Otwarte słuchawki studyjne, które zostały zestrojone liniowo, nie koloryzują brzmienia i generują dużą scenę dźwiękową z precyzyjną holografią – to Neumann NDH 30 w teorii. Słuchawki zostały wyposażone w 38-milimetrowe przetworniki dynamiczne o impedancji 120 omów.

Neumann specjalizuje się w sprzęcie studyjnym, a szczególnie mikrofonach oraz monitorach bliskiego i średniego pola. Historia marki sięga 1928 roku, a mikrofony Georga Neumanna to synonim jakości – na przestrzeni lat używały ich największe gwiazdy, w tym The Beatles czy Frank Sinatra. Szacuje się też, że mikrofony niemieckiej firmy są wykorzystywane w zdecydowanej większości studiów nagraniowych. Nic więc dziwnego, że w 1991 roku marka Neumann została kupiona przez Sennheisera właśnie ze względu na mikrofonowe know-how.

REKLAMA
meze

Z kolei słuchawkami Neumann zajmuje się stosunkowo od niedawna, bo debiutanckie NDH 20 ujrzały światło dzienne w 2019 roku. Mowa o pełnowymiarowej konstrukcji zamkniętej, stworzonej z myślą o zastosowaniach profesjonalnych. Na kolejne słuchawki trzeba było czekać do początku 2022 roku, bo właśnie wtedy miały premierę NDH 30, tym razem cechujące się konstrukcją otwartą. Szczerze mówiąc nie wiedziałem, czego się po nich spodziewać, gdy wypożyczyłem je do testu kilka tygodniu temu.

Założyłem, że do ich powstania przyczynił się Sennheiser, więc byłem ciekawy wszelkich podobieństw i różnic względem znanych mi modeli niemieckiego giganta. Zostałem jednak ostrzeżony, że Neumann NDH 30 to słuchawki studyjne. Zresztą na stronie Neumanna figurują takie zwroty jak „zupełnie transparentne” czy „suchy bas”, a także „holografia jak żyleta”. Brzmi groźnie, prawda? Szybko okazało się jednak, że nie taki diabeł straszny, jak go malują, bo modelu NDH 30 nie chciałem zdejmować z głowy.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • kabel 2,5 mm > 3,5 mm (długość 300 cm);
  • adapter 6,35 mm;
  • pokrowiec na słuchawki;
  • instrukcje obsługi.

Pokrowiec nie zachwyca, bo to prosty woreczek wykonany z aksamitnego w dotyku materiału i zaciskany na sznurek. Akcesorium spełnia swoje zadanie, ale w sprzęcie tej klasy mile widziany byłby jednak futerał. Chętnie zobaczyłbym w zestawie także dodatkowy, krótszy kabel lub ewentualnie wariant spiralny.

Konstrukcja

Neumann NDH 30 robią fenomenalne pierwsze wrażenie. Czarno-srebrna kolorystyka z pomarańczowymi akcentami wpada w oko, a wzrok przyciągają także precyzyjne nadruki oraz logotypy. Imponująca jest także jakość wykonania, bo dominuje grube, anodowane aluminium. Nie sposób mieć jakiekolwiek zastrzeżenia odnośnie wykończenia materiałów, spasowania konstrukcji oraz zespolenia elementów ruchomych. Wszelkie szczeliny są perfekcyjne, a newralgiczne punkty skręcono śrubami Torx oraz Tri-Wing.

 Muszle są okrągłe i zwężają się ku czarnym, lekko wypukłym maskownicom. Gniazdo na kabel wylądowało z prawej strony. Wpina się w nie długą wtyczkę 2,5 mm z prowadnicami, bo zastosowano dobrze znany, obrotowy system blokady. Nie zawodzą także obficie wypełnione, welurowe nauszniki w kształcie obwarzanków, które zostały obszyte sztuczną skórą od spodniej strony. Łatwo je wymienić lub zdjąć do czyszczenia, bo nie użyto kleju – mocuje się je za pomocą klasycznych kołnierzy. Z kolei wnętrza padów wyścielono pomarańczową tkaniną, przez którą można dojrzeć kątowe przetworniki dynamiczne.

Ramiona pałąka pozwalają na swobodne odchylanie muszli na boki, składanie na płasko oraz… przełamywanie do wnętrza pałąka, czego się nie spodziewałem w pełnowymiarowych słuchawkach. Mechanizm działa precyzyjnie, a muszle blokują się po rozłożeniu, czemu towarzyszy wyraźny klik. To samo tyczy się rozsuwanej regulacji rozmiaru, opartej na metalowym rdzeniu i ośmiostopniowej skali o łatwo wyczuwalnych stopniach. Natomiast ogumowany pałąk wyklejono opaską z wcięciem pośrodku. Podobne rozwiązanie stosuje w swoich słuchawkach oczywiście Sennheiser.

Ergonomia i użytkowanie

Obawiałem się masywnej konstrukcji, bo słuchawki ważą 352 gramy. Okazuje się jednak, że NDH 30 zostały równo wyważone, a nacisk pałąka jest optymalny, więc mogłem korzystać ze słuchawek przez długie godziny bez uczucia dyskomfortu. Przyczyniły się do tego także przyjemne w dotyku, miękkie i pojemne pady, które z powodzeniem mieściły moje małżowiny uszne. Spodobała mi się także opaska, która nie uciskała mi czubka głowy. Nic nie ma do zarzucenia także regulacji rozmiaru, która jest optymalna – rozsuwałem muszle na połowę skali.

Zaznaczam jednak, że posiadam czaszkę średniego rozmiaru oraz przeciętnej wielkości małżowiny, które nie odstają mocno. Osoby o większych głowach mogą czuć pewien nacisk, a w niektórych przypadkach uszy mogą stykać się z wyścieleniem przetworników. Materiał jest jednak przyjemny dla skóry, więc nie powinno to stanowić problemu. Dlatego moim zdaniem NDH 30 w aspekcie ergonomii zasłużyły na ocenę bardzo dobrą.

Mam jednak pewne zastrzeżenia odnośnie kabla. Przewód jest co prawda długi i został zabezpieczony solidnym oplotem, ale ten ostatni jest szorstki i minimalnie mikrofonuje, gdy ociera się o ubranie. Zauważyłem też, że kabel ma tendencję do skręcania się i w konsekwencji plątania. Teoretycznie można byłoby tego uniknąć, gdyby wtyczka okręcała się w gnieździe słuchawek, ale w tym przypadku ważniejsza jest możliwość jej zablokowania. Dzięki temu wtyk nie wypnie się przez przypadek i jest mniej podatny na uszkodzenie. Zatem może lepszy byłby kabel spiralny?

Specyfikacja

  • konstrukcja: otwarta, wokółuszna
  • przetworniki: dynamiczne 38 mm
  • pasmo przenoszenia: 12 Hz-34 kHz
  • skuteczność: 104 dB
  • THD: <0,03%
  • impedancja: 120 Ω
  • nominalna moc wejściowa: 200 mW
  • maksymalna moc wejściowa: 1000 mW
  • nacisk pałąka: 5,5-6,8 N
  • kabel: 2,5 mm > 3,5 mm + adapter 6,35 mm (300 cm)
  • masa: 352 g

Brzmienie

Neumann NDH 30 to rzeczywiście liniowe, neutralne barwowo i rozdzielcze słuchawki o dużej dynamice oraz imponującej scenie dźwiękowej. Nie znaczy to jednak, że brzmienie jest zupełnie bezbarwne, maksymalnie techniczne czy skrajnie ostre. NDH 30 zaskakują nasyconym dołem, gładką i barwną średnicą oraz wyrazistymi, ale kontrolowanymi wysokimi tonami. Otrzymujemy więc słuchawki o zrównoważonej sygnaturze dźwiękowej, które brzmią bezpośrednio, ale nie agresywnie. W efekcie NDH 30 pozwalają ocenić jakość materiału, rozłożyć muzykę na czynniki pierwsze, ale nadają się także do muzykalnych odsłuchów czy nagłośnienia filmów lub gier.

Bas nie wychodzi przed szereg, jest kontrolowany, dynamiczny i dość swobodny, bo z powodzeniem schodzi w subbas. Faktura niskich tonów jest zróżnicowana, a detale nie umykają, ale bas nie jest skrajnie konturowy czy szkicowy, bo potrafi zabrzmieć masywniej, gęściej lub nawet subwooferowo w zależności od materiału. Dół jest też szybki, nie zlewa się i pozostaje selektywny nawet w metalu czy elektronice. W niskich tonach nie brakuje też barw, dźwięk nie jest skrajnie „maszynowy”, dzięki czemu żywe instrumenty mają naturalny tembr. Nie zgadzam się więc z producentem – na moim sprzęcie NDH 30 przekazywał mnóstwo informacji, ale nie brzmiał sucho w basie.

Pasmo średnie jest neutralne barwowo – jego niski podzakres ma tyle samo do powiedzenia, co wyższy. Średnica jest też bezpośrednia, bo nie została wycofana, co sprzyja żywym instrumentom i wokalom – głosy nie znikają w tle. Doceniłem to także w grach oraz filmach, bo wszelkie dialogi czy monologi nie dawały się przytłoczyć pozostałym dźwiękom. Co ciekawe średnica jest gładka i elastyczna, więc może zabrzmieć zarówno ciepło, jak i zimno oraz cyfrowo, gdy wymaga tego muzyka. Nie wpływa to jednak negatywnie na rozdzielczość dźwięku – detale nie są wypychane, ale można je z łatwością wychwycić. Zatem producentowi udało się zestroić środek tak, że nic nie umyka uwadze słuchacza, ale jest on łatwostrawny.

Wysokie tony to największa niespodzianka. Pasmo jest bez wątpienia mocne oraz wzorowo rozciągnięte, bo góra doświetla pozostałe zakresy. Dzięki temu brzmienie jest krystalicznie czyste, a muzyka rozbrzmiewa bez dystansu czy krzty woalu. Uniknięto jednak sybilantów. Nie chcę zostać źle zrozumiany – jeśli nagranie zawiera zbyt gorące głoski syczące, to jak najbardziej je usłyszymy. Jednak Neumanny NDH 30 nie powodują sybilizacji tam, gdzie jej nie ma. Nie miałem też żadnych zastrzeżeń odnośnie kontroli sopranu – góra jest selektywna, nie skrzy i nie szeleści. Mnie słuchawki ani przez moment nie męczyły.

Scena dźwiękowa to wisienka na torcie. Słuchawki brzmią zaskakująco szeroko – separacja kanałów jest zdumiewająca, a przestrzeń ma elipsoidalny kształt. Efekt jest na tyle kontrastowy, że momentami miałem wrażenie, że słucham oddzielenie lewego i prawego kanału. Scena jest tym samym głęboka i wysoka, bo instrumenty są pozycjonowane w różnych punktach, w dużej mierze poza głową. Docenią to także gracze – z łatwością określałem na ucho, gdzie znajdują się przeciwnicy w sieciowych strzelankach. Ponadto źródła pozorne sprawiały wrażenie kształtnych, a nie zupełnie płaskich, więc holografię oceniam na plus. To bynajmniej nie koniec, bo słuchawki także obficie napowietrzają przestrzeń – pomiędzy instrumentami są duże dystanse, przez co nic się na siebie nie nakłada.

Neumann NDH 30 – porównania z innymi słuchawkami
Neumann NDH 30 kojarzą mi się z dwoma, klarownie brzmiącymi modelami Senneheisera o różnej specyfice – HD 660S oraz HD 800. Moim zdaniem NDH 30 są pomiędzy nimi, ale bliżej tych drugich słuchawek, bo mają w sobie pewną gładkość znaną z HD 660S, ale brzmią od nich klarowniej, bardziej przestrzennie i technicznie, czym przypominają HD 800. Jednocześnie dźwięk jest przyjemniejszy w odbiorze, gładszy, mniej zarysowany i spokojniejszy w sopranie od „osiemsetek”. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że to dosłownie mieszanka HD 660S i HD800. Zresztą cenowo NDH 30 także plasują się pomiędzy nimi.

Co ciekawe NDH 30 są łagodniejsze od wielu modeli audiofilskich, mimo że to słuchawki studyjne. Dla przykładu droższe, planarne HiFiMAN Arya V3 są zdecydowanie mniej przystępne: brzmią ostrzej, bardziej technicznie i twardo od NDH 30. Neumanny prezentują dźwięk podobnie neutralnie barwowo, ale są przy tym gładsze, miększe i bardziej nasycone, co przypadło mi do gustu. Oba modele także mocno różniły się przestrzenią, bo NDH 30 brzmiały elipsoidalnie, a Arya V3 raczej koliście; Neumanny rozciągały mocno na boki, a Arya V3 jakby zanurzały w dźwięku. Zatem paradoksalnie studyjnych NDH 30 słucha się przyjemniej. To też słuchawki ponad połowę tańsze od Arya V3, co pozytywnie zaskakuje.

Około 1000 zł droższe Meze 109 PRO także brzmiały mocniejszą górą, trochę gorzej kontrolowaną, wymagającą „przytemperowania” sprzętem. Słuchawki Meze również imponowały podobnie otwartą i swobodną sceną, ale w ich przypadku to skutek odsunięcia średnicy, strojenia na planie litery „U”, które potęguje przestrzeń. W przypadku NDH 30 średnica jest bliższa, bas bardziej płaski, a góra lepiej kontrolowana. Lubię oba modele, ale to dwa światy – Meze 109 PRO ewidentnie barwią dźwięk, gdy NDH 30 są zdecydowanie wierniejsze w przekazie. Jako że od lat oceniam sprzęt w relacji cena/jakość, to ode mnie punkt dla NDH 30.

A jak NDH 30 wypadają na tle mniej kosztownych modeli? HiFiMAN Edition XS to także jaśniejsze słuchawki z mniej wyeksponowaną średnicą oraz skromniejszą sceną. W tym przypadku słychać, że Edition XS to audiofilskie słuchawki o trochę efektowniejszym strojeniu (mocniejsze skraje pasma), a NDH 30 stawiają na liniowy przekaz. Testowane jakiś czas temu Sennheisery HD 560S czy HD 400 Pro to także modele płytsze w basie, twardziej brzmiące w średnicy i mocniej w górze pasma. NDH 30 są w tym przypadku bardziej muzykalne, mniej laboratoryjne i barwniejsze. Z kolei HD 6XX (i pochodne) brzmią cieplej, mają łagodniejszą górę pasma i nie napowietrzają tak przekazu, jak NDH 30. Zresztą scena dźwiękowa jest bez wątpienia po stronie Neumannów, ale to jednak zdecydowanie droższa konstrukcja.

Neumann NDH 30 – synergia
Słuchawki reagują na charakter sprzętu, ale nie są wybiórcze. Spodziewałem się, że trzeba będzie im zapewnić odpowiedni tor, by góra pasma nie stała się jazgotliwa, ale okazało się, że NDH 30 brzmiały podobnie z każdym źródłem. Wyszło na to, że tor mniej wpływa na tonalność, a bardziej rzutuje na rozdzielczość słuchawek oraz kontur. Z niektórymi źródłami uzyskiwałem miększy, gładszy dźwięk, a z innymi mocno zarysowany i diabelsko precyzyjny.

Udało mi się wychwycić, że FiiO K9 Pro ESS miał trochę mocniejszą górę od FiiO Q7, ale słuchawki były równie przyjemne w odbiorze w obu przypadkach. Łatwo wyłapałem też, że Astell&Kern Kann Max brzmi bardziej konturowo i twardo od gładszego FiiO M17, ale NDH 30 zgrały się z oboma odtwarzaczami. Co innego, że w tym przypadku to Astell&Kern pokazał klasę – NDH 30 wraz z Kann Max wręcz powalały na kolana rozdzielczością, dynamiką oraz sceną dźwiękową. Z kolei w konfrontacji FiiO K9 Pro ESS z HiFiMAN-em EF400 lepiej w mojej ocenie wypadł ten drugi, bo brzmiał on bardziej naturalnie i także rysował dźwięk twardszym konturem.

Ważna jest też moc wzmacniacza. NDH 30 nie są ekstremalnie trudne do wysterowania (impedancja 120 Ω i skuteczność 104 dB), ale lubią trochę wydajniejsze źródła i wyższe poziomy podbicia, bo odwdzięczają się wtedy dynamiką, sceną oraz wypełnionym basem. Bez obawy, nadal nie potrzeba elektrowni – wraz z ekstremalnie wydajnym HiFiMAN-em EF400 nawet nie zbliżałem się do połowy skali. Za to odtwarzacze pokroju FiiO M17 czy Astella Kann Max dały najlepsze efekty na najwyższych poziomach podbicia.

Podsumowanie

Neumann NDH 30 przypadły mi do gustu i tym samym mocno zaskoczyły. Słuchawki zostały solidnie wykonane, wyglądają świetnie i zapewniają wysoką ergonomię. Atutem opisywanej konstrukcji są także składane muszle i to nie tylko na płasko, ale także do wnętrza pałąka. Brzmienie jest znakomite, bo liniowe, neutralne oraz wierne, ale tym samym gładkie oraz wciągające. Mnie słuchawki potrafiły mocno zaangażować lub zrelaksować, mimo wysokiej rozdzielczości i mnogości detali. Podziwiałem także zadziwiająco szeroką scenę dźwiękową.

Szkoda, że w zestawie nie ma futerału oraz dodatkowego, krótszego kabla, bo ten trzymetrowy potrafi się plątać. Słuchawki mają też swoje wymagania, ale niekoniecznie odnośnie sygnatury źródła, a jego jakości oraz mocy. Trzeba zapewnić słuchawkom źródło na odpowiednim poziomie, by uzyskać najlepsze efekty.

Neumann NDH 30 kosztują 2900 zł, a przynajmniej za tyle znalazłem je w popularnym sklepie z profesjonalnym sprzętem audio. NDH 30 nie są więc tanie, ale moim zdaniem i tak reprezentują wzorowy stosunek ceny do jakości, bo nie mają się czego wstydzić względem droższych modeli. Należy jednak pamiętać, że mimo przystępnego charakteru, to nadal liniowo brzmiące słuchawki studyjne ze swobodnymi wysokimi tonami. Jeśli dotychczas mieliśmy do czynienia tylko z konsumenckim graniem, to w Neumannach albo się zakochamy, albo od nich odbijemy. Ja jestem w tej pierwszej grupie.

Dla Neumann NDH 30

Zalety:
+ estetyczne wzornictwo
+ solidne wykonanie
+ w pełni składana konstrukcja
+ kabel z systemem blokady
+ wysoka ergonomia
+ pojemne nauszniki
+ liniowe brzmienie o gładkim, ale rozdzielczym charakterze
+ szeroka i holograficzna scena dźwiękowa

Wady:
– plączący się kabel
– brak futerału w zestawie
– brak w wyposażeniu krótszego lub spiralnego kabla

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
hifiman

6 KOMENTARZE

  1. Ciekawe te sluchawki zwłaszcza zależy mi na scenie srednicy i pytanie które by Pan wybrał dla siebie , NDH30 czy HD600S .

    • Myślę, że wybrałbym NDH 30, bo słuchawkom Neumanna blisko do wyżej pozycjonowanych modeli. Niemniej HD 660S także się bronią, a są przy tym wyraźnie tańsze od Neumannów. Trudny wybór 🙂

      • Te słuchawki to mnie jakoś ndh30 otwarte ciągnie do nich tak o powiem ma pan porównanie np z k280 . Pisał Pan o ogromnej scenie itp to uwielbiam . Bas może być ale preferuje scene pozycjonowanie itp czy to zamówic i poswiecic czas na zabawe w kupowanie i odsyłanie warto się zabawić ?.

        • AKG K280 znam, ale już od dawna nie miałem z nimi kontaktu, więc nie odważę się porównać obu modeli. Może warto zacząć testy od HD 660S? Najpewniej łatwiej znaleźć je do odsłuchu/wypożyczyć.

  2. Witam, czy te słuchawki dobrze zgrywają się z FiIO BTR 5 czy do BTR5 w cenie do 4 tyś polecił by Pan inne słuchawki, zależy mi bardziej
    na lekkim podkolorowaniu dźwieku, nisko schodzącym basie i dużej scenie, co jest godne polecenia do tej kwoty ?

    • Neuman NDH 30 to moim zdaniem przede wszystkim słuchawki stacjonarne, bo wyposażono je jednak w 120-omowe przetworniki dynamiczne, które jak się okazało mają swoje wymagania odnośnie wzmacniaczy. Niestety nie słuchałem ich z BTR5, ale sugerowałbym łączenie ich z wydajniejszymi urządzeniami. Bardziej basowo i muzykalnie brzmią np. HiFiMAN HE-R9 (test), ale to dość specyficzne słuchawki zamknięte. Chyba lepiej więc zainteresować się modelem Meze 109 PRO (test).

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj