Jade Audio JT7 to atrakcyjnie wycenione słuchawki planarne od budżetowej submarki FiiO. Producent postawił na wokółuszną i otwartą konstrukcję oraz zastosował autorskie przetworniki, które mają zapewnić nie tylko głęboki bas, ale również dużą scenę dźwiękową. Uwagę zwracają nietuzinkowe funkcje dodatkowe, czyli pełny mechanizm składania oraz kabel zbalansowany w zestawie.

Nowe FiiO x Jade Audio JT7 zdają się deptać po piętach droższym FiiO FT1 Pro – oba modele cechują się zbliżonymi parametrami, bazują na dużych przetwornikach planarnych i są wyposażone w kabel zbalansowany. Co ciekawe, w pewnych aspektach Jade Audio JT7 mają przewagę nad FT1 Pro, ponieważ bohater niniejszego testu jest lżejszy (318 g vs 375 g) oraz w pełni składany, co jest rzadko spotykaną funkcją w świecie słuchawek stacjonarnych, a już szczególnie tych planarnych. Gdzie jest haczyk?

REKLAMA
fiio

Wnikliwi zauważą, że w modelu JT7 zastosowano przetworniki wykonane w tym samym procesie technologicznym (28 nm), ale z grubszymi membranami niż w FT1 Pro (3 µm vs 1 µm), co może oznaczać niższą dynamikę i pogorszoną rozdzielczość dźwięku. Na jaw wyjdą także inne oszczędności: brak aluminiowo-szafirowej powłoki na membranach, uproszczony pałąk oraz nieposrebrzone kable. Na to wszystko można jednak przymknąć oko, gdy weźmiemy pod uwagę różnicę w cenie – JT7 są aż 500 zł tańsze od FT1 Pro.

Czy FiiO nie strzela sobie w stopę modelem JT7 (649 zł)? A może lepiej dopłacić do FT1 Pro (1149 zł)? Odpowiedzi poniżej.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • kabel 2x 3,5 mm > 4,4 mm (długość ok. 150 cm);
  • kabel 2x 3,5 mm > 3,5 mm (długość ok. 150 cm);
  • przejściówkę 6,35 mm;
  • pokrowiec;
  • instrukcję obsługi.

Zestaw jest skromniejszy niż w przypadku FT1 Pro. Zamiast sztywnego futerału otrzymujemy pokrowiec, a kable prezentują się gorzej – nie zostały zabezpieczone oplotem, a obudowy wtyczek są plastikowe. Gumowa izolacja sprawia jednak wrażenie solidnej i została podłużnie wyżłobiona, jak niegdyś w słuchawkach Sony, co poprawia elastyczność kabla.

Konstrukcja i jakość wykonania

FiiO JT7 mogłyby ilustrować hasło „słuchawki wokółuszne” w encyklopedii, ponieważ wyglądają raczej surowo i utylitarnie niż audiofilsko. Dominują matowe tworzywa sztuczne, kształt muszli jest prosty, a ozdoby subtelne. O jakichkolwiek fajerwerkach nie ma mowy, więc nikt raczej nie będzie wzdychał na widok słuchawek. Niemniej JT7 wciąż wyglądają dobrze – są minimalistyczne i uniwersalne, powinny pasować każdemu.

 

Muszle przypominają te z modelu FT1 Pro, a maskownice są wciąż metalowe. Te ostatnie zostały jednak uproszczone wizualnie, ponieważ składają się z trójkątnych, a nie igrekowych oczek. Otwory są na tyle duże, że można przez nie dostrzec magnesy przetworników planarnych oraz srebrne cewki na membranach, które połyskują w świetle. W dolnej części muszli nie zabrakło także wpuszczonych w obudowy gniazd 3,5 mm, ale w górnej części nie ma już otworów wentylujących.

Pady zdają się być identyczne, jak w FT1 Pro, czyli kątowe i hybrydowe, ponieważ zszyto je z imitacji skóry (na zewnątrz i wewnątrz) oraz siateczki (na rantach). Także wypełniono je pianką, a wewnątrz nie obyło się bez siateczek zabezpieczających przetworniki z dużymi oznaczeniami kanałów. Jeśli się jednak przyjrzymy, okaże się, że nauszniki w modelu JT7 są perforowane nie tylko wewnątrz, ale także na zewnątrz. Dla porównania pady w modelu FT1 Pro podziurkowano tylko od środka.

Zastosowano zupełnie inny pałąk niż w FT1 Pro. Po metalowych widełkach i obustronnej opasce nie ma już śladu, lecz rdzeń pałąka jest wciąż metalowy. Nowe mocowania muszli pozwalają także na składanie słuchawek na płasko oraz do wnętrza pałąka, co jest rzadko spotykane w pełnowymiarowych słuchawkach, a już szczególnie stacjonarnych planarach. Uwagę zwraca także dwupoduszkowa opaska pałąka, zamocowana za pomocą rzepu. Podobne rozwiązanie stosuje Sennheiser, np. w modelu HD 490 Pro.

Jakość wykonania jest przeciętna. Dominują matowe tworzywa sztuczne o podatnym na rysy wykończeniu. Miejscami można dostrzec pewne skazy, a spasowanie elementów jest przeciętne – pomiędzy elementami są szerokie szczeliny. Konstrukcja wydaje się być też rozklekotana oraz potrafi skrzypieć podczas zakładania. Nie ma więc wątpliwości, że mamy do czynienia ze planarami klasy budżetowej i niżej pozycjonowanym modelem od FT1 Pro.

Ergonomia i użytkowanie

Gdyby przetworniki nie były widoczne przez maskownice, najpewniej uznałbym, że JT7 to słuchawki dynamiczne – konstrukcja jest zaskakująco lekka! Waga rzędu 318 gramów jest typowa dla słuchawek mobilnych, a nie w stacjonarnych planarów, które potrafią ważyć nawet dwukrotnie więcej. Dla porównania FiiO FT1 Pro są cięższe, ale nieznacznie (374 gramów), ale FT5 ważą już wyraźnie więcej (456 g). Większość HiFiMAN-ów przekracza 400 gramów, a niektóre modele Audeze osiągają grubo ponad pół kilograma. Najbliżej są testowane w lipcu 2025 roku Fostex T50RP MK4 (330 g).

Korzystanie z Jade Audio JT7 to czysta przyjemność. Słuchawki nie męczyły mnie na dłuższą metę, mogłem za ich pomocą nie tylko słuchać muzyki, ale także komfortowo grać bez dyskomfortu. To także zasługa proporcjonalnego wyważenia oraz dość pojemnych i miękkich nauszników, które z powodzeniem neutralizują nacisk pałąka. Do ergonomicznego sukcesu przyczynia się także opaska pałąka, która rozkłada ciężar po bokach głowy i tym samym nie uciska jej czubka. Można ją wymienić, co nie jest możliwe w FT1 Pro.

Pełny mechanizm składania to kolejny plus – nie powoduje on jakiegokolwiek problemu w użytku stacjonarnym, a dzięki temu słuchawki łatwo zmniejszyć na czas transportu, co docenią podróżujący. Należy tylko pamiętać, że słuchawki są otwarte, więc niespecjalnie nadają się do użytku stricte mobilnego, chyba że rozumiemy przez to odsłuchy w hotelu. Ponadto miękki woreczek z zestawu nie zabezpieczy konstrukcji przed uszkodzeniem, więc w tym aspekcie punkt dla FT1 Pro, ponieważ wyższy model ma w zestawie sztywny futerał.

Do czego można się przyczepić? Kable są przyzwoicie elastyczne, ale szorstkie i niezbyt przyjemne w dotyku. W tym aspekcie plus dla FT1 Pro, dostarczanych z przewodami w oplocie. Niestety gniazda zostały wpuszczone w muszle, więc wymiana kabla może być utrudniona, ale nie inaczej było u droższego brata. Z drugiej strony kable z zestawu sprawiają wrażenie trwałych, a nie brakuje też przewodu z wtyczką 4,4 mm, więc nie stanowi to dużego problemu.

Pewne wątpliwości budzi też regulacja rozmiaru – jest precyzyjna i aż jedenastostopniowa, ale niestety przesadzona. Mam średniej wielkości czaszkę, a rozsuwałem muszle tylko o… jeden skok. Słuchawki mogą być więc za luźne u osób z mniejszymi głowami. W tym aspekcie pałąk FT1 Pro jest lepszy – dwunastostopniowa regulacja rozmiaru z wyżej pozycjonowanych słuchawek ma bardziej optymalny zakres.

Specyfikacja

  • konstrukcja: otwarta, wokółuszna
  • przetworniki: planarne 95×86 mm
  • pasmo przenoszenia: 7 Hz-40 kHz
  • impedancja: 18 Ω
  • czułość: 92 dB/mW
  • kable: 3,5 mm oraz 4,4 mm, długość ok. 150 cm, miedź OFC
  • masa: 318 g

Brzmienie

FiiO x Jade Audio JT7 zostały zestrojone w sposób zrównoważony, ale w naturalnym wydaniu – niskie tony są dociążone, średnica gładka i ciepła, a wysokie tony klarowne, lecz łagodne. Dzięki temu słuchawki brzmią muzykalnie i zgrywają się z przeróżnymi repertuarem, a także sprawdzają się w zastosowaniach gamingowych. Wciąż nie ma jednak mowy o zgaszeniu czy zamuleniu dźwięku, ponieważ przekaz pozostaje klarowny i wyrazisty.

Słychać więc mnóstwo podobieństw do FiiO FT1 Pro, również ciepłych, muzykalnych i bezpośrednich słuchawek. Nie stwierdziłem też przepaści jakościowej pomiędzy oboma modelami, mimo różnic w konstrukcji przetworników. Mam wręcz wrażenie, że mógłbym przekleić opis FT1 Pro i w 90% pokrywałby się z brzmieniem JT7. Niemniej o tym za chwilę – najpierw skupmy się na sygnaturze dźwiękowej modelu JT7.

FiiO x Jade Audio JT7 – sygnatura dźwiękowa

Basu jest pod dostatkiem, jak na otwarte planary. Oczywiście nie należy spodziewać się dawki jak ze słuchawek konsumenckich, ale JT7 potrafią już wygenerować zarówno gęsty subbas, soczysty midbas, jak i kontrolowany oraz punktowy wyższy bas. Ponadto JT7 nieźle różnicują fakturę instrumentów i wyciągają sensowną dynamikę. Nie, do szybkości słuchawek hi-endowych daleko, ale spodziewałem się większego regresu względem droższych planarów FiiO w stylu FT1 Pro czy FT5. Bas wciąż nadążał za muzyką i angażował, a w dole pasmo nie brakowało mi detali. Mogłem też z satysfakcją słuchać zarówno jazzu, bluesa czy rocka, jak i elektroniki lub metalu, czyli żonglować nie tylko płytami, ale również gatunkami.

Podobnie sprawa ma się ze średnicą, która zapewnia dość naturalny i bezpośredni przekaz instrumentów oraz wokali. Niski podzakres jest na swoim miejscu, okolice 1 kHz wybrzmiewają bez zniekształceń, a wyższy podzakres odpowiednio doświetla muzykę. Szala przechyla się jednak w stronę muzykalną, a nie analityczną – słychać nutkę ciepła, pewną gładkość oraz łagodność. Nie zrozumcie mnie źle, środek pasma jest wciąż twardo zarysowany i precyzyjny; nie uświadczymy tutaj zamulenia czy zgaszenia. Przekaz nie jest po prostu agresywny czy skrajnie techniczny. Możemy więc rozkładać utwory na czynniki pierwsze i wychwytywać detale, jak i zrelaksować się czy zrobić z muzyki tło. W trakcie testów JT7 ani razu mnie nie zmęczyły, a używałem ich również do gier, co nie jest takie oczywiste w świecie planarów. Wystrzały czy różne szkliste lub elektryczne efekty są często trudne do zniesienia, co nie ma miejsca w przypadku JT7.

To również zasługa przystępnych wysokich tonów. Góra pasma nie jest oderwana od średnicy, nie sprawia wrażenia skrajnie wyżyłowanej, ale tym samym nie została ścięta czy przyciemniona. Dzięki temu nie czuć dystansu do muzyki, ale słuchawki nie akcentują sybilantów, nie kłują uszu i pozostają przystępne w odbiorze. Podoba mi się takie strojenie, ponieważ wiele słuchawek planarnych brzmi ostro, co utrudnia odsłuchy gorzej zrealizowanych albumów. Nie dotyczy to JT7. Zawiedzeni będą tylko wyjątkowo wymagający, bo wysokie tony nie są perfekcyjnie naturalne i selektywne – dla przykładu talerze perkusyjne mają lekko piaszczysty charakter, nie są jeszcze tak dźwięczne i metaliczne, jakby się chciało. Niemniej w tej cenie nie można mieć wszystkiego.

FiiO x Jade Audio JT7 – scena dźwiękowa

Dotyczy to także sceny dźwiękowej, niezbyt dużej, a raczej kameralnej. W połączeniach zbalansowanych można liczyć na szeroką stereofonię, czyli kontrastową separację kanałów, dzięki czemu instrumenty są pozycjonowane na boki. Nie powalają natomiast głębia oraz wysokość, czyli scena ma kształt spłaszczonej elipsoidy – tak naprawdę niewiele dzieje się na płaszczyznach przód-tył oraz góra-dół. Nie sposób więc określić sceny mianem trójwymiarowej, zachwycać się zróżnicowaną ekspozycją źródeł pozornych. Niemniej muzyka nadal nie przytłacza, scena nie jest klaustrofobiczna.

Holografia również nie powala na kolana. Instrumenty nie są pozycjonowane w przeróżnych punktach, ale już wydają się mieć kształt i rozmiar, czyli nie sprawiają wrażenia szkicowych czy punktowych. Tradycyjnie dotyczy to szczególnie basu, który lubi wypełnić zakamarki sceny. Zawdzięcza się to dobrej separacji dźwięków oraz sensownemu napowietrzeniu. Inaczej rzecz ujmując, instrumenty nie są zbite w jeden punkt, a poszczególne linie melodyczne nie zlewają się ze sobą. Niemniej przekaz jest jednak raczej monitorowy czy studyjny, niż efektowny oraz „koncertowy”.

FiiO x Jade Audio JT7 – porównania z FiiO FT1 Pro, HiFiMAN Sundara i innymi słuchawkami

Jade Audio JT7 vs FiiO FT1 Pro
Jade Audio JT7 są naprawdę zbliżone do FiiO FT1 Pro. Jedne i drugie słuchawki oferują dociążony bas, ciepłą średnicę i niewyżyłowaną górę pasma, a brzmienie obu modeli można określić jako naturalnie zrównoważone. Nie stwierdziłem też specjalnych różnic w dynamice czy rozdzielczości – JT7 także nie spóźniają się z atakiem, przekazują dużo szczegółów i z pewnością nie nudzą.

Nie znaczy to jednak, że JT7 brzmią identycznie jak FT1 Pro. Moim zdaniem słuchawki z logo Jade Audio generują trochę więcej basu i chętniej schodzą w subbas. Niskie tony JT7 odebrałem jako nieznacznie masywniejsze i soczystsze, co tym samym dodatkowo ociepliło przekaz oraz złagodziło wysokie tony względem FT1 Pro. Według mnie droższe planary budują także trochę większą scenę dźwiękową, chociaż ani JT7, ani FT1 Pro nie popisują się jeszcze głębią, czyli generują raczej elipsoidalną niż kulistą przestrzeń.

Jeśli więc zależy nam na ciut większej scenie dźwiękowej, trochę lepszych materiałach i dźwięku kapkę bliższym neutralności, to FT1 Pro mogą podobać się bardziej od JT7. Nie mam jednak żadnych wątpliwości, że to słuchawki sygnowane logo Jade Audio wygrywają opłacalnością – za 500 zł mniej otrzymujemy naprawdę zbliżone brzmienie oraz lżejszą i składaną konstrukcję. Ode mnie punkt dla JT7.

Jade Audio JT7 vs HiFiMAN HE400SE i Sundara
Jade Audio JT7 wypadają dobrze także na tle konkurencji. Mam tutaj szczególnie na myśli zarówno tańsze, jak i droższe słuchawki marki HiFiMAN. Bohater testu brzmi masywniej w basie, cieplej i po prostu przyjemniej od HE400SE, co zawdzięcza się szczególnie łagodniejszej górze pasma, która jest ewidentnie mocniejsza w słuchawkach ze stajni HiFiMAN-a. Z kolei droższe Sundara nie mają tak gładkiego przebiegu częstotliwości, tak płynnego przejścia od basu przez średnicę po sopran, a do tego także ostrzej rysują górę pasma. Nowsze Sundara Silver są z kolei bardziej płaskie i analityczne.

Jade Audio JT7 vs FiiO FT5
Podobnie sprawa ma się konfrontacji z FiiO FT5 – słuchawek o większej, bardziej trójwymiarowej scenie, ale akcentujących skrajne pasma kosztem średnicy. Przy nich JT7 są równiejsze, cieplejsze i bardziej naturalne w przekazie, ale mniej przestrzenne. Uważam, że FT5 mają wyższą dynamikę, brzmią szybciej i precyzyjniej, ale są bardziej efektowne w przekazie i jaśniejsze, co nie każdemu przypadnie do gustu. „Piątki” wygrywają ponadto jakością wykonania, dwoma rodzajami nauszników w zestawie, świetnym kablem i mnóstwem akcesoriów, ale kosztują… 1800 zł więcej. W brzmieniu takiej przepaści nie słychać.

Jade Audio JT7 vs Fostex T50RP MK4
Jade Audio JT7 wypadają także ciekawie na tle najnowszych Fosteksów T50RP MK4, czyli planarnych słuchawek studyjnych. Wprawdzie najnowszy model dobrze znanej serii brzmi już cieplej i łagodniej w sopranie od starszych iteracji, ale JT7 nadal oferują pełniejszy bas i łagodniejszy sopran od T50RP MK4. Scena w obu przypadkach nie jest spektakularna, ale miałem wrażenie większego dystansu do dźwięku w Fosteksach. Za słuchawkami od Jade Audio przemawia jednak kabel zbalansowany w zestawie oraz niższa cena, ponieważ T50RP MK4 wymagają dopłaty około 200 zł (850 zł).

FiiO x Jade Audio JT7 – synergia i wysterowanie

Jade Audio JT7 są słuchawkami wysoce synergicznymi – dociążony bas, bliska średnica i ciepłe brzmienie zapewniają współpracę z przeróżnymi źródłami. Słuchawki zgrały się zarówno z urządzeniami cieplejszymi/analogowymi (Cayin RU9), jak i neutralnie zrównoważonymi (HiFiMAN EF600) oraz technicznymi w przekazie (FiiO R9). Nie narzekałem na żadną konfigurację, ale nie inaczej było z FiiO FT1 Pro.

Ważniejsza od synergii jest odpowiednia moc. Znowu okazuje się, że niska impedancja nie gwarantuje łatwego wysterowania – Jade Audio JT7 lubią wydajne wzmacniacze stacjonarne. Słuchawki brzmiały głośno na niskich poziomach podbicia, ale po zwiększeniu wzmocnienia JT7 ożywały – przybywało basu, energii oraz klarowności, podobnie jak w przypadku FT1 Pro. Zatem JT7 nie rozwiną skrzydeł z dziurki z laptopa, adaptera Bluetooth czy mobilnego dongle’a – przetworniki mają już pewne wymagania prądowe.

FiiO x Jade Audio JT7 – kabel

JT7 nie wymagają wymiany kabla, ale intensywnie reagują na inny przewodnik. Podobnie jak w teście modelu FT1 Pro, również podłączyłem je za pomocą kabla z zestawu FT5, wykonanego na bazie posrebrzonej miedzi OCC. Efekt był ten sam, co w FT1 Pro – skrajne pasma się wzmocniły, a średnica odsunęła, co przybliżyło sygnaturę do tej z modelu FT5. Tym samym ubyło ciepła, dźwięk stał się bardziej neutralny oraz klarowny.

Czy warto zatem wymienić kabel na posrebrzony? Jeśli dysponujemy ciepło brzmiącym źródłem i zależy nam na bardziej neutralnym dźwięku i mocniejszym sopranie – docenimy posrebrzoną miedź OCC czy nawet czyste srebro. Gdy jednak lubimy ciepły charakter dźwięku i obawiamy się przeostrzenia, to lepiej pozostać przy miedzi OFC lub postawić na miedź OCC. Osobiście głosowałbym za miedzią – ciepło i przystępność to esencja JT7, szkoda byłoby to stracić.

Podsumowanie

FiiO x Jade Audio JT7 przerosły moje oczekiwania. Spodziewałem się wielu kompromisów względem modelu FT1 Pro, a tymczasem tańszym słuchawkom niewiele do nich brakuje. Co więcej, konstrukcja jest lżejsza i składana. W zamian za 650 zł otrzymujemy więc lekkie i wygodne planary z kablem zbalansowanym, które brzmią bezpośrednio i wyraziście, ale ciepło oraz dość naturalnie – bas jest przyzwoicie dociążony, pasmo średnie bliskie, a góra klarowna, ale nie wyostrzona. Dzięki temu JT7 sprawdzają się świetnie w zastosowaniach muzycznych, jak i gamingowych.

Nie obyło się bez pewnych wad. Jakość wykonania nie zachwyca – dominują tworzywa sztuczne, a konstrukcja wydaje się być rozklekotana. Regulacja rozmiaru jest szeroka, ale przestrzelona – osoby z mniejszymi głowami mogą narzekać. Nie można jeszcze oczekiwać spektakularnej sceny dźwiękowej, wybitnej dynamiki czy hi-endowej szczegółowości.

FiiO x Jade Audio JT7 kosztują 649 zł i są jednymi z najbardziej opłacalnych słuchawek planarnych na rynku. Testowało mi się je naprawdę przyjemnie, mimo że dysponuję modelami kilkudziesięciokrotnie droższymi. Nie, do perfekcji im daleko, ale relacja jakości do ceny jest niezwykle korzystna, szczególnie w kontekście modelu FT1 Pro. Podoba mi się również, że JT7 brzmią cieplej oraz nie męczą wysokimi tonami. Uważam, że słuchawki w pełni zasłużyły na rekomendację, szczególnie gdy szukamy muzykalnych planarów i unikamy wyżyłowanego sopranu.

Dla FiiO x Jade Audio JT7

Zalety:
+ minimalistyczne wzornictwo
+ lekka konstrukcja
+ wysoka ergonomia
+ szeroka regulacja rozmiaru
+ wymienne kable i przewód zbalansowany w zestawie
+ uniwersalna sygnatura dźwiękowa
+ wysoka synergiczność
+ dobre w zastosowaniach gamingowych
+ naturalne, szczegółowe i łagodne brzmienie
+ bezpośrednia scena dźwiękowa

Wady:
– przeciętna jakość wykonania
– gniazda wpuszczone w obudowy
– kameralna scena dźwiękowa

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
terra

1 KOMENTARZ

  1. No to dokonam „koming ałtu” – Jade to drugie imię Amy Winehouse.
    Mam wrażenie, że wydrążyła mi swoim głosem wyrwę w umyśle….
    Ale to dobrze.
    To link do duetu z Paulem Wellerem z hootenanny Joolsa Hollanda – „I Heard It Through The Grapevine” :
    https://www.youtube.com/watch?v=9PpWBS3mf7w
    Oczywiście tylko jeśli można zapodać.
    Dziękuję za recenzję.
    Ukłony

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj