Odsłuch



Obie pary słuchawek były testowane na dwóch zestawach sprzętu:
– wersja mobilna: Samsung Wave + FiiO E6, o charakterystyce lekko ocieplonej, EQ flat,
– wersja stacjonarna: Laptop + Creative X-Fi X-Mod USB, o zimnej charakterystyce, EQ flat, X-Fi Crystalizer on/off,

wp10 hp200

HP200

Niezależnie od źródła od razu da się zauważyć dominację środkowego i górnego pasma, z czego to drugie jest ostre, suche i precyzyjne – talerze nigdzie nie rozlewają się bez potrzeby. Środek jest czysty i analityczny, a w połączeniu z zaskakująco szeroką i lekko wycofaną sceną otrzymujemy świetnie rozmieszczone poszczególne instrumenty, które wzajemnie sobie nie przeszkadzają, ani się nie zagłuszają, co zapewnia dobrą separację. Przyjemnie brzmią gitary, a w spokojniejszych utworach można wyraźnie wsłuchać się w pojedyncze szarpnięcia gitarzysty. Zastrzeżeń nie można mieć także co do wokalu, gdzie każde słowo słychać dokładnie i wyraźnie.

W parze z szeroko grającą sceną nie idzie niestety jej głębia – całość jest mocno rozciągnięta na boki, a wszystkie instrumenty grają w jednej linii. Drugą bolączką HP200 jest słabo wyeksponowane dolne pasmo, z którego brakuje napływu bardziej soczystego brzmienia. Co gorsza, jakiekolwiek próby korekty za pomocą equalizera kończyły się niepowodzeniem, ponieważ nie było z czego wyciągnąć lepiej brzmiącego basu. Winnym takiego stanu rzeczy mogą nie być do końca same słuchawki i ich charakterystyka brzmienia, a charakterystyka sprzętu użytego do ich testowania – ocieplonego i zimnego. Słuchawki najlepiej sprawdzały się przy spokojnych utworach.

WP10

W tych słuchawkach dźwięk jest bardziej ochłodzony niż ten w HP200, ale przy tym górne pasmo stało się bardziej miękkie i łagodniejsze. Wysokie tony już nie kują w uszy aż tak bardzo, ale z wyczuciem rozlewają się po scenie. Ostrzej gra za to cały środek – bardziej dominujący i wyrazisty (czasem aż za bardzo, co męczy w bardziej dynamicznych utworach). Śpiew wokalisty jest wyraźnie słyszalny, nawet gdy jest to szept, który wcześniej nie do końca można było zrozumieć na innych słuchawkach.

Najsłabszym punktem ponownie zostaje symboliczny i nieśmiały bas. Wyraźnie brakuje niższego zejścia i pomruku, a wysoki bas jest mocno kontrolowany i sprawia wrażenie punktowego. W WP10 w stosunku do HP200 poprawiła się scena, a konkretnie jej głębia – nie jest to już granie w jednej linii. Dzięki temu instrumenty są świetnie odseparowane i można bardzo analitycznie podejść do słuchania danego utworu.

A jak grają WP10 w wersji unplugged? Osoby nieprzekonane do słuchania muzyki na sprzęcie bezprzewodowym mogą się bardzo zaskoczyć. Od razu widać ogromny skok jakościowy w porównaniu do standardu Bluetooth, który nie ma startu do Radiówki wykorzystanej w testowanych Soundmagikach. Ponieważ nadajnik w pewnym stopniu służy też jako karta dźwiękowa, charakterystyka brzmienia słuchawek nieco się zmieniła w porównaniu do grania „przez kabel”: lekko ocieplił się środek, całość złagodniała i uspokoiła się. Także górne pasmo stało się lżejsze i bardziej delikatne. Przede wszystkim jednak przybyło niskich tonów, wcześniej mocno ukrytych. Bas jest i to wyrazisty, ale przy tym delikatny i nienachalny. Scena stała się trochę węższa i straciła lekko na głębi, lecz wciąż jest odrobinę lepsza niż ta w HP200 – do separacja instrumentów nie można mieć zastrzeżeń. WP10 lepiej sprawdzają się w utworach spokojniejszych.

Z powyższego opisu mogłoby się wydawać, że zastosowana technologia jest idealna, ale niestety tak nie jest. Ponieważ nie miałem możliwości sprawdzenia słuchawek „w dziczy”, ale w mieście i miejscach ze sporą ilością sieci Wi-Fi, zauważyłem, że czasami zakłócają one muzykę i wtedy dźwięk zaczyna się lekko przycinać. W mieszkaniu traciłem zasięg już po oddaleniu się od nadajnika o ponad 10 metrów. Słuchawki w tej konfiguracji najlepiej radzą sobie z utworami o mocniejszej charakterystyce.

REKLAMA
hifiman

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here