczone próżnią.

FiiO M15 vs M11 Pro i inne odtwarzacze
Można mieć wrażenie, że FiiO M15 deklasuje M11 Pro, a tym samym brzmi zupełnie inaczej od poprzedniego modelu. W praktyce różnice nie są wcale aż tak duże, jak mogłoby się wydawać. To wręcz detale, niuanse, które mogą świadczyć o wyższości M15 nad M11 Pro, ale wcale nie muszą. Oba odtwarzacze są neutralne tonalnie, oba brzmią przestrzennie i nie rozczarowują rozdzielczością. Różnice sprowadzają się do trzech aspektów: basu, holografii i czystości sygnału.

FiiO M15 ma obfitsze niskie tony, które chętniej wychodzą przed szereg, są masywniejsze i bardziej nasycone. Nie ma ich jednak znacznie więcej od niższego modelu, są jedyne ciut mocniej zaznaczone. Dla porównania M11 Pro wcale nie jest dużo chudszy, ale ma mniej subbasowy przekaz niskich tonów, bardziej punktowy i zbity oraz raczej techniczny niż muzykalny. Z tego powodu M11 Pro wydaje się być jaśniejszy, ale brzmienie wysokich tonów jest podobne. Holografia stoi po stronie M15, ale różnica znowu nie jest diametralna. M11 Pro wydaje się brzmieć bardziej stereofonicznie, podczas gdy M15 to przekaz trójwymiarowy/holograficzny. Odbieram scenę M15 jako trochę większą, ale nie drastycznie. Przestrzeni sprzyja także czystszy sygnał w M15 – tło jest czarniejsze. W M11 Pro łatwiej wychwycić szum na czułych słuchawkach.

W skrócie M11 Pro można opisać jako odtwarzacz „neutralno-techniczny”, a M15 jako „neutralno-muzykalny”. M15 ma wszystko to, co M11 Pro, ale dodaje do tego bardziej barwny, „mruczący” i pełniejszy bas. M11 Pro zachwyca jakością, a M15 dodaje do tego rozrywkę, przyjemność z obcowania z muzyką. M15 jest według mnie lepszy, ale gdy weźmiemy pod uwagę cenę, trudno postawić przy nim znak wyższości. Wtedy potrzebne są dodatkowe argumenty za wyższością M15, a mogą być to np. znacznie większa moc i czystszy sygnał.

Początkowo miałem wrażenie, że M15 przypomina iBasso DX200, ale było to tylko złudzenie spowodowane również efektownym, głębokim przekazem basu. DX200 to także odtwarzacz brzmiący masywnie, dociążony w niskich tonach, ale iBasso jeszcze bardziej stawia na twardy i obfity bas, zarysowuje brzmienie mocniejszą kreską. Odebrałem DX200 jako odtwarzacz mniej przestrzenny, bardziej agresywny i konturowy w przekazie, mniej muzykalny. M15 brzmi przyjemniej, łagodniej i klarowniej. DX200 wydaje się ciężki w przekazie, wręcz duszny. Z pewnością ciekawszym porównaniem byłby nowszy DX220, ale niestety nim nie dysponuję.

Astell&Kern AK70 MKII jest tutaj bliżej modelu M11 Pro, ale brzmi od niego mniej przestrzennie, bardziej twardo i sucho, raczej szkicowo. W przypadku porównania z M15 jest to bardziej kontrastowe – topowy odtwarzacz FiiO generuje masywniejszy, mocniej nasycony bas, ma więcej barw i brzmi bardziej trójwymiarowo. AK70 MKII stawia na stereofoniczny przekaz, akcentując szczególnie szerokość sceny. M15 popisuje się holografią, rysując znacznie większe źródła pozorne, na czym korzystają słuchawki planarne i wieloprzetwornikowe dokanałówki.

W brzmieniu M15 słychać pewne podobieństwa do FiiO Q5s z modułem AM3E, ale po głębszych porównaniach okazuje się, że M15 wygrywa z topowym DAC/AMP-em marki. Bas w M15 jest głębszy, bardziej nasycony, subbasowy i wyrazisty. Q5s brzmi niby mocno w basie, ale płycej w subbasie. Tonalność jest podobna, Q5s z AM3E to również klarowne, neutralne granie w wysokiej rozdzielczości. Jednak holografia i scena to już domena M15 – Q5s brzmi stereofonicznie, różnicując muzykę głównie na prawo i lewo, podczas gdy M15 rysuje trójwymiarową scenę, duże i kształtne źródła pozorne. M15 oferuje też wyraźnie czystszy sygnał od Q5s.

FiiO M15 i słuchawki
Synergia raczej nie będzie problemem. M15 brzmi neutralnie barwowo, oferuje głęboki bas, ale niskie tony nie są na tyle wzmocnione, żeby miały stanowić problem w doborze słuchawek. Odtwarzacz nie podpadł mi w żadnej konfiguracji, ale nie będzie jednak kompensował braków. M15 nie uspokoi słuchawek z przesadzonym sopranem, a na pewno nie odchudzi tych zbyt basowych. W razie czego górę można częściowo złagodzić filtrami cyfrowymi (np. wybierając filtry typu slow), a także trybem All-To-DSD, który nasyca brzmienie, lekko ociepla średnicę i zaokrągla wysokie tony. W takiej konfiguracji ostrzejsze słuchawki powinny zabrzmieć łagodniej.

Brzmienie dokanałówek z platformy testowej było świetne. Andromedy, Solarisy, Atlasy od Campfire Audio pokazały swoje możliwości. FiiO FH7, FA1 czy FA7 brzmiały zgodnie ze swoim charakterem i również nic im nie brakowało. Obawiałem się szczególnie współpracy z basowymi FA7, tymczasem brzmiały one bardzo dobrze z kablami FiiO LC2.5C lub 2.5D, a w wielu przypadkach potrafią być zgaszone i zamulone, nawet z przewodami rozjaśniającymi dźwięk. Z przyjemnością odsłuchałem IMR-y R1 Zenith, jak też spędziłem dużo czasu z nowymi IMR R2 Red, eksperymentując z systemem filtrów. Ponownie zdumiewały mnie możliwości TinHiFi P1, czyli dokanałowych planarów, które doceniły nasycony przekaz dołu i holografię M15, a także dużą moc, bo są pod tym względem wyjątkowo wymagające.

Niestety sygnał odtwarzacza, mimo iż czystszy od M11 czy M11 Pro, nie jest jeszcze w pełni pozbawiony szumów. Andromedy z platformy testowej nadal lekko szumiały, nie tak jak zazwyczaj, ale liczyłem na perfekcyjnie czarne tło. Korzystałem z niskiego podbicia, a tryb dla słuchawek wokółusznych był wyłączony, lecz mimo tego szum był ciągle obecny. Platformowe Andromedy szumią jednak praktycznie ze wszystkiego, więc trudno znęcać się nad M15, chociaż w tej cenie chciałoby się już perfekcji z każdymi słuchawkami.

Następnie sięgnąłem po słuchawki nagłowne, przełączając się na tryb słuchawek wokółusznych i aktywując wysokie wzmocnienie. Do odsłuchów wykorzystałem adapter z wtyczki XLR do 2,5 mm, wykonany na bazie miedzi OCC oraz posrebrzonej miedzi OCC. Audeze LCD-2 Closed Back zabrzmiały rewelacyjnie, przestrzennie i głęboko w basie. Słuchało mi się ich lepiej niż z torów stacjonarnych, miałem wrażenie, że pierwszy raz usłyszałem co naprawdę potrafią. Świetnie słuchało mi się także Etherów 1.1 od MrSpeakers/Dan Clark Audio oraz Audeze LCD-2 – oba modele skorzystały na pełnym przekazie basu. Dla porównania M11 Pro zaoferował słuchawkom planarnym wyraźnie mniej mocy i płytszy bas. Moim zdaniem M11 Pro nadal satysfakcjonował z wymagającymi słuchawkami nagłownymi, ale M15 był pod tym względem górą.

FiiO M15 jako DAC i DAC/AMP
Nie ma niespodzianek, sygnał w trybie wyjścia liniowego jest praktycznie identyczny, jak z wyjścia słuchawkowego. W trybie DAC-a nadal można liczyć na neutralne, precyzyjne, przestrzenne i rozdzielcze brzmienie z nasyconym basem, wysoką dynamiką i imponującą holografią. M15 stanowi bardzo dobre źródło do innych wzmacniaczy oraz głośników, o ile głęboki, masywny bas jest pożądany. Dla przykładu M15 zabrzmiał bardziej dociążonym dźwiękiem od moich stacjonarnych źródeł od Bursona Virtuoso czy Yulonga DAART Aquila. Uzyskałem też wyraźnie masywniejsze i głębsze brzmienie basu w przypadku głośników Edifier R2000DB, które brzmiały z M15 świetnie.

Nie zawodzi także tryb DAC/AMP. Przez USB z komputerem brzmienie jest równie dobre, a do tego opóźnienia nie stanowią problemu. W efekcie M15 sprawdzi się także do gier lub odtwarzania filmów – desynchronizacja dźwięku nie występuje.

Podsumowanie

FiiO M15 trudno ocenić. To ogólnie imponujący odtwarzacz, który jest świetnie wykonany, dość wygodny i nadal poręczny – urządzenie jest spore, ale do rekordzistów mu daleko. Ponownie można liczyć na dobry ekran dotykowy, funkcjonalny system operacyjny, wysoką wydajność i nowoczesny interfejs z USB typu C oraz wyjściem 4,4 mm. Producent zadbał też o sporo nowości, czyli nowe funkcje w systemie operacyjnym Android i dodatkowy, programowalny przycisk wraz z suwakiem blokady. Brzmienie jest świetne, neutralne tonalnie, ale z głębokim, dociążonym basem. Mocy nie brakuje, scena jest duża, a holografia rewelacyjna.

Niestety w zestawie nie ma etui, a drewniane pudełko, mimo iż ładne, jest niezbyt funkcjonalne. Ponownie brakuje drugiego czytnika kart microSD, a z tego powodu mile widziane byłoby więcej pamięci wbudowanej – do dyspozycji są ciągle 64 GB. Brzmienie nie każdemu przypadnie do gustu, bo co prawda jest ono nadal neutralne, a bas nie jest mocno podbity, ale fani lekkiego, liniowego dźwięku mogą odebrać M15 jako brzmiący zbyt masywnie, obficie w basie. Liczyłem też na jeszcze czystszy sygnał.

Jeśli cena nie gra roli, zależy nam na takich możliwościach i docenimy głęboki przekaz basu z zachowaniem neutralnego charakteru, to M15 może być strzałem w dziesiątkę. Gdy jednak wolimy bardziej stereofoniczny przekaz, nie zależy nam na takiej holografii i preferujemy liniowy, punktowy przekaz basu, wówczas M11 Pro będzie lepszym wyborem. Poprzednik reprezentuje ogólnie zbliżony poziom, ale oferuje mniejszą moc, mocniej szumi i nie jest aż tak muzykalny. Opłacalność nadal stoi więc po stronie M11 Pro, lecz mimo tego, postanowiłem przyznać M15 rekomendację. To w końcu świetny, mobilny odtwarzacz, który z powodzeniem może zastąpić rozbudowany tor stacjonarny.

Dla FiiO M15

Zalety:
+ solidne wykonanie
+ nadal stosunkowo poręczne wymiary
+ wygodna obsługa
+ bardzo dobry ekran
+ zaawansowany Bluetooth
+ funkcjonalny system operacyjny
+ płynne działanie
+ brak usług Google (może być wadą)
+ dużo mocy i dedykowany tryb dla słuchawek wokółusznych
+ programowalny przycisk i suwak blokady
+ świetne brzmienie z dociążonym basem, neutralną średnicą i klarowną górą
+ rewelacyjna scena dźwiękowa i holografia

Wady:
– brak etui w zestawie
– tylko jeden czytnik kart
– nadal 64 GB pamięci
– brak usług Google (może być zaletą)
– sygnał nadal nie jest perfekcyjnie czysty

Sprzęt dostarczył:

fiio

SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
fiio

2 KOMENTARZE

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here