HiFiMAN odświeżył popularny model HE400i. Wersja na rok 2020 ma nową konstrukcję, ale zbliżoną specyfikę. To ponownie otwarte, wokółuszne słuchawki planarne, które mają zapewnić wysoki komfort i rewelacyjne brzmienie.

Oryginalne HE400 testowałem sześć lat temu. Słuchawki zrobiły na mnie wówczas wrażenie klarownym i technicznym brzmieniem o szybkim charakterze, ale nie zachwycały ergonomią przez dość toporną konstrukcję. Niecały rok po teście pierwszego modelu w moje ręce trafiły HE400i, słuchawki cieplejsze i bardziej muzykalne o dość zrównoważonej sygnaturze, a do tego zamknięte w lekkich obudowach z wygodniejszym pałąkiem. Niedługo później producent wydał podobną konstrukcyjnie wersję HE400S, którą miałem okazję przetestować po koniec roku 2015. Okazało się, że brzmienie znowu zostało skierowane na bardziej analityczne tory, ale w innym stylu – HE400S faworyzowały średnicę, brzmiącą w sposób naturalny, ale twardszy oraz bardziej techniczny od gładkich i przystępnych HE400i.

REKLAMA
hifiman

Bez wątpienia motywem przewodnim serii HE400 jest wysoka opłacalność – wszystkie modele były korzystnie wycenione i mimo wad, w pełni satysfakcjonowały możliwościami w kontekście ceny. Trudno jednak mówić o konsekwentnej sygnaturze, charakterystycznym brzmieniu całej serii, ponieważ producent mocno eksperymentował, meandrując pomiędzy analitycznym a muzykalnym brzmieniem. W efekcie nie miałem pojęcia, czego spodziewać się po nowej wersji HE400i, słuchawkach odświeżonych wizualnie, ale o specyfikacji zbliżonej do pierwszej wersji HE400i. Czy producent wrócił do korzeni? Czy jednak poszedł w stronę modelu Sundara lub podobnych Deva? A może HE400i to jeszcze coś zupełnie innego?

Wyposażenie

HiFiMAN HE400i 2020 są zapakowane tak, jak modele Sundara oraz Deva. Wewnątrz dużego pudełka z grubego kartonu o estetycznej szacie graficznej, znajduje się solidna forma z pianki, wyłożona pomarszczonym materiałem, która wzorowo zabezpiecza słuchawki.

W zestawie są:

  • kabel z wtyczką 3,5 mm (150 cm);
  • adapter 6,35 mm;
  • instrukcja obsługi i dokumentacja.

Konstrukcja

HiFiMAN HE400i w wersji na rok 2020 przypominają model Deva. Słuchawki nie są identyczne, bo różnią się kształtem muszli, ale zastosowano podobne rozwiązania, jak muszle z tworzywa sztucznego, metalowe widełki oraz grubą opaskę pałąka. Największą różnicą jest więc sama kolorystyka, bo w przeciwieństwie do srebrno-brązowych Deva, nowe HE400i są wręcz zalane matową czernią. Jedynie nadruki, gniazda oraz śruby są w innych kolorach. Efekt? Świetny! Uważam, że HE400i 2020 wyglądają lepiej od droższych Deva, co nie jest jedynie kwestią koloru, ale także symetrycznych muszli.

Muszle są okrągłe i ładnie wyprofilowane, ponieważ ich krawędzie zostały mocno ścięte i delikatnie zaoblone. Na obu muszlach znajdują się gniazda 3,5 mm, czyli takie same, jak w modelu Sundara. Maskownice prezentują się minimalistycznie, zajmują prawie całe pokrywy muszli, są gęsto podziurkowane i wyłożone wewnątrz dodatkową siatką zabezpieczającą przetworniki. Nie jestem pewien co do zastosowanego materiału, bo maskownice pokryto grubą warstwą lakieru, ale są one chłodne w dotyku i dość sztywne, więc zakładam, że wykonano je z aluminium.

Nauszniki HE400i 2020 są również kątowe i hybrydowe, ale różnią się od padów zastosowanych w modelach Sundara i Deva. Zostały one obszyte od zewnętrznej strony sztuczną skórą, na rantach welurem, a od wewnętrznej strony perforowanym materiałem skóropodobnym. Dla porównania Devy oraz Sundary mają na rantach siateczki, a nie welur, a nauszniki modelu Sundara wypełnia pianka pamięciowa, a nie gąbka. Mimo tego padom HE400i bliżej do tych z modelu Sundara, które są również perforowane od wewnątrz.

Pałąk jest taki sam, jak w Devach. Muszle wpięto za pomocą obustronnych, szerokich widełek przypominających proce. Umożliwiają one swobodny ruch w pionie oraz na boki, a także odpowiadają za regulację rozmiaru. Ta jest ośmiostopniowa i nie rozczarowuje precyzją – poszczególne skoki są wyraźne i jednolite. Obustronna opaska pałąka została zszyta na krawędziach oraz wypełniona usztywnieniami i warstwą gąbki od spodu. Opaskę spinają plastikowe nakładki – od ich wewnętrznej strony wytłoczono oznaczenia kanałów, a od zewnętrznej nadrukowano logo marki oraz modelu.

Kabel jest zbliżony do tego z modelu Sundara, ale został on dodatkowo zabezpieczony oplotem, co zaskakuje, zważywszy na znacznie niższą cenę modelu HE400i 2020. Przewód wyposażono w kątową wtyczkę 3,5 mm z wpinanym adapterem 6,35 mm, niewielki rozdzielacz wykonany z plastiku oraz dwie, smukłe wtyczki 3,5 mm z białymi oznaczeniami kanałów, które wpina się w muszle słuchawek.

Jakość wykonania nie jest topowa, ale w kontekście ceny nie rozczarowuje. Moim zdaniem trochę brakuje do modelu Sundara, który posiada metalowe muszle, ale HE400i praktycznie nie odstają od znacznie droższych Deva, również częściowo plastikowych. W efekcie wcale nie widać, że HE400i są najtańszym modelem z całej trójki.

Ergonomia i użytkowanie

Byłem przekonany, że HE400i 2020 zaoferują identyczną ergonomię, co model Deva. To w końcu również lekkie (370 g) i podobne konstrukcyjnie słuchawki. Okazuje się jednak, że nauszniki nowych HE400i są znacznie miększe, bardziej poduszkowe i lepiej osiadają na głowie od tych z modelu Deva. W bezpośrednim porównaniu pady Deva są sztywniejsze, twardsze i mocniej uciskają. W efekcie nauszniki HE400i lepiej neutralizują nacisk pałąka, który jest optymalny – słuchawki nie miażdżą głowy, ale są na niej wzorowo ustabilizowane. Devy są dla mnie i tak komfortowe, ale w praktyce HE400i 2020 to półka wyżej, czego także się nie spodziewałem.

Piankowe pady Sundara są moim zdaniem wygodniejsze, ale okazuje się, że nacisk pałąka w modelu wyższym jest bardziej intensywny. Pod tym względem HE400i 2020 są więc wygodniejsze od modelu Sundara. Co innego sam pałąk, który w nowych HE400i jest podobnie sztywny, jak w modelu Deva, więc w mojej ocenie podwieszana opaska w Sundarach spisuje się lepiej, bo nie uciska czubka głowy i równo do niego przylega. To jednak kwestia subiektywna – jestem przekonany, że dla wielu osób to HE400i będą wygodniejsze zarówno od modelu Deva, jak i Sundara, co robi wrażenie, bo w końcu nowe słuchawki są jednak sporo tańsze.

HE400i 2020 są w pełni otwarte, więc wcale nie izolują od hałasu. Dla porównania moje Ethery, mimo również otwartych komór przetworników, lepiej wyciszają niechciane dźwięki, a w przypadku Audeze LCD-2 również słychać lekkie przytłumienie otoczenia. HE400i 2020, podobnie jak Devy czy Sundary, wymagają więc idealnej ciszy, by móc rozkoszować się muzyką, a tym samym mogą przeszkadzać osobom w naszym otoczeniu, ponieważ muzyka mocno „wycieka” na zewnątrz.

Standardowy kabel z zestawu jest… niestety równie tragiczny, co ten z modelu Sundara. Także jest sztywny, odkształca się, układa się jak chce i uparcie odstaje, więc korzystanie z niego to istna katorga. Kabel irytował mnie zarówno w przypadku odsłuchów stacjonarnych, jak i mobilnych, a w teorii ma optymalną długość do różnych zastosowań, wynoszącą 150 cm. W efekcie polecam wymianę przewodu na coś bardziej elastycznego. Nie trzeba wcale szaleć, bo już podstawowe przewody Canare Starquad, Conductfil Sonolene czy kabelki Klotz sprawdzą się znacznie lepiej z czysto praktycznego punktu widzenia. Ponownie zaryzykuję stwierdzenie, że gorszy od kabla z zestawu będzie tylko drut instalacyjny…

Specyfikacja

  • przetworniki: magnetoelektryczne, planarne
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-35 kHz
  • czułość: 93 dB
  • impedancja: 35 Ω
  • kabel: 150 cm, wtyczka 3,5 mm + adapter 6,3 mm
  • masa: 370 g

Brzmienie

  • Słuchawki: Audeze LCD-2 (Double Helix Fusion Complement4), Dan Clark Audio Ether 1.1 (Forza AudioWorks HPC Mk2 i DUM XLR), HiFiMAN Sundara i Deva, Sennheiser HD 6XX, AKG K612 Pro
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila II i Canary II, Burson Playmate Everest, FiiO Q5s (AM3E), FiiO BTR5 i BTR3K, EarStudio ES100 i HUD100, Oriolus 1795
  • DAP: FiiO M15 i M11 Pro, Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200 (AMP1), OnePlus 7 Pro
  • Okablowanie: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Canare Starquad

HiFiMAN HE400i 2020 – brzmienie
HiFiMAN HE400i 2020 są podobne do modelu Deva nie tylko konstrukcyjnie, ale także brzmieniowo. Nie jest to jednak tańsza, w pełni przewodowa wersja modelu Deva, bo dźwięk nie jest identyczny, o czym za chwilę. Jednocześnie producent niejako wrócił do korzeni, bo nowa wersja HE400i ponownie stawia na bardziej analityczny dźwięk – słuchawki brzmią neutralnie/jasno, precyzyjnie i szczegółowo. Jakość dźwięku zachwyca w kontekście ceny, ale jest jeden haczyk: dla najlepszych efektów konieczna jest synergia. W złym towarzystwie HE400i 2020 będą brzmiały zbyt ostro i za chudo. Słuchawki muszą zgrać się źródłem, inaczej nie pokażą pełni możliwości.

HE400i 2020 nie brzmią anemicznie, nadal są przyzwoicie dociążone w niskich rejestrach, które przy pierwszych odsłuchach sprawiały wrażenie liniowych, idealnie zrównoważonych, jak przystało na słuchawki planarne. Okazuje się jednak, że w subbasie jest ubytek. Słuchawki nadal brzmią dość głęboko, ciągle potrafią lekko zawibrować i zabrzmieć masywniej w elektronice, ale zejście nie jest tak swobodne, jak w planarach z wyższej półki – poniżej 30 Hz słychać wyraźny spadek. W efekcie słuchawki lepiej współgrają z lżejszymi gatunkami, muzyką opartą na żywych instrumentach niż elektroniką. Bardzo dobre wrażenie robi dynamika basu, który jest kontrolowany, punktowy i szybki. Nie słychać faworyzacji midbasu względem wyższych zakresów niskich tonów, więc świetnie słucha się zarówno stopy perkusyjnej, gitary basowej, fortepianu czy kontrabasu – rozdzielczość jest wysoka, faktura instrumentów zróżnicowana, a wybrzmiewanie szybkie. Fani wysokiej jakości dołu o analitycznym charakterze będą zachwyceni, ale gustujący w podkreślonym, bardzo masywnym i subwooferowym basie już nie.

Średnica jest neutralna – ani wypchnięta, ani wycofana; ani ocieplona, ani ochłodzona. Nie słychać faworyzacji niższego lub wyższego zakresu, brzmienie nie jest pofalowane, a zrównoważone, wręcz liniowe. Słuchawki nie ocieplają przekazu, nie wzmagają barw, ale nadal są dość elastyczne – potrafią zabrzmieć barwnie, nadal wciągają wokalami i żywymi instrumentami, ale priorytet ma raczej wierny, bardziej analityczny przekaz niż czysta rozrywka. To efekt mocnej wyższej średnicy, dzięki której muzyka jest bezpośrednia – dźwięk jest twardy, zarysowany, precyzyjny. Nie słychać wygładzenia, rozmycia czy zmiękczenia, jest bezwzględnie i wyraziście, bez krzty woalu, jakiegokolwiek dystansu do muzyki. Nie spodoba się to osobom preferującym mocno analogowe, ciepłe, masywne i łagodne brzmienie, a zachwyci melomanów szukających jak najbardziej technicznego i rozdzielczego przekazu. Mnie słuchawki absolutnie zaskoczyły, nie spodziewałem się tak zrównoważonego środka, tak wysokiej rozdzielczości. HE400i 2020 nie są jednak uniwersalne – spędziłem wiele godzin zachwycając się jazzem czy bluesem, ale z repertuaru wypadło ciężkie granie gitarowe, bo metal był niestety zbyt jazgotliwy, za mało masywny.

Góra jest podkreślona i to praktycznie w całym zakresie. Wysokie tony wychodzą przed szereg, są mocno rozciągnięte, doświetlają i wyostrzają muzykę. W przypadku mniej synergicznych połączeń słuchawki nadal nie syczą, ciągle są „słuchalne”, ale w górze robi się już zbyt zimno i momentami słychać utratę kontroli. Zdarza się, że talerze perkusyjne zbytnio wychodzą przed szereg, smyczki mocno tną, a gitary solowe są zbyt zaakcentowane. Jeśli natomiast słuchawki natrafią na synergiczne źródło, to góra zachwyca precyzją, klarownością i kontrolą oraz rozciągnięciem. Wtedy wysokie tony windują rozdzielczość, brzmią niezwykle czysto, wręcz krystalicznie, co jest ogólnie trafnym określeniem ich charakteru. Werdykt to znowu kwestia preferencji. Jeśli lubimy jasną, klarowną i czytelną sygnaturę, będziemy zachwyceni. Gdy natomiast wolimy łagodniejszy, gładszy, bardziej relaksujący i muzykalny przekaz, to raczej nie docenimy HE400i. Ja byłem pod wrażeniem ogólnej jakości wysokich tonów, ale uważam, że pasmo to mogłoby być spokojniejsze, a słuchawki by na tym zyskały.

Scena dźwiękowa jest duża, ma proporcjonalny, kulisty kształt. Dużo dzieje się w każdej płaszczyźnie, instrumenty są pozycjonowane zarówno poza głową, jak i w obszarze czaszki, ale i tak wydają się być zawieszone obok słuchacza. Separacja instrumentów jest bardzo kontrastowa, kanały są też od siebie mocno oddzielone, a do tego nie brakuje powietrza – pomiędzy instrumentami jest ogólnie duży dystans. W efekcie można wydzielić na ucho każdy instrument, wsłuchać się w konkretne linie melodyczne czy wyłapać drobne detale, bo przestrzeń również sprzyja rozkładaniu muzyki na czynniki pierwsze. Holografia mogłaby być jednak lepsza, bo instrumenty nie zajmują w przestrzeni tyle miejsca, co źródła pozorne planarów z wyższej półki – ekspozycja jest raczej punktowa niż trójwymiarowa.

HiFiMAN HE400i 2020 – vs Deva, Sundara i inne słuchawki
Tak naprawdę trudno odróżnić od siebie HE400i oraz Devy. Na początku miałem wrażenie, że tańsze słuchawki brzmią identycznie, co droższy model podłączony kablem analogowym. Jeśli się jednak dłużej wsłuchamy, to okazuje się, że Devy mają swobodniejszy subbas, brzmią bardziej liniowo w niskich rejestrach, a do tego trochę lepiej rozciągają sopran. Dają się wychwycić także różnice w samym centrum pasma, ale akurat w tym przypadku to HE400i 2020 są górą – okazuje się, że werbel w Devach jest trochę uwypuklony, lekko podkreślony i bardziej kartonowy, podczas gdy w HE400i 2020 wybrzmiewa naturalnie. To jednak tak naprawdę detale, bo brzmienie obu modeli jest bardzo zbliżone.

Więcej różnic słychać w przypadku konfrontacji nowych HE400i z modelem Sundara. Droższe słuchawki brzmią łagodniej, pełniej w basie (szczególnie średnim), nie są tak wyostrzone, więc oferują bardziej muzykalną i naturalną sygnaturę. Sundary nie są aż tak techniczne, brzmią trochę barwniej i pełniej, więc mocniej angażują. W Sundarach też słychać pewne wyostrzenie, lekki akcent w górze, ale przypada on gdzieś w paśmie 8-10 kHz. Odjęcie tego pasma w korektorze wyrównuje Sundary, a żeby osiągnąć taki sam efekt w modelu HE400i musiałem korygować pasmo aż od 8 kHz do 20 kHz, by góra stała się bardziej przystępna. W efekcie HE400i 2020 są ogólnie jaśniejsze od Sundara, a tym samym chłodniejsze.

HE400i 2020, podobnie jak Devy, są także jaśniejsze od moich pozostałych planarów. Ethery 1.1 brzmią przy nich znacznie łagodniej, cieplej, bardziej gładko i z większym nasyceniem. Źródła pozorne w Etherach są większe, scena bardziej wypełniona, a przekaz ogólnie bardziej muzykalny, mniej techniczny. Audeze LCD-2 także nie są tak jasne, mają więcej niskiej średnicy i dołu, schodzą swobodniej w subbas i brzmią obficiej w średnim basie. Holografia ponownie stoi po stronie LCD-2, podobnie jak muzykalność. To jeszcze nie ten poziom, ale możliwości HE400i 2020 z dobrą synergią lub po korekcie EQ i tak imponują.

W konfrontacji z otwartymi dynamikami z platformy testowej, HE400i 2020 są dużo bliżej modelu AKG K612 Pro niż Sennheiserów HD 6XX, bo brzmią bardziej analitycznie, klarownie, neutralnie/jasno i technicznie. HD 6XX są przy nich bardziej łagodne, nasycone, cieplejsze i spokojniejsze w sopranie. Natomiast HE400i 2020 to i tak wyższy poziom od AKG K612 Pro, bo brzmią przestrzenniej, bardziej precyzyjnie, mocniej różnicują fakturę instrumentów, mają pełniejszy subbas, wyciągają jeszcze więcej detali i mogą pochwalić się wyższą dynamiką. Moim zdaniem to krok naprzód względem AKG K612 Pro, a zarazem bezpośrednie rozwinięcie sygnatury słuchawek Austriaków w wersji planarnej.

HiFiMAN HE400i 2020 – synergia
Synergia jest konieczna. HE400i 2020 są mocne w górze, rozjaśnione w całym paśmie, więc zdecydowanie warto łączyć słuchawki ze źródłami łagodnymi, ciepłymi czy wręcz basowymi. To świetna opcja do źródeł o stereotypowo „lampowym” charakterze, sprzętów muzykalnych lub nawet ciemniejszych, z roll-offem w sopranie. Parowanie słuchawek z analitycznymi, neutralnymi lub jasnymi odtwarzaczami lub DAC/AMP-ami będzie totalnym pudłem – HE400i zabrzmią wtedy za ostro i będą miały problemy z kontrolą góry. Uważam, że słuchawki są na tyle dobre, że warto stworzyć im odpowiednie warunki, bo odwdzięczą się rozdzielczością, precyzyjnym i dynamicznym brzmieniem.

W efekcie najlepiej słuchało mi się HE400i z masywniej, obficiej i barwniej brzmiącym FiiO M15. Góra jednak momentami była i tak zbyt mocna, więc konieczne są też odpowiedniej jakości nagrania – słuchawki są pod tym względem wybiórcze, gorsze realizacje mogą popsuć humor. Nieźle wypadła nowa Aquila II od DAART/Yulong, ale tutaj konieczny był łagodniejszy tryb Sync oraz filtry cyfrowe typu Slow, a i tak zgranie nie było tak dobre, jak w przypadku M15. Kombo od Bursona, czyli Playmate najlepiej sprawdziło się w konfiguracji Everest (ale tutaj pomagała opcja DE-EMPHASIS, łagodząca sopran) lub Classic, bo Vivid był zbyt mocny w górze pasma. Nie zgrał się np. liniowy DAART Canary II, a FiiO M11 Pro także był zbyt techniczny.

W razie czego z pomocą przyjdzie EQ. Mimo że nie przepadam za korektorami graficznymi, to w przypadku HE400i 2020 wymaga jest bardzo prosta korekta – wystarczy odjęcie zakresu od 6-8 kHz w górę, wedle preferencji, by zdecydowanie uspokoić wysokie rejestry i wyrównać przekaz. To wszystko, kilka kliknięć w foobarze2000 czy innych programach do odtwarzania muzyki, by zniwelować wadę słuchawek. Jeśli lubimy subbas, to można podbić zakres 20-40 Hz, ale ja nie czułem takiej potrzeby, bo słuchawki i tak najlepiej sprawdzają się w żywej muzyce. Mam w planach także eksperymenty z nausznikami, bo być może w pełni skórzane pady sprawdzą się lepiej od tych hybrydowych.

Podsumowanie

HiFiMAN HE400i nie są perfekcyjnymi słuchawkami. Nie każdy będzie zadowolony z plastikowych muszli, raczej nikt nie doceni sztywnego, irytującego kabla, a i dźwięk również nie wszystkim przypadnie do gustu – słuchawki są jasne, brzmią klarownie i bardzo bezpośrednio, więc dla najlepszych efektów wymagają synergii. Niekorzystne połączenia objawiają się brakami w kontroli talerzy perkusyjnych, smyczków czy wokali. Nie są to słuchawki typu „podłącz i niczym się nie martw”.

Z drugiej strony HE400i zachwycają wzornictwem, są i tak świetnie wykonane, a do tego wygodne. Co ciekawe konstrukcja jest bardziej komfortowa od droższego modelu Deva, a kabel ma dodatkowy oplot, którego zabrakło w również kosztowniejszych Sundarach. Atutem nowości jest także lekka konstrukcja oraz miękkie pady. Producent niejako wrócił do korzeni, bo brzmienie w odpowiedniej synergii zachwyca – jest przestrzenne i zrównoważone. Słuchawki robią wrażenie rozdzielczością, dynamiką, ilością detali i precyzją, brzmią nieproporcjonalnie dobrze w kontekście ceny i ogólnie niewiele brakuje im do modeli z wyższej półki.

HiFiMAN HE400i 2020 kosztują około 800-900 zł, są więc znacznie tańsze od wspominanych Deva lub Sundara, a moim zdaniem oferują 90% ich możliwości. To bardzo mocna alternatywa dla HiFiMAN Deva – jeśli nie interesuje nas interfejs Bluetooth, szukamy słuchawek do stricte stacjonarnych zastosowań. Mimo że nie przepadam za słuchawkami wymagającymi specyficznej synergii, nie lubię stosować EQ, to uważam, że dla modelu HE400i warto poszukać dobrego towarzystwa lub sięgnąć po korektor graficzny, bo słuchawki odwdzięczają się jakością dźwięku. Tak czy inaczej, HE400i 2020 polecam fanom klarownego, neutralnego i technicznego grania, a odradzam osobom szukającym łagodności, ciepła i podbitego basu.

Dla HiFiMAN HE400i 2020

Zalety:
+ wysoka jakość wykonania
+ świetne, minimalistyczne wzornictwo
+ rewelacyjna ergonomia
+ lekka konstrukcja, miękkie nauszniki
+ szeroki zakres regulacji rozmiaru
+ wymienny kabel
+ podatne na synergię i EQ
+ rozdzielcze brzmienie o technicznym, szczegółowym charakterze
+ duża, kolista przestrzeń

Wady:
– wymagają synergii lub EQ (rozjaśnienie wysokich tonów)
– sztywny kabel
– ubytek w subbasie, pewne braki w holografii

Sprzęt dostarczył:

SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
mp3store

6 KOMENTARZE

  1. Jak w tych planarnych słuchawkach wypada scena względem Fidelio X2, AKG 702 itp.
    Chodzi o słuchawki pod gry FPS z dobrym pozycjonowaniem przeciwników ( w każdym kierunku 3D ) 😉

    • Przestrzenna scena z bardzo dobrym pozycjonowaniem. Z satysfakcją grałem na HE-400i 2020 między innymi w Battlefielda V 🙂 Słychać też dużo detali, ale jednocześnie daje się wychwycić pewne wyostrzenie np. w odgłosach wystrzałów z broni, które brzmią bardziej metalicznie, niż powinny. Z drugiej strony sporo słuchawek gamingowych jest tak strojonych, właśnie z akcentem na górę pasma.

    • Z Shanlingami niestety nie wiem, bo ich nie testowałem, ale z BTR3K czy BTR5 jest spoko – ten pierwszy moim zdaniem zgrywa się trochę lepiej, ale w cichych utworach o wysokiej dynamice może brakować mocy. Natomiast z BTR5 jest kapkę za jasno, ale mocy jest już pod dostatkiem.

      Sprawdzałem też Qudelixa-5K, Oriolusa 1795 i EarStudio ES100. HE400i 2020 zgrały się z Qudeliksem lepiej od BTR5, bo były łagodniejsze w górze. Z Oriolusem 1795 nie było źle, ale znowu wysokie były trochę za mocno zaakcentowane. ES100 także nie rozczarował, korzystnie wpłynął na przekaz góry, lekko złagodził sopran H400i 2020. Generalnie Qudelix-5K i ES100 to moi faworyci do H400i 2020.

  2. Dziekuje za odpowiedź. A pod kątem przestrzennosci i pozycjonowania w grach? Bo glownie tak beda uzywane. ApexLegends nr 1 na ten moment.

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here