Avara Custom to raczej nazwa niewiele mówiąca polskim fanom sprzętu audio. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż jest to indonezyjski producent słuchawek dokanałowych, specjalizujący się w konstrukcjach spersonalizowanych (po angielsku CIEM, czyli Custom In-Ear Monitor).

Mimo niewątpliwej egzotyki, postanowiłem zainteresować się ich ofertą z dwóch powodów. Pierwszym oczywiście jest cena, gdyż najtańszy model jest wyceniony na 40 dolarów, czyli równowartość kosztów… przesyłki kurierskiej, co jest niebywale niską kwotą jak na customowe słuchawki. Drugim natomiast jest moje poszukiwanie względnie niedrogich słuchawek z przetwornikami Soniona, których charakterystyka brzmienia z reguły mocno mnie przyciąga i jest miłą odmianą na rynku zdominowanym przez konstrukcje firmy Knowles.

Łącząc te dwa punkty, wybrałem model AV1Lite, którego podstawowa wersja jest wyceniona na 99 dolarów i za brzmienie której odpowiada pojedyncza armatura Sonion 3500 w każdej słuchawce. Czy warto się zainteresować zakupami w tak odległej części świata?

REKLAMA
fiio

Proces zamawiania


Jako że nie wybieramy tu po prostu gotowego produktu, dla osób niezaznajomionych z tego typu słuchawkami warto przybliżyć nieco proces zamawiania, szczególnie, że niemal w każdej firmie produkującej customy wygląda on bardzo podobnie i jest prostą procedurą, która jednak wymaga pewnego zaangażowania.

Na stronie internetowej wchodzimy w konfigurator, gdzie wybieramy interesujący nas model i od razu określamy czy chcemy mieć wersję spersonalizowaną czy uniwersalną. W przypadku tej pierwszej musimy dostarczyć nasze wyciski uszu (w miarę możliwości, warto mieć je zeskanowane do formy cyfrowej, by fizycznie ich nie przesyłać), na podstawie których będzie tworzona forma. Przechodząc na kolejne etapy konfiguratora wybieramy dla każdej słuchawki osobno jaki kolor ma mieć obudowa oraz faceplate (zewnętrzna część obudowy, widoczna po ich założeniu) na którym dodatkowo możemy umieścić grafikę, czy to wybierając przygotowane przez producenta loga, czy umieszczając tam swój projekt, choćby własne zdjęcie, jeśli komuś się zamarzy. Podstawowe kolory są darmowe, za bardziej wymyślne oraz grafiki już trzeba dopłacić, więc w przeciwieństwie do zwykłych słuchawek cena potrafi być dość płynna, ale pozwala to na stworzenie czegoś bardzo indywidualnego.

Po skończonym procesie konfiguracji podajemy swoje dane, generuje się karta zgłoszenia, którą przesyłamy na adres mailowy producenta wraz z ewentualnymi grafikami, a w odpowiedzi otrzymujemy dane do płatności (w tym przypadku przez PayPal). Warto przy tym pamiętać, że w celach określenia opłat towarzyszących przywozowi towarów spoza UE przewoźnik poprosi nas o potwierdzenie przelewu, więc im on niższy, tym niższe opłaty importowe.

Potem pozostaje nam już tylko czekać na wykonanie zamówienia (około 3 dni roboczych, w przypadku wersji spersonalizowanej liczonych od dnia otrzymania wycisków) oraz przesyłkę, a więc finalnie w przeciągu 2 tygodni powinniśmy mieć nasze słuchawki u siebie.

Wyposażenie


Dokanałówki Avary dostajemy w średniej wielkości czarnym kartoniku ze srebrnym logiem producenta. Po zdjęciu pokrywki mamy już dostęp do całej zawartości, gdzie część jest unieruchomiona w wyprofilowanej piance ochronnej. Na całość zestawu składają się:

  • para słuchawek,
  • odpinany przewód 2-pin,
  • trzy pary silikonowych nakładek SpinFit (tylko w wersji uniwersalnej),
  • czyścik do słuchawek,
  • sztywne etui na zamek,
  • skórzana opaska z zatrzaskiem do spinania kabla,
  • brelok do kluczy ze skórzaną zawieszką,
  • firmową wlepkę,
  • notkę reklamową,
  • certyfikat.

Jak widać nie są to skąpe akcesoria, a skórzane elementy na których umieszczono firmowe logo pokazują dbałość o klienta. Co ciekawe, dla wszystkich modeli wyposażenie jest dokładnie takie samo, zmienia się tylko jakość kabla. Początkowo może to dziwić, jednak świadomość, że Avara nastawiona jest na produkcję CIEM-ów, a nie słuchawek uniwersalnych, w pełni tłumaczy dlaczego różnicowanie nakładek nie ma znaczenia, skoro w większości przypadków są one zbędne.

Wykonanie


Kopułki wykonane są w technologii druku 3D metodą SLA, co ma im zapewnić precyzyjne odwzorowanie detali ucha, by osiągnąć poziom dopasowania, który Avara określa jako TRUfit. Ze względu na brak dostępu do skanera wycisków, zdecydowałem się na wersję uniwersalną, więc na temat dokładności dopasowania z pierwowzorem nie jestem w stanie się wypowiedzieć, jednak bardzo dobre wyprofilowanie mojego egzemplarza, duża ilość wygodnych zaobleń oraz brak jakichkolwiek uchybień w wykończeniu, wyraźnie wskazują na dopracowany, wysokiej jakości proces produkcyjny. Obudowa jest lekka, kołnierz na tulejkach pozwala na bardzo pewnie umieszczenie nakładek, a jedyne otwory to po dwie drobne dziurki na kabel oraz wyprowadzenie dźwiękowodu w każdej słuchawce.

Od strony estetycznej dopasowanie grafik jest zgodne z projektem, kolory prawidłowe, a całość dobrze komponuje się z barwieniem samych kopułek. Tutaj warto zaznaczyć, że w trakcie wymiany maili z producentem sugerował on również pewne korekty w doborze wersji kolorystycznej, by lepiej się zgrała z grafiką, jednocześnie bez prób zachęcania do wydania większej kwoty na projekt, tak więc z tej strony bardzo pozytywne zaskoczenie.

Kabel to czterożyłowa miedziana skrętka pokryta czarną i nieco połyskliwą izolacją o dużej elastyczności. Dzięki temu przewód wygodnie się układa, a efekt mikrofonowy jest na niskim i akceptowalnym poziomie. Od strony wtyków 2-pin odchodzi standardowy 10-centymetrowy kawałek wyprofilowanej silikonowej termokurczki, która ma za zadanie utrzymywać kabel za naszymi uszami i nie pozwala na wysuwanie się słuchawek z kanałów. Rozgałęźnik oraz obudowa wtyku mini-jack są zrobione z twardego tworzywa sztucznego i dobrze komponują się wizualnie z całością. Przy wtyku znajdziemy logo firmowe, choć dość nisko prowadzona obudowa bez dystansów może sprawiać problem przy próbie wpięcia jacka do źródła włożonego w grubsze etui. Brakować może też ściągacza pod szyją.

Tłumienie zewnętrznych hałasów, nawet w wersji uniwersalnej, jest na bardzo wysokim poziomie. Słuchawki wyraźnie izolują nas od dźwięków otoczenia, przy odpowiednim doborze tipsów niemal całkiem wyciszając mniej ruchliwe ulice. To wynik szczelnej i ergonomicznej obudowy oraz dobrej jakości nakładek z zestawu.

Brzmienie


Źródła wykorzystane podczas testów: AudioQuest DragonFly Red, iBasso DX160, Qudelix-5K, Samsung Galaxy S10e, Shanling M0, Shozy Alien+, Shozy Alien Gold, xDuoo X3 II, xDuoo XD05 Plus.

Bas w Avarach AV1Lite jest lekko podkreślony w środkowej części, nadając tej części pasma nieco ciepła i dodając energii, ale pozostaje wyczuwalny na subbasie mimo zauważalnego spadku poniżej 30 Hz. Nie jest to jednak armaturowy dół, przez który często rozumie się szybkie i krótkie uderzenia pozbawione masy. Tu wyraźnie zaoblono dźwięki przez wydłużenie ich wybrzmiewania, dzięki czemu bardziej wypełniają one przestrzeń, nadając muzyce większej naturalności. Konsekwencją tego było wygładzenie miejsc szczytowych, przez co nawet przy zachowaniu dużej dynamiki nie mamy punktowego, bardzo żywiołowego uderzenia. Tracą na tym gatunki muzyczne mocno opierające się na basie, szczególnie tłustym i występującym w dużych ilościach, jak nowoczesny rap czy pop. Tu pojawia się sztuczność w ich brzmieniu, wręcz pewna kartonowość przez brak jeszcze dłuższego wybrzmiewania i dosadności. Lepiej radzą sobie agresywne gatunki, takie jak metal czy aggrotech, gdzie duża szybkość przetworników pozwala nieco nadgonić niedostatki w mocy uderzenia. Jednak zdecydowanie najlepszym kompanem jest tu muzyka nieco spokojniejsza, szczególnie kreowana przez żywe instrumenty. Ograny, wiolonczele czy nisko grający fortepian pozwalają słuchaczowi cieszyć się naturalnym dźwiękiem, bogatym, wielowarstwowym i z niewymuszoną ciepłą nutą.

Tony średnie to pasmo dla którego stworzono AV1Lite (mimo że producent pisze o basie i szczegółach). Posiadają one ciepło wchodzące z basu, ale w żaden sposób nie przygasza ono muzyki. Poszczególne dźwięki są żywe i pełne, a jednocześnie mocno konkretne, bez rozmywania się pojedynczych tonów i niepotrzebnego zlewania się w ścianę dźwięku. Tu każdy instrument jest zwarty, zmiany precyzyjne, a przy tym nie wchodzimy na poziom neutralnej i często nudnej przy codziennych odsłuchach analizy – całość komponuje się w muzykalną całość. Mimo tego, Avary są wrażliwe na jakość nagrań i bardzo szybko zaczynają za pomocą zauważalnych zniekształceń informować słuchacza o niedostatkach w materiale, czy to wynikających z wysokiej kompresji, czy ze słabej realizacji. Częściowo odpowiada za to duża szybkość przetwornika, ale dużo wnosi również lekkie podbicie w okolicach 4 kHz. Dodaje ono blasku, energetyzuje brzmienie, ale też wyciąga braki. Za to w przeciwieństwie do basu, AV1Lite nie wybrzydzają z gatunkami muzycznymi – na poziomie średnicy równie dobrze może wybrzmiewać metal, klasyka bądź dobrze zrealizowany pop lub vocal trance.

Pozostając przy wokalach, to była pierwsza rzecz, która zwróciła moją uwagę w tych słuchawkach. Bardzo naturalne i czytelne w pełnym zakresie, niezależnie czy mamy do czynienia z niskim i agresywnym męskim growlem, czy z wysokim delikatnym śpiewem kobiecym. Wysuwają się one przed linię instrumentów i posiadają zauważalną głębię, co w połączeniu z ciepłą nutą daje wrażenie intymności przekazu, choć swobody jest ciągle dużo. Mimo wcześniej wspomnianego podbicia na średnicy, wysoko prowadzone głosy nie wpadają w zbędne sybilanty, oczywiście o ile zostały poprawnie nagrane, więc świetnie nadają się do długich odsłuchów.

Tony wysokie są lekko wycofane w stosunku do średnicy, ale są wyraźne i stabilne, z małym akcentem przy 8 kHz, który dodaje całości blasku, ale nie jest męczący dla słuchacza. Poszczególne dźwięki są nieco zaokrąglone na krawędziach, przez co są łatwe i przyjemne w odbiorze, ale znów przy agresywnej muzyce może trochę brakować ostrości. Mimo tego, odbiór instrumentów daje nam w tym zakresie poczucie naturalności, gdyż Avary dobrze oddają ich barwę oraz czas wybrzmiewania, bez zmatowień czy zapiaszczenia. Znowu jednak najlepiej wypada muzyka nieco spokojniejsza i oparta na żywych instrumentach – koncerty fortepianowe czy skrzypcowe, jazz z wyżej prowadzonym saksofonem, w takich gatunkach AV1Lite najlepiej potrafią oddać ich głębię i charakter brzmienia.

Scena to początkowo ukryty diament. Gdy pierwsze wrażenie robiła średnica, tak na budowanie przestrzeni jeszcze nie zwracałem większej uwagi. Natomiast po dłuższym obcowaniu ze słuchawkami umiejscowiłem je na pierwszym miejscu pod tym względem wśród wszystkich dokanałówek do tysiąca złotych jakie słyszałem. Nie jest ona może jakoś nadzwyczaj rozdmuchana na boki, by od razu przykuwać uwagę, ale zapewnia świetną holografię ze względu na bardzo dobry i spójny rozkład kanałów połączony z wyraźnie wyczuwalną głębią. Poszczególne plany są świetnie zarysowane, dają wrażenie trójwymiarowej struktury, na której z łatwością możemy ulokować poszczególne źródła pozorne, a przy tym całość pozostaje intymna, mimo że dźwięki nie są uwięzione w naszej głowie. Dzięki temu nie tylko muzyka nabiera dodatkowej głębi, szczególnie w nagraniach binauralnych, ale również pozwala na granie w gry wymagające dobrej lokalizacji na podstawie słuchu.

Szczegółowość jest bardzo dobra, choć nie wybitna w tej cenie. Zaoblone dźwięki i łagodniejsze prowadzenie tonów wysokich nieco ograniczają odbiór detali mimo wysokiej dynamiki przetworników. I choć analityczność AV1Lite pozwala nam na wychwycenie nawet drobnych niuansów, to najdrobniejsze mikrodetale są rozmyte pod ogólną muzykalnością, przez co nie są to słuchawki, które można uznać za monitory odsłuchowe.

Pod względem synergii, wbrew pozorom Avary nie są trudnym w doborze kompanem. I choć najlepiej sprawują się z naturalnie lub nieco jaśniej grającymi odtwarzaczami o dobrej dynamice, to z zestawu testowego tylko Shanling M0 oraz Samsung Galaxy S10e wymagały bardziej precyzyjnego wyboru muzyki przez to, że przyciemniały tony średnie, ale nadal nie było to typowo “misiowate” brzmienie. Czuć natomiast, że dźwięk się skaluje w AV1Lite wraz z ich podpinaniem pod wyższej jakości źródła – choć xDuoo X3 II dobrze się wpisywał pod względem strojenia, to nie był w stanie tyle wyciągnąć co XD05Plus, odtwarzacze Shozy czy iBasso. Jednak nawet jeśli nie wyciągniemy ze słuchawek wszystkiego na czymś słabszym, to dalej otrzymamy przyjemne brzmienie o dużej naturalności.

Wśród konkurencji ciężko wybierać, gdyż to chyba najtańsze komercyjne customy, więc wybór jest żaden. Można za to sięgnąć po uniwersalne słuchawki dokanałowe, by znaleźć jakieś odniesienie.

Można tu odnaleźć pewne podobieństwa do Akoustyx R-110: cieplejszy, niezbyt agresywny bas z przyjemnym akcentem na jego środkowej części, średnica idąca w stronę naturalności czy niezbyt szeroka, ale dobrze poukładana scena. Przy czym AV1Lite są ogólnie trochę cieplejsze, grają większym dźwiękiem, mają mocniej nasycone soprany i dodają więcej głębi do sceny. R-110 za to łatwiej przekazują szczegóły i są trochę bardziej dynamiczne.

Zostając w kręgu bardziej egzotycznych słuchawek dokanałowych z przetwornikami armaturowymi, można sobie przypomnieć NXEars Sonata. One z kolei są wyraźnie ciemniejsze niż Avary, z wycofanym basem, słodszą średnicą i mocniej rozciągniętą przestrzenią. Oferują za to mniej detali, gorszą holografię oraz wymagają zdecydowanie więcej pod względem synergii, tak w kwestii muzyki, jak i sprzętu towarzyszącego.

Przechodząc na nasze podwórko, na pewno należy pamiętać o Etymotic ER3XR. Jak to słuchawki tego producenta, oferują one świetną szczegółowość i precyzję, zaczerpnięte prosto z monitorów odsłuchowych. Przywołany model ER3XR zabarwia jednak sztandarową neutralność odrobiną rozrywki, chociaż nie traci przy tym swoich zalet i niewątpliwie nadal przewyższa AV1Lite detalicznością oraz szybkością. Z drugiej strony scena w Etymoticach ma wyraźnie obciętą głębię. Całościowo brzmienie jest bardziej sterylne, mniej naturalne, a ergonomia kontrowersyjna.

Podsumowanie


Słuchawki Avara AV1Lite zaskoczyły mnie swoim wykonaniem i przekroczyły oczekiwania względem dźwięku. Czarująca średnica, przyjemna góra, duża naturalność żywych instrumentów i dobra szczegółowość to to, czego szukałem w dokanałówkach z przetwornikiem armaturowym Soniona, a do tego doszła jeszcze świetnie ułożona scena. Nie są to słuchawki do końca uniwersalne ze względu na wygładzony bas, co przy gatunkach muzycznych mocno na nim polegających wyraźnie je ogranicza, więc na pewno nie będzie to odpowiedni wybór dla każdego słuchacza. Natomiast na pewno należy docenić możliwość graficznej personalizacji, bardzo dobre wykonanie, ergonomię na wysokim poziomie, izolację od zewnętrznych dźwięków oraz solidne wyposażenie.

Ale czy się opłaca sięgać po słuchawki aż z Indonezji? Ze względu na brak możliwości wcześniejszego odsłuchu, nieco bardziej skomplikowany proces zamawiania niż przy zwykłych zakupach oraz pewną niepewność co do ostatecznej ceny (opłaty celno-skarbowe), każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Dla mnie to jedne z najlepiej wydanych przeze mnie pieniędzy w audio – od dwóch miesięcy najczęściej słucham muzyki właśnie na AV1Lite i raczej ponownie sięgnę po ich wyroby.

Zalety:
+ brzmienie o dużej naturalności i niemęczące w odbiorze,
+ czarująca i bogata średnica,
+ świetnie poukładana scena z bardzo dobrą holografią,
+ łatwość w łapaniu synergii,
+ bardzo wysoka ergonomia, nawet w wersji uniwersalnej,
+ świetna jakość wykonania,
+ możliwość personalizacji wyglądu,
+ bogate wyposażenie.

Wady:
– wygładzony bas, przez co “tłuste” granie na dole staje się sztuczne,
– brak możliwości wcześniejszego odsłuchu,
– dla niektórych osób problemem może być wydłużony proces zamawiania, który odbywa się w języku angielskim,
– niepewność co do ostatecznej ceny przez opłaty importowe.

Sprzęt dostarczył:

avara

REKLAMA
fibae

1 KOMENTARZ

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here