HEDDphone D1 wyróżniają się na tle innych produktów niemieckiej marki. Wciąż cechują się konstrukcją otwartą, ale bazują na przetwornikach dynamicznych zamiast AMT. Uwagę zwracają membrany wykonane z włókna węglowego oraz stosunkowo niska cena słuchawek – model D1 to obecnie najbardziej przystępna propozycja w portfolio Heinz Electrodynamic Designs.
Lubię, gdy producenci próbują zaburzyć status quo – rzucają wyzwanie klasykom o umocnionej pozycji na rynku. Taka sztuka rzadko się udaje, bo często mimo niezaprzeczalnych atutów nowości, modele „kultowe” ani drgną w posadach. Dla przykładu Meze 109 Pro czy Sivga Peng, słuchawki docenione i w wielu aspektach znakomite, nie zdetronizowały wysławianych Sennheiserów serii HD 600. Nie chcę zostać źle zrozumiany, uważam że najnowsze HD 660S2 to kawał dobrych słuchawek, ale niemiecki producent niejako spoczął na laurach, bo od wielu lat odcina kupony czy też recyklinguje rozwiązania, bowiem kolejni otwarci przedstawiciele serii „sześćset” nie przynoszą rewolucji.
Stąd właśnie potrzeba zaburzenia stanu rzeczy czy wręcz zmiany rozkładu sił, na którą HEDD Audio wydaje się odpowiadać. Sytuacja jest na tyle ciekawa, że Heinz Electrodynamic Designs, pobratymiec Sennheisera, dotychczas skupiał się rozwiązaniach stricte profesjonalnych i pozostawał wierny przetwornikom AMT. Dzieła HEDD-a plasowały się też w wyższej półce cenowej, a więc zazwyczaj nie deptały po piętach rodzimej konkurencji. HEDDphone D1 zmieniają postać rzeczy, bo to otwarte i wokółuszne dynamiki w przyjaźniejszej cenie (2799 zł), które siłą rzeczy wchodzą w paradę Sennheiserowi (i nie tylko).
Co wyniknie z tej bratobójczej potyczki? Czy sprawiedliwości stanie się zadość, a król okaże się nagi? A może, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta?
Wyposażenie
Zestaw zawiera:
- kabel 2×3,5 mm > 3,5 mm (długość 225 cm);
- adapter 6,35 mm;
- futerał na słuchawki;
- pokrowiec na kabel;
- naklejkę do usuwania kurzu;
- instrukcję obsługi i dokumentację.
Niestety w zestawie nie znajdziemy kabla zbalansowanego, który jest dodawany do HD 660S2. HEDD Audio oferuje taki przewód z wtykiem 4,4 mm, ale na tę chwilę nie jest dostępny w Polsce i wymaga sporego wydatku (300 euro). Na szczęście w grę wchodzą zamienniki, bo zastosowano (względnie) uniwersalne gniazda 3,5 mm.

W pozostałych aspektach wyposażenie modelu D1 jest lepsze od Sennheiserów. Przewód wyposażono w metalowe obudowy wtyków oraz zabezpieczono przyjemnym w dotyku oplotem, a razem z HEDDphone D1 otrzymujemy także wysokiej jakości futerał. Dla porównania HD 660S2 dostarczane są ze zwyczajnymi kablami i prostym woreczkiem.
Konstrukcja i jakość wykonania
Wzornictwo zostało uproszczone – model D1 nie wygląda tak retrofuturystycznie, jak wyżej pozycjonowane słuchawki serii HEDDphone. Dominuje matowa czerń, a kształt muszli jest niejako standardowy, więc wzrok przyciąga metalowy pałąk, który jest szynowy, ale niemal w całości zabudowany szeroką opaską z weluru. Ciekawie prezentują się także widełki o nietypowych zawiasach, pozwalających dostosować płaszczyznę muszli. Gdzieniegdzie można dostrzec także subtelne detale w postaci logo producenta, jak i naklejkę z napisem: „Made in Germany”.

Maskownice znajdują się z obu stron, czyli zarówno na zewnątrz muszli, jak i w obrębie nauszników. Widać przez nie przetworniki dynamiczne z karbonowymi membranami (Thin-Ply Carbon), które powstały we współpracy ze szwedzkim producentem Composite Sound. Maskownice zabezpieczające membrany przykręcono za pomocą śrub typu Torx. Za ich pomocą skręcono także newralgiczne elementy konstrukcji, czyli rozsuwany pałąk o 12-stopniowej regulacji rozmiaru oraz ruchome widełki, które umożliwiają muszlom swobodny ruch w obu osiach.
Kątowe nauszniki zostały wykonane z mikrozamszu czy też „perforowanego weluru”, bo tak materiał określa producent. Coś w tym jest, ponieważ pady wydają się być trochę bardziej „włochate” niż zazwyczaj nauszniki z materiału microsuede. Podziurkowano je wewnątrz, na zewnątrz oraz na rantach i wypełniono pianką pamięciową. Z kolei opaska pałąka to już typowy „welur”, którym obszyto sztywną gąbkę. Producent inspirował się Sennheiserem, bo opaska została wcięta pośrodku, ale jest kilkukrotnie szersza od tej z HD 660S2.

Jakość wykonania nie rozczarowuje. Tworzywa sztuczne zostały lekko ogumowane i sprawiają wrażenie solidniejszych niż w HD 660S2. Maskownice wykonano z aluminium, a szyny pałąka oraz jego rdzeń ze stali. Nie sposób przyczepić się do spasowania elementów, jak i integralności konstrukcji, która nie skrzypi i nie trzeszczy. Świetnie, że plastiki nie są podatne na rysy, a smugi czy odciski palców łatwo usunąć.
Gorzej wypadają materiały weluropodobne, a w szczególności opaska, która wręcz magnetycznie przyciąga kurz. Nie bez powodu w zestawie jest… samoprzylepna folia do zbierania zabrudzeń, ale lepiej sprawdzi się rolka do czyszczenia ubrań. Słuchawki prosto z pudełka także nieciekawie pachną, unosi się od nich chemiczna woń, ale na szczęście dość szybko ulatuje.
Ergonomia i użytkowanie
Ergonomię można ocenić dwojako. Zacznijmy od plusów, czyli szerokiej opaski, miękkich oraz satysfakcjonująco pojemnych nauszników (6 x 5 x 3 cm wewnątrz), dzięki którym małżowiny uszne nie powinny stykać się z maskownicami przysłaniającymi membrany. Humoru nie psuje także nacisk pałąka, który jest znaczny, ale mniej intensywny niż w słuchawkach Sennheisera – w przypadku HEDDphone D1 nie skarżyłem się na ucisk styku szczęk. Nie podpadła mi także regulacja rozmiaru, która działa precyzyjnie i ma optymalny zakres.
Co mogło być lepsze? Opaska ma zbyt sztywne wypełnienie, więc niestety potrafi uciskać boki głowy w trakcie dłuższych odsłuchów. Słuchawki są też masywne, bo ważą 350 gramów – sporo, jak na otwarte dynamiki z plastikowymi muszlami, bo tyle potrafią dzisiaj ważyć modele planarne. Czuć ponadto, że pałąk jest cięższy od samych muszli, więc wyważenie nie jest idealnie proporcjonalne. Niemniej wady nie przekreślają słuchawek – do pewnych aspektów można się przyzwyczaić, a inne wymagają jedynie robienia krótkich przerw, wskazanych zresztą dla zdrowia słuchu.
Użytkowanie słuchawek jest (niemal) bezproblemowe. Wprawdzie gniazda 3,5 mm zostały lekko wpuszczone w muszle, ale zamienniki kabla wciąż pasują. Szukając przewodu zbalansowanego warto jednak zwrócić uwagę na to, czy wtyczki 3,5 mm są choć minimalne wydłużone lub ich obudowy zostały zaokrąglone tuż przy wtyczkach. Swoją drogą oryginalny kabel jest niezwykle elastyczny, zachowuje się wręcz jak sznurówka, więc świetnie się układa. To jednak miecz obosieczny, bo przewód potrafi się splątać, więc warto zachować dyscyplinę podłączając czy zwijając kabel.
Co ciekawe, HEDDphone D1 tłumią otoczenie – słabo, ale bardziej niż zazwyczaj otwarte konstrukcje, w tym wspomniane HD 660S2 czy Neumanny NHD 30. Trochę łatwiej odciąć się więc od wiatru czy deszczu za oknem, a także szumu wentylatorów komputera, by skupić na muzyce czy grze. Niemniej muzyka wciąż będzie „wyciekać”, czyli może przeszkadzać domownikom.

Specyfikacja
- konstrukcja: wokółuszna, otwarta
- przetworniki: dynamiczne Thin-Ply Carbon
- pasmo przenoszenia: 5 Hz-40 kHz
- skuteczność: 100 dB
- impedancja: 32 Ω
- kabel: długość 2 m, wtyki 2x 3,5 mm + adapter 6,35 mm
- masa: 350 g
Brzmienie
Słuchawki można podzielić na dwie kategorie. W pierwszej są te, które wymagają odpowiedniej muzyki czy synergii i trudno je wyczuć, bo zostały zestrojone nieszablonowo, więc zachowują się różnie w zależności od kontekstu. W drugiej kategorii są modele przewidywalne, konsekwentne i o zdefiniowanym charakterze – do niej należą właśnie HEDDphone D1. Można je założyć i po prostu oddać się muzyce.
To zasługa referencyjnego strojenia o niewyżyłowanej górze pasma, szybkich transjentów oraz poukładanej sceny dźwiękowej. Jednak mimo studyjnego rodowodu, brzmienie modelu D1 nie jest skrajnie analityczne – słuchawki mogą służyć zarówno do rozkładania muzyki na czynniki pierwsze, jak i czystego relaksu. HEDDphone D1 mają zatem sporo wspólnego z HD 660S2, również zrównoważonych słuchawek zdolnych usatysfakcjonować zarówno profesjonalistę, jak i melomana. O tym jednak niedługo, najpierw skupmy się na sygnaturze modelu D1.
HEDD Audio HEDDphone D1 – sygnatura dźwiękowa
HEDDphone D1 nie brzmią anemicznie. Niskie tony są obecne, wypełniają muzykę i dociążają brzmienie, a szczególnie w średnim zakresie basu, bo subbas nie jest wybitnie głęboki – słuchawki potrafią już zawibrować w elektronice, ale wciąż priorytet ma koherencja. Z tego też powodu bas, kontrabas, fortepian czy instrumenty perkusyjne mają świetnie zróżnicowane faktury, atakują gwałtownie, momentalnie wygasają lub są podtrzymywane w zależności od muzyki. Bez obawy – rozdzielczość basu jest wysoka, a detali mnóstwo. Szczegóły jednak nie przytłaczają, muzyka wciąż sprawia przyjemność, a udźwiękowienie gier elektronicznych jest odpowiednio efektowne.
Średnica jest fantastyczna! Bliska, wyrazista, ale wciąż przystępna oraz organiczna. Nie uświadczymy tutaj mechanicznej bezwzględności, surowości czy suchości typowej dla słuchawek studyjnych. D1 mają w sobie więcej życia niż typowe modele do masteringu, przekazują ciepło i barwy, a do tego brzmią gładko i swobodnie. Moim zdaniem bohater testu wybacza więcej od słuchawek profesjonalnych, ale wciąż pozwala odróżnić lepsze realizacje od słabszych, bo przekazuje multum dźwiękowej informacji. W przeciwieństwie do wielu modeli konsumenckich można liczyć też na bliskie i czytelne wokale, jak i ponadprzeciętną szybkość oraz dynamikę.
W sopranie również brak niespodzianek. Pasmo jest klarowne, rozciągnięte, ale nie jazgotliwe – nie brakuje doświetlenia czy klarowności, ale słuchawki z pewnością nie potęgują sykliwości i nie męczą dźwiękiem, czyli pozostają przystępne w odbiorze. Bardzo mnie to cieszy – wielokrotnie wspominałem w ostatnich testach, że jestem zmęczony wyżyłowanym sopranem, ale wciąż nie akceptuję też przyciemnienia pasma. HEDDphone D1 idealnie wpasowują się w moje potrzeby – nie tną bębenków górą pasma, ale wciąż jej nie brakuje. Jestem jednak świadomy, że przyzwyczajeni do jasnego dźwięku mogą odebrać D1 jako zbyt grzeczne w sopranie – w górze rzeczywiście nie ma „pazura”.
HEDD Audio HEDDphone D1 – scena dźwiękowa
Scena dźwiękowa jest kulista, a nie elipsoidalna, czyli wyższa i bardziej proporcjonalna niż zazwyczaj w słuchawkach otwartych. Kanały są odseparowane, ale szerokość, wysokość i głębia mają mniej więcej tyle samo do powiedzenia. Słuchawki pozycjonują więc instrumenty w różnych punktach, otaczają słuchacza dźwiękiem i zawieszają instrumenty wokół nas, jak przystało na konstrukcje otwarte.
Pierwszy plan jest blisko, źródła pozorne są duże i kształtne oraz wzorowo od siebie odseparowane, co zawdzięcza się obfitemu napowietrzeniu. Jednak w holografii wychodzi na jaw rodowód słuchawek, ponieważ utwory nie są dzielone na plany czy też warstwy, wszystkie instrumenty są prezentowane niejako na równi, typowo monitorowo, co pozwala z łatwością śledzić linie melodyczne, ale kosztem efektowności. Jest na to sposób, bo na ratunek przychodzi kabel zbalansowany. O nim jednak za chwilę.
HEDD Audio HEDDphone D1 – porównania
Sennheiser HD 660S2
Między D1 a HD 660S2 jest wiele paraleli – obaj producenci stawiają na możliwie zrównoważoną sygnaturę, bliską średnicę i wierność ponad efektowność. HEDD Audio zrealizowało to jednak inaczej, bo bohater testu ma kapkę łagodniejszą górę, a co za tym idzie masywniejszy bas i gęstszy ogólny charakter. Moim zdaniem D1 są przyjemniejsze w odbiorze i mniej nachalne. Niemniej HD 660S2 także nie należą do słuchawek męczących wyższą średnicą czy sopranem.
Słychać jednak, że HD 660S2 generują szerszą scenę dźwiękową, co jest w dużej mierze sprawką fabrycznie dodawanego kabla zbalansowanego, czyli przestrzeń Sennheiserów jest elipsoidalna, gdy w słuchawkach HEDD Audio ma raczej kulisty kształt. HEDDphone D1 mogą natomiast pochwalić się szybszymi transjentami, są generalnie bardziej energiczne w przekazie od HD 660S2. Moim zdaniem bohater testu brzmi także bardziej organiczne.
Werdykt? Nie jestem w stanie wskazać zwycięzcy – podoba mi się zarówno klarowniejsza prezentacja HD 660S2, jak i łagodniejsza D1. Nie ukrywam jednak, że ogólna szybkość przekazu, dynamika i naturalność D1 mocno przypadły mi do gustu. Warto jednak wziąć pod uwagę, że obecnie Sennheisery są tańsze (1700 zł) i mają balans w zestawie, niemniej HD 660S2 startowały z podobnego pułapu cenowego.
Warto pamiętać, że Sennheiser oferuje także model HD 490 Pro, czyli otwarte dynamiki do zastosowań studyjnych z dwoma rodzajami nauszników. Także nie brzmią one skrajnie analitycznie. Więcej o nich w dedykowanym im teście.
Neumann NDH 30
Neumann NDH 30 to kolejny konkurent modelu D1, który także stawia na równowagę, ale znowu w innym wydaniu. NDH 30 brzmią płycej w basie, bardziej liniowo i neutralnie w średnicy oraz wyraźnie klarowniej w sopranie. Moim zdaniem D1 przekazują więcej ciepła i nasycenia, są mniej techniczne w przekazie. Mnie NDH 30 wciąż angażowały, ale nie są one tak relaksujące oraz przystępne, jak HEDDphone D1.
Ze sceną jest podobnie, jak w przypadku konfrontacji z HD 660S2 – NDH 30 także brzmią szerszej, znowu bardziej elipsoidalnie niż kuliście, mimo że „trzydziestki” także nie mają balansu w zestawie. Natomiast transjenty czy ogólna dynamika są na zbliżonym poziomie, więc znowu trudno wskazać jednoznacznie lepsze słuchawki. Za NDH 30 przemawia jednak trochę niższa cena (2200 zł), niemniej D1 są warte dopłaty, gdy zależy nam na spokojniejszej górze.

Meze 109 Pro
Meze 109 Pro to już inna bajka – słuchawki rumuńskiego producenta mocniej akcentują bas, mają więcej sopranu i w konsekwencji mniej średnicy, czyli brzmią na planie litery U. Przy nich HEDDphone D1 są równiejsze, zdecydowanie bliższe w paśmie średnim i bardziej naturalne, a mniej efektowne w przekazie. Scena Meze 109 Pro jest znowu szersza i efektowniejsza, ale tym samym mniej „monitorowa”.
Meze 109 Pro kosztują więcej i także nie mają balansu w zestawie. Lubię je i polecam wszystkim szukającym klarownego oraz efektownego, ale wciąż precyzyjnego brzmienia. Niemniej osobiście wybrałbym HEDDphone D1, które czarują średnicą oraz są przystępniejsze w odbiorze, a do tego świetnie balansują muzykalność z analitycznością. Cztery stówki w kieszeni to dodatkowy argument za słuchawkami HEDD Audio (3200 zł vs 2800 zł).
Sivga Peng
Sytuacja jest podobna, jak w przypadku Meze 109 Pro, bo Peng także deklarują się po muzykalnej stronie mocy. Nie znaczy to jednak, że brzmią efektownie czy sztucznie, bo dość blisko im do D1 – Peng to słuchawki względnie naturalne w przekazie, także kontrolowane w sopranie oraz koliste w scenie. Jednak dynamiki Sivga mocniej barwią brzmienie, bardziej je dociążają oraz ocieplają – słychać, że HEDDphone D1 są wierniejsze w przekazie i bliższe neutralności. Objawia się to też wyższą dynamiką, szybszym i bardziej zarysowanym, a mniej wygładzonym dźwiękiem w przypadku D1.

Sivga Peng startowały w cenie 1000 zł niższej od D1, więc różnica jakościowa jest usprawiedliwiona. Niemniej także warto dać im szansę, bo nie słychać przepaści pomiędzy modelami, a do tego nie musimy dokupować kabla zbalansowanego, bo Peng mają go w zestawie. Rozumiem jednak, że nie wszystkich przekona azjatycki rodowód Sivga, że „Made in Germany” w przypadku HEDDphone D1 nadal niesie za sobą wartość.
HiFiMAN Ananda Unveiled, HE600 i inne planary
Testowane niedawno planary HiFiMAN-a, Fosi Audio czy FiiO nie wymagają szczegółowych porównań, bo różnice w dużej mierze wynikają z samej specyfiki przetworników – moim zdaniem w D1 jest więcej gładkości od twardziej zarysowujących brzmienie HiFiMAN-ów Ananda Unveiled czy HE600, a nie inaczej jest z Fosi Audio i5 czy FiiO FT5. Ponadto niemal wszystkie ostatnie HiFiMAN-y brzmią jaśniej i płycej od D1, Fosi Audio i5 są ewidentnie zmodulowane, a FT5 bez wątpliwości akcentują skrajne pasma. Przy nich nie ma wątpliwości, że HEDDphone D1 zostały zestrojone referencyjnie.

HEDD Audio HEDDphone D1 – synergia i wysterowanie
Słuchawki nie wymagają specjalnie dobranego sprzętu, brzmią świetnie ze wszystkiego. Zaznaczam jednak, że reagują one na charakter sprzętu i skalują z nim, ale nie uważam, żeby były specjalnie wymagające. W trakcie testów podłączałem je zarówno do bardziej budżetowych kombo (Fosi Audio ZH3), mobilnych przetworników (FiiO QX13), lampowych kombo (Cayin RU9) czy odtwarzaczy muzyki (FiiO M17) i zawsze byłem zadowolony z rezultatów. Spisał się także HiFiMAN EF600 z przetwornikiem R2R, zarówno w bardziej technicznym trybie OS, jak i naturalnym NOS.

Jeśli jednak miałbym pod przymusem wskazać najlepszą synergię, to rekomendowałbym urządzenia neutralne lub jaśniejsze. D1 są stosunkowo spokojne w sopranie, mają bliską średnicę o naturalnym charakterze, więc podłączanie ich do sprzętu ciepłego, „analogowego” czy wręcz ciemnego może im zaszkodzić.
Co z mocą? Znowu spokojna głowa. Słuchawki są banalnie proste do wysterowania, brzmią głośno, dynamicznie i przestrzennie właściwie ze wszystkiego. Z tego powodu nie brakowało mi też specjalnie kabla zbalansowanego, a wręcz cieszyłem się, że nie muszę ściszać źródeł w systemie czy precyzyjnie manipulować w obawie o słuch. Niemniej kabel zbalansowany warto rozważyć…
HEDD Audio HEDDphone D1 – kabel zbalansowany
…ponieważ ma korzystny wpływ na scenę i potencjalnie tonalność. Progres jest typowy – separacja kanałów staje się bardziej kontrastowa, dzięki czemu scena przestrzeń zmienia kształt z kulistej na elipsoidalną. Skutkuje to tym samym bardziej warstwowym przekazem i zwiększonym dystansem do pierwszego planu, co oceniam mocno na plus.
Sam przewodnik to już kwestia gustu – mnie podobały się efekty zarówno z kablami miedzianymi (OCC i OFC), jak i posrebrzanymi. Jeśli jednak chcemy słuchawki lekko rozjaśnić, to polecam domieszkę srebra – góra stanie się klarowniejsza, brzmienie bardziej neutralne tonalnie, ale wciąż przystępne, angażujące i stosunkowo łagodne.
Podsumowanie
Nie mam wątpliwości, że HEDDphone D1 zostały stworzone przez profesjonalistów. Utylitarne wzornictwo, wysoka jakość wykonania, niezła ergonomia oraz elastyczny kabel to mocne strony nowych słuchawek. Do gustu przypadły mi także miękkie nauszniki i szeroka opaska pałąka, a doceniam uniwersalne gniazda 3,5 mm. Gwoździem programu jest zrównoważone, bliskie w średnicy, niewyżyłowane w sopranie i diabelsko szybkie brzmienie. Słuchawki należy pochwalić także za łatwość w wysterowaniu, jak i ogólną uniwersalność – ich sygnatura sprzyja odsłuchom analitycznym, ale także nadaje się do relaksu czy gier.
Wady także się znajdą. Opaska przyciąga kurz jak szalona i jest niestety trochę za twarda, więc słuchawki wymagają przyzwyczajenia oraz częstej konserwacji. Szkoda, że producent pożałował kabla zbalansowanego, który ma korzystny wpływ na scenę dźwiękową i holografię.

HEDDphone D1 kosztują 2799 zł. Polecam je wszystkim, którzy szukają rozwinięcia HD 660S2 i podobnych słuchawek Sennheisera, zależy im na bardziej naturalnej średnicy oraz łagodniejszym dźwięku, ale nie akceptują kompromisów w rozdzielczości dźwięku czy dynamice. Jestem świadomy, że HD 660S2 już mocno staniały, a HD 490 Pro czy też Sivga Peng także wymagają mniejszego wydatku. Uważam jednak, że D1 zasłużyły na rekomendację, bo bronią się niewymuszonym, żywym i zaskakująco naturalnym dźwiękiem. Z przyjemnością używałbym ich na co dzień.

Dla HEDD Audio HEDDPhone D1
Zalety:
+ futerał w zestawie
+ wysoka jakość wykonania
+ uniwersalne wzornictwo
+ niezła ergonomia
+ optymalna regulacja rozmiaru
+ długi i elastyczny kabel
+ uniwersalne gniazda 3,5 mm
+ zrównoważone, ale naturalne i wciąż angażujące brzmienie
+ monitorowa prezentacja
Wady:
– opaska i nauszniki przyciągają kurz
– brak kabla zbalansowanego w zestawie
Sprzęt dostarczył:





![Sivga Audio Peng [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/10/Sivga-Peng-218x150.jpg)
![Sennheiser HD 550 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/04/Sennheiser-HD-550-2-218x150.jpg)
![Sennheiser HD 490 PRO Plus [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2024/03/Sennheiser-HD-490-Pro-Plus-218x150.jpg)