Otwarte słuchawki z kątowymi przetwornikami dynamicznymi o średnicy 50 mm, wyposażone w welurowe nauszniki oraz pałąk z podwieszoną opaską – to Jade Audio JT3 w pigułce. Nowy model ma zapewnić wysoką ergonomię, praktyczne funkcje dodatkowe oraz precyzyjne i przestrzenne brzmienie w zamian za około 450 zł.

W grudniu 2025 roku trafiły do mnie dwa modele słuchawek budżetowej submarki FiiO – Jade Audio JT3 i JT7. Moją uwagę przykuły te drugie, czyli zaskakująco lekkie planary o naturalnym brzmieniu. Szybko wyszło na jaw, że zostały zestrojone podobnie do modelu FT1 Pro, czyli wyżej pozycjonowanych słuchawek z logo matczynej marki. Wprawdzie droższy model jest lepiej wyposażony oraz solidniej wykonany, ale JT7 i tak zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. W końcu mowa o zbalansowanych, otwartych i składanych słuchawkach planarnych za niecałe 650 zł, które depczą po piętach FT1 Pro.

REKLAMA
fiio

Jade Audio JT3 zostawiłem sobie na później, oceniając je niejako „po okładce” – otwarta konstrukcja oparta na przetwornikach dynamicznych to już klasyka, więc nie wywołała we mnie większych emocji. Trudno było mi też wskazać bezpośredniego odpowiednika JT3 ze stajni FiiO, ponieważ FT1 są zamknięte, a FT3 wyposażono w większe przetworniki (60 mm). Mój entuzjazm zdecydowanie wzrósł, gdy wziąłem słuchawki do ręki i założyłem je na głowę – okazało się, że JT3 mają szereg nietuzinkowych cech i w wielu aspektach górują nad JT7, choć są od nich tańsze.

Sprawdziłem, czy Jade Audio JT3 (ok. 450 zł) mają szansę w starciu z JT7 (ok. 650 zł) i jak wypadają na tle droższych FiiO FT3 (ok. 1200 zł) oraz Sennheiserów HD 550 (ok. 1050 zł). Interesowała mnie także konfrontacja z nieznacznie tańszymi HiFiMAN-ami HE400se (ok. 400 zł).

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • kabel 2x 3,5 mm > 3,5 mm (długość ok. 150 cm);
  • przejściówkę 6,35 mm;
  • pokrowiec;
  • dokumentację.

Niestety tym razem brakuje kabla zbalansowanego, ale to zrozumiałe w słuchawkach tej klasy. Przewód okazuje się jednak solidniejszy od tego z modelu JT7 – posiada tekstylny oplot oraz wtyczki z aluminiowymi obudowami. Co ciekawe, wyposażono go także w pilot z mikrofonem.

Pozostałe akcesoria to rynkowy standard. Przejściówka na dużego jacka została pozłocona, a pokrowiec ma formę woreczka ze sztucznej skóry, ściąganego na sznurek. Dla porównania droższe Jade Audio JT7 są dostarczane z kablem zbalansowanym oraz przyjemniejszym w dotyku pokrowcem welurowym.

Konstrukcja

FiiO x Jade Audio JT3 nie wyglądają szczególnie nowocześnie. Błyszczące krawędzie muszli trącą już nieco myszką, a efekt psują duże i kanciaste elementy pałąka. Moim zdaniem wzornictwo modelu JT7 jest ciekawsze, bo bardziej minimalistycznie i profesjonalnie. Co innego zastosowane materiały, bo w dłoni to JT7 sprawiają wrażenie tańszych ze względu na mocno plastikową konstrukcję. Imponuje także dbałość o detale.

Muszle są tym razem eliptyczne, a rolę maskownic pełnią podłużnie wyfrezowane, aluminiowo-magnezowe pokrywki z perforowanymi wkładkami. W dolnej części muszli zauważymy gniazda 3,5 mm, ale w przeciwieństwie do JT7 nie zostały one wpuszczone w obudowy. Co więcej, odróżniono je kolorami – błękitem i czerwienią. W tych samych barwach są pierścienie na wtyczkach oraz oznaczenia kanałów od wewnętrznej strony pałąka. Uwagę zwracają także piankowe podkładki, zapobiegające stukaniu muszli o widełki.

Pałąk robi zaskakująco dobre wrażenie – jest stalowy, szynowy i posiada podwieszoną opaskę z ruchomym mechanizmem regulacji rozmiaru. Na każdą stronę przypada po jedenaście, wyczuwalnych i precyzyjnych skoków, ponieważ zastosowano łożyska kulkowe. Jakby tego było mało, opaska została wykonana ze sztucznej skóry (od góry) i solidnej siateczki z poduszkami (od dołu). Dla porównania JT7 mają zupełnie inny pałąk – jednoczęściowy, składany i z podwójną poduszką przypinaną na rzep.

Nauszniki to również nie byle co. Zszyto je z weluru i obficie wypełniono nie gąbką, a pianką pamięciową, która swobodnie się kompresuje i powoli rozpręża. Pady są tym samym dość obszerne, a do tego ponadprzeciętnie głębokie, co potęgują odchylone przetworniki. Tym razem wewnątrz nauszników nie ma oznaczeń kanałów, ale nie stanowi to problemu, ponieważ odróżnienie kanałów ułatwiają kolory detali. Wspominane wielokrotnie JT7 mają pady typowe dla planarów – spłaszczone, hybrydowe i perforowane.

Jakość wykonania jest przyzwoita. Nie dostrzegłem większych skaz, problemów z obróbką czy spasowaniem. Konstrukcja ponadto nie skrzypi, nie trzeszczy i nie wydaje się rozklekotana, czego nie mogłem powiedzieć o JT7. Niemniej widać, że to słuchawki z niższej półki – pałąk jest dość surowy ma lekko szorstkie krawędzie, podobnie jak maskownice, które drażnią opuszki palców. Do perfekcji więc daleko.

Ergonomia

Miękkie i głębokie nauszniki, optymalny nacisk pałąka oraz elastyczna opaska to przepis na sukces – JT3 zasługują na miano słuchawek komfortowych. Nie spodziewałem się tego, ponieważ muszle nie obracają się swobodnie na boki, a tylko nieznacznie odchylają. Tyle jednak wystarcza, by nie czuć ucisku wokół uszu. Jeśli dodamy do tego przyzwoicie niską masę (330 g), to otrzymujemy słuchawki dobre na wielogodzinne odsłuchy. Niemniej JT7 można opisać podobnie, a droższy model jest ponadto ciut lżejszy, mimo przetworników planarnych (318 g).

Nie podpadł mi również nacisk pałąka, ponieważ słuchawki nie miażdżą głowy, ale wciąż pewnie się jej trzymają. Do plusów zaliczam ponadto optymalną regulację rozmiaru – sam rozsuwałem słuchawki na połowę skali, więc JT3 powinny pasować zarówno melomanom z mniejszymi, jak i większymi głowami. Świetnie, bo w JT7 zakres regulacji rozmiaru jest przesadzony – muszle droższych słuchawek rozsuwałem tylko o jeden skok z jedenastu dostępnych. W tym aspekcie punkt dla JT3.

Użytkowanie

Kabel robi bardzo dobre pierwsze wrażenie, ale ma pewne problemy. Przewód został opleciony i wyposażony w aluminiowe obudowy wtyczek, więc prezentuje się zdecydowanie lepiej od skromniejszych, ogumowanych kabli z JT7. Niestety przewód jest elastyczny tylko w odcinku od wtyku 3,5 mm do rozdzielacza, ponieważ odcinki douszne są sztywne i podatne na odkształcenia. Potrafią więc przeszkadzać w trakcie odsłuchów, co nie ma miejsca w JT7 – kabel droższego modelu jest elastyczny na całej długości.

Pilot z mikrofonem to ciekawy dodatek. Właściwie od dawna się z nim nie spotkałem, ponieważ gniazdo słuchawkowe w smartfonach jest już rzadkością. Zakładam jednak, że mikrofon wbudowano z myślą o grach czy osobach pracujących zdalnie. Wprawdzie gracze preferują zazwyczaj mikrofony na wysięgniku, ale w słuchawkach tej klasy trudno kręcić nosem. Wszak w wielu przypadkach JT3 będą jednymi słuchawkami do przeróżnych zastosowań, a nie tylko melomańskich, więc dobrze, że są stosunkowo wszechstronne.

Od mikrofonu nie należy jednak oczekiwać cudów. Nie jest on specjalnie czuły, więc warto od razu zwiększyć jego głośność w systemie operacyjnym, a przechwytywany głos sprawia wrażenie oddalonego, mdłego lub wręcz zgaszonego, ale ma to pewne plusy – nie trzeba przejmować się sybilantami. O perfekcyjnym wyciszaniu otoczenia także nie ma mowy. Zatem mikrofon spełnia swoje zadanie, ale nasi rozmówcy mogą narzekać na niewystarczająco klarowny przekaz naszego głosu.

Należy pamiętać, że słuchawki charakteryzują się konstrukcją otwartą i z założenia nie izolują od hałasu. W praktyce maskownice są dość gęste, więc muszle lekko przytłumiają otoczenie, dzięki czemu stosunkowo łatwo skupić się na muzyce, filmie czy grze. Niemniej JT3 są przede wszystkim stacjonarne, a nie mobilne – odsłuchy w hałaśliwych warunkach nie będą przyjemnym doświadczeniem. Nie inaczej jest w przypadku również otwartych JT7.

Specyfikacja

  • konstrukcja: otwarta, wokółuszna
  • przetworniki: dynamiczne 50 mm
  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-40 kHz
  • impedancja: 80 Ω
  • skuteczność: 97 dB/mW
  • kable: 3,5 mm, długość ok. 150 cm, miedź OFC pokryta palladem, mikrofon
  • masa: 330 g

Brzmienie

Jade Audio JT3 spodobają się melomanom, którzy zazwyczaj odbijają się od otwartych słuchawek, często brzmiących płytko w basie, analitycznie i mało uniwersalnie. Nic takiego nie ma miejsca w przypadku JT3, ponieważ słuchawki zostały zestrojone na planie litery „U” – basu nie brakuje, wysokich tonów jest sporo, a średnica nie gra pierwszych skrzypiec. Wrażenie robi także ponadprzeciętna dynamika, bo JT3 zapewniają energetyczne i angażujące brzmienie.

Nie znaczy to jednak, że JT3 brzmią wyjątkowo oryginalnie – łatwo wskazać słuchawki zestrojone podobnie i to z portfolio FiiO. Zanim jednak zajmiemy się porównaniami, rozłóżmy brzmienie JT3 na czynniki pierwsze.

FiiO x Jade Audio JT3 – sygnatura dźwiękowa

JT3 zaskakują zejściem subbasu, ale to ciepły midbas ma więcej do powiedzenia. Słuchawki potrafią więc efektownie wibrować i pulsować, a do tego brzmią masywnie i gęsto, jak na otwartą konstrukcję. Na szczęście gitary basowe, kontrabasy czy syntezatory wciąż nie dominują. Co więcej, dół pasma nie jest zlaną masą, a faktura instrumentów jest różnicowana. Szczegółowość jednak nie powala na kolana – niuanse mogą nam umknąć, bo priorytet miała rozrywka. Tej jest pod dostatkiem, ponieważ bas popisuje się także dynamiką i timingiem. Dół uderza mocno, wybrzmiewa szybko i gwałtownie wygasa, co nie jest pewnikiem w słuchawkach tej klasy. Głowa zaczyna więc mimowolnie potakiwać w rytm muzyki.

Pasmo średnie jest odsunięte, ale ma lekko ocieplony charakter ze względu na pewien akcent w niższej średnicy. Znowu nie musimy obawiać się rozmycia czy zamulenia dźwięku – środek pasma wciąż brzmi w sposób zarysowany i bezpośredni, więc lekko oddalone wokale nie stanowią problemu. Nadal łatwo się w nie wsłuchać i śledzić teksty piosenek. JT3 współpracują też z przeróżną muzyką – zarówno elektroniką, jak i jazzem, bluesem czy klasyką. Wprawdzie spokojniejsze gatunki muzyczne brzmią trochę efektowniej, niż powinny, ale efekt jest nadal niezły. Na JT3 posłuchamy także metalu, chociaż tutaj spore znaczenie będzie miała realizacja – słuchawki nie poskromią wyjątkowo jazgotliwych utworów. Wszystko z powodu stosunkowo mocnej góry pasma.

Wysokie tony walczą o uwagę z basem i nadają muzyce klarownego charakteru. Sopran z powodzeniem doświetla pozostałe pasma, rozbrzmiewa jasno i czysto, dzięki czemu nie występuje efekt przyciemnienia czy zgaszenia dźwięku. Wszystko jest podawane jak na dłoni. Na szczęście producent nie przedobrzył – Jade Audio JT3 wciąż nie brzmią ostro, o ile zapewnimy im odpowiednio zrealizowany materiał. Słuchawki nie złagodzą sybilantów zawartych w nagraniach, więc albumy o spłyconym basie i jaskrawej górze pasma mogą męczyć wysokimi tonami. Niemniej JT3 wciąż nadają się do gier – wybuchy są efektowne, dialogi czytelne, a szklisto-elektryczne efekty jeszcze nie tną bębenków słuchowych.

FiiO x Jade Audio JT3 – scena dźwiękowa

Scena dźwiękowa jest spora i ma kolisty kształt. Prosto z pudełka faworyzowana jest głębia, czyli zróżnicowanie instrumentów na płaszczyźnie przód-tył. Sporo dzieje się także w pionie, ponieważ scena jest tym samym wysoka. Tak naprawdę wrażenie dużej głębi to konsekwencja odsuniętej średnicy, która dystansuje pierwszy plan i sprzyja separacji instrumentów. Dzięki temu czuć pewien dystans do muzyki, a źródła pozorne rozbrzmiewają swobodnie i w ogóle się nie zlewają.

Najgorsze wrażenie robi stereofonia. Wciąż możemy odróżnić kanały, a pozycjonowanie w grach jest w punkt, ale scena z pewnością nie jest szeroka. Zatem przekaz nie rozpościera się daleko na boki, a wiele instrumentów wydaje się rozbrzmiewać z obszaru głowy. Z pomocą przychodzi kabel zbalansowany – wymiana przewodu potęguje separację kanałów i zdecydowanie poszerza sceną, więc przestrzeń zaczyna przypominać nie kulę, a elipsoidę. Szkoda więc, że w zestawie zabrakło „balansu”, ale jestem świadomy, że wymagam zbyt wiele.

FiiO x Jade Audio JT3 – porównania

FiiO x Jade Audio JT3 vs JT7
FiiO JT3 mają niewiele wspólnego z JT7 zarówno konstrukcyjnie, jak i brzmieniowo. Strojenie „siódemek” jest zupełnie inne, pomijając już różnice w charakterze przetworników, czyli twardziej zarysowany przekaz po stronie modelu planarnego. Droższe JT7 brzmią równiej i bardziej naturalnie od JT3 – są cieplejsze, bliższe w średnicy i spokojniejsze w górze pasma. Separacja kanałów JT7 jest także bardziej kontrastowa, a już szczególnie po balansie. Dlatego w bezpośrednim porównaniu JT3 generują wyraźnie więcej basu, a mniej średnicy, a do tego mają mocniejszą górę pasma i węższą scenę dźwiękową od JT7.

Uważam, że zarówno JT3 (449 zł), jak i JT7 (649 zł) brzmią lepiej, niż sugerują ich ceny. Warto jednak rozważyć dopłatę do JT7 ze względu na „balans” w zestawie, szerszą scenę dźwiękową i łagodniejszy sopran. W mojej ocenie wyższy model brzmi trochę bardziej uniwersalnie, bo współpracuje zarówno z elektroniką czy popem, jak i jazzem, bluesem lub klasyką. Niemniej jeśli słuchamy przede wszystkim muzyki rozrywkowej, zależy nam na mocnym basie i nie dysponujemy sprzętem z wyjściem zbalansowanym, to JT3 powinny sprostać zadaniu.

FiiO x Jade Audio JT3 vs FT3
Mimo różnic w parametrach przetworników, najbliższym odpowiednikiem modelu JT3 są mimo wszystko FiiO FT3. Tak, słuchawki od FiiO mają większe przetworniki dynamiczne (60 mm vs 50 mm), ale filozofia strojenia jest naprawdę zbliżona – oba modele oferują mocne skrajne pasma i wyrazisty dźwięk. Wprawdzie JT3 brzmią trochę łagodniej w sopranie oraz cieplej i masywniej w basie od FT3, ale jedne i drugie słuchawki zasługują na miano muzykalnych.

Nie ma jednak wątpliwości, że FT3 to słuchawki wyższej klasy. Mają one metalowe obudowy oraz modularny i zbalansowany kabel, który zapewnia wyraźnie szerszą scenę. Razem z FT3 otrzymujemy także solidny futerał i alternatywne nauszniki, które pozwalają zrównoważyć brzmienie i nadać mu bardziej analitycznego charakteru. W efekcie mimo sporej różnicy w cenie (1199 zł), FiiO FT3 nadal robią pozytywne wrażenie. Niemniej gdy ważny jest przede wszystkim efektowny dźwięk, to JT3 wygrywają opłacalnością.

FiiO x Jade Audio JT3 vs Sennheiser HD 550
JT3 brzmią inaczej od popularnych Sennheiserów o konstrukcji otwartej. Dla przykładu HD 6xx (czy HD 650) są zdecydowanie ciemniejsze, bardziej średnicowe i płytsze w basie. Trudno znaleźć tutaj jakiekolwiek podobieństwa – to dwa światy. Z kolei HD 550 są spokojniejsze w basie czy górze pasma i bliższe w średnicy, a więc bardziej zrównoważone. Przy nich JT7 jawią się na zdecydowanie podkoloryzowane, gdy HD 550 oscylują wokół neutralności.

Moim zdaniem Sennheisery HD 550 są lepsze technicznie i generują większą scenę, ale są ponad dwukrotnie droższe (1049 zł) oraz dedykowane raczej spokojniejszym gatunkom i krytycznym odsłuchom. Najpewniej nie usatysfakcjonują one fanów masywnego basu oraz podkoloryzowanej sygnatury. W takim przypadku na prowadzenie wyjdą JT7 – może nie brzmią one tak wiernie i przestrzennie, jak HD 550, ale nie będą nudzić spragnionych rozrywki.

FiiO x Jade Audio JT3 vs HiFiMAN HE400se
HiFiMAN HE400se są również z innej bajki – słuchawki należą do ostrzejszych, płytszych w basie i bardziej analitycznych w przekazie. Wprawdzie można je kupić trochę taniej (350-400 zł), ale są one zdecydowanie mniej przystępne w odbiorze. Zatem sytuacja jest identyczna, jak w przypadku porównań z Sennheiserami – HE400se są neutralno-analityczne, a JT3 ciepło-muzykalne.

Warto mieć na uwadze, że HE400se to słuchawki planarne – brzmią twardziej, bardziej precyzyjnie i wyraziście od JT3. Jeśli więc szukamy możliwie maksymalnie szczegółowych słuchawek bez krzty rozmycia czy wygładzenia, HE400se mogą być strzałem w dziesiątkę.

FiiO x Jade Audio JT3 – wysterowanie i synergia

JT3 nie są specjalnie trudne do wysterowania. Impedancja nie jest wyjątkowo niska (80 omów), ale czułość wysoka (97 dB), więc JT3 dogadują się z różnymi źródłami. Nie musimy zapewnić im wyjątkowo dużej mocy, żeby pokazały co potrafią – musiałem ściszać HiFiMAN-a EF600, żeby wygodnie operować pokrętłem, a FiiO R9 napędzał je z łatwością na niskim lub średnim podbiciu. DAP-y także sobie z nimi poradzą, nawet te podstawowe.

Dla porównania Jade Audio JT7 są zdecydowanie trudniejsze do napędzenia, wymagają więcej mocy i wyższego wzmocnienia. JT3 potrzebują za to odpowiedniej synergii – ze względu na dość jasną górę pasma, lepiej nie wyostrzać słuchawek sprzętem. Stawiałbym na źródła z przetwornikami AKM czy Burr-Brown, a uważał na ESS Technology. Oczywiście ważna jest implementacja przetworników, ale sprzęt z ESS zazwyczaj brzmi neutralnie, chłodno lub wręcz jasno, a to może zaszkodzić JT3.

FiiO x Jade Audio JT3 – kabel zbalansowany

Wspomniałem już o pozytywnym wpływie kabla zbalansowanego na scenę dźwiękową, która staje się wyraźnie szersza przy korzystaniu z interfejsów 4,4 mm czy XLR. Uważam, że słuchawki na tym zyskują – efekty stereofoniczne robią znacznie lepsze wrażenie, a źródła pozorne są wyciągane z obszaru głowy. Z kablem fabrycznym przestrzeń wydawała się wyraźnie ciaśniejsza, niż choćby z podstawowym przewodem zbalansowanym.

Lepiej jednak nie ignorować kwestii przewodnika, postawić na miedź OFC lub OCC. W trakcie testów sprawdziłem kilka kabli i moim zdaniem te posrebrzane nie służyły JT3, ponieważ niepotrzebnie wyostrzały górę pasma. Miedź dawała lepsze efekty. To jednak w dużej mierze kwestia preferencji – jeśli lubimy maksymalnie wyrazistą górę i chcemy uzyskać taki efekt, to posrebrzony kabel powinien przypaść do gustu.

Podsumowanie

Jade Audio JT3 to tylko pozornie zwyczajne słuchawki otwarte. Konstrukcja jest zaawansowana, co przekłada się na świetną ergonomię. Wszystko za sprawą niskiej masy, elastycznej opaski pałąka oraz pojemnych nauszników welurowych. Wrażenie robi także dbałość o detale – kolorowe gniazda 3,5 mm, kabel w oplocie czy precyzyjna regulacja rozmiaru to tylko niektóre przykłady udogodnień. Spodobało mi się także brzmienie na planie litery U z dociążonym basem, ciepławą średnicą i klarowną górą pasma.

Łatwo wskazać pewne wady. Po pierwsze kabel jest sztywny w odcinkach dousznych. Po drugie mikrofon nie powala na kolana jakością głosu. Po trzecie scena dźwiękowa jest dość wąska, jak na otwarte słuchawki. Można ją powiększyć kablem zbalansowanym, ale nie ma go w zestawie. W niektórych sytuacjach wysokie tony mogą być kapkę za mocne.

Jade Audio JT3 kosztują 449 zł. Uważam, że to dobry wybór dla szukających domowych, wygodnych i efektownie brzmiących słuchawek. Tego ostatniego zazwyczaj nie można powiedzieć o modelach audiofilskich. JT3 stanowią też ciekawą i znacznie tańszą alternatywę dla FiiO FT3. Nie, nie są ich kopią, ale oferują podobną sygnaturę dźwiękową. Uważam więc, że JT3 zasłużyły na rekomendację. Niemniej JT7 mogą być warte dopłaty, gdy szukamy równiej i naturalniej brzmiących słuchawek z kablem zbalansowanym.

Dla FiiO x Jade Audio JT3

Zalety:
+ niezłe wyposażenie
+ dobre wykonanie
+ uniwersalne gniazda 3,5 mm
+ opleciony kabel z mikrofonem
+ wysoka ergonomia
+ szeroka i precyzyjna regulacja rozmiaru
+ szereg udogodnień (kolorowe gniazda, piankowe podkładki)
+ muzykalne i angażujące brzmienie
+ głęboka scena dźwiękowa

Wady:
– sztywny kabel (od rozdzielacza do muszli)
– przeciętny mikrofon
– wąska scena dźwiękowa (z fabrycznym kablem)
– momentami wyostrzona góra pasma

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
terra

4 KOMENTARZE

  1. JT7 wymagają konkretnego wzmacniacza? Słuchałem ich zarówno na „gwizdkach USB” o mocy około 150mW dla 16ohm jak i na wzmacniaczach stacjonarnych o mocy 4x większej. Żadnych różnic w brzmieniu na wyrównanych poziomach głośności. Więc JT3 powinny być znacznie łatwiejsze – jeszcze wyższa skuteczność przy znacznie mniejszym apetycie na prąd (wyższa impedancja).

    • Tak, JT3 są zdecydowanie mniej wymagające od JT7. Być może źle się wyraziłem – JT7 nie należą do wyjątkowo trudnych słuchawek, ale to jednak planary. U mnie siódemki oferowały pełniejszy bas i szerszą scenę ze źródeł stacjonarnych niż mobilnych. Znalazłem też podobne opinie w sieci. Nie wykluczam, że może być to zasługa pełnego balansu/zgrania, a niekoniecznie zapasu mocy.

  2. Może to nie miejsce na takie rozbudowane komentarze, ale zaryzykuję.

    A czy „to jednak planary” nie jest pokłosiem przyzwyczajeń świata dźwięku z pierwszych konstrukcji planarnych, gdzie względnie niska impedancja (50ohm i niżej) łączyła się ze względnie niską czułością/skutecznością (poniżej 105dB/1V)? Podobnie było ze słuchawkami dynamicznymi -przyjęło się że niska impedancja to słuchawki łatwe (bo kiedyś, i dzisiaj też, większość z nich miała czułość co najmniej 112-115dB/1V) a wysokie impedancje to trudne są (bo czułość chociażby takich DT880@600 jest w okolicy 96dB/1V). Łatwość/trudność danej impedancji łatwiej było sprzedać, niż nakłonić odbiorców do rozumienia skuteczności/czułości, na dodatek uwzględniając impedancję, czy wydajność napięciową i prądową urządzenia.

    Dzisiaj już coraz szerzej wiadomo, że to właśnie niska impedancja oznacza spory apetyt na prąd, ale tylko wtedy gdy czułość/skuteczność jest też niska. Tymczasem coraz mniej jest słuchawek o czułości poniżej 105dB/1V, nie mówiąc o niższych. I do głośnego grania bez ubytków dźwiękowych wystarcza zapas kilkunastu miliwatów, a nie jak czasem nas się próbuje przekonać – ich setki, czy nawet tysiące. Myląc przy okazji skuteczność dB/1mW z czułością dB/1V.

    Cóż bowiem z tego że planarne Fostexy czy Audeze, potrzebują 2W czy 3W do grania z głośnością pików SPL w okolicy 130dB, skoro nikt przy (jeszcze) względnie zdrowych zmysłach nie będzie potrzebował więcej niż 105-110dB pików. A do tego wystarcza bardzo mały ułamek maksymalnej mocy znamionowej którą może chwilowo przyjąć przetwornik.

    Takie AKG K1000 miały względnie „łatwą” impedancję 120-150ohm, ale ich czułość była na poziomie 90dB/1V czyli skuteczność zaledwie 82dB/1mW. W skali wykładniczej w której są decybele i głośność, oznacza to dużo napięcia i sporo prądu aby je rozkręcić do pików 100dB. Ale dziś – one by „poszły” z wielu biurkowych integr dac/wzmak, bez potrzeby rozsiewania informacji że potrzebny wzmacniacz…głośnikowy.

    • Napisałem to głównie z własnego doświadczenia – słuchawki planarne, które do mnie trafiają, są zazwyczaj mniej skuteczne od dynamicznych. Bazuję również na praktyce, a nie wyliczeniach – sprawdzam, jak muszę skonfigurować wzmacniacze/przetworniki/odtwarzacze, żeby uzyskać satysfakcjonujące rezultaty.

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj