FiiO EH11 to niepozorne słuchawki Bluetooth o retro sznycie. Charakteryzują się one konstrukcją nauszną oraz półotwartą i bazują na 40-milimetrowych przetwornikach dynamicznych. Nowość intryguje wsparciem dla kodeka LDAC, rozbudowanym korektorem dźwięku oraz nawet 30-godzinnym czasem pracy.
FiiO zaprezentowało niedawno dwa, budżetowe modele słuchawek Bluetooth, czyli EH11 i EH13. „Trzynastki” już przetestowałem i doceniłem nie tylko ich wdzięki, ale także ergonomię oraz brzmienie – rozrywkowe i ciepłe, ale na satysfakcjonującym poziomie technicznym. Wprawdzie ich ANC nie zachwyca, a i rozplanowanie przycisków pozostawia wiele do życzenia, ale w zamian za niecałe 270 zł otrzymujemy naprawdę sensowne słuchawki mobilne. Uważam, że rozstawiają one po kątach niżej pozycjonowane modele JBL-a i mogą śmiało stawać w szranki także z popularnymi Soundcore’ami.
Do testu EH11 podszedłem więc z optymizmem. Jednak im bardziej zagłębiałem się w materiały marketingowe, tym mocniej wątpiłem w „jedenastki”. Wzornictwo w stylu retro może nie wszystkim przypaść do gustu, a i półotwarta konstrukcja nauszna ma niewielu entuzjastów, o czym świadczy skromna dostępność tego typu słuchawek. Z kolei wsparcie dla kodeka LDAC oraz parametryczny korektor dźwięku wydały mi się przerostem formy nad treścią. Stosunkowo niewielka różnica w cenie względem EH13 (ok. 70 zł) także przemawiała na niekorzyść niżej pozycjonowanego modelu.
Postanowiłem jednak nie oceniać książki po okładce i sprawdzić, co potrafią EH11. Cieszę się, że ich nie przekreśliłem, bo nowość ma szereg wyjątkowych cech. Musimy jednak zaakceptować pewne wady wynikające z takiej, a nie innej konstrukcji.
Wyposażenie
Zestaw zawiera:
- kabel USB-A > USB-C (długość ok. 35 cm);
- zapasowe nauszniki;
- instrukcję obsługi.

Wyposażenie jest skromne, ale od słuchawek za niespełna 200 zł nie można oczekiwać pokrowca czy tym bardziej futerału, zresztą brakuje ich także w droższych EH13. Miłym dodatkiem są natomiast zapasowe nauszniki, czyli gąbkowe nakładki. Warto jednak zauważyć, że w przeciwieństwie do tych założonych fabrycznie są one czarne.
Konstrukcja i jakość wykonania
Zazwyczaj nie przepadam za wzornictwem mającym wywołać reakcję sentymentalną, a nie szaleję za transparentnymi tworzywami sztucznymi, szczególnie zestawionymi z drewnem. FiiO EH11 jakimś sposobem mnie przekonały, bo słuchawki są zadeklarowane w tym retro-futuryzmie – producent czerpał całymi garściami z lat 80-tych, a do tego poszedł na całość z przezroczystością. Wzornictwo jest więc odważne, co rzadko zdarza się w segmencie konsumenckim, zdominowanym produktami bezpiecznymi – minimalistycznymi, uniwersalnymi i… nudnymi. Tego o EH11 nie można powiedzieć.

Obudowy słuchawek mają asymetryczny kształt, a większą ich część stanowią komory przetworników, w całości pokryte gąbkowymi nausznikami. Trudno powiedzieć, co bardziej przyciąga wzrok – na zmianę podziwiałem wnętrze słuchawek oraz drewniane pokrywki o widocznych słojach. Te ostatnie nie pełnią tylko funkcji ozdobnej, ponieważ są… pokrętłami. Oprócz nich znajdziemy jeszcze drobniutki przycisk, malutką diodę oraz złącze USB-C, które wylądowały na krawędzi prawej muszli. To wszystko, ponieważ EH11 nie mają wejścia 3,5 mm.
Pałąk jest również nietypowy i zarazem kontrowersyjny. Wykonano go ze sprężystego tworzywa sztucznego oraz metalowych szyn, które umożliwiają regulację rozmiaru. Nie zostały one w pełni zabudowane, a ich krańce zabezpieczono silikonowymi wstawkami, które niejako blokują pałąk przed rozregulowaniem i tym samym zabezpieczają powierzchnie od rys. Wrażenie robi także taśmowy i dość gruby kabel, który łączy przetworniki – poprowadzono go w rowku i nie zamaskowano, ponieważ FiiO EH11 nie mają pod pałąkiem jakiejkolwiek opaski czy gąbki.
Słuchawki wyglądają dość delikatnie i mają na wierzchu wiele elementów, co nie napawa optymizmem. Ramiona pałąka mają pewne luzy i delikatnie stukają podczas zakładania czy zdejmowania słuchawek, a niektóre krawędzie są ostre w dotyku. Jakość wykonania nie powala więc na kolana, a do poziomu EH13 wiele brakuje. Niemniej w trakcie kilkutygodniowych testów poza domem słuchawkom nic się nie stało – pałąk się nie rozleciał, drewniane pokrętła nie odbarwiły, a nauszniki pozostały czyste.
Ergonomia
FiiO EH11 to jedne z najwygodniejszych słuchawek nausznych, jakie miałem na głowie, co jest osiągnięciem, ponieważ zazwyczaj mocno ugniatają one małżowiny uszne. To zasługa optymalnego nacisku pałąka – słuchawki pewnie trzymają się głowy, ale jeszcze nie miażdżą małżowin usznych. Może nie wytrzymamy w nich dłużej niż 2-3 godziny, ale to wystarczająco, by dojechać do szkoły, na uczelnię czy do pracy, a i podczas dłuższej podróży nie będziemy cierpieć. Słuchawek ponadto niemal nie czuć na głowie – EH11 ważą tylko 92 gramy!

Do perfekcji jednak daleko. Wąski i twardy pałąk może wpijać się w głowę, a gąbkowe nauszniki będą grzać małżowiny uszne, co może stanowić spory problem latem. Słuchawki nie oferują też żadnej regulacji nacisku, w przeciwieństwie do kultowych Kossów Porta Pro, a przetworniki tylko nieznacznie odchylają się na boki. Wiele będzie zależało więc od kształtu uszu oraz wielkości czaszki – sam rozsuwałem muszle na około 70% skali, a mam głowę średniej wielkości. Regulacja rozmiaru jednak nie podpada mechanicznie, pracuje płynnie i stawia odpowiednio duży opór.
Użytkowanie
Rozplanowanie interfejsu jest lepsze niż w EH13. Wprawdzie do pojedynczego przycisku sięga się wygodniej palcem wskazującym niż kciukiem, ale łatwo go wyczuć, ponieważ mocno odstaje. Będziemy jednak korzystać z niego stosunkowo rzadko, bo oprócz włączania słuchawek służy do pauzowania i kontroli rozmów. Gwoździem programu są więc świetne pokrywko-pokrętła, które obracają się precyzyjnie i przy tym satysfakcjonująco klikają, więc łatwo wyczuć poszczególne stopnie. Lewe przełącza utwory, a prawe odpowiada za regulację głośności.
Słuchawki tylko minimalnie tłumią hałas, ale tego się można spodziewać po konstrukcji półotwartej. EH11 nie mają więc szans z miejskim zgiełkiem, komunikacją miejską czy nawet głośnymi rozmowami w naszym otoczeniu. Maskować hałas będzie sama muzyka, ale należy na to uważać, czyli nie przesadzać z poziomem głośności i robić przerwy. Będą ją też słyszeli wszyscy wokół, bo dźwięk mocno wycieka. W tym aspekcie EH13 mają więc pierwszeństwo – wyższy model obejmuje małżowiny uszne, tłumi zdecydowanie lepiej i ma wsparcie w postaci ANC.
Jakość rozmów jest przeciętna. Dogadamy się na co dzień, nasz głos zostanie przechwycony klarownie i zabrzmi dość bezpośrednio, ale w optymalnie cichych warunkach. W hałasie mikrofon raczej sobie nie poradzi – zgiełk zdominuje nasz głos i zirytuje rozmówców. Niemniej trudno oczekiwać perfekcyjnego odszumiania czy zaawansowanych funkcji wzmacniających głos w słuchawkach Bluetooth za niespełna 200 zł.

Szkoda, że zabrakło gniazda 3,5 mm, a przydałby się także mechanizm składania. Muszli nie można „przełamać” do wnętrza pałąka, co potrafią wielokrotnie wspominane EH13, a nie zwiniemy ich też w kłębek, jak Kossy Porta Pro. Słuchawki nie składają się także na płasko, więc transport w torbie czy plecaku jest problematyczny. Na szczęście możemy zawiesić je na szyi – pałąk jest optymalnie pojemny, a nauszniki niewielkie, więc słuchawki nie uwierają.
Czas pracy
Producent obiecuje „do 30 godzin” działania na jednym ładowaniu, a dokładnie 27 godzin w przypadku kodeka SBC oraz 16 godzin, gdy korzystamy z LDAC-a. Tradycyjnie postanowiłem sprawdzić mniej optymistyczny scenariusz, czyli z kodekiem Sony i głośnością ustawioną na komfortowym poziomie. Nie udało mi się potwierdzić deklaracji FiiO, a wykonałem ostatecznie trzy testy akumulatora – za każdym razem poddawał się on po około 12 godzinach.
Czas pracy to zatem nic specjalnego, ale mowa o małych, kompaktowych słuchawkach, których nie będziemy mieli non-stop na głowie, więc jest to do przeżycia. W hałasie można także bez problemu odpuścić sobie LDAC-a, by rzadziej sięgać po ładowarkę.
Aplikacja FiiO Control
EH11 nie rozpieszczają funkcjonalnością, więc w aplikacji FiiO Control jest jeszcze mniej opcji niż w EH13. Oprogramowanie przeszło jednak niedawno pewien lifting, więc apka wygląda lepiej i działa stabilniej. Za jego pomocą zaktualizujemy słuchawki, wybierzemy kodek Bluetooth (AAC lub LDAC) i przestroimy brzmienie na kilka sposobów.



Korektor dźwięku wymaga kilku chwil, by się w nim odnaleźć, ponieważ jest mocno rozbudowany i chaotyczny. Mamy do dyspozycji gotowe presety, trzy przeznaczone dla nas oraz funkcję Auto EQ. Ta ostatnia pozwala wybrać model słuchawek i gotową krzywą, by zapisać ustawienia w pamięci słuchawek, nadpisując jeden z profilów użytkownika.
Zaawansowani mogą sięgnąć po korektor graficzny, który jest dziesięciopasmowy (32 Hz-16 kHz), a entuzjaści docenią precyzyjny korektor parametryczny (16-20 kHz). Ten ostatni pozwala dostosować konkretną częstotliwość, co nie jest specjalnym wyzwaniem, ponieważ nie musimy wybierać jej palcem czy suwakiem, możemy wpisać ją ręcznie.
Specyfikacja
- konstrukcja: półotwarta, nauszna
- przetworniki: dynamiczne 40 mm
- interfejsy: Bluetooth 6.0 (kodeki SBC, LDAC)
- pasmo przenoszenia: 17 Hz-40 kHz
- impedancja: 16 Ω
- czułość: 110 dB
- funkcje: pasywna redukcja hałasu, multipoint, pokrętła na muszlach
- czas pracy: do 27 godzin (SBC); do 16 godzin (LDAC)
- czas ładowania: ok. 2 godziny
- masa: 92 g
Brzmienie
FiiO EH11 brzmią lepiej niż sugeruje ich cena czy konstrukcja, a strojenie jest ambitniejsze od wielu słuchawek mobilnych – niskie tony nie zalewają muzyki, średnica nie jest zamulona, a góra pasma rozbrzmiewa wyraziście. Dźwięk nie jest też mocno zmiękczony czy wygładzony, czyli nie ma bolączek typowych dla słuchawek Bluetooth. W efekcie EH11 mają klarowny charakter i są jedynie lekko ocieplone, więc bliskie równowagi.
W rezultacie korzysta się z nich z przyjemnością, bo zgrywają się one z wieloma gatunkami muzycznymi, a pozwalają także oglądać filmy czy YouTube’a, jak i słuchać podcastów. Jeśli się jednak wsłuchamy, wychwycimy pewne braki – część z nich wyeliminujemy korektorem dźwięku, inne będziemy musieli zaakceptować, bo wynikają ze specyfiki półotwartych słuchawek nausznych.
FiiO EH11 – sygnatura i scena dźwiękowa
Bas został przyjemnie zagęszczony w średnim zakresie, ma miękki i nasycony charakter, ale nie jest zlaną masą, ponieważ faktury instrumentów są różnicowane. Co więcej, słuchawki potrafią efektownie uderzyć i nawet zawibrować niskimi tonami. Uniknięto jednak spowolnienia i dudnienia – bas wybrzmiewa szybko, jest kontrolowany i podawany w łatwostrawnych ilościach. Perfekcja? Nie, ponieważ subbas ma charakter szczątkowy. Najniższe rejestry są ścięte, bas nie schodzi głęboko i nie wibruje niczym z subwoofera. Taka jest cena półotwartej konstrukcji nausznej.
Pasmo średnie ma lekko ocieplony charakter, bo niższy podzakres jest nieznacznie bliżej. Wyższy nie został jednak skasowany, dzięki czemu instrumenty czy wokale są zarysowane i bezpośrednie. Podoba mi się także, że muzyka nie sprawia wrażenia zamulonej, wygładzonej czy rozmytej – EH11 potrafią zabrzmieć ziarniście czy piaszczysto, twardo i precyzyjnie, więc starsze nagrania nie brzmią jakby zostały zremasterowane. Nie wszystkie słuchawki Bluetooth to potrafią, bo w wielu modelach brzmienie jest sztuczne, cyfrowe i sterylne.
Góra pasma rozbrzmiewa swobodnie, więc z powodzeniem doświetla muzykę – raczej nikt nie nazwie słuchawek ciemnymi czy zgaszonymi. Nie ma wrażenia dystansu do dźwięku, muzyka jest prezentowana jak na dłoni, ale uniknięto ostrości, czyli słuchawki nie syczą. FiiO EH11 nie uratują jednak gorszych realizacji – jeśli zawierają one ewidentną sybilizację, to słuchawki jej nie wytną. Wysokie tony potrafią się także „pogubić” w mocno skomplikowanych utworach, wtedy talerze perkusyjne nie rozbrzmiewają tak precyzyjnie i selektywnie, jakby się chciało.
Scena dźwiękowa nie zaskakuje. Pierwsze skrzypce gra stereofonia – instrumenty są eksponowane na lewo i prawo, więc przestrzeń ma elipsoidalny kształt. Sporo dzieje się także w głębi, ponieważ EH11 różnicują pozycjonowanie na płaszczyźnie przód-tył. Najsłabiej wypada wysokość sceny, ponieważ źródła pozorne trzymają się linii uszu, czyli scena jest spłaszczona. Nie doświadczymy też dużych i kształtnych źródeł pozornych, ale łatwo docenić fakt, że rozbrzmiewają one jakby poza głową i są mocno odseparowane, co jest zasługą półotwartej konstrukcji.
FiiO EH11 – korektor dźwięku
Powątpiewałem w zasadność implementowania tak zaawansowanego korektora dźwięku. Jestem świadomy, że dzięki DSP możemy zdziałać cuda, ale uznałem, że ograniczeniem będzie sama konstrukcja słuchawek. Okazuje się jednak, że EH11 mocno reagują na EQ i rzeczywiście można je dość swobodnie przestrajać. Wprawdzie wciąż nie oszukamy fizyki, bo nie zrobimy ze słuchawek subwoofera, ale możliwości są naprawdę spore.
Jeśli zależy nam na większym basie, chcemy mocniej dociążyć brzmienie, to możemy swobodnie podbić kilka pasm od 32 Hz w górę – dźwięk stanie się masywniejszy i bardziej efektowny. Łatwo też uspokoić sopran w trudniejszych realizacjach, ścinając lekko górne rejestry i opcjonalnie wyższą średnicę – słuchawki jeszcze się nie przyciemnią, ale talerze perkusyjne czy rożnego rodzaju skrząco-szeleszcząco-szumiące efekty dźwiękowe staną się przyjemniejsze w odbiorze.
Gorzej sprawdzają się preinstalowane presety, które jak to zwykle bywa, wydają się być losowe i niedopasowane do samych słuchawek. Jeśli zatem szukamy łatwego, ale skutecznego rozwiązania, lepiej poeksperymentować z korektorem graficznym lub wykorzystać Auto EQ, czyli wybrać gotową krzywą. Te od Harmana dawały świetne rezultaty, wypełniały bas i nieznacznie uspokajały sopran, na czym EH11 korzystały.
FiiO EH11 – porównania z FiiO EH13 i Koss Porta Pro
Zazwyczaj unikam porównywania skrajnie różnych konstrukcji, a za takie można uznać EH11 i EH13. Wyższy model to większe, wokółuszne i zamknięte słuchawki Bluetooth, które siłą rzeczy osiągają głębszy subbas, mają więcej energii w dźwięku i generują bardziej kształtną scenę. Z drugiej strony EH11 oferują brzmienie zwiewniejsze, klarowniejsze i mniej osadzone w basie, a dzięki półotwartej konstrukcji mocniej separują źródła pozorne i wyciągają je z obszaru głowy.
Dlatego trudno jednoznacznie nazwać EH13 lepszymi. Może są one bardziej praktyczne w miejskich warunkach czy w podróży, może zapewniają pełniejszy bas, ale EH11 mają swoje mocne strony – kompaktową konstrukcję, wyjątkowe wzornictwo i oryginalne, bliskie równowagi brzmienie. Zaryzykuję stwierdzenie, że melomani gustujący we współczesnym repertuarze, szukający niejako szablonowych słuchawek mobilnych docenią EH13. Natomiast entuzjaści audio czy melomani gustujący w lżejszym repertuarze wybiorą tańsze EH11.
Koss Porta Pro w wersjach Wireless to już bezpośredni konkurent, ale mocno różne brzmienie. Kultowe słuchawki zapewniają wyraźnie ciemniejsze strojenie o podbitym średnim basie oraz mocniejszej niskiej średnicy. Bardzo je cenię i podoba mi się ich charakter, ale przy nich EH11 są bliższe technicznej „poprawności”, bo zostały zestrojone klarowniej i bliżej neutralności. Werdykt to znowu kwestia gustu. Jeśli lubimy gęste brzmienie – Porta Pro będą górą. Gdy natomiast Kossy są dla nas „zamulone”, EH11 ocenimy lepiej.
Podsumowanie
FiiO EH11 mają kilka bolączek, w dużej mierze wynikających z ich konstrukcji. Słabo tłumią hałas, nie generują potężnego subbasu i nie rozpieszczają ergonomią za sprawą ascetycznego pałąka. Inne niedoskonałości można usprawiedliwić ceną – brak mechanizmu składania czy wejścia 3,5 mm to ewidentne i zrozumiałe oszczędności.
Słuchawki jest także za co chwalić. Wyglądają zaskakująco dobrze, są niezwykle lekkie i nie miażdżą małżowin usznych, co jest nie lada osiągnięciem w przypadku konstrukcji nausznej. Estetyczne pokrętła spisują się świetnie, a rozplanowanie interfejsu jest wygodniejsze niż w droższym modelu serii EH. Entuzjaści docenią także rozbudowany korektor dźwięku, wsparcie dla kodeka LDAC i dość zrównoważone, lekko ocieplone i klarowne brzmienie z (pół)otwartą sceną dźwiękową.

FiiO EH11 kosztują 199 zł. Mnie przekonały, mimo że nie jestem fanem tego typu wzornictwa i konstrukcji. Widać i słychać, że nie jest to tylko gadżet czy zabawka, że pod przykrywką „retro” znajduje się pełnoprawny produkt. Chętnie sięgałem po EH11 w trakcie testów i polecam je fanom nieszablonowego audio. Rozumiem jednak, że to dość odważne słuchawki, więc jeśli boimy się ryzyka, to FiiO EH13 są pewniejszym wyborem.
Zalety:
+ zjawiskowe wzornictwo
+ lekka konstrukcja i niska masa
+ optymalny nacisk pałąka
+ wygodna obsługa
+ świetne pokrętła
+ rozbudowany korektor dźwięku
+ obsługa kodeka LDAC
+ lekko ocieplone, bezpośrednie i klarowne brzmienie
+ szeroka scena dźwiękowa
Wady:
– spłycony subbas
– pałąk bez opaski
– brak mechanizmu składania
Sprzęt dostarczył:





![FiiO EH13 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/06/FiiO-EH13-218x150.jpg)
![FiiO QX13 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/05/FiiO-QX13-218x150.jpg)
![FiiO FT13 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/03/FiiO-FT13-218x150.jpg)
![FiiO M27 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/02/FiiO-M27-218x150.jpg)
![Sendy Audio Egret [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/01/Sendy-Audio-Egret-218x150.jpg)
Zgadzam się z recenzją prawie w całości 😉 Te słuchaweczki bardzo miło zaskakują. Nie czuje się ich na głowie zupełnie. Dźwięk – cóż, dla mnie to strzał w dziesiątkę. Kossy są dla mnie za gęste, zbyt ciemne – tutaj jest wręcz krystalicznie „czysto”. Nie odniosłem wrażenia, że subbasu jest za mało ale to może kwestia moich osobistych preferencji – zbyt dużo „dołu” potrafi mnie szybko zmęczyć. Ostatnio „założyłem” je paru niedowiarkom na głowy. Ich wyraz twarzy mówił wiele 😉
Ja je szczerze polecam.
Odnośnie subbasu – nie jest zupełnie ścięty. Chciałem po prostu zaznaczyć, że tzw. zejście jest płytsze niż zazwyczaj w słuchawkach zamkniętych, bo nie wszyscy mieli styczność ze słuchawkami nausznymi i (pół)otwartymi w stylu Porta Pro czy V-Jays. Zgadzam się w kwestii porównania z Porta Pro. Wciąż uważam, że Kossy są świetne, ale EH11 rzeczywiście brzmią klarowniej, lżej i zwiewniej. Dzięki za komentarz 🙂