HD 6XX to słuchawki wokółuszne o otwartej konstrukcji, przygotowane wspólnie przez Sennheisera oraz Massdropa. Model ten bazuje na kultowych HD 650, ale charakteryzuje się inną kolorystyką, posiada zmodyfikowany kabel i jest dostępny w niższej cenie.

Massdrop (a aktualnie to właściwie Drop.com) słynie ze specjalnych wersji sprzętu audio, stworzonych we współpracy z gigantami branży, np. markami AKG, Beyerdynamic czy właśnie Sennheiser. Najczęściej są to dobrze znane modele, które zostały lekko zmodyfikowane wizualnie lub brzmieniowo, a do tego atrakcyjnie wycenione, chociaż to ostatnie stwierdzenie dotyczy raczej klientów z USA. Aktualnie serwis Drop oferuje jednak kolekcję przygotowaną z myślą użytkownikach z Unii Europejskiej, co pozwala na zakup sprzętu bez dodatkowych opłat podatkowo-celnych. W jej ramach nie ma aktualnie dostępnych Sennheiserów HD 6XX, ale stany magazynowe europejskiego magazynu w najbliższym czasie powinny zostać uzupełnione.

REKLAMA
fibae

Massdrop x Sennheiser HD 6XX nie są gorącą nowością – model ten jest dostępny na rynku już od kilku lat. Wiadome jest, że HD 6XX oferują brzmienie znane z modelu HD 650, który cieszy się ogromną popularnością od momentu premiery, czyli od 2003 roku. HD 650 to też następca równie znanych Sennheiserów HD 600, które darzę sentymentem. Były to moje pierwsze słuchawki z górnej półki, w czasach kiedy topowe modele kosztowały zazwyczaj kilka, a nie kilkanaście tysięcy złotych. Postanowiliśmy sprawdzić, czy Sennheiser HD 6XX to nadal dobra opcja dla wymagających i czy to rzeczywiście uniwersalny wybór.

Wyposażenie

Estetyczne pudełko w czarno-białej kolorystyce skrywa kufer na słuchawki, wykonany z utwardzonego kartonu i wyposażony w metalowe zawiasy. Wewnątrz jest on wypełniony formą z gąbki, która wzorowo zabezpiecza produkt. Do dyspozycji otrzymujemy także kabel oraz instrukcję obsługi.

Konstrukcja

Konstrukcja jest już dobrze znana. Wzornictwo jest proste i profesjonalne, ale jednocześnie, za sprawą gładkiego wykończenia i łagodnych linii, minimalistyczne. HD 6XX prezentują się wręcz studyjnie, ale będą wyglądały świetnie także wyeksponowane na stojaku w przestrzeni domowej. Względem oryginalnego modelu zmodyfikowano kolorystykę, sugerując się opiniami użytkowników. Zamiast szarości znanej z HD 650 mamy zatem ciemny granat, określany przez producenta mianem Midnight Blue. Efekt zależy od oświetlenia – w niektórych sytuacjach słuchawki wyglądają na matowoczarne, a w innych są ewidentnie granatowe. Moim zdaniem modyfikacja koloru jest jak najbardziej korzystna – HD 6XX są bardziej uniwersalne i stonowane wizualnie od pierwowzoru.

Eliptyczne muszle posiadają gęsto perforowane, metalowe maskownice, które odsłaniają komory przetworników. W dolnej części obu muszli znajdują się głębokie, dwupinowe gniazda typowe dla niemieckiego producenta. Wtyczki przewodu są odpowiednio wydłużone i oznaczone kanałami. Kabel z miedzi OFC ma gumową izolację oraz smukły rozdzielacz i jest krótszy w porównaniu do oryginału – mierzy 180 zamiast 300 cm. Jest też zakończony pozłoconą wtyczką 3,5 mm z dodatkowym adapterem 6,3 mm. W modelu HD 650 było odwrotnie, tj. do wtyczki 6,3 mm otrzymywaliśmy przejściówkę z przedłużaczem do wtyczki 3,5 mm.

Nauszniki prezentują się podobnie do tych z modeli HD 600 lub HD 650. Są one welurowe i głębokie, na co mają wpływ wyprofilowane ranty. Pady zostały wypełnione sprężystą gąbką, a same przetworniki przykrywają dodatkowe płatki z gąbki. Nauszniki są wypinane, więc można w łatwy sposób wyczyścić słuchawki lub wymienić poduszki.

Pałąk jest rozsuwany, a jego rdzeń metalowy. Na każdą ze stron przypada szesnaście wyraźnych skoków, bardzo precyzyjnych i stawiających duży opór. Szczyt pałąka zdobi logo Sennheisera, a pod spodem jest charakterystyczna, podwójna gąbka z wcięciem w środkowej części. Na pałąku można dostrzec także dodatkowe nadruki, czyli logo modelu z zewnętrznej strony, logo Massdropa od wewnętrznej, a także oznaczenie miejsca produkcji. Testowany egzemplarz słuchawek został wyprodukowany w Irlandii.

Wykonanie jest dobre, ale względem oryginału jakość tworzyw jest trochę niższa. Konstrukcja jest odpowiednio sztywna i spasowana – słuchawki nie skrzypią i nie sprawiają wrażenia, jakby miały się rozlecieć. Jedynie powierzchnia plastików jest lekko pofalowana i nie tak jednolita, jak można by oczekiwać. To jednak wada głównie kosmetyczna, która nie rzuca się w oczy. Niemniej pewne oszczędności przy projektowaniu są jednak widoczne.

Użytkowanie i ergonomia

Słuchawki oferują wysoki komfort, ale nie dla każdego. Zastosowana konstrukcja ma pewne wady, więc rozmiar czaszki będzie miał duże znaczenie dla ostatecznego efektu. W moim przypadku ergonomia jest prawie perfekcyjna.

Konstrukcja jest lekka (około 260 g), a nauszniki pojemne i przyjemne w dotyku (chociaż początkowo lekko szeleszczą). Opaska pałąka spełnia swoje zadanie – dobrze stabilizuje słuchawki i jednocześnie nie uciska czubka głowy ze względu na wspominane wcięcie na środku gąbki. Można też liczyć na dobrą wentylację małżowin usznych ze względu na otwartą konstrukcję, ale z tego samego powodu słuchawki wymagają cichych warunków. Osoby postronne mogą nam przeszkadzać, a my im również, ponieważ muzyka wyraźnie wycieka na zewnątrz.

Regulacja rozmiaru nie budzi zastrzeżeń. Rozsuwaniu i zsuwaniu pałąka towarzyszą wyraźne stopnie z głośnym klikiem, bez luzów czy szorowania. HD 6XX pozwolą na dobranie rozmiaru na każdą głowę – moja jest średnich rozmiarów, a słuchawki rozsuwałem na około połowę skali. Minimum wystarczy więc dla osób o małych głowach, a maksimum powinno pasować na duże “makówki”.

Problemem może być natomiast znaczny nacisk pałąka. Mimo lekkiej konstrukcji, o słuchawkach założonych na głowę nie da się zapomnieć. Podczas odsłuchów cały czas czułem pewien nacisk na szczękę, ale obyło się bez bólu – nauszniki dobrze minimalizują ucisk. Niestety z czasem gąbki wypełniające pady ulegną skompresowaniu, a pady wyraźnie się spłaszczą, co wpłynie zarówno na komfort, jak i na samo brzmienie. Dobrze, że części zamienne do słuchawek są łatwo dostępne, ale szkoda, że nacisk pałąka nie jest choć trochę mniejszy – żywotność nauszników byłaby dłuższa, a komfort wyższy.

Podoba mi się za to decyzja o zmianie kabla. Przewód o długości 3 metrów był według mnie za długi i wymagał częściowego zwijania, by nie przeszkadzał. Moim zdaniem wymiana wtyczki na mini jacka to także plus – w erze wydajnych DAP-ów takie rozwiązanie jest mile widziane. Zaznaczam jednak, że dokonuję odsłuchów głównie z komputera stacjonarnego, laptopa lub mobilnego odtwarzacza. Osoby, które preferują odsłuchy z systemu rozstawionego w salonie mogą narzekać, oryginalny kabel z HD 650 byłby dla nich wygodniejszy. W razie czego kabel jednak łatwo wymienić.

 

Specyfikacja

  • przetworniki: dynamiczne, 40 mm
  • konstrukcja: otwarta
  • pasmo przenoszenia: 10 Hz-41 kHz
  • impedancja: 300 Ω
  • skuteczność: 103 dB (1 V rms)
  • maksymalna moc wejściowa: 500 mW
  • THD: <0,005%
  • siła nacisku pałąka: 2,5 N
  • kabel: wypinany, miedź OFC, długość 180 cm, pozłocona wtyczka 3,5 mm + adapter 6,3 mm
  • masa: 260 g

Brzmienie

  • Słuchawki: Audeze LCD-2 Closed Back i Audeze LCD-2 (Double Helix Fusion Complement4), MrSpeakers Ether 1.1 (Forza AudioWorks HPC Mk2 i DUM), AKG K612 Pro, Final Sonorus III, Focal Spirit Professional, 1MORE H1707, Sony WH-H900N
  • DAC/AMP i wzmacniacze: DAART Aquila, Burson Conductor Virtuoso (Sabre ES9018), Burson Playmate Everest, FiiO Q5 (AM3B), Leckerton UHA-760, FiiO BTR3, EarStudio ES100
  • DAP: FiiO M11, iBasso DX200, Astell&Kern AK70 MKII
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Sennheiser HD 650 to już kultowa pozycja, chociaż słuchawki spotkały się jednocześnie z zawziętą krytyką. Zarzucano im nie do końca bezpośrednie brzmienie, jakby przykryte „kocem”, czyli zgaszenie lub też zawoalowanie dźwięku względem modelu HD 600. Z tego też powodu nie miałem ochoty w ogóle sprawdzać HD 650, będąc zadowolonym z „sześćsetek”. Moja decyzja była jednak błędem. Według mnie określenie „koc” w HD 650 jest zdecydowanie krzywdzące i może być efektem złego zgrania ze sprzętem lub nie do końca trafnego określenia sygnatury dźwiękowej. Moim zdaniem HD 6XX brzmią jak najbardziej naturalnie, lekko ciepło, łagodnie, ale nadal odpowiednio klarownie i bezpośrednio. Brzmienie jest muzykalne, ale jednocześnie rozdzielcze i odpowiednio zrównoważone. Aspekt techniczny nadal robi duże wrażenie, ale dźwięk jest pozbawiony jakiejkolwiek ostrości. HD 6XX nie męczą, pozwalając zarówno na wnikliwy, analityczny odsłuch, jak i na czysty relaks.

HD 6XX nie są słuchawkami o efektownej sygnaturze dźwiękowej – ta jest raczej audiofilska. Nie można liczyć na mocno podbity bas z subbasem zalewającym pozostałe pasma. Przekaz niskich tonów jest raczej liniowy, ale nie laboratoryjny. Słuchawki potrafią przekazać zarówno subbas, jak i ciepły midbas, ale robią to w sposób naturalny, dość zrównoważony. Nie miałem wrażenia, że HD 6XX brzmią chudo, ale tym samym dół nie jest podbity i nie wychodzi przed szereg. Z tego też powodu HD 6XX najlepiej współpracują z żywymi instrumentami i klasyczną elektroniką, ale także z rockiem. Basu może być trochę za mało do nowszych brzmień czy też ciężkiego grania gitarowego, chyba że źródło dźwięku to skompensuje. Bas cechuje się znakomitą kontrolą, bardzo dobrą dynamiką i świetnym zróżnicowaniem faktury, ale przy zachowaniu muzykalnej domeny. Nie jest to punktowe, suche i szkicowe granie – nasycenia i barw nie brakuje. Byłem zadowolony z tego co słyszę, zarówno z perspektywy muzykalnej, jak i technicznej.

Pasmo średnie jest konsekwentną kontynuacją brzmienia basu. Również cechuje się ono naturalną ciepłotą, wysoką rozdzielczością i zróżnicowaną fakturą oraz nasyconą barwą. To niższy zakres środka jest nieznacznie zaznaczony, a wyższe rejony uspokojone. Moim zdaniem nie ma jednak mowy o ich wycięciu, to raczej braku wyostrzenia. Nie ma się wrażenia odchudzenia, agresywności, ale tym samym nie słychać zamulenia, zgaszenia czy przesadnego wygładzenia. W mojej ocenie uzyskano złoty środek pomiędzy konturowością a miękkością. Przekaz jest trzymany w ryzach, prezentowany precyzyjnie i bezpośrednio, ale tym samym przystępnie i spokojnie. Słuchawki nie męczą gitarami, nie tną smyczkami, nie dudnią fortepianem, nie skrzą dęciakami i nie łupią perkusją. Nie mają w dźwięku agresji, ale jednocześnie nie przyciemniają muzyki. Lubię klarownie brzmiący sprzęt i zazwyczaj używam jaśniejszych słuchawek od HD 6XX, ale brzmienie Massdropowych Sennheiserów niczym mi nie podpadło.

Opis góry raczej nikogo nie zaskoczy – przejście ze średnicy do wysokich tonów jest identyczne, jak przejście basu do średnicy, czyli gładkie, płynne i bez niespodzianek. Sopran jest mocno osadzony w średnicy, brzmi naturalnie i przystępnie. Nie ma wrażenia wyostrzenia najwyższych składowych, cyfrowości czy też oderwania góry pasma od reszty rejestrów. Słuchawki nie wzmagają sybilizacji, nie szeleszczą, nie syczą i nie kłują. Jednocześnie nie można liczyć na wyjątkowe rozciągnięcie sopranu, a raczej spokojność i łagodność – nie ma w brzmieniu HD 6XX tej „iskry”, krystaliczności, co może nie zadowolić fanów jasnego i w pełni klarownego dźwięku. Z drugiej strony nie ma też przyciemnienia, zdystansowania lub zamulenia, więc słuchawki nie kłują, nie tną uszu i nie brzmią zimno, a tym samym pozostają bezpośrednie. Być może to właśnie przyczyna tego mitycznego „koca”, ten łagodny przekaz bez żyletek, syczenia i wiercenia uszu. Przyznaję, że jak na mój gust góry mogłoby być więcej, ale jednocześnie nie uważam, żeby było jej za mało.

Jest co podziwiać w przestrzeni słuchawek. Scena dźwiękowa jest duża, ale tym samym kreowana w dość klasyczny (czyli mocno stereofoniczny) sposób. Mam wrażenie, że w ostatnich latach dominuje trend do tworzenia bardziej kulistych, trójwymiarowo grających słuchawek. Sennheisery HD 6XX brzmią za to bardziej eliptycznie, mocno rozciągając dźwięk wszerz, kontrastowo separując lewy kanał od prawego, ale zachowując mocne centrum. Stereofonia ma więc trochę więcej do powiedzenia, niż głębokość oraz wysokość przestrzeni, ale pozostałe aspekty nadal nie kuleją. Słychać zróżnicowanie zarówno w płaszczyźnie przód- tył, jak i góra-dół, a tym samym mocną separację dźwięków i satysfakcjonujące napowietrzenie. Holografia jest bardzo dobra – instrumenty są kształtne i zajmują w przestrzeni obszary, a nie punkty. Może nie jest to jeszcze poziom słuchawek planarnych, ale jak na przetworniki dynamiczne jest już bardzo dobrze. HD 6XX poradziły sobie świetnie także w sieciowych grach komputerowych – pozycjonowanie było wzorowe. Myślę, że nawet najbardziej wymagający gracze nie byliby zawiedzeni.

Massdrop x Sennheiser HD 6XX i sprzęt
Tendencja ostatnich lat, czyli obowiązkowa wysoka skuteczność i niska impedancja, to zarówno zbawienie (z punktu widzenia mobilnych melomanów), jak i przekleństwo (z punktu widzenia fanów stacjonarnych odsłuchów). Mnie nie do końca podoba się takie podejście, stąd z przyjemnością testowałem HD 6XX. Słuchawki mają przetworniki o impedancji 300 Ω, ale i nadal dość wysoką skuteczność: 103 dB. Pokrętła głośności musiałem rozkręcać trochę bardziej w porównaniu do MrSpeakers Ether czy Audeze LCD-2 Closed Back, ale opisywane słuchawki nadal nie były specjalnie trudne do napędzenia. Tym samym nie trzeba było martwić się o szumy czy zakłócenia. Może nie wystarczy podstawowy DAP czy smartfon, ale dźwiękówka ze średniej półki, czy też niedrogi wzmacniacz powinny już sprostać zadaniu. Jeśli chodzi o synergię, neutralne lub jasne źródła będą dobrym wyborem. Jeśli obawiamy się tego domniemanego „koca”, lepiej unikać mocno ciepłych lub przyciemnionych źródeł. Łączyłbym HD 6XX raczej ze sprzętem brzmiącym bardziej „tranzystorowo” niż „lampowo”, w stereotypowym znaczeniu tych słów. Słuchawki zyskują także po podłączeniu do urządzeń o głębokim, nawet zaakcentowanym basie, szczególnie jeśli gustujemy w nowszych brzmieniach.

Najpierw w ruch poszły cztery, typowo stacjonarne źródła: AIM SC808, DAART Aquila, Burson Conductor Virtuoso (Sabre ES9018) oraz Burson Playmate w trzech konfiguracjach, czyli Noir V6 Vivid, Noir V6 Classic i Everest. Dźwiękówka AIM-a (w wersji fabrycznej) poradziła sobie bez problemu, zarówno dobrze napędzając słuchawki, jak i zgrywając się z nimi. Jakościowo również było zacnie, a podejrzewam, że po wymianie wzmacniaczy operacyjnych można uzyskać jeszcze lepsze efekty. DAART Aquila, czyli znakomite, technicznie brzmiące kombo marki Yulong Audio, także stanowiło rewelacyjne połączenie – w tej konfiguracji słuchawki zabrzmiały bardziej analitycznie, mniej łagodnie, ale nadal muzykalnie i przystępnie. Jeszcze ciekawiej wypadł Burson Conductor Virtuoso z modułem przetwornika ESS Sabre 9018, który brzmi klarowniej i ciut ostrzej w sopranie od Yulonga, a tym samym gładziej w przekazie basu i średnicy. Z nim HD 6XX najbardziej przypominały HD 600, ze względu na bardziej krystaliczny przekaz góry, ale nadal nie były ostre.

Więcej czasu spędziłem z ostatnim, stacjonarnym DAC/AMP-em, czyli Bursonem Playmate, a to ze względu na wymienne wzmacniacze operacyjne. Odsłuchy rozpocząłem od Everesta, będącego wypadkową modeli Vivid i Classic. Zgranie było bez zarzutu: odpowiednio rozdzielcze, analityczne i muzykalne zarazem. Scena dźwiękowa była mniejsza od Aquili czy Conductor Virtuoso, ale nadal satysfakcjonowała. To samo można stwierdzić o dynamice, rozdzielczości czy separacji kanałów – ot, kawał dobrego grania. Wymieniając OPAMP-y obstawiałem, że lepsze efekty da „tranzystorowy”, lekko V-kujący Noir V6 Vivid, niż cieplej i bardziej „analogowo” grający V6 Classic. Nie myliłem się – HD 6XX w połączeniu z Playmate w konfiguracji Vivid zabrzmiał podobnie do Conductora Virtuoso, szczególnie po wyłączeniu opcji de-emphasis, która łagodzi sopran, czego te słuchawki nie potrzebują. HD 6XX zyskały zarówno na basie, jak i górze pasma, jednocześnie nie tracąc średnicy, a tym samym robiąc wrażenie przestrzenią. Natomiast Playmate w konfiguracji Classic dubluje się charakterem z samymi słuchawkami. Połączenie było nadal dobre, ale jeszcze przybyło ciepła, dźwięk się bardziej zmiękczył i zaokrąglił, a scena zmniejszyła. Słuchawki w tej konfiguracji docenią fani ciepła i pełnej łagodności z zachowaniem odpowiednio czytelnego dźwięku. To granie w bardziej „analogowym” wydaniu, które jak najbardziej może się podobać, ale moim zdaniem Playmate Everest lub Noir V6 Vivid będą lepszym wyborem.

W przypadku źródeł mobilnych też uzyskiwałem satysfakcjonujące efekty, ale w większości przypadków przydawało się ustawienie podbicia na wysokie. FiiO Q5 z modułem AM3B zaprezentował słuchawki od tej cieplejszej i przyjemniejszej w odbiorze strony, ale jednocześnie zapewnił odpowiedni kontur i precyzję. Natomiast z FiiO M11 słuchawki zabrzmiały trochę bardziej gładko, ale za to przestrzenniej i nadal w wysokiej rozdzielczości. Jeszcze lepiej wypadł iBasso DX200, który świetnie dociążył niskie tony, a także wyraziście zarysował średnie i górę pasma. Równie dobre wrażenie zrobiło na mnie połączenie HD 6XX z Astell&Kern AK70 MKII, ale bez aktywnej opcji PRO EQ. Bas nie był tak głęboki, jak z DX200, ale średnica była bliska i rozdzielcza, a góra klarowna, ale ciągle nie agresywna. Myślę, że HD 6XX wypadły lepiej z DX200 oraz AK70 MKII od FiiO Q5 czy M11, ale nawet w tych gorszych połączeniach brzmienie satysfakcjonowało.

Massdrop x Sennheiser HD 6XX vs inne słuchawki
Nie, Sennheisery HD 6XX nie dorównują planarom z platformy testowej, co raczej nikogo nie zdziwi. Ethery od MrSpeakersa, Audeze LCD-2 w wersji otwartej lub zamkniętej to zdecydowanie bardziej holograficzne, bardziej masywne i żywe granie w wyższej rozdzielczości, z pełniejszym przekazem basu i bardziej rozciągniętym sopranem. Zarówno LCD-2, LCD-2 Closed Back oraz Ethery 1.1 brzmią jaśniej, bardziej klarownie i mniej ciepło. Takie porównania wydają się być szaleństwem i pozornie nie mają specjalnego sensu, w końcu Ethery lub Audeze są wielokrotnie droższe. Z drugiej strony dzięki takim konfrontacjom można uświadomić sobie, że stosunek jakości do ceny zdecydowanie stoi po stronie HD 6XX. Nie czułem żadnego dyskomfortu korzystając z Sennheiserów na co dzień, a nawet specjalnie nie tęskniłem za planarami. HD 6XX mogłyby mi z powodzeniem służyć jako główne słuchawki, oferują już w pełni satysfakcjonującą jakość dźwięku.

Zamknięte Sonorusy III od Final Audio brzmią inaczej, bardziej średnicowo, mniej gładko, nie tak równo i naturalnie. Przegrywają rozmiarami sceny dźwiękowej, ale robią trochę większe wrażenie konturową i wyjątkowo bliską średnicą. Focale Spirit Professional to również zdecydowanie mniejsza scena (efekt zamkniętej konstrukcji), a tym samym bardziej techniczne, mniej ciepłe i przystępne granie. To jednak monitory studyjne, więc taka charakterystyka również nie stanowi niespodzianki.

Najciekawszą konfrontację stanowią AKG K612 Pro, czyli również hitowe słuchawki, ale z jeszcze niższej półki cenowej. Co ciekawe, K612 Pro wymagają więcej mocy od HD 6XX. Sennheisery łatwiej wysterować mobilnie, podczas gdy AKG to już stricte stacjonarny sprzęt. Okazuje się, że brzmienie AKG pod wieloma względami stanowi wręcz odwrotność HD 6XX. Słychać znacznie mocniejszy nacisk na górę pasma (ciut ostrzejszą), a tym samym mocniejszą wyższą średnicę, co daje chudsze i bardziej neutralne tonalnie granie. K612 Pro mają wyraźnie płytszy bas, który nie jest tak nasycony i wibrujący, jak w Sennheiserach. Słychać także inną prezentację przestrzeni – HD 6XX grają szerzej (elipsoidalnie), efektowniej prezentując stereofonię, a K612 Pro stawiają kanały bliżej i rysują bardziej kulistą scenę dźwiękową. HD 6XX są przyjemniejsze w odbiorze, łagodniejsze, a K612 Pro bardziej bezwzględne, surowsze i nastawione na neutralny, techniczny przekaz. Moim zdaniem HD 6XX są lepsze jakościowo ze względu na pełniejszy dół i średnicę, co pozwala na uzyskanie brzmienia bardziej naturalnego, nasyconego i zróżnicowanego pod względem faktury. Najpewniej starcie HD 6XX z „dropowymi” AKG K7XX byłoby bardziej zawzięte – mam nadzieję, że będę miał kiedyś okazję porównać oba modele.

Podsumowanie

Massdrop x Sennheiser HD 6XX to kawał dobrego sprzętu, świetne, ponadczasowe słuchawki. Obcowanie z nimi były czystą przyjemnością i to z wielu powodów. Konstrukcja jest solidna, estetyczna i wygodna. Nowy kabel według mnie stanowi krok naprzód, zarówno ze względu na skróconą długość, jak i inne wtyczki. Brzmienie jest moim zdaniem świetne, naturalne, optymalnie ciepłe, zrównoważone, bliskie w średnicy, rozdzielcze i przestrzenne. Słuchało mi się HD 6XX bardzo przyjemnie, mimo że na co dzień dysponuję znacznie droższymi słuchawkami.

Co można zarzucić HD 6XX? Jakość tworzyw jest dobra, ale wątpliwości budzi ich obróbka – powierzchnia plastików jest lekko pofalowana. Do tego nacisk pałąka jest trochę za mocny. Dyskomfort neutralizują nauszniki, które z tego powodu wraz z upływem czasu będą wymagały wymiany. Nadal nie można też liczyć na ogromny subbas, a niektórzy rzeczywiście mogą odebrać słuchawki jako zbyt łagodne, może trochę za ciepłe. Moim zdaniem „koc” to mit, ale nie wykluczam, że w określonych konfiguracjach dla fanów wyjątkowo rozciągniętej góry, opisywane słuchawki mogą wydać się zawoalowane.

HD 6XX kosztują 220 dolarów amerykańskich (840 zł). Zważywszy na to, że HD 650 kosztują w Polsce 1200 zł, opłacalność HD 6XX jest po prostu rewelacyjna. Niestety, aktualnie nie da się ich zamówić z USA do Europy. Drop.com oferuje wybrane modele do zakupu bezpośrednio z Europy oznaczone jako EU Audiophile Collection, w ramach której na ten czas brakuje HD 6XX. Jeśli jednak słuchawki będą dostępne, to zakup będzie wymagał wydatku 280 USD. Oferta jest więc już mniej atrakcyjna, ale słuchawki są nadal tańsze od HD 650.

Dla Massdrop x Sennheiser HD 6XX

Zalety:
+ praktyczne pudełko w zestawie
+ skrócony kabel z lepiej rozwiązaną wtyczką oraz adapterem
+ bardzo dobra ergonomia
+ lekka konstrukcja
+ wymienne nauszniki welurowe i ogólnie łatwo dostępne części zamienne
+ wysoka impedancja i niezła skuteczność, dobre zarówno stacjonarnie, jak i do sprzętu mobilnego
+ zrównoważone, naturalne brzmienie z bliską średnicą, niezłym basem i bezpośrednią, ale łagodną górą pasma; wysoka rozdzielczość i dynamika
+ szeroka scena dźwiękowa, odpowiednia głębia i wysokość, a tym samym mocna separacja

Wady:
– nacisk pałąka mógłby być mniejszy
– przeciętnie wykończone tworzywa
– dla niektórych brzmienie może być zbyt łagodne

Opisywane słuchawki można kupić w:

REKLAMA
fiio

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here