Fosi Audio IM4 nie są zwyczajnymi dynamikami. Nowe dokanałówki charakteryzują się otwartą konstrukcją i można je przestroić na dwa sposoby – za pomocą wymiennych filtrów akustycznych oraz tipsów silikonowych. Według producenta brzmienie jest zrównoważone, ale przystępne.
Fosi Audio IM4 są zgodne z trendami i jednocześnie im zaprzeczają. Nowość azjatyckiego producenta charakteryzuje się ergonomicznie wyprofilowanymi obudowami, otwartą konstrukcją oraz wymiennymi filtrami akustycznymi, co plasuje je wśród nieszablonowych i zaawansowanych IEM-ów, które użytkownik może dostosować pod siebie. Służą do tego nie tylko wykręcane tulejki (aluminiowe lub mosiężne), ale także trzy rodzaje tipsów o zróżnicowanej średnicy otworów wylotowych.
Jednocześnie producent nie zdecydował się na konstrukcję hybrydową i nie naszpikował słuchawek przetwornikami – wewnątrz aluminiowych kopułek są samotne, 10-milimetrowe dynamiki. W 2026 roku taka konfiguracja nie robi już wrażenia, ale z doświadczenia wiem, jak dużo można wycisnąć z pojedynczych przetworników – wystarczy spojrzeć na serię IE Sennheisera. Pikanterii dodaje także cena modelu IM4, ustalona na niecałe 500 zł, czyli niewygórowana, zważywszy na ponadprzeciętne możliwości słuchawek.
Sprawdziłem, co potrafią Fosi Audio IM4 i jak mają się do konkurencji.
Wyposażenie
Zestaw zawiera:
- 3 pary tipsów „Balanced” (rozmiary S, M, L);
- 3 pary tipsów „Bass” (rozmiary S, M, L);
- 3 pary tipsów „Deep Bass” (rozmiary S, M, L);
- 2 pary filtrów akustycznych (aluminiowe i mosiężne);
- kabel 2-pin 0,78 mm > 3,5 mm (długość ok. 120 cm);
- futerał;
- dokumentację.
Razem ze słuchawkami otrzymujemy trzy zestawy silikonowych nakładek, które umieszczono w kartonowych organizerach. Może to nic specjalnego, ale podoba mi się, że producent ogranicza ilość tworzyw sztucznych, bo nierzadko tipsy są pakowane w plastikowe pudełka, moim zdaniem zbędne. Dodatkowe filtry zapakowano jednak w woreczek strunowy, ale wielokrotnego użytku.

Niestety nie można liczyć na kabel zbalansowany, czy tym bardziej przewód modularny, ale jestem w stanie przymknąć na to oko w modelu za pięć stówek. Niemniej w słuchawkach tej klasy zdarzają się już zaawansowane, modularne kable (np. Oriveti Bleqk Purecaster).
Konstrukcja i jakość wykonania
Fosi Audio IM4 powinny spodobać się minimalistom. Obudowy słuchawek wycięto z aluminium za pomocą frezarki CNC i wykończono metodą anodowania, a do wyboru mamy warianty czarny oraz szary – oba matowe. Mimo tego słuchawki wpadają w oko za sprawą nietuzinkowych faceplate’ów z pomarańczowymi maskownicami, które efektownie kontrastują z czernią. Wzrok przyciąga także sam kształt obudów, inspirowany słuchawkami typu CIEM.

Maskownice są gęsto perforowane, ale pod określonym kątem widać przez nie połyskujące złącza 2-pin 0,78 mm, więc to nie atrapy. Gniazda umieszczono tradycyjnie w górnej części, ale nie zostały one wpuszczone w obudowy. Na słuchawkach dostrzeżemy jeszcze maciupkie otwory odpowietrzające oraz drobne oznaczenia kanałów wraz z logo producenta. Tulejki prezentują się zwyczajnie – na pierwszy rzut oka nic nie zdarza, że są wymienne.
Kabel spleciono w warkocz z czterech żył posrebrzonej miedzi OFC, które zostały zabezpieczone ciemnoszarą i półprzezroczystą izolacją. Wszelkie elementy na kablu wykonano z aluminium, a wtyczki 2-pin, suwak i wtyk 3,5 mm pasują do siebie wizualnie. Swoją drogą wtyczki odróżniono nie literowymi oznaczeniami, a kolorami – czerwienią i błękitem. Wtyczki jednak zabudowano, więc akcenty nie są widoczne po ich podłączeniu.

Słuchawki są zaskakująco dobrze wykonane. Producent nie oszczędzał, bo zarówno obudowy, jak i pokrywki nie budzą najmniejszych zastrzeżeń – wyfrezowano je perfekcyjnie. To samo dotyczy wykończenia oraz spasowania poszczególnych elementów. Gwinty filtrów akustycznych także niczym nie podpadają, a kabel nie odstaje jakościowo od reszty.
Ergonomia i użytkowanie
Kształt obudów to strzał w dziesiątkę – w moich uszach słuchawki leżą jak ulał. Miałem wręcz złudne wrażenie, że zostały zaprojektowane specjalnie dla mnie, bo wypustki i wgłębienia idealnie odpowiadają moim małżowinom usznym. W trakcie testów nie skarżyłem się na wypadanie czy uciskanie, a mimo sporych obudów tylko nieznacznie odstawały one z uszu.
Nie należy obawiać się otwartej konstrukcji. Izolacja akustyczna jest też zdecydowanie lepsza niż w otwartych słuchawkach wokółusznych czy też modelach dousznych, ale przeciętna, jak na IEM-y. IM4 przytłumiają otoczenie, pozwalają już skupić się na muzyce, ale nie wygrają z harmiderem – rozklekotanym pociągiem czy zgiełkiem zatłoczonej ulicy. Niemniej spodziewałem się, że będzie gorzej – podczas odsłuchów nic mi specjalnie nie przeszkadzało.

Wymiana filtrów nie stanowi wyzwania. Gwinty są głębokie i precyzyjnie nawiercone, więc łatwo wykręcić fabrycznie założone tulejki aluminiowe (czarne), by sprawdzić te mosiężne (złote). Uważam, że Fosi zrealizowało to lepiej niż Kefine w droższym modelu Arnar z płytszymi i gorzej nawierconymi gwintami. Producent mógł jednak wyżłobić krawędzie samych tulejek, co ułatwiłoby ich wykręcanie i wkręcanie, bo gładkie tulejki mogą ślizgać się w wilgotnych dłoniach.
Kabel niczym mi nie podpadł. Wtyczki trzymają się wzorowo, zausznice są odpowiednio odgięte, więc nie spadają z małżowin usznych, a suwak utrzymuje pozycję, więc nie tylko w teorii pozwala skrócić odcinki douszne. Spodobała mi się też smukła wtyczka 3,5 mm z dodatkowym wydłużeniem, które gwarantuje kompatybilność z urządzeniami w etui. Nie skarżyłem się także na efekt mikrofonowy – wprawdzie słychać lekkie szuranie kabla, ale ten nie stuka i nie irytuje na co dzień, bo jest optymalnie ciężki, elastyczny i lejący się.
Specyfikacja
- przetworniki: dynamiczne 10 mm (pokryte berylem)
- pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz
- impedancja: 21 Ω
- czułość: 109 dB
- kabel: posrebrzona miedź OFC, 2-pin 0,78 mm > 3,5 mm, długość ok. 120 cm
- masa: 6 g (pojedyncza słuchawka); 36 g (obie słuchawki z kablem, tipsami itd.)
Brzmienie
Nie zgadzam się z producentem odnośnie zrównoważonego dźwięku. Prosto z pudełka Fosi Audio IM4 akcentują skrajne pasma, generują dość mocny i efektowny midbas oraz klarowny sopran. Słuchawki zostały więc zestrojone na planie litery „V”, ale… w bardzo dobrym wydaniu! Soczyste i sprężyste niskie tony szybko mnie przekonały, a IM4 to też miła odmiana od neutralno-zrównoważonego tuningu, który zdominowały rynek.
Słuchawki można jednak łatwo przestroić kombinacjami tipsów i tulejek – dostosować ilość basu silikonowymi nakładkami, a także zmodulować średnicę oraz sopran za pomocą filtrów. Zacznijmy od tipsów, a następnie przejdźmy do filtrów, kolejno aluminiowych (czarnych) oraz mosiężnych (złotych).
Fosi Audio IM4 – tipsy
Końcówki różnią się nieznacznie kształtem, tulejkami oraz – przede wszystkim – średnicą otworów wylotowych. Wpływają więc na ciśnienie akustyczne, a co za tym idzie ilość basu. Sprawa nie jest jednak tak oczywista, jak mogłoby się wydawać po oznaczeniach tipsów.

Końcówki „Balanced” nie wycinają niskich tonów, zapewniają już pełny midbas i efektowne brzmienie. Tipsy „Bass” dodatkowo akcentują średni podzakres niskich tonów i w konsekwencji łagodzą wyższą średnicę i sopran. Zaskakują nakładki „Deep Bass”. Spodziewałem się, że wzmocnią bas do niestrawnych ilości, ale nic z tych rzeczy. Uspokajają one średni bas na rzecz subbasu i zachowują łagodne wyższe rejestry.
Które tipsy są najlepsze? Wszystkie mają sens, ale mnie najbardziej spodobały się te pierwsze i ostatnie, czyli „Balanced” i „Deep Bass”. Rzadko sięgałem po końcówki „Bass”, bo w mojej ocenie słuchawki nie potrzebują wzmacniania średniego podzakresu niskich tonów. Do odsłuchów wykorzystałem jednak końcówki typu „Balanced”, żeby skupić się na wpływie filtrów akustycznych.
Fosi Audio IM4 – filtry aluminiowe (czarne)
Fosi Audio IM4 z czarnymi filtrami akcentują średni bas, ale wciąż podają go w sposób przystępny i kontrolowany. Dół pasma rozwija skrzydła w elektronice czy rapie, ale nie wychodzi mocno przed szereg w jazzie czy klasyce. Niskie tony mają soczysty, sprężysty i wyrazisty charakter, potrafią pulsować, wibrować oraz leniwie się przelewać. Faktura instrumentów basowych nie jest perfekcyjnie zróżnicowana, ale o zamuleniu czy dudnienia nie ma bynajmniej mowy. Niemniej słuchawki deklarują się już po muzykalnej stronie mocy.
Pasmo średnie jest krok wstecz za basem i ma gładko-ocieplony charakter za sprawą priorytetowej niższej średnicy. Zatem mimo efektownego strojenia, Fosi Audio IM4 brzmią paradoksalnie dość naturalnie. Słychać, że pasmo średnie to sprawka przetwornika dynamicznego. Jest miększe niż w konstrukcjach armaturowych czy planarnych. Wyższa średnica nie została jednak skasowana, instrumenty i wokale brzmią wciąż bezpośrednio oraz klarownie, wydają się być zarysowane i precyzyjne. Bez obawy – brzmienie z pewnością nie jest analityczne czy laboratoryjne, Fosi Audio IM4 nie przytłaczają szczegółami.
Słuchawki docenią zmęczeni wyżyłowanym sopranem. Fosi Audio IM4 z czarnymi filtrami brzmią kulturalnie, podają muzykę w sposób łagodny i przystępny. Sykliwością nie trzeba się przejmować, sybilizacja zawarta w nagraniach jest ograniczana. Z kolei fani mocno rozciągniętego, swobodnego i precyzyjnego sopranu mogą czuć pewien niedosyt – IM4 w fabrycznej konfiguracji zaokrąglają i lekko ścinają najwyższe podzakresy. Mnie to nie przeszkadzało, tym bardziej, że sopran łatwo skorygować filtrami, o czym już za chwilę.
A co ze sceną dźwiękową? Nie jest ona tak „otwarta”, jak w nagłownych słuchawkach o takiej konstrukcji. Sam nazwałbym słuchawki raczej mianem „wentylowanych”, ponieważ Fosi Audio IM4 nie zawieszają jeszcze źródeł pozornych wokół nas, nie oferują tak intensywnego napowietrzenia, jakby się chciało. Niemniej słychać już pozytywny wpływ wyfrezowanych pokrywek – scena jest szersza niż zazwyczaj w słuchawkach niezbalansowanych. Szczerze mówiąc nie brakowało mi wtyczki 4,4 mm.

Fosi Audio IM4 – filtry mosiężne (złote)
Na pierwszy rzut oka filtry różnią się tylko materiałem/kolorem, ale w rzeczywistości czarne tulejki mają wewnątrz dodatkowe wkładki, które częściowo przysłaniają siateczki. W złotych filtrach wyloty nie są w ogóle blokowane, więc wyraźnie zmieniają one charakter słuchawek, zdecydowanie je rozjaśniając.
Filtry mosiężne wciąż zapewniają dość efektowne brzmienie z mocnymi skrajami pasma, ale ubywa średniego basu na rzecz subbasu, a przybywa wyższej średnicy i sopranu. Dźwięk staje się bardziej bezpośredni i chłodniejszy, a momentami nawet ostrzejszy. Słuchawki w tej konfiguracji nie są już tak łagodne, nie maskują sybilizacji i wydają się brzmieć trochę bardziej technicznie, bo łatwiej wychwycić detale.
To także zasługa mocniejszej separacji dźwięków – średni bas nie wypełnia już tak sceny, dlatego źródła pozorne są lepiej odseparowane, a powietrza więcej. Muzyka jakby zyskuje „oddechu”, otwiera się i staje klarowniejsza. Jednocześnie słuchawki przestają być tak uniwersalne. Ze złotymi filtrami bywają jazgotliwe w gorzej zrealizowanym materiale i potrafią nieznacznie zasyczeć w słabszych realizacjach, ale jest na to sposób.
Z pomocą przychodzą tipsy. Jeśli wymienimy końcówki „Balanced” na „Bass” przybędzie średniego basu, a wyższa średnica i sopran lekko się uspokoją. Brzmienie jednak przybliży się do czarnych filtrów z końcówkami „Balanced”, co niejako mija się z celem. Dlatego według mnie lepsze efekty dały tipsy „Deep Bass”, bo dźwięk pozostał klarowniejszy, ale problematyczne podzakresy złagodniały.
Fosi Audio IM4 – filtry w pigułce
czarne filtry – pełny średni bas, ciepła i łagodna średnica, uspokojona góra pasma. Szeroka scena dźwiękowa, ale wypełniona przez midbas, stąd przeciętne napowietrzenie.
złote filtry – spokojniejszy bas, klarowniejsza średnica oraz mocniejsze wysokie tony. Szeroka scena dźwiękowa z mocniejszą separacją dźwięków, obfitszym napowietrzeniem.
Werdykt? Początkowo postawiłem krzyżyk na filtrach złotych, bo przekonały mnie ciepło oraz łagodność czarnych tulejek. Niemniej w przypadku filtrów złotych wystarczyło poeksperymentować z tipsami, by lekko uspokoić wyższe tony. W rezultacie chętnie korzystałem zarówno z tulejek czarnych i końcówek „Balanced”, jak i złotych z nakładkami „Deep Bass”.
Fosi Audio IM4 – porównania
Oriveti Bleqk Purecaster
Purecastery od submarki Oriveti są podobnie wycenione i mają wiele wspólnego z IM4 – to również dynamiki z dwoma rodzajami wymiennych filtrów. W ich przypadku dźwięk jest jednak albo U-kształtny, czyli efektowny, klarowny i nowoczesny, albo bardziej płaski i analityczny. W bezpośrednim porównaniu to Fosi Audio IM4 mają więcej ciepła, generują masywniejszy średni bas i są łagodniejsze w wyższych rejestrach. Purecaster bez względu na konfigurację generują ostrzejszą, mniej naturalną górę pasma.

Funkcjonalnie słuchawki wzajemnie się prześcigają. Bleqk Purecaster mają modularny kabel z wtyczką 4,4 mm w zestawie, a Fosi Audio IM4 trzy zestawy tipsów, które stanowią dodatkowe narzędzie tuningu. Może balans w Purecasterach robi większe wrażenie na papierze, ale w praktyce nie słyszałem specjalnej różnicy w szerokości sceny i separacji kanałów – oba modele generowały równie stereofoniczną i elipsoidalną przestrzeń.
Werdykt? Mnie przyjemniej słuchało się IM4 – słuchawki Fosi Audio mają w sobie pewną organiczność, więcej ciepła i gładkości od Purecasterów, które są trochę trudniejsze w odbiorze, jakby cyfrowe” oraz chłodniejsze w sopranie. Niemniej fani mocniejszej góry mogą postawić znak wyższości przy słuchawkach marki Bleqk – wszystko zależy od preferencji.
Kefine Arnar
Kefine Arnar to już droższa i bardziej zaawansowana konstrukcja, bazująca na przetwornikach planarnych i armaturowych. To słychać, ponieważ Arnar twardziej zarysowują bas i średnicę oraz brzmią bardziej wyraziście w wyższych podzakresach. Scena jest podobna w jednych i drugich słuchawkach – szeroka i z mocno odseparowanymi kanałami. Oba modele przechylają się też w stronę muzykalną, a nie stricte analityczną.

Słuchawki od Kefine także można przestroić i to trzema rodzajami filtrów, które zapewniają neutralne, podkoloryzowane lub ciemniejsze brzmienie. Arnar mogą pochwalić się ponadto modularnym kablem z wtyczką 4,4 mm, więc wychodzą na prowadzenie. Dokanałówki Kefine są jednak ok. 200 zł droższe od Fosi Audio IM4, co przemawia za tańszym modelem. IM4 można wręcz traktować jako mniej kosztowną alternatywę dla modelu Arnar ze względu na zbliżoną sygnaturę dźwiękową.
Sivga Lyrebird
Lyrebird to także wyżej pozycjonowane słuchawki, które mają niewiele wspólnego z IM4. Wyposażono je w cztery rodzaje przetworników, zestrojonych w sposób zrównoważony, gładki oraz klarowny. Przy nich IM4 brzmią zdecydowanie efektowniej, pełniej w basie, łagodniej w średnicy i sopranie. Moim zdaniem Lyrebird reprezentują wyższy poziom jakościowy, ale niektórzy mogą odebrać je jako… nudne.

IM4 za sprawą większej energii w basie i odsuniętej średnicy brzmią z większą werwą; lepiej radzą sobie z gatunkami elektronicznymi, popularnymi czy rapem oraz metalem. Cięższe granie nie jest tak żywe i wciągające w przypadku słuchawek Sivga. Jeśli oceniałbym oba modele z perspektywy stricte technicznej, bez wahania wybrałbym Lyrebird. Gdybym natomiast szukał przede wszystkim muzykalności i możliwości tuningu, to IM4 byłyby górą.
Fosi Audio IM4 – synergia, wysterowanie i kabel zbalansowany
Mocą nie trzeba się przejmować – słuchawki brzmią donośnie, dynamicznie i swobodnie w basie już na niskim poziomie podbicia. Czystość sygnału także satysfakcjonuje. Z wydajnymi odtwarzaczami czy urządzeniami typu kombo byłem w stanie wychwycić lekki szum, ale tylko w przypadku średniego czy wysokiego poziomu wzmocnienia.
Synergia to kwestia bardziej skomplikowana – będzie zależała od wybranych tipsów i filtrów. Moim zdaniem filtry czarne są bardziej uniwersalne, a słuchawki z nimi więcej wybaczają. Należy tylko uważać, żeby nie zdublować sygnatury – do filtrów czarnych najlepiej sprawdzą się źródła o neutralnym lub jasnym charakterze. W przypadku filtrów złotych lepiej uważać na sopran lub skorygować go tipsami „Bass” lub „Deep Bass”.

Słuchawki są czułe na charakter źródła. Z FiiO M17 czy R9 zabrzmiały bardziej technicznie i przestrzennie, a z Cayinem RU9 spokojniej i łagodniej. W przypadku tego ostatniego z łatwością można było także wychwycić różnice między trybami, tranzystorowym oraz dwoma lampowymi. Miło mi się ich słuchało także z malutkim dongle, czyli Tanchjim Space II o neutralno-klarownej sygnaturze.
Nie uważam, aby słuchawki wymagały kabla zbalansowanego. Nie potrzebują dużej mocy, a brzmią dzięki temu czysto z każdego źródła. IM4 generują też optymalnie szeroką scenę dźwiękową, więc nie ubolewałem nad brakiem wtyczki 4,4 mm. Sięgnąłem jednak po stosowny kabel, a efekt był standardowy – ciut mocniejsza separacja kanałów i bardziej elipsoidalna scena. Z niektórymi źródłami pojawił się jednak lekki szum, więc „coś za coś”.
Podsumowanie
Nie potrzebuję systemu tuningu, nie szaleję za V-kującymi słuchawkami i zazwyczaj korzystam z konstrukcji hybrydowych. Mimo tego spędziłem długie godziny z Fosi Audio IM4, a odsłuchom towarzyszył uśmiech. Słuchawki zrobiły na mnie duże wrażenie wysoką jakością wykonania, minimalistycznym wzornictwem oraz wzorową ergonomią, a nie zawiodłem się też elastycznym kablem. Narzędzia tuningu okazały się skuteczne – zarówno filtry, jak i tipsy umożliwiły mi dostrojenie słuchawek do preferencji. Trzon brzmienia to jednak muzykalność, gładkość i ciepło okraszone szeroką sceną dźwiękową.
Brak balansu psuje humor, ale tak naprawdę słuchawki go nie potrzebują. Izolacja akustyczna nie jest wybitna, niemniej IM4 wciąż pozwalają skupić się na muzyce. Nie wszystkie konfiguracje filtrów i tipsów są udane – można natrafić na lekkie zamulenie czy przesadne wyostrzenie.

Fosi Audio IM4 kosztują 499 zł. Oferta jest fair – w zamian otrzymujemy solidne, estetyczne, wygodne i dobrze brzmiące IEM-y o muzykalnym charakterze. Mnie spodobały się bardziej od konkurencyjnych Oriveti Bleqk Puremaster, a nie zgrzytałem też zębami, zestawiając je z droższymi modelami o bardziej zaawansowanych konfiguracjach przetworników. Dlatego uważam, że IM4 zasługują na rekomendację, ale z zaznaczeniem, że to słuchawki dla szukających muzykalnego grania, a nie bezwzględnej wierności.
Dla Fosi Audio IM4
Zalety:
+ praktyczne wyposażenie
+ wysoka jakość wykonania
+ estetyczne i uniwersalne wzornictwo
+ fantastyczna ergonomia
+ elastyczny i lejący się kabel
+ dwa rodzaje filtrów akustycznych
+ trzy rodzaje tipsów
+ efektowne, muzykalne i ciepłe brzmienie (filtry czarne)
+ klarowne, napowietrzone i wyraziste brzmienie (filtry złote)
+ szeroka scena dźwiękowa
Wady:
– brak kabla zbalansowanego w zestawie
– przeciętna izolacja akustyczna
– zamulenie basu/wyostrzenie sopranu (w niektórych konfiguracjach filtry/tipsy)
Sprzęt dostarczył:





![Sivga Lyrebird [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/08/Sivga-Lyrebird-218x150.jpg)
![Kefine Arnar [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/08/Kefine-Arnar-218x150.jpg)
![SIMGOT SuperMix 4 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/07/Simgot-Supermix-4-218x150.jpg)
![Fosi Audio ZH3 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/04/Fosi-Audio-ZH3-218x150.jpg)
![Fosi Audio i5 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/02/Fosi-Audio-i5-218x150.jpg)