Aune E1 to pierwsze słuchawki w ofercie producenta, który specjalizuje się w różnego typu wzmacniaczach, a także stacjonarnych DAC/AMP-ach. Testowany model dokanałówek cechuje się klasyczną konstrukcją opartą na przetwornikach dynamicznych z membranami berylowymi.

Sprzęt Aune testowałem już kilkukrotnie i zawsze było to przyjemne doświadczenie – właściwie każdy model zrobił na mnie duże wrażenie. Miło wspominam np. mobilny wzmacniacz B1, niedrogie kombo X1S oraz zaawansowaną integrę S16. Teraz chiński producent postanowił spróbować sił w kategorii słuchawek dokanałowych, a debiut w postaci E1 podobno rozstawia konkurencję po kątach. Sprawdźcie co potrafią dynamiczne słuchawki i jak wypadają na tle słuchawek z naszej platformy testowej, także tych hybrydowych i wieloprzetwornikowych.

Wyposażenie

REKLAMA
meze

E1 zapakowane są w płaskie pudełko, wypełnione piankową foremką z wcięciami na poszczególne elementy. Wewnątrz jest także ulotka od dystrybutora ze specyfikacją w językach angielskim oraz polskim. W zestawie są jedynie nakładki, a dokładniej:

  • trzy pary tipsów silikonowych z większym wylotem (S, M, L);
  • trzy pary tipsów silikonowych z węższym wylotem (S, M, L);
  • para pianek termoaktywnych (rozmiar M).

Wyposażenie w kontekście ceny jest dosyć skromne, ale nie zawodzi jakością. Tipsy zostały wykonane z grubego i gładkiego w dotyku silikonu – nie wyglądają niczym papierowe nakładki dodawane do wielu słuchawek chińskich producentów. Dobrze prezentują się też pianki, które są gęste, cechują się plastelinową konsystencją i rozprężają się odpowiednio długo. Szkoda, że w zestawie jest ich tylko jedna para, ale mają dosyć uniwersalny rozmiar. Niestety wśród wyposażenia zabrakło futerału lub chociaż woreczka na słuchawki.

Konstrukcja

Aune E1 to typowe słuchawki dokanałowe, które na pierwszy rzut oka nie wyróżniają się niczym specjalnym. Mają proste tulejki, kabel zamocowany na stałe i cechują się prostym, ale uniwersalnym wzornictwem – czerń zestawiona z szarością aluminium powinna pasować każdemu. Nie mam zastrzeżeń także odnośnie wykonania – konstrukcja słuchawek jest aluminiowa, wzorowo obrobiona i równie dobrze spasowana.

Korpusy słuchawek są średniej wielkości i mają pękaty kształt, czym przypominają dzbany. Obudowy zwężają się ku tyłowi, gdzie znajdują się czerwone kapsle o metalicznym wykończeniu, które efektownie odbijają światło. Część z tulejkami ma kolor matowej czerni, a same tulejki są średniej długości i posiadają wyraźne ranty na tipsy. Wyloty tulejek zostały zabezpieczone metalowymi siateczkami.

Kabel wygląda niepozornie, ale został zwinięty z 25 włókien miedzi OFC oraz zabezpieczony Kevlarem. Odcinki douszne kabla zostały wpięte w dolnej części słuchawek. Miejsca mocowania przewodów są dodatkowe ogumowane, ale tylko częściowo elastyczne. To na nich znajdują się małe oznaczenia kanałów w formie wypukłych literek L i R, nierozróżnionych kolorami. Izolacja kabla w odcinkach do rozdzielacza jest gładka i dosyć cienka, a sam splitter to aluminiowa rurka. Kabel w dalszej części został zabezpieczony materiałowym oplotem, gęsto splecionym i śliskim w dotyku. Przewód mierzy łącznie 1,5 m i jest zakończony prostą wtyczką 3,5 mm zamkniętą w smukłej obudowie z aluminium, którą zdobi logo Aune.

Ergonomia i użytkowanie

Nieprzekombinowana konstrukcja przekłada się na świetną ergonomię. Podczas testów Aune E1 wcale nie brakowało mi kształtu OTE, dodatkowych zausznic czy też wtyków MMCX – zakładałem słuchawki i po chwili o nich zapominałem. Mam właściwie tylko dwa drobne zarzuty odnośnie konstrukcji.

Zazwyczaj preferuję słuchawki typu OTE z kablem poprowadzonym ponad i za małżowinami usznymi. Ostatnio jednak producentom coraz częściej zdarzają się wpadki – np. słuchawki FiiO wymagają odpowiednio głębokiej aplikacji, a wyższe modele Campfire Audio są kanciaste i niezbyt przyjemne w dotyku. Z Aune E1 jest dużo prościej – ich obudowy są gładkie w dotyku oraz odpowiednio lekkie. Słuchawki tylko nieznacznie odstają z uszu i trzymają się ich wzorowo. Efekt mikrofonowy jest nieznaczny i nie uprzykrza odsłuchów. W razie czego E1 można założyć także metodą OTE, chociaż szkoda, że przy rozdzielaczu zabrakło suwaka – to mój pierwszy zarzut odnośnie konstrukcji. Kabel i tak nieźle trzyma się małżowin usznych, ale trzeba uważać, żeby nie był skręcony, gdyż wtedy potrafi spaść.

Tipsy odpowiednio wypełniają kanały słuchowe bez konieczności precyzyjnego manewrowania słuchawkami podczas zakładania. Sama izolacja nie jest jednak mocna – słuchawki wyciszają otoczenie, ale nie tłumią hałasu w pełni. E1 mogą nie sprawdzić się w wyjątkowo hałaśliwych warunkach, ale moim zdaniem poziom jest już w pełni akceptowalny. Jeśli jednak ważna jest mocniejsza izolacja, to warto sięgnąć po pianki z zestawu, a wtedy otoczenie nie powinno już przeszkadzać.

Drugą wadą konstrukcji są nieczytelne oznaczenia kanałów. Są one trochę za małe i tylko nieznacznie wypukłe – by odróżnić słuchawki, trzeba się dobrze przyjrzeć. To niby nic wielkiego, ale zidentyfikowanie słuchawek np. w ciemniejszym otoczeniu bywa wyzwaniem, a może też zirytować melomanów ze słabszym wzrokiem.

Specyfikacja

  • przetworniki: dynamiczne z berylowymi membranami i magnesami NdFeB
  • impedancja: 32 Ω
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz
  • czułość: 105 dB/mW
  • kabel: 1,5 m z miedzi OFC, wzmocniony Kevlarem
  • masa: 13 g (z kablem i tipsami)

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Andromeda, Polaris i Comet, Etymotic ER-4PT, Oriveti New Primacy, FiiO F9 PRO, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO
  • DAC/AMP i wzmacniacze: FiiO Q5 (AM3A i AM3B), Leckerton UHA-760, Astell&Kern AK XB10, FiiO BTR1
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200, iBasso DX150, FiiO X5 III, OnePlus 5
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Podczas odsłuchów skupiłem się na tipsach silikonowych z szerszymi wylotami. Moim zdaniem sprawdziły się najlepiej, oferując najrówniejsze i najbardziej otwarte brzmienie. Drugi zestaw nakładek cechuje się tylko nieznacznie węższymi wylotami, więc lekko wzmaga bas i nieznacznie zmniejsza scenę – to dobry wybór dla osób preferujących bardziej rozrywkowe granie. Pianki z zestawu spodobają się natomiast poszukiwaczom łagodniejszego sopranu i cieplejszego brzmienia, kosztem klarowności i rozmiarów sceny.

Nie zawiodłem się – Aune E1 to znakomite słuchawki o rozdzielczym, przestrzennym i dynamicznym brzmieniu, ale podawanym w domenie muzykalnej. Producentowi udało się zestroić je tak, że brzmią klarownie, jasno i bezpośrednio, ale są pozbawione ostrości i szorstkości. Pozostają dosyć zarysowane, ale brzmią gładko i płynnie. Odebrałem ich sygnaturę jako neutralną, ale bez odchudzenia basu. E1 nie są anemiczne, a odpowiednio dociążone i pełne w basie. Nadal pozwolą na krytyczne i analityczne odsłuchy, ale nie narzucają się technicznością – można się przy nich z powodzeniem zrelaksować w spokojniejszej muzyce, jak i doładować w tej energicznej.

Bas jest podawany w optymalnej dawce i brzmi uniwersalnie, mimo że słychać pewien akcent w jego średnim i wyższym basie. Zejście jest nadal niezłe – słuchawki potrafią zabrzmieć bardziej tłusto i efektownie zawibrować, ale subbas nie gra pierwszoplanowej roli. Nie ma najmniejszych problemów z kontrolą pasma – dół jest zwarty, zbity i dosyć elastyczny. Może być zarówno punktowy, jak i bardziej masywny oraz gęsty. Bas sprawdzi się zarówno z cyfrowymi samplami, syntezatorami, jak i basówką lub kontrabasem – może zabrzmieć bardziej efektownie i syntetycznie, a także spokojniej i bardziej szczegółowo. Podoba mi się także dynamika – atak dołu jest szybki i konkretny, a pasmo to może szybko wygasać lub dłużej wybrzmiewać. Detale nie są maskowane, ale słychać gładkość niskiego pasma, przez co różnicowanie faktury instrumentów nie jest tak kontrastowe, jak w słuchawkach z przetwornikami armaturowymi.

Pasmo średnie jest zrównoważone – nie wydaje się być wycofane ani wypchnięte. W niższych rejestrach nie słychać wzmocnienia, ale tym samym wyższe zakresy średnicy nie są wyostrzone. Nie jest to „misiowate” i zmiękczone brzmienie typowe dla wielu słuchawek dokanałowych, ale jeszcze też nie tak techniczne i twarde, jak w przypadku przetworników z kotwiczką zrównoważoną. E1 pozostają klarowne, czyste i bezpośrednie, ale bez agresji i natarczywości. Słuchawki dobrze współpracują zarówno z gatunkami nowoczesnymi, jak i tymi operującymi żywymi instrumentami. Wokaliści obu płci robią równie dobre wrażenie – głosy są odpowiednio masywne, a wyższe wokale wybrzmiewają swobodnie, nie będąc zgaszonymi lub stłumionymi. Szczegółowość jest wysoka, ale ponownie detale nie narzucają się – E1 stawiają przede wszystkim na muzykalność w neutralnym wydaniu. Aune E1 nie należą do wyjątkowo naturalnych słuchawek, ale nie są też wyjątkowo sztuczne – moim zdaniem znajdują się gdzieś pomiędzy.

Góra pasma także ma się czym pochwalić. Brzmi czysto i klarownie, jest precyzyjna i rozciągnięta. Mocno doświetla brzmienie, jest bliska i wyrazista, ale jeszcze nie ostra. Słuchawki nie zamaskują sybilizacji nagrań, ale także jej nie wzmacniają – nawet utwory ewidentnie sykliwe nadają się do słuchania. Nie ma nawet krzty przyciemnienia lub zdystansowania dźwięku, wszystko podawane jest jak na dłoni, blisko i bezpośrednio, ale nadal nieagresywnie – bardzo podoba mi się taka prezentacja. Zazwyczaj maksymalna klarowność wiąże się z ryzykiem ostrości, ale nie w przypadku Aune E1.

Scena jest wyjątkowo obszerna i dosyć proporcjonalna – słychać tylko lekki priorytet w stereofonii. E1 robią wrażenie zarówno szerokością (wyraźnie dzielą muzykę na kanały), głębią (swobodnie różnicują instrumenty w płaszczyźnie przód-tył), jak i wysokością (potrafią wybrzmiewać wysoko nad głową, jak i poniżej linii uszu). Do pierwszego planu jest lekki dystans, więc słychać efekt otwarcia i swobody. Nie brakuje też powietrza – instrumenty są od siebie kontrastowo odseparowane. Całościowo przestrzeń jest wręcz nieadekwatna do konstrukcji słuchawek, zdecydowanie większa niż zazwyczaj w dokanałówkach.

Aune E1 i sprzęt
Aune E1 nie są wymagające, ale reagują na charakter i jakość sprzętu towarzyszącego, chociaż nie kręcą nosem na źródła niższej jakości. Nie wyciągają szumów, nie potrzebują dużej mocy, ale lepiej nie łączyć ich z wyjątkowo jasnymi urządzeniami, żeby nie przedobrzyć w górze pasma. To właściwie jedyne przeciwwskazanie, gdyż sprzęt neutralny, ciepły, basowy czy też ciemny powinien zgrać się bez problemu, a to samo dotyczy charakteru – E1 nie narzekały na analityczne ani muzykalne źródła.

Jak zwykle rozpocząłem od Leckertona UHA-760, który standardowo mnie nie zawiódł. E1 zabrzmiały z nim w sposób zrównoważony, precyzyjny w basie, bliski w średnicy i klarowny w górze. UHA-760 nie generuje dużej sceny dźwiękowej, ale nawet z nim Aune E1 zagrały odpowiednio przestrzennie.

FiiO Q5 z nowym modułem AM3B oferuje podobnie techniczną i zrównoważoną sygnaturę do Leckertona, ale w wersji bardziej przestrzennej i pełniejszej w basie. Q5-tka z AM3B potrafi być wyjątkowo dynamiczna oraz szybka i tak też zabrzmiały słuchawki. W przypadku Q5 z modułem AM3A brzmienie Aune E1 było już bardziej basowe, chłodniejsze i mniej zarysowane w średnicy – E1 pokazały się wtedy od efektownej strony.

E1 dogadały się także z nowym iBasso DX150, a efekty były bardzo muzykalne – przybyło ciepła, gęstości średnicy, ale nie pogorszyła się rozdzielczość, scena oraz ogólna klarowność przekazu. Góra była nadal czysta i bezpośrednia, ale trochę łagodniejsza od analitycznych Q5 AM3B oraz UHA-760. Świetne efekty dał także iBasso DX200, z którym E1 zabrzmiały pełniej w basie (mocniejszy subbas) i trochę twardszą, bardziej techniczną kreską w średnicy i górze. Scena była ponownie ponadprzeciętna, nie brakowało rozdzielczości lub dynamiki. To było moim zdaniem jedno z najlepszych połączeń dla Aune, ale ponownie przyznaję, że jestem fanem konturowego i twardego grania. Osoby preferujące gładszą sygnaturę wybrałyby zapewne E1 z DX150.

Spodziewałem się, że Astell&Kern AK70 MKII nie zgra się z E1, ale się myliłem. Co prawda bas nie robił takiego wrażenia, jak z DX200, jednakże nadal był odpowiednio dociążony. Przybliżyła się za to średnica, zarówno w niższym, jak i wyższym zakresie – brzmienie było bardziej techniczne i szkicowe, ale nadal angażujące, przestrzenne i rozdzielcze. Góra była nadal prezentowana mocno, ale przystępnie. W takiej konfiguracji słuchawki powinny przypaść do gustu fanom analitycznego grania, skoncentrowanego wokół średnicy i przeznaczonego do lżejszej muzyki.

Nie było niespodzianek z FiiO X5 III (neutralnym, ale gładkim i przestrzennym), a sięgnąłem także po smartfona OnePlus 5 (który jak zwykle zaoferował bliskie tony średnie, ale też lekko uszczuplony subbas). Sprawdziłem również adaptery Bluetooth – słuchawki zgrały się zarówno z łagodniejszym w górze Astell&Kern AK XB10, jak i neutralnym FiiO BTR1, ale efekty były lepsze w drugim przypadku.

Aune E1 vs inne słuchawki
Najciekawszymi konkurentami Aune E1 z platformy testowej są dynamiczne Simgoty EN700 PRO oraz hybrydowe FiiO F9 PRO.

Zarówno Aune, jak i Simgot EN700 PRO to słuchawki muzykalne. Simgoty również czarują dużą przestrzenią, zrównoważonym, klarownym, ale nadal przyjemnym w odbiorze brzmieniem. Aune E1 są do nich podobne, ale ich góra jest bardziej rozciągnięta, a przy tym oferują też łagodniejszy przełom wyższej średnicy i sopranu. Aune brzmią jakby bardziej krystalicznie i gładko – przy nich Simgoty wydają się być lekko ziarniste. EN700 Pro można dociążyć stosując tipsy z węższymi wylotami – wtedy przybliżają się do charakteru Aune. Werdykt jest trudny i może zależeć także od kwestii konstrukcyjnych i użytkowych – Simgot to słuchawki OTE z wymiennym kablem, natomiast Aune trochę lepiej tłumią i są lżejsze. Mnie w bezpośrednich zestawieniach przyjemniej słuchało się Aune.

Sprawa ma się inaczej w przypadku konfrontacji z hybrydowymi FiiO F9 PRO, które są zdecydowanie bardziej analityczne i techniczne od E1. Słuchawki Aune są podobnie jasne, ale znacznie przyjemniejsze w odbiorze od flagowca FiiO. E1 są również dociążone, ale mniej zarysowane w średnicy, gładsze i do tego łagodniejsze w sopranie od F9 PRO. Góra Aune E1 jest równie mocna, ale lepiej kontrolowana i w ogóle nie szorstka. F9 PRO trochę lepiej schodzą w subbas, rysują średnicę bardziej konturowo i twardo, ale gorzej kontrolują górę – nadal słychać w nich charakterystyczny „peak”, który potrafi zakłuć uszy. Scena dźwiękowa jest po stronie Aune E1 – co prawda przestrzeń jest bardziej proporcjonalna w FiiO F9 PRO, ale ma zdecydowanie mniejsze wymiary. Muszę przyznać, że Aune E1 wypadają przy F9 PRO świetnie – to w końcu tylko pojedyncze przetworniki dynamiczne, które brzmią równie klarownie, ale spokojniej. F9 PRO są bardziej wymagające co do sprzętu, muzyki oraz słuchacza, ponieważ nie są tak łatwe w odbiorze jak Aune E1.

Pozostałe porównania to:

  • iBasso IT01 – mniejsza scena, brzmienie cieplejsze i bardziej masywne w średnim basie z mniejszą ilością góry, która jest gorzej kontrolowana. Mniej klarowny dźwięk od Aune E1, ale rysowany trochę twardszą kreską.
  • Oriveti New Primacy – chłodniejsze, chudsze i bardziej zdystansowane brzmienie o mocniej zarysowanym brzmieniu. Więcej powietrza, ale tym samym mniej wypełnione i bardziej szkicowe brzmienie. Aune E1 są bardziej muzykalne, pełniejsze i masywniejsze, ale nie aż tak szczegółowe, jak hybrydowe New Primacy.
  • Campfire Audio Polaris – mniej dociążone, chociaż podobnie miękkie brzmienie w basie, ale mocniej zarysowane w średnicy i górze, mniej gładkie. Również duża scena (ale z większym dystansem), rozbudowana głębia, twardszy kontur dźwięku, wyższa rozdzielczość od Aune E1.
  • Campfire Audio Comet – bardziej basowe od E1, mocniej zarysowane i mniej zaakcentowane w średnicy. Również muzykalne i mniej przyjemne w odbiorze od Aune E1. Comet mają wyższą rozdzielczość, ale są tym samym bardziej agresywne od E1. Scena Comet jest podobnie szeroka, ale niższa – dźwięk jest mniej otwarty niż w Aune.

Podsumowanie

Jeśli szukacie słuchawek, które są jasne, przestrzenne i dociążone, ale nadal brzmią muzykalnie, są gładkie i nie męczą wyższą średnicą oraz sopranem, to Aune E1 będą strzałem w dziesiątkę. Słucha się ich z czystą przyjemnością – brzmienie angażuje, ale pozwala także na bardziej krytyczne odsłuchy. To jeszcze nie analityczność znana z armatur, ale sądzę, że opisywane słuchawki przekonałyby wielu fanów grania przetworników z kotwiczką zrównoważoną. E1 prezentują brzmienie w wysokiej rozdzielczości, ale nie stawiają detalu ponad muzykalność. Gdy dodamy do tego lekką i wygodną konstrukcję, którą można nosić klasycznie oraz OTE, świetną współpracę z różnymi sprzętami, to otrzymujemy słuchawki warte swojej ceny (599 zł).

Wady to detale. Oznaczenia kanałów są niezbyt czytelne, przy rozdzielaczu zabrakło suwaka, a wyposażenie mogłoby być bogatsze. Kabel został zamocowany na stałe, ale słuchawki brzmią na tyle dobrze, że trudno narzekać. Dźwięk jest gładszy i mniej zarysowany od słuchawek z przetwornikami armaturowymi. Nie można liczyć na wyjątkową szczegółowość w niskich tonach i mocno kontrastowe różnicowanie faktury instrumentów, ale E1 odwdzięczają się łagodnością i przyjemnością ze słuchania muzyki. Słuchawki wypadają bardzo dobrze nawet na tle droższych dokanałówek, również tych hybrydowych.

 

Dla Aune E1

Zalety:
+ dobre tipsy w zestawie
+ solidne wykonanie
+ estetyczne wzornictwo
+ możliwość zakładania klasycznie, jak i z kablem za uchem
+ wysoka ergonomia
+ praktyczny i solidny kabel słuchawkowy
+ niewymagające co do źródła dźwięku
+ jasne i bezpośrednie, ale tym samym odpowiednio dociążone brzmienie o wysokiej dynamice, wzorowej kontroli pasm, gładkim i muzykalnym charakterze
+ duża scena dźwiękowa, mocne napowietrzenie i wzorowa separacja instrumentów

Wady:
– nieczytelne oznaczenia kanałów
– brak suwaka przy rozdzielaczu
– kabel zamocowany na stałe
– skromne wyposażenie

Sprzęt dostarczył:

Kod rabatowy kropka5 umożliwia zakup produktów ze sklepu Audeos ze zniżką w wysokości 5%.

REKLAMA
feliks

12 KOMENTARZE

  1. Ktoś może ma porównanie Aune e1 ze słuchawkami dokanałowymi B&O standardowo dodawanych do zestawu z LG v30. Czy warto choćby zastanowić się nad zmianą na Aune e1?

    • Rzeczone B&O (czy też Cresyn z logiem B&O) to mocno średnie słuchawki, choć nie ma co wymagać specjalnie dużo od czegoś dodawanego do smartfona.
      Aune E1 błyszczą w świecie ‚normalnych’ dokanałówek, co można wywnioskować z w/w recenzji Maćka, kilku innych oraz wielu opinii użytkowników. Nie ma tu zatem co porównywać w zasadzie i odpowiedź na pytanie powinna brzmieć: zdecydowanie warto – to będzie przepaść 🙂

      • Hej, dzięki od tygodnia nosiłem się z zamiarem zakupu, pomogła mi ta recka oraz wiele pozytywnych opinii na ich temat. Pozdrawiam

        • Hej,jakie wrażenia po zakupie jak mniemam E1 i wspolpracy z V30. Też nosze sie z zamiarem zakupu E1 , ciekaw jestem porównania z tymi B&O. z zestawu od LG. Mam tez oryginalne B&O H3 które graja troche lepiej od tych pseudo B&O z zestawu. Pozdrawiam

          • Niestety ale muszę się zgodzić z wieloma osobami. Słuchawki od LG V30 nie mają żadnego podejścia do E1, wyraźnie inna liga. Powinieneś być zadowolony, mnie zniechęcała tylko cena ale uważam, że było warto. Faktycznie brak oznaczeń kanałów(=prawy,lewy), jest dosyć problematyczna. Planuję umiejscowić na nich gumki termokurczliwe, prawy kanał czerwona, lewy niebieska. Pozdrawiam

          • Oznaczenia znajdują sie na gumowych odgiętkach od wewnętrznej strony, choć nadal są one dość słabo widoczne w słabszym świetle. Osobiście widziałbym tu dodatkowo inny kolor, np zielony, drugiej kompułk. Można to obejść domowymi sposobami i jak sam wspomniałes może to być termokurczka albo np markek olejowy i kropeczka na odgiętce.

  2. Maćku, porównałbyś w skrócie Final E3000 i Aune E1? To zdecydowanie inna kategoria cenowa, ale w swojej cenie doceniam e3000, jest to bardzo mocny produkt, szczególnie po wygrzaniu. Natomiast nie mam okazji odsłuchu E1. Znam opinie mówiące, że to Finale są lepsze od powyższych Aune. Lepszość to pojęcie względne, ale polegajmy na Twojej interpretacji przyjemności z barwy i technikaliów brzmienia. Ciekawy jestem Twojej opinii, szczególnie, że testowałeś obie pary. Główne przeznaczenie to słuchanie na zewnątrz, komunikacja miejska, więc istotne jest tłumienie. Źródła to iBasso DX90, iPhone 7 i MacBook Pro. Z Finali jestem bardzo zadowolony. To zrównoważone brzmienie o zaskakująco dużej scenie w tej cenie i wysoka rozdzielczość. Tłumienie mogłoby być trochę lepsze… Twoim zdaniem warto dołożyć do E1? Dodam, że zarówno PM-3 jak i K701 to moje brzmienia, więc jestem raczej elastyczny. Doceniam naturalność, ale nie trawię cyfrowości czy szorstkości.

  3. Maćku, pamiętasz może jak one grają w porównaniu do soundmagiców e50? Z opisu wynika, że mają podobną charakterystykę. Pozdrawiam!

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here