TWS600 to pierwsze słuchawki dokanałowe typu True Wireless Stereo w ofercie azjatyckiego producenta. Posiadają Bluetooth 5.0, są odporne na zachlapania, mają działać łącznie ponad 38 godzin i zachwycać szczegółowym brzmieniem.

Uwielbiam słuchawki typu TWS. Używam ich na co dzień i uważam, że nie ma niczego wygodniejszego i bardziej praktycznego – nareszcie można wyzwolić się od kabli. Miałem możliwość przetestowania wielu słuchawek TWS i doceniłem sporo modeli z różnych przedziałów cenowych, także za jakość dźwięku. Problem w tym, że ich brzmienie jest często dość konsumenckie, czyli raczej gładkie i rozrywkowe, oferujące mocny bas, oddaloną średnicę i efektowną górę pasma. Doceniam takie granie w trakcie spaceru lub zakupów – wtedy świetnie słucha mi się modeli Sennheiser Momentum True Wireless 2, Jabra Elite 75t czy Creative Outlier Air Sports. Nie jest to jednak dźwięk dla konesera – fana średnicy, dźwięku zrównoważonego i technicznego.

REKLAMA
fiio

HiFiMAN TWS600 mają stanowić rozwiązanie owego problemu. Producent chwali się, że zastosowano dynamiczne przetworniki z nanopowłoką, które oferują bardziej audiofilskie brzmienie – naturalne i rozciągnięte w górze pasma. Słuchawkom nie brakuje też interfejsu Bluetooth 5.0, obsługi asystentów głosowych i etui z pojemnym akumulatorem. Co ciekawe cena nie jest specjalnie audiofilska, HiFiMAN TWS600 można kupić za niecałe 700 zł, więc są o kilkaset złotych tańsze od wspominanych Momentum TW2. Sprawdźcie, czy są warte uwagi i jak wypadają na tle konkurentów.

Wyposażenie

W zestawie są:

  • etui ładujące;
  • kabel USB typu C (54 cm);
  • trzy pary tipsów trójkołnierzowych (S, M, L);
  • trzy pary tipsów pojedynczych (S, M, L);
  • para małych nakładek o szerokich wylotach (S);
  • para długich nakładek o szerokich wylotach (M);
  • instrukcja obsługi.

Typowe słuchawki TWS posiadają zazwyczaj trzy pary tipsów, a w przypadku modelu TWS600 do dyspozycji jest multum nakładek, zróżnicowanych nie tylko rozmiarem, ale także kształtem i zastosowanym materiałem. Część tipsów ma szersze wyloty, inne węższe, a jeszcze inne wykonano z gładkiego silikonu. Niestety w zestawie i tak zabrakło pianek, które są rzadkością w przypadku słuchawek True Wireless Stereo.

Konstrukcja

Wzornictwo jest specyficzne. Producent postawił na nietypową kolorystykę, dość kosmiczny styl i efektowne ozdoby. To kwestia gustu i sprawa drugoplanowa, ale jeśli chodzi o stronę wizualną, to uważam, że popularne modele słuchawek TWS od marek Jabra, Sennheiser czy Edifier są bez wątpienia dużo ładniejsze, bo bardziej minimalistyczne. Tego nie można powiedzieć o futurystycznych TWS600, które nie zachwycają także jakością wykonania. Wprawdzie tworzywa są mocne, nieźle wykończone i spasowane, ale słuchawki nie robią takiego wrażenia, jak np. model Jabra Elite 75t, wykonany z matowych i ogumowanych plastików.

TWS600 mają pękaty kształt. Na obu pokrywkach znajdują się nietypowe ozdoby, czyli kilka łukowatych linii rozchodzących się z centrów przycisków, w obrębie których znajdują się diody. Nie wiem co producent miał na myśli – kontur na środku przycisków wygląda trochę jak wybuch, bądź zarys terytorium jakiegoś państwa czy prowincji, ale najbardziej kojarzy się ze… zdrapanym lakierem, zwyczajnym odpryskiem na plastiku. Moim zdaniem słuchawki wyglądałyby dużo lepiej, gdyby po prostu miały jednolite pokrywki. Całe szczęście diody rozświetlają wzór jedynie w trakcie parowania czy ładowania, więc gdy słuchawki są w uszach, specyficzne ozdoby pozostają niewidoczne. Od wewnętrznej strony słuchawek są kątowe tulejki z metalowymi siateczkami, oznaczenia kanałów oraz podwójne, pozłocone styki do ładowania.

Etui wygląda niczym jajko lub futurystyczna kapsuła. Moim zdaniem pod tym względem również brakuje sporo do rozwiązań konkurencji, ale etui z zestawu TWS600 nie można odmówić oryginalności. Pudełko zdobi metaliczne logo producenta, a w przedniej części akcesorium są wypustki ułatwiające rozwarcie magnetycznej pokrywy. Na boku znajduje się USB typu C, za co należy się pochwała (bo wciąż często można spotkać micro-USB), a cały spód etui został ogumowany. Wewnątrz pudełka znajdują się dwie foremki na słuchawki z typowymi złączami pogo-pin, oznaczenia kanałów oraz wskaźnik akumulatora w postaci rzędu czterech diod.

Ergonomia, użytkowanie i funkcjonalność

W praktyce TWS600 nie dają już specjalnych powodów do narzekania – słuchawki należą do wygodnych. Mimo iż nie zostały wyprofilowane ergonomicznie, to nie uciskają uszu, trzymają się w nich pewnie i są przyjemne w dotyku. Słuchawki odstają z uszu, nie rzucają się w oczy, ale jesienią czy zimą mogą przeszkadzać pod czapką. W codziennym użytku nie natrafiłem na rozłączanie się czy przycinanie – połączenie było stabilne, zarówno z telefonem, jak i między obiema słuchawkami. Izolacja jest przeciętna, tzn. słuchawki nadaj przyzwoicie wyciszają otoczenie w trakcie odsłuchów, ale mogą nie wystarczyć np. w podróży hałaśliwymi pociągami.

Obsługa jest teoretycznie prosta. Na każdej słuchawce jest pojedynczy przycisk, którego wciśnięcia pauzują lub wznawiają odtwarzanie muzyki oraz kontrolują rozmowy. Nie brakuje regulacji głośności – dwa kliknięcia lewej słuchawki ściszają muzykę, a dwa kliknięcia prawej zwiększają. Tak samo jest w przypadku zmiany utworów do tyłu i do przodu, co wywołuje się trzema kliknięciami. Niestety przycisk lewej słuchawki klika wyraźniej i jest miększy, a prawej ma mniej wyczuwalny klik i jest znacznie twardszy – w efekcie łatwiej było mi zmniejszać głośność i cofać utwory niż odwrotnie. Ponadto przyciski są i tak za twarde, ich wciskanie wiąże się z jednoczesnym dociskaniem słuchawek do uszu, co bywa nieprzyjemne. W efekcie wolałem obsługiwać słuchawki za pomocą smartfona, podobnie jak w przypadku opisywanych kiedyś RHA TrueConnect.

Etui zasługuje na pochwałę. Ma średnie wymiary i jest poręczne. Dzięki mocnym magnesom pokrywa przylega idealnie, a dobrze spisują się też magnetyczne foremki na słuchawki, które odpowiednio je przyciągają – nie zdarzyło mi się, żeby oba złącza się ze sobą nie stykały. Całe szczęście producent nie oszczędzał na gnieździe USB i zastosował wtyk typu C. Miłym dodatkiem jest także wskaźnik akumulatora, ale szkoda, że znajduje się on wewnątrz etui, a nie na zewnątrz, jak to jest zazwyczaj. Niestety natrafiłem na jedno poważne niedopatrzenie – słuchawki nie mieszczą się do etui z największymi tipsami bi-flange i tri-flange. Problem ten dotknie jednak niewielki odsetek melomanów, bo niepasujące tipsy są naprawdę gigantyczne, zatem będą mogli z nich skorzystać jedynie posiadacze wyjątkowo szerokich i głębokich kanałów słuchowych.

Funkcjonalność ogranicza się do obsługi asystentów głosowych – TWS600 nie posiadają ANC czy opcji nasłuchu, ale to zrozumiałe w tej cenie. Nie brakuje jednak możliwości korzystania z jednej słuchawki, zarówno lewej, jak i prawej, a producent zadbał także o interfejs Bluetooth 5.0 oraz dodatkową odporność na wodę w standardzie IPX4. HiFiMAN nie zdecydował się jednak na wprowadzenie obsługi zaawansowanych kodeków, do dyspozycji są jedynie SBC i AAC. Wiadomo, kodeki nie gwarantują świetnego brzmienia, a ich brak nie znaczy, że będzie ono słabej jakości, niemniej wsparcie dla nich byłoby mile widziane w słuchawkach reklamowanych jako audiofilskie.

Według producenta słuchawki oferują do 5,5 godziny odsłuchów jednorazowo oraz łącznie 38,5 godziny po doładowaniach w etui. W praktyce można liczyć na 4-5 godzin grania, co nie jest topowym wynikiem, ale to nadal przyzwoite osiągi, zważywszy na to, że same etui naładuje słuchawki jeszcze około 7 razy. Ładowanie również przebiega szybko – same słuchawki zasilają się przez godzinę, a etui potrzebuje około 1,5 godziny na uzupełnienie akumulatora.

Oprogramowanie

Słuchawki nie posiadają dodatkowej aplikacji do konfiguracji, zaktualizowania oprogramowania układowego lub przestrojenia. W razie czego trzeba więc korzystać z zewnętrznej aplikacji z korektorem dźwięku lub rozwiązań wbudowanych w system operacyjny smartfona.

Specyfikacja

  • przetworniki: dynamiczne z membranami Topology Diaphragm
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz
  • interfejs: Bluetooth 5.0 z kodekami SBC i AAC
  • zasięg: do 150 m
  • funkcje: wodoodporność IPX4, obsługa asystentów głosowych
  • czas działania: do 5,5 godziny jednorazowo, do 38,5 godziny z etui
  • masa: 5,5 g (jedna słuchawka); 55 g (etui)

Brzmienie

  • Słuchawki: Sennheiser Momentum True Wireless 2, Jabra Elite 75t, Creative Outlier Air Sports, Campfire Audio Solaris, Atlas i Andromeda, FiiO FA9 i FH7, IMR Acoustics R2 Red, Brainwavz B400, Aune E1, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO, TinHiFi P1, Meze Rai Solo
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, Burson Playmate Everest, FiiO Q5s (AM3E), FiiO BTR5 i BTR3K, EarStudio ES100 i HUD100, Oriolus BD20+BA20 i 1795
  • DAP: FiiO M15 i M11 Pro, Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX220 (AMP1 MKII) i DX200 (AMP1), OnePlus 7 Pro

HiFiMAN TWS600 zostały przetestowane z nakładkami pojedynczymi. Korzystałem zarówno z tipsów o szerszych wylotach (jaśniejszy dźwięk), jak i węższych (ciut masywniejszy). Nie wykluczam pozostałych nakładek, po prostu nie pasowały mi ergonomicznie, nie mogłem uzyskać na nich odpowiedniego uszczelnienia kanałów słuchowych. Przed ostatecznymi odsłuchami przetworniki zostały rozruszane zgodnie z zaleceniami producenta, czyli grały przez 10-20 godzin.

Większość słuchawek TWS oferuje brzmienie na planie litery V lub jego wariacje, ponieważ zazwyczaj bas gra najważniejszą rolę, następne w kolejce są wysokie tony, a średnica schodzi na dalsze plany. Brzmienie jest też często dość miękkie i gładkie, uspokojone w wyższej średnicy, dzięki czemu słuchawki są przystępne w odbiorze, bardziej melomańskie, ale kosztem rozdzielczości dźwięku. TWS600 brzmią zupełnie inaczej, stanowią właściwie odwrotność popularnego, konsumenckiego brzmienia – to średnica gra pierwsze skrzypce, a jej wyższe partie nie zostały uspokojone. W efekcie dźwięk jest techniczny, a wręcz analityczny. Słuchawki zawiodą fanów mocnego basu i energii, a mogą zachwycić szukających pierwszoplanowej średnicy i wysokiej rozdzielczości.

Bas nie jest podbity, nie ma wzmocnionego średniego zakresu, a w subbasie słychać roll-off. Nie znajdziemy tutaj grzmocącego dołu, mocnego uderzenia i wyjątkowo masywnego dźwięku. Słuchawki raczej nie zachwycą melomanów gustujących w muzyce popularnej, rapie czy nowoczesnej elektronice – z uwagi na brak najniższych rejestrów dźwięk nie będzie odpowiednio „tłusty” i wibrujący, może wydać się płaski. Jeśli jednak sięgniemy po żywe instrumenty, to docenimy dość zróżnicowaną fakturę średniego basu i mocny wysoki bas, punktowy i precyzyjny. W efekcie instrumenty basowe brzmią technicznie i konturowo, ale nie są efektowne.

Pasmo średnie jest zdecydowanie z przodu. Nie powiedziałbym, że TWS600 to słuchawki zrównoważone czy neutralne, a właśnie średnicowe. W paśmie tym słychać też, że to wyższy jego zakres ma trochę więcej do powiedzenia. Moim zdaniem dźwięk nie jest jeszcze przesadnie ostry, ale słychać już raczej analityczny charakterek – pasmo nie jest w ogóle wygładzone czy zmiękczone, kontur dźwięku jest twardy i wyrazisty, wręcz bezwzględny. Słuchawki grają szkicowo, nastawione są na detale, wręcz studyjne odwzorowanie muzyki, a nie na rozrywkę. TWS600 mogą jednak sprawiać przyjemność, gdy szukamy właśnie techniczności, a nie muzykalności. Lubię analityczne brzmienie, ale zazwyczaj wolę, gdy mobilne słuchawki dają więcej przyjemności z dźwięku i oferują barwniejsze brzmienie – średnica TWS600 jest dla mnie trochę zbyt sucha, jakby szara, brakowało mi w niej nasycenia. W efekcie to jedyne słuchawki Bluetooth, na których doceniłem „ulepszenia” dźwięku Dolby Audio w smartfonie, które trochę podkręcały barwy i wzmacniały skraje pasma.

Wysokie tony są mocno osadzone w wyższej średnicy. Nie są wybitnie rozciągnięte, nie brzmią wyjątkowo klarownie i czysto, bywają ziarniste, lekko szumiące. Ma to jednak swoje plusy, ponieważ praktycznie zupełnie nie słychać cyfrowości, charakterystycznego nalotu na sopranie, który towarzyszy większości słuchawek bezprzewodowych. TWS600 brzmią raczej „armaturowo” i „przewodowo”, mimo zastosowania przetwornika dynamicznego i interfejsu Bluetooth. Góra jest dość precyzyjna i selektywna, nie syczy i nie zlewa się, ale przez mocny wpływ wyższego środka sprawia cały czas wrażenie lekko zabrudzonej. Współgra to świetnie ze starszą muzyką, ale już nowszym brzmieniom nadaje jakby lekko archaicznego charakteru.

Przestrzeń jest ciekawa i nietypowa. Słychać separację i szerokość, ale producent zestroił TWS600 tak, że to głębia ma priorytet, a słuchawki mocno zabudowują centrum sceny. Określiłbym więc przestrzeń nie jako poziomą, a raczej pionową. Wiele instrumentów trafia w środek głowy, tylko część wybrzmiewa poza nią, ale nie powoduje to efektu ciasnoty czy osaczenia, a daje wrażenie bardzo bezpośredniego, jakby intymnego brzmienia. Dźwięk nie dociera gdzieś z zewnątrz, z oddali – TWS600 zanurzają słuchacza w muzyce, który trafia w jej środek.

HiFiMAN TWS600 vs inne słuchawki
TWS600 brzmią zupełnie inaczej od znanych mi modeli True Wireless Stereo. Dźwięk jest inny do tego stopnia, że każde słuchawki słuchane obok HiFiMAN-ów zaczynały brzmieć wyjątkowo gładko i miękko, wręcz mdło. Z kolei TWS600 po czasie sprawiały wrażenie zbyt twardych, mechanicznych i bezwzględnych, a także suchych. Byłem cały czas rozdarty pomiędzy zachwytem rozdzielczością i precyzją TWS600 oraz przyjemnością i efektownością innych modeli.

Momentum True Wireless 2 nie są wyjątkowo V-kującymi i podkoloryzowanymi słuchawkami. Brzmią mocno w skrajnych pasmach, ale pozostają klarowne, gładkie i dość neutralne w średnicy, która nie jest pierwszoplanowa, ale jeszcze nie znika z przekazu. TWS600 odwracają V-kę, brzmią dużo bardziej średnicowo, twardo i konturowo od Momentum True Wireless 2. W efekcie wyciągają więcej detali, mocniej różnicują instrumenty, ale to Sennheisery są barwniejsze, mają głębszy subbas, więcej energii i efektowności, a do tego brzmią przestrzenniej, czyli bardziej klasycznie-stereofonicznie. Uważam, że Momentum robią lepsze wrażenie, nadal potrafią zaoferować dobrą rozdzielczość, ale nie kosztem przyjemności z muzyki. Porównanie nie jest jednak fair, ponieważ Sennheisery są droższe o 550 zł od TWS600, kosztując aż 1250 zł. Co innego, gdy sięgniemy po pierwszą generację Momentum True Wireless, która ma zbliżoną cenę do TWS600 – starsze Momentum też brzmią gładko i bardziej rozrywkowo, trochę mocniej w sopranie od drugiej generacji, więc stanowią bardziej rozrywkową alternatywę dla TWS600.

Bezpośrednimi konkurentami HiFiMAN-ów są Jabry Elite 75t. Lubię je, ale to bez wątpienia mocno rozrywkowe i podkoloryzowane słuchawki, które moim zdaniem wymagają użycia korektora z aplikacji Jabra Sound+. Elite 75t generują potężny subbas, który jest mocno podbity, bardzo głęboki i masywny – trudno uwierzyć, że tak małe słuchawki mają aż takie zejście. Elite 75t oddalają też średnicę i przybliżają górę, rozciągniętą, mocną, ale cyfrową w charakterze. Wiecie już do czego zmierzam? Tak, TWS600 brzmią odwrotnie, przybliżają średnicę, kosztem skrajów pasma. Jabry to znacznie bardziej rozrywkowe, barwne i gładkie brzmienie od mocnych, twardych i konturowych HiFiMAN-ów, które bezpośrednio obok Elite 75t nie mają w ogóle niskiego basu i generują znacznie mniej średniego dołu na rzecz tego wyższego.

Z Creative Outlier Air Sports jest podobnie – w ich przypadku mamy sporo niskiego i średniego basu, o wiele mniej wyższej średnicy i ciemniejszy przekaz góry niż w TWS600. To znowu konfrontacja muzykalności i efektowności z analitycznością. Rozdzielczość jest po stronie TWS600, podobnie jak holografia, ale rozrywka to domena Creative. Zbliżona sytuacja ma miejsce w przypadku słuchawek Edifier TWS5, także basowych, ale trochę jaśniejszych zarówno od Creative, jak i od RHA TrueConnect. To także bardziej efektownie brzmiące słuchawki od TWS600.

Ze znanych mi modeli słuchawek TWS, najbliżej dźwięku HiFiMAN TWS600 są dwa modele, czyli starsze Jabry Elite 65t oraz armaturowe Edifier TWS6. Te pierwsze brzmią dość naturalnie, również mają bliskie tony średnie i nie oferują miękkiego, rozmytego dźwięku. W brzmieniu Elite 65t bas także nie gra pierwszoplanowej roli, słuchawki są trochę barwniejsze, ale nie mają tak dobrej holografii, jak TWS600. Natomiast Edifier TWS6 brzmią całościowo równiej, trochę mniej średnicowo i bardziej gładko oraz ciepło. Nie są jeszcze tak trójwymiarowe w przekazie, nie brzmią jeszcze tak konturowo i technicznie, ale są również bardziej muzykalne. W efekcie Edifier TWS6 są gdzieś pomiędzy brzmieniem muzykalnym a technicznym, stanowią wypadkową takich Momentum True Wireless i HiFiMAN TWS600. Przyznaję, że mimo braków technicznych, lepiej słuchało mi się Edifierów TWS6 od HiFiMAN-ów TWS600, ale jak wspominałem, mobilnie wolę bardziej rozrywkowe brzmienie.

Podsumowanie

HiFiMAN TWS600 to słuchawki trudne w ocenie. Nie jest to produkt, który można wszystkim polecić, opisywać w samych superlatywach. Jedni będą zachwyceni z dźwięku, rozdzielczości, średnicy i przestrzeni, inni się od tego brzmienia odbiją, szybko wyjmą słuchawki z uszu i nigdy nie włożą ponownie. Postanowiłem zatem ocenić TWS600 z dwóch perspektyw.

Gdy lubimy techniczny dźwięk, mocne wyższe tony średnie, zarysowany i wyrazisty przekaz nastawiony na szczegółowość, precyzję i detal, a nie rozrywkę i efektowność, to TWS600 są strzałem w dziesiątkę. Jeśli większość słuchawek Bluetooth brzmi dla nas zbyt basowo, miękko lub gładko, to TWS600 będą wybawieniem. Zaoferują bardziej audiofilską i analityczną wizję dźwięku, dobrego do muzyki opartej na żywych instrumentach.

Gdy zaś w muzyce szukamy barw, basu i przystępności, gdy chcemy przede wszystkim czerpać z niej przyjemność, to TWS600 będą pudłem. Słuchawki nie mają głębokiego basu, nie zachwycają krystalicznymi wysokimi tonami, nie brzmią gładko i przystępnie. Słuchanie ich to bardziej praca niż rozrywka, bo narzucają się dźwiękiem, zmuszają do skupienia całej uwagi na muzyce i nie sprawdzą się jako tło do codziennych czynności.

Jestem w obu grupach – z jednej strony zachwyca mnie twardość, techniczność dźwięku i rozdzielczość, a z drugiej strony w TWS600 brakuje mi barw, nasycenia i głębszego basu. W efekcie w czasie testów jednocześnie doceniałem TWS600, jak i na nie narzekałem. To ogólnie dobry produkt i jeśli szukamy tego typu dźwięku, powinniśmy być zadowoleni. Ja również jestem, ale na co dzień nie mógłbym korzystać z TWS600 jako jedynych słuchawek.

Zalety:
+ bogaty wybór nakładek w zestawie
+ dobra ergonomia
+ intuicyjna obsługa
+ wbudowana regulacja głośności/sterowanie utworami
+ USB typu C
+ niezły czas działania i szybkie ładowanie
+ poręczne etui z wydajnym akumulatorem
+ oryginalne, audiofilskie brzmienie o bliskiej średnicy, w wysokiej rozdzielczości
+ trójwymiarowa scena dźwiękowa

Wady:
– zbyt twarde przyciski
– płytki bas i nierozciągnięte wysokie tony
– szara średnica
– brak obsługi zaawansowanych kodeków audio Bluetooth

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
fiio

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here