Kefine Arnar to nietypowe hybrydy o ponadprzeciętnych możliwościach. Nowe dokanałówki bazują na przetwornikach planarnych w rozmiarze 14,5 mm oraz armaturowych produkcji Knowles, a do tego oferują modularny kabel zbalansowany oraz możliwość przestrojenia za pomocą filtrów akustycznych.

Ostatnie lata przyniosły szereg kontrowersyjnych zmian w świecie audio. Rezygnacja z minijacka w smartfonach, dominacja słuchawek Bluetooth czy strojenie za pomocą DSP jedni ocenią pozytywnie, inni negatywnie. Do tego samego worka można wrzucić także usługi strumieniowania muzyki. Nie brakuje jednak trendów łatwych do sklasyfikowania jako korzystne. Wystarczy spojrzeć na sektor IEM-ów, który spotkał progres na dużą skalę i to w przeróżnych aspektach – od wyposażenia, przez ergonomię, aż po brzmienie. To nie hurraoptymizm, mam konkretne argumenty.

REKLAMA
terra

Podstawą w projektowaniu słuchawek jest dzisiaj nie „widzimisię”, a nauka – ergonomiczny kształt obudów to rezultat badań anatomicznych, a strojenie ułatwiają producentom precyzyjnie opracowane krzywe. Opanowano także podział pasma za pomocą zwrotnic, więc współczesne konstrukcje z powodzeniem łączą szereg przetworników – często przeróżnego typu – w spójną całość. Ponadto funkcje niegdyś zarezerwowane dla topowych modeli trafiają teraz do słuchawek przystępnych cenowo. Mam na myśli m.in. modularne kable oraz wymienne filtry akustyczne.

Kefine Arnar należą do tego nurtu. To planarno-armaturowe hybrydy wycenione na około 700 zł, które zostały wyposażone w posrebrzony kabel z wymiennymi wtyczkami 3,5 mm oraz 4,4 mm. Według producenta trzon sygnatury dźwiękowej stanowią pełny i kontrolowany bas, naturalna średnica oraz klarowna, lecz przystępna góra pasma. Ostateczny szlif zależy od nas, bo Arnar można dostroić za pomocą trzech rodzajów filtrów – na papierze srebrne równoważą, złote rozjaśniają, a czarne ocieplają brzmienie.

Sprawdziłem, co potrafią Kefine Arnar i zestawiłem je m.in. z niedawno testowanymi „kwadbrydami”, czyli SIMGOT SuperMIX 4.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • 13 par tipsów silikonowych (rozmiary S, M, L);
  • 3 pary filtrów akustycznych (srebrne, złote i czarne);
  • modularny kabel 2-pin 0,78 mm (długość ok. 120 cm);
  • wtyczkę 4,4 mm;
  • wtyczkę 3,5 mm;
  • dwa pudełka na tipsy;
  • futerał;
  • dokumentację.

 

Wyposażenie jest imponujące, ale tipsy budzą pewne wątpliwości. Otrzymujemy łącznie 13 par końcówek, czyli cztery zestawy wraz z jedną parą zdublowaną, założoną fabrycznie na słuchawki. W czym problem? Są one mało zróżnicowane, ponieważ każdy zestaw składa się z trzech par w rozmiarach S, M i L. Nakładki mają ponadto zbliżony kształt, różnią się nieznacznie średnicą otworów wylotowych czy elastycznością trzpieni/kołnierzy. Wolałbym, aby rozmiarówka była bardziej zróżnicowana, a zamiast jednego lub dwóch kompletów chętnie zobaczyłbym pianki termoaktywne.

Konstrukcja i jakość wykonania

Prosty kształt i stonowane kolory to przepis na nudę, ale mimo tego Kefine Arnar przyciągają wzrok. Wszystko za sprawą filigranowych i ażurowych faceplate’ów, które przypominają maskownice z pełnowymiarowych słuchawek otwartych. Inspiracją była chińska architektura, ale wzór jest neutralny, więc słuchawki powinny pasować każdemu. Mnie miło było na nich zawiesić oko, ponieważ pokrywki zostały wykonane precyzyjnie, a siateczki estetycznie mienią się w świetle.

Arnar to klasyka gatunku – obudowy mają łagodny, łezkowy kształt, typowy dla słuchawek OTE (Over The Ear), a dostrzeżemy na nich otwory odpowietrzające, oznaczenia kanałów oraz gniazda 2-pin 0,78 mm. Te ostatnie nie zostały wpuszczone w obudowy, a wręcz lekko od nich odstają, niemniej pozostają uniwersalne. Tulejki na pierwszy rzut oka także wyglądają zwyczajnie, ale są wykręcane. Odróżniono je kolorami siateczek – srebrne to te zrównoważone, złote klarowne, a czarne ciepłe.

Posrebrzony kabel z miedzi OFC skręcono z czterech żył w warkocz typu 3D i zabezpieczono grafitową, półprzezroczystą i gładką w dotyku izolacją. Wszelkie elementy na kablu wykonano z anodowanego aluminium, czyli tego samego materiału, co same słuchawki, więc przewód świetnie zgrywa się z nimi wizualnie. Jak zwykle duże wrażenie robi modularna końcówka z wyżłobioną nakrętką, która służy do blokowania pozłoconych końcówek – 3,5 mm lub 4,4 mm do wyboru.

Jakość wykonania jest wysoka, ale nie perfekcyjna. Obudowy zostały wzorowo wykończone, a nie sposób przyczepić się także do ich spasowania z pokrywkami. Na oko nie widać też niedoskonałości – wyszczerbionych krawędzi czy skaz, co dotyczy również przewodu. Co jest zatem nie tak? Ozdobne faceplate’y mają lekkie luzy. Wprawdzie nie stukają w trakcie poruszania się i tym bardziej nie wypadają, ale powinny być nieruchome.

Ergonomia i użytkowanie

Słuchawki nie są duże, jak na hybrydy składające się ze sporych przetworników planarnych (14,5 mm) oraz armaturowych. Producent twierdzi, że to zasługa aluminiowych obudów o cienkich ściankach, mierzących jedynie 0,06 mm grubości. W rezultacie słuchawki tylko nieznacznie odstają z małżowin usznych. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie znalazł dziury w całym.

Kefine Arnar są dość ciężkie, jak na dokanałówki. Wprawdzie masa rzędu 7 gramów na słuchawkę to wciąż niewiele, ale zazwyczaj trafiają do mnie modele oscylujące wokół 4 gramów. Czy ma to znaczenie na co dzień? Zadecydują o tym głębokość aplikacji i rozmiar małżowin usznych. W moim przypadku słuchawki nie wypadały, ale u melomanów z płytszymi kanałami słuchowymi i mniejszymi małżowinami słuchawki mogą „wisieć” na zausznicach.

Te ostatnie niestety nie zostały odgięte do wewnątrz, a złącza 2-pin 0,78 mm w przeciwieństwie do MMCX nie są obrotowe, więc za-usznice niechętnie chowają się za-uszami. Jest na to sposób – należy podciągnąć suwak rozdzielacza pod brodę, żeby napiąć odcinki douszne i tym samym odgiąć zausznice. W innym przypadku mogą one spadać z krawędzi uszu lub delikatnie je uciskać. Średnica suwaka jest na szczęście odpowiednio duża, czyli pierścień ciasno porusza się na kablu, więc utrzymuje pozycję.

Izolacja akustyczna jest przeciętna – słuchawki przytłumiają otoczenie, ale tylko częściowo. W cichszych partiach utworów usłyszymy więc stukot klawiatury mechanicznej, hałas air fryera czy ryk silników za oknem. Niemniej w trakcie testów mogłem już skupić się na muzyce w różnych warunkach, czego nie utrudniał także efekt mikrofonowy – szuranie czy stukania kabla były znikome, właściwie niemożliwe do wychwycenia podczas słuchania w drodze.

Modularność nie rozczarowuje. Wtyczki wymienia się z łatwością, bo kołnierz płynnie nakręca się na gwintowany wtyk i wzorowo trzyma po dokręceniu z niewielką siłą. Wykręcanie i wkręcanie tulejek także nie stanowi wyzwania, chociaż warto wiedzieć, że gwint w słuchawkach nawiercono z mniejszą precyzją, a jest on także dość płytki. Wymiana filtrów nie jest więc specjalnie satysfakcjonująca, ale trzymają się one bez zarzutu – nie obawiałem się, że tulejki z tipsami zostaną w kanałach słuchowych.

Specyfikacja

  • przetworniki: planarne 14,5 mm + armaturowe (Knowles)
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-40 kHz
  • impedancja: 13 Ω
  • czułość: 107 dB
  • kabel: posrebrzona miedź OFC, 2-pin 0,78 mm > 3,5 mm i 4,4 mm, długość ok. 120 cm
  • masa: 6,7 g (pojedyncza słuchawka); 43,2 g (obie słuchawki z kablem, tipsami itd.)

Brzmienie

Mocny, ale kontrolowany bas? Jest. Naturalna średnica? Obecna. Klarowna, ale łagodna góra? Jak najbardziej. Lubię, gdy producenci zamiast poetyckiej papki marketingowej obiecują konkrety, które znajdują potwierdzenie w rzeczywistości. Dokładnie tak jest w przypadku Kefine Arnar. Słuchawki brzmią muzykalnie i nie tną uszu, ale wciąż nie należą do ekstremalnie podkoloryzowanych i nie odbiegają mocno od równowagi. Co więcej, przetworniki planarne i armaturowe dobrze ze sobą współpracują – wprawdzie łatwo je odróżnić, ale z powodzeniem się dopełniają.

Słuchawki oferują angażujące brzmienie ze sprężystym basem, organiczną średnicą i wyrazistą, lecz niewyżyłowaną górą pasma. Posłuchamy za ich pomocą zarówno klasyki, jazzu czy bluesa, jak i cięższego grania gitarowego lub nowoczesnej elektroniki. Sam z powodzeniem żonglowałem nie tylko albumami, ale także gatunkami muzycznymi, a filtry pozwoliły mi dostroić Arnar do gustu lub nastroju.

Zanim jednak przejdziemy do opisów poszczególnych filtrów, kilka słów o tipsach.

Kefine Arnar – tipsy

Końcówki z zestawu wpływają na brzmienie, ale w niewielkim stopniu. Te z węższymi otworami wylotowymi potęgują bas, a te z szerszymi oferują klarowniejszą sygnaturę. Lepiej więc dobierać je skupiając się na ergonomii, a nie dźwięku, bo różnią się one elastycznością trzpieni czy kołnierzy. Mnie najbardziej spodobały się w całości białe końcówki i to z nich korzystałem w trakcie testów.

Kefine Arnar – filtry zrównoważone (srebrne)

Arnar w konfiguracji wyjściowej brzmią neutralnie barwowo – bas i niskie średnie nie walczą o uwagę z wyższą średnicą oraz sopranem. Nie znaczy to jednak, że brzmienie jest płaskie i analityczne – nic z tych rzeczy. Niskie tony są jak najbardziej obecne, dociążają i wypełniają muzykę. Ich charakter jest typowy dla planarów, czyli subbas nie gra pierwszych skrzypiec, ale można liczyć na sprężysty średni i zwarty wyższy podzakres. Nie podpada także mocny atak i szybkie wybrzmiewanie basu.

Pasmo średnie nie daje się przytłoczyć niskimi tonami, brzmi barwnie i konturowo, ale wciąż dość gładko, by nie męczyć na dłuższą metę. Szczegółowość nie jest priorytetowa, ale nic nie umyka naszej percepcji, co jest zasługą przetwornika z kotwiczką zbalansowaną (armaturowego), który z powodzeniem wspiera zakres powyżej 800 Hz. Nadaje on brzmieniu klarowności, ale nie kosztem przystępności – Kefine Arnar nie syczą, nie męczą i nie irytują. Sopran jest wciąż sensownie rozciągnięty, brzmienie doświetlone i bezpośrednie, ale po prostu nie agresywne.

Całość dopełnia szeroka scena dźwiękowa, a szczególnie w połączeniach zbalansowanych. Separacja kanałów nie podpada, przestrzeń jest elipsoidalna, a źródła pozorne eksponowane w różnych punktach. Pierwszy plan rozbrzmiewa blisko, a dalsze są rozstawiane warstwowo i odpowiednio eksponowane, więc chórki nie wychodzą przed szereg, a gitary solowe są tam, gdzie powinny. Separacja źródeł pozornych także satysfakcjonuje, co jest potęgowane przez obfite napowietrzenie. Zatem scena i holografia są na wysokim poziomie.

Kefine Arnar – filtry klarowne (złote)

Miałem wątpliwości odnośnie filtrów złotych, ponieważ absolutnie nie czułem potrzeby rozjaśniania brzmienia. Obawiałem się, że złote filtry zaszkodzą słuchawkom, wprowadzą sybilanty czy odchudzą dźwięk. Nic takiego nie ma miejsca, ponieważ filtry „klarowne” przekształcają sygnaturę w bardziej U-kształtną, czyli bas i wysokie tony wychodzą nieznacznie przed szereg czy też średnica robi mały krok wstecz.

Rezultat jest całkiem niezły, niemniej z filtrami złotymi tracimy barwność i organiczność średnicy, która schodzi na dalszy plan, bo przetwornik planarny ma mniej do powiedzenia. Inaczej rzecz ujmując, złote filtry akcentują „armaturowość” brzmienia kosztem „planarności”. Efekt jak najbardziej może się podobać, ale mnie złote filtry nie przekonały – wolałem te srebrne oraz czarne. Ze złotymi słuchawki tracą to „coś”.

Kefine Arnar – filtry ciepłe (czarne)

Więcej basu i niskiej średnicy – to dostajemy z filtrami czarnymi. Brzmienie rzeczywiście się ociepla, staje masywniejsze i gęstsze, a do tego gładsze. Nadal nie ma mowy o przyciemnieniu czy tym bardziej zamuleniu, ale Arnar z filtrami czarnymi brzmią najłagodniej ze wszystkich konfiguracji. Nie narzekam, bo filtry czarne pozwalają docenić kontrolowane, energiczne i szybkie niskie tony, które chętniej prezentują się słuchaczowi.

Czego filtry czarne nie zapewniają? Wciąż czuć pewien ubytek w subbasie, a niskie tony są ciągle podawane w nieprzesadzonych ilościach. Fani ekstremalnego basu mogą więc czuć niedosyt. Natomiast preferujący jasny i klarowny dźwięk najprawdopodobniej odbiorą czarne filtry jako zbyt przytemperowane w górze pasma w porównaniu do pozostałych rodzajów filtrów. Mnie czarne filtry odpowiadały, ale ostatecznie najczęściej sięgałem po te srebrne.

Kefine Arnar – filtry w pigułce

  • Filtry srebrne – neutralne barwowo, ale wciąż dociążone i angażujące brzmienie bez agresji w wyższych zakresach. Wypadkowa charakterów obu przetworników, czyli dobra współpraca planarnego z armaturowym.
  • Filtry złote – bardziej U-kształtna, nieznacznie jaśniejsza sygnatura dźwiękowa z mniej promienistą średnicą, ale nadal bez sybilizacji. Do głosu dochodzi przetwornik armaturowy.
  • Filtry czarne – ciepłe, dociążone, wypełnione i gładkie brzmienie, ewidentnie złagodzone w wyższej średnicy oraz sopranie. Więcej do powiedzenia ma przetwornik planarny.

Werdykt? Wszystkie filtry mają rację bytu, ale raczej doszlifowują brzmienie niż drastycznie zmieniają ich charakter. Według mnie hierarchia jest następująca: filtry srebrne > filtry czarne > filtry złote. Uważam, że złote filtry szkodzą słuchawkom oddalając średnicę, która jest ważnym elementem sygnatury Arnar. Niemniej to kwestia ściśle subiektywna, zależna od gustu, słuchanej muzyki czy sprzętu towarzyszącego.

Kefine Arnar – porównania

SIMGOT SuperMIX 4
SIMGOT SuperMIX 4 i Kefine Arnar wzajemnie się prześcigają. SuperMIX 4 czarują zaawansowaną konstrukcją, składającą się z przetworników dynamicznych, armaturowych, mikroplanarnych oraz piezoelektrycznych. Taka konfiguracja przekłada się na zrównoważone, wysoce techniczne, ale wciąż muzykalne brzmienie. Słuchawki marki SIMGOT nie mają jednak kabla zbalansowanego i wymiennych filtrów.

Kefine Arnar są teoretycznie podobne, bo również muzykalne i względnie zrównoważone, ale łatwo wychwycić, że basu jest więcej i odpowiada za niego przetwornik planarny, a nie dynamiczny – niskie tony są twardziej zarysowane i bardziej wyraziste, uderzają mocniej. Pozostałe pasma są kapkę mniej zróżnicowane od tych w SuperMIX 4, ale Kefine nadrabiają mocniejszą separacją kanałów (kabel zbalansowany) i można je przestroić filtrami, czyli lekko rozjaśnić lub ochłodzić.

SuperMIX 4 przypadły mi do gustu, ale Kefine Arnar depczą im po piętach, a do tego mają większe możliwości. Cena obu modeli jest zbliżona, więc wybór to kwestia potrzeb – SuperMIX 4 zaoferują kapkę równiejsze i bardziej techniczne brzmienie, a Arnar sprężysty bas o organicznym charakterze i spokojniejsze pozostałe pasma. Jedne i drugie słuchawki stanowią świetny wybór.

Oriveti Bleqk Purecaster
Purecastery mają zbliżone możliwości, czyli również posiadają modularny kabel oraz wymienne filtry akustyczne. Słuchawki bazują jednak na pojedynczych, ale dość dużych przetwornikach dynamicznych i oferują „jedynie” dwa rodzaje tulejek – brzmią albo na planie litery U (filtry czarne), albo klarownie i analitycznie (filtry srebrne).

Słychać, że Kefine Arnar to hybrydy z trochę wyższej półki – bas jest bardziej konturowy i precyzyjny (przetwornik planarny), a wyższe pasma zarysowane i wyraziste, choć wciąż łagodne (armatura). Purecaster mają gładszy i miększy charakter, nie różnicują tak dźwięku. System tuningu w słuchawkach Oriveti także zrealizowano inaczej, bo filtry czarne i srebrne mocno się od siebie różnią.

Werdykt? Uważam, że Arnar są lepsze jakościowo i do tego mają większe możliwości (trzy rodzaje filtrów). Niemniej Purecaster także brzmią przyjemnie i są 100-150 zł tańsze, więc wciąż się bronią. Gdy jednak różnica w cenie nie gra roli, warto dopłacić do Kefine.

Letshuoer Cadenza 4
Cadenza 4 to wyżej pozycjonowane hybrydy, które także mogą pochwalić się modularnym kablem, ale nie da się ich przestroić. Nie jest to konieczne, bo prosto z pudełka brzmią świetnie – neutralnie, precyzyjnie i dość analitycznie, co zawdzięcza się pojedynczym przetwornikom dynamicznym i potrójnym armaturowym. Arnar są przy nich bardziej muzykalne, znowu twardsze w przekazie basu i tym samym łagodniejsze w sopranie.

Odebrałem scenę Cadenza 4 jako większą, bo generują one bardziej punktowy bas i dużo powietrza, więc przestrzeń wydaje się być bardziej otwarta. Niemniej Arnar tylko nieznacznie im ustępują, a są dobre kilka stówek tańsze.

ddHiFi E14D Surface
Podobna sytuacja ma miejsce w konfrontacji z ddHiFi E14D Surface, które brzmią zupełnie inaczej, bo mocniej wypychają bas, są ciepłe, masywne i gładkie w przekazie. To zdecydowanie podbarwione słuchawki o zdefiniowanym, jakby analogowo-efektownym charakterze. Kefine Arnar są bliższe równowagi, brzmią twardziej, klarowniej, ale nadal nie męczą dźwiękiem, a do tego można je przestroić i korzystać z dwóch rodzajów wtyczek (Surface nie mają modularnego kabla).

Cenię Surface za odważne, maksymalnie barwne i gładkie brzmienie, ale to słuchawki wyraźnie droższe od Arnar (1200 zł vs 730 zł). Relacja jakości do ceny jest więc po stronie Kefine.

Sennheiser IE 200
Sięgnąłem także po Sennheisery IE 200, które startowały w podobnej cenie, a aktualnie są ok. 200 zł tańsze (550 zł). To jedne z moich ulubionych dokanałówek, które zapewniają muzykalny, energiczny i gładki dźwięk o klarownym, ale przystępnym charakterze. W konfrontacji z Arnar wychodzi jednak ich ascetyczność – IE 200 bazują na pojedynczych przetwornikach dynamicznych o niewielkiej średnicy (6 mm), nie mają balansu czy tym bardziej modularnego kabla. Systemu tuningu również nie uświadczymy.

Ponadto Arnar brzmią w sposób bardziej wyrafinowany. Mocniej dociążają brzmienie, lepiej różnicują pasma i generują szerszą scenę dzięki wtyczce zbalansowanej, ale wciąż pozostają łagodne w przekazie i angażujące. Według mnie Kefine są górą. Słuchawki mogą stanowić też upgrade dla IE 200 – jeśli w Sennheiserach brakuje nam zróżnicowania, ilości basu oraz balansu, to Kefine mogą być strzałem w dziesiątkę.

Kefine Arnar – synergia i wysterowanie

Słuchawki nie wymagają dużej mocy i precyzyjnie dobranego źródła dźwięku, ale mają pewne wymagania synergiczne. W trakcie testów najlepsze efekty uzyskiwałem ze źródeł neutralnych (FiiO M17 czy FiiO R9), a ciut gorsze z tych brzmiących „analogowo” (Cayin RU9 w trybach lampowych). Słuchawki mają w sobie pewną łagodność, nasycają i dociążają dźwięk, więc dublowanie sygnatury może im zaszkodzić.

Nie chcę zostać źle zrozumiany, mniej synergiczne połączenia absolutnie nie przekreślają słuchawek. Po prostu są one czułe na charakter źródła i niektóre konfiguracje zabrzmią dobrze, a inne lepiej. Nie należy zapominać o filtrach – srebrne będą najbardziej uniwersalne, złote uzupełnią niedostatki w sopranie, a czarne złagodzą ostrzej brzmiące kombo czy odtwarzacze. Tipsy też mogą lekko przyciemnić lub rozjaśnić brzmienie, więc zgranie można dopieścić.

Podsumowanie

Kefine Arnar mają pewne wady. Tipsy z zestawu powinny być bardziej zróżnicowane – przydałoby się więcej ich rodzajów i bardziej precyzyjna rozmiarówka. Zausznice mogłyby być odgięte do wewnątrz, co poprawiłoby ergonomię, a tłumienie nikogo nie powali na kolana. Przydałby się także swobodniejszy subbas.

Mimo tego, Arnar są jednymi z najlepszych, azjatyckich IEM-ów, jakie do mnie trafiły. Słuchawki wyglądają uniwersalnie, są wciąż wygodne, izolują przyzwoicie, a do tego oferują poprawnie zrealizowaną modularność – wymienne wtyczki oraz filtry akustyczne. Połączenie przetworników planarnych i armaturowych pozytywnie mnie zaskoczyło. Słuchawki generują świetny, sprężysty i gęsty bas o zróżnicowanym charakterze, mają czytelną i barwną średnicę, a do tego zarysowany, ale nie przeostrzony wyższy podzakres. Z kolei filtry z zestawu pozwalają je wyrównać, lekko rozjaśnić lub ocieplić. Bez względu na wybór, scena dźwiękowa jest szeroka i holograficzna.

Kefine Arnar kosztują 730 zł. Jestem na tak, świetnie mi się ich używało i uważam, że to mocny konkurent SuperMIX 4 od SIMGOT oraz wielu hybrydowych IEM-ów, także tych droższych. Polecam je melomanom słuchającym zróżnicowanej muzyki, którzy nie stronią od basu, ale unikają sybilizacji. Bez obawy – bas nie przytłacza, a góra pasma wciąż z powodzeniem doświetla brzmienie.

Dla Kefine Arnar

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ wysoka jakość wykonania
+ modularny kabel zbalansowany
+ bardzo dobra ergonomia
+ dobrze zrealizowane filtry akustyczne
+ łatwe w wysterowaniu i dość synergiczne
+ elastyczny przewód
+ pełny i sprężysty bas, naturalne średnie i kulturalna góra pasma
+ szeroka i holograficzna scena dźwiękowa

Wady:
– mało zróżnicowane nakładki
– drobne wady ergonomiczne
– spłycony subbas

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
fiio

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj