DT 275 PRO to powrót do korzeni. Nowe słuchawki Beyerdynamica cechują się konstrukcją zamkniętą i nauszną, ponieważ zostały stworzone z myślą o mobilnym monitoringu w hałaśliwych warunkach. Producent zaimplementował udogodnienia, które docenią zarówno profesjonaliści, jak i melomani.

Rynek zdominowały słuchawki z dwóch końców spektrum, czyli dokanałowe oraz wokółuszne, co dotyczy zarówno sektora konsumenckiego, jak i profesjonalnego. Na ulicy spotkamy przede wszystkim miniaturowe TWS-y lub większe słuchawki z ANC, natomiast audiofile sięgają albo po wieloprzetwornikowe IEM-y, albo olbrzymie konstrukcje wokółuszne. Z kolei na scenie rolę odsłuchów pełnią customy, a dźwiękowcy w studiu używają typowo stacjonarnych słuchawek, w których komfortowo spędzają długie godziny. Czy modele nauszne straciły rację bytu?

REKLAMA
hifiman

Beyerdynamic się z tym nie zgadza, czego dowodem są DT 275 PRO. Niemiecki producent stworzył je przede wszystkim z myślą o monitoringu w hałaśliwych warunkach – do produkcji wideo czy dźwięku. Jednak materiały marketingowe sugerują także zastosowania studyjne, DJ-skie i… melomańskie, bo przemycono w nich kilka ujęć z komunikacji miejskiej czy spaceru na łonie natury. Dlaczego nie? Wszak słuchawki monitorowe cieszą się dużą popularnością u melomanów, a kompaktowa konstrukcja oraz skuteczna izolacja akustyczna to przenośny ideał.

Sprawdziłem, czy małe jest rzeczywiście piękne, testując Beyerdynamic DT 275 PRO, słuchawki wycenione na niecałe 520 zł.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • kabel 2,5 mm > 3,5 mm (długość ok. 150 cm);
  • przejściówkę 6,35 mm;
  • pokrowiec;
  • dokumentację.

Zawartość pudełka jest podstawowa – w środku znajdziemy spiralno-prosty kabel, adapter 6,35 mm oraz pokrowiec zaciskany na sznurek. Zamiast tego ostatniego przydałby się usztywniany futerał, zważywszy na mobilne przeznaczenie słuchawek, który lepiej zabezpieczyłby konstrukcję na czas transportu od woreczka.

Konstrukcja i jakość wykonania

Wzornictwo jest proste i surowe, a kolorystyka stonowana oraz jednolita, więc słuchawki powinny trafić w gust minimalistów czy entuzjastów utylitarnie wyglądających słuchawek o studyjnym sznycie. Szukający efektownych, zwracających uwagę słuchawek raczej nie docenią wdzięków DT 275 PRO. Przyznaję, że mnie słuchawki urzekły, ponieważ wyglądają jednocześnie poważnie i… uroczo.

Obie muszle ozdobiono wgłębieniami ze srebrnymi logo modelu. Zdublowano także gniazda 2,5 mm – znajdują się one głęboko w obudowach i są mocno wydłużone ze względu na obrotowy mechanizm blokady wtyczki. Z kolei nauszniki zostały zszyte ze sztucznej skóry, grubej i sprężystej, a wypełniono je warstwą pianki z delikatnym efektem pamięciowym. Przetworniki zabezpieczono siateczkami i odróżniono nie tylko literami „L” i „R”, ale także kolorami – szarością i pomarańczem.

Muszle zamocowano w pałąk za pomocą standardowych widełek. Są one ruchome w pionie i poziomie, a do tego składają się na płasko i to w obu kierunkach. Ramion pałąka nie da się jednak przełamać do jego wnętrza. Nie zabrakło natomiast rozsuwanej regulacji rozmiaru, która jest 13-stopniowa i bazuje na metalowym rdzeniu. Opaska pałąka to również klasyka – wykonano ją z równie gładkiego i sprężystego materiału co nauszniki, a do tego obficie wypełniono pianką w środkowej części.

Producent nie oszczędzał na jakości wykonania. Dominują tworzywa sztuczne, ale właściwie trudno się do czegokolwiek przyczepić – poszczególne elementy zostały spasowane precyzyjnie, a newralgiczne punkty skręcono śrubami. Ponadto powierzchnie wykończono wzorowo, a konstrukcja nie skrzypi i nie trzeszczy. Mechanizmy stawiają jednolity opór i pracują gładko, więc słuchawki nie wydają się być rozklekotane – widać za co się płaci.

Ergonomia

Zazwyczaj kompaktowe wymiary i wysoki komfort nie idą w parze. Beyerdynamic DT 275 PRO nie stanowią tutaj wyjątku – w zamian za lekką konstrukcję (195 g) i niewielkie wymiary, trzeba liczyć się z pewnymi kompromisami ergonomicznymi. Nie unikniemy nacisku na małżowiny uszne czy ich grzania podczas długotrwałego używania, ale to niejako typowe niedoskonałości takich słuchawek, a część z nich można przekształcić w zalety.

Nacisk pałąka jest znaczny, ale w zamian słuchawki wzorowo trzymają się głowy – nie spadną podczas DJ-skiego setu czy w trakcie operowania kamerą. Bez problemu zakryjemy także jedno ucho, jak i zawiesimy słuchawki na szyi w przerwie na kawę. Do nacisku trzeba będzie jednak się przyzwyczaić. Wprawdzie miękkie nauszniki i opaska ograniczają dyskomfort, ale o słuchawkach na głowie nie zapomnimy. Zatem w aspekcie komfortu DT 275 PRO nigdy nie dorównają modelom wokółusznym, ale taka jest cena kompaktowych wymiarów i…

Użytkowanie

…świetnej izolacji pasywnej! Zawdzięcza się ją nie tylko konstrukcji nausznej, a także zamkniętym komorom przetworników oraz skóropodobnym i nieperforowanym nausznikom. W trakcie testów bez problemu mogłem skupić się na muzyce mając remont za ścianą czy otwarte okno przy ruchliwej ulicy, a w tramwaju lub podczas spacerów nie brakowało mi ANC. Docenią to nie tylko pracujący mobilnie, ale także dojeżdżający do pracy, o ile akceptują oni słuchawki przewodowe.

Producent zaimplementował szereg ciekawych usprawnień. Na kablu są dwa odcinki spiralne – długi i swobodnie się rozciągający oraz krótki, tuż przy wtyczce 2,5 mm. Dzięki temu ostatniemu słuchawki nie powinny spaść z głowy, gdy przypadkowo pociągniemy za kabel. Przewód się także nie wypnie, bo blokada spełnia swoje zadanie, a za sprawą podwójnych gniazd to my decydujemy, z której strony chcemy go wyprowadzić, żeby nie przeszkadzał w trakcie pracy czy słuchania. Co więcej, zarówno nauszniki, jak i opaska pałąka są wymienne.

Czego więc brakuje? Pełnego mechanizmu składania, bo aż się prosi, żeby przełamać muszle do wnętrza pałąka na czas transportu. Można to jednak wytłumaczyć tym, że profesjonaliści muszą często momentalnie nałożyć czy też zdjąć słuchawki, co składane ramiona pałąka mogłyby utrudnić. Przydałyby się jednak wyraźniejsze oznaczenia kanałów – kolorowych siateczek wewnątrz padów nie widać na pierwszy rzut oka, a literki nadrukowane na pałąku są czarne. Należy więc pamiętać, z której strony wpięliśmy kabel i sugerować się pozycją wtyczki.

Specyfikacja

  • konstrukcja: zamknięta, nauszna
  • przetworniki: dynamiczne
  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-24 kHz
  • czułość: 119 dB (1 V rms); 105 dB (1 mW)
  • impedancja: 45 Ω
  • THD: <0,03% (1 kHz)
  • nacisk pałąka: 4,3 N
  • izolacja akustyczna: 22 dBA
  • kable: prosty z odcinkiem spiralnym, 150 cm, 2,5 mm > 3,5 mm
  • masa: 195 g (bez kabla)

Brzmienie

Beyerdynamic DT 275 PRO brzmią jak… słuchawki monitorowe! To tylko pozornie oczywiste, ponieważ urządzenia tego typu nie zawsze są strojone wiernie – wiele modeli akcentuje bas, oddala średnicę czy podkreśla wysokie tony. W przypadku bohatera testu poszczególne zakresy mają podobny priorytet, średnicy bez wątpienia nie brakuje, a brzmienie jest bezpośrednie, techniczne i precyzyjne, czyli jak znalazł do krytycznych odsłuchów.

Melomani nie powinni jednak przekreślać Beyerów DT 275 PRO, bo daleko im do skrajnie analitycznych. Słuchawki nie brzmią ostro czy anemicznie, mają dość przystępny i w konsekwencji zaskakująco uniwersalny charakter. Basu jest wciąż pod dostatkiem, góra nie tnie uszu, a dynamika jest wysoka, więc muzyka angażuje. Pozytywnie zaskakuje także scena dźwiękowa, większa niż sugeruje to konstrukcja. Zacznijmy jednak od początku.

Beyerdynamic DT 275 PRO – sygnatura dźwiękowa

Od tak małych słuchawek nie oczekiwałem głębokiego basu. Tymczasem DT 275 PRO nie brzmią tylko średnim ani uwypuklonym wyższym podzakresem, potrafią także osiągnąć częstotliwości subbasowe, czyli efektownie zawibrować, zabrzmieć gęsto i masywnie. Mimo niewielkich przetworników, niskich tonów jest pod dostatkiem, a dolne rejestry nie rozczarowują także jakością – są ponadprzeciętnie zróżnicowane, precyzyjne i kontrolowane. Dobre wrażenie robi też energiczny i punktowy atak basu, który jest podtrzymywany lub sprawnie wygasa.

Pasmo średnie jest z przodu, czyli tam, gdzie powinno w słuchawkach monitorowych. Głosy i wokale pozostają bezpośrednie, instrumenty dęte czy perkusyjne rozbrzmiewają blisko, a detali nie brakuje. Średnica ma klarowny, ale z pewnością nie ostry charakter – wyższy podzakres nie został przejaskrawiony, więc słuchawki nie brzmią agresywnie i nie męczą na dłuższą metę. Gdy wymaga tego repertuar, brzmienie stanie się chłodniejsze lub cieplejsze, ale pozostanie „monitorowe”, a więc trochę bardziej surowe i suche niż w słuchawkach typowo konsumenckich.

Wyższa średnica przechodzi płynnie w sopran, który kontynuuje jej charakter – brzmienie jest odpowiednio klarowne i czytelne, ale nie trzeba przejmować się sykliwością. Słuchawki nie wprowadzają sybilizacji, ale też nie wycinają tej ewidentnie zawartej w nagraniach, co sprzyja zastosowaniom studyjnym. Co ciekawe wysokie tony są dźwięczne i swobodne – mimo stosunkowo łagodnego charakteru, gitarowe solówki rozbrzmiewają wyraziście, wokale nie są ścięte, a talerze perkusyjne uderzają mocno i metalicznie.

Beyerdynamic DT 275 PRO – scena dźwiękowa

Sceny również nie należy oceniać po konstrukcji – DT 275 PRO generują ją większą niż zakładałem. Mimo połączenia niesymetrycznego kanały są kontrastowo odseparowane, a więc łatwo śledzić to, co dzieje się w stereofonii. Przyzwoicie wypada także separacja samych źródeł pozornych, które nie zlewają się ze sobą i są dość kształtne, jak na tak małe słuchawki. Poszczególne linie melodyczne są jednak eksponowane w stylu monitorowym, czyli wypychane, a nie rozstawiane warstwowo.

Producentowi nie udało się jednak oszukać fizyki, ponieważ scena dźwiękowa jest dość niska i płytka, tzn. ma kształt spłaszczonej elipsoidy. O „trójwymiarze” nie ma jeszcze mowy, instrumenty nie są pozycjonowane w przeróżnych punktach wokół słuchacza, ale tego można się spodziewać po konstrukcji pomijającej małżowinę uszną. Czy to problem? Moim zdaniem nie – scena wciąż nie powoduje klaustrofobii, a mimo bliskiego planu i raczej kameralnego przekazu, słuchawki nie osaczają dźwiękiem.

Beyerdynamic DT 275 PRO – porównania

Oczywistym konkurentem DT 275 PRO są Sennheisery serii HD 25. Słuchawki Beyerdynamica cechują się mniej skomplikowaną i nie tak ascetyczną konstrukcją, ale założenia są zbliżone – monitoring w hałasie, DJ-ing czy produkcja muzyki. Zrealizowano to jednak inaczej, ponieważ DT 275 PRO stawiają średnicę bliżej, mają łagodniejszy sopran i więcej ciepła, stąd sprawiają wrażenie bardziej naturalnych w przekazie. Z kolei HD 25 (i pochodne) akcentują niskie i wysokie tony, są klarowniejsze i bliższe neutralności, ale kosztem średnicy.

Uważam się za fana DJ-skich słuchawek Sennheisera, ale muszę przyznać, że DT 275 PRO zrobiły na mnie większe wrażenie. Może nie są tak oryginalne konstrukcyjnie (pojedynczy pałąk, nieodchylana muszla), ale zostały świetnie wykonane i brzmią bardziej uniwersalnie. Moim zdaniem nowość Beyerdynamika także mniej miażdży uszy.

Sivga SV021 PRO i Beyerdynamic DT 275 PRO
Sivga SV021 PRO i Beyerdynamic DT 275 PRO

A jak słuchawki wypadają w porównaniu do stricte konsumenckich propozycji? Sięgnąłem po niedawno testowane Sivga SV021 PRO, które są wprawdzie bliższe konstrukcyjnie modelom wokółusznym, ale to wciąż stosunkowo kompaktowe słuchawki. Oba modele właściwie nie mają nic wspólnego – DT 275 PRO wierniej reprodukują dźwięk, nie wycinają średnicy i zapewniają precyzyjny przekaz. SV021 PRO to ich odwrotność. Słuchawki Sivga wycinają średnicę, falują w paśmie przenoszenia i pompują bas, czyli brzmią efektownie, ale sztucznie.

V-kująca sygnatura SV021 PRO może się podobać, ale to słuchawki Beyerdynamica bardziej zasługują na dopisek „PRO”. W takiej konfrontacji słychać, że DT 275 PRO są poważnym narzędziem, a SV021 PRO raczej zabawką – w dźwięku Beyerów nie ma miejsca na zniekształcony przekaz. Sam bez wahania wybrałbym DT 275 PRO – również do zastosowań melomańskich – ze względu na zwarty i kontrolowany bas, zarysowane średnie i klarowne, ale przystępne wysokie tony. To też słuchawki tańsze od Sivga (520 zł vs 750 zł).

Sivga SV021 PRO i Beyerdynamic DT 275 PRO
Sivga SV021 PRO i Beyerdynamic DT 275 PRO (porównanie rozmiaru)

Beyerdynamic DT 275 PRO – wysterowanie

Słuchawki nie wymagają ani synergii, ani mocy. Na tym mógłbym skończyć, bo DT 275 PRO brzmiały dobrze ze wszystkiego i nie wykazywały braków w basie czy dynamice nawet z podstawowych źródeł – nie musiałem szukać tego mitycznego zgrania, a EQ również okazało się zbędne. No dobrze, różnice pomiędzy urządzeniami było słychać, ale żadnego połączenia nie przekreśliłem.

Beyerdynamic DT 275 PRO i HiFiMAN EF600
Beyerdynamic DT 275 PRO i HiFiMAN EF600

W trakcie testów podłączałem DT 275 PRO zarówno do zintegrowanego Realteka w laptopie, audiofilskich odtwarzaczy (FiiO M17), mobilnych dongli (Tanchjim Space II) oraz stacjonarnych kombo o potężnej mocy (HiFiMAN EF600) i zawsze byłem zadowolony z rezultatu. Wszelkiej maści interfejsy studyjne także z łatwością podołają słuchawkom, podobnie jak rejestratory czy sprzęt foto-wideo.

Podsumowanie

Beyerdynamic DT 275 PRO to udany powrót do korzeni. Słuchawki zostały wzorowo wykonane, wyglądają dyskretnie, zajmują mało miejsca i do tego świetnie izolują od hałasu, co docenią zarówno profesjonaliści, jak i melomani. Spodobał mi się także spiralno-prosty kabel z mechanizmem blokady, doceniłem podwójne gniazda i łatwość w napędzeniu. Brzmienie momentalnie przypadło mi do gustu – zwarty i precyzyjny bas, bezpośrednia średnica i klarowna, ale przystępna góra pasma to atuty DT 275 PRO, podobnie jak szeroka scena dźwiękowa.

Wady łatwo wybaczyć. Nacisk pałąka może męczyć, ale dzięki temu słuchawki wzorowo trzymają się głowy i mocno tłumią. Scena dźwiękowa nie jest specjalnie efektowna, jednak od modelu nausznego nie można wymagać rozbudowanej głębi i trójwymiarowych źródeł pozornych, bo pomijają one małżowiny. Przydałby się jednak pełny mechanizm składania, ale rozumiem, że mógłby być problematyczny „w akcji”.

Beyerdynamic DT 275 PRO kosztują 519 zł. Nie są więc tanie, ale spełniają obietnice, bo w zamian otrzymujemy narzędzie, a nie zabawkę. Uważam, że to tym samym mocny konkurent podobnie wycenionych Sennheiserów serii HD 25 za sprawą bardziej zrównoważonego dźwięku i mniej skomplikowanej konstrukcji. Polecam je także szukającym słuchawek mobilnych, których nie przekonują modele bezprzewodowe.

Dla Beyerdynamic DT 275 PRO

Zalety:
+ wysoka jakość wykonania
+ uniwersalne wzornictwo
+ spiralno-prosty kabel z blokadą
+ podwójne gniazda
+ szeroka regulacja rozmiaru
+ miękkie nauszniki i opaska
+ niewymagające mocy czy synergii
+ zrównoważone, bezpośrednie i naturalne brzmienie
+ szeroka scena dźwiękowa

Wady:
– kompromisy ergonomiczne
– ograniczona głębia sceny
– brak pełnego mechanizmu składania

Sprzęt dostarczył:

beyerdynamic

SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
terra

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj