RHA Audio to znana na polskim rynku marka rodem z Wielkiej Brytanii, trudniąca się produkcją słuchawek oraz akcesoriów do nich. W nasze ręce trafił jeden z ich bezprzewodowych modeli dokanałowych, a mianowicie MA650 Wireless, wyceniony w oficjalnym sklepie producenta na 450 złotych.

Wyposażenie


Słuchawki otrzymujemy zapakowane w dość duże, jak na tego typu produkt, pudełko. Na magnetycznej białej obwolucie znajdziemy grafiki prezentujące produkt wraz z wyposażeniem oraz opis funkcji. Po otworzeniu wieczka ujrzymy przezroczystą wkładkę dodatkowo chroniącą MA650 Wireless, którą przed pierwszym zdjęciem należy odciąć od kartonu. Pod nią widzimy słuchawki ułożone w usztywniającej piance, po zdjęciu której umieszczono akcesoria, tj.:
• cztery pary pojedynczych nakładek silikonowych w rozmiarach S (dwie pary), M oraz L,
• dwie pary podwójnych silikonów w rozmiarach M oraz L,
• jedną parę piankowych nakładek Comply Ts-400 w rozmiarze M,
• kabelek USB-C do ładowania słuchawek,
• woreczek ochronny,
• instrukcję obsługi.

REKLAMA
fiio

O ile większość wyposażenia jest dobrej jakości, a zestaw nakładek naprawdę bogaty, to dziwi materiałowy woreczek. Jest on co prawda przyjemny w dotyku, ale posiada bardzo duże oczka, więc o ochronie przed choćby kurzem można zapomnieć, a i klucz w kieszeni może się między nie zaplątać. Zdecydowanie postawiono tu na efekt wizualny zamiast na praktyczność, co w słuchawkach przeznaczonych typowo do aktywności fizycznej nie powinno się raczej zdarzać.

Wykonanie


Kopułki są wykonane z aluminium i prezentują się całkiem schludnie. Moje obawy budziło ostre połączenie tulejki z komorą przetwornika, ale w trakcie użytkowania zostały one całkowicie rozwiane – nieduża obudowa pozwala na wygodne ułożenie słuchawek w uszach i “siedzą” one na tyle stabilnie, że nawet przy wzmożonej aktywności nie trzeba ich poprawiać. Gdy przyjrzymy się kopułkom bliżej, znajdziemy w nich dwa otwory odpowiadające za niwelację efektu klikania membrany przy aplikacji słuchawek oraz poprawę niskich tonów. Prawdopodobnie to również dzięki nim MA650 Wireless spełniają tylko standard IPX4, a więc są odporne na zapocenia, ale podczas deszczu lepiej ich jednak nie nosić.

Jedyne ozdobniki w MA650 Wireless to oznaczenie RHA na pleckach słuchawek. Pod nimi są ukryte mocne magnesy, pozwalające na spięcie kopułek ze sobą, gdy kończymy słuchać muzyki, a jeszcze nie odkładamy słuchawek na bok. Ogranicza to ich swobodę w poruszaniu się na boki i szansę na zgubienie słuchawek.

Kable są wyprowadzone przez dość krótkie, ale solidnie wyglądające odgiętki, po których wewnętrznej stronie umieszczono oznaczenie kanału. To ostatnie nie jest specjalnie potrzebne, bo na odcinku biegnącym od prawej obudowy znajdziemy pilot sterowania z mikrofonem i kontrolą głośności, wystarczy więc zapamiętać jego położenie.

Rzadziej spotykanym elementem w słuchawkach Bluetooth jest chomąto, jakie łączy obie strony słuchawek i skrywa niezbędną elektronikę. Jest ono wykonane z przyjemnego w dotyku tworzywa sztucznego, które mimo gumowatej i matowej powierzchni, nie zbiera szybko śladów palców, co bywa udręką przy tego typu materiałach. Po jego prawej stronie znajdziemy włącznik oraz gniazdo USB-C do ładowania akumulatorka. Niestety gniazdo to nie ma żadnej zaślepki, więc jest narażone na zbieranie pyłu i wilgoci, szczególnie jeśli trenujemy wśród natury, a nie na sali gimnastycznej. Całość jednak jest zaskakująco wygodna i stabilna – łatwiej mi było zapomnieć o tym elemencie niż o kawałku kabla obijającym się o szyję, który można najczęściej spotkać.

Pod względem obsługi MA650 Wireless nie sprawiają kłopotów. Parowanie odbywa się szybko, zasięg na otwartej przestrzeni sięga 10 metrów bez zrywania sygnału, a kodek aptX zapewnia wysoką przepustowość, pozwalającą na odsłuch muzyki w przyzwoitej jakości. Nie udało mi się jedynie wykorzystać modułu NFC, który został zintegrowany ze słuchawkami, ale równie dobrze może to być wina mojego telefonu. Dla większości osób jest to jednak zbędny dodatek, więc nie stanowi to większego problemu.

Bardziej może za to brakować aktywnej redukcji szumów, która jest coraz popularniejsza i chętnie wykorzystywana, jednak i bez niej tłumienie odgłosów otoczenia stoi na dobrym poziomie, a to dzięki konstrukcji pozwalającej na wygodną aplikację w uchu.

Czas pracy na jednym ładowaniu RHA deklaruje na 12 godzin. W trakcie testów wytrzymywały o godzinę krócej, ale to ciągle bardzo dobry wynik. Producent umożliwił sprawdzanie stanu baterii poprzez komunikaty głosowe, nie są one jednak nadzwyczaj dokładne, gdyż do czasu aż bateria nie spadnie nam poniżej 80% dostajemy komunikat, że jest w pełni naładowana. Zawsze jednak jest to jakaś forma komunikacji pozwalająca na ocenienie czy możemy wyjść ze słuchawkami od razu, czy jednak najpierw powinniśmy je podładować.

Brzmienie


Źródła wykorzystywane podczas testów: Dell Latitude E5410, HiBy R3, Samsung Galaxy S7, Shanling M0, xDuoo X3 II.

Bas jest podkreślony, ale nie przesadnie. Jego ilość jest odpowiednia do tego, by pobudzić słuchacza, ale nie dominuje nad całą muzyką. Na pewno może się podobać charakter basu – szybki, sprężysty, dobrze nasycony, ale nie wybrzmiewający zbyt długo. Główny akcent jest położony w środkowej części niskich tonów, co dodaje niezbędną dawkę energii podczas ruchu, by następnie płynnie opaść i przejść w średnicę, bez jej przyciemniania. Dół posiada jednak pewną wadę: słuchawkom brakuje odpowiednio głębokiego zejścia, by bas był kompletny. Oczywiście usłyszymy dźwięki dochodzące z najniższych partii, ale słychać spadek, który powoduje, że sub-bas wyraźnie chowa się w tle za jego wyższymi składowymi.

Tony średnie są rozjaśnione i trochę cofnięte, ale pozbawione niepotrzebnej nerwowości. Instrumenty brzmią żywo, z dużą ilością informacji, choć momentami trochę za szybko się wygaszają, nie przekazując pełni emocji, szczególnie przy wolnych utworach z żywymi instrumentami. Inaczej wygląda sprawa przy szybkich syntetycznych brzmieniach, gdzie taka prezentacja sprawia wrażenie pełnej wigoru, zachęcając do wybijania rytmu. Biorąc pod uwagę przeznaczenie MA650 Wireless, takie strojenie ma dużo sensu, gdyż w połączeniu z basem daje zachętę do ruchu.

Wokale prezentują się różnie, w zależności od tonacji. Głębokie, niżej schodzące głosy mają przyjemnie ciepłą nutę, znajdują się blisko instrumentów, ale jednocześnie dają poczucie pewnej intymności, co poprawia ich odbiór. Natomiast im bardziej tonacja przesuwa się w górę, tym mocniej śpiew wysuwa się do przodu, by przy wysoko wchodzących wokalach kobiecych stać się ofensywnym i rzuconym w twarz słuchacza, co może być na dłuższą metę męczące, zwłaszcza że słuchawki nie ratują nas przed sybilantami – szeleszczenie przy słabszych wykonawcach lub realizacjach jest zauważalne.

Tony wysokie zaczynają się mocno, nawet nieco agresywnie, ale dość szybko się wygładzają. Mamy więc sporo blasku i wyraźnie pokreślone soprany, ale zostały one podbite w ten sposób, by nie męczyć. Talerze perkusji czy skrzypce są wyraziste, jednak nieprzesadzone, dzięki czemu wypadają dość naturalnie, bez zapiaszczenia. Osoby wrażliwe na ten zakres mogą skorzystać z pianek Comply znajdujących się w zestawie, które ocieplą dźwięk i ograniczoną nieco górę.

Scena, jak na tego typu dokanałówki, jest całkiem dobrze rozbudowana na boki. Chociaż pierwszy plan wyraźnie dominuje nad pozostałymi, to dalsze warstwy muzyki są ciągle dostrzegalne, a umieszczone na nich instrumenty się nie rozmywają, dzięki czemu pozycjonowanie muzyków nie przysparza wielkich trudności. Warto jednak zwrócić uwagę na problemy z przekazaniem głębi – całość jest umieszczona praktycznie na jednej płaszczyźnie rozchodzącej się na lewą i prawą stronę głowy, a ciężko dostrzec coś przed nami lub za nami.

Szczegółowość stoi na przyzwoitym poziomie, a w jej osiągnięciu pomaga zarówno szybka praca przetwornika, jak i samo strojenie, podkreślające wysoką średnicę oraz soprany. Choć wiele mikro-detali może nam wśród tego wesołego grania umknąć, to nie ma się poczucia tracenia jakichkolwiek istotnych informacji.

Całościowo RHA MA650 Wireless przypominają mi niedawno testowane Blitzwolf BW-ANC1. Podobna charakterystyka brzmieniowa z podbitym, ale nieprzesadzonym basem oraz mocnym przełomem średnicy oraz sopranów może wskazywać na produkt RHA jako rozwinięcie BW-ANC1. Większa scena oraz przejrzystość, a także dłuższy czas pracy na jednym ładowaniu to niewątpliwe atuty MA650. Niestety, brakuje w nich technologii aktywnej redukcji szumu, co stanowi wadę w porównaniu z Blitzwolfami.

MA650 Wireless mogą się również kojarzyć z 1More iBFree, gdzie również mamy początkowo dość ofensywne tony średnie w ich wyższym zakresie oraz ciekawą scenę, jednak z czasem 1More’y zaczynają się wygładzać, co doprowadza do uspokojenia sybilantów, a ich charakterystyka staje się trochę równiejsza niż w RHA. Dodatkowo iBFree nie są w stanie osiągnąć takiego poziomu detaliczności, celując w bardziej miękki przekaz.

Przez cały czas pisania recenzji nie mogłem uciec od wrażenia, że MA650 Wireless to uboższa dźwiękowo, ale bezprzewodowa wersja Master&Dynamic ME05. Pod względem ogólnego brzmienia obie te pary łączy niemal wszystko. Co prawda ME05 oferują pełniejszy bas i wyższą kulturę grania, dzięki czemu nie ma wrażenia agresywności, jak w RHA, ale i tak MA650 Wireless można określić jako bluetoothowe ME05.

Podsumowanie

RHA MA650 Wireless to interesujący model słuchawek bezprzewodowych. Oferuje bardzo dobre wykonanie, długi czas pracy oraz wysoką ergonomię, jakże ważną w trakcie wysiłku fizycznego, do którego są one głównie przeznaczone. Brzmienie stoi na wysokim poziomie, jednak nie jest uniwersalne, więc przed wyborem MA650 Wireless warto sprawdzić, czy faktycznie takiego dźwięku szukamy. Jeśli interesuje nas rozrywkowe brzmienie z mocniejszymi wyższymi częstotliwościami, może okazać się to udany zakup.


Zalety:
+ rozrywkowe brzmienie o pobudzającym charakterze,
+ bogata scena z dobrą holografią,
+ wysoka jakość wykonania,
+ dobra ergonomia,
+ długi czas pracy na jednym ładowaniu.

Wady:
– podbita wyższa średnica i początek sopranów mogą być zbyt agresywne,
– słyszalny spadek w niższych partiach basu,
– w chłodniejsze dni, ze względu na aluminiowe kopułki aplikacja słuchawek może być początkowo nieprzyjemna,
– ochronny woreczek z zestawu ma małe szanse by faktycznie przed czymś ochronić słuchawki.

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
campfire

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here