HiFiMAN rozszerzył portfolio o model Deva Pro, czyli nową wersję słuchawek 3w1, wyposażoną w udoskonalony adapter Bluetooth oraz przetworniki z neutralnymi magnesami typu Stealth.

Doceniłem pierwszą iterację modelu Deva, czyli stacjonarno-przenośne słuchawki planarne, które można podłączyć na kilka sposobów: używać z kablem analogowym, cyfrowym lub bezprzewodowo, przy użyciu dedykowanego adaptera Bluetooth. Nie wszystko było jednak perfekcyjne, bo narzekałem na pewien ubytek w niskich tonach i kręciłem nosem na specyficzną kolorystykę. Pojedyncze gniazdo słuchawkowe także okazało się nie być optymalne, ponieważ utrudniało wymianę kabla lub korzystanie z już posiadanych zamienników.

Nowa wersja słuchawek jest pozornie zbliżona, ale wprowadzono wiele zmian. Model z dopiskiem Pro przynosi unowocześniony adapter Bluetooth „Himalaya” w architekturze R2R, który ma być wydajny, a przy tym skuteczny. Nie zabrakło także nowych, niesymetrycznych magnesów „Stealth Magnets”, czyli technologii producenta znanej z innych, testowanych przeze mnie modeli HiFiMAN-a, np. Arya V3. To jednak nie jedyne zmiany, nowości jest więcej. Sprawdźcie, czy brzmienie zostało poprawione i czy producent wyeliminował wady użytkowo-soniczne pierwszej wersji Deva.

REKLAMA
meze

Wyposażenie

Słuchawki są zapakowane tak samo, jak inne modele producenta, tj. w duże, solidne pudełko z elastyczną formą, wyścieloną gładkim materiałem. Słuchawkom bez wątpienia w nim wygodnie, więc pudełko można wykorzystać także do ich przechowywania.

W zestawie są:

  • kabel analogowy 2x 3,5 mm > 3,5 mm (ok. 150 cm);
  • adapter 6,3 mm;
  • kabel cyfrowy USB typu A > USB typu C (ok. 190 cm);
  • adapter Bluemini R2R;
  • instrukcja obsługi;
  • karta gwarancyjna.

Konstrukcja

Producent wykorzystał znaną konstrukcję, ale zmienił kolorystykę – obudowy są nadal srebrne, ale jasny brąz z modelu Deva zastąpiono czernią, co jest według mnie korzystne. Być może Deva Pro wyglądają mniej oryginalnie od pierwowzoru, a do tego przypominają tańsze HE400se, ale za to zestawienie barw w nowym modelu jest bardziej uniwersalnie. Wprawdzie chętnie pomalowałbym na czarno także obudowy słuchawek, ale Deva Pro i tak wyglądają świetnie.

Okrągłe muszle słuchawek są poszerzone w dolnej części, gdzie znajdują się gniazda 3,5 mm. Tak, gniazda, a nie gniazdo. To kolejna nowość i zarazem wysoce pożądana zmiana, bo tym razem zastosowano podwójne złącze 3,5 mm. Dla porównania w poprzedniku gniazdo 3,5 mm znajdowało się tylko z jednej strony. Nie znaczy to jednak, że oba gniazda są identyczne, bo do podłączania adaptera Bluetooth służy wejście z lewej strony – zostało ono nawet oznaczone dyskretną strzałką z nadrukiem „3.5 mm TRRS”. Z kolei maskownice są ponownie metalowe i składają się z wielu oczek, przez które można dojrzeć poprzeczne magnesy przetworników planarnych.

Na pierwszy rzut oka Adapter Bluemini R2R wydaje się być taki sam, jak w poprzedniku. Rzeczywiście zastosowano ten sam projekt, bo to ponownie matowoczarny element z wtyczką 3,5 mm oraz klipsem, który wpina się w lewą słuchawkę. Okazuje się jednak, że nowy adapter odróżniono znaczkiem R2R i zrezygnowano z jednego przycisku, a dokładnie tego, który znajdował się tuż przy złączu USB. Na krawędzi są więc pojedynczy włącznik i przycisk wielofunkcyjny w jednym, gniazdo USB-C, niebiesko-czerwona dioda oraz otwór z mikrofonem do obsługi rozmów.

Nauszniki różnią się tylko kolorystyką. Pady są ponownie kątowe, bo zostały wypełnione obficiej w tylnej części, a także hybrydowe, bo wykonano je zarówno ze sztucznej skóry, jak i z poliestrowej siateczki, którą obszyto brzegi nauszników. Od wewnątrz zastosowano identyczny materiał, co od zewnątrz, który znowu nie jest perforowany. Tym razem nauszniki również wypełnia sprężysta gąbka, a same przetworniki wyścielono dość grubymi siateczkami, ale bez jakichkolwiek wkładek.

Pałąk jest również dobrze znany. Muszle wpięto za pomocą metalowych widełek, wewnątrz których wydrążono korytka na przewód łączący oba przetworniki. Został on poprowadzony w obustronnej opasce ze sztucznej skóry, wypełnionej od spodu warstwą gąbki. Widełki są też rozsuwane, poruszają się stopniowo i precyzyjnie, ale teraz na każdą ze stron przypada dziesięć skoków w porównaniu do ośmiu w poprzedniku. Na elementach spinających pałąk ponownie nie brakuje wytłoczonych oznaczeń kanałów, dużych liter „L” i „R”.

Jakość wykonania jest bez zmian, czyli wysoka, ale nie perfekcyjna. Wykończenie materiałów i spasowanie konstrukcji nie budzą zastrzeżeń, a dobre wrażenie robią także elementy skóropodobne. Znowu chciałoby się jednak metalowych muszli, bo te są plastikowe i nie wyglądają tak dobrze, jak w modelu Sundara. Z drugiej strony producent zastosował tworzywo także w wielokrotnie droższym modelu Arya Stealth Magnets (V3), więc nie wypada specjalnie narzekać.

Ergonomia i użytkowanie

Słuchawki są bez wątpienia komfortowe. Może jeszcze nie tak bardzo, jak Arye czy Sundary, bo nauszniki są nieznacznie twardsze, a klasyczny pałąk sprawdza się gorzej od elastycznej opaski, ale w trakcie testów nie miałem większych powodów do kręcenia nosem. To w dużej mierze zasługa optymalnego nacisku pałąka oraz niewielkiej, jak na słuchawki planarne, masy. Deva Pro ponownie ważą tylko 360 g, a adapter Bluetooth nie psuje efektu, bo zwiększa masę jedynie o 25 g. Deva Pro raczej nie będą powodowały bólu karku. Nie rozczarowała mnie także szeroka regulacja rozmiaru – ja rozsuwałem widełki jedynie na pozycję trzecią z dziesięciu, więc słuchawki powinny pasować na mniejsze, średnie, jak i większe czaszki.

Adapter Bluetooth stracił jeden przycisk, ale jego funkcje przypisano włącznikowi. Pozwala on na pauzowanie i wznawianie muzyki oraz kontrolę rozmów telefonicznych (dobrej jakości). Przycisk służy także do parowania, które jednak wyzwala się podwójnym kliknięciem, a nie przytrzymaniem, jak zazwyczaj. Warto wspomnieć, że oprócz zastosowania autorskiego przetwornika, adapter Bluetooth ma chipset Qualcomm QCC5124, więc interfejs Bluetooth jest w wersji 5.0 i obsługuje kodeki: SBC, AAC, aptX, aptX HD i LDAC. Można też liczyć na około 8 godzin odtwarzania muzyki, co jest wynikiem realistycznym. Może czas pracy nie zachwyca w kontekście konsumenckich słuchawek, które wytrzymują kilkadziesiąt godzin na jednym ładowaniu, ale pamiętajmy, że mowa o niewielkim adapterze i wokółusznych planarach.

Adapter Bluemini R2R nie jest idealny. Faworyzowany jest kodek LDAC i nie sposób go zmienić – przełączenie kodeków w opcjach programistycznych nie działało. Przydałaby się więc aplikacja do wyboru kodeka lub możliwość jego zmiany z poziomu słuchawek, za pomocą przytrzymania czy wielokrotnego wciśnięcia przycisku. Szkoda też, że migająca dioda znowu jest tak jasna, więc światło może przeszkadzać po zmroku. Zauważyłem również, że na minimalnym poziomie głośności słychać lekkie problemy z balansem kanałów – lewa strona jest głośniejsza. Regulacja głośności także mogłaby być bardziej precyzyjna, bo poszczególnych stopni jest trochę za mało. Lepiej też zakładać słuchawki dopiero po ich włączeniu i poczekać, aż połączą się ze smartfonem – komunikaty dźwiękowe są za głośne.

Słuchawki można podłączyć jeszcze na dwa sposoby, czyli za pomocą kabla USB-C oraz analogowego. Ten pierwszy nie jest idealnie elastyczny, ale i tak sprawdza się dobrze – wystarczy wpiąć go w złącze adaptera i podłączyć wtyczkę USB do komputera lub smartfona. W drugim przypadku będzie potrzebny jeszcze adapter USB OTG. Dobre wrażenie robi także kabel analogowy – świetnie, że ma podwójne wtyczki i jest elastyczny. Dla porównania przewody z innych słuchawek HiFiMAN-a to przy nim „druty”. Co ciekawe Deva Pro można podłączać także jednostronnym kablem, bo lewe gniazdo jest w standardzie TRRS. Możemy więc wykorzystać kable dedykowane do innych modeli, jak i te stworzone z myślą o poprzedniku.

Specyfikacja

HiFiMAN Deva Pro

  • przetworniki: magnetoelektryczne, planarne
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz
  • czułość: 93,5 dB
  • impedancja: 18 Ω
  • kabel: 2x 3,5 mm > kątowy 3,5 mm z adapterem 6,35 mm (ok. 150 cm) + kabel USB typu A > USB typu C (ok. 190 cm) + adapter Bluetooth
  • masa: 360 g

HiFiMAN Bluemini R2R

  • DAC: HiFiMAN Himalaya
  • układ: Qualcomm QCC5124
  • interfejsy: Bluetooth 5.0 i USB typu C
  • wsparcie dla kodeków: SBC, AAC, aptX, aptX HD, LDAC
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz
  • SNR: 114 dB
  • czas działania: 8 godzin
  • masa: 25 g

Brzmienie

  • Słuchawki: HiFiMAN Arya V3, Audeze LCD-2 (Double Helix Fusion Complement4), Dan Clark Audio Ether 1.1 (Forza AudioWorks HPC Mk2 i DUM XLR), HE400i 2020 i Sundara, Sennheiser HD 6XX, AKG K612 Pro
  • DAC/AMP i wzmacniacze: FiiO M17, DAART Aquila II, Burson Playmate Everest, FiiO BTR5 i BTR3K, EarStudio ES100 i HUD100, Oriolus 1795
  • DAP: FiiO M11 Plus LTD i M15, Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1), Google Pixel 4a 5G, Realme GT Neo 2

HiFiMAN Deva Pro w trybie Bluetooth
Słychać, że Deva Pro to kontynuacja modelu Deva – ponownie mamy do czynienia z brzmieniem precyzyjnym i rozdzielczym. Strojenie znowu jest neutralne, klarowne, bezpośrednie oraz przestrzenne. Nie mam jednak wątpliwości, że nastąpił progres, ponieważ niskich tonów przybyło, a to mile widziana zmiana – w teście poprzednika narzekałem na braki w basie. Dźwięk jest więc bardziej zrównoważony, a słuchawki lepiej zgrywają się z muzyką rozrywkową i są bardziej muzykalne. Znowu zaskakuje ogólny poziom – mocy jest pod dostatkiem, dźwięk jest rozdzielczy, dynamiczny i przestrzenny, a słuchawki brzmią w sposób kontrolowany, szczegółowy i bliski.

Bas nie schodzi może wyjątkowo głęboko, ale potrafi już zabrzmieć przyjemnie masywnie i wibrująco w średnim zakresie, a jest przy tym zróżnicowany i sprężysty. Nie ma mowy o dudnieniu, zlewaniu się dołu czy niewystarczającej dynamice. Średnica jest neutralna – nie została ani wypchnięta, ani mocno wycofana, prezentuje instrumenty w sposób maksymalnie klarowny i szczegółowy. Do muzyki nie ma dystansu, ale ta nie jest jeszcze agresywna, więc Deva Pro potrafią także relaksować. Z kolei góra pasma jest mocna, jak przystało na HiFiMAN-a, ale słuchawki nie syczą, nie kłują i nie męczą. Mamy do czynienia z rozciągniętym, selektywnym i kontrolowanym górnym zakresem, który pięknie radzi sobie z talerzami perkusyjnymi, wysokimi wokalami czy dęciakami lub smyczkami. Nie słychać też specjalnie cyfrowości, sztuczny nalot na sopranie nie daje się we znaki.

Nie zawodzi także przestrzeń, bo Deva Pro z adapterem Bluemini R2R brzmią przede wszystkim szeroko. To skutek kontrastowej separacji kanałów, więc scena dźwiękowa ma elipsoidalny kształt. Druga w hierarchii jest głębia, ponieważ słychać zróżnicowanie na płaszczyźnie przód-tył – niektóre instrumenty pozycjonowane są jakby sprzed twarzy, podczas gdy inne wybrzmiewają z okolic ramion. Wysokość sceny jest najsłabszym ogniwem, ale ciągle nie ma mowy o przestrzeni płaskiej, jak naleśnik – instrumenty i tak są eksponowane powyżej i poniżej linii uszu. Podoba mi się także separacja dźwięków – pomiędzy instrumentami jest mnóstwo powietrza i dystansu, czyli jest tak, jak powinno w przypadku słuchawek o konstrukcji otwartej. Same instrumenty są też kształtne, a źródła pozorne duże, stąd holografia jest na wysokim poziomie.

HiFiMAN Deva Pro w trybie USB
Historia się powtarza – Deva Pro również brzmią lepiej po podłączeniu kablem USB do komputera, co miało miejsce także w starszej wersji słuchawek. Drastycznie wzrasta ilość mocy (korzystałem zazwyczaj jedynie z 15-20% głośności), scena dźwiękowa jeszcze się poszerza i staje się wyższa, a bas dodatkowo wypełnia w niskim i średnim zakresie. Nie ma może mowy o ekstremalnych zmianach w sygnaturze dźwiękowej, ale bas staje się wyraźnie masywniejszy, w średnicy przybywa ciepła i barw, a kontur dźwięku staje się mocniej zarysowany. W trybie USB słuchawki sią wyrównują, zaczynają brzmieć naturalniej, pełniej oraz ambitniej. Nie mam pojęcia, na ile jest to zasługą zasilania, a na ile sterownika, ale nie mam wątpliwości, że tryb USB góruje nad Bluetoothem.

Gdy przeskakiwałem pomiędzy trybem Bluetooth a USB, miałem wrażenie, że dźwięk z adapterem Bluemini R2R jest nieznacznie U-kształtny i miększy, a w trybie przewodowym robi się bardziej zrównoważony i twardszy. Brzmienie jest nadal muzykalne, ale staje się barwniejsze i gęstsze. Co ciekawe przybliża się też średnica – żywe instrumenty brzmią głębiej i masywniej, więc bardziej namacalnie. Uważam, że adapter Bluetooth i tak robi wrażenie, ale tryb USB przenosi brzmienie na wyższy poziom, potęguje techniczne możliwości słuchawek, ale nie psuje przyjemności z muzyki. Większe nasycenie, bliższa średnica, pełniejszy dół oraz większa przestrzeń powodują, że Deva Pro zaczynają brzmieć dojrzalej i jeszcze bardziej uniwersalnie.

Starsze Devy również brzmiały korzystniej po podłączeniu kablem USB, ale tym razem mam wrażenie, że dystans jakościowy jest większy – muszę przyznać, że Deva Pro w trybie USB brzmią po prostu fenomenalnie. Nie jest to jeszcze poziom modelu Arya V3, ale Deva Pro są za to bardziej muzykalne od droższych słuchawek, bo mają łagodniejsze wysokie tony. Dźwięk jest też bardziej neutralny i zrównoważony od modelu Sundara, bo Deva Pro brzmią klarowniej i w sposób bardziej otwarty i jakby transparentny. Sundara wydają się przy nich mocniej falować w basie i średnicy. Pełniejszy bas względem oryginalnych Deva to także korzystna zmiana, bo dzięki temu słuchawki lepiej radzą sobie np. z muzyką popularną czy elektroniczną. Deva Pro nadal nie zabrzmią jak subwoofer, bo to jednak audiofilskie, otwarte planary ze zdyscyplinowanym basem, ale mogłem już dość swobodnie żonglować albumami z różnych gatunków.

HiFiMAN Deva Pro w trybie analogowym
Nie czułem potrzeby, aby podłączać słuchawki kablem do stacjonarnego toru czy przenośnych odtwarzaczy. Sam nie mogę w to uwierzyć, ale brzmienie w trybie USB jest tak dobre, że podłączanie słuchawek analogowo wydaje się nie mieć sensu. W trybie USB mocy nie brakuje, dźwięk jest rewelacyjny i zestrojony uniwersalnie, więc Deva Pro to autentycznie samodzielne słuchawki. W efekcie kupując Deva Pro mamy w zestawie świetnie zgrywające się, bezprzewodowe oraz przewodowe źródło dźwięku. W teorii odpada zakup przetwornika, wzmacniacza czy odtwarzacza, wystarczy smartfon czy laptop, by słuchać muzyki na wysokim poziomie.

Mimo że byłem w pełni zadowolony z rezultatów „po USB”, sprawdziłem kilka konfiguracji z odtwarzaczami czy stacjonarnymi DAC/AMP-ami. Znów okazało się, że adapter Bluemini jest stosunkowo neutralny, że nie wpływa mocno na charakter słuchawek – sygnatura dźwiękowa w połączeniach stacjonarnych była zbliżona. Deva Pro nie są też wyjątkowo wymagające względem synergii, nie potrzebują mnóstwa mocy, by dobrze brzmieć. Jednak słuchawki reagują na charakter sprzętu, więc można je dostroić synergią, czyli wedle potrzeby wyostrzyć lub złagodzić. Deva Pro także skalują – z wydajnym sprzętem stacjonarnym uzyskałem lepsze efekty, ale nawet z mniej wydajnymi odtwarzaczami brzmienie było w pełni satysfakcjonujące.

Słuchawki w trybie analogowym brzmią tak, jak przystało na otwarte planary: mocno, naturalnie, trójwymiarowo i precyzyjnie. Rozdzielczość jest wysoka, przestrzeń duża, dźwięk dynamiczny i trzymany w ryzach. Świetnie słuchało mi się Deva Pro z potężnym FiiO M17, a doceniłem słuchawki także z M15 czy M11 Plus LTD. Z tym pierwszym odtwarzaczem słuchawki brzmiały naturalnie i równo, ten drugi dodał im basu i lekko złagodził, a trzeci wyklarował pasmo średnie i górę, potęgując duże możliwości techniczne słuchawek. Z kolei Cayin N3Pro zgrał się z Deva Pro w obu trybach lampowych, jak i z wyjścia symetrycznego oraz niesymetrycznego.

Podsumowanie

HiFiMAN Deva Pro przynoszą dużo korzystnych zmian względem poprzednika – dopisek „Pro” nie jest przypadkowy. Kolorystyka jest bardziej uniwersalna, a podwójne gniazda zasługują na pochwałę, bo teraz słuchawki można podłączać zarówno jednostronnie, jak i obustronnie. Ergonomia jest ponownie wysoka, a adapter Bluetooth dość wygodny w obsłudze, wydajny i przy okazji efektywny, bo czas działania jest satysfakcjonujący. Brzmienie jest bardzo dobre w każdym trybie, a słuchawki to autentyczne 3w1, czyli mobilno-stacjonarne i zarazem cyfrowo-analogowe planary. Podoba mi się też, że przybyło basu, którego brakowało mi w pierwszej iteracji słuchawek.

Niestety adapter nie jest idealny – głośne komunikaty głosowe, brak kontroli nad kodekami czy lekkie braki w równowadze kanałów na minimum głośności to tylko niektóre braki użytkowe. Skoda też, że regulacja głośności nie jest także bardziej precyzyjna – zdarza się, że na jednym stopniu dźwięk jest trochę za cichy, a na kolejnym już zbyt głośny. Chciałbym również, żeby przez Bluetooth słuchawki brzmiały tak dobrze, jak w trybie USB.

HiFiMAN Deva Pro kosztują 1895 zł w wersji z adapterem Bluetooth. Mimo pewnych wad oferta jest rewelacyjna – to autonomiczne słuchawki o dźwięku wyższej jakości, niż sugeruje to cena. Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że słuchawki będą znacznie droższe. Z tego powodu uważam, że to bardzo opłacalny produkt, który może podważyć sens zakupu kosztowniejszych modeli. Jeśli zależy nam na wysokiej funkcjonalności, lubimy neutralne, ale muzykalne brzmienie, to Deva Pro zdecydowanie zasługują na uwagę.

Dla HiFiMAN Deva Pro

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ niezła jakość wykonania
+ uniwersalne wzornictwo
+ wysoka ergonomia
+ trzy tryby dźwięku
+ wygodna obsługa
+ dobry czas pracy
+ wysokiej jakości brzmienie w każdym trybie
+ rewelacyjny tryb USB
+ spora i kształtna scena dźwiękowa

Wady:
– zbyt głośne komunikaty głosowe
– czasami niewystarczająco precyzyjna regulacja głośności
– pewne braki użytkowe

Sprzęt dostarczył:

SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
hifiman

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj