Konstrukcja i stylistyka



Brainwavz HM5 to słuchawki zamknięte o konstrukcji wokółusznej. Ich kopułki mają eliptyczny kształt, są lekkie, plastikowe, wykończone matowo i dodatkowo ogumowane. W dolnej części posiadają oznaczenie modelu, w centralnej aluminiową, szczotkowaną przykrywkę w kolorze grafitowym, która eksponuje srebrne logo producenta.

Nauszniki kopułek, jak już wspomniałem, są rewelacyjne – oprócz ładnych szwów i ciekawego kształtu, są głębokie, a w środku zabezpieczają przetwornik aksamitnym materiałem. Wpięte są w pałąk za pomocą dużych widełek, również matowych i gumowanych. Widełki suwają się na metalowym rdzeniu pałąka, który oferuje dużą regulację wraz ze skalą. Poszczególne elementy słuchawek łączone są śrubami, a opaskę pałąka wykonano z dwóch materiałów – górną część ze sztucznej skóry wypełnionej gąbką, a miejsce styku z głową materiałem o strukturze gęstej siatki, również wypełnionym gąbką.

hm5

Wykonanie jest bardzo dobre – plastiki wydają się być kruche, ale tak naprawdę są solidne i elastyczne. Wtyki przewodów trzymają się pewnie, bez luzów, a ich odpinanie i wpinanie nie jest problematyczne.

Stylistyka HM5 jest nowoczesna i niezwykle przyciąga wzrok. Matowa, gumowana czerń wraz z aluminium i kolorowymi akcentami tworzą niezwykle świeży efekt – jest estetycznie, nowocześnie i elegancko.

Ergonomia i specyfikacja



Nacisk pałąka jest duży: miękkie pady minimalizują ucisk głowy, a sam pałąk z czasem się wyrabia – posiadacze dużych szczęk i głów powinni je jednak przed zakupem przetestować. Początkowo trudno o HM5 zapomnieć, a nawet wytrzymać dłuższy czas, ale stopniowo robi się jednak coraz wygodniej. Pałąk jest metalowy, można go więc również powyginać.

Kopułki słuchawek poruszają się delikatnie wokół osi, a swobodnie w pionie, co w połączeniu z miękkością padów pozwala na bezproblemowe dostosowanie ich do płaszczyzny głowy. Wielkim plusem są głębokie nauszniki, które nie stykają się z małżowiną. Wykonane są z przyjemnego materiału, po dłuższych odsłuchach jednak należy spodziewać się spoconej skóry, co jest nieodzowne dla tego typu materiału. Regulacja pałąka z pewnością zmieści każdą głowę – moja, średnich rozmiarów, wymaga rozsunięcia go na trzeci z dziewięciostopniowej skali.

Dzięki padom i silnemu naciskowi słuchawki wzorowo tłumią, co stanowi ważną cechę słuchawek monitorowych.

Testowane słuchawki to:

REKLAMA
hifiman

  • przetworniki 42 mm,
  • impedancja 64 Ohm,
  • pasmo przenoszenia 10 Hz – 26,5 kHz,
  • skuteczność 105 dB,
  • pobór mocy 100 mW.

Uwagę zwraca nie najniższa impedancja, niestandardowy rozmiar przetworników oraz duże pasmo przenoszenia, które raczej nie zadowoli ludzkiego ucha szerokim spektrum słyszalnych częstotliwości, ale pewnie zagwarantuje mniejsze zniekształcenia w obszarze słyszalnym (20 Hz – 20 kHz, oczywiście tylko u ludzi młodych lub szczęśliwców). Skuteczność jest na dobrym poziomie – z napędzeniem nie powinno być problemu.

Brzmienie



Słuchawki testowałem stacjonarnie, używając ODAC-a jako źródła, które było wzmacniane przez O2 (również w ustawieniu 1x, bez wzmocnienia) lub FiiO E12 (w obu ustawieniach gainu, 0 i 16), połączone interkonektem Forza AudioWorks z serii Copper.

Słuchawki zostały wygrzane przed odsłuchem, jednak nie zaobserwowałem zmian brzmienia. Materiałem testowym była muzyka wielu gatunków – począwszy od jazzu, aż po ciężki metal, w formatach stratnych i bezstratnych. Do bezpośredniego porównania użyłem Sennheiserów HD 25-1 II, również monitorowych oraz testowanych niedawno Beyerdynamic DT660.

Najkrótszym i najbardziej trafnym opisem brzmienia jest określenie HM5 jako słuchawek monitorowych, studyjnych o muzykalnym i rozrywkowym brzmieniu. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, wiele w tym prawdy, ale o tym za chwilę.

Słuchawki wydają się być zbalansowane, chociaż ich sygnatura może być przesunięta w cieplejszą stronę, z lekko uwydatnioną niższą średnicą. Pod względem światła słuchawki są neutralne – ani ciemne, ani jasne, chociaż ich prezentację można opisać enigmatycznym określeniem „czarne tło”.

Brainwavz HM5 bardzo dobrze przekazują pracę niskich tonów, robią to jednak w specyficzny sposób. Bas ma bardzo niskie zejście, ale zawsze przedstawia go w sposób adekwatny – zarówno gitara basowa, elektroniczne sample lub kontrabasy wybrzmiewają z charakterystyczną manierą. Niskie tony potrafią mieć punktowy, średnicowy charakter, ale i elektroniczny, masywny („tłusty”) bas im nie straszny. Ten pierwszy jest szybki i lekki, drugi zachwyca siłą i wibracją. Niemniej bas zawsze wydaje się być tłem, jest jakby delikatnie wycofany, nigdy nie gra pierwszych skrzypiec, a jego struktura nie jest przekazywana bezpośrednio – w jego szczegóły trzeba się wsłuchać. Inne instrumenty wydają się być eksponowane na basie, który mimo że dość mocny, to stanowi podstawę dla innych instrumentów i wokalistów.

Średnica jest kształtna i równa – instrumenty dęte wybrzmiewają głęboko i naturalnie, męskie i damskie wokale są czytelne, mocne i dociążone (damskie może trochę za bardzo). Instrumenty perkusyjne są dynamiczne, szczegółowe i szybkie. Soprany urzekają ilością szczegółów i swobodą, nie gubią się, nie syczą, a do tego wybrzmiewają jak powinny. Ich prezentacja nie spodoba się jednak fanom ostrości i hiperczytelności – w konfrontacji z np. Beyerami T70p można je raczej określić mianem miękkich.

Stereofonię, kreację sceny i separację instrumentów określiłbym jako ściśle monitorowe. Scena dźwiękowa jest skonkretyzowana – jej szerokość i głębokość dostosowana analizie muzyki – nie ma mowy o rozrzuceniu dźwięków chaotycznie w jej zakamarkach. Instrumenty są dobrze odseparowane, przestrzeń pomiędzy nimi napowietrzona, jednak w typowo studyjny, bliski i analityczny sposób. Podziwianie efektów stereofonicznych sprawia wiele satysfakcji, a sam przekaz jest niezwykle precyzyjny – w dobrych nagraniach można wręcz rozrysować ustawienie tomów perkusyjnych. Cała scena wydaje się być jednak delikatnie cofnięta, tj. odsunięta w tylne rejony głowy i za głowę – brakuje nieco dźwięków z przodu. Dla mnie taka ekspozycja jest akceptowalna, ale niektórzy mogą mieć wrażenie przebywania tyłem do muzyków.

Brainwavz HM5 przekazują masę szczegółów, nie jest to jednak prezentacja natarczywa, rzucona słuchaczowi bezpośrednio w twarz. Szczegóły są szczegółami – nie grają pierwszych skrzypiec, ale wyłapywanie detali to sama przyjemność. Słuchawki są bardzo czułe na jakość źródła i muzyki, radzą sobie w każdym gatunku. Da się słuchać gorzej zrealizowanych nagrań, choć słuchawki wytykają wtedy ich wady: szumy mikrofonów, pomyłki wokalistów lub zniekształcenia aparatury rejestrującej da się wyłapać, ale z pewnością nie przykryją przyjemności ze słuchania muzyki, nie będą pierwszoplanowe. Dlatego też HM5 świetnie łączą charakter rozrywkowy ze studyjnym i mogą być typowymi słuchawkami codziennego użytku, ale również narzędziem do pracy z muzyką.

Ogólna prezentacja słuchawek nie jest jednak do końca przejrzysta – ich brzmienie wydaje się delikatnie zabrudzone, „analogowe” – fani jaśniejszego przekazu nazwaliby je mulącymi. Dodatkowo HM5 aż proszą się o głośne słuchanie, bo mimo niezłej skuteczności najlepsza czytelność i swoboda brzmienia osiągana jest po konkretnym rozkręceniu gałki głośności. Ściszone wydają się być przygaszone, usztywnione i zbite. Trzeba uważać na uszy, bo – mimo analitycznego charakteru – nie męczą.

W porównaniu do również określanych jako monitory Sennheiserów HD 25-1 HM5 brzmią pełniej w paśmie średnicy, lepiej przekazują przestrzeń utworów i są bardziej szczegółowe. Sennheisery nie mają tak adekwatnego basu, który jest dodatkowo lekko podkreślony, podpompowany. Soprany w HD25-1 są również gorzej przekazane: ostrzejsze, potrafią zasyczeć w newralgicznych momentach.

DT660 mają podobną sygnaturę, brzmią jednak jaśniej i lżej, nie mają takiej dynamiki niskich tonów, a ich scena jest bardziej rozrywkowa – szersza i głębsza, przekazująca brzmienie nastawione na przyjemność z odsłuchów, a nie analizę (choć również są bardzo szczegółowe). Trudno zdecydować, który model jest uniwersalnie najlepszy.

REKLAMA
mp3store

1 KOMENTARZ

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here