HiFiMAN Ananda Unveiled przynoszą wręcz rewolucyjne zmiany. Producent przeprojektował pałąk, odsłonił przetworniki planarne na wzór swoich topowych słuchawek oraz dopracował magnesy i membrany. Jakby tego było mało, słuchawki staniały – Ananda Unveiled debiutują w niższej cenie niż poprzednik, model Ananda Nano.

HiFiMAN Ananda Unveiled wzięły mnie z zaskoczenia. Nie spodziewałem się, że technologia Unveiled dotrze do tańszych słuchawek tak szybko, a kolejny model zaoferuje ją za ułamek ceny Arya Unveiled. Jeszcze do niedawna, żeby wypróbować odsłonięte przetworniki, trzeba było wyłożyć prawie 5300 zł, a teraz możemy sprawdzić „z czym się to je” za 2099 zł – bo tyle właśnie kosztują Ananda Unveiled. Słuchawki są więc tańsze nie tylko od Arya Unveiled, ale także od nowych HE600, które – swoją drogą – nie zostały pozbawione maskownic.

REKLAMA
hifiman

Niespodzianek jest więcej. Mimo nowego pałąka, ekologicznie produkowanych magnesów o nowym kształcie czy udoskonalonych membran producent zredukował cenę względem poprzedników – Ananda Stealth Magnet trafiły do sprzedaży w cenie 3800 zł, a Ananda Nano wymagały wydatku rzędu 3000 zł. Wydaje się to nielogiczne, wszak nowe słuchawki są bardziej innowacyjne i wprowadzają szereg modyfikacji, co zazwyczaj negatywnie odbija się na cenie. Czyżby jakość dźwięku spadła?

Sprawdziłem, co potrafią Ananda Unveiled, jak mają się do poprzedników i czy warto wybrać je zamiast droższych HE600. Nie zabrakło także porównania z FiiO FT5 oraz Sendy Audio Egret.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • kabel 2x 3,5 mm > 3,5 mm (długość ok. 150 cm);
  • adapter 6,35 mm;
  • stojak na słuchawki.

Niestety na kabel zbalansowany wciąż nie ma co liczyć, ale można się było tego spodziewać – nie mają go ani HE600, ani Arya Unveiled. Przewód jest też podstawowej jakości. Producent nie zapomniał jednak o stojaku wykonanym z pianki wypełniającej pudełko. Nie będzie on szczególnie trwały ani wygodny, ale to całkiem sprytny gadżet na początek.

Konstrukcja i jakość wykonania

Pierwszy kontakt ze słuchawkami był bardzo pozytywny – z pudełka wyjąłem produkt, który właściwie niczym nie różni się od wyżej pozycjonowanych modeli. Muszle Ananda Unveiled są plastikowe, podobnie jak w modelu Arya Unveiled, a pałąk nie odstaje jakością od tego z HE600. Pozornie nie ma to sensu, ale unifikacja pozwala ograniczyć koszty produkcji, dystrybucji czy serwisu. HiFiMAN z tego słynie, ale mam wrażenie, że dystans pomiędzy tańszymi a droższymi modelami jeszcze się zmniejszył.

Muszle zostały wykończone inaczej niż w modelu Arya Unveiled – są srebrne i matowe zamiast czarnych i połyskujących. Nie zabrakło jednak perforacji wokół przetworników, jak również metalowych gniazd 3,5 mm. Same magnesy są inne – tym razem zaokrąglone przepleciono płaskimi, wręcz lustrzanymi. Nie stwierdziłem natomiast zmian w magnetycznych osłonach imitujących skórę na zewnątrz oraz włókno węglowe od wewnątrz.

Nowy pałąk jest stalowo-plastikowo-silikonowy. Podwieszono pod nim włóknistą i perforowaną opaskę, ale nie odpowiada ona za regulację rozmiaru, ponieważ rozsuwane są muszle. Mechanizm regulacji jest jednak bardziej precyzyjny i wyczuwalny niż w starszych modelach serii, a do tego nie rysuje już pałąka od wewnętrznej strony. Warto wiedzieć, że metalowe widełki nie są obrotowe, w przeciwieństwie do tych z Arya Unveiled, ale muszle poruszają się swobodniej na boki niż w starszych Anandach.

Nauszniki także do złudzenia przypominają te z Arya Unveiled – są hybrydowe, kątowe i perforowane wewnątrz. Wypełniono je pianką pamięciową, która sprawia wrażenie gęstszej i rozpręża się wolniej niż ta z bliźniaczych Arya, ale na co dzień nie ma to większego znaczenia. Przetworniki zabezpieczono tym samym materiałem co w innych modelach typu Unveiled, czyli niemal przezroczystą siateczką z drobnymi oczkami.

Uważam, że nastąpił wyraźny progres w jakości wykonania względem starszych modeli. Świadczą o tym zaokrąglone, przyjemne w dotyku krawędzie widełek i muszli oraz bardziej precyzyjna regulacja rozmiaru. Do perfekcji jednak jeszcze trochę brakuje – spasowanie pałąka mogło być lepsze (szczególnie pomiędzy plastikiem a silikonem), a włóknista opaska ma tendencję do brudzenia się i odbarwiania, co wiem z doświadczenia.

Ergonomia

Ananda Unveiled nie są wyjątkowo lekkie – ważą 449 gramów bez osłon i kabla, czyli ok. 20 gramów więcej od Ananda Nano. Z kolei następne w hierarchii HE600 mają 389 gramów, a Arya Unveiled – 413 gramów. Moim zdaniem wyraźnie czuć różnicę na korzyść HE600, ale już w porównaniu z Arya Unveiled – nie. Zatem wciąż mamy do czynienia z typowymi planarami: ciężkimi, ale jeszcze nie łamiącymi karku.

Nowy pałąk sprawdza się bez zarzutu. Opaska dobrze okala głowę i nie uciska jej punktowo, a regulacja rozmiaru jest dziewięciostopniowa, odpowiednio precyzyjna i szeroka. Rozsuwałem pałąk do czwartej pozycji, więc słuchawki powinny pasować zarówno na mniejsze, średnie, jak i większe głowy. Podobnie jest z nausznikami – pady mierzą wewnątrz około 9 cm wysokości i 5 cm szerokości, a ich głębokość wynosi od 3 cm do 2,5 cm. Każde małżowiny uszne powinny się w nich zmieścić.

Narzekałem na nacisk pałąka w HE600, ale ku mojemu zdziwieniu Ananda Unveiled nie mają tego problemu – pałąk wydaje się identyczny, a mimo to nie uciska. Słuchawki wciąż pewnie trzymają się głowy, ale już jej nie miażdżą. Trudno stwierdzić, czy wynika to z innego kształtu muszli, czy pałąki w poszczególnych egzemplarzach różnią się subtelnie kształtem lub sprężystością. Niemniej opinie są zgodne – HE600 są krytykowane przez innych recenzentów za nacisk, a Ananda Unveiled nie.

Użytkowanie

Kabel nie zachwyca wizualnie, ale spełnia swoje zadanie. Jest optymalnie długi i elastyczny, więc dobrze się układa oraz przy tym nie mikrofonuje. Wtyczki trzymają się pewnie, chociaż nie klikają tak satysfakcjonująco jak w HE600 z ciaśniejszymi gniazdami 3,5 mm. Warto wiedzieć, że kabel w droższych Arya Unveiled został zabezpieczony oplotem, ale jest sztywniejszy i w konsekwencji irytujący na co dzień, więc przewód od Ananda wypada paradoksalnie lepiej. Gdyby tylko miał wtyczkę 4,4 mm…

A jak sprawują się odsłonięte przetworniki? Szczerze mówiąc, początkowo zapomniałem o tym wspomnieć, ponieważ w praktyce magnesy na wierzchu nie robią większej różnicy. Zasłanianie przetworników pokrywkami po odsłuchach nie jest problematyczne, podobnie jak chwytanie muszli za krawędzie – szybko wchodzi to w nawyk. Należy też unikać małych metalowych przedmiotów, a w szczególności opiłków, ale zasada ta dotyczy także standardowych słuchawek i nie stanowi większego wyzwania w warunkach domowych.

Specyfikacja

  • konstrukcja: otwarta, wokółuszna
  • przetworniki: planarne
  • pasmo przenoszenia: 5 Hz-55 kHz
  • czułość: 92 dB
  • impedancja: 22 Ω
  • kabel: miedź OFC, 2x 3,5 mm > 3,5 mm + adapter 6,35 mm (ok. 150 cm)
  • masa: 449 g

Brzmienie

Ananda Unveiled wydają się podważać sens audiofilskich słuchawek – nie dość, że niewiele różnią się od tych kilkukrotnie droższych, to jeszcze brzmią na zaskakująco wysokim poziomie. Trzeba naprawdę dobrze się wsłuchać, by wychwycić przewagę HE600, a nie każdemu techniczny charakter wyższego modelu przypadnie do gustu. Nowe Anandy wybaczają nieco więcej, brzmią bardziej uniwersalnie i przystępnie, ale wciąż mogą służyć do analizy.

Zatem Ananda Unveiled ponownie oscylują wokół równowagi – brzmią klarownie, szybko i precyzyjnie, ale są bardziej muzykalne od HE600 i wielu innych słuchawek HiFiMAN-a. Wszystko za sprawą odrobinę bardziej soczystego basu i nieco gładszej średnicy. Wiąże się z tym minimalny spadek rozdzielczości dźwięku, ale da się go wychwycić tylko w bezpośrednich porównaniach z wyżej pozycjonowanymi modelami.

HiFiMAN Ananda Unveiled – sygnatura dźwiękowa

Bas jest liniowy, jak przystało na planary, ale nie sprawia wrażenia wycofanego – słuchawki potrafią zejść w subbas i zabrzmieć masywniej średnim basem. W rezultacie Ananda Unveiled współpracują nie tylko z lżejszymi gatunkami, ale także z muzyką gitarową czy elektroniczną. Dobre wrażenie robi szybki, mocny i punktowy atak basu, który gwałtownie wygasa i mocno angażuje. Wielokrotnie łapałem się na tym, że mimowolnie potakuję głową czy wystukuję stopą rytm muzyki. Co więcej, bas jest dobrze kontrolowany, przekazuje dużo informacji i nieźle różnicuje fakturę instrumentów.

Charakter słuchawek jest spójny – niskie tony płynnie przechodzą w średnicę, która jest zarówno gładka i barwna w niższym zakresie, jak i zarysowana oraz wyrazista w wyższym. Oba podzakresy współpracują ze sobą, więc nie ma ani wrażenia rozmycia, ani szorstkości. Moim zdaniem środek wciąż rysowany jest twardym konturem, nadal przekazuje multum detali i prezentuje wokale oraz instrumenty jak na dłoni, ale całość nie ma skrajnie technicznego czy laboratoryjnego charakteru. Mimo wyrazistości wciąż możemy zrelaksować się przy muzyce.

Wysokie tony mocno doświetlają brzmienie – wszystko jest prezentowane jak na dłoni, nie ma mowy o jakimkolwiek zgaszeniu czy przyciemnieniu. Góra jest też świetnie rozciągnięta, ponieważ smyczki, solowe gitary czy talerze perkusyjne wybrzmiewają naturalnie, mocno i selektywnie. Na szczęście nie przedobrzono – sopran wydaje się lekko złagodzony, nieznacznie uspokojony. Sybilantami nie trzeba się przejmować: sopran nie dominuje nad pozostałymi pasmami, a dźwięk nie jest ostry ani agresywny. Niezadowoleni mogą być jedynie fani mocno złagodzonych wysokich tonów czy wręcz ciemnego grania.

HiFiMAN Ananda Unveiled – scena dźwiękowa

Ananda Unveiled brzmią tak, jak przystało na warianty z odsłoniętymi membranami – większy priorytet ma głębia niż stereofonia. Słuchawki generują więc kulistą, a nie elipsoidalną scenę dźwiękową, która wydaje się lekko przesunięta do przodu. Znowu miałem wrażenie, że dźwięk dobiega do mnie od frontu, a nie tylko od boków. Efekt otwarcia sceny i zawieszenia instrumentów w powietrzu, a także duże i wzorowo odseparowane źródła pozorne, to kolejne plusy.

Wymiary sceny są jednak przeciętne – pierwszy plan jest blisko, a kanały nie są od siebie mocno odseparowane. Nie należy oczekiwać potężnej przestrzeni ani ogromnego dystansu do muzyki, lecz raczej efekt zanurzenia w dźwięku. W rezultacie przestrzeń jest bardziej kameralna niż w wyższych modelach typu Unveiled. Warto jednak pamiętać, że słuchawki nie mają w zestawie kabla zbalansowanego, a ten poprawia stereofonię. O tym jednak za chwilę.

HiFiMAN Ananda Unveiled – porównania

HiFiMAN Ananda Stealth Magnet i Ananda Nano
Sprawa jest prosta – Unveiled to rozwinięcie modelu Nano, a nie Stealth Magnet. Nowe słuchawki nie są już tak gładkie i miękkie w przekazie, brzmią klarowniej od Stealthów. Moim zdaniem Ananda Unveiled jednak lekko złagodniały, nie są już tak jasne i techniczne, jak Nano, a do tego generują inną scenę dźwiękową, zgodnie z charakterem serii Unveiled.

Ananda Unveiled to więc niejako wypadkowa dwóch poprzednich modeli – kompromis pomiędzy gładkością i łagodnością (Stealth Magnet) a klarownością i technicznością (Nano). Gdy testując analityczne Nano wolałem muzykalne Stealth Magnet, teraz wybrałbym Unveiled jako złoty środek. O jakimkolwiek regresie jakościowym nie ma mowy.

HiFiMAN HE600
Porównywanie słuchawek planarnych ze sobą staje się coraz większym wyzwaniem, szczególnie w obrębie oferty HiFiMAN-a – Ananda Unveiled (2099 zł) i HE600 (2999 zł) brzmią bardzo podobnie. Podczas pierwszych porównań nie słyszałem większej różnicy, ponieważ oba modele grają względnie równo, klarownie, precyzyjnie i szybko. Diabeł tkwi jednak w detalach. HE600 okazują się brzmieć bardziej technicznie, a Ananda Unveiled – muzykalnie.

HiFiMAN HE600 i Ananda Unveiled

HE600 są nieznacznie mocniejsze w wyższej średnicy i górze pasma, a także twardziej rysują bas i średnicę. Przy nich Ananda Unveiled sprawiają wrażenie gładszych i łagodniejszych – utwory o mocnych wyższych rejestrach brzmiały ostrzej na HE600. Niemniej różnica jest naprawdę subtelna; Ananda Unveiled wciąż nie sprawiają wrażenia rozmytych, wygładzonych ani zmiękczonych. Fani analizy wybiorą HE600, szukający relaksu – Ananda Unveiled.

Większe różnice słychać w scenie – HE600 prezentują mocniejszą stereofonię, a Ananda Unveiled większą głębię. Uważam, że HE600 lepiej separują kanały, nawet z fabrycznym kablem 3,5 mm. Niemniej prezentacja Ananda Unveiled, mimo mniejszej sceny, jest również ciekawa – dźwięk zdaje się dobiegać bardziej od frontu w porównaniu do HE600. Moim zdaniem słychać także brak maskownic w Anandach, bo źródła pozorne wydają się zawieszone w powietrzu i jakby oderwane od słuchawek.

HiFiMAN Arya Unveiled
Ananda Unveiled mają więcej wspólnego z Arya Unveiled niż z HE600, i nie mam na myśli tylko zbliżonej konstrukcji i wynikającej z tego charakterystycznej holografii. Arya Unveiled także nie są skrajnie analitycznymi słuchawkami – mają w sobie pewną gładkość i nie masakrują bębenków słuchowych sopranem. Wciąż słychać jednak, że Arya Unveiled rysują dźwięk nieco precyzyjniej, mocniej różnicują instrumenty i bardziej nasycają brzmienie.

HiFiMAN Arya Unveiled i Ananda Unveiled

Arya Unveiled mogą pochwalić się za to wyraźnie większą sceną dźwiękową. Nawet z fabrycznym, niesymetrycznym kablem kanały są od siebie mocniej odseparowane, a scena rozciąga się nie tylko w głębi, ale także na boki. Źródła pozorne są dodatkowo mocniej od siebie oddalone, co potęguje wrażenie napowietrzenia. Inaczej mówiąc, Arya Unveiled generują większą przestrzeń od Ananda Unveiled, nawet z kablem niesymetrycznym. W przypadku Ananda Unveiled instrumenty wydawały się być przyklejone do twarzy.

Które słuchawki są lepsze? Arya Unveiled, ale mówimy o modelu droższym o prawie 3200 zł (2099 vs 5270 zł). Przepaści też nie słychać, deklasacji również. Możemy też dokupić do Ananda Unveiled solidny kabel zbalansowany, a łączny koszt i tak będzie znacznie niższy.

FiiO FT5
Sprawa jest mniej skomplikowana, ponieważ FT5 mają zupełnie inny charakter od Ananda Unveiled. Słuchawki od FiiO generują więcej basu (szczególnie średniego), brzmią masywniej, gęściej i zdecydowanie bardziej efektownie. Gdy Ananda Unveiled wydają się być muzykalne przy HE600, obok FT5 brzmią zdecydowanie bardziej płasko, neutralnie i technicznie. Prezentacja HiFiMAN-ów jest znacznie klarowniejsza, bezpośrednia i wyrazista. Można wręcz odnieść wrażenie, że FT5 mulą…

FiiO FT5 i HiFiMAN Ananda Unveiled

Scena dźwiękowa ma podobne wymiary, ale w przypadku Ananda Unveiled sprawia wrażenie większej swobody – w FT5 nie ma takiego wrażenia otwarcia, odseparowania źródeł pozornych i zawieszenia ich w powietrzu. W efekcie FT5 brzmią raczej stereofonicznie, podczas gdy Ananda Unveiled preferują głębię. Odsłonięte przetworniki przekładają się również na mocniejsze napowietrzenie i lepszą separację w porównaniu do FT5.

Jeśli wolimy łagodne, masywniejsze brzmienie, FT5 będą górą. Wprawdzie słuchawki FiiO są droższe (2399 zł), ale mają metalowe muszle, alternatywne nauszniki oraz modularny kabel zbalansowany w zestawie. Ananda Unveiled są jednak bliższe równowagi i neutralności, brzmią klarowniej i swobodniej. Oba modele się bronią, a werdykt to kwestia gustu, choć moim zdaniem Anandy są nieco lepsze technicznie, ale FT5 sprawiają za to więcej frajdy.

Sendy Audio Egret
Egret są również z zupełnie innej bajki. Nowość Sendy Audio (premium submarki Sivga) brzmi cieplej, masywniej w basie, bliżej w średnicy i spokojniej w sopranie. Egret mają w sobie coś analogowego i naturalnego, mimo ewidentnej koloryzacji, więc przy nich Ananda Unveiled znowu sprawiają wrażenie płaskich jak deska i technicznych w przekazie. Jedne i drugie słuchawki mnie przekonują, ale to dwa światy.

Sendy Audio Egret i HiFiMAN Ananda Unveiled

Scena jest również zupełnie inna. Egret generują wielkie, trójwymiarowe instrumenty i bardzo blisko stawiają pierwszy plan – przestrzeń sprawia wrażenie wypełnionej, a źródła pozorne wydają się namacalne. Ananda Unveiled tego nie potrafią, bo lekko oddalają pierwszy plan, generują mniejsze instrumenty i prezentują je bardziej punktowo oraz z mocniejszą separacją. Znowu dwa światy.

Sendy Audio Egret są znacznie droższe (2999 zł), ale należy brać pod uwagę, że to drewniane słuchawki ze skórzaną opaską oraz fantastycznym, trójkompozytowym kablem zbalansowanym. Zatem oba modele wciąż reprezentują świetny stosunek jakości do ceny – wybór to kwestia potrzeb i gustu.

HiFiMAN Ananda Unveiled – synergia i wysterowanie

Ananda Unveiled nie są skrajnie techniczne, ale wciąż brzmią klarownie, więc wskazania synergiczne są standardowe – lepiej ich nie wyostrzać. Niemniej dzięki pełnym niskim tonom, gładkiej niskiej średnicy i poskromionym sybilantom słuchawki zgrywają się z wieloma źródłami. W trakcie testów źródła techniczne i neutralne (FiiO R9), zrównoważone i naturalne (HiFiMAN EF600), a nawet ciepłe i „analogowe” (Cayin RU9) współpracowały z nimi świetnie. Gdybym miał wskazać faworyta, postawiłbym na RU9 w trybach lampowych.

HiFiMAN EF600 i Ananda Unveiled

Słuchawki mają pewne wymagania prądowe, ale nie są trudne do wysterowania. Napędzimy je już ze źródeł przenośnych, choć wskazane jest korzystanie z wyjść zbalansowanych. W przypadku źródeł stacjonarnych w stylu R9 czy EF600 nie musiałem ściszać urządzeń w systemie komputerowym – mogłem komfortowo operować pokrętłem głośności, a nawet zwiększyć wzmocnienie w cichszych utworach o dużym zakresie dynamiki.

HiFiMAN Ananda Unveiled – kabel zbalansowany

Pytanie nie brzmi: „czy warto wyposażyć się w kabel zbalansowany?”, lecz: „jaki wybrać?” Ananda Unveiled zasługują na przewód zbalansowany. Wymiana kabla poprawia separację kanałów, a więc poszerza przekaz i lekko dystansuje pierwszy plan. Ponieważ prosto z pudełka przestrzeń nie jest specjalnie szeroka, słuchawki mocno na tym zyskują – scena dźwiękowa przestaje być już taka kameralna. Co ciekawe, w HE600 różnica jest mniej intensywna; w wyższym modelu nie brakowało mi „balansu”.

Lepiej postawić na miedź OFC, miedź OCC lub – co najwyżej – posrebrzane ich odpowiedniki. Nie warto rozjaśniać słuchawek – niech pozostaną muzykalne i przystępne w odbiorze. Chyba że rzeczywiście chcemy przejść na bardziej techniczną stronę mocy – wówczas nic nie stoi na przeszkodzie, by uzyskać to źródłem lub kablem. Sprawdziłem standardowe przewody HiFiMAN-a z wyższych modeli, kabel od Sendy Audio Egret oraz przewód od FiiO FT5. Ten ostatni zapewnił najklarowniejszą górę i moim zdaniem wypadł najgorzej z trójki.

Podsumowanie

Ananda Unveiled mocno mnie zaskoczyły. HiFiMAN nie oszczędzał na konstrukcji (jest ona zbliżona do HE600 czy Arya Unveiled), a słuchawki są wygodniejsze od droższych „sześćsetek”, mimo identycznego pałąka. Kabel, choć podstawowej jakości, sprawdza się nieźle na co dzień, a odsłonięte przetworniki nie stanowią większego problemu w użytkowaniu. Jakość dźwięku jest bliska HE600, a względem Arya Unveiled także nie ma przepaści. Możemy liczyć na równowagę, klarowność i głęboką scenę, ale w nieco bardziej muzykalnym wydaniu.

Co poszło nie tak? Scena dźwiękowa nie jest tak szeroka, jak bym chciał. Problem rozwiązuje kabel zbalansowany, którego w zestawie jednak nie ma. Nie jestem też fanem włóknistej opaski z „zamszu” – może nie pęka, w przeciwieństwie do skóropodobnych, ale z czasem może się brudzić, odbarwiać lub lekko strzępić.

HiFiMAN Ananda Unveiled kosztują 2099 zł – słuchawki depczą po piętach wyżej pozycjonowanym modelom, a producent ryzykuje kanibalizację produktów. Zaznaczam jednak, że fani technicznego brzmienia mogą czuć niedosyt. W takiej sytuacji dopłata do HE600 może mieć sens. Z kolei osoby szukające maksymalnej muzykalności mogą nie być w pełni zadowolone – brzmienie Ananda Unveiled pozostaje jasne i wyraziste.

Dla HiFiMAN Ananda Unveiled

Zalety:
+ dobra jakość wykonania
+ estetyczne wzornictwo
+ wygodna opaska pałąka
+ precyzyjna regulacja rozmiaru
+ miękkie i pojemne nauszniki
+ elastyczny kabel
+ udane osłony magnetyczne
+ zrównoważone i klarowne, ale muzykalne i dość łagodne brzmienie
+ głęboka scena dźwiękowa, dobra separacja dźwięków

Wady:
– brak kabla zbalansowanego
– stosunkowo wąska scena (z fabrycznym kablem)

Sprzęt dostarczył:

SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
fiio

2 KOMENTARZE

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj