HE-R9 to nietypowe słuchawki HiFiMAN-a, które charakteryzują się konstrukcją zamkniętą i posiadają przetworniki dynamiczne. Model ten jest dostępny w dwóch wariantach, przewodowym i bezprzewodowym z dołączanym adapterem Bluemini R2R.

W ostatnim czasie przetestowałem wiele modeli słuchawek HiFiMAN-a, zarówno podstawowych (HE400se), średniopółkowych (Deva Pro), jak i droższych (Arya Stealth Magnets). Wszystkie jednak cechowały się konstrukcją otwartą i bazowały na przetwornikach planarnych, z których producent słynie. Duże wrażenie zrobiły na mnie szczególnie testowane ostatnio HiFiMAN Edition XS – przestrzennie, precyzyjnie i klarownie brzmiące słuchawki o analityczno-muzykalnym charakterze. Jednak podobne epitety można przypisać także innym, wspomnianym modelom, bo to niejako typowa sygnatura dla azjatyckiej firmy.

HiFiMAN HE-R9 to już produkt z zupełnie innej bajki, który ma niewiele wspólnego z wyżej wymienionymi modelami. Tym razem zastosowano przetworniki dynamiczne, które schowano wewnątrz zamkniętych muszli. Można jednak wskazać pewne podobieństwa do modelu Deva Pro, bo HE-R9 to także słuchawki z opcjonalnym adapterem Bluetooth, które mogą działać w trzech trybach, czyli bezprzewodowo, cyfrowo oraz analogowo. Doceniłem to w przypadku Deva Pro, ale HE-R9 to jednak konstrukcja zamknięta, a więc mają lepsze predyspozycje do bycia mobilnymi. Jak brzmią HiFiMAN HE-R9 i czy warto dopłacić do wariantu z Bluemini R2R?

REKLAMA
meze

Wyposażenie

Słuchawki jak zwykle zostały zapakowane bezpiecznie, bo znajdują się w solidnym pudełku z głęboką, wyścieloną miękkim materiałem formą.

Zestaw jest taki sam, jak w przypadku Deva Pro, czyli zawiera:

  • kabel analogowy 2x 3,5 mm > 3,5 mm (ok. 150 cm);
  • adapter 6,35 mm;
  • kabel cyfrowy USB-A > USB-C (ok. 190 cm);
  • adapter Bluemini R2R;
  • instrukcje obsługi i kartę gwarancyjną.

Konstrukcja

Producent wykorzystał konstrukcję znaną z droższego modelu HE-R10, który był dostępny zarówno w wersji planarnej, jak i dynamicznej. HiFiMAN bez wątpienia inspirował się luksusowymi i limitowanymi Sony MDR-R10, które zadebiutowały ponad… 30 lat temu. Charakterystycznie wyprofilowane, jakby aerodynamiczne muszle słuchawek rzeczywiście przywodzą na myśl wspomniany model. W przypadku „dziewiątek” widoczne są jednak pewne oszczędności względem „dziesiątek”, bo tym razem muszle nie są drewniane, a plastikowe. Rezultat jest moim zdaniem udany, od razu widać, że HE-R9 to słuchawki audiofilskie.

Bordowo-brązowe, mocno odstające muszle wykonano z gładkiego, ziarnistego i połyskującego tworzywa sztucznego, na którym nie widać najmniejszych niedoskonałości. Materiał wydaje się być cienki, ale jest niezwykle sztywny i został wzorowo zespolony z matowoczarną obręczą, również plastikową. Muszle odstają w dolnej części, gdzie znajdują się wytłoczenia z logo HiFiMAN-a oraz obustronne gniazda 3,5 mm. Lewe z nich jest ponownie dyskretnie oznaczone jako „3.5mm TRRS”, bo to wejście dedykowane adapterowi Bluetooth Bluemini R2R.

Kątowe nauszniki nie zaskakują, wydają się nie różnić niczym od padów z modelu Deva Pro. Poduszki są znów hybrydowe, czyli od zewnątrz i wewnątrz wykonano je ze sztucznej skóry, a ranty obszyto siateczkami o heksagonalnej strukturze. Jednak tym razem gąbka wypełniająca pady jest bardziej sprężysta, przypomina piankę z efektem pamięciowym, bo po ugnieceniu nauszniki rozprężają się wolniej niż te w Deva Pro. Mamy więc zatem do czynienia z całkiem niezłymi padami, które jednak nie są jeszcze tak grube i gładkie, jak te z Edition XS czy Arya Stealth Magnets.

Muszle zamocowano w pałąk za pomocą widełek, które są metalowe i zostały przykręcone za pomocą śrub z płaskimi łbami, czyli podobnie jak w Deva Pro. Uchwyty pozwalają muszlom na lekki ruch w pionie oraz poziomie, a także służą do regulacji rozmiaru, rozsuwają się z wnętrza pałąka. Na każdą ze stron przypada około 8-9 stopni. Trudno je precyzyjnie policzyć, bo mechanizm działa z dużym oporem i nie porusza się idealnie gładko. Z kolei pałąk jest już dobrze znany z większości modeli, nie tylko serii Deva, ale także Edition XS oraz tańszych modeli. Brakuje mu opaski, został wypełniony gąbką i spięty plastikowymi elementami z okrągłymi pieczątkami odróżniającymi kanały.

Słuchawki nie powalają na kolana jakością wykonania, bo wspomniane tworzywa wydają się być cienkie, regulacja rozmiaru nie pracuje płynnie, a pałąk jest uproszczony. Szkoda, że nie zastosowano więcej aluminium – moim zdaniem obręcze muszli powinny być metalowe. Nic jednak nie skrzypi ani nie trzeszczy, całość zespolono wzorowo, a materiały skóropodobne nie podpadają. Widać, że HE-R9 to jeszcze nie hi-end, ale nie ma już wątpliwości, że słuchawki należą do klasy premium.

Ergonomia i użytkowanie

Przy pierwszym kontakcie HiFiMAN HE-R9 wydały mi się niezwykle lekkie, więc nie mogłem uwierzyć, że ważą „aż” 328 g. Co prawda to niewiele, jak na pełnowymiarowe, wokółuszne słuchawki zamknięte, ale byłem przekonany, że są one jeszcze lżejsze – miałem wręcz wrażenie, że trzymam w dłoni atrapy. To konsekwencja mocno odstających muszli, które wydają się być ciężkie, ale w praktyce są wręcz puste w środku. Dla porównania ważące Edition XS sprawiały wrażenie znacznie cięższych od HE-R9, mimo że ważą około 400 g, czyli niewiele więcej.

Pałąk nie jest perfekcyjny, o czym pisałem już kilkukrotnie w innych testach. Zdecydowanie preferuję rozwiązanie z modeli Sundara czy Arya Stealth Magnets, czyli podwieszoną opaskę, ale HE-R9 mają jednak potencjał do bycia słuchawkami stacjonarno-mobilnymi, więc zastosowanie uproszczonego pałąka jest zrozumiałe. W tym przypadku nie stanowi to dużego problemu, ponieważ muszle są lekkie, więc HE-R9 nie dociskają pałąka tak mocno do głowy, jak cięższe planary. Jednak po około godzinie ze słuchawkami muszę nieznacznie przesunąć pałąk na głowie, bo i tak lekko uciska on jej czubek. Nie stanowi to dużego problemu, ale wypełnienie pałąka mogło być miększe.

Raczej nikomu nie zabraknie regulacji rozmiaru, która jest tym razem bardziej optymalna niż w Edition XS. W ich przypadku pałąk okazał się być zbyt obszerny, słuchawek nie musiałem praktycznie w ogóle rozsuwać. W trakcie testów HE-R9 korzystałem z 30-40% regulacji rozmiaru, a mam czaszkę średniej wielkości. Zatem HE-R9 są bardziej uniwersalne ergonomicznie i powinny pasować melomanom zarówno o mniejszych, jak i większych głowach. Szkoda jednak, że regulacja rozmiaru nie działa płynniej, ale rozmiar i tak łatwo dobrać, a to właściwie procedura jednorazowa, ponieważ widełki perfekcyjnie utrzymują wskazaną pozycję – słuchawki nie rozregulowują się po odłożeniu na stojak.

Niestety izolacja akustyczna jest przeciętna. Słychać, że mamy na głowie słuchawki zamknięte, ale otoczenie jest jedynie nieznacznie przytłumione. Jest oczywiście lepiej, niż w przypadku otwartych słuchawek HiFiMAN-a, ale puste, lekko rezonujące muszle nie odetną nas od świata tak, jak modele konsumenckie. W trakcie słuchania muzyki rozrywkowej, nie miałem większych powodów do narzekania i mogłem skupić się na dźwięku, jednak w spokojniejszym repertuarze lub w cichszych partiach muzyki hałas z zewnątrz przebijał się do uszu. Zatem HE-R9 mogą nie zachwycić w użytku mobilnym, o ile ktokolwiek chciałby ich w ten sposób używać, bo to jednak wielkie, mocno odstające słuchawki.

Funkcjonalność

Gniazda rozwiązano tak, jak w Deva Pro, co przypadło mi do gustu. Złącza 3,5 mm zostały zdublowane, a lewe jest w standardzie TRRS. Dzięki temu możemy podłączyć słuchawki kablem symetrycznym z zestawu, który jest elastyczny i optymalnie długi, jak i skorzystać z kabla jednostronnego. Wymiana przewodu w razie potrzeby także nie powinna być kłopotem – zarówno wtyczki, jak i gotowe zamienniki są szeroko dostępne. Ponadto lewe gniazdo służy do wpięcia adaptera Bluemini R2R, który niczym nie różni się od tego z Deva Pro. Posiada on pojedynczy przycisk, diodę oraz gniazdo USB-C, które służy zarówno do ładowania, jak i transmisji muzyki za pomocą kabla USB z zestawu.

Sam adapter Bluemini R2R budzi już mieszane uczucia. Moduł wyraźnie odstaje, ale jest lekki (ok. 25 g), więc właściwie nie pogarsza ergonomii i pewnie trzyma się muszli dzięki klipsowi. W trybie bezprzewodowym miałem wrażenie, jakbym nosił same słuchawki, a nie czułem też dysproporcji masy. Nie do końca podoba mi się za to obsługa, bo pojedynczy przycisk służy do włączania i wyłączania adaptera, kontroli rozmów telefonicznych oraz uruchamiania parowania. Zabrakło więc kontroli głośności czy sterowania muzyką. Ponadto komunikaty głosowe są zbyt głośne, co miało miejsce także w Deva Pro. HE-R9 są od nich jednak skuteczniejsze, więc lepiej zakładać słuchawki dopiero po ich włączeniu, bo komunikaty „power on” czy „pairing” powodują wręcz dyskomfort.

Same możliwości adaptera Bluemini R2R jak zwykle robią wrażenie. Moduł działa w oparciu o interfejs Bluetooth 5.0 i obsługuje kodeki AAC, aptX, aptX HD i LDAC. Do pełni szczęścia zabrakło w sumie tylko aptX-a Adaptive. Adapter jest też niezwykle wydajny i przy tym efektywny, bo producent szacuje czas działania na 8 godzin. Trudno było mi to sprawdzić w praktyce, bo korzystałem ze słuchawek na zmianę w trzech trybach, więc podłączając kabel USB-C każdorazowo doładowywałem akumulator. Niemniej po około półtorej godziny odtwarzania muzyki przez Bluetooth przy pomocy kodeka LDAC, stan akumulatora Bluemini R2R spadał do 80%.

Specyfikacja

Słuchawki

  • przetworniki: dynamiczne 50 mm
  • pasmo przenoszenia: 15 Hz-35 kHz
  • czułość: 100 dB
  • impedancja: 32 Ω
  • kabel: 2x 3,5 mm > 3,5 mm + adapter 6,35 mm (ok. 150 cm) + kabel USB typu A > USB typu C (ok. 190 cm) + adapter Bluetooth
  • masa: 328 g

HiFiMAN Bluemini R2R

  • DAC: HiFiMAN Himalaya
  • układ: Qualcomm QCC5124
  • interfejsy: Bluetooth 5.0 i USB typu C
  • wsparcie dla kodeków: SBC, AAC, aptX, aptX HD, LDAC
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz
  • SNR: 114 dB
  • czas działania: 8 godzin
  • masa: 25 g

Brzmienie

  • Słuchawki: Audeze LCD-2 (Double Helix Fusion Complement4), Dan Clark Audio Ether 1.1 (Forza AudioWorks HPC Mk2 i DUM XLR), HiFiMAN Edition XS, Arya V3, Deva Pro i Sundara, Sennheiser HD 6XX
  • Źródła: FiiO K9 Pro ESS, M17, M15 i M11 Plus ESS, DAART Aquila II, Burson Playmate Everest, Astell&Kern AK70 MKII

HiFiMAN HE-R9 – tryb Bluetooth
Niestety tryb Bluetooth rozczarowuje. Nie zrozumcie mnie źle, absolutnie nie chodzi o samo brzmienie, bo to robi potężne wrażenie – HE-R9 generują masywny, niskoschodzący i energiczny bas, którego słucha się z czystą przyjemnością, bo dół jest jednocześnie efektowny i zróżnicowany. Bas szybko atakuje, jest sprężysty, zwarty i kontrolowany, ale bez wątpienia podbity. Słychać też pewien akcent w rozciągniętym sopranie, a środek pasma pozostaje lekko z tyłu, więc HE-R9 zachwycają w rozrywkowym repertuarze, bo brzmią na planie litery U, ale na znacznie wyższym poziomie, niż w konsumenckich słuchawkach Bluetooth. Nie podpadła mi także głęboka szeroka scena dźwiękowa z mocno odseparowanymi kanałami. Świetnie słuchało mi się więc nowoczesnej elektroniki, ale też metalu, rocka czy muzyki popularnej. Nieźle wypadały także lżejsze gatunki muzyczne, ale słychać, że HE-R9 rozwijają skrzydła w muzyce, gdzie pierwsze skrzypce gra bas.

W czym zatem problem? Kultura pracy zawodzi, co jest wynikiem zbyt wysokiej mocy Bluemini R2R. Ze smartfonem nie przekraczałem 30% głośności, a na niskim poziomie głośności słychać było pewne zakłócenia, lekkie zabrudzenie dźwięku i jakby kompresję. Nie był to jednak problem jednostkowy, bo dało się to usłyszeć z kilkoma smartfonami oraz odtwarzaczami muzyki. Efekt ustępował na wyższych poziomach głośności, ale słuchawki były wtedy po prostu za głośne. Ponadto w przypadku smartfonów skala głośności nie była wystarczająco precyzyjna, czyli słuchawki były albo za ciche, albo zbyt głośne. Lepiej sprawdzały się DAP-y, które oferują gęstszą skalę regulacji dla urządzeń Bluetooth, bo pozwalają zwiększać głośność co 1%.

Od początku miałem wrażenie, że adapter Bluemini R2R został stworzony z myślą o mniej skutecznych planarach (np. Deva Pro) i nie został dostosowany do skuteczniejszych dynamików – stąd zbyt duża głośność i hałaśliwe komunikaty głosowe w przypadku modelu HE-R9. Żeby to sprawdzić, podłączyłem do HE-R9 adapter Bluemini R2R z modelu Deva Pro i efekt był taki sam. Problem rozwiązałoby regulowane podbicie – wielka szkoda, że Bluemini nie oferuje chociaż dwóch stopni wzmocnienia. Gdyby było to możliwe, od razu przełączyłbym gain na niski. Czuję, że mniejsza moc rozwiązałaby wszystkie bolączki.

HiFiMAN HE-R9 – tryb USB
Nie ma niespodzianek, bo powtarza się sytuacja z modeli Deva i Deva Pro, czyli po podłączeniu adaptera kablem USB brzmienie staje się jeszcze lepsze. Scena dźwiękowa staje się wyraźnie szersza, bo kanały są od siebie mocniej odseparowane. Bas zyskuje na zwarciu i zróżnicowaniu, a pasmo średnie się przybliża, ale nie kosztem skrajów pasma. Czyli dźwięk jest nadal efektowny, ale trochę bardziej naturalny i zrównoważony, co sprzyja lżejszym gatunkom muzycznym. HE-R9 przez kabel USB słucha się naprawdę świetnie – szybki, pulsująco-wibrujący bas sprawił mi mnóstwo frajdy, szczególnie w przeróżnej elektronice czy metalu.

Niestety przez USB mocy jest jeszcze więcej… Tidala czy odtwarzacz Foobar2000 musiałem ściszać do poziomu 50%, a głośność systemową ustawiać na 10-15% (!), żeby dało się korzystać ze słuchawek. Wprawdzie w trybie USB mniej dają się we znaki wspomniane zakłócenia na niskim poziomie głośności, ale podczas odsłuchów obawiałem się, że gdybym przypadkowo zwiększyłbym głośność do 100%, to razem ze słuchawkami wybuchłyby mi bębenki. Podbicie jest więc zdecydowanie zbyt duże, adapter Bluetooth nie został dostosowany do skuteczności przetworników dynamicznych. Moim zdaniem Deva Pro także były trochę za głośne przez USB, ale to jednak mniej skuteczne planary. Wielka szkoda, bo z przyjemnością używałbym na co dzień HE-R9 w trybie USB.

HiFiMAN HE-R9 – tryb analogowy i synergia
Po podłączeniu słuchawek kablem analogowym z zestawu HiFiMAN HE-R9 brzmią albo rewelacyjnie, albo… przeciętnie. Słuchawki są wymagające odnośnie synergii, trzeba im stworzyć odpowiednie warunki, by pokazały, co potrafią. Ponadto membrany trzeba koniecznie rozruszać, bo początkowo słychać dziwne uwypuklenie centrum średnicy i problemy z basem, ale już po kilkunastu godzinach dźwięk zmienia się na plus. W korzystnych połączeniach byłem pod wrażeniem nowoczesnego, basowego brzmienia z nadal bezpośrednią średnicą i jasną, ale wzorowo kontrolowaną górą. HE-R9 są bez wątpienia muzykalne, daleko im do słuchawek liniowych i równych, a więc nie mają nic wspólnego z słuchawkami planarnymi HiFiMAN-a. Fani zrównoważonego dźwięku się zawiodą, dla nich lepsze będą Edition XS czy Sundary. Natomiast miłośnicy dobrego basu powinni być zachwyceni, o ile słuchawki zgrają się z torem.

Jak zatem wygląda kwestia synergii HE-R9? Moim zdaniem niezwykle ważna jest szczególnie reprodukcja subbasu oraz średnicy – źródło nie powinno ścinać najniższych rejestrów i wypychać środka, bo inaczej słuchawki zabrzmią jak przytkane. Dochodziło do sytuacji, że HE-R9 z wartym niemal drugie tyle DAC/AMP-em brzmiały gorzej niż w trybie USB! Zdarzyło się to np. z FiiO K9 Pro ESS, który zgrywa się świetnie z przeróżnymi planarami HiFiMAN-a, ale nie przypasował modelowi HE-R9. Było wyraźnie słychać ubytek w subbasie i zmniejszenie sceny. Nic takiego nie miało miejsca z FiiO M17, z którym HE-R9 odzyskały subbas, zabrzmiały równiej w średnicy i klarowniej w sopranie. Wprawdzie pomiędzy K9 Pro ESS i M17 jest różnica jakościowa, moim zdaniem na korzyść tego drugiego, ale z pewnością nie tak duża, jak sugerują to HE-R9.

Z kolei Yulong DAART Aquila II zapewnił słuchawkom dużą scenę, ale lekko uszczuplił bas na rzecz sopranu i oddalił średnicę, co przypasowało opisywanym HiFiMAN-om. Moim zdaniem niskie tony nadal robiły wrażenie, ale mniejsza dawka basu i mocniejszy sopran spowodowały, że słuchawki zabrzmiały mniej muzykalnie, a bardziej technicznie. Zatem HE-R9 są naprawdę czułe na źródło i jak na dłoni pokazały charakter Aquila II. Nie inaczej było z Bursonem Playmate Everest, bo HE-R9 zabrzmiały z nim cieplej, bardziej miękko i mniej przestrzennie względem Aquila II. Konieczne było jednak wyłączenie opcji „DE-EMPHASIS”, bo inaczej dźwięk był absolutnie zamulony. Swoją drogą w połączeniu z Bursonem Playmate Everest wystarczało niskie podbicie – HE-R9 wymagają synergii, ale nie potrzebują zapasu mocy, czyli łatwo je napędzić.

Natomiast w przypadku mniej wydajnych odtwarzaczy wystarczało średnie podbicie – słuchawki brzmiały donośnie i rozwijały skrzydła. Znów ważniejsza od mocy była sama synergia – HE-R9 zabrzmiały gorzej z FiiO M11 Plus LTD od FiiO M11 Plus ESS. Ten pierwszy nie zapewnił takiego zejścia, jak drugi odtwarzacz. Podobnie było z FiiO M15, który także ocieplił średni bas kosztem subbasu. Natomiast Cayin N3Pro zgrał się najlepiej w lampowym trybie Ultra Linear oraz w tranzystorowym, bo w trybie Triode bas był spłycony, a analogowo-ciepła średnica nie przypasowała HE-R9. Słychać było, że coś jest „nie tak”, że HE-R9 muszą brzmieć bardziej efektownie. Uważam, że słuchawek nie należy przestrajać torem – muszą brzmieć tak, jak zostały zestrojone, a ocieplanie, wyrównywanie i wypychanie środka im nie służy.

Podsumowanie

HiFiMAN HE-R9 nie są słuchawkami dla każdego. Warto się nimi zainteresować jeśli szukamy dźwięku muzykalnego, zależy nam na mocnym basie wysokiej jakości, lekko odsuniętej średnicy i klarownym, ale nie sykliwym sopranie. Raczej nikt nie będzie specjalnie narzekał na ergonomię czy możliwości – trzy tryby dźwięku, wydajny adapter z obsługą szeregu kodeków to atuty modelu HE-R9. Do gustu przypadło mi też wzornictwo, które nie jest może specjalnie oryginalne, ale stanowi miłą odmianę od klasycznie wyglądających modeli.

Niestety adapter Bluetooth jest jednocześnie zbawieniem i przekleństwem, bo jest za głośny. Przetworniki dynamiczne są zbyt skuteczne na taką dawkę mocy, przez co występują zakłócenia i problemy z kontrolą głośności. Słuchawki są też wyjątkowo wrażliwe na sygnaturę źródła, wymagają optymalnych warunków, bo inaczej nie rozwiną skrzydeł. Moim zdaniem tłumaczy to spolaryzowane opinie na ich temat.

HiFiMAN HE-R9 nie są tanie – kosztują 4300 zł w wersji Bluemini R2R i 3499 zł bez adaptera Bluetooth. Dźwięk z adapterem przypadł mi do gustu, szczególnie w trybie USB, ale osobiście nie dopłaciłbym do droższego wariantu, bo zbyt wysoka moc Bluemini R2R powoduje dużo problemów. Jednak wariant bez adaptera jest zdecydowanie warty zainteresowania – HE-R9 mogą być strzałem w dziesiątkę, jeśli potrzebujemy basowych, energicznych i przestrzennych słuchawek zamkniętych.

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ dobra jakość wykonania
+ lekka konstrukcja
+ trzy tryby dźwięku
+ łatwa obsługa
+ niezły czas pracy
+ Bluetooth 5.0 z obsługą wielu kodeków
+ imponujący tryb USB
+ rewelacyjny bas, krystaliczny środek i klarowna góra
+ szeroka scena dźwiękowa

Wady:
– zbyt wysoka moc opcjonalnego adaptera Bluemini R2R
– głośne komunikaty głosowe
– przeciętne tłumienie akustyczne
– duże wymagania odnośnie synergii

Sprzęt dostarczył:

SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
meze

3 KOMENTARZE

  1. jestem bardzo zadowolony z modelu Deva Pro, a dużo niższa cena HE-R9 zwróciła moją uwagę w stronę posiadania również modelu zamkniętego od HIFIMANa – wcześniej patrzyłem na HE-R10D. chciałem jednak zapytać o wygodę i poziom docisku muszli i gąbek do uszu. Devy Pro są wyśmienite dla osoby w okularach, z bezprzewodowych zamkniętych najwygodniejszy model z jakim miałem dotychczas przyjemność to B&W P7W. Shure Aonic 50 niestety tak wygodne już nie są, a mocny docisk niestety przy różnych zausznicach zamieni dłuższe sesje w prawdziwą męczarnię. czy mogę poprosić o porównanie docisku między HE-R9 a Devami Pro? niestety nigdzie w okolicy nie ma sklepu który miałby już dziewiątki na stanie do przymierzenia.

    PS. swoją drogą, internet w zasadzie nie posiada porównań dziewiątek do dziesiątek – byłoby świetnie, gdyby kropka.audio mogła być pionierem, ale to oczywiście zależy od firmy HIFIMAN.

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj