Blue Byrd to trzecie w hierarchii słuchawki dokanałowe Beyerdynamica z nowej serii Byrd, a tym samym pierwsze wyposażone w interfejs Bluetooth. Mają zapewniać wzorową ergonomię oraz zrównoważony dźwięk w wysokiej rozdzielczości.

Miałem już okazję przetestować niższy model serii, czyli Soul Byrd, który mnie nie zawiódł. Doceniłem je za wyposażenie, wykonanie, ergonomię i oczywiście brzmienie: muzykalne, ale zrównoważone, naturalne i rozdzielcze. Wyższy model, czyli Blue Byrd, zrywa z kablem na rzecz interfejsu Bluetooth 4.2 z obsługą kodeków AAC, aptX i aptX LL. Słuchawki można spersonalizować za pomocą aplikacji Beyerdynamic MIY, trójprzyciskowy pilot jest kompatybilny ze smartfonami z iOS-em oraz Androidem, a wbudowany akumulator powinien pozwolić na sześć godzin słuchania. Warto je kupić?

Wyposażenie

Niewielkie, ale estetyczne pudełko skrywa wytłoczoną foremkę wykonaną z grubego, recyklingowanego papieru. Wewnątrz niej znajdziemy:

REKLAMA
fibae
  • futerał;
  • pięć par silikonowych tipsów (rozmiary: XS, S, M, L, XL);
  • kabel USB C (długość: 60 cm);
  • instrukcję obsługi.

Futerał wygląda tak samo, jak ten z wyposażenia modelu Soul Byrd, czyli solidnie i nowocześnie. Ma płaski kształt, jest usztywniony i zamykany na zamek. Na zewnątrz futerału nie zabrakło zawieszki, a wewnątrz jest kieszeń na akcesoria oraz opaska na słuchawki.

Nakładki silikonowe są również identyczne, jak w niższym modelu. Mają kształt kapeluszy, ponieważ mocno rozszerzają się ku dołowi. Nakładki punktują zastosowanym silikonem, który jest matowy, ale gładki i wyjątkowo przyjemny w dotyku.

 

Dobre wrażenie robi także kabel do ładowania, który ma z jednej strony wtyczkę USB typu A, a z drugiej USB typu C. To piękny widok, nowy standard USB to nadal rzadkość w mobilnym audio. Kabel jest dość cienki, ale matowa izolacja jest mocna i wyjątkowo elastyczna. To również miła odmiana, bo zazwyczaj okablowanie słuchawek Bluetooth jest sztywne niczym drut.

Konstrukcja

Wykorzystano takie same obudowy słuchawek, jak w modelu Soul Byrd, które przypominają obłe kamyki. Słuchawki prezentują się nowocześnie, ale zarazem oryginalnie i poważnie. Ponownie zastosowano gładkie i połyskujące tworzywa sztuczne oraz anodowane aluminium. Z pierwszego materiału wykonano obudowy, a z drugiego pokrywki słuchawek z metalicznym logo serii Byrd. Nie mam najmniejszych zastrzeżeń odnośnie wykonania – jakość materiałów jest wzorowa, a spasowanie elementów nie daje powodów do narzekania.

Obłe i lekko pękate słuchawki są ścięte od zewnętrznej strony. To tam znajdują się anodowane pokrywki z profilowanymi krawędziami. Po przeciwnej stronie naniesiono duże oznaczenia kanałów w kolorze srebrnym. Ulokowano je blisko tulejek, które są kątowe, krótkie i mają szerokie ranty na tipsy. Wewnątrz wylotów dźwięku widać także filtry w formie siateczek, które są wymienne.

Kabel wpięto od dolnej części. Przewód mierzy 72 cm, jest dość cienki, ma matową i dość elastyczną izolację. Zamocowano na nim trzy elementy – po obu stronach kabla znajdują się płaskie moduły z akumulatorami, a niedaleko prawej słuchawki jest także pilot. Ten ostatni ma trzy przyciski, które umieszczono w wytłoczeniu, z czego środkowy został odróżniony wypukłym oznaczeniem. Po przeciwnej stronie można dojrzeć diodę oraz szczelinę mikrofonu, a na krawędzi w dolnej części pilota widnieje gniazdo USB C bez dodatkowej zaślepki.

Użytkowanie i ergonomia

Mimo że Blue Byrd to słuchawki z interfejsem Bluetooth, to część spostrzeżeń ergonomicznych pokrywa się z modelem Soul Byrd. Słuchawki również nie uciskają małżowin, leżą w nich wygodnie i pewnie się trzymają.

Niestety z izolacją jest również identycznie, czyli przeciętnie. Słuchawki tylko delikatnie wyciszają otoczenie – dźwięki z zewnątrz są jedynie przytłumione. Blue Byrd nie sprawdzą się zatem w wyjątkowo hałaśliwym otoczeniu i nie usatysfakcjonują osób wymagających wzorowej izolacji. Z drugiej strony docenią je melomani, którzy lubią pozostać w kontakcie z otoczeniem. Mnie tłumienie satysfakcjonowało podczas słuchania muzyki rozrywkowej, nawet w przestrzeni miejskiej. Gorzej gdy repertuar był spokojniejszy, cechował się wysoką dynamiką i obfitował w ciszę – wtedy zewnętrzny harmider psuł humor.

 

Pewne wątpliwości budzi kabel. Nie ma na nim żadnego klipsa lub suwaka, nie można go zatem skrócić. Producent rozłożył po obu stronach dodatkowe moduły z akumulatorami, które jednocześnie pełnią rolę obciążników – napinają przewód na karku, ściągając go ku dołowi. Sprawdza się to nieźle, ale nie zadowoli każdego. Słuchawki raczej nie nadadzą się do biegania, bo wtedy elementy na kablu mogą podskakiwać, a pilot irytować. Jest on niestety za długi i ciężki, wystaje ponad obręb przycisków i powoduje lekki efekt mikrofonowy – podczas poruszania głową słychać szuranie i lekkie stukanie. Trzeba też pamiętać, że konstrukcja nie jest odporna na pot lub wodę. Blue Byrd to raczej słuchawki dla melomana, a nie sportowca.

Obsługa jest łatwa do opanowania. Dzięki wytłoczeniu na pilocie łatwo zlokalizować przyciski, a oznaczenie tego środkowego, czyli wielofunkcyjnego, umożliwia ich szybkie odróżnienie. Możliwości są duże. Środkowy przycisk włącza i wyłącza słuchawki, a także rozpoczyna parowanie, jeśli zostanie dłużej przytrzymany w trakcie włączania. Dwa pozostałe przyciski jedynie zmieniają głośność, więc przypadkowo nie przełączymy utworów – odpowiada za to przycisk wielofunkcyjny. Dwa kliknięcia zmieniają utwór na następny, a trzy na poprzedni. Co ciekawe słuchawki umożliwiają także przewijanie muzyki – po dwóch lub trzech wciśnięciach należy przytrzymać przycisk, by przewijać utwór do przodu lub do tyłu. Nie zabrakło także obsługi rozmów oraz asystentów głosowych – Siri lub Asystenta Google wywołuje się za pomocą przytrzymania środkowego przycisku przez dwie sekundy.

Wbudowany akumulator pozwoli, według producenta, na sześć godzin słuchania muzyki i tak też jest w praktyce. Wynik to więc nic specjalnego, ot standard dla wielu dokanałówek z Bluetoothem.

Oprogramowanie

Producent udostępnia aplikację Beyerdynamic MIY, która nie imponuje funkcjonalnością, ale warto ją wypróbować. Umożliwia ona stworzenie indywidualnego profilu dźwiękowego za pomocą usługi MOSAYC, co wymaga zarejestrowania się na stronie mimi.io. Nie trzeba robić tego dodatkowo – samouczek prowadzi użytkownika przez poszczególne kroki.

Po wprowadzeniu podstawowych danych i roku urodzenia można przejść do testu słuchu dla lewego oraz prawego ucha. Aplikacja generuje narastające i opadające tony w zakresach od 250 Hz do 8 kHz – w momencie, gdy je słyszymy należy przytrzymywać wirtualny przycisk na ekranie smartfona. Po zakończeniu kilkuminutowego procesu można skorzystać ze spersonalizowanego profilu, którego intensywność reguluje się za pomocą suwaka. Zmiany nie są duże, ale dają już pewne możliwości konfiguracji dźwięku. Na maksimum skali dźwięk stawał się zbyt konturowy i napompowany w basie, a na minimalnych poziomach brzmienie było gładsze. W moim przypadku efekty były najlepsze po ustawieniu suwaka w połowie skali.

Aplikacja oferuje także graficzną instrukcję obsługi oraz mierzy czas korzystania ze słuchawek, analizując zmęczenie uszu, dzienny limit korzystania wyrażając w procentach. Szkoda natomiast, że zabrakło zwykłego korektora. Oprócz personalizacji brzmienia, przydałaby się także możliwość ręcznego przestrojenia słuchawek.

Specyfikacja

  • przetworniki: dynamiczne
  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-25 kHz
  • interfejs: Bluetooth 4.2 z aptX, aptX LL, AAC, SBC, mSBC
  • obsługiwane profile: HSP, HFP, A2DP, AVRCP, SPP, GAP, SDP
  • zasięg: do 10 m
  • czas działania: do 6 godzin
  • masa: 6 g (bez kabla), 15 g (z kablem i nakładkami)

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Solaris, Atlas, Andromeda, Polaris i Comet, FiiO FA7, FH5, F9 PRO i FA1, Etymotic ER-4PT, Oriveti New Primacy, Brainwavz B400, Symphonium Audio Aurora, Aune E1, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO, Jabra Elite Active 65t, Audictus Adrenaline 2.0
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, Burson Playmate Everest, FiiO Q5 (AM3B), Leckerton UHA-760, Astell&Kern AK XB10, FiiO BTR3, FiiO RC-BT
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1), FiiO M9 i M6, OnePlus 6T
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Brzmienie robi dobre wrażenie, ale jest inne od modelu przewodowego, czyli Soul Byrd, które brzmią dość naturalnie i blisko w średnicy. W przypadku modelu Blue Byrd mamy do czynienia z mocniejszymi skrajami pasma, bardziej efektowną sygnaturą dźwiękową, którą określiłbym raczej mianem U-kształtnej niż V-kształtnej, gdyż średnica nie została mocno wycofana. Można z powodzeniem posłuchać zarówno bardziej efektownych brzmień, jak i spokojniejszych gatunków muzycznych operujących głównie żywymi instrumentami. Bez wątpienia priorytet miała rozrywka – słuchawki brzmią energicznie i nowocześnie.

Bas nie zawodzi. Jest go pod dostatkiem, czasami odważnie wychodzi przed szereg, ale jeszcze nie przytłacza i nie dominuje, dając odpowiednio dużo swobody pozostałym pasmom. Podoba mi się dość głęboki subbas (słuchawki potrafią efektownie zamruczeć), jak i gęsty oraz ciepły midbas. Wyższy zakres basu ma tutaj mniej do powiedzenia, ale nie został wycięty, więc nadal wspiera wirtuozerską gitarę basową lub jazzowy kontrabas. Łatwo docenić także kontrolę i kontur niskich tonów, a także dobre różnicowanie faktury instrumentów. Okazuje się, że to sprawka trybu dźwięku spersonalizowanego, bo na standardowych ustawieniach słuchawki są zdecydowanie gładsze i miększe w niskich tonach. Aplikacja zatem rzeczywiście dostroiła słuchawki tak, jak lubię, mocniej zarysowując brzmienie. Słychać jednak jeden aspekt, który cenię sobie mniej – bas wydaje się być lekko napompowany, wzmocniony, bardziej obfity niż powinien.

Pasmo średnie nie jest tak wyraziste, jak w modelu Soul Byrd, ale nadal spełnia swoje zadanie. Słuchawki radzą sobie zarówno z elektroniką (także starszą), rapem lub muzyką popularną, ale z powodzeniem współpracują też z metalem, rockiem, jazzem lub bluesem. Słychać, że Blue Byrd wolą trochę bardziej rozrywkowe brzmienia, ale średnicy jest nadal pod dostatkiem, by docenić żywe instrumenty. Ponownie podoba mi się, że pasmo średnie nie jest totalnie wygładzone i mdłe, co zdarza się w wielu słuchawkach Bluetooth. Dźwięk jest dobrze kontrolowany i bardziej zarysowany, przez co słychać więcej detali. Nadal nie ma jednak mowy o analitycznym graniu – Blue Byrd są nastawione przede wszystkim na rozrywkę. Wymagający audiofil raczej jeszcze nie będzie usatysfakcjonowany ogólną tonalnością i rozdzielczością – to raczej słuchawki dla melomana.

Góra pasma pozytywnie zaskakuje. W wielu dokanałówkach Bluetooth nie ma mowy o selektywnie rozbrzmiewających talerzach perkusyjnych, dobrej kontroli i mocnym rozciągnięciu wysokich tonów. Blue Byrd również nie pną się w sopranie wybitnie wysoko i nie są jeszcze wyjątkowo klarowne w górze pasma, ale wysokie rejestry wybrzmiewają dość naturalnie i precyzyjnie – nie jest to tylko szkliste i cyfrowe szeleszczenie lub świszczenie. Tym samym dźwięk jest dość bezpośredni, odpowiednio doświetlony, ale jeszcze bez syczenia czy metaliczności. Osobiście oczekiwałbym w górze pasma jeszcze więcej iskry, więcej klarowności, ale dzięki takiemu zestrojeniu uniknięto sybilizacji – słuchawki nie kłują uszu.

Scena dźwiękowa rzadko imponuje w dokanałówkach Bluetooth. W przypadku Blue Byrd jej rozmiary są również przeciętne, ale można liczyć na dobrą stereofonię, przyzwoitą głębię oraz niezłą wysokość sceny. Separacja dźwięków jest satysfakcjonująca, ale nie można jeszcze oczekiwać dużej dawki powietrza – pomiędzy instrumentami nie ma wyjątkowej swobody. Podoba mi się natomiast to, że pierwszy plan jest generowany blisko słuchacza. Wszystko jest prezentowane jak na dłoni, ale bez agresji i przytłaczania dźwiękiem.

Beyerdynamic Blue Byrd vs Soul Byrd i inne słuchawki
Doceniłem Soul Byrd za oryginalne brzmienie, jak na niedrogie słuchawki dokanałowe. To nie bas grał pierwsze skrzypce, a średnica: szczegółowa, zarysowana i odpowiednio twarda. Niskich tonów nadal nie brakowało, góra była odpowiednio wyrazista, a scena przestrzenna. Blue Byrd brzmią już inaczej. Uwaga przeszła ze średnicy na bas, dźwięk jest bardziej efektowny, masywny i napompowany. Słuchawki radzą sobie lepiej w gatunkach rozrywkowych, ale kosztem rozdzielczości dźwięku i równowagi. Soul Byrd z dobrym odtwarzaczem generowały lepiej kontrolowany i bardziej zrównoważony dźwięk w wyższej rozdzielczości. Bardziej podoba mi się brzmienie Soul Byrd, ale bardziej żwawe i energiczne Blue Byrd również mnie satysfakcjonują.

Bezpośrednimi konkurentami Blue Byrd są na przykład Sennheisery CX Sport oraz CX 6.00BT. Oba modele brzmią podobnie, ale wersja Sport jest trochę jaśniejsza w górze pasma. Według mnie oba modele Sennheisera mocniej V-kują, a tym samym mają większe problemy z kontrolą wysokich tonów. Blue Byrd są łagodniejsze, mniej klarowne, ale za to ich góra jest bardziej precyzyjna, mniej metaliczna i niesykliwa.

Podobnie ma się porównanie Blue Byrd do RHA MA650 Wireless, czyli trochę tańszych słuchawek z pałąkiem na szyję. RHA brzmią bardziej przestrzennie i klarownie, ale również mają spore problemy z jakością i kontrolą góry pasma. Blue Byrd grają mniej bezpośrednio, bardziej gęsto i obficie, ale za to nie męczą sopranem. W tej konfrontacji bez wątpienia wybieram słuchawki Beyerdynamic.

JBL Everest 110 nie są konkurencją Blue Byrdów – poprzednia generacja słuchawek, czyli Everest 100, brzmiała lepiej. Nowsze 110-tki to słuchawki ciemne, ciasne w scenie dźwiękowej, oferujące niską rozdzielczość dźwięku. Słychać, że Beyerdynamic Blue Byrd to klasa wyżej. Znacznie ciekawsze jest porównanie modelu JBL Reflect Fit, wyposażonego w pałąk oraz pulsometr, stworzonego dla sportowców. Reflect Fit brzmią bardziej przestrzennie, jakby z dystansu, są jaśniejsze i klarowniejsze, a tym samym punktowe w basie. Jednocześnie brzmienie JBL-ów jest bardziej cyfrowe, ale i tak to one bardziej przypadły mi do gustu. Wolę neutralność tonalną i mocniejszą górę pasma modelu Reflect Fit od łagodności i masywności Blue Byrdów.

Według mnie ciekawiej od modelu Blue Byrd wypadają trochę droższe Sennheisery Momentum Free. Również brzmią efektownie, ale bardziej przejrzyście i klarownie. Dźwięk Momentum Free jest mniej napompowany, słuchać trochę więcej swobody i przestrzeni. Blue Byrd brzmią jednak cieplej i łagodniej, ponieważ góra Sennheiserów jest wyraźnie mocniejsza. Wybór zależy od gustu, ale moim zdaniem Momentum Free są lepsze.

W cenie Blue Byrd można kupić już słuchawki typu True Wireless, czyli dokanałówki Bluetooth zupełnie pozbawione przewodu. Mam na myśli np. Jabry Elite 65t o bardziej zrównoważonym dźwięku, bliższym w średnicy. Brzmienie Jabra 65t nie jest tak gładkie i głębokie w basie, ale pozostaje bardziej naturalne. Jeśli słuchamy popu, rapu lub elektroniki, to Blue Byrd sprawdzą się lepiej. Jeśli jednak zależy nam na lżejszych brzmieniach, to Jabry 65t będą lepszym wyborem. Szkoda tylko, że w ich przypadku słychać znacznie więcej szumu – sygnał słuchawek Blue Byrd jest czystszy.

Podsumowanie

Beyerdynamic Blue Byrd to dobre słuchawki Bluetooth, które mają wiele atutów. Są solidnie wykonane, ładne i wygodne, brzmią rozrywkowo, ale nadal z klasą. Można liczyć na głęboki bas, kontrolowany sopran i dość bliskie pasmo średnie. Dźwięk można spersonalizować za pomocą aplikacji. W moim przypadku dodało to brzmieniu twardości i mocniej zarysowało dźwięk, co przypadło mi do gustu. Podoba mi się także obsługa, gdzie nie brakuje sterowania muzyką lub nawet możliwości przewijania utworów, co jest ewenementem.

Niestety izolacja jest ponownie przeciętna, akumulator oferuje średni czas działania, a aplikacja nie zachwyca funkcjonalnością, która ogranicza się jedynie do personalizacji dźwięku. Dlaczego zabrakło choćby prostego korektora? Brzmienie jest bardzo dobre, ale jeszcze nie powala na kolana. Sopranu mogłoby być więcej, a basu troszkę mniej, bo dół często sprawia wrażenie napompowanego.

Przyznaję, że liczyłem na brzmienie bliższe modelowi Soul Byrd, które jest ambitniejsze. Blue Byrd to już efektowność, a tym samym mniej oryginalna sygnatura dźwiękowa. Mimo tego, słuchawki nie zawiodą fanów energicznej muzyki i warto się nimi zainteresować. Osobiście wybrałbym jednak wspominane Sennheisery Momentum Free, które stawiam wyżej także pod względem użytkowym, gdyż mają mniejszy pilot i lepiej tłumią.

Zalety:
+ dobry futerał
+ wygodne tipsy z silikonu wysokiej jakości
+ solidne wykonanie
+ wysoka ergonomia
+ obsługa kodeków aptX i aptX LL
+ wygodna i zaawansowana obsługa
+ możliwość spersonalizowania dźwięku
+ dobre brzmienie z masywnym basem, rozrywkowe, ale nadal dość elastyczne
+ optymalna scena dźwiękowa

Wady:
– przeciętne tłumienie
– czas działania mógłby być lepszy
– niezbyt funkcjonalna aplikacja
– pewne wady brzmieniowe (trochę napompowany bas, lekko ścięta góra)

Sprzęt dostarczył:

beyerdynamic

REKLAMA
fibae

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here