Zamknięte komory, 60-milimetrowe przetworniki dynamiczne, amarantowe muszle i modularny kabel zbalansowany – tak FiiO FT13 prezentują się na papierze. Uwagę zwracają także nauszniki wykonane ze skóry jagnięcej, rzadko spotykane w słuchawkach tej klasy. Obietnice producenta są natomiast typowe: FT13 mają zapewnić głęboki bas i szeroką scenę dźwiękową.
FT13 wyłamują się z założeń obowiązującej nomenklatury FiiO. Ich oznaczenie sugeruje, że mamy do czynienia z następcą modelu FT3, czyli otwartych słuchawek z 60-milimetrowymi przetwornikami o wysokiej impedancji. Tymczasem FT13 współdzielą z nimi jedynie średnicę membran, cechują się bowiem konstrukcją zamkniętą i niewymagającymi przetwornikami. Nie lubię braku konsekwencji w nazewnictwie i wynikającego z tego bałaganu, ale szybko producentowi wybaczyłem, bo nowe FT13 zapowiadają się arcyciekawie.
Mowa o słuchawkach z drewnianymi muszlami i to nie byle jakimi, ponieważ wykonanymi z drewna amarantowego o przepięknym kolorze. Wrażenie robi także hybrydowy kabel, wykonany z miedzi OCC i posrebrzonej miedzi OFC oraz zwieńczony modularnym wtykiem z szeregiem końcówek i adapterów do wyboru. Jakby tego było mało, FT13 są dostarczane z dwiema parami nauszników, w tym jedną ze skóry jagnięcej. Imponujący zestaw cech jak na słuchawki za niecałe 1600 zł.
Hojność FiiO to jednak miecz obosieczny. W przypadku słuchawek tej klasy można odnieść wrażenie przerostu formy nad treścią – faworyzowania wzornictwa i dodatków kosztem brzmienia. Wszak amarantowe muszle, modularny kabel i skórzane pady zdecydowanie zwiększają koszty produkcji. Na czymś musiano więc zaoszczędzić…
Wyposażenie
Zestaw zawiera:
- kabel 2x 3,5 mm > wtyk modularny (ok. 150 cm);
- wkłady 3,5 mm oraz 4,4 mm;
- adapter 4-pin XLR;
- adapter 6,35 mm;
- dodatkowe nauszniki;
- futerał;
- pokrowiec na słuchawki;
- ściereczkę;
- instrukcję obsługi.


Wyposażenie jest równie bogate, co w droższych modelach z tej serii. Jakość akcesoriów także nie zawodzi – dotyczy to szczególnie modularnego kabla o hybrydowej konstrukcji. Do jego produkcji wykorzystano miedź monokrystaliczną Furukawa, którą tym razem połączono z posrebrzoną miedzią beztlenową. Stanowi to pewną, choć w praktyce nieodczuwalną oszczędność.
Konstrukcja i jakość wykonania
Nie sposób nie zacząć od muszli, wykonanych z amarantu, gatunku drewna pozyskiwanego w Ameryce Środkowej i Południowej. Jego purpurowy odcień oraz efektowne usłojenie przyciągają wzrok, nic więc dziwnego, że producent poświęca procesowi obróbki muszli tak wiele miejsca w materiałach marketingowych. Samo wzornictwo nie jest jednak w pełni oryginalne – podobne rozwiązania spotkaliśmy już u innego producenta, również na literę „F”.

Drewniane pokrywy precyzyjnie spasowano z plastikowymi obręczami, w których umieszczono otwory wentylacyjne oraz gniazda 3,5 mm. Te ostatnie są metalowe, ergonomicznie odchylone i wpuszczone w obudowy. Uwagę zwracają nauszniki. Pady zamontowane fabrycznie wykonano z perforowanej skóry jagnięcej, natomiast zapasowe są mikrozamszowe i jednolite. Oba warianty wypełniono pianką z lekkim efektem pamięci.
Przetworniki dynamiczne nie zostały osłonięte siateczkami, a jedynie metalowymi maskownicami o geometrycznym wzorze. Producent wyeksponował w ten sposób kompozytowe membrany, wykonane z mieszanki wełny, nanowłókien oraz celulozy. Wzrok przyciąga ich nietypowy, bordowy kolor, który jednak współgra z odcieniem muszli. Warto zaznaczyć, że same przetworniki zamocowano pod kątem.
Pałąk to już standard. Konstrukcyjnie przypomina on ten z modeli FT1 i FT1 Pro, bo również bazuje na metalowych szynach i szerokiej opasce. Producent zmodyfikował jednak aluminiowe widełki, które są solidniejsze. Z kolei opaskę obszyto skórą ekologiczną (od szczytu) oraz mikrozamszem (od spodu) i wypełniono warstwą gąbki, ale w przeciwieństwie do poprzedników jest ona pozbawiona charakterystycznych „poduszek”. Mechanizm regulacji rozmiaru pozostał 10-stopniowy i satysfakcjonująco precyzyjny.

Ogólna jakość wykonania jest w porządku. Trudno mieć zastrzeżenia do muszli – są perfekcyjnie wykończone i polakierowane na wysoki połysk. Pady oraz elementy skóropodobne również prezentują się dobrze. Odczuwalny jest jednak pewien dysonans: zjawiskowe muszle kontrastują z dość budżetowym pałąkiem, który potrafi lekko zaskrzypieć. Na pochwałę zasługuje wymiana widełek – te zastosowane w FT1 bywały zawodne, nowe wyglądają na znacznie trwalsze.
Ergonomia
Amarantowe muszle negatywnie odbijają się na masie. FiiO FT13 ważą prawie 360 gramów, czyli sporo, jak na słuchawki z przetwornikami dynamicznymi. Dzisiaj nawet konstrukcje planarne potrafią być lżejsze. Dla przykładu JT7 od siostrzanej marki Jade Audio mają niespełna 320 gramów. Niemniej proporcjonalne wyważenie oraz szeroka opaska pałąka powodują, że ciężar nie daje się mocno we znaki – wystarczą standardowe przerwy dla bezpieczeństwa słuchu, by nie skarżyć się na dyskomfort.
Niestety pałąk budzi zastrzeżenia nie tylko wizualne. Nie mam uwag odnośnie do miękkości czy szerokości opaski, a mechanizm regulacji nie rozczarowuje precyzją. Ponadto muszle lekko odchylają się na boki, więc z powodzeniem dostosowują się do użytkownika. W czym zatem problem? Skala regulacji rozmiaru jest przesadzona – mam głowę średniego rozmiaru, a musiałem rozsuwać muszle tylko o jeden skok w dziesięciostopniowej skali. Słuchawki mogą być zatem za duże dla osób z mniejszymi głowami.
Szkoda, że producent zrezygnował z poduszek pod pałąkiem, bo te lekko zmniejszyłyby jego obwód, co wpłynęłoby pozytywnie na zakres regulacji. Jak widać, recykling części pozwala obniżyć koszt, ale powoduje komplikacje ergonomiczne – pałąk pochodzący ze słuchawek o elipsoidalnych muszlach nie współpracuje idealnie z tymi okrągłymi. FiiO nie jest w tym odosobnione; zauważam podobne zjawisko w słuchawkach marki Sivga.
Użytkowanie
Nie ma wątpliwości, że FT13 są zamknięte – otoczenie jest przytłumione, w trakcie odsłuchów nic specjalnie nie przeszkadza, a i my nie powinniśmy nikogo irytować, bo dźwięk tylko minimalnie „wycieka”. Nie należy jednak oczekiwać perfekcyjnej izolacji, w cichszych partiach utworów hałas dotrze do uszu. Jak to zwykle bywa, ma to swoje plusy – kanały słuchowe nie są zasysane, a uszy „oddychają”, co wpłynie pozytywnie na komfort odsłuchów w cieplejszych porach roku.
Nauszniki zamocowano za pomocą zatrzasków. Nie trzeba się z nimi siłować, ale trzymają się pewnie, a mocowania zostały zróżnicowane w taki sposób, że pady można wpiąć tylko w poprawnej pozycji. Łatwo więc „żonglować” nausznikami, by znaleźć ulubione. Mnie do gustu przypadły te ze skóry jagnięcej, które dzięki konserwacji mogą wytrzymać wiele lat, w przeciwieństwie do tych ze skóry ekologicznej, często magicznie dezintegrujących się tuż po okresie gwarancyjnym. Niemniej dobór padów to nie tylko kwestia użytkowa, ale także soniczna, o czym wkrótce.
Zbalansowany kabel sprawuje się bardzo dobrze – jest elastyczny, lejący się i nie mikrofonuje. Spleciono go z ośmiu żył miedzi OCC marki Furukawa oraz posrebrzonej miedzi OFC, które odróżniono wizualnie: miedź monokrystaliczną można oglądać w całej okazałości, a ta beztlenowa została zabezpieczona ciemnoszarą izolacją. Wszelkie elementy na kablu są aluminiowe, a rozdzielacz duży i solidny. Szkoda tylko, że zabrakło przy nim suwaka.

Gwoździem programu jest modularny wtyk z odkręcanym pierścieniem. Mechanizm działa jak należy – gwint jest precyzyjny, nakrętka nie odkręca się samoczynnie, więc wymiana końcówek nie stanowi wyzwania. Razem ze słuchawkami otrzymujemy wtyczki 3,5 mm oraz 4,4 mm, a także dedykowane im adaptery, czyli 6,35 mm oraz 4-pin XLR. FiiO FT13 można więc prosto z pudełka podłączyć niemal do wszystkiego.
Specyfikacja
- konstrukcja: zamknięta, wokółuszna
- przetworniki: dynamiczne 60 mm
- pasmo przenoszenia: 7 Hz-40 kHz
- czułość: 113 dB
- skuteczność: 98 dB
- maksymalna moc wejściowa: 2000 mW
- impedancja: 32 Ω
- nacisk pałąka: 4,2 N
- kabel: miedź OCC + posrebrzona miedź OFC, 2x 3,5 mm > 3,5 mm i 4,4 mm + adaptery 6,35 mm i 4-pin XLR (ok. 150 cm)
- masa: 356 g
Brzmienie
FT13 kojarzą się z Fosteksami serii TH nie tylko wizualnie, ale także dźwiękowo – nowość FiiO została zestrojona na planie litery U lub wręcz V. Na szczęście producent nie przesadził z basem, przez co sygnatura dźwiękowa pozostaje dość uniwersalna. Nie mam wątpliwości, że brzmienie jest podkoloryzowane, ale w pozytywnym sensie – FT13 sprawiają masę przyjemności z muzyki. Mnie słuchawki od razu wciągnęły, chociaż momentami skarżyłem się na pewną ostrość w sopranie. Są na nią sposoby, niemniej zacznijmy tradycyjnie od dołu pasma.
FiiO FT13 – sygnatura dźwiękowa
Bas wyróżnia się nie tyle ilością, co jakością. Przetworniki z łatwością wyciągają subbas, jak i generują masywny, gęsty średni bas, dzięki czemu FT13 potrafią efektownie wibrować oraz pulsować. Niskie tony są jednak wzorowo kontrolowane, cechują się mocnym atakiem i wybrzmiewają szybko, więc nie dudnią i nie mulą. Faktury instrumentów są różnicowane, choć nie było to priorytetem – bas ma miękko-gładki charakter, niejako typowy dla przetworników dynamicznych. Świetnie bawiłem się słuchając elektroniki, rocka czy metalu, ale nieźle wypadały także lżejsze gatunki, choć mają one w niższy priorytet za sprawą charakteru średnicy.
Pasmo średnie jest wycofane względem basu czy sopranu, ale nie przesadnie – o ekstremalnej „V-ce” z dawnych lat nie ma mowy. Instrumenty czy wokale nie dają się przytłoczyć i wciąż łatwo je wychwycić. Średnica ma neutralny charakter – nie stwierdziłem ani ocieplenia w niższym zakresie, ani ochłodzenia w wyższym. Muzyka jest podawana klarownie, w sposób zarysowany i precyzyjny; nie sprawia wrażenia mdłej, przesadnie wygładzonej czy tym bardziej zgaszonej. Nie brakuje jej też barw. Niemniej takie strojenie potęguje efektowność dźwięku, co jest kolejnym argumentem za faworyzacją elektroniki, muzyki popularnej czy rapu.
Wysokie tony można ocenić dwojako, zależnie od kontekstu. Góra jest mocna, rozciągnięta i wyrazista, więc z powodzeniem doświetla brzmienie. Nie uświadczymy tutaj efektu przyciemnienia czy wspomnianego zgaszenia – muzyka rozbrzmiewa bezpośrednio, nie wydaje się zawoalowana czy zamglona. FT13 mają jednak w sopranie pewien akcent, który daje o sobie znać w niektórych utworach – ostrzejsze realizacje bywają mniej przyjemne w odbiorze. Słuchawki niekoniecznie syczą, ale balansują na granicy komfortu. Dla przykładu różne skrzące czy szumiące efekty w elektronice bądź grach potrafią przytłoczyć. Jest na to sposób – brzmienie łagodzą pady z mikrozamszu, a słuchawki są też podatne na charakter źródła dźwięku, o czym za chwilę.
FiiO FT13 – scena dźwiękowa
Scena dźwiękowa jest rzeczywiście spora. Prym wiedzie szerokość, przez co przestrzeń wydaje się mieć kształt elipsoidy – separacja kanałów nie rozczarowuje, instrumenty są rozciągane daleko na boki oraz prezentowane warstwowo, czyli dźwięki tła nie walczą o uwagę z pierwszoplanowymi. Głębia i wysokość mają mniej do powiedzenia, ale wciąż nie czuć ciasnoty w płaszczyznach przód-tył czy góra-dół. Zatem scena jest duża, ma dobre proporcje oraz poprawnie eksponuje instrumenty.
Holografia również stoi na wysokim poziomie. Instrumenty wydają się mieć już kształt, nie są punktowo-szkicowe, ale do poziomu z droższych słuchawek czy konstrukcji planarnych jeszcze trochę brakuje. Moim zdaniem te ostatnie potrafią wygenerować większe, bardziej trójwymiarowe i jakby namacalne instrumenty. Niemniej FT13 zapewniają już wrażenie dźwięku dużego formatu, co potęguje optymalne napowietrzenie – pomiędzy odseparowanymi instrumentami zachowane są wyraźne dystanse.
FiiO FT13 – nauszniki mikrozamszowe
Alternatywne nauszniki wyraźnie wpływają na brzmienie, a szczególnieg órę pasma, która staje się łagodniejsza i jakby lekko zaokrąglona. W rezultacie sopran jest przystępniejszy w odbiorze, a gorsze realizacje nie powodują już dyskomfortu. Ma to wpływ na pozostałe pasma – średnica nieco się przybliża oraz sprawia wrażenie cieplejszej, więc nauszniki mikrozamszowe kierują brzmienie na nieco bardziej naturalne, a mniej efektowne tory. Dlatego lepiej słucha się lekkiego rocka, jazzu, bluesa czy klasyki.
Pady mikrozamszowe nie są jednak perfekcyjne. Wraz z sopranem ubywa też subbasu na rzecz midbasu, więc dół pasma nieco się zagęszcza. Nie dla każdego będzie to wadą, ale średni zakres niskich tonów staje się niestety mniej zróżnicowany, bo gładszy i miększy. Z alternatywnymi nausznikami odebrałem też scenę dźwiękową jako nieznacznie mniejszą, a instrumenty jako słabiej odseparowane – z nausznikami mikrozamszowymi robi się trochę ciaśniej, ale może to być efekt bliższej średnicy.
Werdykt? Początkowo uznałem nauszniki mikrozamszowe za lepsze, gdyż preferuję łagodną, byle nie przyciemnioną górę pasma. Z czasem zacząłem jednak doceniać także nauszniki skórzane za subbas i rozciągnięty sopran, bo sykliwość zdarza się z nimi sporadycznie. Ostatecznie korzystałem z padów na zmianę, wymieniając je co kilka dni w zależności od nastroju czy słuchanej muzyki – w elektronice wolałem pady skórzane, w jazzie zaś alternatywne.
FiiO FT13 – porównania
Na papierze FT13 są naturalnym rozwinięciem modelu FT1. Niestety te słuchawki do mnie nie trafiły – testowałem jedynie FT1 Pro, które nie mają z nimi wiele wspólnego, gdyż to otwarte planary. Sprawdziłem za to, jak FT13 wypadają na tle zamkniętych modeli marek HiFiMAN, Sennheiser czy Sivga.
HiFiMAN Audivina LE
Najpierw sięgnąłem po nowe, zamknięte słuchawki HiFiMAN-a, czyli Audivina LE. Wprawdzie bazują one na przetwornikach planarnych, ale są dostępne w zbliżonej cenie i także odsuwają średnicę względem niskich i wysokich tonów. Na tym podobieństwa się kończą, bo Audivina LE generują mniej basu, pofalowaną średnicę i mocniejszą górę pasma.

Wprawdzie dźwięk Audivina LE sprawia wrażenie twardszego i mocniej zarysowanego, a scena jest większa, ale przez zniekształcenia w średnicy przyznaję punkt FT13. Moim zdaniem FiiO zostały zestrojone lepiej; producent uniknął większych wpadek, poza sporadyczną ostrością w sopranie. Dlatego w ostatecznym rozrachunku wybrałbym FT13, mimo mojej sympatii do technologii planarnej.
Sivga SV021 Pro (Robin Pro)
Testowane niedawno Sivga SV021 Pro również grają na planie litery V, ale w ich przypadku także dają się wychwycić znaczne zniekształcenia w średnicy – czasami występuje nosowość wokali czy charakterystyczne uwypuklenie werbla, świadczące o problemach w okolicach 1 kHz. W FiiO FT13 tych zjawisk nie ma. Bohater testu generuje też znacznie większą, bardziej trójwymiarową scenę z lepiej odseparowanymi instrumentami, podczas gdy w Sivgach przestrzeń sprawia wrażenie jednowarstwowej.

Wszystko wskazuje na to, że Sivga SV021 Pro będą wyraźnie tańsze od FT13 (cena powinna oscylować wokół 1000 zł). Słychać jednak, że to słuchawki niższej klasy, które dodatkowo pozbawione są kabla zbalansowanego. W mojej ocenie FT13 cechują się lepszą relacją jakości do ceny niż SV021 Pro.
Sivga Peng
W przypadku modelu Sivga Peng sprawa nie jest już tak oczywista. FT13 brzmią od nich efektowniej, gdyż Peng stawiają średnicę zdecydowanie bliżej, ocieplają przekaz i podają sopran łagodniej. Uważam, że Peng brzmią bardziej naturalnie. Scena w obu przypadkach jest duża, ale w Peng ma kształt raczej kulisty niż elipsoidalny.

Wybór jest trudny. FT13 wypadają świetnie w rozrywkowym repertuarze za sprawą głębszego subbasu i odsuniętej średnicy, natomiast Peng lepiej zgrywają się ze spokojniejszymi gatunkami. Warto jednak pamiętać, że Peng są 340-omowe, kosztują o 100 zł więcej i mają nieco skromniejsze wyposażenie. Sam nie potrafię wskazać faworyta – doceniam oba modele.
Sennheiser HD 620S
Oprócz Fosteksów serii TH, FiiO FT13 skojarzyły mi się z HD 620S – stosunkowo nowymi, zamkniętymi słuchawkami dynamicznymi Sennheisera. Również faworyzują one skrajne pasma, brzmią efektownie i angażują. Jednak moim zdaniem FT13 wygrywają swobodniejszym basem i obszerniejszą sceną – rozstawiają instrumenty szerzej, a same źródła pozorne wydają się bardziej trójwymiarowe, co prawdopodobnie wynika z zastosowania większych przetworników (60 mm vs 42 mm).
Sennheiser HD 620S debiutowały w zbliżonej cenie (1500 zł), ale aktualnie można je kupić za około 1100 zł. Uważam, że FiiO mają przewagę pod względem scenicznym i holograficznym, a do tego są nieporównywalnie lepiej wyposażone i nie wymagają dokupowania kabla zbalansowanego. Moim zdaniem różnica w cenie jest w pełni uzasadniona, ale jedne i drugie słuchawki zasługują na rekomendację.
FiiO FT13 – synergia i wysterowanie
FiiO FT13 łatwo napędzić i nieźle zgrywają się z różnymi urządzeniami. Warto jednak unikać sprzętów mocno technicznych czy wyostrzonych, choć w mniej korzystnych połączeniach z pomocą przyjdą alternatywne nauszniki, które uspokoją górę. Mnie FT13 słuchało się przyjemnie z HiFiMAN-a EF600 oraz FiiO R9. Co ciekawe, słuchawki dość wyraźnie zareagowały na ich charakter – EF600 zapewnił gładszą średnicę i łagodniejszy sopran, natomiast z R9 dźwięk wciąż nie był męczący, gdy wyposażyłem słuchawki w pady mikrozamszowe.

Sprawdziłem także mobilno-stacjonarne kombo z przetwornikiem AKM i wzmacniaczem lampowym, czyli Cayina RU9. Tutaj także łatwo było wychwycić różnice pomiędzy trzema trybami: tranzystorowym, lampowym „modern” oraz lampowym „classic”. Mnie do gustu przypadł ten środkowy, oferujący lekkie ocieplenie, ale bez ograniczania sopranu czy basu. Z satysfakcją testowało mi się FT13 także na opisanym niedawno Questyle’u Sigma Pro, którego naturalny i zrównoważony charakter także sprzyjał słuchawkom. Zatem FT13 wymagają pewnej synergii, ale nie są pod tym względem specjalnie wybredne.
Podsumowanie
FiiO FT13 jest za co chwalić. Słuchawki zostały bogato wyposażone, solidnie wykonane i estetycznie zaprojektowane. Strona użytkowa to również pierwsza liga: wymienne nauszniki, modularny kabel zbalansowany oraz sztywny futerał mówią same za siebie. Ponadto ze słuchawkami otrzymujemy właściwie komplet wtyczek i adapterów. Efektowne i angażujące brzmienie z szeroką sceną dźwiękową również łatwo docenić. Mimo że zazwyczaj unikam strojenia na planie litery V, w tym przypadku bawiłem się świetnie.
Mam dwa, główne zastrzeżenia. Po pierwsze, zakres regulacji pałąka jest przesadzony – słuchawki będą za duże dla osób z mniejszymi głowami. Po drugie, wysokie tony potrafią lekko „zakłuć” z nausznikami skórzanymi, zwłaszcza w gorszych realizacjach i w niesynergicznych połączeniach.

FiiO FT13 kosztują 1600 zł. Gdzie jest haczyk? Producent zaoszczędził na kablu (mieszanka OCC i OFC) oraz zastosował pałąk ze starszych modeli (choć z nowymi widełkami), który nieco zgrzyta z amarantowymi muszlami – zarówno wizualnie, jak i ergonomicznie. Mimo tego, FT13 zasługują na rekomendację. Polecam je wszystkim, którzy mają dość liniowych, analitycznych (i nierzadko nudnych) słuchawek, a szukają w muzyce emocji podanych na wysokim poziomie technicznym.

Dla FiiO FT13
Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ atrakcyjne wzornictwo
+ wysoka jakość wykonania (szczególnie muszli)
+ nauszniki skórzane i mikrozamszowe
+ hybrydowy, modularny kabel
+ niezła ergonomia
+ łatwość wysterowania
+ podatność na synergię
+ efektowne i angażujące brzmienie (nauszniki skórzane)
+ łagodny i gładki dźwięk (nauszniki mikrozamszowe)
+ szeroka i holograficzna scena dźwiękowa
Wady:
– nieoptymalna regulacja rozmiaru
– sporadyczna ostrość w sopranie (z nausznikami skórzanymi)
Sprzęt dostarczył:




![HiFiMAN Edition XV [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/03/HiFiMAN-Edition-XV-218x150.jpg)
![FiiO M27 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/02/FiiO-M27-218x150.jpg)
![Sendy Audio Egret [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/01/Sendy-Audio-Egret-218x150.jpg)
![FiiO x Jade Audio JT3 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/01/Jade-Audio-JT3-218x150.jpg)
![FiiO x Jade Audio JT7 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/01/FiiO-JT7-218x150.jpg)