FiiO M23 to najnowszy, średniopółkowy odtwarzacz muzyki, który bazuje na podwójnych przetwornikach Asahi Kasei Microdevices w technologii DWA Routing oraz zbalansowanym wzmacniaczu THX. Urządzenie ma zapewnić czyste i naturalne brzmienie, a także multum mocy.

FiiO M23 stanowi następcę modelu M11 Plus ESS, udanego odtwarzacza muzyki z 2022 roku. Założenia konstrukcyjne są podobne, bo nadal mowa o urządzeniu z ekranem o przekątnej 5,5 cala, zamkniętym w efektownej obudowie. Jednak tym razem w miejscu dwóch przetworników ESS Technology ES9068AS są kostki Asahi Kasei Microdevices, czyli zestaw składający się z układów AK4191EQ i AK4499EX. Wzmacniacz pozostał ten sam (THX AAA-78+), ale moc została zwiększona z 660 mW do 1000 mW, ponieważ zaimplementowano tryb stacjonarny, znany z modeli M17, M15S i przenośnego kombo Q15.

REKLAMA
final

Z tym ostatnim FiiO M23 ma najwięcej wspólnego, bo Q15-tka bazuje na tych samych przetwornikach marki AKM w ramach DWA Routing Technology, która separuje od siebie sekcje cyfrową i analogową. Początkowo założyłem, że M23 to po prostu model Q15 z funkcją odtwarzacza, ale sytuacja jest bardziej skomplikowana, ponieważ urządzenia różnią się wzmacniaczami – model Q15 nie ma układu THX-a. Ponadto kombo jest też bardziej wydajne od bohatera niniejszego testu (1610 mW vs 1000 mW).

Pytania nasuwają się same: jak FiiO M23 (4000 zł) ma się do M11 Plus ESS (3300 zł)? Czy to lepszy wybór od M15S (5500 zł)? A może większy sens ma zakup Q15 (2000 zł)? Odpowiedzi poniżej.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • kabel USB-C > USB-C (długość ok. 100 cm);
  • adapter USB-A;
  • szpilkę do tacki karty microSD;
  • silikonowe etui;
  • instrukcję obsługi.

Nastąpił regres, bo M11 Plus ESS jest dostarczany z solidniejszym, skórzanym etui oraz przejściówką koaksjalną (3,5 mm > RCA). W przypadku M23 musimy zadowolić się zwykłym, silikonowym etui, a przejściówkę trzeba ewentualnie dokupić. Producent poszedł też z duchem czasu i wymienił kabel USB-A > USB-C na przewód z dwiema wtyczkami USB-C oraz adapter USB-A.

Konstrukcja i jakość wykonania

Ponownie zastosowano kanciastą i efektowną obudowę, a nie obyło się też bez dotykowo-przyciskowego panelu regulacji głośności, ozdobionego fakturą włókien węglowych. Nie znaczy to jednak, że nic się nie zmieniło, bo kolorystyka jest teraz granatowa, lewa krawędź została wyprofilowana bardziej agresywnie, a zamiast „diamentowego” tyłu mamy „laserowy”, który efektownie rozszczepia światło. Zatem rewolucji brak, wzornictwo wciąż należy do futurystycznych, ale względnie uniwersalnych.

Wyświetlacz w zasadzie pozostał bez zmian – to ponownie panel IPS o przekątnej 5,5 cala i w rozdzielczości HD. Zatem czerń nie jest atramentowa, kąty widzenia wydają się być lekko ograniczone, a ostrość nie powala na kolana (293 ppi). Zauważyłem też, że starszy M11 Plus ESS może pochwalić się bardziej naturalną bielą, która jest lekko ochłodzona w M23. Poprzednik ma też ciut mocniejsze kolory, a szczególnie intensywniej nasyconą czerwień. Różnice to jednak niuanse, ekran FiiO M23 spełnia swoje zadanie.

Interfejs został przeprojektowany. Przyciski sterowania muzyką oraz suwak blokady ekranu znowu trafiły na prawą krawędź, ale zamiast czytnika microSD umieszczono tam suwak trybu stacjonarnego (D.MODE). Czytnik wylądował za to na dolnej krawędzi, a towarzyszą mu dwa gniazda USB-C – sygnałowe (czarne) oraz zasilania (pomarańczowe). Z tego powodu wyjścia słuchawkowe przeniesiono na górną krawędź, która w poprzedniku była pusta. Zgodnie z trendem zrezygnowano z wyjścia 2,5 mm, wypartego przez standard 4,4 mm. Natomiast lewa krawędź niczym się nie różni względem M11 Plus ESS – na swoich miejscach są podświetlony włącznik, regulacja głośności oraz programowalny przycisk specjalny.

Jakość wykonania jest typowa dla odtwarzaczy producenta, czyli wysoka. Aluminiową obudowę wycięto precyzyjnie, perfekcyjnie wykonano i nienagannie spasowano ze szklanymi panelami. Taflę na froncie zabezpieczono też szkłem hartowanym z zaoblonymi krawędziami, które tylko minimalnie odstaje, więc na pierwszy rzut oka trudno je zauważyć.

Ergonomia i funkcjonalność

Wzornictwo i gabaryty są zbliżone, więc ergonomia także. FiiO M23 jest tylko kilka gramów cięższy od M11 Plus ESS (299 g vs 295 g), a wymiary są niemal identyczne, więc ponownie mamy do czynienia ze sporym, ale i tak bardziej kompaktowym odtwarzaczem od wyżej pozycjonowanych modeli serii M, a szczególnie gigantycznego M17. O perfekcji nie ma jednak mowy – kanciasta obudowa i grubość rzędu dwóch smartfonów wciąż wymagają pewnych poświęceń ergonomicznych.

Odtwarzacz został zaprojektowany z myślą o obsłudze lewą dłonią, bo wtedy panel głośności jest na wyciągnięcie kciuka. Ponownie możemy go wciskać lub obsługiwać dotykowo, przesuwając wzdłuż niego palec. Towarzyszy temu ciche klikanie, dobiegające z wnętrza obudowy, co zaimplementowano już w M11 Plus ESS. Panel sprawdza się nieźle – jest optymalnie czuły i precyzyjny. Niemniej zamiast klikania wolałbym wibrację, bo nie słychać go, gdy korzystamy ze słuchawek, a zamiast panelu dotykowego… pokrętło głośności w stylu tego z M15S.

Podoba mi się, że oddzielono od siebie gniazda USB-C (dolna krawędź) i wyjścia słuchawkowe (górna krawędź), więc wtyczki nie przeszkadzają, gdy trzymamy odtwarzacz. Dzięki temu wygodniej korzysta się też z trybu DAC-a USB – wystarczy obrócić obraz skrótem w panelu systemowym, by używać odtwarzacza niczym typowego kombo; podłączając kabel USB z tyłu, a wtyczkę słuchawek z przodu. Przygotowano także dodatkowe złącze USB-C, które pozwala odblokować maksymalny poziom podbicia i zwiększyć moc do 1 W na kanał. Poprzednik tego nie potrafił, ale funkcja jest znana z M15S (990 mW) i Q15 (1610 mW). Potrzebny będzie jednak adapter sieciowy, np. ładowarka od smartfona.

Niestety FiiO M23 nie ma odbiornika XMOS, co jest krokiem wstecz względem M11 Plus ESS. Teoretycznie nie stanowi to problemu, bo wystarczy wgrać sterownik od producenta i zmniejszyć rozmiar bufora, by zredukować opóźnienia, co pozwoli oglądać filmy i grać z akceptowalną latencją. Występuje jednak ten sam problem, co w FiiO R7, który także nie załapał się na odbiornik XMOS-a, czyli bufor musimy dostosowywać za każdym razem po włączeniu komputera, inaczej dźwięk wymija się z obrazem. Nic takiego nie ma miejsca w M11 Plus ESS czy Q15, modelach wyposażonych w odbiorniki XMOS.

Wydajność i system operacyjny

To nie koniec narzekania. Na pokładzie jest ponownie Qualcomm Snapdragon 660 z 4 GB RAM-u, który wprawdzie zapewnia optymalną wydajność do zastosowań muzycznych, ale to już stary układ (premiera w roku 2017!), a więc prądożerny i z ograniczeniami funkcjonalnymi. Niestety tym razem nie zaimplementowano lepszego modułu Bluetooth, bo model M23 nie obsługuje kodeków aptX LL czy aptX Adaptive, w przeciwieństwie do FiiO M15S. O obsłudze przyszłościowego standardu LC3 także nie ma mowy, więc fani bezprzewodowego audio mogą czuć niedosyt.

Wątpliwości budzi również mocno archaiczny Android 10 z modyfikacjami od producenta. Przygotowano dodatkowy ekran wyboru trybów, szereg ustawień dźwięku, aplikację odtwarzającą FiiO Music oraz instalator FiiO z popularnymi aplikacjami audio. Póki co nic też nie stoi na przeszkodzie, by instalować oprogramowanie z plików .apk. Zatem do zastosowań muzycznych software jest w pełni wystarczający, ale to samo dotyczy M11 Plus ESS, bo zmiany systemowe względem poprzednika są właściwie kosmetyczne; starszy model oferuje też większość funkcji.

Warto wiedzieć, że FiiO obiecało aktualizację systemu do… Androida 12 z roku 2021. Trudno świętować, skoro za rogiem już Android 15, a update miał ujrzeć światło dzienne w maju 2024 roku, czyli niemal miesiąc temu.

Czas pracy

Osiągi akumulatora to nic specjalnego, bo 10,5 godziny z wyjścia 3,5 mm oraz 9 godzin z wyjścia zbalansowanego są już standardem dla FiiO. Wyniki są realistyczne, ale dotyczą słuchawek dokanałowych i odtwarzania muzyki z plików, więc przy intensywnym użytkowaniu akumulator wyczerpiemy szybciej. Na pocieszenie dodam, że FiiO M23 ładuje się godzinę krócej od M11 Plus ESS, M15S czy Q15, czyli 2,5 godziny.

Specyfikacja

Ogólna

  • układ: Qualcomm Snapdragon 660 z 4 GB RAM
  • pamięć wbudowana: 64 GB + czytnik micro SD do 2 TB
  • system operacyjny: Android 10
  • wyświetlacz dotykowy: IPS, 5,5 cala, 1440×720 pikseli
  • przetworniki: Asahi Kasei Microdevices AK4191EQ + AK4499EX
  • wzmacniacz: THX AAA-78+ (2x OPA1612 + 2x OPA1662)
  • obsługa słuchawek: 8-350 Ω
  • interfejsy bezprzewodowe: Bluetooth 5.0 + Wi-Fi 5
  • obsługa kodeków: SBC, AAC, LDAC (odbiornik), SBC, AAC, aptX, aptX HD, LDAC, LHDC (nadajnik)
  • funkcje: DAC USB, AirPlay, DLNA, 10-pasmowy EQ, regulacja balansu, czterostopniowe podbicie, wyjście liniowe, PCM do DSD, Roon Ready, MQA, QC 4.0 i PD 3.0, 2x USB-C 3.0, tryb stacjonarny
  • akumulator: 5500 mAh
  • czas pracy: do 10,5 godz. (3,5 mm), do 9 godz. (4,4 mm)
  • czas ładowania: ok. 2,5 godz. (PD 3.0)
  • wymiary: 137 x 77 x 18 mm
  • masa: 299 g

Wyjście słuchawkowe 3,5 mm (podbicie Super High)

  • moc: 480 + 480 mW @ 16 Ω, 440 + 440 mW @ 32 Ω, 60 + 60 mW @ 300 Ω
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-80 kHz
  • SNR: >125 dB
  • impedancja: <1 Ω
  • separacja kanałów: >72 dB
  • THD+N: 0,00038% @ 1 kHz

Wyjście słuchawkowe 4,4 mm (podbicie Super High)

  • moc: 730 + 730 mW @ 16 Ω, 1000 + 1000 mW @ 32 Ω, 240 + 240 mW @ 300 Ω
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-80 kHz
  • SNR: >125 dB
  • impedancja: <2 Ω
  • separacja kanałów: >117 dB
  • THD+N: 0,00038% @ 1 kHz

Wyjście liniowe

  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-80 kHz
  • SNR: >126 dB
  • napięcie wyjściowe: 2 V rms
  • separacja kanałów: >110 dB
  • THD+N: 0,00043% @ 1 kHz

Brzmienie

Zestawienie nowych przetworników AKM ze wzmacniaczem THX-a dało bardzo ciekawe efekty. W brzmieniu FiiO M23 słychać zarówno barwność i gładkość, jak i klarowność oraz wyrazistość. Odtwarzacz jest tonalnie neutralny, ale przechyla się w muzykalną stronę, bo słychać pewne akcenty w skrajach pasm – niskie tony są zaznaczone i sprężyste, a wysokie swobodne i dźwięczne. Pasmo średnie nie daje się przytłoczyć, więc wciąż mowa o sygnaturze dźwiękowej niedalekiej równowagi. Rozdzielczości oraz dynamiki również nie brakuje.

Bas jest lekko zaakcentowany, ale nie dominuje. Niskie tony zwracają raczej uwagę jakością, bo są kontrolowane, zróżnicowane i energiczne – brzmią soczyście, w sposób zwarty i kształtny. Dzięki temu muzyka jest odpowiednio dociążona, nie sprawia wrażenia odchudzonej czy anemicznej. Odtwarzacz nie rozczarowuje także atakiem, podtrzymywaniem i wygasaniem niskich tonów, więc bas angażuje. Myślę, że dolne rejestry docenią fani klasyki, elektroniki czy muzyki popularnej, ale przekaz jest uniwersalny – bas potrafi być punktowy i płytki, gdy wymaga tego repertuar.

Pasmo średnie wydaje się być nieznacznie wstecz względem basu, ale brzmienie jest krystalicznie czyste i wyraziste, więc instrumenty oraz wokale nie znikają w tle. Nie brakuje także barw, bo daje się wychwycić charakterystyczne dla japońskich przetworników ciepło i gładkość, ale bez efektu rozmycia dźwięku. FiiO M23 wciąż zarysowuje kontur, brzmi twardo i precyzyjnie. Możemy więc odprężyć się przy muzyce, jak i dokonać analitycznego odsłuchu, skupić na fakturze gitar, dęciaków czy smyczków. Nie brakowało mi też szczegółów – z odpowiednimi słuchawkami nic mi nie umykało.

Wysokie tony kontrują niskie. Sopran jest mocno rozciągnięty, więc wokale czy instrumenty operujące tym zakresem pną się wysoko, nie sprawiają wrażenia zgaszonych czy przyciemnionych. Dzięki sporej dawce sopranu pozostałe zakresy są odpowiednio doświetlone, nie ma wrażenia dystansu do muzyki, zawoalowania przekazu. Bez obawy – góra pasma nie jest ostra, więc M23-ka nie potęguje sybilizacji, jest przystępna w odbiorze i nie męczy na dłuższą metę, za co często krytykuje się urządzenia bazujące na kościach ESS Technology. Niemniej moim zdaniem FiiO M23 brzmi kapkę jaśniej, niż zazwyczaj odtwarzacze z przetwornikami AKM.

Scena dźwiękowa jest również na wysokim poziomie. Nie miałem powodów do narzekania na separację kanałów, bo scena ma elipsoidalny kształt. Głębia oraz wysokość sceny także w pełni satysfakcjonują, więc można liczyć na trójwymiarową ekspozycję instrumentów. Kompetentne słuchawki nie rozczarowywały także holografią – razem z odtwarzaczem potrafiły wygenerować duże i mocno odseparowane źródła pozorne, co zawdzięcza się odpowiedniemu napowietrzeniu sceny. Co więcej, odtwarzacz pozwala uzyskać tzw. czarne tło, efekt zawieszenia instrumentów w próżni, co jest zasługą dość czystego sygnału. O tym jednak za chwilę.

FiiO M23 – porównania z M11 Plus ESS, M15s i Q15
Różnice pomiędzy modelami M23 oraz M11 Plus ESS łatwo wychwycić, bo nowość generuje więcej basu, brzmi barwniej i tym samym cieplej. Sygnatura poprzednika jest więc bardziej płaska, ale podobnie klarowna i bezpośrednia. Scena dźwiękowa jest natomiast mocno zbliżona w obu odtwarzaczach, ma podobne wymiary i proporcje. Czy zatem nastąpił jakikolwiek progres? Moim zdaniem tak, bo M23 wydaje się mocniej zarysowywać brzmienie, ma bardziej sprężysty i wyrazisty dół pasma, który także sprawia wrażenie głębszego. Podczas bezpośrednich porównań odebrałem też M11 Plus ESS jako odtwarzacz brzmiący gładziej, mniej konturowo od M23.

Werdykt zależy jednak od gustu i budżetu. Jeśli preferujemy muzykalne brzmienie i soczysty bas, a dopłata nie stanowi problemu, to FiiO M23 będzie górą (4000 zł). Model M11 Plus ESS wciąż ma jednak rację bytu, bo to lepszy wybór, gdy wolimy zrównoważony dźwięk z mniej zaznaczonym basem oraz zależy nam na jak najniższej cenie (3300 zł). Gdybym miał jednak pominąć ceny i spojrzeć na oba odtwarzacze stricte subiektywnie, to wybrałbym M23. Głównie ze względu na soczysty i kształtny bas oraz mocniej zarysowany dźwięk.

FiiO M23 depcze po piętach modelowi M15S, bo brzmi podobnie wyraziście, klarownie i precyzyjnie. Oba urządzenia wciągają też sprężystym basem – zwartym, zarysowanym, energicznym i kontrolowanym. Okazuje się jednak, że M15S brzmi szerzej – ma mocniejszą stereofonię, rozstawia instrumenty na boki jeszcze dalej. Łatwo usłyszeć też różnicę w charakterze, bo mamy do czynienia z książkowym starciem dźwięku AKM z ESS Technology. Otóż M15S nie jest tak barwny i ciepły, jak M23, a raczej neutralny lub wręcz lekko sterylny. Ostatecznie M15S jest też bliżej równowagi, bo M23 generuje trochę więcej basu.

Jeśli preferujemy muzykalność, to lepiej wybrać M23. Odtwarzacz pozwoli też sporo oszczędzić, bo FiiO M15S kosztuje aż 5500 zł. Abstrahując od cen, nie byłbym jednak w stanie wskazać faworyta – M23 przekonuje mnie ciepłem i barwami, ale wyżej pozycjonowany model również zachwyca, bo M15S potrafi zabrzmieć gęsto i masywnie, czyli nie brakuje mu dociążenia, z czym ma problemy M11 Plus ESS. Warto też wiedzieć, że M15S jest bliżej jakościowo modelu M17, bo bardziej kontrastowo separuje kanały od M23.

A co z Q15? Okazuje się, że implementacja przetworników oraz układ wzmacniacza mają duże znaczenie, bo teoretycznie zbliżony konstrukcyjnie model Q15 brzmi inaczej. Brzmienie może nie jest zgoła odmienne, bo kombo także przekonuje sprężystym i zróżnicowanym basem. Słychać jednak, że w M23 niskich tonów jest więcej i schodzą one głębiej, za co krytykowałem model Q15, który według mnie lekko uszczupla subbas. Ponadto M23 ma też w sobie więcej werwy, bardziej angażuje, co także nie podobało mi się w Q15-tce, któremu trochę brakuje energii. Ponadto odtwarzacz brzmi barwniej i cieplej, a do tego szerzej w scenie, co uzyskano trochę dalszym pierwszym planem w modelu M23.

W rezultacie FiiO M23 nie jest po prostu autonomicznym modelem Q15 – odtwarzacz oferuje inną sygnaturę dźwiękową oraz wyższą jakość dźwięku. Nie powiedziałbym jednak, że M23 jest dwukrotnie lepszy, a taka jest różnica w cenie, bo Q15 kosztuje 2000 zł. Kombo wciąż jest warte zainteresowania, nadal brzmi bardzo dobrze i stanowi mocną alternatywę dla odtwarzacza. Oczywiście jeśli posiłkowanie smartfonem nie jest dla nas problemem. Warto też pamiętać, że Q15 ma wydajniejszy wzmacniacz (1610 mW vs 1000 mW), co może mieć znaczenie, jeśli korzystamy z wymagających słuchawek stacjonarnych.

Sięgnąłem jeszcze po FiiO M17 oraz Astel&Kern Kann Max. Nie, M23-ka im nie dorównuje – oba odtwarzacze brzmią jeszcze przestrzenniej, dynamiczniej i bardziej wyraziście, a szczególnie mocno zarysowujący dźwięk Kann Max. Niemniej moim zdaniem poziom modelu M23 jest już w pełni satysfakcjonujący, byłbym z niego zadowolony na co dzień, czego już nie mogę powiedzieć o M11 Plus ESS.

FiiO M23 – synergia
Dociążony bas, dobre nasycenie dźwięku oraz klarowna, ale nie ostra góra to niejako przepis na synergiczny sukces. FiiO M23 powinien zgrywać się z przeróżnymi słuchawkami, zapewniając pełne niskie, dość bezpośrednie średnie i odpowiednio kontrolowane wysokie tony, a także optymalnie dużą scenę. Mocy też nie powinno brakować i to nawet w trybie odtwarzacza, bo wraz z ostatnią aktualizacją zaimplementowano „HiFi Boost”, który podnosi moc poza trybem stacjonarnym. Niemniej głodne słuchawki docenią dodatkowe miliwaty trybu „Desktop Mode”.

FiiO M23 może nie dogadać się jedynie ze słuchawkami wymagającego ciemnego źródła, czyli tymi jasnymi lub wręcz ostrymi. Niemniej nawet w takiej sytuacji efekty powinny satysfakcjonować, bo M23 lekko wzmacnia niskie tony. Dzięki temu nieźle słuchało mi się FiiO FT5, czyli słuchawek z mocną podstawą basową i klarowną górą, jak i mniej basowych oraz jaśniejszych HiFiMAN-ów Ananda Nano. Z odtwarzaczem dogadywały się też przeróżne IEM-y. Dla przykładu FiiO FH9 czy FX15 zabrzmiały zgodnie ze swoim charakterem, a miło spędziłem czas także z Craft Ears Aurum.

Sprawdziłem też czystość sygnału, czyli sięgnąłem po wyjątkowo wrażliwe słuchawki Campfire Audio. Niestety wciąż dało się wychwycić lekki szum – Solaris Stellar Horizon nie zabrzmiały tak czysto, jakbym chciał. Niemniej ze słuchawek dało się korzystać, co nie zawsze jest możliwe. Problem w tym, że FiiO M11 Plus ESS… ma czystszy sygnał, a właściwie szum własny poprzednika jest niższy tonalnie, więc trudniejszy do wychwycenia.

Podsumowanie

FiiO M23 przynosi sporo ciekawych zmian. Wzornictwo zostało nieznacznie odświeżone, korzystanie przeprojektowano interfejs oraz zaimplementowano praktyczne funkcje, jak np. tryb stacjonarny. Jakość wykonania jest wciąż wysoka, ergonomia niezła, a przyciskowo-dotykowa regulacja głośności sprawdza się nieźle. Solidny ekran, funkcjonalny system operacyjny oraz wydajny wzmacniacz to kolejne plusy tego modelu. Przekonało mnie także muzykalne brzmienie z lekko zaakcentowanym basem o wzorowym zróżnicowaniu, które jest klarowne, rozdzielcze, dynamiczne i zarysowane. Szeroka i poukładana scena dźwiękowa stanowi wisienkę na torcie.

Czuję jednak niedosyt. Względem FiiO M11 Plus ESS zmiany są małe, bo ponownie wykorzystano znaną konstrukcję, stary SoC oraz archaicznego Androida 10. Ponadto zabrakło skórzanego etui, obsługi najnowszych kodeków Qualcomma, a wcięło także odbiornik XMOS. Nie stwierdziłem też progresu w czasie pracy.

FiiO M23 kosztuje niecałe 4000 zł – to świetny odtwarzacz, który przekonał mnie brzmieniem. Liczyłem jednak na więcej, bo M23 to w praktyce odświeżenie modelu M11 Plus ESS, stąd nie zdecydowałem się na przyznanie znaczka rekomendacji. Uważam, że nastąpił progres w jakości dźwięku, ale jak to zwykle bywa sporo zależy od preferencji – jeśli wolimy bardziej zrównoważone, gładsze brzmienie, to poprzednika nie warto wymieniać lub wręcz możemy go wybrać zamiast M23.

Zalety:
+ praktyczne wyposażenie
+ solidne wykonanie
+ niezła ergonomia
+ dwufunkcyjna regulacja głośności
+ tryb stacjonarny
+ funkcjonalny system operacyjny Android
+ dobry ekran
+ sporo mocy
+ muzykalne, rozdzielcze i dynamiczne brzmienie
+ szeroka, holograficzna scena dźwiękowa

Wady:
– przestarzały układ Snapdragon 660
– stary Android 10
– brak obsługi aptX-a Adaptive
– brak odbiornika XMOS
– brak skórzanego etui

Sprzęt dostarczył:

fiio

SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
fiio

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj