Bleqk Purecaster to najnowsza propozycja Oriveti – hongkońskiej marki specjalizującej się w słuchawkach dokanałowych. Model Purecaster należy do bardziej przystępnej cenowo linii, ale ma oferować wysokiej jakości brzmienie dzięki dynamicznym przetwornikom z dużymi membranami. Producent zaimplementował również system tuningu oraz dołączył modularny kabel z wtykiem 4,4 mm.

Bleqk to akronim sloganu „Basic Line Exquisite Quality Kept”, który może nie brzmi szczególnie fortunnie, ale trafnie ukazuje założenia tej linii słuchawek. Mamy więc do czynienia z budżetową serią dokanałówek, do której należą także modele Dynabird (99 dolarów amerykańskich) oraz Lowmaster (149 dolarów amerykańskich), które miał okazję przetestować Michał Mela. Tytułowe Purecaster kosztują tyle samo, co te ostatnie słuchawki, ale nie są hybrydowe – tym razem główną rolę odgrywają pojedyncze przetworniki dynamiczne z ponad 12-milimetrowymi membranami.

REKLAMA
hifiman

Mimo niewygórowanej ceny, producent wprowadził ciekawe udogodnienia. Po pierwsze, nowe słuchawki wyposażono w system tuningu realizowany za pomocą wymiennych tulejek. Co ciekawe, filtry z zestawu nie mają oficjalnych nazw sugerujących charakter brzmienia czy przeznaczenie – wiadomo jedynie, że pozwalają dostosować dźwięk do preferencji, a dokładniej „zrównoważyć lub rozjaśnić brzmienie”. Po drugie, w zestawie otrzymujemy także modularny kabel z wtyczkami w standardach 3,5 mm oraz 4,4 mm.

Jaki jest rezultat? Purecaster to solidny wstęp do świata IEM-ów i tym samym atrakcyjny wybór dla fanów dynamików. Poniżej przedstawiam moje wrażenia z kilkutygodniowych testów.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • trzy pary czarnych tipsów silikonowych (rozmiary S, M i L);
  • trzy pary białych tipsów silikonowych (rozmiary S, M i L);
  • modularny kabel 2-pin 0,78 mm > 3,5/4,4 mm (długość ok. 120 cm);
  • wymienne tulejki/filtry akustyczne (srebrne i czarne);
  • futerał.

Tipsy z zestawu różnią się prawdopodobnie wyłącznie kolorem – ich kształt jest identyczny, silikon podobnie elastyczny, a nie stwierdziłem też różnicy w średnicy wylotów. Zatem tipsy najpewniej nie sprawdzą się jako narzędzie do tuningu brzmienia, ale trudno narzekać, skoro tę funkcję pełnią wymienne tulejki. Różnią się one kolorem oraz kształtem – srebrne filtry mają metalowe sitka, a czarne zwieńczono siateczkami z dodatkowymi przegrodami.

Dobre wrażenie robi również czterożyłowy, modularny kabel 2-pin 0,78 mm z wtykami 3,5 mm oraz 4,4 mm do wyboru. Niektórzy testerzy podają, że wykonano go na bazie posrebrzonej miedzi, ale nie znalazłem takiej informacji ani na stronie producenta, ani na pudełku od słuchawek. Nie rozczarowuje także solidny, usztywniony futerał. Wyścielono go wewnątrz „welurem” oraz wyposażono w kieszonkę i elastyczną opaskę zabezpieczającą słuchawki.

Konstrukcja

Purecaster nie wyglądają szczególnie oryginalnie, ponieważ srebrne obudowy wykonane z aluminium metodą skrawania widzieliśmy już wielokrotnie. Nie sposób jednak kręcić nosem, bo słuchawki wciąż prezentują się nieźle. Jakość wykonania jest z kolei bardzo dobra: obudowy są gładkie w dotyku, starannie wykończone i poprawnie spasowane. Jedynie na fotografiach makro można dostrzec pewne niedoskonałości, niemające znaczenia na co dzień.

Gniazda 2-pin 0,78 mm nie zostały wpuszczone w obudowy, co powinno zagwarantować kompatybilność z różnymi przewodami, a nie tylko tym oryginalnym. Niedaleko nich znajdują się niewielkie otwory odpowietrzające z maskownicami, a z oznaczeń kanałów zrezygnowano – zauważymy je tylko na wtyczkach. Nie stanowi to jednak problemu, ponieważ w przypadku konstrukcji typu OTE (Over The Ear) łatwo odróżnić lewą słuchawkę od prawej.

Kabel zabezpieczono nie przezroczystą, jak zazwyczaj, lecz czarną izolacją, która paradoksalnie przyciąga wzrok, ponieważ estetycznie kontrastuje z jasnymi obudowami słuchawek. Przewód zwinięto w warkocz z czterech żył oraz wyposażono w aluminiowe wtyki i rozdzielacz z suwakiem. Show kradnie oczywiście modularny wtyk z nakrętką, do którego przewidziano wkłady 3,5 mm oraz 4,4 mm.

Ergonomia i izolacja

Obawiałem się dość krótkich tulejek, ale okazuje się, że nie sprawiają one problemów. W moim przypadku aplikowanie słuchawek nie stanowiło wyzwania, a kanały słuchowe nie były rozpierane. To zasługa optymalnie odchylonych tulejek oraz niewielkich obudów, ergonomicznie wyprofilowanych w ich okolicach. Pewne wątpliwości budzą jednak ostre krawędzie wokół gniazd 2-pin 0,78 mm, które mogą stykać się z mniejszymi małżowinami usznymi i podrażniać skórę. Warto mieć to na uwadze.

Purecaster skutecznie izolują od hałasu, choć nie należy oczekiwać pełnej ciszy. Przy odpowiednio uszczelnionych kanałach otoczenie jest wyraźnie przytłumione, a zewnętrzny hałas nie przeszkadza w odsłuchu, dzięki czemu można komfortowo korzystać ze słuchawek w różnych warunkach. Uliczny zgiełk czy stukot komunikacji miejskiej jednak przebiją się do naszych uszu. Ma to swoje plusy: słuchawki pozwalają pozostać w kontakcie z otoczeniem, a do tego nie wywołują efektu zasysania kanałów słuchowych.

Użytkowanie i funkcjonalność

Kabel właściwie nie budzi zastrzeżeń. Zastosowano elastyczne zausznice, które nie irytują małżowin usznych i pewnie się ich trzymają. Izolacja jest przyjemna w dotyku, a sam kabel dość ciężki i lejący się, dzięki czemu dobrze się układa. Pozytywnie zaskakuje również modularny wtyk – wkłady trzymają się bardzo pewnie, a nakrętka ma precyzyjny gwint i nie odkręca się przypadkowo. Warto wiedzieć, że bazuje on na czteropinowych złączach z prowadnicami, a na insertach umieszczono strzałkę ułatwiającą wymianę wtyczek.

Zmiana filtrów jest równie banalnie prosta. Tulejki zostały wyżłobione na krawędziach, dzięki czemu wygodnie się je odkręca i dokręca. Gwinty wycięto z odpowiednią precyzją i łatwo w nie trafić. Filtry nie wykręcają się podczas odsłuchów ani przy wymianie tipsów – ani razu nie zdarzyło mi się to w trakcie testów. Momentami wręcz zapominałem, że Purecaster mają wymienne filtry. Nie znaczy to jednak, że nie warto z nich korzystać – filtry wyraźnie wpływają na brzmienie i stanowią efektywne narzędzie tuningu.

Specyfikacja

  • przetworniki: dynamiczne 12,2 mm
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz
  • impedancja: 32 Ω
  • czułość: 112,4 dB
  • THD: <0,08%
  • kabel: 2-pin 0,78 mm > 3,5/4,4 mm, długość ok. 120 cm
  • masa: 7,3 g (pojedyncza słuchawka); 39,5 g (obie słuchawki z kablem, tipsami itd.)

Brzmienie

Słychać, że producent nie jest nowicjuszem – Oriveti Bleqk Purecaster zostały zestrojone konsekwentnie oraz oferują wysoki poziom jakościowy. Łatwo docenić zarówno tonalność, jak i dynamikę, rozdzielczość czy holografię. Oczywiście o hi-endowym poziomie nie ma jeszcze mowy, względem wyżej pozycjonowanych dokanałówek słychać pewne kompromisy, ale ogólne wrażenia są z pewnością pozytywne.

Dotyczy to także systemu strojenia, który faktycznie działa. Zacznijmy od fabrycznie zamontowanych czarnych filtrów, które okazują się muzykalne i uniwersalne, a następnie przejdźmy do srebrnych, oferujących bardziej zrównoważone brzmienie.

Oriveti Bleqk Purecaster – filtry czarne

Filtry czarne można określić mianem muzykalnych lub efektownych. Słuchawki w fabrycznej konfiguracji brzmią na planie litery „U”, czyli akcentują niskie i wysokie tony, a średnica jest nieco oddalona, lecz wciąż czytelna i dość zrównoważona. Nie ma też wątpliwości, że zastosowano pojedyncze przetworniki dynamiczne – Purecaster brzmią gładko, z charakterystyczną miękkością, ale wciąż satysfakcjonująco zarysowują dźwięk.

Bas dawkowany jest w rozsądnych ilościach – niskie tony nie dominują, ale nie sprawiają wrażenia odchudzonych. Słuchawki mogą pochwalić się świetnym zejściem w subbas, bo z powodzeniem reprodukują częstotliwości poniżej 60 Hz, które są oddawane czysto, swobodnie i wibrująco. Średni bas ustępuje mu nieznacznie, lecz nadal zapewnia masywny i gęsty przekaz. Najmniej do powiedzenia ma wyższy bas, niemniej kontrabas czy instrumenty perkusyjne wciąż brzmią przekonująco. Można liczyć na zróżnicowanie faktury instrumentów, ale priorytet miała muzykalność, a nie analityczność.

W średnicy mamy do czynienia z podobną sytuacją. Pasmo to jest względnie neutralne, ponieważ zachowano proporcje pomiędzy niższym a wyższym podzakresem. Nie odniosłem wrażenia ocieplenia ani ochłodzenia brzmienia – ostateczny efekt zależy więc od masteringu i synergii. Słuchawki potrafią oddać zarówno barwy instrumentów czy wokali, jak i zabrzmieć syntetycznie w gatunkach rozrywkowych. Nie ma mowy o rozmyciu, zamuleniu czy zgaszeniu dzięki stosunkowo mocnej wyższej średnicy, która odpowiada za klarowność, przyzwoitą szczegółowość i konturowość.

Wysokie tony kontynuują charakter średnicy – rozbrzmiewają klarownie, doświetlają pozostałe pasma i wspierają instrumenty operujące sopranem. Nie trzeba obawiać się roll-offu czy przyciemnienia, ale producent zachował umiar – słuchawki nie syczą i nie kłują uszu. Mamy więc do czynienia z selektywną, rozciągniętą i czystą górą pasma, co nie jest pewnikiem w IEM-ach z pojedynczymi dynamikami. Wiele jednak zależy od realizacji muzyki i synergii – wrażliwi mogą narzekać na pewny akcent w górze pasma, który daje o sobie znać w gorszym masteringu i w nieoptymalnych konfiguracjach sprzętowych. O tym jednak za chwilę.

Scena dźwiękowa nie zawodzi. W połączeniach zbalansowanych przestrzeń jest przede wszystkim elipsoidalna, czyli z naciskiem na stereofonię. Przekaz rozpościera się na boki, separacja kanałów jest wyraźna, ale scena nie kojarzy się z „naleśnikiem” – słuchawki eksponują instrumenty także w głębi i wysokości, a źródła pozorne mają swój kształt i są wzorowo odseparowane. Szczególne wrażenie robi bas – instrumenty operujące niskim zakresem sprawiają wrażenie dużych i budują fundament brzmienia.

Oriveti Bleqk Purecaster – filtry srebrne

Filtry srebrne wyraźnie wpływają na brzmienie i można określić je mianem zrównoważonych, a nawet analitycznych. Wymiana filtrów wycofuje bas oraz przybliża średnicę – niskie tony pozostają obecne, lecz stają się bardziej zwarte i punktowe, a pasmo średnie wysuwa się. Po strojeniu na planie litery „U” nie ma już śladu, niemniej wysokie tony wciąż pozostają klarowne. Co ciekawe, rozbrzmiewają swobodniej i nieznacznie łagodniej.

Filtry srebrne przenoszą brzmienie z muzykalnego na rzecz analitycznego, umożliwiają bardziej krytyczne odsłuchy i lepiej współgrają z lżejszymi brzmieniami. W niskich tonach można wychwycić więcej szczegółów, ponieważ bas nie jest już tak miękki i gładki. Pasmo średnie sprawia wrażenie twardszego, jest bardziej bezpośrednie i czytelne, a wysokie tony wzorowo doświetlają instrumenty. Znowu kiepski mastering czy zła synergia mogą spowodować sykliwość, ale w korzystnych warunkach góra pasma z pewnością nie kłuje.

Scena dźwiękowa ma podobne wymiary niezależnie od używanych filtrów, lecz z tymi srebrnymi sprawia wrażenie swobodniejszej i bardziej napowietrzonej. Zyskują na tym także instrumenty, które są od siebie wyraźniej odseparowane. Zmiana filtrów z czarnych na srebrne niejako „otwiera” scenę dźwiękową, mimo że jej rozmiar czy kształt się nie zmieniają. Jak to możliwe? Sekret tkwi w odchudzonym basie: źródła pozorne operujące niskimi tonami stają się mniejsze, nie wypełniają już zakamarków sceny. Stąd właśnie bierze się wrażenie większej przestrzeni.

Oriveti Bleqk Purecaster – filtry czarne kontra srebrne

System tuningu nie zawsze jest dobrze zrealizowany – w wielu przypadkach dodatkowe filtry jedynie potęgują wady słuchawek. Tak było choćby w FiiO FH15, które brzmiały ciepło, masywnie i gęsto, więc wzmacnianie basu i łagodzenie góry filtrami nie miało większego sensu. Często też same filtry mają subtelny wpływ na brzmienie, przez co wybiera się jedną konfigurację, a o pozostałych szybko się zapomina. Purecastery są jednak wyjątkiem – filtry faktycznie mają rację bytu.

Czarne filtry świetnie współgrają z elektroniką, rapem, muzyką popularną, a dobrze wypadają również w brzmieniach gitarowych. W tej konfiguracji słuchawki przekonują subbasem, angażują, relaksują i pozwalają odbierać muzykę całościowo. Jeśli natomiast preferujemy bardziej płaski i wyrazisty dźwięk, słuchamy spokojniejszych gatunków lub zależy nam na bardziej analitycznym odsłuchu, filtry srebrne spisują się znakomicie.

Nie jestem w stanie wyłonić faworyta. W trakcie testów żonglowałem filtrami w zależności od repertuaru, nastroju czy sprzętu – co nie zdarza się często. Na dłuższą metę zazwyczaj wybieram jedną, najkorzystniejszą konfigurację i już nie wracam do pozostałych. Tym razem było inaczej, ponieważ Purecastery traktowałem jako słuchawki 2w1.

Oriveti Bleqk Purecaster – porównania

Rozpocznijmy od FiiO FH15 – słuchawek hybrydowych z podobnego pułapu cenowego, które brzmią masywniej w midbasie, cieplej w średnicy i wyraźnie łagodniej w sopranie. Bohater powyższego testu został zestrojony klarowniej, zwiewniej i bardziej uniwersalnie, a dodatkowo można go przestroić w stronę muzykalną lub analityczną. W FH15 nie jest to możliwe, ponieważ oferują one bardziej subtelny i mało skuteczny system tuningu. W tej konfrontacji przewagę mają Purecastery, które są ponadto nieco tańsze od FH15.

Purecaster wypadają ciekawie także na tle wyżej pozycjonowanych, hybrydowych ddHiFi Surface. Również brzmią one muzykalnie, dzięki ciepłemu, gładkiemu i wręcz analogowemu strojeniu. W bezpośrednim porównaniu Purecaster brzmią albo klarowniej i nowocześniej (z filtrami czarnymi), albo bardziej neutralnie i analitycznie (z filtrami srebrnymi). Modelu Surface nie można jednak przestroić, a kabel w słuchawkach ddHiFi nie jest modularny. Jeśli preferujemy mocno ciepły, soczysty dźwięk – Surface będą górą. W innym przypadku bardziej uniwersalne Purecaster mogą wyjść na prowadzenie.

Tańsze Sennheiser IE 200 są bliżej Purecasterów z filtrami czarnymi, ponieważ również brzmią muzykalnie i angażująco, ale trochę równiej i łagodniej w sopranie. Słychać też, że w IE 200 zastosowano mniejsze przetworniki – bas nie jest tak głęboki, a zejście w subbas mniej efektowne. IE 200 nie mogą też pochwalić się szeroką sceną ze względu na mniej kontrastową separację kanałów, a prosto z pudełka nie oferują także połączenia zbalansowanego czy filtrów. Zatem Purecaster dają większe możliwości, oferują modularny kabel w zestawie i do tego można je przestrajać, ale wymagają jednak kilkaset złotych dopłaty. Uważam, że oba modele są solidne w swoich kategoriach cenowych.

Purecaster mogą śmiało rywalizować także z bezpośrednimi konkurentami od FiiO, czyli modelami serii FD, które również oferują filtry i modularne wtyczki. Mam na myśli szczególnie FiiO FD3 czy FD3 Pro, które brzmią gładko i barwnie, ale mają więcej ciepła i łagodności. Moim zdaniem Purecaster z filtrami czarnymi oferują mocniejszy subbas, brzmią klarowniej i bardziej bezpośrednio, a z filtrami srebrnymi są zdecydowanie bardziej wyrównane niż FD3 Pro. W przypadku słuchawek FiiO różnice między filtrami nie są tak wyraźne, jak w Purecasterach.

Zatem, które słuchawki są lepsze? Uważam, że zarówno FD3 Pro, jak i Purecaster to solidne dokanałówki, a wybór zależy od preferencji i potrzeb. Te drugie wymagają wprawdzie dopłaty około 100 zł (ze względu na opłaty importowe), ale w zamian oferują jakby dwie sygnatury, a nie tylko możliwość tuningu. W przypadku FiiO FD3 czy FD3 Pro korzystałem z jednej konfiguracji i niespecjalnie miałem potrzebę zmiany filtrów. Z kolei Purecastery chętnie przestrajałem, dostosowując dźwięk do sytuacji.

Oriveti Bleqk Purecaster – synergia

Słuchawki wymagają pewnej synergii, ale moje zalecenie jest właściwie standardowe dla modeli z rozciągniętą i swobodną górą pasma – warto po prostu unikać źródeł wyostrzających dźwięk. Może to zaszkodzić gorszym realizacjom, cięższym brzmieniom gitarowym czy grom wideo pełnym szklistych i elektrycznych efektów. W takich warunkach Purecaster mogą zabrzmieć nieznacznie „za gorąco” w wyższej średnicy/sopranie, co dotyczy zarówno filtrów czarnych, jak i srebrnych.

W praktyce lepiej sprawdzały się więc urządzenia przetwornikami AKM czy Burr-Brown, a mniej źródła oparte na ESS Technology. Świetnie wypadały też modele o brzmieniu zrównoważonym, ocieplonym czy analogowym. Na szczególne wspomnienie zasługuje Cayin RU9, czyli mobilny przetwornik ze wzmacniaczem lampowym, który sprzyjał Purecasterom zwłaszcza w konfiguracji z filtrami srebrnymi. Zatem zrównoważone i ciepłe źródła spisują się znakomicie, a te wyostrzone czy mocno techniczne niekoniecznie.

Purecaster nie potrzebują dużej mocy, choć są nieznacznie bardziej wymagające od armatur czy hybryd ze względu na impedancję rzędu 32 Ω. Bez obaw – słuchawki można wciąż napędzić praktycznie z każdego źródła. Będziemy mogli jednak ustawić poziom podbicia na średni, jak i swobodnie operować regulacją głośności, co nie zawsze jest możliwe w przypadku dokanałówek. Ponadto szum nie stanowi problemu, a Purecaster nie wyciągają też zakłóceń, co sprzyja zastosowaniom stacjonarnym.

Podsumowanie

Na papierze Bleqk Purecaster nie zrobiły na mnie specjalnego wrażenia – ot, kolejne słuchawki dokanałowe z pojedynczymi przetwornikami dynamicznymi, zamkniętymi w aluminiowych obudowach CNC. Okazało się jednak, że Purecaster oferują wysoką ergonomię, przyzwoite tłumienie i solidny kabel modularny. Co więcej, filtry nie służą jedynie do kosmetycznego tuningu, lecz faktycznie przestrajają brzmienie – do wyboru mamy konfigurację muzykalną lub analityczną. W obu przypadkach można liczyć na niezłą rozdzielczość dźwięku, dobrą dynamikę i satysfakcjonującą scenę dźwiękową.

Do czego można się przyczepić? Szkoda, że obudowy są kanciaste przy gniazdach 2-pin 0,78 mm – ostre krawędzie mogą powodować dyskomfort u osób z mniejszymi małżowinami usznymi. Fakturowość i szczegółowość dźwięku nie są jeszcze topowe, zwłaszcza z filtrami czarnymi. Słuchawki wymagają też pewnej synergii – lekki akcent w sopranie potrafi dać o sobie znać w niekorzystnych konfiguracjach.

Oriveti Bleqk Purecaster kosztują 149 dolarów amerykańskich. W zamian otrzymujemy estetyczne, solidne, wygodne i bardzo dobre brzmiące słuchawki. Dzięki filtrom mamy do wyboru dwie konfiguracje – muzykalną i bardziej analityczną. Uważam, że relacja jakości do ceny jest korzystna, a Purecaster mogą śmiało konkurować z przeróżnymi słuchawkami, w tym FiiO FD3 Pro. Uważam, że miłośnicy brzmienia dynamików będą zadowoleni, a i fani słuchawek armaturowych czy hybrydowych powinni je docenić. Wszak Purecaster oferują zarówno niezłe zejście w subbas, jak i dość zarysowane oraz klarowne górne rejestry.

Dla Oriveti Purecaster

Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ solidne wykonanie
+ wysoka ergonomia
+ niezłe tłumienie
+ elastyczny i modularny kabel
+ skuteczne filtry akustyczne
+ łatwe w napędzeniu i odporne na szum
+ muzykalne i efektowne brzmienie (filtry czarne)
+ zrównoważony i analityczny dźwięk (filtry srebrne)
+ dość szeroka, elipsoidalna scena dźwiękowa

Wady:
– ostre kanty przy gniazdach 2-pin
– wymagają pewnej synergii

Sprzęt dostarczył:

logo

REKLAMA
fiio

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj