HiFiMAN Ananda doczekały się nowej rewizji, czyli wariantu Stealth Magnet. Konstrukcja jest znajoma, ale tym razem magnesy przetworników planarnych są neutralne akustycznie. Nowe słuchawki mają zapewnić brzmienie bez zniekształceń i być łatwe w napędzeniu.

Premiera Ananda Stealth Magnets była kwestią czasu, bo azjatycki producent sukcesywnie aktualizuje swoje słuchawki wymieniając w nich magnesy na te „niewidzialne” akustycznie. Miałem już z nimi kilkukrotny kontakt, bo zastosowano je w modelach HE400se, Deva Pro, Edition XS, Sundara Closed-Back oraz Arya V3. Nie zmienia to jednak faktu, że do testu nowych Ananda podszedłem z dużym entuzjazmem, bo to bardzo ciekawie pozycjonowany model.

REKLAMA
final

Otóż Ananda Stealth Magnet wypełniają dziurę pomiędzy Edition XS (2200 zł) a Arya V3 (7700 zł), bo zostały wycenione na 3800 zł. Są więc o 1500 zł droższe od Edition XS, ale tym samym o połowę tańsze od Arya V3. Byłem niezmiernie ciekawy, czy plasują się one bliżej jakościowo tych pierwszych, czy jednak drugich słuchawek. Zastanawiałem się też, jak Ananda Stealth Magnet wypadną w porównaniu do konkurenta, czyli opisywanych niedawno Meze Audio 109 Pro. Poniżej moje wrażenia.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • kabel 2x 3,5 mm > 3,5 mm (długość 143 cm);
  • adapter 6,35 mm;
  • stojak na słuchawki.

Jak widać wyposażenie jest typowe i zarazem dość skromne. Szkoda, że zabrakło kabla zbalansowanego, ale nie ma go też z modelem Arya V3, bo producent dorzuca przewód XLR dopiero do zestawu HE-1000 V3 (HE-1000V2 Stealth), czyli słuchawek za kilkanaście tysięcy złotych. Balansu zabrakło także w konkurencyjnych Meze 109 Pro, ale te ostatnie są za to wyposażone w solidny futerał.

Stojak na słuchawki w zestawie to rzadkość, ale nie należy oczekiwać cudów, bo to tak naprawdę piankowa forma na słuchawki. Akcesorium jest podstawowej jakości i raczej nie będzie wyjątkowo trwałe, ale dzięki temu fragment opakowania zyskuje drugie życie. Warto jednak wykleić plastikowy spód stojaka silikonowymi podkładkami, bo inaczej może się on ślizgać lub nawet rysować powierzchnie mebli.

Konstrukcja

HiFiMAN miksuje ze sobą konstrukcje różnych słuchawek z portfolio i nie inaczej jest w tym przypadku. Ananda SM to wypadkowa modeli Edition XS oraz Sundara – z pierwszym modelem słuchawki współdzielą muszle oraz nauszniki, a z drugim pałąk. Widoczne są także podobieństwa do droższych Arya V3, ale te wyglądają efektowniej dzięki czarnym maskownicom i mają bardziej zaawansowany pałąk, który pozwala na obracanie muszli na boki. Nie ma zatem wątpliwości, że Ananda są pozycjonowane niżej od Arya V3.

Owalne muszle zostały ponownie wykonane z nakrapianego tworzywa sztucznego (krawędzie) oraz anodowanego aluminium (maskownice). Te ostatnie zostały wyścielone siateczkami, które zabezpieczają przetworniki. Świetnie, że producent jest konsekwentny, bo na spodzie obu muszli znajdują się metalowe gniazda 3,5 mm, stosowane we wszystkich, nowoczesnych modelach HiFiMAN-a. Gniazda są uniwersalne, nie mają blokad i nie zostały wpuszczone w obudowy, więc wymiana kabla jest bezproblemowa.

Nauszniki są również dobrze znane, bo zastosowano hybrydowe i kątowe pady ze sztucznej skóry (zewnętrzna część), siatki (rant) oraz perforowanej sztucznej skóry (wewnętrzna część). Te same nauszniki wykorzystano w modelach Edition XS czy Arya V3. Dotyczy to także wypełnienia ze sprężystej gąbki, która po ugnieceniu momentalnie wraca do pierwotnego kształtu. Nie obyło się też bez siateczek zabezpieczających przetworniki. Nie ma na nich oznaczeń kanałów, bo litery L i R nadrukowano od wewnętrznej strony pałąka.

Pałąk wykonano z aluminium (widełki oraz rdzeń) oraz plastiku (obudowa). Muszle wpięto w pałąk za pomocą metalowych widełek, które pozwalają muszlom jedynie na ruch w pionie. Dla porównania widełki w Arya V3 obracają się także na boki, a więc dopasowują również w poziomie. Inna jest także regulacja rozmiaru, bo Ananda SM mają rozsuwane muszle, a Arya V3 ruchomą opaskę. Na każdą ze stron przypada około dziewięć skoków regulacji rozmiaru – są one wyczuwalne, ale niezbyt precyzyjne. Pod szynowym pałąkiem podwieszono szeroką opaskę ze sztucznej skóry – matowej i szorstkiej od spodu oraz śliskiej i teksturowanej od góry.

Jakość wykonania jest typowa dla HiFiMAN-a – nie ma mowy o perfekcji, ale słuchawki wyglądają na trwałe. Jeśli jednak wytężymy wzrok, to dostrzeżemy, że maskownice nie zostały wykonane precyzyjnie – są one pofalowane, a miejscami nawet lekko wyszczerbione. Zaskoczyło mnie to, bo nic takiego nie ma miejsca w Edition XS oraz Arya V3. Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że to specyfika sztuki testowej.

Ergonomia i użytkowanie

Anandy zapewniają wysoką, ale nie perfekcyjną ergonomię. Zacznijmy od plusów, czyli proporcjonalnego wyważenia, wygodnej opaski pałąka i pojemnych nauszników.

Słuchawki ważą aż 440 g, ale masa w ogóle nie daje się we znaki, co jest w dużej mierze zasługą szerokiej i optymalnie elastycznej opaski pałąka. Z kolei nauszniki bez problemu okalają małżowiny uszne i są na tyle głębokie, że uszy nie stykają się z przetwornikami. W rezultacie Ananda zostawiają daleko w tyle Edition XS, bo niższy model posiada jednoczęściowy pałąk znany z tańszych modeli, który potrafi wrzynać się w skórę. Według mnie Ananda SM są zdecydowanie wygodniejsze od Edition XS.

Bohater testu nie ma jednak szans z Arya V3. Droższy model posiada ruchome widełki pałąka, dzięki czemu nauszniki lepiej dostosowują się do użytkownika. W moim przypadku nie stanowi to problemu, ale wiele będzie zależało od anatomii. Okazało się też, że wyższy model mniej ugniata głowę, bo nacisk pałąka w Ananda SM jest zdecydowanie mocniejszy. Wprawdzie pałąk w tytułowych słuchawkach można odgiąć, co zdecydowanie poprawia ergonomię, ale faktem jest, że Arya V3 są bardziej komfortowe prosto z pudełka.

Regulacja rozmiaru budzi pewne wątpliwości. Mam głowę średniego rozmiaru, a musiałem rozsuwać pałąk na pozycję drugą z dziewięciu. Słuchawki mogą być więc trochę za duże dla melomanów z mniejszymi czaszkami. Niemniej regulacja rozmiaru jest i tak bardziej optymalna niż w Edition XS, bo w niżej pozycjonowanych słuchawkach w ogóle nie muszę rozsuwać muszli, a mam głowę średniego rozmiaru. Znów wygrywają Arya V3, które oferują najbardziej optymalny zakres regulacji rozmiaru – ich muszle rozsuwałem na pozycję czwartą z dziesięciu.

Kabel z zestawu prezentuje się przeciętnie, bo jest pozbawiony oplotu i wyposażono go w plastikowe obudowy wtyczek. Nie każdy będzie też zadowolony z jego długości, bo około 150 cm wystarcza do sprzętu mobilnego lub zastosowań „biurkowych”, ale to za mało, by komfortowo słuchać z poziomu fotela czy sofy. Na szczęście wymiana kabla jest bezproblemowa, bo gniazda są uniwersalne, a zamienniki szeroko dostępne. Kabel zasługuje jednak na pochwałę, bo jest elastyczny i lejący się, więc w rezultacie świetnie się układa i nie irytuje na co dzień.

Specyfikacja

  • konstrukcja: otwarta, wokółuszna
  • przetworniki: planarne
  • pasmo przenoszenia: 8 Hz-55 kHz
  • czułość: 103 dB
  • impedancja: 27 Ω
  • kabel: 2x 3,5 mm > 3,5 mm + adapter 6,35 mm (ok. 150 cm)
  • masa: 440 g

Brzmienie

Ananda przypominają Edition XS oraz Arya V3 tylko wizualnie, bo brzmienie jest już inne. Może nie zupełnie, bo mowa jednak o zbliżonych konstrukcyjnie słuchawkach tego samego producenta, ale różnice dość łatwo wychwycić. W rezultacie Ananda SM nie są ani rozwinięciem Edition XS, ani tańszą wersją Arya V3, a raczej następcą otwartego modelu Sundara. Nowość reprezentuje jednak zdecydowanie wyższą półkę jakościową od Sundara – w tym aspekcie Ananda SM rzeczywiście plasują się pomiędzy Edition XS a Arya V3. Zostawmy to jednak na później i w pierwszej kolejności rozłóżmy brzmienie na czynniki pierwsze.

Bas jest taki, jak przystało na planary, czyli liniowy. Słuchawki nie faworyzują żadnego podzakresu, potrafią zarówno zejść w subbas, wygenerować gęsty średni bas, jak i punktowy wyższy. Pasmo nie jest jednak podbite – bas zwraca raczej uwagę jakością, nie ilością. Atak jest szybki i zwarty, niskie tony są odpowiednio długo podtrzymywane i szybko wygasają, więc Ananda nie rozczarowują dynamiką. W dole pasma słychać też multum detali, a faktura instrumentów jest zróżnicowana. Nie brakuje też barw, bo przekaz jest nasycony. Nie stwierdziłem również problemów z kontrolą niskich rejestrów – w każdym gatunku muzycznym bas był precyzyjny i konturowy, nie wychodził przed szereg, nie rozlewał się i nie gubił.

Pasmo średnie jest bliskie i w miarę zrównoważone – nie słychać braków ani w niższym, ani w wyższym zakresie. Żywe instrumenty i wokale nie znikają w tle, nie dają się przytłoczyć niskim oraz wysokim tonom. Przekaz jest tym samym naturalny, bo w paśmie nie brakuje ciepła – gitary klasyczne czy akustyczne, instrumenty klawiszowe oraz głosy wokalistów przekonują tembrem. Dobre wrażenie robią także instrumenty perkusyjnie – werbel uderza autentycznie, a kotły brzmią masywnie i głęboko. Rozdzielczość jest wysoka, detali jest mnóstwo, a instrumenty można z łatwością odróżnić, ale znów muzykalność ma pierwszeństwo. Muzykę można odbierać całościowo, jak i zrobić z niej tło. Dla odmiany dźwięk nie jest też agresywny, więc Anandy SM pozwalają na relaks przy muzyce, co nie jest takie oczywiste w przypadku Edition XS czy Arya V3.

Góra pasma jest dość spokojna, jak na HiFiMAN-a, ale nie znaczy to, że została wycięta. Wysokie tony są nadal obecne, ale przebieg pasma jest dość zrównoważony – sybilanty nie dają się we znaki, słuchawki nie syczą i nie kłują. Góra nie jest wygładzona, zmiękczona czy tym bardziej zgaszona, bo nadal można wychwycić pewien akcent gdzieś pomiędzy 8-10 kHz, ale łagodniejszy, niż zazwyczaj. Wysokim tonom można przypisać te same epitety, co niskim – dźwięk jest znów precyzyjny, kontrolowany i naturalny. Talerze perkusyjne brzmią metalicznie i dźwięcznie, wokale pną się wysoko, brzmienie jest doświetlone i klarowne, ale nie jazgotliwe czy ostre. Ostateczny rezultat będzie jednak zależny od synergii ze źródłem, bo słuchawki są na nią czułe.

Scena dźwiękowa jest spora, ale nie gigantyczna. Przestrzeń ma kształt elipsoidy, czyli jest szeroka, co zawdzięcza się kontrastowej separacji kanałów. Nie ma jednak wrażenia rozerwania sceny w połowie, kanały nadal się przenikają. Scena jest ponadto wysoka (instrumenty są eksponowane zarówno poniżej, jak i powyżej linii uszu), a także głęboka (muzyka otacza słuchacza, rozbrzmiewa także z okolic ramion). Separacja instrumentów jest bez zarzutu, nie brakuje też powietrza, a źródła pozorne są trójwymiarowe – są kształtne, duże i zajmują obszary, a nie punkty. Zatem można liczyć na optymalną i poukładaną przestrzeń z holografią godną słuchawek planarnych z półki premium.

HiFiMAN Ananda Stealth Magnet – porównania z Edition XS, Arya V3 i innymi słuchawkami
Ananda Stealth Magnet to wyrównane oraz unaturalnione Edition XS. Tańszy model akcentuje bas oraz wysokie tony i tym samym odsuwa średnicę. W przypadku nowych Ananda basu jest trochę mniej, góra jest łagodniejsza, a średnica bliższa. Moim zdaniem Ananda są zdecydowanie przyjemniejsze w odbiorze, brzmią bardziej naturalnie i barwnie, a więc są tym samym cieplejsze od Edition XS. Te ostatnie mocniej zarysowują brzmienie, brzmią bardziej analitycznie i neutralnie, ale są mniej przystępne. Ponadto Ananda SM mają szerszą scenę, mocniej separują kanały i generują większe źródła pozorne. Ode mnie punkt dla bohatera testu, który wymaga jednak dopłaty rzędu 1500 zł, ale w zamian oferuje wyższy ogólny poziom oraz bardziej muzykalne brzmienie od Edition XS.

Arya V3 są bardziej techniczne i analityczne w przekazie od Ananda SM. Arya V3 generują więcej góry, brzmią neutralnie i krystalicznie, mocniej zarysowują instrumenty i wypychają detale, więc w bezpośrednim porównaniu nowe Ananda reprezentują muzykalną stronę mocy. Nie mam odnośnie tego żadnych wątpliwości – nowość brzmi cieplej, gęściej i zdecydowanie łagodniej od Arya V3. Moim zdaniem rozdzielczość dźwięku jest po stronie Arya V3, które brzmią jeszcze twardziej, szybciej, bardziej bezpośrednio i szczegółowo. Duże różnice słychać też w scenie dźwiękowej, która jest sferyczna w Aryach V3 (nacisk na głębię) oraz elipsoidalna w przypadku Ananda SM (nacisk na szerokość). Lubię Arya V3, ale sam wybrałbym o połowę tańsze i bardziej muzykalne Ananda Stealth Magnet.

W dźwięku Sundara słychać podobne ciepło i naturalność, ale Ananda SM są równiejsze, pełniejsze w subbasie oraz bliższe w średnicy. Nowość chętniej osiąga subbas, dynamiczniej uderza basem, brzmi klarowniej w średnicy i mocniej rozciąga górę pasma. Ananda wygrywają też zdecydowanie większą sceną oraz lepszą holografią – droższy model brzmi zdecydowanie szerzej i generuje większe źródła pozorne. Zatem filozofia jest podobna, ale słychać, że Ananda SM to słuchawki wyższej klasy, którym bliżej do poziomu Arya V3 niż Sundara czy Edition XS. Różnica w cenie jest duża, bo Ananda SM są o dwuipółkrotnie droższe od Sundara. Niemniej zaryzykuję stwierdzenie, że jeśli lubimy Sundara, ale zależy nam na wyższym poziomie technicznym, to nowe Ananda przypadną nam do gustu.

Na koniec sięgnąłem po dwa modele dynamiczne – tańsze Sivga SV023 oraz podobnie wycenione Meze Audio 109 PRO. Te pierwsze słuchawki zabrzmiały gładziej, bardziej miękko i trochę łagodniej w górze pasma. Bas SV023 okazał się być lekko zaznaczony w midbasie, a w średnicy było słychać więcej ciepła względem bardziej liniowych Ananda SM. Ponadto Ananda zabrzmiały ciut twardziej, bardziej rozdzielczo i holograficznie, bo generowały większe źródła pozorne i brzmiały szerzej, mocniej separując kanały. Nie ma jednak zaskoczenia, bo Ananda SM są niemal dwukrotnie droższe od SV023. Moim zdaniem SV023 nadal się bronią, ale Ananda SM są lepsze technicznie i tym samym nadal muzykalne.

Okazało się, że Ananda SM mają więcej wspólnego z SV023 niż z Meze Audio 109 PRO, bo słuchawki rumuńskiego producenta lekko oddalają średnicę i tym samym przybliżają bas oraz sopran. Moim zdaniem 109 PRO generują więcej dołu, brzmią trochę efektowniej, gdy Ananda SM są bliższe równowagi i bardziej naturalne, ze względu na pierwszoplanową średnicę. Okazuje się jednak, że słuchawki reprezentują podobny poziom jakościowy – dynamika, rozdzielczość, scena i holografia są równie dobre w obu modelach. Wybór to więc w dużej mierze kwestia preferencji. Jeśli wolimy miękkie i gładkie brzmienie dynamika oraz akceptujemy lekkie akcenty w skrajach pasma, to Meze Audio 109 PRO będą jak znalazł. Z kolei fani bardziej zrównoważonego i twardszego, ale nadal muzykalnego brzmienia powinni zainteresować się Ananda Stealth Magnet.

HiFiMAN Ananda Stealth Magnet – synergia
Słuchawki nie są wymagające, co dotyczy wysterowania i synergii. Okazało się, że zarówno Edition XS, jak i Arya V3 wymagają więcej mocy od Ananda Stealth Magnet. Nie ma zaskoczenia, bo przetworniki Ananda Stealth Magnet są zdecydowanie skuteczniejsze (103 dB) od dwóch pozostałych modeli (92 dB i 94 dB). Słuchawki można więc napędzić ze źródeł mobilnych, jak i stacjonarnych. Obejdzie się też bez kabla zbalansowanego, bo dodatkowa moc nie jest potrzebna, a scena jest optymalnie szeroka. Niemniej słuchawki reagują pozytywnie na połączenia symetryczne, odwdzięczając się swobodniejszym basem i jeszcze mocniejszą separacją kanałów.

Brzmienie Ananda SM nie jest problematyczne – słuchawki nie wymagają perfekcyjnej synergii. Należy jednak pamiętać, że góra pasma jest nadal stosunkowo mocna, więc lepiej jej nie wyostrzać. W trakcie testów odsłuchiwałem szereg źródeł mobilnych i stacjonarnych, słuchało mi się świetnie wielu konfiguracji, ale preferowałem źródła o spokojniejszym przekazie wysokich tonów. Dla przykładu łagodniejszy FiiO Q7 zgrał się lepiej od K9 Pro ESS czy M17. Znakomicie sprawdził się też naturalnie brzmiący HiFiMAN EF400, szczególnie w mniej technicznym trybie NOS. Niestety problemem była ilość mocy EF400, co tylko potwierdza łatwość w wysterowaniu nowych Ananda.

Podsumowanie

Ananda Stealth Magnet to bez wątpienia udane słuchawki. Wyglądają świetnie, są wykonane całkiem nieźle i zapewniają dobrą ergonomię, co jest zasługą pałąka z podwieszoną opaską oraz pojemnych nauszników. Nie podpadł mi także uniwersalny i elastyczny kabel, który jest optymalnie długi do zastosowań komputerowych oraz mobilnych. Muzykalne, barwne i naturalnie zrównoważone brzmienie momentalnie mnie przekonało, a doceniłem też szeroką sceną dźwiękową z trójwymiarową holografią.

Jakość wykonania mogłaby być wyższa, bo na maskownicach dostrzegłem wady. Szkoda też, że muszle nie poruszają sią na boki, a zakres regulacji rozmiaru nie jest optymalny. Także wysoka skuteczność przetworników może być wadą, gdy korzystamy z wydajnych wzmacniaczy.

HiFiMAN Ananda Stealth Magnet kosztują 3800 zł. W tej cenie chciałoby się solidniejszej konstrukcji i bardziej zaawansowanego pałąka, ale słuchawki odwdzięczają się brzmieniem. Moim zdaniem jakość dźwięku jest pomiędzy Edition XS oraz Arya V3. Dopłata względem tych pierwszych jest stosunkowo duża (około 1500 zł), ale w zamian otrzymujemy wyższą ergonomię, bardziej naturalną sygnaturę i większą scenę. Z kolei dwukrotnie droższe Arya V3 są wygodniejsze i lepsze technicznie, ale zdecydowanie mniej muzykalne. Ananda SM to więc w tym przypadku złoty środek i tym samym mój faworyt. Uważam, że zdecydowanie warto je odsłuchać, szczególnie gdy mamy dość agresywnego, analitycznego dźwięku.

 

Dla HiFiMAN Ananda Stealth Magnet

Zalety:
+ uniwersalne wzornictwo
+ sprytny stojak na słuchawki
+ pałąk z podwieszoną opaską
+ głębokie nauszniki
+ gniazda 3,5 mm
+ elastyczny kabel
+ wysoka skuteczność
+ zrównoważone, naturalne i ciepłe brzmienie
+ muzykalna sygnatura
+ szeroka scena dźwiękowa z dobrą holografią

Wady:
– braki w jakości wykonania
– muszle nie poruszają się na boki
– wysoka skuteczność może być wadą

Sprzęt dostarczył:

SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
fiio

2 KOMENTARZE

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj