The Fragrant Zither to młoda chińska firma, która w 2016 roku zdobyła rozgłos dzięki swoim słuchawkom dokanałowym z linii Series. Aktualnie rodzina ta obejmuje modele 1, 3 oraz 5, które ostatnio zyskały wzbogacone o wersje z dopiskiem “S” na końcu. W nasze ręce trafił najwyższy model starszej generacji tj. Series 5, którego cena kształtuje się w przedziale 70-80 dolarów.

Ze względu na fakt, że S5 występuje w dwóch odmianach, które wizualnie różnią się tylko przewodem, postanowiliśmy je ze sobą zestawić, co było możliwe dzięki pomocy jednego z użytkowników forum MP3Store.

 

Wyposażenie



TFZ Series 5 są pakowane w przyjemny dla oka czarny karton z nadrukowanym srebrnymi literami oznaczeniem modelu oraz logo firmy. W środku znajduje się plastikowa wkładka, w którą wpasowano słuchawki wraz z wyposażeniem w postaci:

  • trzech par silikonowych pojedynczych nakładek w rozmiarach S, M oraz L,
  • pary podwójnych silikonowych tipsów,
  • pary pianek Comply z serii T,
  • prowadnic do kabla,
  • klipsu do ubrania,
  • skóropodobnego woreczka transportowego,
  • instrukcji obsługi, gwarancji oraz ulotek reklamowych.
REKLAMA
ania

 

zdjecie
zdjecie
zdjecie

 

Nie jest tego dużo, ale w większości przypadków takie wyposażenie okaże się zupełnie wystarczające. Nakładki są dobrej jakości, a prowadnice solidnie trzymają przewód. Jedynie zastosowanie woreczka zamiast sztywnego etui wydaje się dość dziwnym pomysłem, w końcu to nie słuchawki za 20 dolarów i lepsze zabezpieczenie (twarde etui) powinno być dodawane w standardzie.

 

Wykonanie i ergonomia



Kopułki wykonano z dwóch części czarnego tworzywa sztucznego. Zewnętrzna część jest połyskliwa, z charakterystycznym wypukłym kręgiem, który odzwierciedla ukryty w środku przetwornik o średnicy 12,5 mm. Wewnętrzna część została ogumowana , a dzięki temu bardziej przyjemna w dotyku, zwłaszcza w chłodniejsze dni. Od strony ucha widać też otwór bass-reflex, a na krawędziach bocznych napisy: przy lewej słuchawce adres strony producenta, a w przypadku prawej oznaczenie modelu.

 

zdjecie
zdjecie

 

Kształt obudowy został wyprofilowany w dość ergonomiczny sposób, co dotyczy też płynnego przejścia pomiędzy korpusem, a tulejką. Ze względu na dość pękaty kształt, słuchawki nie każdemu będą jednak dobrze leżeć w uchu – w moim przypadku dawały wrażenie lekkiego ugniatania małżowiny. Oczywiście fizjonomia jest rzeczą indywidualną, ale osobiście stale czułem obecność Series 5, co na dłuższą metę robiło się męczące. Za plus należy uznać za to dobre uszczelnienie kanału, co pozytywnie wpływa na izolację – pod tym względem TFZ wybijają się nieco ponad średnią. Pewne wątpliwości mogą budzić odgiętki przy kopułkach – nieco za sztywne, co naraża słuchawki na uszkodzenie.

 

zdjecie

 

Zastosowany przewód to zdecydowana przewaga nowszej rewizji. Zwykły kabel z gumową izolacją zastąpiono wytrzymalszą skrętką, która ani nie ma tendencji do przesadnego plątania się, ani nie jest sztywna. Taka konstrukcja zmniejsza również efekt mikrofonowy, niwelowany dodatkowo przez noszenie kabla za uszami (over the ear), co jest zresztą wręcz wymuszone przez samą konstrukcję słuchawek.

Na szczęście prócz przewodu wymieniono również wtyk jack. Ten nowy jest cienki, z kątową wtyczką, długą i elastyczną odgiętką i zajął on miejsce grubej prostej wtyczki, w której ochrona kabla przed złamaniem była symboliczna.

 

zdjecie

 

REKLAMA
pajacyk

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here