BlitzWolf BW-ANC1 to kolejne słuchawki dokanałowe tego producenta, które mam przyjemność przetestować. Tym razem jest to model bezprzewodowy, pracujący w standardzie Bluetooth 4.1, dodatkowo posiadający ochronę przed potem (spełnia normy IPX4) oraz z aktywną redukcją szumów (ANC). Zwyczajowo dla BlitzWolfa poruszamy się w przystępnym przedziale cenowym, gdyż cena słuchawek wynosi 49,99 dolarów, czyli – jak na bezprzewodowe dokanałówki z ANC – naprawdę niewiele.

Wyposażenie


BW-ANC1 docierają do nas w niewielkim kartoniku o biało-zielonych barwach, typowych dla BlitzWolfa. Na górze mamy logo producenta oraz nazwę modelu, na spodzie podstawowe dane techniczne i na tym koniec. W środku znajdziemy instrukcję, kartę gwarancyjną oraz sztywne etui, które skrywa słuchawki oraz dodatkowe wyposażenie, w skład którego wchodzi przewód USB do ładowania dokanałówek oraz zapasowe silikonowe nakładki w rozmiarach S, M oraz L.

REKLAMA
meze

Jak widać, nie czeka na nas dużo akcesoriów, jednak to co dostajemy, jest dobrej jakości, więc większość osób nie powinna odczuwać potrzeby zakupu dodatkowych tipsów, ochronnych woreczków czy etui. To dodawane w standardzie dobrze chroni słuchawki przed uszkodzeniem, jest sztywne, podłużne, z przetłoczeniem w środkowej części, dzięki któremu pewniej trzyma się je w dłoni. Ciekawie prezentuje się też kabelek do ładowania, gdyż ma on skromne 5 cm długości i płaską izolację, dzięki czemu po złożeniu zajmuje nieco mniej miejsca.

Wykonanie


Kopułki słuchawek są wykonane z aluminium i posiadają dość klasyczny kształt. Jedynie tulejki skierowano pod kątem 45 stopni, co ułatwia ich aplikację w uchu oraz poprawia komfort. Nie znajdziemy tu żadnych ozdobników – całość ma jednolitą czarną barwę, a zamkniętą bryłę „zaburzają” jedynie otwory wentylacyjne od strony ucha i na zewnętrznej części obudowy. Pod względem ergonomii wyprofilowany kształt z przyjemnie zaoblonymi krawędziami pozwala na długie odsłuchy bez zmęczenia.

Z kopułek wychodzą długie metalowe „odgiętki”, na których umieszczono oznaczenia kanałów. Niestety zarówno ich rozmiar jak i użyty materiał wydają się nieco nieprzemyślane. Długość przeszkadza przy próbach noszenia słuchawek z kablem prowadzonym za uchem, natomiast wysoka sztywność powoduje, że wychodzący z nich kabel jest poddawany dodatkowym obciążeniom przy zginaniu, np. podczas układania ANC1 w etui. Na egzemplarzu testowym zdążyły się już pojawić ślady zużycia na izolacji przy jednej z „odgiętek”.

Sam przewód jest, w porównaniu z większością konkurencji, mało elastyczny, ale ze względu na niewielką długość (trzy odcinki po 30 cm) nie przeszkadza to w użytkowaniu słuchawek – kopułki stabilnie spoczywają w kanałach, a efekt mikrofonowy jest ograniczony do minimum. Na odcinku wychodzącym z prawej słuchawki umieszczono mikrofon, który zbiera dźwięki zarówno w trakcie rozmów (z czym radzi sobie całkiem solidnie) oraz na potrzeby aktywnej redukcji szumu (ANC).

Serce BlitzWolf BW-ANC1 znajduje się w osobnym module sterującym, co jest dość rzadko spotykane w słuchawkach bezprzewodowych. Jest to nieduży sześcian, na froncie którego umieszczono trzy przyciski do obsługi mediów, z tyłu znajdziemy klips pozwalający przypiąć moduł do ubrania, a na lewej ściance widać włącznik układu ANC oraz ukryte pod gumową zaślepką gniazdo micro-USB do ładowania. Dodatkowo umieszczono dwa małe wskaźniki LED sygnalizujące tryb odtwarzania lub ładowania. Całość jest dobrze przemyślana – poszczególne przyciski są wyraźnie wyczuwalne pod palcem, co umożliwia sprawną, bezwzrokową obsługę. Pewnej niedokładności można dopatrzyć się jedynie w trochę mało wyraźnym kliku, przez co czasami zmienimy głośność zamiast utworu, ale to zdarza się to sporadycznie.

Jakość połączenia Bluetooth stoi na przyzwoitym poziomie, jak na przystępne cenowo bezprzewodowe dokanałówki. Sygnał potrafi się zrywać tylko po oddaleniu się od źródła na jakieś 8 metrów (lub 4 metry, jeśli po drodze jest ściana), lub gdy musi on przebyć przez ciało oraz gdy jeszcze dodatkowo zasłonimy odbiornik, np. w trakcie zwiększania ilości decybeli.

Moduł ANC jest nadzwyczaj dobry. W czasie panujących obecnie upałów potrafi on całkowicie wyciąć dźwięk wentylatorów, a chodząc ulicą zmienia niemal wszystkie samochody w ich elektryczne wersje, sprowadzając odgłos silników i wydechów do szumu mocno przypominającego odgłos opony toczącej się po asfalcie. Co ciekawe, aktywacja redukcja szumów w niewielkim stopniu wpływa na brzmienie BW-ANC1. Można zauważyć lekkie przyciszenie dźwięku i pewne wypchnięcie do przodu tonów średnich, ale zmiany są na tyle małe, że nietrudno je przegapić, szczególnie gdy zajmujemy się czymś innym.

Pod względem czasu pracy na jednym ładowaniu BW-ANC1 radzą sobie całkiem solidnie – około 7 godzin przy wyłączonym ANC i 2 godziny krócej po jego uruchomieniu. Czas ładowania od zera do pełna zamyka się natomiast w niespełna dwóch godzinach.

Brzmienie


Źródła wykorzystywane podczas testów: Dell Latitude E5410, Samsung Galaxy S7, Shanling M0, xDuoo X3 II.

Przed samym opisem warto wspomnieć jedną rzecz – BlitzWolf BW-ANC1 potrzebują kilku godzin “przebiegu”, by przetwornik w słuchawkach się ułożył. Przy pierwszym odsłuchu mogą się wydawać dość nerwowe i ze zbyt nachalną wysoką średnicą.

A po “wygrzaniu”? Bas jest zaznaczony, ale nie cierpi na nadmierne podbicie, co często się zdarza w tańszych słuchawkach. Tu uwypuklono go na tyle, by dyktował rytm w trakcie ruchu, ale nigdy nie stara się przesadnie dominować. Na pewno zaskoczyć może jego charakter: zwarty i szybki, a jednocześnie nasycony. W tej cenie ciągle można by się spodziewać dźwięku o niższej kontroli, jednak BlitzWolf poszedł o krok dalej. Dzięki temu otrzymujemy rozrywkowe i dynamiczne granie z dobrze zrównoważonym średnim i wyższym basem. Jedynie gdy ktoś potrzebuje solidnego zejścia w najniższe partie muzyki, to może się trochę rozczarować, gdyż poniżej 50 Hz następuje zauważalny spadek. Nie jest on nadzwyczaj gwałtowny, więc nie jesteśmy pozbawieni sub-basu, jednak wyraźnie chowa się on za wyższymi składowymi tej części pasma.

Tony średnie są lekko cofnięte i ocieplone w swoich niższych partiach, by w okolicach sopranów się rozjaśnić. Przekłada się to na dużą energetyczność dźwięków, a instrumenty brzmią żywo, oferując sprężysty oraz czysty przekaz. Nie odbywa się to jednak bez konsekwencji, gdyż rozjaśnienie, dające czystość, potrafi dać również nieco metaliczny przydźwięk na wyżej wchodzących instrumentach dętych lub strunowych, co zaburza naturalność przekazu, a przy słabej jakości nagrań całość potrafi zrobić się nieprzyjemna. Zauważalne jest to głównie przy żywych instrumentach, natomiast odsłuchując muzykę elektroniczną z reguły miałem problem ze stwierdzeniem gdzie słuchawki zaczynają przekłamywać brzmienie, a kiedy ciągle utwór przekazuje koncepcję jego twórcy.

Pod względem wokali należy uznać BW-ANC1 za zdecydowanie udany model. Są one stawiane przed częścią instrumentalną i wystarczająco bliskie, by nadać im odpowiedniej intymności. Nie zbliżają się jednak nadmiernie, unikając efektu klaustrofobii. Zarówno śpiew męski, jak i kobiecy są przy tym przekazywane z dużą dozą naturalności i energii. Niezależnie od tego, czy będzie to mocny i nisko schodzący głos metalowego wokalisty, czy też delikatny sopran śpiewaczki operowej, ich głos będzie wyraźny, dobrze zaakcentowany, bez żadnych większych przekłamań. Należy jedynie uważać na słabe realizacje lub wykonania, gdyż niska jakość wysoko pojawiającego się śpiewu, szybko wygeneruje w słuchawkach nadmierną ilość nieprzyjemnych sybilantów.

Tony wysokie są mocne, ale i nieco sztuczne, a to przez ich krótkie wybrzmiewanie. Zdecydowanie dodają muzyce blasku, ale bardziej nadają się do przenoszenia takich gatunków jak EDM czy house aniżeli koncertów skrzypcowych. Przy tych ostatnich, jak i w większości gatunków opartych o żywe instrumenty, soprany mogą okazać się zbyt nerwowe, mimo ich dobrego rozciągnięcia w górę pasma. Muzyka z przedziału rock/metal, gdzie mamy zarówno talerze perkusji, jak i wysoko wchodzące gitary elektryczne, jest mocno uzależniona od jakości nagrania. Potrafi zachwycić energią, ale też zniechęcić nieco szklistym i męczącym przydźwiękiem.

Pod względem sceny BlitzWolfy zasługują na uznanie. W tym przedziale cenowym, zamknięte bezprzewodowe dokanałówki z reguły nie zachwycajają. W BW-ANC1 mamy nie tylko wyraźnie zarysowaną głębię, ale również dobrze zaznaczone poszczególne plany na szerokość, z pierwszym planem odsuniętym od środka głowy, co daje poczucie dużej przestrzeni. Holografia jest na nieco niższym poziomie – przejścia pomiędzy lewym i prawym kanałem nie są na tyle dobrze uwydatnione, by pozwolić na dokładną lokalizację źródeł pozornych.

Szczegółowość stoi na dobrym poziomie. BW-ANC1 oferują dużą ilość informacji, które dzięki podbiciu wyższych częstotliwości są jeszcze bardziej uwydatnione. Co prawda przez takie sztuczne ich wyciąganie muzyka nie ma tej swobody, co w słuchawkach wyższej klasy, jednak nie musimy się martwić, że na BlitzWolfach uciekną jakieś istotne detale.

Pod względem konkurencji BW-ANC1 od razu skojarzyły mi się z Advanced 747, jakie miałem przyjemność testować kilka miesięcy temu. Te ostatnie są podobnie wycenione i też wyposażone w moduł ANC, więc teoretycznie powinny ze sobą współzawodniczyć. 747 łączą się jednak ze źródłem tylko za pomocą gniazda słuchawkowego (nie mają Bluetootha) i oferują zdecydowanie inne brzmienie: cieplejsze, bardziej nastawione na bas, mniej eksponujące średnicę i szczegóły.

Pozostając przy słuchawkach marki Advanced, można wspomnieć również o modelu Evo X, który aktualnie kosztuje niespełna 40 dolarów. To słuchawki lepiej dostosowane do sportu, pewniej trzymające się ucha, jednak BlitzWolf mocniej zaznacza soprany oraz średnicę i nie gubi tylu detali, ale jednocześnie BW-ANC1 mogą też być bardziej męczące ze względu na podbicie na przełomie tonów średnich i wysokich.

Z kolei Audictus Endorphine to nieco inna strona medalu – cieplejsze i łagodniejsze na górze od BlitzWolfów, ale jednocześnie bardziej naturalne w przekazie tonów średnich. BW-ANC1 wygrywają jednak dzięki modułowi aktywnej redukcji szumów.

Jeśli szukać czegoś zbliżonego brzmieniowo, warto spojrzeć na 1MORE iBFree, które oferują również dość dobrze zrównoważone rozrywkowe granie, ale o bardziej naturalnych sopranach. Dodatkowo nie mają one układu ANC, choć dla niektórych ważniejsza może być ich wysoka wygoda i pewniejsze trzymanie się w uchu.

Podsumowanie


BlitzWolf BW-ANC1 to bardzo udane słuchawki. To niedrogie dokanałówki Bluetooth oferujące solidne brzmienie (mimo że nie można go określić uniwersalnym), a wbudowany moduł aktywnej redukcji szumu jest niezwykle skuteczny, co znacznie podnosi wartość produktu.

Nietypowa budowa nie każdemu może odpowiadać – do intensywnych treningów lepiej rozejrzeć się za czymś, co zapewni większą stabilność w trakcie ruchu, ale klips na module sterującym bardzo dobrze sprawdza się w codziennych wyjściach do pracy czy na spacer. Przy swojej niskiej cenie BW-ANC1 mogą się okazać małym diamentem dla wielu słuchaczy.

Zalety:
+ skuteczny moduł aktywnej redukcji szumu,
+ rozrywkowe, ale nieźle zrównoważone brzmienie z szybkim i sprężystym basem,
+ żywe wokale,
+ detaliczność dźwięku (jak na ten przedział cenowy),
+ stabilne połączenie Bluetooth,
+ praktyczny klips na kostce sterującej,
+ wysoki stosunek możliwości do ceny.

Wady:
– sposób montażu modułu sterującego nie każdemu przypadnie do gustu,
– podbicie na przełomie tonów średnich i wysokich może być męczące,
– duża wrażliwość na jakość materiału,
– metalowe odgiętki zamiast chronić kabel, mogą doprowadzić do jego uszkodzenia.

Sprzęt dostarczył:

logo

Słuchawki można kupić w sklepie banggood.compo podaniu kodu 15bwanc1 otrzymacie 15% rabatu!

REKLAMA
mip

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here