Markę Ikko, która zgodziła się użyczyć swoje produkty do niniejszego tekstu, gościmy na łamach Kropki nie pierwszy raz. Ponad rok temu mieliśmy okazję zapoznać się z mobilnym przetwornikiem cyfrowo-analogowym Ikko Zerda ITM03, a teraz z dwoma modelami słuchawek dokanałowych – tytułowymi Ikko OH1 Meteor i OH10 Obsidian. Te, chociaż pod wieloma względami bliźniacze, to jednak różnią się między sobą w kilku zasadniczych kwestiach. Czym konkretnie i jaki jest ich ogólny odbiór? Zapraszam do te(k)stu.

Akcesoria

REKLAMA
fiio

  • sześć par tipsów silikonowych (w trzech rozmiarach);
  • kabel 2-pin 0,78 mm -> 3,5 mm;
  • opaska na kabel;
  • skórzany futerał – saszetka;
  • przypinka z logiem Ikko.

Jak można zauważyć, spis akcesoriów został wymieniony tylko raz, mimo otrzymania dwóch zestawów. Wynika to z tego, że są one niemal identyczne, a różnice między nimi są głównie kosmetyczne. Otrzymałem dwa pudełka zbliżone wymiarami do pokaźniejszych książek w formacie A5.

Od zewnątrz znajduje się nasuwana tekturka informująca o nazwie modelu, jego głównych cechach oraz grafika utrzymana w mangowej stylistyce. Warto zwrócić uwagę na prawą stronę opakowania, skąd można się dowiedzieć, że obie konstrukcje zostały oparte na hybrydzie tych samych przetworników: dynamika oraz armatury Knowles 33518. W środku zewnętrznej nakładki znajduje się czarno-granatowe pudełko wykonane z grubej tektury, zamykane na magnes. Jest ono identyczne dla obu modeli,a po jego otwarciu uwagę zwracają od razu widoczne kopułki słuchawek obok których znajduje się reszta akcesoriów.

Obudowy słuchawek stanowią główną estetyczną różnicę pomiędzy dwoma modelami, ale także w mojej ocenie jeden z ich znacznych atutów. Meteory zostały wykonane ze stopów aluminium wykończonych w głębokim satynowym granatowym kolorze, zaś grafitowo połyskujące Obsydiany z miedzi pokrywanej warstwą żywicy. Ma to swoje przełożenie na wagę słuchawek, bo o ile kopułka Meteorów jest leciutka i waży około 7 gramów, to Obsydiany są już 2,5 razy cięższe, a różnica jest wyczuwalna. Wzornictwo obu modeli pozostaje jednak takie samo, co absolutnie mi nie przeszkadza.

Słuchawki prezentują się bardzo dobrze, zbliżając się do rangi nie tylko produktu użytkowego, ale również biżuterii. Spośród rodzeństwa większe wrażenie robią Obsydiany, które wykończono z większym połyskiem, co lepiej wydobywa zewnętrzny kształt faceplate’ów przypominający powierzchnię ciał niebieskich. Dołączone akcesoria oferują poprawny poziom jakościowy. Kabel to bardzo cienka czterożyłowa plecionka, na której znajdują się opaski – zapinana na rzep w przypadku Meteorów i filcowa w Obsydianach.

Nie mam zastrzeżeń do dołączonych silikonowych nakładek, chociaż konkurencja powoli przyzwyczaja nas do proponowania ich w różnych kształtach, które w pewnym stopniu modyfikują ostateczne brzmienie.

Futerał w formie saszetki prezentuje się elegancko, chociaż jest płaski i czułem się bezpieczniej nosząc słuchawki w standardowych, wypukłych i sztywnych etui. Całościowo uważam, że Ikko należy się duży plus zarówno za jakość wykonania kopułek, jak i za ich estetykę, przy jednoczesnym zwróceniu uwagi na dołączone akcesoria, które należy uznać za poprawne.

Ergonomia, użytkowanie

Warto zwrócić uwagę na specyficzny kształt kopułek, które są stosunkowo płytkie, za to kształt faceplate’a jest duży. Myślę, że nie każdy będzie miał z tym problem, wszak wymiary małżowin usznych to kwestia indywidualna, jednak ja po dłuższych odsłuchach czułem dyskomfort – najpierw mało uciążliwe uwieranie, ale z czasem także po prostu ból. Drugim nietypowym aspektem jest kształt tulejek. Te są raczej z gatunku tych krótkich, ale szerokich, szybko przechodzących w szeroki korpus słuchawek. Owe szybkie rozszerzanie się to kolejna kwestia, której moje uszy nie polubiły. Nie traktuję tego jako zagadnienia dyskwalifikującego opisywany produkt, jednak potencjalnym nabywcom zalecam sprawdzenie przed zakupem czy model będzie wygodny i pozwalał na dłuższe odsłuchy. Jeżeli tak, to do pozostałych aspektów ergonomicznych nie mam uwag. Słuchawki bardzo dobrze izolują, np. od biurowych rozmów.

Kabel ze względu na swoją lekkość i miękkość nie sprawia problemów użytkowych. Elementy konfekcji takie jak wtyki po jednej oraz drugiej stronie czy splitter zostały spasowane z estetyką kopułek, co zawsze doceniam. Przy kopułkach znajdują się plastikowe odcinki pamięciowe zabezpieczające końcowy fragment kabla, z którymi również nie miałem problemów użytkowych. Wtyki 2-pin różnią się od siebie, prawy posiada czerwoną obwódkę, zatem rozróżnienie kanałów nie sprawia trudności. Podobne ułatwienie znajduje się w samych kopułkach, gdzie jedno z gniazd również jest w czerwonym kolorze. Jeżeli chodzi o odporność na uszkodzenia, to po okresie testowym na swoich słuchawkach nie znalazłem żadnych śladów takich jak zarysowania czy odpryski, więc jakość wykonania stoi na wysokim poziomie. Doświadczenie użytkowania tym samym pozostaje kwestią indywidualną – jeżeli właścicielowi będzie pasował ich kształt, to nie powinien napotkać innych problemów. Słuchawki będą pewnie leżały w uszach, zapewniając dobrą izolację, raczej nie grożąc niespodziewanym wypadnięciem czy koniecznością ciągłego poprawiania.

Charakterystyka grania

Standardowo już, przed przystąpieniem do testów słuchawki wygrzewały się minimum 50 godzin oraz jeszcze kilkanaście już w trakcie pisania. Brzmienie zostało opisane na podstawie odsłuchów z wykorzystaniem kabla i nakładek z zestawu, a alternatywy zostały przedstawione w kolejnych punktach. Główny sprzęt odsłuchowy stanowił DAP HiBy R6 2020.

Już w opisie zestawu wspominałem, że w obydwu modelach znajduje się ta sama konfiguracja przetworników, co mogłoby sugerować podobny charakter brzmienia z podkreśleniem tych lub innych akcentów. Już teraz mogę powiedzieć, że nie jest to do końca prawdą, a owe akcenty są na tyle inaczej przyłożone, że wychodząc z podobnej podstawy, mogą zaspokoić potrzeby różnych grup konsumenckich.

Bas

W przypadku Meteorów dolny zakres to jedno z głównych dań w repertuarze brzmieniowym. Wyraźnie podkreślony został subbas, budując atmosferę grania energetycznego i rozrywkowego. Zejścia nie brakuje, chociaż nie jest ono też poluzowane. To twardy, mocno i szybko uderzający zakres. Trzyma się swojego miejsca, nie wylewa się poza swoje pasmo, chociaż jest na tyle podkreślony, że fani dolnego zakresu mogą tutaj szukać kulturalnie podanego masażu uszu. Midbasu jest już mniej, słychać dążenie, żeby mimo podkreślenia dołu, jednocześnie temperować jego ekspansję i utrzymywać w ryzach. Wysoki bas i dalszy przełom ze średnicą to już znaczniejsze odpuszczenie, ekspozycja tego zakresu została ograniczona, prawdopodobnie, żeby zmniejszyć jego ogólną tłustość. Fakturowanie czy budowanie kolejnych planów zostało utrzymane na wysokim poziomie. Efekt mi się podoba, bo mimo zaznaczenia subbasu brzmienie w mojej ocenie dąży raczej do utrzymania efektownego neutralno-zimnego charakteru. Fanom analityki takiej sygnatury zdecydowanie nie polecam, szukającym dosyć zrównoważonego brzmienia raczej też nie, za to jeżeli szukamy zejścia, które potrafi się popisać zarówno jakością, jak i ilością – w takim przypadku to zdecydowanie godna uwagi propozycja.

Zmiana słuchawek na Obsydiany od razu ujawnia jedną z głównych różnic w strojeniu pomiędzy porównywanymi modelami, a jest to ilość dołu oraz proporcja subbasu do midbasu. Jasno trzeba powiedzieć, że powyższy model jest bardziej basowy i o ile w przypadku Meteorów mogłem mówić o zimnej, energetycznej V-ce, to Obsydiany oferują brzmienie o ciepłej, pełnobasowej podstawie. Główna różnica to właśnie wspomniana proporcja pomiędzy dolnymi podzakresami – Meteory są bardziej subbasowe, podczas gdy Obsydiany stawiają bardziej na midbas. Tym samym w utworach, które preferują ten pierwszy, to Meteory zabrzmią z większym wygarem, zaś w przeciwnej sytuacji Obsydiany pokażą mocniejszą podstawę. Skupiając się zatem tylko na tym jednym zakresie, ciężko mi wskazać zwycięzcę pojedynku. Są utwory, gdzie wolę niższe zejście Meteorów, ale są też takie, gdzie pełniejszy bas Obsydianów bardziej trafia w mój gust. Gdybym zaś musiał koniecznie któreś wskazać, to raczej na Obsydiany, które są równiejsze, a przez to potencjalnie bardziej uniwersalne, choć to też zależy od konkretnych gatunków muzycznych.

Średnica

Dolna średnica Meteorów to obszar wyraźnego przejęcia kontroli przez przetwornik armaturowy. Jest chudo i ostro, dźwięki wybrzmiewają szybko, zaś męskie niskie wokale potrafią zasybilować. Na szczęście dzięki odpuszczeniu na wysokim basie nie ma poczucia zestawienia dwóch odmiennych muzycznych światów. Jednocześnie ciężko uciec od wrażenia, że konstruktorzy projektując brzmienie raczej skupili się na środku oraz górze tego zakresu, podciągając go aż do czytelnego szczytu na przełomie z wysokimi tonami. Damskie wokale zyskały priorytet, brzmią jasno i świetliście, z wysokim podciągnięciem. Podobna zasada dotyczy instrumentów, które brzmią czysto i naturalnie, z lekkim szklistym nalotem. Nie miałem problemów ze słuchaniem pianina, skrzypiec, gitar, zarówno akustycznych jak i elektrycznych (ze wskazaniem na te drugie) oraz saksofonu, chociaż wszystkie brzmiały nieco ostrzej i jaśniej niż je pamiętam. Wiolonczela, ale także wspomniane męskie wokale wypadły już gorzej. W ich przypadku nadal było czysto, jednak z jednoczesnym niedostatkiem masy i wypełnienia, nieco płasko i pusto. Nie mam zastrzeżeń co do fakturowania i szczegółowości – dźwięki nie gubią się, przetwornik sprawnie nadąża za zmianami w linii melodycznej.

Przejście na Obsydiany owocuje ulgą w postaci dopełnienia dolnej średnicy, co sugeruje zwiększoną rolę przetwornika dynamicznego. Mimo iż czuć, że to wciąż ten sam zestaw oraz że ten podzakres nadal jest nieco odpuszczony, to ogólna prezencja średnicy jest bardziej naturalna. Męskie wokale nabrały ciała, którego tak im brakowało, a ogólne ocieplenie wpłynęło pozytywnie na melodyjność całego zakresu. Chociaż zmiany są drobne, to pierwszym wrażeniem odsłuchowym było poczucie większego realizmu. Jednocześnie robi się gęściej, więc znika pewna czystość i klarowność Meteorów. Obsydiany nie gubią się w prezentowanym dźwięku, ale są mniej kontrastowe. Tam, gdzie w Meteorach środkowa i wysoka średnica świeciła na tle głębokiego basu, w Obsydianach nastąpiło wyrównanie przerwy między nimi, a wspomniany kontrast został zastąpiony średnicową prawdą. Inaczej został także rozłożony akcent na reszcie tego zakresu. Tam przesunął się on z góry i z przełomu wysokiej średnicy/tonów wysokich na okolice środkowej/wysokiej średnicy. Obecności również nabrały wokale żeńskie. Czy to dobrze? Cóż, to zależy. Dla Agnes Obel czy Lizz Wright lepiej, ale już dla IU czy Sarah De Warren nie powiem, że gorzej, ale mniej efektownie. Również, jeżeli ktoś jest wrażliwy na przełom wysokiej średnicy oraz tonów wysokich (obrazowany np. przez wysokie żeńskie wokale), to ten jest znacznie łagodniejszy w Obsydianach. Gdybym miał odpowiedzieć, które brzmienie jest lepsze, prawdopodobnie znowu salwowałbym się stwierdzeniem, że są one inne. Osobiście jako fan bogatej średnicy wskazałbym na Obsydiany, ale to kwestia indywidualnych preferencji. Jeżeli potencjalny kupujący woli bardziej kontrastową prezencję, jednocześnie klarowniejszą i czystszą, Meteory lepiej trafią w jego gust.

Tony wysokie

Góra w Meteorach jest bardzo obecna. To kontynuacja charakteru z przełomu ze średnicą – jest jasno i klarownie. Ilościowo jest jej może nieco mniej, jednak nie jest to znacząca różnica. Zauważyłem za to kompresję jakościową. W przypadku dynamicznej elektroniki przetwornik potrafi nie nadążać za zmianami, nieco zlewając ze sobą poszczególne dźwięki. Dopóki te pozostają czytelnie odseparowane od siebie, nie dzieje się nic niepokojącego.

Obsydiany zostały zestrojone z myślą o łagodniejszej górze. Ponownie nie jest to znaczna różnica, aczkolwiek słyszalna. Tony wysokie są bardziej melodyjne, lepiej rozciągnięte, ale też mniej podciągnięte do góry. To znowu zmiana charakteru w kierunku grania mniej efektownego, a bardziej relaksującego. Zaburzona też została pewna proporcja – jasna góra Meteorów wraz z wyraźnym przełom średnicy i tonów wysokich dobrze kontrastowały z podkreślonym subbasem, a Obsydianowa tendencja do ocieplania brzmienia złagodziła jednak tę jaśniejszą stronę, czyniąc całościowe brzmienie nie tylko cieplejszym, ale również (w bezpośrednim porównaniu) ciemniejszym.

Technikalia

Możliwości techniczne Meteorów są bardzo przyzwoite, chociaż scena w nich jest dosyć kameralna. Dźwięki rysowane są na bliskim kolistym planie, z odczuwalnym zagęszczeniem, bez szczególnego rozciągnięcia w żadnym z kierunków. Jeżeli na scenie zaczyna się dziać dużo, wtedy dźwięki potrafią się przestrzennie nachodzić na siebie. Przetwornik jest jednak na tyle dobrze zestrojony, że na tej raczej małej przestrzeni potrafi dobrze odróżniać małe źródła od dużych, a także dobrze pozycjonować jedne na tle drugich. Tę sytuację poprawia dodatkowo fakt strojenia – odpuszczenie na wysokim basie/dolnej średnicy wpuszcza na scenę powietrze i robi miejsce na oddech. Tym samym uważam, że jest w tej kwestii przyzwoicie dobrze. Technikaliów nie poczytałbym za jeden z głównych atutów słuchawek, ale też nie stanowią one aspektu wpływającego negatywnie na ich ocenę.

Obsydiany to technicznie półka wyżej. Scena nadal jest budowana na szerokość, jednak z nieco większą głębią w tej płaszczyźnie. Obsydiany są także bardziej detaliczne, poszczególne źródła pozycjonują na czarniejszym tle oraz lepiej różnicują poszczególne dźwięki. Może to być również kwestia równiejszego grania, a więc wyciągania pełniejszej informacji z utworów, niemniej po bezpośrednim przejściu na Meteory pojawia się uczucie kompresji i stłoczenia. Aspekt techniczny to cecha, w której Obsydiany okazują się być zwyczajnie lepsze.

Źródła

Powyższy opis brzmienia dotyczył przede wszystkim współpracy ze wspomnianym HiBy R6 2020. To neutralny grajek o sporych możliwościach technicznych, który dobrze obrazuje naturę podłączanego sprzętu. Następnie spróbowałem połączenia z jasno-technicznym AudioQuest DragonFly Red. W przypadku Meteorów słyszalną różnicą było dodanie dodatkowego podbicia na górze oraz dole. Uważam to za zmianę in minus, gdyż te pasma i tak były już wyróżnione w kompozycji brzmieniowej, a dodatkowa ich stymulacja to już nieco za dużo. Ilość wyciąganego detalu przy tym zmalała, co wskazuje na dobre skalowanie się Meteorów wraz z jakością źródła.

W przypadku Obsydianów zmiana nie była jednoznacznie negatywna. Te, z nową energią przybliżyły się do brzmienia swoich bliźniaków, chociaż nie wiem czy to zmiana pożądana. Zabrzmiały inaczej, trochę lepiej w elektronice, gorzej w akustyce. Nie oceniam tej synergii jednoznacznie źle, jednak w swoich możliwościach technicznych znowu górę pokazał grajek od HiBy. Kolejno sprawdziłem słuchawki w połączeniu z naturalno-analogowym iBasso DX160. Tutaj w przypadku Meteorów zaszła zmiana odwrotna. Ten mniej zaakcentował subbas, zmiękczył go oraz zmniejszył akcent na wysokiej średnicy, osładzając ją i całościowo wyrównując granie. Zmiany nie są spektakularne, ale jednak słyszalne. Czy to pożądany kierunek? Możliwe, zależnie od oczekiwań, na pewno jest łagodniej. Analogicznie DX160 okazał się nienajlepszym kompanem dla Obsydianów, dublując ich cechy. Nie jest to jeszcze granie przesadzone czy karykaturalne, właściwie tym co przeszkadzało mi najbardziej było przesuwanie średnicy tonalnie w dół przy jednoczesnym zaokrąglaniu już zaakcentowanego midbasu, jednak samo połączenie nie jest złe.

Porównanie z BQEYZ Summer

Jako egzemplarz porównawczy wybrałem opisywane niedawno na Kropce BQEYZ Summer. Te w porównaniu z Obsydianami okazały się być mniej basowe. Dolny zakres jest tam zwyczajnie równiejszy, z bardziej wyrównanym stosunkiem subbasu do midbasu. Summery zresztą ogólnie zagrały inaczej, głównie za sprawą inaczej rozłożonych akcentów. Mocniej pokazały wysoką średnicę, ale zaraz za nią zaczęły odpuszczanie, podczas gdy Obsydiany ów kraniec średnicy potraktowały bardziej relaksacyjnie, ale górę już zagrały czytelniej. Całościowo, właśnie przez różnicę zarówno na dole, jak i na górze pasm, produkt Ikko zaprezentował się energiczniej, bardziej rozrywkowo, podczas gdy Summery zagrały z pewnym, nomen omen letnim rozleniwieniem, mniej intensywnie. Produkt BQEYZ mocniej wyeksponował damskie wokale, ale głównie kosztem informacji i objętości na pozostałych zakresach, z wyłączeniem subbasu, który był równiejszy. Tym samym zgadywałem, że tonalnie bliżej mu do drugiego bliźniaka Ikko. Jest w tym prawda, chociaż drugi model okazał się być bogatszy objętościowo w subbas oraz ponownie bardziej energetyczny. Akcenty zostały co prawda rozłożone w podobnych miejscach, jednak Meteory wyeksponowały je mocniej, podczas gdy Summery równiej w stosunku do pozostałych pasm. Summery również, mimo lżejszego basu, lepiej pokazały jego fakturowanie, inaczej zaprezentowały średnicę, bo nieco cieniej i niżej niż Meteory, ale także gorzej poradziły sobie z górnymi pasmami.

Finalnie wśród opisanych modeli ciężko wskazać zwycięzcę, bo mówimy o produktach innych. Uważam, że kluczowa tutaj jest pożądana ilość basu. Summery zaprezentowały ten zakres w najbardziej stonowany oraz równy sposób, podczas gdy bliźniaki Ikko postawiły na różne formy bardziej energetycznego grania. Średnica w produkcie BQEYZ to pewna wypadkowa Meteorów i Obsydianów, jednak ja osobiście wolę środek z tych drugich oraz trzecich. Odpuszczona, nieofensywna góra Summerów w kontrze do czytelniejszego zaznaczenia w słuchawkach od Ikko to również pytanie o indywidualne preferencje potencjalnego kupującego.

Podsumowanie

Ikko, choć wyprodukowało dwa pod wieloma cechami bliźniacze modele, tak od strony brzmieniowej zaproponowało dwie różne filozofie. Rysuje to obraz słuchawkowego rodzeństwa, które mimo posiadania tej samej konfiguracji, ma odpowiadać na potrzeby różnych konsumentów. Mamy do czynienia nie z rozwinięciem brzmienia, ale z jego modyfikacją. Meteory są energetyczne, czarują zejściem, całościowo są całkiem dobrze zrównoważone, chociaż średnica jest pewnym kompromisem. Obsydiany stawiają na relaks, są cieplejsze, średnicę malują melodyjniej oraz ogólnie są łagodniejsze w odbiorze. Upraszczając, Meteory dobrze odnajdują się we współczesnych brzmieniach, podczas gdy Obsydiany lepiej oddają materiał akustyczny. Do odbiorcy należy zaś ostateczna decyzja, którą z opcji wybierze. Istnieje zresztą możliwość, że… obie, o ile tylko będzie lubił mocno podkreślony dół, bo tego żadnemu z opisywanych modeli nie brakuje.

Dla Ikko OH1 i OH10

Sprzęt dostarczył:

ikko

REKLAMA
hifiman

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here