Alpha & Delta D6 to dwukomorowe słuchawki dokanałowe z przetwornikami dynamicznymi o średnicy 10 mm. Producent obiecuje solidne wykonanie, mocny kabel oraz przestrzenny dźwięk wysokiej jakości, a to wszystko bez nadwyrężania budżetu.

Wydaje mi się, że melomani są ostatnio rozpieszczani. Już nie trzeba wydać fortuny, żeby mieć rewelacyjnie brzmiący sprzęt, a liczba propozycji jest ogromna. W przypadku słuchawek dokanałowych poprzeczka została podniesiona wyjątkowo wysoko. Miałem okazję przetestować serię świetnych i korzystnie wycenionych modeli, np. Aune E1, Simgot EN700 PRO lub iBasso IT01. Do grona rekomendowanych produktów mają szansę dołączyć D6-tki, czyli topowe dokanałówki singapurskiej marki Alpha & Delta, za które producent życzy sobie 95 dolarów amerykańskich. Sprawdźcie co potrafią.

REKLAMA
campfire

Wyposażenie

Słuchawki zabezpiecza solidne pudełko z przezroczystą pokrywą, w którym D6 są ustabilizowane za pomocą piankowej foremki. Wyposażenie jest pokaźne, gdyż zawiera:

  • trzy pary tipsów pojedynczych (różowy trzpień, rozmiary S, M, L);
  • trzy pary tipsów pojedynczych (połyskująca czerń, rozmiary S, M, L);
  • trzy pary tipsów pojedynczych (matowa czerń, rozmiary S, M, L);
  • jedną parę pianek termoaktywnych (gęste, niska porowatość, rozmiar M/L);
  • parę zausznic;
  • klips do ubrania;
  • opaskę do kabla;
  • futerał.

Tipsy prezentują się dobrze – są grube, mocne i przyjemne w dotyku. Różnią się nieznacznie kształtem oraz wykończeniem, ale ich otwory wylotowe mają zbliżoną średnicę. Pianki cechują się smolistą i plastelinową konsystencją, sprężają się mocno i powoli rozprężają. Zausznice są typowe dla wielu dokanałówek – posiadają prowadnice na kabel, są elastyczne i lekkie. Klips posiada obrotowe mocowanie, solidną sprężynkę i delikatne ząbki. Futerał jest wykonany ze sztucznej skóry, kształtem przypomina sakwę i jest zapinany na zatrzask. Opaska również utrzymana jest w tym samym stylu – wykonana z identycznego materiału i spinana podobnym zatrzaskiem.

Konstrukcja

Alpha & Delta D6 bazują na klasycznej konstrukcji – są podłużne, proste i symetryczne. Przetworniki dynamiczne zostały zamknięte w aluminiowych obudowach w kolorze typu „gun metal”, które mocno połyskują. Słuchawki są trochę większe niż typowe “doki”, wyglądają na masywne i ciężkie, mimo że w rzeczywistości są zaskakująco lekkie.

Alpha & Delta D6 przypominają pociski, a to za sprawą walcowatych komór i prostych tulejek, na które nałożone są tipsy w kształcie głowic. Konstrukcję zdobią pierścieniowe wytłoczenia w tylnej części, a także logo marki oraz HDSS (High Definition Sound Standard), umieszczone na kapslach. W górnej części można dostrzec także otwory wentylujące. Tulejki są krótkie, dosyć wąskie, ale z wyraźnymi rantami, a same końcówki zabezpieczają siateczkowe filtry. Warto zauważyć, że konstrukcja jest wentylowana – pomiędzy komorami a tulejkami jest szczelina, niewidoczna gołym okiem.

Posrebrzony i ośmiożyłowy kabel kontrastuje z obudowami – wygląda niczym łańcuszek. Żyły są zaizolowane niezależnie, cechują się kolistym splotem, który prezentuje się efektownie, a jest do tego elastyczny. Odcinki douszne zostały zamocowane na stałe w dolnej części słuchawek, gdzie zabezpiecza je także silikonowa nakładka. Rozdzielacz jest dosyć duży, również aluminiowy i ozdobiony logo marki. Niestety nie ma obok niego suwaka. Kabel został zakończony kątową wtyczką 3,5 mm w częściowo aluminiowej obudowie ze sprężynką zabezpieczającą miejsce mocowania.

Nie mam zastrzeżeń odnośnie wykonania, spasowania poszczególnych elementów i jakości obróbki. Wizualnie jest również całkiem nieźle, mimo niezbyt oryginalnego kształtu. Wątpliwości budzi jedynie połyskująca powierzchnia słuchawek i pozostałych elementów, która chętnie zbiera smugi i odciski palców – przyda się ściereczka do optyki.

Ergonomia i użytkowanie

W praktyce nie ma niespodzianek – komfort oraz tłumienie są takie, jakich można spodziewać się po prostych słuchawkach z wentylowanymi komorami. Alpha & Delta D6 są lekkie, pewnie trzymają się uszu i można je zakładać zarówno klasycznie, jak i metodą OTE, nawet bez zausznic. Nie można liczyć na wyjątkową izolację od otoczenia, a słuchawki także dosyć wyraźnie odstają z uszu – może być trudno nosić je pod czapką lub leżeć na boku podczas odsłuchów. Obudowy opierają się o małżowiny tylko nieznacznie, więc jesienią lub zimą chłód aluminium nie powinien dawać się we znaki.

W moim przypadku D6 wzorowo wypełniają kanały słuchowe od razu po założeniu, nie wymagają specjalnego manewrowania tulejkami lub wyczuwania odpowiedniej głębokości aplikacji. Mimo bezproblemowego zakładania i odpowiedniego uszczelnienia kanałów słuchowych, izolacja jest słaba. Zewnętrzne dźwięki są jedynie lekko przytłumione, tłumi je raczej odtwarzana muzyka, a nie sama konstrukcja słuchawek, więc w hałaśliwym transporcie miejskim, pociągach lub na zatłoczonych ulicach miast odsłuchy mogą nie być komfortowe.

Ośmiożyłowy kabel zawsze budzi pewne wątpliwości użytkowe, ale ten zastosowany w modelu D6 sprawdza się dobrze. Wiązka jest dosyć gruba w odcinku do rozdzielacza, nie jest idealnie elastyczna, ale okrągły splot wpływa pozytywnie na stronę użytkową – kabel dobrze układa się na ciele, a przy tym nie jest specjalnie ciężki. Słychać jednak efekt mikrofonowy, np. spowodowany ocieraniem się splittera o ubranie, więc warto założyć słuchawki z kablem poprowadzonym za i ponad małżowinami usznymi. Odcinki douszne trzymają się odpowiednio uszu i nie drażnią skóry. Lepiej zachować dyscyplinę podczas zwijania kabla i skorzystać z opaski z zestawu, bo okablowanie ma tendencję do plątania się.

Szkoda, że zabrakło suwaka do skrócenia odcinków dousznych, ale rozdzielacz jest odpowiednio ciężki, więc okablowanie nie spada z uszu podczas noszenia słuchawek metodą OTE bez zausznic. Mile widziane byłyby też złącza MMCX lub chociaż 2-pin umożliwiające wymianę kabla, a pewnie wielu melomanów doceniłoby obecność pilota z mikrofonem (w końcu D6 mają niską impedancję i wysoką skuteczność).

Specyfikacja

  • przetworniki: dynamiczne 10 mm
  • impedancja: 16 Ω
  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-40 kHz
  • czułość: 105 dB/mW
  • kabel: 120 cm, wtyczka 3,5 mm, posrebrzona miedź, (wielodrutowy, żyła składa się z wiązki 22×0,05)
  • masa: 24 g z kablem

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Andromeda, Polaris i Comet, Etymotic ER-4PT, Oriveti New Primacy, FiiO FH5, F9 PRO, Aune E1, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO, Alpha & Delta D3
  • DAC/AMP i wzmacniacze: FiiO Q5 (AM3A i AM3B), Leckerton UHA-760, Astell&Kern AK XB10, FiiO BTR1
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200, iBasso DX150, FiiO X5 III, FiiO M7, OnePlus 5
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Alpha & Delta D6 i tipsy
Dobór tipsów nie ma większego znaczenia pod względem sonicznym – ze wszystkimi nakładkami brzmienie jest zbliżone, co tyczy się także pianek. Nakładki mają podobną średnicę wylotów, a pianki są gęste i niezbyt porowate, więc tylko nieznacznie łagodzą wysokie tony. Różnice pomiędzy tipsami będą się zatem ograniczać głównie do kwestii ergonomii.

Dużo zależy jednak od pozycji nakładek na tulejkach. Tipsy powinny być zakładane do ogranicznika, czyli ich trzpienie powinny mieścić się w wyznaczonym wcięciu na tulejkach. Jeśli jednak przekroczymy maksimum dociskając tipsy głębiej, to płaszczem nakładek zablokujemy szczelinę wokół tulejek, co diametralnie zmieni brzmienie. Przybędzie basu, dźwięk stanie się masywniejszy, ale trochę mniej przestrzenny. Odsłuchów dokonałem w standardowej konfiguracji, gdyż po zasłonięciu otworu wentylującego słychać mocny driver flex towarzyszący zakładaniu słuchawek, więc moim zdaniem lepiej nie kombinować.

Brzmienie Alpha & Delta D6
Jeśli ewaluację słuchawek podzielimy na pięć kategorii, czyli: bas, średnicę, tony wysokie, przestrzeń oraz rozdzielczość, to Alpha & Delta D6 zaliczą na piątkę cztery z pięciu tych aspektów. Słuchawki mają bliską i precyzyjną średnicę, klarowną górę pasma, budują ogromną scenę dźwiękową i nie brakuje im rozdzielczości. Pewne problemy są natomiast z basem. Przekaz dołu jest jak najbardziej w porządku, ale przydałaby się po prostu większa ilość niskich tonów. W efekcie słuchawki brzmią w sposób analityczno-neutralny z przechyleniem w stronę jasności. Dźwięk jest bliski, bezpośredni i gotowy do rozłożenia na czynniki pierwsze. Nadal może sprawić dużo przyjemności, ale nie w każdym repertuarze.

Bas jest liniowy i raczej szkicowy w charakterze. Brzmi technicznie i laboratoryjnie, jest precyzyjny i punktowy, a także dynamiczny. Może zabrzmieć dosyć głęboko, ale dźwięk jest całościowo chudy i lekki – D6-tki nie usatysfakcjonują fanów masywnego dołu z potężnym zejściem. Nie są to słuchawki rozrywkowe, ale i do pełnej równowagi trochę brakuje. Nie przepadam za podbitym basem, ale moim zdaniem D6 są już w dole pasma trochę za lekkie. W efekcie nie są to słuchawki uniwersalne – najlepiej brzmią gatunki nie skoncentrowane wokół niskich tonów. Nowe gatunki elektroniczne, mocniejsze rockowe i cięższe metalowe mogą brzmieć zbyt anemiczne. Alpha & Delta D6 sprawdzą się lepiej w starszej elektronice, jazzie, bluesie, klasycznym rocku itp.

Środek ma większy priorytet od basu i robi wrażenie pod wieloma względami. Jest neutralny – nie słychać ocieplenia niższego zakresu, wypchnięcia centrum ani złagodzenia wyższego podpasma średnicy. Brzmienie jest techniczne i precyzyjne, słuchawki prezentują instrumentarium bezpośrednio i blisko, wyciągając dużo detali i pozwalając śledzić każdy instrument oddzielnie. Nie jest to średnica z rodzaju tych czarujących i koloryzujących, a podawana mocniejszym konturem, bardziej bezwzględnie, ale nadal angażująco. Mimo że dźwięk jest jasny i szczegółowy, to słuchawki nie brzmią sucho i nudno. Moim zdaniem świetnie sprawdza się to np. w jazzie. Dźwięk nie jest do końca naturalny, ale i tak z przyjemnością śledzi się poczynania kontrabasistów, trębaczy lub saksofonistów. Z łatwością można rozróżnić style gry muzyków, jak i docenić lepiej zrealizowaną muzykę. Słuchawki nie upiększają przekazu – starsze nagrania nie wydają się być udoskonalone, niedoskonałości nie znikają, a muzyka nie jest wygładzana.

Góra to mocne pasmo, ale mniej więcej z takim samym priorytetem jak średnica. Brzmienie jest jasne, doświetlone i bezpośrednie. Nie ma dystansu do muzyki, nie uświadczymy koca lub woalu. Nie słychać zgaszenia góry w wyższych rejestrach, a średnica płynnie przechodzi w sopran. Jednocześnie uniknięto wzmagania sybilizacji – słuchawki nie kłują, nie syczą i jakimś sposobem nie brzmią zimno. Nie ma także szeleszczenia góry lub szumienia, co słychać od razu w przekazie talerzy perkusyjnych, które cykają precyzyjnie i metalicznie. Dużo będzie zależało od nagrań – słabe realizacje słychać jak na dłoni, podobnie jak kompresję w stratnych formatach muzycznych. Słuchawki nie zamaskują też sybilizacji nagrań – jeśli sykliwość wokali jest zawarta w muzyce, to bez wątpienia będzie słyszalna. Z powodu mocnej prezentacji sopranu warto wybrać pianki z zestawu, które nie “zamulają” dźwięku, ale delikatnie łagodzą i „zaokrąglają” górę.

Przestrzeń to również atut opisywanych słuchawek – scena jest potężna i to właściwie w każdym aspekcie, co jest efektem wentylowanej konstrukcji. Przestrzeń jest bardzo szeroka z wyraźną separacją kanałów. Nie brakuje głębi oraz wysokości, więc słuchawki różnicują ekspozycję instrumentów także w płaszczyźnie przód-tył, jak i góra-dół. D6 pozycjonują instrumenty zarówno poza głową, jak i w głowie, zawieszając słuchacza w centrum muzyki. Towarzyszy temu mocna separacja, a także duże napowietrzenie. Nie można jednak liczyć na wyjątkowo kształtne instrumenty, co częściowo jest sprawką wstydliwego basu, czyli braków w dociążeniu.

Alpha & Delta D6 i sprzęt
D6 nie są wymagające odnośnie mocy – łatwo je napędzić i nie wyciągają szumów, ale będą potrzebowały odpowiedniej synergii. Unikałbym źródeł jasnych, wyostrzonych i zimnych, a skupił raczej na tych neutralnych, a najlepiej dociążonych. Słuchawkom nie zaszkodzą odtwarzacze lub DAC/AMP-y ocieplone, przyciemnione i wygładzające dźwięk.

W efekcie najlepsze rezultaty dały: iBasso DX200, DX150, FiiO X5 III oraz M7. DX200 dociążył dźwięk, ale pozwolił słuchawkom rozwinąć analityczno-przestrzenne skrzydła. DX150 również oferował niezłe dociążenie, także nie ograniczył rozdzielczości, ale zapewnił trochę gładszy i bardziej muzykalny dźwięk. FiiO X5 III zaprezentował bardziej neutralno-jasne granie, ale w gładkim i spokojnym stylu. Nowy FiiO M7 także lekko wzmocnił bas, ale nie odebrał słuchawkom walorów średnicy i góry. Scena D6-tek z M7-ką była trochę mniejsza w porównaniu do droższych odtwarzaczy, ale nadal duża (jak na słuchawki dokanałowe).

Gorzej zgrały się bardziej technicznie brzmiące sprzęty z platformy, czyli: Leckerton UHA760, FiiO Q5 (wzmacniacz AM3B) oraz Astell&Kern AK70 MKII. Nadal nie było źle, jeśli ktoś szuka analizy, jasnego dźwięku, mocno zarysowanego środka i nie zależy mu na basie. Dla mnie brakowało jednak dołu i wypełnienia, a momentami dźwięk był już trochę zbyt ostry.

Alpha & Delta D6 vs inne słuchawki
Moim zdaniem najwięksi konkurencji Alpha & Delta D6 z platformy testowej to Simgot EN700 PRO oraz Aune E1, a oba modele postawiłbym wyżej od D6. Pierwsze słuchawki brzmią również podobnie przestrzennie i klarownie, ale są trochę bardziej dociążone. EN700 PRO może nie mają tak klarownej i precyzyjnej góry, nie brzmią tak mocnym konturem, ale są jednak bardziej przystępne, ponieważ gładsze i pełniejsze w brzmieniu. Izolacja jest podobna w obu modelach, chociaż w moim przypadku Simgot trochę bardziej tłumią otoczenie. Natomiast Aune E1 tłumią wyraźnie lepiej od D6 czy EN700 PRO, mimo że również nie są pod tym względem wybitne. E1 generują też masywniejszy bas o głębszym zejściu, bliskie tony średnie i klarowną, ale łagodniejszą w przekazie górę. Scena E1 jest trochę mniejsza, ale nadal duża i przestrzenna. Sygnatura Aune E1 jest też bardziej uniwersalna od Alpha & Delta D6 – słuchawki nie ograniczają puli słuchanych gatunków muzycznych.

Wolę także brzmienie iBasso IT01, które nie generują tak dużej sceny, mają gorzej kontrolowaną górę pasma, niższą ogólną rozdzielczość, ale są za to masywniejsze, bardziej muzykalne i przyjemne w odbiorze. Fani technicznego i jasnego dźwięku postawiliby zapewne znak wyższości przy Alpha Delta D6, co jest w pełni zrozumiałe – D6 to lepszy wybór dla „analityków”. Wolę natomiast D6 od Oriveti Basic (ciemniejszych, mniej przestrzennych i z gorszą rozdzielczością oraz dynamiką), jak i od Meze 12 Classics (mniej zrównoważonych, nie tak przestrzennych i bardziej wygładzonych).

Podsumowanie

Alpha & Delta D6 to słuchawki, które mają wiele mocnych stron. Są ładne, świetnie wykonane oraz wygodne. Mają solidny kabel z posrebrzonej miedzi, mocną wtyczkę 3,5 mm oraz bogate wyposażenie. Brzmienie robi wrażenie rozdzielczością, dynamiką i przestrzenią – słuchawki popisują się środkiem i górą pasma. Fani jasnego i precyzyjnego dźwięku o mocnym konturze mogą być zachwyceni, szczególnie jeśli dysponują odpowiednio dociążonym i rozdzielczym źródłem dźwięku.

Mam jedynie dwa główne zarzuty odnośnie D6. Słuchawki słabo tłumią, więc mogą nie sprawdzić się w zastosowaniach mobilnych. Basu jest niestety za mało – brakuje dociążenia i wypełnienia dolnego pasma. Nie za bardzo można cokolwiek z tym zrobić – kabla nie da się wymienić, tipsy z zestawu niespecjalnie wpływają na brzmienie, a nawet bardziej dociążone źródła nie skompensują w pełni braków w basie.

Alpha & Delta D6 polecam fanom jasnego dźwięku o wysokiej klarowności, którzy szukają jak największej i jak najbardziej proporcjonalnej sceny. Inni mogą poczuć niedosyt w niskich tonach, nawet jeśli zazwyczaj nie zawracają specjalnej uwagi na bas.

Zalety:
+ bardzo dobre wykonanie
+ niezłe wzornictwo
+ mocny kabel
+ świetna ergonomia
+ łatwe do napędzenia
+ czułe na charakter i jakość sprzętu
+ bliska i klarowna średnica, jasna i precyzyjna góra pasma, wysoka rozdzielczość oraz dynamika, a także potężna scena dźwiękowa

Wady:
– braki ilościowe w basie
– słabe tłumienie
– niezbyt uniwersalne
– wymagają pewnej synergii

Sprzęt dostarczył:

logo

REKLAMA
campfire

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here