HE1000 V3, znane także jako HE1000 V2 Stealth, to najnowsza wersja hi-endowych słuchawek HiFiMAN-a. Gwoździem programu są oczywiście udoskonalone przetworniki planarne z neutralnymi akustycznie magnesami typu Stealth Magnet.

Miesiąc temu opisałem świetne Anandy, czyli najnowszą wersję średniopółkowych słuchawek HiFiMAN-a, w których azjatycki producent wymienił magnesy. To zresztą motyw przewodni niemal wszystkich moich testów słuchawek tej marki, bo HiFiMAN sukcesywnie aktualizuje swoje portfolio. Nie inaczej było w przypadku droższych Arya V3 czy też podstawowych HE400se. Przyszła kolej na HE1000 V2, czyli otwarte słuchawki planarne z wysokiej półki, które także doczekały się nowych, „niewidzialnych” akustycznie magnesów.

REKLAMA
hifiman

O dziwo nowy wariant HE1000 V2 zadebiutował po cichu – odświeżone słuchawki nadal nie mają swojej podstrony na oficjalnej witrynie internetowej, a osoby zamawiające ten model otrzymały niespodziewanie jego najnowszą iterację. Nie jestem nawet pewien, jaka jest oficjalna nazwa słuchawek, bo na pudełku figuruje jedynie enigmatyczne „HE1000”. Z kolei w Internecie słuchawki są znane zarówno jako HE1000 V2 Stealth, jak i HE1000 V3. Postanowiłem, że w poniższym teście będę używał tej drugiej nazwy, żeby zachować konsekwencję w stosunku do modelu Arya V3.

Interesowało mnie, jak HE1000 V3 wypadają właśnie w porównaniu do Arya V3, fenomenalnych technicznie i przy tym znacznie tańszych słuchawek o zbliżonej konstrukcji. Mowa o modelach wycenionych kolejno na 12000 zł oraz 7700 zł, które mają ze sobą wiele wspólnego – wszak jedne i drugie słuchawki są otwarte, bazują na zbliżonej konstrukcji, a ich specyfikacje są przepisane niemal kropka w kropkę. Szybko okazało się jednak, że podobieństwa są tylko pozorne, bo HE1000 V3 zdecydowanie podnoszą poprzeczkę. Tylko, czy progres jest warty dopłaty 4300 zł?

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • kabel 2x 3,5 mm > 3,5 mm (długość 291 cm);
  • kabel 2x 3,5 mm > XLR 4-pin (długość 291 cm);
  • adapter 6,35 mm;
  • stojak na słuchawki.

Akcesoria budzą mieszane uczucia. Świetnie, że w zestawie jest także kabel zbalansowany z wtykiem XLR, którego nie posiadają Arye V3. Okablowanie wygląda jednak przeciętnie, bo zaoszczędzono na oplocie, a izolacja nie jest tym razem półprzezroczysta. Nie mam więc pewności, czy nie zmienił się przewodnik, bo kable w HE1000 V2 były wykonane z czystej oraz posrebrzonej miedzi.

W zestawie otrzymujemy także stojak, który nie różni się niczym od tego z tańszych modeli, bo to piankowa forma na słuchawki z plastikową podstawą. Mimo że doceniam ten upcykling, to w tej cenie oczekiwałbym czegoś lepszego. Nie pogardziłbym także futerałem w stylu tego z Meze Audio 109 Pro lub chociażby prostym pokrowcem na słuchawki.

Konstrukcja

Nie ma wątpliwości, że HE1000 V3 są pozycjonowane wyżej od Arya V3 czy Ananda Stealth. Tym razem wzornictwo jest bardziej luksusowe, o czym świadczą opaska z perforowanej skóry oraz drewnopodobna okleina. Wprawdzie preferuję ciemniejszą kolorystykę i nie do końca przekonuje mnie jasny (i podejrzanie swojski) kolor okleiny, to muszę przyznać, że HE1000 V3 mają coś w sobie – miło zawiesić na nich oko.

Widać także progres w jakości wykonania – w miejscu plastiku jest aluminium, a poszczególne elementy wykończono z większą precyzją i dodatkowo wypolerowano. Od razu zauważyłem, że krawędzie maskownicy czy widełek zostały zaoblone, gdyż w przeciwieństwie do Arya V3 nie są ostre w dotyku. Liczyłem za to na lepsze nauszniki, bo te w zasadzie nie różnią się niczym od padów pozostałych HiFiMAN-ów. Poduszki są ponownie kątowe i hybrydowe, bo wykonano je ze jednolitej oraz perforowanej sztucznej skóry, a także poliestrowej siatki.

Pozostałe elementy nie wymagają rozpisywania się – podwieszona opaska porusza się w zakresie dziewięciu, precyzyjnych skoków, a muszle znowu obracają się zarówno w osi pionowej, jak i poziomej, czyli identycznie, jak w Arya V3. Części ruchome stawiają duży opór, pracują gładko i są pozbawione luzów, więc konstrukcja HE1000 V3 nie sprawia wrażenia rozklekotanej. Nie obyło się też bez uniwersalnych gniazd 3,5 mm na obu muszlach czy maskownic typu „żaluzja”.

Ergonomia i użytkowanie

HE1000 V3 to najwygodniejsze słuchawki HiFiMAN-a, jakie miałem na głowie, a nie przesadzę pisząc, że to jedne z najbardziej komfortowych słuchawek wśród wszystkich znanych mi modeli. Teoretycznie nie powinno być różnicy względem Arya V3, ale okazuje się, że nacisk pałąka HE1000 V3 jest mniejszy – słuchawki nadal perfekcyjnie trzymają się głowy, ale nie uciskają styku szczęk. Podczas wielogodzinnych odsłuchów nie czułem dyskomfortu, co jest także zasługą dużych i pojemnych padów oraz optymalnego rozmiaru pałąka, bo mnie wystarczała pozycja czwarta z dziesięciu.

HE1000 V3 są duże i masywne, bo ważą 458 gramów, czyli są ponad 50 gramów cięższe od Arya V3. Co ciekawe ciężar w ogóle nie daje się we znaki, bo został równo rozdystrybuowany. Spora w tym zasługa elastycznej opaski, która świetnie dostosowuje się do kształtu czaszki i nie uciska czubka głowy. Obawiałem się tylko dodatkowej „wentylacji”, czyli dziurek na opasce. Mam traumę z Audeze LCD-2 Closed Back, których pałąk był dla mnie istnym narzędziem tortur. Na szczęście w tym przypadku perforacje nie dają się we znaki, bo opaska jest poprawnie podwieszona pod pałąkiem, więc nie opiera się o niego, co ma miejsce w projekcie Audeze.

Okablowanie wygląda przeciętnie, ale w praktyce nie rozczarowuje. Przewody są elastyczne i ciężkie, więc wzorowo się układają. Producent nie oszczędzał też na długości, bo oba kable mają po około 3 metry. Można to ocenić dwojako – odsłuchy z poziomu kanapy czy fotela będą komfortowe, ale nadmiar kabla może irytować przy komputerowym biurku lub gdy korzystamy z mobilnego odtwarzacza muzyki. W razie potrzeby nie będzie jednak problemu z wymianą kabla – gniazda 3,5 mm są pozbawione blokad czy prowadnic i nie zostały wpuszczone w muszle.

Specyfikacja

  • konstrukcja: otwarta, wokółuszna
  • przetworniki: planarne
  • pasmo przenoszenia: 8 Hz-65 kHz
  • czułość: 93 dB
  • impedancja: 32 Ω
  • kable: 2x 3,5 mm > 3,5 mm + adapter 6,35 mm (ok. 300 cm) oraz 2x 3,5 mm > XLR 4-pin (ok. 300 cm)
  • masa: 458 g

Brzmienie

Spędziłem z HE1000 V3 dwa miesiące, sprawdzając przeróżne konfiguracje i odsłuchując multum płyt. Mam wrażenie, że poznałem słuchawki na wskroś, a mimo tego opis ich brzmienia był dla mnie wyzwaniem. Z dwóch powodów. Po pierwsze… wcale nie chciałem ich testować, wolałem po prostu słuchać muzyki – słuchawki trafiły perfekcyjnie w mój gust, jak i spełniły wszystkie moje wymagania, gdyż są neutralne, muzykalne, imponująco rozdzielcze, niesamowicie przestrzenne i do tego przyjemne w odbiorze. Po drugie obawiałem się, że nie uda mi się przekazać na piśmie charakteru HE1000 V3, że nie oddam im należytego hołdu i nie będę mógł powstrzymać się od emocji, których zazwyczaj unikam. Dłużej jednak nie mogłem zwlekać.

Bas jest wspaniały! Ma liniowy charakter, jak przystało na planary, ale jest go trochę więcej niż zazwyczaj u HiFiMAN-a. Nie chcę nikogo przestraszyć – dawka basu nadal mieści się w granicach normy; HE1000 V3 z pewnością nie są słuchawkami basowymi. Rozchodzi się o rozdzielczość i dynamikę niskich tonów: zwartych, sprężystych, punktowych i niezwykle precyzyjnych. Największe wrażenie robią szybkość i atak basu, bo w muzyce słychać mnóstwo energii – stopa perkusyjna czy gitara basowa mocno i gwałtownie uderzają oraz natychmiastowo opadają. Efekt jest na tyle imponujący, że w odpowiednim repertuarze bas wręcz czuć, a nie tylko słychać. Ponadto słuchawki przekazują nasycenie niskich rejestrów, jak i znakomicie różnicują kształtne instrumenty. Jako ex-basista byłem naprawdę oczarowany jakością dolnych rejestrów HE1000 V3.

Dół pasma płynnie przechodzi w średnicę, neutralną, bliską i barwną. Nie słychać konfliktu niskiej i wyższej średnicy – podzakresy wzajemnie się wspierają, więc można liczyć zarówno na ciepło i masywność, jak i zarysowanie i wyrazistość. Dzięki temu niskie wokale brzmią głęboko i wibrująco, wyższe są swobodne i klarowne. Gitary, dęciaki, instrumenty klawiszowe czy smyczkowe nie giną w tle, są bliskie i prezentowane mocno, ale nie natarczywie. HE1000 V3 świetnie zarysowują kontur dźwięku, brzmią twardo i trzymają muzykę w ryzach, ale paradoksalnie są także gładkie w przekazie. Dzięki temu słuchawki zasługują na miano muzykalnych – mimo wysokiej rozdzielczości i zatrzęsienia szczegółów, HE1000 V3 nie męczą. Nadal trudno jednak zrobić z muzyki tło, dźwięk wciąga bez reszty.

Wysokie są w stylu HiFiMAN-a, ale zostały kapkę przytemperowane. Nadal mowa o jasnym, mocnym i swobodnym sopranie; góra jest ciągle rozciągnięta oraz krystalicznie czysta. Z tego powodu pozostałe pasma są wzorowo doświetlone, nie ma absolutnie mowy o zgaszeniu czy zawoalowaniu dźwięku – wszystko jest podawane maksymalnie bezpośrednio. Wskazany jest zatem poprawnie zrealizowany repertuar, bo słuchawki nie uratują żyletkowo zmasterowanych płyt, utworów o krzykliwej wyższych rejestrach lub ze ściętym basem. Jednak jakimś sposobem brzmienie nie jest agresywne, góra HE1000 V3 jest przyswajalna nawet w mniej sprzyjających konfiguracjach czy jaśniej zrealizowanych utworach. Wyjątkiem jest muzyka metalowa – gorsze realizacje mogą wymagać odpowiedniej synergii, na którą słuchawki są jak najbardziej wrażliwe. O tym jednak za chwilę.

Scena dźwiękowa to wisienka na torcie. Jest elipsoidalna i imponująco szeroka – dźwięk rozciąga się daleko w prawo i w lewo, ale nie cierpi na tym głębia czy wysokość sceny, bo instrumenty są nadal pozycjonowane w przeróżnych punktach wokół słuchacza. Holografia nie rozczarowuje, ponieważ HE1000 V3 generują kształtne, trójwymiarowe i duże instrumenty, co tylko potęguje naturalny charakter słuchawek. Nikomu raczej nie zabraknie napowietrzenia, bo w przestrzeni jest mnóstwo swobody, instrumenty są od siebie zdystansowane, więc separacja dźwięków jest perfekcyjna. HE1000 V3 wręcz rozkładają muzykę na czynniki pierwsze za nas, prezentując każdą linię melodyjną niezależnie i warstwowo. Niemniej przekaz jest nadal spójny, można odbierać muzykę zarówno wyodrębniając poszczególne ścieżki, jak i całościowo.

HiFiMAN HE1000 V3 – porównania z Arya V3 i innymi słuchawkami
Słychać, że Arya V3 i HE1000 V3 to dzieło tego samego producenta, a nie ma też wątpliwości, że oba modele słuchawek reprezentują wysoki poziom. Jednak dość łatwo wychwycić różnice zarówno w strojeniu, jak i jakości. Otóż Arya V3 to słuchawki bardziej techniczne i bezwzględne, co objawia się skromniejszą ilością basu, mniejszym nasyceniem dołu i średnicy, jak i ostrzejszą górą pasma. W bezpośrednim porównaniu HE1000 V3 brzmią cieplej, gładziej i bardziej muzykalnie, ale nie kosztem rozdzielczości. Można też wychwycić, że bas HE1000 V3 jest gęstszy, bardziej sprężysty i energiczny, bo Arya V3 nie potrafią uderzyć tak wybuchowo niskimi tonami.

Scena dźwiękowa jest zupełnie inna, bo Arya V3 grają głębią, a HE1000 V3 szerokością. Przekaz tych pierwszych słuchawek jest zróżnicowany głównie na płaszczyźnie przód-tył (scena kulista), gdy ten drugi model faworyzuje płaszczyznę lewa-prawa (scena elipsoidalna). Jeśli jednak zestawimy ze sobą oba modele, to okaże się, że Arya V3 generują nie scenę, a raczej… scenkę. HE1000 V3 brzmią zdecydowanie przestrzenniej, a w szczególności szerzej, odnośnie czego nie mam jakichkolwiek wątpliwości. Mimo że podoba mi się nietypowy przekaz słuchawek Arya V3, nie wymagam od słuchawek sceny szerokiej jak stadion, to HE1000 V3 są po prostu górą. Nadal zapełniają świetnie głębię i wysokość, a przy tym mocno separują kanały, czego nie potrafią Arya V3. Lubię oba modele, ale HE1000 V3 to mój faworyt.

Postanowiłem skrócić pozostałe porównania, bo moje Ethery 1.1 czy Audeze LCD-2, jak i niższe modele HiFiMAN-a w stylu Ananda Stealth Magnet przegrywają z HE1000 V3. Ethery 1.1, która nadal cenię, okazały się brzmieć zdecydowanie ciaśniej, bardziej miękko, mniej energicznie w basie i tym samym nie tak konturowo, jak HE1000 V3. Wprawdzie Ether 1.1 były łagodniejsze i przyjemniejsze w odbiorze za sprawą spokojniejszej góry, ale HE1000 V3 wcale mnie nie męczyły, a przy tym wygrywały sceną, rozdzielczością czy atakiem basu. Podobnie było z Audeze LCD-2, które nawet z hi-endowym kablem od Double Helix nie generowały takiej sceny, nie brzmiały tak trójwymiarowo i wyraziście, jak HE1000 V3. Z kolei Ananda Stealth Magnet, świetne i również muzykalne słuchawki, sprawiały wręcz wrażenie mdłych i rozmytych przy HE1000 V3. Trudno się dziwić, HE1000 V3 są ponad trzykrotnie droższe od najnowszych Ananda.

HiFiMAN HE1000 V3 – synergia
Nie ma niespodzianek – pewna synergia jest wskazana, a słuchawki mają też swoje wymagania odnośnie jakości źródła. Najlepiej łączyć HE1000 V3 ze źródłami o neutralnym/spokojnym przekazie góry, a raczej unikać wyostrzania sopranu. Wiele będzie zależało od preferencji i słuchanej muzyki, bo HE1000 V3 mogą się podobać także w teoretycznie mniej korzystnych połączeniach. Słuchawki muszą też dostać sygnał o odpowiednio wysokiej rozdzielczości, by rozwinęły techniczno-przestrzenne skrzydła. Mniej ważna jest z kolei moc, bo HE1000 V3 stosunkowo łatwo napędzić – wzmacniacze i wydajniejsze DAP-y są mile widziane, ale obejdzie się bez elektrowni.

W trakcie testów korzystałem z niezwykle wydajnego, naturalnego i przestrzennego combo od HiFiMAN-a, czyli EF400. Mocy było aż nadto, a brzmienie rewelacyjne. Świetnie wypadł także FiiO M17, zarówno jako DAP i stacjonarny DAC/AMP z podłączonym zasilaczem. Najlepsze efekty dał drugi tryb, bo wtedy HE1000 V3 odwdzięczyły się sceną, precyzją i basem. Zdarzają się też synergiczne siurpryzy. Obstawiałem, że techniczny i konturowy Astell&Kern Kann Max nie zgra się z HE1000 V3, a jednak zapewnił świetne rezultaty – sprężysty i zbity bas oraz mocną, zarysowaną i bliską średnicę, jak i wyrazistą, ale nie osaczającą górę.

Z kolei FiiO K9 Pro ESS jak na mój gust trochę za bardzo oddalił średnicę i zbyt mocno zaakcentował górę. Natomiast FiiO Q7 w trybie stacjonarnym wyraźnie złagodził górę, dzięki czemu HE1000 V3 zabrzmiały bardziej uniwersalnie i lepiej zgrywały się także z metalem czy ciężką elektroniką. Niemniej słychać było, że scena dźwiękowa, rozdzielczość i dynamika były trochę słabsze z Q7, niż z EF400, Kann Max czy M17. Generalnie wskazane są zbalansowane, wieloprzetwornikowe źródła z wydajnymi wzmacniaczami. Ich charakter to w dużej mierze kwestia gustu – w grę wchodzą zarówno sprzęty brzmiące w stereotypowym stylu AKM, jak i ESS Technology. Według mnie HE1000 V3 dogadają się zarówno z „tranzystorem”, jak i „lampą”.

Podsumowanie

HiFiMAN HE1000 V3 imponują niemal pod każdym względem. Są świetnie wykonane, solidne i estetyczne, mimo dość specyficznej kolorystyki. Ergonomię również mogę opisywać w samych superlatywach i pewnie nie tylko ja, bo właściwie niczego nie można się przyczepić. Pozytywnie zaskoczyły mnie także kable, niepozorne, ale długie i lejące się, a więc wygodne. Obecność przewodu zbalansowanego w zestawie także trzeba uznać za plus, bo w dzisiejszych czasach nie jest on pewnikiem. Brzmienie jest moim zdaniem fenomenalne – HE1000 V3 romansują z równowagą, ale nie brak im barw czy basu. Słuchawki popisują się także dynamiką i ogólną rozdzielczością dźwięku, ale są tym samym muzykalne. Fantastyczna jest także szeroka i trójwymiarowa scena dźwiękowa.

Szkoda, że HE1000 V3 nie są bardziej „premium”, że nie otrzymujemy czegoś ekstra. Chodzi mi o wyposażenie, czyli stojak, kable i nauszniki – w tej cenie spodziewałbym się trwalszego statywu, kabli w oplocie czy solidniejszych padów, a także futerału lub chociażby pokrowca. Ogólne podobieństwa do niżej pozycjonowanych modeli lekko psują efekt.

HiFiMAN HE1000 V3, czy też HE1000 V2 Stealth, kosztują 11990 zł. Trudno je wszem i wobec polecać, ale nie mam wątpliwości, że to najlepsze jakościowo słuchawki tego producenta, z jakimi miałem do czynienia. Gdyby cena nie grała roli, to z chęcią bym je wybrał i tym samym dopłacił względem Arya V3. Jeśli jednak preferujemy bardziej techniczne/transparentne granie i wolimy scenę głęboką, aniżeli szeroką, to Arya V3 mogą okazać się lepsze.

Dla HiFiMAN HE1000 V3

Zalety:
+ kabel zbalansowany w zestawie
+ solidne wykonanie
+ estetyczne wzornictwo
+ wysoka ergonomia
+ równomierne wyważenie
+ udana opaska pałąka
+ szeroka regulacja rozmiaru
+ długie i elastyczne kable
+ zrównoważone brzmienie z mistrzowskim basem, nasyconą średnicą i klarowną górą pasma
+ szeroka, holograficzna scena dźwiękowa z dużym napowietrzeniem

Wady:
– brak futerału w zestawie
– przeciętnej jakości akcesoria
– mało uniwersalne wizualnie

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
hifiman

3 KOMENTARZE

      • A szkoda, bo ja mam SE od tygodnia, a tych nowych nie słyszałem, może to jest po prostu to samo, tylko k…. droższe #!!!

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj