Shanling wprowadził do sprzedaży miniaturowy odtwarzacz, który imponuje możliwościami. Model o oznaczeniu M0 posiada układ Sabre ES9218P, dotykowy ekran, port USB typu C, dwukierunkowy moduł Bluetooth z obsługą kodeków AAC, aptX i LDAC, a jego wymiary są zbliżone do pudełka od zapałek.

Shanling to marka, która powstała w 1988 roku, a model M0 został wydany, by uczcić 30-lecie jej istnienia. Na łamach naszego portalu ten chiński producent gości po raz pierwszy, ale urządzenia marki zostały szeroko docenione i cieszą się wysoką popularnością. Tytułowy M0 to też bardzo oryginalny odtwarzacz o wyjątkowo kompaktowych wymiarach. To jakby powrót do korzeni DAP-ów pod względem formy, ale w nowoczesnym wydaniu. Odtwarzaczowi nie brakuje nowinek, czyli dotykowej obsługi, ale także rozbudowanego Bluetootha, funkcji DAC-a USB czy też możliwości odtwarzania plików w formacie DSD. Warto wydać 399 zł?

REKLAMA
campfire

Wyposażenie

Odtwarzacz spoczywa wewnątrz solidnego pudełka, które stabilizuje sprzęt piankową foremką. W zestawie jest podstawowe wyposażenie, czyli instrukcja obsługi oraz kabel USB typu A-USB typu C. Ten ostatni jest zabezpieczony oplotem, posiada solidne wtyczki i mierzy 95 cm. Szkoda, że w zestawie nie ma chociaż podstawowego etui z silikonu, ale niewielkim kosztem można wyposażyć się w coś lepszego.

Do testu otrzymałem także opcjonalne akcesoria, czyli skórzany futerał oraz klips. Pierwszy dodatek został przystosowany do wsunięcia odtwarzacza od góry. Zabezpiecza boki, plecy oraz częściowo spód i wyświetlacz, a odsłania górną krawędź, dolne gniazda i wielofunkcyjne pokrętło. Drugie akcesorium ma formę pokrywki, którą wpina się za boki odtwarzacza; jest ono solidnie wykonane i częściowo elastyczne. Akcesoria nie przerażają cenami – futerał dostępny w wielu kolorach kosztuje 49 zł, a klips 19 zł (który aktualnie można otrzymać gratis przy zakupie odtwarzacza).

Konstrukcja

Na żywo Shanling M0 prezentuje się świetnie – wrażenie robią zarówno jakość wykonania, jak i miniaturowe wymiary. Obudowa odtwarzacza została wykonana z jednego elementu aluminium wycinanego metodą skrawania (CNC), a ekran zabezpiecza hartowane szkło. Nie mam zastrzeżeń odnośnie spasowania elementów i jakości obróbki. Wzornictwo też wpada w oko – jest nowoczesne, ale zarazem minimalistyczne. Kształty są obłe, niektóre rogi mocno zaokrąglone, a dłuższe krawędzie zaoblone. Przetestowałem odtwarzacz w kolorze matowej czerni, a dostępne są także inne wersje kolorystyczne, czyli: tytanowy, niebieski, czerwony i fioletowy.

Na froncie jest niewielki, dotykowy i kolorowy wyświetlacz o przekątnej 1,5 cala i rozdzielczości 240 na 240 pikseli. Ostrość jest dobra, kąty widzenia przyzwoite, jasność niezła, a kolory nasycone i przyjemne dla oczu. Podczas przewijania list daje się zauważyć pewne rwanie obrazu (screen tearing), ale nie wpływa to negatywnie na obsługę. Ogólnie ekran to nic wyjątkowego, ale spełnia swoje zadanie, a do tego otaczają go dosyć wąskie (jak na DAP-a) ramki.

Na prawy bok trafiło ząbkowane pokrętło, które zintegrowano z przyciskiem. Pełni ono wiele funkcji i obraca się stopniowo. Po przeciwnej stronie jest miejsce na jedną kartę micro SD, a czytnik został zabezpieczony mocną zaślepką. Górna krawędź pozostała pusta, a wszystkie gniazda trafiły na spód: wyjście 3,5 mm oraz wejście/wyjście USB typu C. Za zastosowanie nowoczesnego USB należy się Shanlingowi duża pochwała, ponieważ nowy typ złącza nadal nie jest standardem w branży audio.

Spód odtwarzacza jest jednolity, ozdobiony logo marki oraz oznaczeniami.

Ergonomia i obsługa

Dawno nie testowałem tak małego i lekkiego odtwarzacza. Shanling M0 przywodzi na myśl iPoda nano szóstej generacji, czy też smart-zegarek. To właściwie mały ekranik z jednym przyciskiem na boku, który mierzy 4 na 4,5 cm, przy grubości niespełna 1,4 cm. Obsługa jest więc w większości dotykowa, a odtwarzacz trzyma się koniuszkami palców. Bez problemu można korzystać z M0 jedną dłonią, sterując ekranem za pomocą gestów. Uważać powinni jedynie posiadacze wyjątkowo dużych dłoni – dla nich odtwarzacz może być wręcz za mały.

Obsługa jest prosta. Bazuje na przełączaniu kolejnych ekranów w poziomie, a także przewijaniu pionowych list. Jedyne odstępstwo stanowi ekran odtwarzania, który, by wrócić do menu, wymaga dotknięcia i przytrzymania ekranu. Pokrętło na boku odpowiada za regulację głośności, a jest także zintegrowane z włącznikiem oraz przyciskiem wybudzania ekranu. Możliwe jest także sterowanie muzyką za pomocą dwukliku przycisku, który należy uprzednio skonfigurować w opcjach. Skala głośności jest 100-stopniowa, a skokowe pokrętło pozwala na płynną regulację co 1 stopień (powolny obrót) lub co 2 stopnie (szybszy obrót). Wbudowany w nie przycisk również działa odpowiednio precyzyjnie, wyraźnie klika i jest średnio twardy.

Producent obiecuje możliwość odtwarzania muzyki do 15 godzin. Rezultaty będą oczywiście zależne od wielu czynników, ale w moich testach wyniki były i tak satysfakcjonujące. Rzadko sięgałem do ekranu, który był ustawiony na średnie podświetlenie, korzystałem z plików w formacie FLAC (16-bit) i wielu różnych słuchawek w połączeniu przewodowym, a uzyskiwałem około 12 godzin pracy. Jeśli w grę wchodził Bluetooth, to czas pracy spadał do 8-10 godzin, w zależności od słuchawek, jakości muzyki i stosowanych kodeków.

Oprogramowanie i funkcje

System operacyjny to Shanling MTouch OS, który jest dostępny także w języku polskim. Jakość tłumaczeń pozostawia jednak trochę do życzenia, więc skupiłem się na teście wersji anglojęzycznej. Obsługa jest intuicyjna, system działa płynnie, a jego możliwości nie zawodzą. Interfejs jest dostosowany do wymiarów urządzenia i jest oparty na poziomym menu, składającym się z dużych ikonek, czyli kolejno:

  • My Music (biblioteka muzyki);
  • Folders (przeglądanie plików);
  • Playback (ustawienia odtwarzania);
  • System (ustawienia systemowe);
  • Now Playing (ekran odtwarzania).

Biblioteka muzyki dzieli bazę utworów na standardowe kategorie, ale tworzy także listę ostatnio i najczęściej odtwarzanych utworów. W Folders znajdziemy menedżer plików, który prezentuje muzykę w formie folderów posegregowanych alfabetycznie. Poszczególne foldery można dodawać do kolejki, listy odtwarzania lub usuwać. Zabrakło wyszukiwarki, która byłaby mile widziana w przypadku korzystania z pojemnych kart micro SD. Playback grupuje opcje odtwarzania, tam dostępne są też ustawienia limitu głośności, domyślny poziom głośności, tryb gapless, EQ (kilka ustawień, bez ręcznego), regulacja podbicia (low i high), filtry cyfrowe (łącznie osiem), regulacja balansu kanałów, tryb odtwarzania oraz odtwarzanie pomiędzy folderami. Menu System zawiera już opcje dotyczące odtwarzacza, czyli możliwość aktualizacji oprogramowania, opcje interfejsu Bluetooth, podświetlenia ekranu i oszczędzania energii, trybu USB, wyjścia liniowego, DSD i innych.

Ekran odtwarzania wyświetla okładkę i domyślnie ukrywa przyciski sterowania. By je przywrócić wystarczy dotknąć ekranu, wtedy pojawi się trójekranowy interfejs – pierwszy ekran zawiera standardowe przyciski, drugi pasek postępu, a trzeci teksty piosenek. By dostać się do listy odtwarzanych utworów, a także bazy muzyki, należy na okładce płyty wykonać gest w prawo.

Shanling M0 robi wrażenie funkcjonalnością. Odtwarza popularne formaty stratne i bezstratne, radzi sobie z DSD64 i DSD128, a nie brakuje mu funkcji dodatkowych. Interfejs Bluetooth wspiera kodeki AAC, aptX i LDAC (ze słuchawkami Sony WH-H900N zasięg był dobry, a kodeki działały prawidłowo). Odtwarzacz może zarówno nadawać sygnał do słuchawek lub głośników Bluetooth, a także odbierać muzykę np. ze smartfona, działając niczym adapter Bluetooth. Możliwe jest więc sparowanie M0 z telefonem i odtwarzanie muzyki z serwisów strumieniujących, co rekompensuje brak Wi-Fi. Shanling M0 posiada także opcję DAC-a USB (sterowniki dostępne są na stronie producenta, ale dają się we znaki opóźnienia dźwięk-obraz) i wspiera opcję USB OTG, więc może służyć jako transport cyfrowy. Nie zabrakło także opcji wyjścia liniowego, którego rolę pełni wyjście słuchawkowe.

Specyfikacja

Ogólna

  • system operacyjny: Shanling MTouch OS
  • wyświetlacz: 1,54”; 240×240 pikseli, dotykowy
  • obsługa formatów: AAC, MP3, WMA, OGG, DSD64, DSD128, APE, AIFF, FLAC, WAV, max 24-bit/192 kHz, DXD 32 bit/384 kHz
  • przetwornik ze wzmacniaczem: ESS Sabre ES9218P
  • interfejs bezprzewodowy: Bluetooth z AAC, aptX, LDAC
  • pamięć wbudowana: brak
  • czytnik micro SD: do 512 GB
  • obsługa słuchawek: 8-300 Ohm
  • akumulator: 630 mAh (czas pracy do 15 godzin, czas ładowania 2 h)
  • wymiary: 40 x 45 x 13,5 mm
  • waga 38 g

Wyjście słuchawkowe 3,5 mm

  • moc: 80 mW @ 32 Ohm
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz (-0,5 dB)
  • SNR: >118 dB
  • impedancja: 0.16 Ω
  • THD+N: 0,004%
  • separacja kanałów: 70 dB
  • dynamika: >105 dB

Brzmienie

  • Słuchawki: Sony h.ear on 2 (WH-H900N), Focal Spirit Professional, 1MORE H1707, Master&Dynamic MH30, Campfire Audio Andromeda, Polaris i Comet, Oriveti New Primacy, Aune E1, FiiO FH5, FiiO F9 PRO, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO, Alpha&Delta D6
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, FiiO Q5 (AM3B), Leckerton UHA-760, Astell&Kern AK XB10, FiiO BTR3
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200, iBasso DX150, FiiO X5 III, FiiO M7, FiiO X3K, OnePlus 5
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Odtwarzacz został przetestowany z oprogramowaniem w wersji 2.1.

Ciepło, gładkość, muzykalność – to najkrótsza charakterystyka opisywanego Shanlinga. Odtwarzacz oferuje brzmienie przyjemne w odbiorze, pozbawione szorstkości, ostrości lub chłodu. Sygnatura jest lekko ocieplona, ale uniknięto przyciemnienia i zamulenia dźwięku, a także braków w kontroli pasm. Słychać jednak, że M0 nie jest odtwarzaczem analitycznym, nastawionym na wyciąganie najdrobniejszych detali czy wzorową wierność materiałowi źródłowemu. Priorytet miała muzykalność, gładki i wciągający przekaz, a nie rozdzielczość, dynamika i szybkość. W kontekście ceny jakość dźwięku i tak nie zawodzi – rozdzielczość stoi na poziomie adekwatnym do ceny, a brzmienie jest nadal odpowiednio dynamiczne, by poradzić sobie z różną muzyką i nie nudzić.

Niskie tony są podkreślone w średnim i wyższym basie, ale bez przesady – Shanling M0 brzmi nadal uniwersalnie, nie jest odtwarzaczem basowym. Chodzi jedynie o akcent, który nadaje niskim tonom ciepłego charakteru. Odbyło się to kosztem subbasu, ponieważ zejście niskich tonów mogłoby być głębsze, ale w tej cenie trudno mieć wyjątkowo duże wymagania. Bas brzmi gładko i miękko, ma też sporo energii i jest dobrze kontrolowany – nie rozmywa się, nie zlewa i nie zamula przekazu. Faktura instrumentów jest różnicowana, ale nie kontrastowo. Detale słychać, ale nie te najdrobniejsze – priorytet miała muzykalność. Atak basu, wybrzmiewanie oraz dynamika nie stoją na najwyższym poziomie, ale nadal satysfakcjonują – muzyka odtwarzana przez M0 nie brzmi w sposób ospały lub opieszały. Wiele będzie jednak zależało od słuchawek – te brzmiące z werwą nadal odpowiednio atakowały perkusyjną stopą lub uderzały masą gitar basowych, a te chudsze nie dominowały w niskich tonach.

Pasmo średnie kontynuuje ciepłą tendencję – wyższy zakres jest łagodniejszy i bardziej zaokrąglony, a niższy chętniej dochodzi do głosu. Pasmo to jest ogólnie stawiane blisko, więc nie trzeba martwić się o przekaz żywych instrumentów i wokali. Nadal nie jest to sygnatura wyjątkowo ocieplona – odtwarzacz nie odbiega mocno od naturalnej równowagi. Bez wątpienia przekazuje jednak dźwięk w sposób miękki i gładki, nie brzmi szorstko lub ostro. Brzmienie nie jest wyjątkowo zarysowane lub konturowe, ale muzyka nadal jest dobrze kontrolowana i nie staje się zamulona czy zgaszona. Dźwięk jest doświetlony, klarowny i przejrzysty, a także bezpośredni, ale bez agresji – Shanling M0 nie narzuca się dźwiękiem, brzmi łagodnie. Ostateczny efekt będzie zależał od słuchawek i wybranego filtra cyfrowego. Według mnie filtry typu minimum oferowały mocniej zarysowany dźwięk w paśmie średnim. Najczęściej korzystałem z filtra minimum slow z powodu trochę bliższego wyższego zakresu średnicy, ale prezentowanego nadal w gładkim sosie.

Góra pasma nie zaskakuje – jest na swoim miejscu, ale ponownie prezentowana jest kulturalnie i muzykalnie, a także z kontrolą. Nie odbieram Shanlinga M0 jako odtwarzacza przyciemnionego lub mocno ściętego w wysokich tonach. Pasmo to nie jest wyjątkowo rozciągnięte, ale wciąż zapewnia odpowiednią czytelność i bezpośredniość muzyki, dobrze wspierając talerze perkusyjne, gitary i wokale. Odtwarzacz ma też tendencję do łagodzenia ostrości, niwelowania sykliwości zarówno słuchawek, jak i utworów muzycznych. To gratka dla melomanów szukających spokoju i obłości w górze pasma, wrażliwych na wyśrubowaną i agresywną górę. Z drugiej strony odtwarzacz może nie spodobać się fanom wyjątkowo rozbudowanej i pierwszoplanowej góry, którym zależy na ostrym i wyrazistym zarysowaniu muzyki. Lubię trochę jaśniejszy przekaz wyższej średnicy/góry, ale Shanlinga M0 nadal słuchało mi się dobrze – nie słyszałem woalu lub zgaszenia.

Shanling M0 nie wspina się na sceniczne wyżyny, ale rozmiary przestrzeni oraz holografia w kontekście ceny ponownie nie zawodzą. Separacja kanałów jest dobra – słychać wyraźny podział na kanały. Głębia oraz wysokość również satysfakcjonują, ale wydają się mieć nieznacznie mniejszy priorytet. W efekcie określiłbym scenę dźwiękową Shanling M0 jako elipsoidalną, rozciągniętą w poziomie. Instrumenty są dobrze separowane, towarzyszy im sensowne napowietrzenie, a pierwszy plan pozostaje blisko, ale nie osacza słuchacza. Nie czułem ciasnoty.

Shanling M0 i słuchawki
Odtwarzacz brzmi nadal dosyć uniwersalnie i nie zaskakuje w kwestii synergii. Jest trochę cieplejszy i łagodniejszy, więc to dobry wybór do słuchawek jaśniejszych, chłodniejszych, ale także tych neutralnych. Może nie łączyłbym M0 jedynie z ciemnymi i mocno ciepłymi słuchawkami, żeby nie przedobrzyć z temperaturą przekazu. Opisywany odtwarzacz będzie ratunkiem także dla słuchawek, które mają problemy z sybilizacją, brzmią zbyt twardo i konturowo.

Najpierw sięgnąłem po dokanałówki. Właściwie M0 zawiódł mnie jedynie z Campfire Audio Andromeda, ale trudno się dziwić – słuchawki są drogie i mają swoje wymagania. Andromedy brzmiały zbyt chudo, scena była za mała, a rozdzielczość przeciętna. Dużo lepsze efekty dało zestawienie z Polarisami, które zgrały się zaskakująco dobrze. Bas był soczysty i kontrolowany, średnica gładsza i bardziej nasycona. Nadal nie brakowało energii ani rozmiarów sceny. Niezły efekt dały także Campfire Audio Comet z piankami, które również brzmiały szeroko i z nasyconą średnicą. M0 to ogólnie dobry wybór do słuchawek armaturowych, właśnie ze względu na niwelowanie suchości i twardości wielu słuchawek tego typu.

Następnie sprawdziłem możliwości M0 z FiiO FH5 (z tipsami białymi). W tym przypadku dało się wychwycić ubytek w subbasie, na który FH5 są bardzo wrażliwe. Połączenie to było jednak i tak udane – klarowne, przestrzenne i energiczne. Słuchawki brzmiały gładko, radziły sobie z lekką muzyką, jak i bardziej basowymi gatunkami. Nie było to maksimum ich możliwości, ale efekty były dużo lepsze niż z Andromedami. Świetnie zgrały się FiiO F9 PRO – tutaj nie miałem żadnych zastrzeżeń. Nie brakowało basu, scena była szeroka, a wyższa średnica i góra prezentowana w sposób łagodny. Zupełnie zniknął ten lekki peak w górze pasma – słuchawki w wysokich tonach brzmiały bardzo kulturalnie.

 

Brainwavz B200 zabrzmiały dobrze, ale nie powodowały opadu szczęki. Lubią kompensowanie w paśmie subbasu i jeszcze mocniejszy midbas, bo brzmią dosyć punktowo i lekko w dole. Same są też gładkie i ciepłe, więc tutaj sygnatury się dublowały. Aune E1 wypadły z M0 ciekawie, brzmiąc przestrzennie i bezpośrednio, chociaż bardziej lekko i łagodnie. Przydałoby się trochę więcej subbasu do gatunków elektronicznych, ale za to gatunki operujące żywym instrumentarium nie zawodziły. Niskich tonów przybyło z Oriveti New Primacy, które są jasne i bywają zbyt chude. W połączeniu z M0 uwypukliły się w średnim basie i niższej średnicy, a także złagodziły w górze pasma, co wpłynęło pozytywnie i zdecydowanie je umuzykalniło. Scena nadal imponowała rozmiarami. Basu nie brakowało również w rozrywkowych iBasso IT01, które zabrzmiały masywnie w midbasie, ciepło, ale nadal energicznie i z kontrolą. Dobrze współpracowały także Simgot EN700 PRO (cieplej, masywniej w niskich tonach, przestrzennie i rozdzielczo), jak i Alpha&Delta D6 (nadal jasno i przestrzennie, ale trochę łagodniej oraz cieplej i pełniej w basie, gdzie te słuchawki mają braki).

Ze słuchawkami nagłownymi również uzyskałem dobre efekty. Trzeba jednak pamiętać, że Shanling M0 nie należy do najwydajniejszych odtwarzaczy, więc lepiej pozostać przy skutecznych słuchawkach dynamicznych. Dobre efekty dało połączenie przewodowe z Sony WH-H900N (h.ear on 2), a nie było problemów także w trybie Bluetooth z użyciem kodeka LDAC. Rozrywkowe i efektownie brzmiące 1MORE H1707 również dogadały się z małym Shanlingiem, zabrzmiały trochę bliżej w średnicy, cieplej i bardziej gładko, wiec lepiej współgrały z żywymi instrumentami, ale nadal radził sobie dobrze w brzmieniach opartych na basie. Efekty były trochę gorsze z ciepłymi i ciemnymi Master&Dynamic MH30, które lubią jaśniejszy przekaz góry, ale nadal brzmiały nieźle. Korzystnie wypadło także połączenie z Focalami Spirit Professional, które zabrzmiały bardziej gładko i muzykalnie, a często potrafią być zbyt techniczne i bezwzględne.

Shanling M0 vs inne odtwarzacze
Szczegółowe porównania z drogimi odtwarzaczami z platformy testowej nie mają specjalnego sensu – iBasso DX200, DX150, czy Astell&Kern AK70 MKII oferują dużo wyższy ogólny poziom, a także inne brzmienie. Najbliżej Shanlingowi M0 do sygnatury DX150, również gładkiego i przystępnego w przekazie, ale bardziej neutralnego i na zdecydowanie wyższym ogólnym poziomie. Masywny w basie i konturowy DX200 oraz analityczny i precyzyjny AK70 MKII to już zupełnie inna bajka. Podobną gładkość słychać także w FiiO X5 III, który jest jednak bardziej neutralny tonalnie i buduje wyraźnie większą przestrzeń.

Shanling M0 w swoim przedziale cenowym reprezentuje bardzo dobry poziom, a może też powalczyć z trochę droższymi DAP-ami. Jego najciekawszym konkurentem jest chyba nowy FiiO M3K, który nie posiada dotykowego ekranu, jest też większy i reprezentuje inną szkołę grania. M3K brzmi bardziej średnicowo, ma bliższy zakres wyższej średnicy, rysuje mocniejszy kontur, więc jest mniej miękki, nie tak gładki, a bardziej analityczny. W M3K nadal dają się wychwycić braki w subbasie, midbas jest płytszy, a scena jest podobnych rozmiarów. Shanling M0 brzmi bardziej soczyście (nasycona niższa średnica, masywniejszy średni bas), a przy tym jest gładszy i łagodniejszy w przekazie. Moim zdaniem M0 wypada bardziej muzykalnie, sprawia większą przyjemność z muzyki. M3K wydaje się brzmieć bardziej neutralnie i wiernie, ale tym samym bardziej sucho i szaro, a to przez niższe nasycenie dźwięku oraz bardziej techniczny przekaz średnicy. Trudno wyłonić zwycięzcę – werdykt zależy od gustu.

Zestawiłem M0 także z droższym FiiO M7, który także brzmi odmiennie. M7-ka mocniej akcentuje skrajne pasma, ma masywniejszy bas, który schodzi niżej. Góra w M7 jest też nieznacznie mocniej rozbudowana, a także trochę bardziej dynamiczna. M0 stawia średnicę trochę bliżej, brzmi bardziej gładko i cieplej, ale podobnie muzykalnie. Scena dźwiękowa jest zbliżonych rozmiarów, chociaż Shanling M0 brzmi trochę szerszej. FiiO M7 ogólnie nie powalił mnie relacją jakości do ceny, co potwierdza jego zestawienie z Shanlingiem M0, który wcale nie reprezentuje specjalnie gorszego poziomu pod względem rozdzielczości i może okazać się ciekawszą opcją ze względu na gabaryty lub charakter dźwięku.

FiiO BTR3, czyli najnowszy adapter chińskiej marki, zaprezentował mniejszą scenę z gorszym podziałem na kanały od Shanlinga M0. Brzmiał pełniej w niskim basie, trochę chłodniej i mocniej w górze. Z BTR3 są jednak niespodzianki – dużo zależy od synergii. Shanling M0 jest pod tym względem przewidywalny. Odbiornik Bluetooth od Astell&Kern, czyli AK XB10, zabrzmiał mocniej w wyższej średnicy i górze pasma, trochę mniej szeroko w scenie, z niższym nasyceniem. XB10 był moim zdaniem trochę bardziej naturalny i konturowy w przekazie, podczas gdy M0 mocniej koloryzował dźwięk, nasycając i wygładzając przekaz.

Podsumowanie

Shanling M0 nie bez powodu spotkał się z ciepłym odbiorem. To ultra-kompaktowa opcja w czasach odtwarzaczy-gigantów. M0 nie zawodzi obsługą, czasem pracy i muzykalnym brzmieniem. Odtwarzacz docenią fani miniaturowych DAP-ów o dużym potencjale. Nie zabrakło mu Bluetootha z obsługą LDAC-a i aptX, ekranu dotykowego, funkcji DAC-a USB i intuicyjnego systemu. Producent postawił też na USB typu C, solidne wykonanie i praktyczne pokrętło. Brak Wi-Fi nie daje się we znaki, ponieważ odtwarzacz można sparować ze smartfonem przez Bluetootha.

Rozdzielczość nie jest topowa, dynamika również, a to samo można powiedzieć o ogólnych wymiarach sceny dźwiękowej. Znajdą się także pewne niedogodności obsługowo-systemowe, może brakować ręcznego EQ lub dodatkowych przycisków do sterowania muzyką. Biorąc pod uwagę cenę, wynoszącą 399 zł, ogólna relacja jakości do ceny jest bardzo dobra – Shanling M0 to odtwarzacz warty zakupu. Mimo że na co dzień wolę brzmienie bardziej techniczne i konturowe, to słuchało mi się go z przyjemnością.

Dla Shanling M0

Zalety:
+ wysoka jakość wykonania
+ rewelacyjne wymiary
+ niezły dotykowy ekran
+ wygodna i intuicyjna obsługa
+ funkcjonalny system operacyjny
+ USB typu C, DAC USB, dwukierunkowy Bluetooth z AAC, aptX i LDAC
+ dobry czas pracy
+ lekko ciepłe, gładkie i muzykalne brzmienie bliskie w średnicy, dobre do wielu gatunków i słuchawek

Wady:
– brak ręcznego EQ
– pewne rozwiązania w systemie operacyjnym wymagają przyzwyczajenia
– pewne braki w rozdzielczości dźwięku i wymiarach sceny

Sprzęt dostarczył:

logo

REKLAMA
campfire

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here