Dekoni Audio to chyba najbardziej znana firma oferująca zamienniki nauszników do słuchawek z trochę wyższej półki. Wysoka jakość wykonania oraz duży asortyment, połączony z dość przystępną ceną przyniósł im niewątpliwy sukces, ale z czasem postanowili wydać pod swoim szyldem również i same słuchawki. Zamiast jednak projektować je od podstaw, co wiąże się z dużymi wydatkami, sięgnięto po gotowe rozwiązanie, z którego skorzystało wielu innych producentów – wypuścili swoją wersję półotwartych Fostexów T50RP Mk3 z przetwornikami planarnymi, stanowiących główne źródło zarówno komercyjnych, jak i indywidualnych modyfikacji. Zlecili japońskiemu producentowi wprowadzenie stosownych zmian w strojeniu, dodali swoje pady i tak oto powstały Dekoni Audio Blue. Czy wycenione na 899 złotych zmodyfikowane monitory Fostexa wnoszą coś w stosunku do wersji oryginalnej? Dzięki uprzejmości firmy Audioheaven mieliśmy okazję się przekonać.

Wyposażenie


Dekoni Blue otrzymujemy w, jakżeby inaczej, niebieskim kartoniku o niezbyt imponującym rozmiarze. Na froncie umieszczono loga Fostexa oraz Dekoni, a także nazwę modelu, ładnie wkomponowaną w grafikę widma dźwięku. Z tyłu znajdziemy specyfikację oraz grafikę prezentującą połowę słuchawek, natomiast na prawym boku ogólne informacje o słuchawkach i wyposażeniu.

REKLAMA
fibae

Po otworzeniu opakowania ujrzeć można kartkę z instrukcją oraz wsunięte w folię bąbelkową słuchawki wraz z akcesoriami, w skład których wchodzą:

  • wymienny przewód o długości 2 m,
  • przejściówka z dużego jacka 6,3 mm na mini-jacka 3,5 mm,
  • para symetrycznych nauszników welurowych,
  • para pochylonych padów hybrydowych.

O ile samo wyposażenie jest naprawdę dobrej jakości, a dwie pary padów zawsze są mile widziane (szczególnie tak dobrze wykonanych), to dziwi brak jakiegokolwiek zabezpieczenia słuchawek przed uszkodzeniem, jakiejś pianki ochronnej czy chociażby plastikowego blistra. Oczywiście są to w gruncie rzeczy monitorowe Fostexy, które mają być odporne na mocne traktowanie przez lata w studiach nagraniowych, ale w tej cenie chyba można już oczekiwać ukłonu w stronę klienta. Jak widać, postanowiono jednak zachować oryginalne pakowanie T50RP, tylko z innym malowaniem.

Wykonanie


Jako że Dekoni Blue nie są bardzo głęboką modyfikacją T50RP Mk3, w stylu choćby ZMF Ori, gdzie wiele elementów jest zastępowanych przez rozwiązania autorskie, to od klasycznych Fostexów niewiele je różni.

Mamy więc standardowe muszle, które przebarwiono z koloru czarnego na niebieski, a także zmieniono na nich elementy ozdobne: zamiast loga T50RP jest grafika fali dźwięku, a napis Fostex RP Technology został zamieniony na Dekoni Audio Blue. Natomiast cała bryła, łącznie z mocowaniem pałąka, otworami wentylacyjnymi, gniazdem na przewód słuchawkowy czy literowymi oznaczeniami stron, jest dokładnie taka sama jak w pierwowzorze. Jest to zatem konstrukcja pamiętająca rok 2002, a już w chwili premiery nie była nadzwyczaj urodziwa. Ale i taka wcale być nie miała, gdyż były to słuchawki przeznaczone do pracy, podobnie jak inne już legendarne i niezbyt piękne monitory pokroju Beyerdynamików DT150 czy AKG K240. Czy bezpośrednie przeniesienie ich na rynek konsumencki ma sens? Nie mi oceniać, ale trzeba przyznać, że coś w sobie mają i, mimo braku elegancji, wyraźnie odróżniają się od innych domowych słuchawek, a wśród moich gości wzbudzały większe zainteresowanie niż wiszące obok nich Fostexy TH610…

Podobna analogia występuje na pałąku – na jego górze zmieniono napis Fostex na Dekoni, ale już na mocowaniach pozostawiono logo Fostexa. Od wewnętrznej strony oczywiście podmieniono nazwę modelu, a dodatkowo w Blue na lewym mocowaniu pałąka dodano numer seryjny. Przemalowano także widełki ze stalowego na czarny, a na kablach łączących muszle zastąpiono pomarańczowy oplot czarnym. Nie wiem czy dotyczy to akurat opisywanego egzemplarza, ale delikatnie zmieniona została także krzywizna pałąka w porównaniu z moimi T50RP Mk3, przez co Dekoni trochę wygodniej układają się na głowie, gdyż nacisk na czubek głowy jest mniej punktowy, co przy dłuższych sesjach potrafi o sobie znać, mimo gąbki obszytej skórą, amortyzujących ciężar słuchawek (315 gramów).

Niestety, taki brak zmian przekłada się również na to, że słuchawki nie dają wrażenia posiadania czegoś z trochę wyższej półki, głównie przez to, że mocowanie widełek wyraźnie klekocze przy poruszaniu. Oczywiście można się tego spodziewać po ruchomych elementach, zwłaszcza gdy widełki dobijają do muszli, jednak trzeba się do tego przyzwyczajać.

O ile stockowe Fostexy w zestawie posiadają dwa przewody: studyjny o długości trzech metrów, zakończony dużym jackiem, oraz przenośny o długości 1,2 metra, zakończony małym jackiem, tak Dekoni mają w zestawie jeden, za pomocą którego spróbowano połączyć oba światy. Mamy więc dwumetrowca z łączem 6,3 mm oraz metalową, 5-centymetrową przejściówkę na jacka 3,5 mm. Poza przejściówką jest to więc po prostu skrócony kabel od T50RP: dość gruby, w czarnej i gładkiej izolacji, z blokadą przy wtyku przyłączeniowym do słuchawek, uniemożliwiającą jego przypadkowe wyrwanie (chyba że postaramy się naprawdę mocno…). Charakterem pasuje on do reszty konstrukcji i sprawia wrażenie, że może służyć latami, choć znów czuć w nim kabel roboczy, a nie do salonu. Nie ma on jednak tendencji do przenoszenia efektu mikrofonowania, więc nawet gdy będzie się ocierać o ubranie, dywan czy biurko, nie uraczy nas niepotrzebnymi dźwiękami.

Obie pary nauszników z zestawu wykorzystują welur: Elite Velour mają konstrukcję symetryczną i w całości są pokryte materiałem, natomiast Angled Elite Hybrid są asymetryczne (z tyłu są grubsze niż z przodu), część zewnętrzna jest paskiem litej skóry, wewnętrzna to skóra perforowana, mająca poprawić wentylację, a welur znajduje się na części stykającej się z głową.

Ta różnica w budowie nie pozostała bez wpływu na brzmienie. Pełne welury dają dźwięk jaśniejszy, bardziej rozłożysty scenicznie, a jednocześnie nieco rozmyty pomiędzy planami, podczas gdy hybrydy docieplają przekaz, skupiają wokół słuchacza i podkreślają skraje pasma. Dobrze więc, że możliwość wyboru jest już od razu po wyjęciu słuchawek z pudełka i że zrezygnowano z oryginalnych padów Fostexa, które są cienkie, twarde i po prostu niewygodne.

Po przymierzeniu padów z zestawu, łatwo stwierdzić dlaczego Dekoni zasłynęło swoimi nausznikami. Jest niezwykle komfortowo, gruba gąbka z efektem pamięci przykryta materiałem miło otula ucho, nawet gdy to ostatnie jest na tyle duże, że nie mieści się całe w środku. Z kolei spora grubość gąbki nie pozwala na dotknięcie przez skórę warstwy zakrywającej przetworniki. Dodatkowo warto wspomnieć, iż welurowe pady są wygodniejsze dla osób o większych uszach, gdyż mimo takiej samej wewnętrznej średnicy, welur przyjemniej układa się niż skóra, która przy dłuższych odsłuchach może zacząć uwierać.

Izolacja nie należy do najlepszych, zwłaszcza na pełnych welurach, ale ze względu na fakt obcowania z konstrukcją półotwartą, nie należało się spodziewać niczego innego. W związku z tym, należy mieć świadomość, że nie są to słuchawki do użytkowania w głośnych środowiskach ani tym bardziej na zewnątrz. Odosobnione stanowisko pracy czy spokojne domowe biurko, to ich naturalne środowisko.

Brzmienie


Źródła wykorzystane podczas testów:

  • DAC: Focusrite Scarlett 6i6 2gen, xDuoo XD05 Plus,
  • wzmacniacz: S.M.S.L. SAP-9, xDuoo TA-20,
  • DAP: iBasso DX150 (AMP7), Shozy Alien+.

Bas na Dekoni Audio Blue nie należy do mocno podbitych, ale jest wyraźnie wyczuwalny, szczególnie w jego środkowej części. I choć poniżej 30 Hz następuje bardzo gwałtowny spadek, niemal wycinający najniższe dźwięki, to ciekawie to zrekompensowano małym podbiciem 10 Hz wyżej. Dzięki temu ciągle mamy mocne wibracje na dole, bez ich rozmywania i utraty szybkości. Jednak ogólny charakter tej części pasma jest ciepły, masywny oraz długo wybrzmiewający, co daje poczucie gładkości i słodyczy w dźwięku, z dużą ilością przysłowiowego mięsa, ale bez wrażenia ogromnej siły, punktowo wybijającej rytm, jakiego można by się spodziewać przy takim strojeniu. To jednak dość często spotykane zjawisko w tańszych słuchawkach z przetwornikiem planarnym, dodatkowo wzmacniane przez dołączane pady z dużą wentylacją. Ich zmiana na oryginalne nausznice Fostexa, mimo że niezbyt wygodne, sprawia iż poprawia się uszczelnienie i skraca dystans pomiędzy uchem, a przetwornikiem, co skutkuje dodatkowym zwarciem dołu oraz jego lekkim przesunięciu ku niższym częstotliwościom. To pokazuje jak ważny jest odpowiedni dobór nauszników oraz jak bardzo podatne na nie są testowane słuchawki.

Na padach hybrydowych nie do końca odpowiada mi trochę za duża ilość wysokiego basu, który przelewa się na średnicę, lekko zaciemniając brzmienie muzyki. Na nich ogólnie jest więcej niskich tonów niż na pełnych welurach oraz są one nieco bardziej punktowe, więc można wybrać w którą drogę wolimy pójść, a ewentualne nadwyżki lub braki skorygować źródłem.

Tony średnie są ciepłe i mimo że zostały zestrojone w kształt litery U, ze wzmocnieniem dołu oraz góry, posiadają przy tym dużą gładkość i swobodę. Zdecydowanie Dekoni uciekł tu spod skrzydeł monitoringu Fostexów w stronę grania barwnego, nawet nie do końca naturalnego. Dźwięki są zatem pogrubione, obłe, ale i wyraziste, nawet gdy rozmyją je nieco hybrydowe nauszniki w niskich partiach średnicy. Nadaje to muzyce intymnego i nieco magicznego posmaku, który zaskakująco dobrze potrafi podkreślić klimat muzyki, właśnie ze względu na jej podkolorowanie – przy tej wesołej mamy ochotę się pobujać, a przy ciężkiej pojawia się niepokój. I choć można na Blue słuchać dubstepu czy trash metalu, to nie wydusimy z tych gatunków odpowiedniego zasobu emocji – będą po prostu za grzeczne, a swoją prawdziwą siłę słuchawki pokazują na gatunkach spokojniejszych, gdzie słodycz brzmienia wkomponuje się w łagodne przejścia pomiędzy dźwiękami. Folk, poezja śpiewana, chillout, psychedelic trance, blues, progresywny rock – tu Dekoni pokazują do czego zostały stworzone. Ze względu na bardzo namacalne instrumenty, długo wybrzmiewające w powietrzu, odsłuchy takich gatunków nadspodziewanie często pozwoliły mi niejako odkrywać niektóre utwory na nowo. Nie zyskiwały one więcej szczegółów, czasami wręcz przeciwnie, ale wspomniana słodycz dawała wrażenie wsiąkania w muzykę, jej namacalności. Nieco bałem się, czy instrumenty dęte nie będą zbytnio dociążone w dolnych partiach, ale lekkie podbicie wyższej średnicy dodaje im odpowiednią dawkę iskry, by zachowały one swoją żywiołowość i dynamikę, mimo że ciągle są cieplejsze niż w naturze.

Wokale są wypchnięte do przodu, wyraźnie występując przed podkład muzyczny. Nie są przy tym nadzwyczaj bliskie czy klaustrofobiczne. Mają dużą dawkę intymności, jednak ze względu na trochę jaśniejsze soprany, nie ma wrażenia śpiewania do ucha, co czasami jest zaskakujące, gdyż przy takim strojeniu aż korci by głosy pojawiały się przy samej głowie. Dostajemy za to ich dużą czystość i może ciągle nie naturalność, bo podobnie jak reszta średnicy, są one podkolorowane, ale jednak dobrze wpisuje się to w ogólne strojenie słuchawek i pozostaje na tyle blisko naturalnej barwy, że przy zmianie słuchawek nie mamy wrażenia jakiegoś dysonansu. Głosy czarują, są emocjonalne, ale nie przesadzają, przy okazji pokazując dużą tolerancję na słabszą jakość wokali oraz chronią użytkownika przed sybilantami.

Tony wysokie zaczynają się mocniej, dynamizując brzmienie i dodając mu szczypty blasku. To bardzo słuszne strojenie, które łamie słodkość niższych tonów, a tym samym Blue uciekają od grania mdłego. Choć nad całością i tak dominują niższe pasma, to wysokie dźwięki są zwarte i najbardziej naturalne wśród pozostałych składowych. Są one nienachalne, ale obecne i dynamiczne, a ich wyraźny spadek następuje dopiero powyżej 15 kHz, czyli obejmują praktycznie cały przedział w jakim operują instrumenty. Mimo początkowego lekkiego podbicia, dość szybko się wyrównują i nie próbują atakować ostrością. Ponownie zapewnia to ochronę przed słabszymi nagraniami, a przy tym nie pozbawia nas informacji o nawet delikatnych zmianach, jakie pojawiają się w tym zakresie.

Scena budowana przez Dekoni Audio Blue jest mocno zależna od nauszników: welurowe ją powiększają, podczas gdy hybrydowe kreują dalsze plany w bardziej wyczuwalny sposób. Wspólnym wyznacznikiem jest bliski pierwszy plan oraz duże źródła pozorne, oparte na dobrej stereofonii. W pewien sposób Dekoni grają w sposób kinowy, efektownie, dużo efektów rzucając przed słuchacza i dodając smaczki dalej od głowy. Głębia może nie należy do największych, ale jest wyczuwalna, rysowana bardziej do przodu oraz w pionie niż do tyłu, co pozwala na dość precyzyjne umieszczenie instrumentów w przestrzeni. Całościowo daje to dość intymny i angażujący przekaz, przyprawiony nutą łagodności, ale daleki od klaustrofobii.

Szczegółowość z jednej strony jest dobra, choć nie rewelacyjna (w końcu słuchawki mają monitorowy rodowód), jednak ze względu słodkie i długo wybrzmiewające strojenie, część detali chowa się pod ciepłym kocykiem muzyki, więc trzeba po nie sięgać, wsłuchując się bardziej analitycznie. Taki miks dwóch światów, z dominacją ciepła, sprawia, że nie należy myśleć o Blue jako o słuchawkach do krytycznych odsłuchów – tu ma być muzykalnie i przyjemnie, a szczegóły schodzą na dalszy plan.

Pod względem doboru źródła pierwszym krokiem powinno być wybranie zestawu o dużej mocy. Mimo iż Dekoni w zestawie daje przejściówkę na mini-jacka, to traktujmy ją jako akcesorium na wszelki wypadek, a nie wskazówkę, by odsłuchiwać Blue na przenośnym odtwarzaczu czy telefonie. Co prawda po podpięciu słuchawek do Shozy Aliena+ i ustawieniu na nim maksymalnego wzmocnienia brzmienie było nadspodziewanie kompletne, dobrze korespondujące ze strojeniem słuchawek i dynamiczne, jednak momentami pojawiała się w górnych rejestrach pewna nerwowość, świadcząca o nie do końca poprawnym wysterowaniu. Na iBasso DX150 ze wzmacniaczem AMP7 prócz tego doszło lekkie rozmycie detali, gdyż układ nie mógł sprostać przetwornikom – tu byłby potrzebny już AMP8, dedykowany wymagającym konstrukcjom. Jest on jednak zaopatrzony tylko w wyjście zbalansowane 4,4mm, więc wymagałby modyfikowania “Niebieskich”.

Wśród sprzętów nabiurkowych też nie od razu możemy znaleźć coś, co poda odpowiednią porcję prądu. S.M.S.L. SAP-9 ewidentnie sobie z nimi nie radzi, tracąc kontrolę nad dźwiękiem. Zapewne lepiej by było po balansie, ale do niego Dekoni nie są przystosowane. Z xDuoo TA05 Plus działającym w trybie DAC/AMP udało się już uzyskać całkiem wysoką wydajność. Dźwiękowo było to niejako rozwinięcie brzmienia z Aliena+, z rzadka przy sopranach wyrywając się za bardzo do przodu i trochę ograniczając scenę, ale dobrze operując na basie, nie rozwlekając go po innych częstotliwościach oraz utrzymując dobrą dynamikę. Dopiero jednak na hybrydowym wzmacniaczu xDuoo TA-20 ze sporym zapasem mocy dało się odczuć pełnię możliwości testowanych słuchawek. Większa swoboda, powiększona scena i opanowana nerwowość na wyższych rejestrach sprawiły, że stały się one bardziej kompletne.

Gdy już opanujemy przetworniki, czas na dobór charakteru źródła. Ze względu na strojenie Dekoni Blue, warto dobrać im coś z bardziej żywiołowym dźwiękiem, szczegółowego oraz z dobrą kontrolą dołu, by ten nie wydostał się spod kontroli w okolicach tonów średnich. Góry raczej nie trzeba im doświetlać, to przecież nie słuchawki do relaksu. Pod tym względem bardzo dobrze sprawdził się Focusrite Scarlett 6i6 2gen, oferujący brzmienie zrównoważone i precyzyjne, ale nie suche, nie skąpiące dynamiką oraz bogate scenicznie. Skorzystanie z XD05 Plus jako urządzenia DAC dało dźwięk bardziej intymny, ale też trochę zbyt nasycony na potrzeby “Niebieskich”, delikatnie dusząc je na dole, co skutkowało dodatkowym przyciemnieniem dźwięku.

Spoglądając na konkurencję, oczywiście najpierw należy sięgnąć po oryginalne Fostexy T50RP Mk3. Choć można spotkać się z opiniami, że jedyna różnice między nimi, a Blue to kolorystyka oraz nauszniki, to teza niezwykle daleka od prawdy. Na tym samym kablu, padach oraz źródle, Fostexy są zdecydowanie jaśniejsze, bardziej agresywne, trafiające w punkt i o węższej scenie. Dekoni to niemal przeciwna strona brzmienia i potwierdzenie, że T50RP Mk3 stanowią idealną bazę do modyfikacji.

Podobnie wypadają Audio-Technica ATH-M50X, nie bez powodu należące do linii słuchawek monitorowych japońskiego producenta. Nie jest na nich tak jasno i bezpośrednio jak na Fostexach, ale przejście na “Niebieskie” i z powrotem za każdym razem wymaga dłuższej chwili na przestawienie ucha na daną prezentację dźwięku. Brakuje im również tej płynności brzmienia, całość wydaje się bardziej nerwowa.

Trochę bliżej Blue leżą Audioquest NightOwl Carbon, które aktualnie staniały do niespełna 1400 złotych, jednak to ciągle pół tysiąca ponad cenę Dekoni. Czy warto dopłacać, skoro coś je łączy? Cóż, to zależy od tego, czy akceptujemy pogłosy, z których słyną słuchawki Audioquesta. Powiększają one scenę, ale też dodają do muzyki pewną nienaturalność. Poza nimi, mamy również ciepłe brzmienie o bogatym basie, bardziej wycofaną średnicę, trochę wygaszoną górę, więcej dynamiki i detalu oraz niemal idealny komfort przy długich odsłuchach.

Gdy ktoś pomyśli o ciepłych słuchawkach z mocnym dołem i rodowodem monitorowym, pewnie często przed oczyma pojawią się Beyerdynamic DT150. To odniesienie może być jednak zgubne, gdyż mimo tych podobieństw całościowo obie pary celują w inną muzykę – Blue, to spokój, magia i relaks, podczas gdy DT150 to brzmienie bardziej dynamiczne, lubiące muzykę agresywną, z większą nutą szaleństwa.

Wśród względnie niedrogich słuchawek z przetwornikiem planarnym, najpopularniejsze chyba pozostają HiFiMAN HE-400i. One z kolei oferują brzmienie zrównoważone, choć również nastawione bardziej na muzykalność niż krytyczne odsłuchy. HE-400i są szybkie, dość bezpośrednie, trochę bardziej przypominają specyfikę słuchawek z przetwornikiem dynamicznym niż Dekoni. Zupełnie inaczej kreują też scenę, nieco skąpiąc jej na szerokość, ale za to oferują wyraźną głębię.

Podsumowanie


Dekoni Audio Blue to ciekawe, ale specyficzne słuchawki. Ze względu na swoje strojenie, nieco zamykają się na agresywne gatunki muzyczne, w zamian czarując w spokojnych brzmieniach. Nie są po prostu kopią Fostexów T50RP Mk3 z lepszymi padami, mimo bycia ich bliźniaczą konstrukcją – tu zapominamy o krytycznych odsłuchach i mikrodetalach. Gdy chcemy po prostu zanurzyć się w muzyce, otulić nią jak ciepłym kocykiem (bo przecież ciepła im nie brakuje), można słuchać ich godzinami. W tej ostatniej czynności natomiast pomagają bardzo wygodne nauszniki, jakie znajdziemy w zestawie. Blue, ze względu na swój rodowód, pozostają przy tym świetną bazą do modyfikacji. Gdy policzymy, ile należy wydać na same nauszniki Dekoni, nagle Blue okazują się bardziej opłacalne niż same Fostexy, mimo że od oryginału kosztują więcej.

Zalety:
+ ciepłe, muzykalne i angażujące brzmienie,
+ czarujące wokale,
+ gładkie soprany o dużej dynamice,
+ nie męczą podczas długich odsłuchów,
+ źródła pozorne sprawiają wrażenie wielkich, co dodaje odsłuchom nieco kinowych wrażeń,
+ bardzo wygodne nauszniki w zestawie, zarówno welurowe, jak i hybrydowe,
+ zaskakująco opłacalne po uwzględnieniu ceny padów.

Wady:
– za dużo wysokiego basu na hybrydowych nausznikach, co przyciemnia muzykę,
– obłe i długo wybrzmiewające dźwięki ograniczają uniwersalność,
– słodycz brzmienia odbiera część detali,
– wymagające prądowo by zagrały pełnią możliwości,
– mocno przeciętny oryginalny przewód,
– mało nowoczesne wzornictwo.

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
fiio

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here