Solaris to nowe, topowe, hybrydowe słuchawki dokanałowe Campfire Audio. Za bas odpowiada 10-milimetrowy przetwornik dynamiczny, za średnicę pojedynczy przetwornik armaturowy, a za wysokie tony dwie armatury. Obudowy zostały pozłocone 24-karatowym złotem, a kabel to nowy Super Litz.

W trakcie testu modelu Atlas, podczas porównywania słuchawek z Andromedami, zastanawiałem się jaki byłby efekt połączenia ze sobą obu modeli. Jeszcze zanim zdążyliśmy opublikować test Atlasów, amerykański producent zapowiedział nowość, czyli właśnie tytułowe Solarisy. Słuchawki to czteroprzetwornikowe hybrydy, które posiadają przetwornik dynamiczny z membraną A.D.L.C. (znany z Atlasów) oraz trzy przetworniki armaturowe, z czego te wysokotonowe znajdują się w komorze T.A.E.C. (znanej z modelu Andromeda). Solaris zostały wycenione na 6500 zł, czyli są o 1000 zł droższe od Altasów i o 2000 zł od Andromed. Czy to rzeczywiście synteza poprzednich flagowców Campfire Audio? A może jednak coś zupełnie innego?

REKLAMA
fiio

Wyposażenie

Jak zwykle można liczyć na bogate wyposażenie, w tym kilka nowości. Do dyspozycji są:

  • skórzane etui;
  • podwójny woreczek na słuchawki;
  • trzy pary pianek termoaktywnych (S, M, L);
  • trzy pary tipsów silikonowych pojedynczych (S, M, L);
  • pięć par tipsów silikonowych Final Audio Type E (XS, S, M, L, XL);
  • przyrząd do czyszczenia;
  • dwie opaski z rzepu;
  • przypinka z logo marki;
  • instrukcja obsługi oraz karta gwarancyjna.

Etui jest dwukrotnie większe od akcesorium znanego z poprzednich modeli. Wizualnie przypomina etui dodawane do modelu Andromeda, bo wewnątrz jest również imitacja wełny, ale skóra jest bardziej gładka i połyskująca. Moim zdaniem nowe etui wygląda gorzej, trochę zbyt archaicznie i nie pasuje do samych słuchawek.

Tym razem słuchawki zabezpieczone są podwójnym woreczkiem, wykonanym z nylonowej siatki z zaciskiem. Kabel zaś zabezpieczają dwie wąskie opaski z rzepu, które jednak niezbyt dobrze współpracują z „wełnianym” wnętrzem futerału, bo szybko pokrywają się nitkami z kożucha.

Pozostałe dodatki są takie same, jak w modelu Atlas. Nie brakuje różnych nakładek, w tym udanych tipsów Final Audio, które niedawno zastąpiły nakładki SpinFit, a także świetnych pianek producenta: gładkich i gęstych. Ponownie w zestawie zabrakło kabla zbalansowanego.

Konstrukcja

Wygląda na to, że kanciaste Andromedy w kolorze zielonym oraz lustrzane i pościnane Atlasy muszą ustąpić miejsca nowym pięknościom, czyli czarno-złotym Solarisom. Tym razem konstrukcja jest typu OTE (Over The Ear), a obudowy zostały wykonane ze stali i obrobione metodą PVD (fizyczne osadzanie z fazy gazowej z udziałem plazmy). Pokrywki słuchawek zostały natomiast pozłocone 24-karatowym złotem. Wykonaniu nie można nic zarzucić, ale wzornictwo to już kwestia gustu – słuchawki wyglądają nietuzinkowo, ale moim zdaniem trochę zbyt biżuteryjnie.

Obudowy składają się właściwie z trzech części: tulejek z wylotami (które zostały obrobione gładko), wydłużonych obudów i złotych pokrywek z charakterystycznymi wyżłobieniami. Ten ostatni element jest dodatkowo ozdobiony wytłoczonym logo amerykańskiego producenta i słownym oznaczeniem kanału na tylnej krawędzi. W górnej części można dostrzec gniazda MMCX oraz niewielkie otwory odpowietrzające umieszczone tuż obok. Tulejki są szerokie i nie mają dodatkowych filtrów.

Solarisy to pierwszy model wyposażony w nowy kabel Super Litz, skonstruowany z posrebrzanej miedzi o wysokiej czystości. Przewód jest czterożyłowy i został wykonany w geometrii Litza, czyli z niezależnie emaliowanymi drucikami w wiązce, które mają różne przekroje. Wtyczki MMCX są ponownie pozłocone i wzmocnione berylem, rozdzielacz jest niewielki i posiada dodatkowy suwak, a kabel zakończono kątową wtyczką 3,5 mm z przezroczystą obudową.

Użytkowanie i ergonomia

Niestety z ergonomią są problemy. Słuchawki są za duże, mają szerokie i długie tulejki, więc w praktyce komfort jest znacznie gorszy od tego oferowanego przez modele Atlas i Andromeda.

W moich uszach mieszczą się właściwie same tulejki, a mam średniej wielkości małżowiny oraz dość głębokie kanały słuchowe. W efekcie obudowy wystają poza małżowiny uszne i nie wypełniają ich wnętrza. Zausznice pełnią tutaj raczej rolę wieszaków, a nie prowadnic kabla – stabilizują słuchawki w miejscu, opierając się o małżowiny. Po czasie czuć ich uciskanie, a także dyskomfort w kanałach słuchowych, z którymi stykają się dość ostre krawędzie tulejek. Konieczne jest wyczucie słuchawek, opanowanie zakładania, przyzwyczajenie się do nich, ale nie ma co liczyć na noszenie pod czapką lub wygodne leżenie ze słuchawkami. Pomyśleć, że narzekałem na kanciaste Andromedy lub Polarisy, które przy Solarisach są znacznie bardziej komfortowe…

Nie można też oczekiwać wzorowego tłumienia – bez względu na wybrane tipsy słuchawki przepuszczają dźwięki otoczenia. Co prawda zewnętrzny hałas jest stłumiony i nie powinien specjalnie przeszkadzać podczas odsłuchów, ale może dać się we znaki w trakcie cichszych partii w muzyce. W domu lub hotelu nie będzie problemu, ale już w trakcie podróży izolacja może nie być wystarczająca.

Kabel sprawdza się bardzo dobrze. Wtyczki MMCX stawiają odpowiedni opór obrotu, a zausznice można dość swobodnie dogiąć, więc ich ustawienie i ukształtowanie nie stanowi większego problemu. Zausznice nie odkształcają się, więc to właściwie jednorazowa operacja. Kabel jest elastyczny, dobrze układa się na ciele i łatwo go zwinąć. Potrafi jednak lekko odkształcić się w trakcie dłuższego przechowywania, więc raz na jakiś czas konieczne może być jego rozprostowanie.

Może nowe etui z zestawu nie wygląda najlepiej, ale jest za to bardziej praktyczne. W porównaniu do starszej wersji łatwiej zmieścić w nim słuchawki oraz dodatkowe nakładki. Akcesorium od Solarisów jest bardziej pojemne, a także otwiera się mocniej, więc jest znacznie wygodniejsze w użytku.

Specyfikacja

  • przetworniki: dynamiczny 10 mm z komorą Polarity Chamber (bas) + armaturowy (średnica) + podwójny armaturowy z komorą T.A.E.C. (wysokie tony)
  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-20 kHz
  • czułość: 115 dB
  • impedancja: 10 Ω
  • THD: <1%
  • kabel: czterożyłowy z posrebrzonej miedzi o wysokiej czystości, długość 120 cm, pozłocone wtyczki MMCX wzmocnione berylem, pozłocona wtyczka 3,5 mm
  • masa: 38 g (z kablem), 16 g (same słuchawki)

Brzmienie

  • Słuchawki: Campfire Audio Atlas, Andromeda i Polaris, FiiO FA7, FH5 i F9 PRO, Etymotic ER-4PT, Oriveti New Primacy, Aune E1, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, FiiO Q5 (AM3B), Leckerton UHA-760, Astell&Kern AK XB10, FiiO BTR3
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1), FiiO M9 i M6, OnePlus 6T
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Campfire Audio Solaris – wprowadzenie
Solaris nie są słuchawkami typu „załóż i słuchaj”. By docenić ich możliwości, musiałem stworzyć słuchawkom specjalne warunki. Konieczne jest odpowiednie dobranie nakładek, źródła i wstępne wygrzanie przetwornika dynamicznego.

Z tipsami sprawa była dość prosta – słuchawki są dostarczane z założonymi piankami i te okazały się być najlepszym wyborem. Tipsy standardowe mają zbyt szerokie wyloty i za mocno rozjaśniają brzmienie. Nakładki Final Audio typu E sprawdzają się lepiej, ale efekt będzie zależny od synergii – w moim przypadku słuchawki były z nimi nadal trochę za „gorące” w wyższych zakresach.

Synergia jest również bardzo ważna, także pod względem czystości sygnału, ponieważ słuchawki są na to wrażliwe. Najlepsze efekty uzyskałem z iBasso DX200, ale opis poszczególnych konfiguracji znajdzie się jak zwykle w dalszej części testu.

Nie jestem zwolennikiem rekordowo długiego wygrzewania słuchawek, ale po doświadczeniach z Atlasami wiem, że przetworniki dynamiczne amerykańskiej marki trzeba “rozruszać”. Przed rozpoczęciem krytycznych odsłuchów słuchawki grały więc kilka dni, ale zmiany nie były duże, a przynajmniej nie takie, jak w Atlasach, które wyraźnie uspokoiły się w basie.

Campfire Audio Solaris – brzmienie
Początek był trudny. Po pierwszym odsłuchu byłem, delikatnie mówiąc, zawiedziony. To co usłyszałem, wcale nie było wypadkową modeli Atlas i Andromeda. Było słychać pewne podobieństwa, ale różnic było więcej. Solaris nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jak Atlasy lub Andromedy. Po stworzeniu słuchawkom optymalnych warunków i rozruszaniu membran zmieniłem zdanie – Solaris to najlepsze słuchawki Campfire Audio, jakie znam. Rozdzielczość jest wręcz niewiarygodna, ilość detali zdumiewa, dynamika zachwyca, brzmienie jest wyjątkowo bliskie i namacalne, a przestrzeń obszerna. Nie znaczy to bynajmniej, że Solaris są perfekcyjne – brzmienie jest dość jasne, mocne w wyższej średnicy i wyjątkowo bezpośrednie, wręcz natarczywe w przekazie. Nie ma szans na relaks – słuchawki bez ustanku atakują szczegółami i są bardzo szybkie, wręcz pędzą do przodu. Zacznijmy jednak od początku.

Bas jest specyficzny – imponuje, ale jednocześnie dziwi. Ma zabarwienie subbasowe, ale jest punktowy i zwarty. Słuchawki nie zalewają brzmienia niskimi rejestrami, trzymają dół w ryzach, ale go nie ograniczają. Zejście jest swobodne – słuchawki bez problemu radzą sobie z szybkim pulsowaniem lub pomrukiem. Niskie tony są generowane w optymalnej dawce, jest ich znacznie mniej niż w Atlasach i są też szybsze – atak jest nagły, bas rozbrzmiewa bardzo energicznie, a wygasa wręcz za szybko. Nie jest to bas, który lubi się przelewać i „zostawać” w muzyce. Wątpliwości budzi też midbas, który wydaje się być uszczuplony. Podczas odsłuchów cały czas miałem wrażenie lekkiego dołka w tym zakresie, pewnej pustki. W średnim zakresie basu brakuje większej masy, jego zagęszczenia. Mimo tego nadal świetnie słucha się żywych instrumentów operujących basem, a fakturowość jest niesamowita – instrumenty są prezentowane w sposób bardzo zarysowany i przejrzysty, jak na dłoni, bez najmniejszego dystansu.

Średnica również zarazem zachwyca oraz budzi wątpliwości. Odbiega lekko od równowagi w stronę jasności na rzecz absolutnej bezpośredniości – dystans do muzyki nie istnieje, dźwięk prezentowany jest bez złagodzenia. Rozdzielczość jest niesamowita. Miałem wrażenie, że słuchawki podłącza się bezpośrednio do mózgu, z pominięciem uszu. To efekt podkreślonej wyższej średnicy, dość agresywnej i zarysowanej, brzmiącej mocno i technicznie. Solaris wręcz atakują detalami, które wydają się być specjalnie podkreślane, wręcz przestają być szczegółami, a stają się głównym daniem. Jestem tym zachwycony i jednocześnie uważam, że producent przesadził. Wyższe tony średnie mogłyby być łagodniejsze – słuchawki mogą zmęczyć, nie pozwalają odpocząć, bywają natarczywe i agresywne. Wiele zależy od źródła i samej muzyki, ale daje się wychwycić pewne wady – np. wyższo-średnicowe zabarwienie werbla, jego lekkie odchudzenie.

Wyższa średnica ma też wpływ na górę pasma, np. na talerze perkusyjne, które bywają lekko szeleszczące. Posłużmy się onomatopeją – zamiast idealnego „cyk” hi-hata słychać czasami „tszyk” lub „pszyk” i nie chodzi tutaj o różne techniki grania, rozwarcie talerzy hi-hata czy jakość nagrań. To raczej minimalny problem z utratą kontroli. Efekt nie jest intensywny i znowu będzie w dużej mierze zależny od synergii. Sięgałem nawet po korektor graficzny i po lekkiej manipulacji suwakami sytuacja się poprawiała, ale wtedy Solaris traciły tę iskrę, zarysowanie, klarowność. Zatem mimo tego że uzyskiwałem ciut gładszy przekaz wyższej średnicy i góry, to każdorazowo rezygnowałem z korektora. Jest w ich brzmieniu coś naturalnego, słuchawki nie brzmią sterylnie, nie są syntetyczne w przekazie wysokich tonów, ale nie każdemu przypadnie to do gustu. Rozdzielczość góry jest i tak niesamowita, wokale pną się wysoko, smyczki rozbrzmiewają swobodnie, a dęciaki charakterystycznie wibrują oraz wyraziście „skrzeczą”, gdy muzyk korzysta z tłumika. Jest co podziwiać.

Scena jest potężna, wydaje się być bezkresna. Uwagę zwraca przede wszystkim separacja kanałów. Nawet ze standardowym przewodem 3,5 mm miałem wrażenie, jakbym korzystał z w pełni zbalansowanego toru. Stereofonia jest bardzo kontrastowa, minimalnie brakuje, by oba kanały stały się niezależne, a przekaz muzyki przełamał w połowie. Głębia dotrzymuje kroku szerokości, a eksponowanie instrumentów na płaszczyźnie przód-tył to również mocna strona Solarisów. Mam jednak wrażenie, że wysokość sceny lekko na tym ucierpiała, że instrumenty lubią trzymać się linii uszu. Holografia nie zawodzi – źródła pozorne są kształtne, masywne i zajmują w scenie obszary, a nie punkty. Instrumentom towarzyszy sporo powietrza i swobody, a dystans pomiędzy dźwiękami jest duży.

Campfire Audio Solaris vs Atlas i Andromeda oraz inne słuchawki
W brzmieniu Solarisów znajdzie się podobieństwa – np. rozdzielczość dołu rodem z Atlasów lub techniczność średnicy z modelu Andromeda. Ogólnie jednak bliżej im do Andromed niż do Atlasów, ale różnice są na tyle duże, że nie można mówić o bezpośredniej kontynuacji sygnatury Andromed.

Atlasy generują znacznie więcej dołu, który nie jest tak dynamiczny – jest bardziej masywny i ciężki, dłużej „zostaje” w muzyce oraz wolniej wygasa. Bas Atlasów jest napompowany, podkreślony i podkoloryzowany. Solaris mają bardziej techniczny przekaz dołu, który jest lepiej kontrolowany, szybszy i nastawiony na rozdzielczość, a nie efektowność. Atlas potrafią przytłoczyć ilością dołu, który jest imponujący, z kolei Solaris serwują dół w bardziej naturalnych dawkach i skupiają się raczej na całościowym przekazie. Atlasy grają moim zdaniem na planie litery „U”, podkreślając skraje pasma. W Solarisach więcej do powiedzenia ma średnica, a góra względem Atlasów również wydaje się być podkreślona w niższym zakresie. To porównanie efektowności (Atlas) z analitycznością (Solaris).

W konfrontacji Solaris vs Andromeda słychać więcej podobieństw. Średnica w obu modelach jest podobnie bliska i zarysowana, a bas wydaje się reprezentować wspólną, raczej koherentną i kontrolowaną filozofię. Szybko jednak okazuje się, że hybrydy wygrywają – bas Solarisów jest pełniejszy, uzupełnia subbas, lepiej eksponuje instrumenty i różnicuje ich brzmienie. Andromeda brzmią w basie twardo i płytko, a w bezpośrednim zestawieniu są wręcz wybrakowane w niskich rejestrach. Bardziej podoba mi się jednak średnica modelu Andromeda, która jest bliższa równowagi i nie ma takiego akcentu w wyższym zakresie. Solaris są bardziej agresywne, a ich wyższe tony średnie zabarwiają inne instrumenty. Andromedy brzmią czyściej i bardziej precyzyjnie na przełomie wyższej średnicy i sopranu, są prostsze w odbiorze.

Campfire Audio Polaris, czyli również słuchawki hybrydowe, ustępują bohaterom niniejszego te(k)stu pod każdym względem. Pomiędzy basem a górą pasma wydają się mieć wręcz dziurę, która objawia się jedynie podczas porównań z Solarisami. FiiO FH5 nie mają jeszcze tak wysokiej rozdzielczości; również lubią subbas, ale nie są jeszcze tak szybkie w basie. Hybrydowe słuchawki FiiO lekko oddalają średnicę i podkreślają wyższe zakresy góry, są mniej agresywne, ale jeszcze nie tak bezpośrednie i szczegółowe. Oferują bardziej muzykalny przekaz, ale jeszcze nie mają tak wysokiej rozdzielczości ani tak dużej sceny. FiiO FA7 ze standardowym kablem są od Solarisów dużo, ale to dużo gładsze, cieplejsze i łagodniejsze. Mają też więcej basu (głównie średniego), faworyzują niższą średnicę i uspokajają pozostałe pasma. Scena FA7 jest bardziej skondensowana, zagęszczona, a charakter muzykalny, a nie techniczny. Po zmianie kabla FA7 stają się bardziej klarowne i bezpośrednie, ale nadal pozostają gładkie i muzykalne, znacznie spokojniejsze. Oriveti New Primacy, również hybrydowe, brzmią płycej w basie i bardziej punktowo, generują średnicę bardziej płasko i skupiają się na wyższych zakresach sopranu. Rozdzielczość to jeszcze nie to – dźwięk nie jest tak bezpośredni, a pierwszy plan jest bardziej zdystansowany. Solaris są bardziej kompletne, mimo że Oriveti New Primacy również w udany sposób integrują przetwornik dynamiczny z armaturowymi.

Campfire Audio Solaris i sprzęt
Dawno nie trafiłem na tak wybiórcze słuchawki, które niby „grają ze wszystkiego” za sprawą niskiej impedancji i dość wysokiej skuteczności, ale w praktyce nie zgrały się z… praktycznie całą platformą testową. Solaris są też bardzo wymagające pod względem czystości sygnału. Są trochę mniej wrażliwe na szum od Andromed, ale za to lubią wyciągać zakłócenia. Nie pasowało im strumieniowanie Wi-Fi w odtwarzaczach muzyki, nie lubiły się ze stacjonarnymi DAC/AMP-ami, mimo komputera z zasilaczem wysokiej klasy, podłączonego do dobrego UPS-a – praktycznie zawsze było słychać lekkie bzyczenie.

FiiO Q5 z modułem AM3B, czyli płasko i technicznie grające źródło, zupełnie nie zgrało się z opisywanymi słuchawkami – stały się jeszcze ostrzejsze w wyższej średnicy, mocno męczące, zbyt twarde i konturowe. To samo zadziało się z Leckertonem UHA-760, który zawsze stanowił neutralne, wręcz transparentne źródło – Solaris brzmiały z nim nieprzyjemnie w wyższej średnicy. FiiO M9 wyraźnie szumiał, czym przeszkadzał – nieźle wypełnił midbas i niższe średnie, ale nie uratował wyższych zakresów, nawet po użyciu filtrów typu Slow. Astell&Kern AK70 MKII był również dla Solarisów zbyt „gorący” w wyższej średnicy. Pomagało włączenie PRO-EQ, które wygładza górę i wyższe średnie, ale do perfekcji jeszcze trochę brakowało.

Najlepiej zgrał się iBasso DX200 (wzmacniacz AMP1), który nieźle uzupełnił średni bas i pozwolił rozwinąć skrzydła subbasowi, złagodził wyższe tony średnie oraz górę, ale jeszcze ich nie zgasił. Nie było problemów ze sceną i holografią, a także czystością sygnału – szum był minimalny i nie psuł humoru. Solaris pozostały techniczne, bardzo bezpośrednie, nadal brzmiały „domózgowo”, ale z DX200 były najprzyjemniejsze w odbiorze, wyprostowane w swojej falującej sygnaturze. Nie było to jednak jeszcze połączenie perfekcyjne – chętnie złagodziłbym słuchawki jeszcze bardziej. Szkoda, że nie mogłem sprawdzić Solarisów z Shanlingiem M5S, bo czuję, że mógłby to być strzał w dziesiątkę pod względem synergii i czystości sygnału.

Campfire Audio Solaris i okablowanie
Wymiana kabla w słuchawkach z tak wysokiej półki zakrawa o szaleństwo, ale to może dobry sposób na wyciągnięcie ze słuchawek maksimum możliwości. Okazało się, że Oriveti Affinity wyraźnie wygładza wyższy środek, uspokaja i umuzykalnia słuchawki. Nie jest to zaskoczeniem, bo kabel Oriveti nie wyostrza dźwięku tak mocno, jak zazwyczaj posrebrzane plecionki, co jest efektem zastosowania zarówno czystej miedzi oraz miedzi posrebrzonej. Niestety ucierpiał na tym subbas, który z Affinity się spłycił. Standardowy kabel Super Litz pozwalał Solarisom na wygenerowanie głębszego dołu, co jest być może efektem zróżnicowania przekroju drucików w wiązce. Mimo tego i tak lepiej słuchało mi się Solarisów z Affinity niż z Super Litzem.

Sięgnąłem także po okablowanie z innych słuchawek Campfire Audio. Nie wróżyłem sukcesu kablowi Pure Silver Litz z modelu Atlas, który wykonano z czystego srebra. Efekt był ciekawy – słuchawki oddaliły się w średnicy na rzecz mocniejszych skrajów pasma, zabrzmiały bardziej w kształcie litery „U”, z większym dystansem do średnicy, ale w tej konfiguracji zgrywały się też tylko z DX200 i to trochę gorzej od kabla Super Litz. Natomiast Litz Cable z modelu Andromeda nie przyniósł żadnych korzystnych zmian – tonalność była podobna, ale subbas się uszczuplił.

Podsumowanie

Solaris to słuchawki wyjątkowe. Wykonanie i wzornictwo są absolutnie topowe – nowość prezentuje się jeszcze bardziej zjawiskowo od poprzedników. Brzmienie Solarisów jest niesamowite – to popis rozdzielczości, szczegółowości, dynamiki oraz holografii. Słuchawki brzmią niezwykle bezpośrednio, wręcz eliminują dystans do muzyki. To krok naprzód względem Atlasów i Andromed, z którymi Solaris współdzielą niektóre aspekty, ale ostatecznie tworzą coś nowego, bardziej kompletnego.

Niestety nie obyło się bez wad. Moim zdaniem Solaris powinny mieć pełniejszy midbas i wyraźnie łagodniejszy wyższy środek, a przydałaby się też wyższa scena dźwiękowa. Moim zdaniem lekko przesadzono ze strojeniem – słuchawki są trochę za ostre, za szybkie i za bardzo agresywne, a do tego faworyzują szerokość i głębię sceny dźwiękowej. Ergonomia jest niestety niska – słuchawki są za duże, mocno odstają od uszu i uciskają kanały słuchowe. Konieczna jest też odpowiednia synergia oraz dobranie nakładek, co nie będzie łatwe – w moim przypadku ograniczyło się to do… jednego odtwarzacza i jednego rodzaju tipsów.

W efekcie mimo że uważam Solaris za słuchawki lepsze od modeli Atlas i Andromeda, to nie mogę przyznać im rekomendacji. Andromeda lub Atlas oferują jednak znacznie lepszą ergonomię i mniej kompromisów, a przy tym oba modele są też tańsze. Campfire Audio Andromeda nadal pozostają najbardziej opłacalnym wyborem z tej trójki słuchawek. I tak polecam zapoznać się z Solarisami, ponieważ można się w nich zakochać, a tym samym wybaczyć im wady lub wręcz je docenić – techniczność i agresywność mogą okazać się zaletami.

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ wzorowe wykonanie
+ nietuzinkowe wzornictwo
+ wysokiej jakości kabel dodawany do zestawu
+ podatność na synergię (może być wadą)
+ niezwykle bezpośrednie brzmienie w wyjątkowo wysokiej rozdzielczości, topowa dynamika, multum detali, duża i holograficzna scena dźwiękowa

Wady:
– zbyt mocna wyższa średnica, uszczuplony średni bas i niska scena dźwiękowa
– synergiczna wybiórczość i wrażliwość na czystość sygnału
– problematyczna ergonomia
– brak kabla zbalansowanego w zestawie

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
mp3store

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here