Sennheiser Momentum 5 przypominają poprzednika, ale przynoszą szereg zmian pod maską. Model piątej generacji wspiera bezstratny kodek aptX Lossless, oferuje technologię Dolby Atmos ze śledzeniem ruchów głowy oraz ulepszone ANC, które powinno skuteczniej redukować średnie częstotliwości. Nowości czekają nas także w aplikacji mobilnej.
Nie zawiodłem się na Momentum 4 – doceniłem słuchawki za minimalistyczne wzornictwo, wysoką ergonomię i przede wszystkim muzykalne, ale dość zrównoważone i przejrzyste brzmienie. W mojej ocenie grały one klarowniej od ocieplonego i łagodnego konkurenta, czyli Sony WH-1000XM5. Nie mam jednak wątpliwości, że aktywna redukcja hałasu w niemieckich słuchawkach nie była tak dobra, jak ta w japońskich – Momentum 4 przepuszczały więcej niskich i średnich częstotliwości od WH-1000XM5, za co były głównie krytykowane.
Wszystko wskazuje na to, że Sennheiser odrobił pracę domową, bo Momentum 5 mają oferować trzykrotnie skuteczniejsze ANC. Producent nie pożałował także kodeka aptX Lossless czy technologii Dolby Atmos ze śledzeniem ruchów głowy – funkcji nieobecnych w Momentum 4. Rozbudowano ponadto system mikrofonów oraz ułatwiono wymianę akumulatora, który ma być wkrótce oferowany w sprzedaży, co pozwoli wydłużyć żywotność słuchawek. Udoskonaleń doczekał się również korektor dźwięku w aplikacji mobilnej.
Problem w tym, że „czwórki” można aktualnie kupić za około 700 zł, a „piątki” wymagają wydatku rzędu 1700 zł. Czy warto dopłacać 1000 zł za lepsze ANC i kodek aptX Lossless? Interesowało mnie także, jak Momentum 5 wypadają na tle HDB 630 – audiofilskich słuchawek Sennheisera wycenionych na niebagatelne 2150 zł. Najnowsze Momentumy wydają się podważać ich sens, ponieważ w przeciwieństwie do HDB 630 obsługują bezstratną transmisję dźwięku.
Dużo pytań, czas na odpowiedzi.
Wyposażenie
Zestaw zawiera:
- kabel USB-C > USB-C (długość 117 cm);
- kabel 2,5 mm > 3,5 mm (długość 125 cm);
- futerał;
- instrukcję obsługi i dokumentację.
Wyposażenie jest standardowe i tym samym skromniejsze niż w przypadku HDB 630, które są dostarczane dodatkowo z przejściówką samolotową oraz zaawansowanym nadajnikiem Bluetooth na USB-C, czyli BTD 700. Szkoda, że nie ma go w zestawie Momentum 5, ale z czegoś wynika niższa cena nowego modelu. W razie potrzeby nadajnik można dokupić (ok. 200 zł).


Producent udoskonalił jednak futerał. Nowe akcesorium jest cieńsze od tego z Momentum 4 czy HDB 630, a dzięki wgłębionemu spodowi wygodniej się go przenosi. Zatem w kwestii akcesoriów nie ma rewolucji, ale nowy futerał to pewien krok naprzód.
Konstrukcja i jakość wykonania
To samo dotyczy budowy i jakości wykonania, ponieważ wykorzystano (niemal) identyczny projekt, jak w Momentum 4. Tym razem wzornictwo jest jednak bardziej finezyjne – pałąk ozdobiono większymi logo, a gdzieniegdzie pojawiły się dodatkowe nadruki. Wciąż mamy do czynienia z minimalistycznymi słuchawkami, ale już mniej ascetycznymi od poprzednika. Mnie bardziej podobały się skromniejsze „czwórki”, jednak producent chciał zapewne mocniej odróżnić od siebie topową serię Momentum od budżetowej Accentum.

Na prawej muszli ponownie znajduje się obszerny panel dotykowy, który zastąpił większość przycisków z wyjątkiem włącznika. Temu ostatniemu wciąż towarzyszy pięć diod sygnalizujących m.in. poziom naładowania akumulatora czy parowanie. Gniazdo USB-C oraz złącze 2,5 mm również znalazły się na swoich miejscach. Warto zauważyć, że w nowym modelu muszle nie zostały otoczone rowkami, a wszystkie mikrofony wylądowały na krawędziach – naliczyłem łącznie osiem maskownic, przy czym dwie na szczycie służą najpewniej do odpowietrzania komór przetworników.
Nauszniki znowu wykonano z elastycznej sztucznej skóry i wypełniono miękką pianką z pamięcią kształtu. Na siateczkach zabezpieczających odchylone przetworniki nie zabrakło oznaczeń kanałów (tym razem nieco bardziej efektownych), a w obrębie padów dostrzeżemy także czujniki zbliżeniowe. Pałąk to klasyka – muszle są rozsuwane i obrotowe, lecz nadal nie składają się do wnętrza konstrukcji. Z kolei opaskę wykończono silikonem (od spodu) oraz tkaniną (od góry), która nie jest już melanżowa, lecz jednolita kolorystycznie.


Jakość wykonania stoi na zbliżonym poziomie do „czwórek” – nie dostrzegłem mankamentów w wykończeniu tworzyw czy spasowaniu elementów. Słuchawki nie sprawiają też wrażenia rozklekotanych, ponieważ mechanizmy nie skrzypią i nie stukają. W starszym modelu zdarzały się jednak problemy z odklejającą się tkaniną, ale producent rzekomo „wziął to pod uwagę” podczas projektowania Momentum 5, a przynajmniej taką informację znalazłem na Reddicie.
Ergonomia
Momentum 5 są równie wygodne jak poprzednik. Konstrukcja jest ponownie lekka (ok. 290 gramów), a opaska ma wcięcie na środku, dzięki czemu nie uciska czubka głowy. Producent nie przesadził też z naciskiem pałąka – Momentum 5 pewnie trzymają się głowy, ale jej nie miażdżą, co jest w dużej mierze zasługą mięciutkich nauszników. Jedynie wentylacja nie jest perfekcyjna, ale „ten typ tak ma”. Wszak mowa o słuchawkach zamkniętych, w których priorytetem jest izolacja od otoczenia, więc małżowiny uszne siłą rzeczy nie będą swobodnie „oddychać”.
Nowy futerał zasługuje na pochwałę. Akcesorium jest rzeczywiście znacznie smuklejsze od tego ze starszego modelu, co ma niebagatelne znaczenie – słuchawki nie będą już walczyły o miejsce w plecaku z drugim śniadaniem czy parasolem. Dzięki temu przestałem też narzekać, że składana konstrukcja nie zaliczyła comebacku. Zintegrowana „rączka” to także miły dodatek. Tak, to po prostu płytkie wgłębienie w spodzie futerału, ale dzięki niemu futerał wygodniej się chwyta i przenosi. Bardziej kompaktowa konstrukcja i uchwyt nie wpłynęły negatywnie na funkcjonalność – wewnątrz futerału nie brakuje kieszonki i opasek na kable.
Użytkowanie i funkcjonalność
Płytka dotykowa ponownie działa precyzyjnie i z powodzeniem interpretuje zaawansowane komendy: przesunięcia w pionie (głośność), w poziomie (zmiana utworów) oraz „uszczypnięcia” czy „rozsunięcia” (regulacja tłumienia/nasłuchu). Ze względu na rozbudowane możliwości słuchawek, panel zyskał nowe gesty, czyli m.in. podwójne dotknięcia, które aktywują dźwięk Dolby Atmos. Funkcji jest sporo, ale łatwo się do nich przyzwyczaić, a nic nie stoi na przeszkodzie, by przeprogramować je według gustu w aplikacji Smart Control Plus.

Słuchawki debiutują z Bluetoothem 5.4, który obsługuje kodeki AAC, aptX, aptX HD, aptX Adaptive oraz aptX Lossless. Zabrakło kodeka LC3 i technologii Auracast, ale słuchawki doczekają się ich wraz z zapowiedzianą aktualizacją do Bluetootha 6.0. W trakcie testów nie miałem jakichkolwiek problemów z zasięgiem czy stabilnością połączenia, a ponadto potwierdziłem wsparcie dla bezstratnego aptX-a, który – swoją drogą – jest niedostępny w droższych o kilkaset złotych HDB 630.
Momentum 5 to w zasadzie mobilne słuchawki kompletne. Hybrydowe i adaptacyjne ANC, redukcja szumu wiatru, tryb transparentny, czujniki zbliżeniowe czy automatyczne odbieranie połączeń to tylko niektóre przykłady ich możliwości. Nie obyło się oczywiście bez multipointa, szybkiego parowania oraz szybkiego ładowania. Nowością jest wspomniany dźwięk Dolby Atmos (ze śledzeniem ruchu głowy lub bez), a także bardziej rozbudowany, bo 8-pasmowy korektor w aplikacji, który zastąpił proste, trzypasmowe EQ z „czwórek”.
Pozytywnie oceniam jakość rozmów telefonicznych – mikrofon klarownie przechwytuje głos i potrafi okiełznać hałas otoczenia, więc porozmawiamy nie tylko w zaciszu domowym, ale także w zatłoczonym mieście. Gaduły docenią trzystopniowy nasłuch podczas połączeń, który zdecydowanie poprawia komfort konwersacji – dzięki niemu słyszymy samych siebie, więc nie podnosimy głosu. Dobre wrażenie robi funkcja „Comfort Calls”, która uprzestrzennia połączenia, lekko dystansując głos rozmówcy.

Osoby pracujące zdalnie lub spędzające dużo czasu przed ekranem docenią możliwość podłączenia Momentum 5 przez USB-C – komputery z Windowsem wykrywały je jako wyjście dźwięku. Swoją drogą, w trybie USB skorzystamy także z wbudowanego mikrofonu oraz transmisji Hi-Res (24 bit/96 kHz). Okazało się ponadto, że słuchawki mogą być jednocześnie podłączone przez USB-C do komputera i połączone przez Bluetooth ze smartfonem.
ANC i tryb transparentny
ANC zostało doszlifowane! Momentum 5 radzą sobie nie tylko z niskimi częstotliwościami, ale skutecznie redukują także wyższe – szum wentylatora, hałas klimatyzacji czy rozmowy osób w naszym otoczeniu. Głosy są znacznie przytłumione, więc podczas odtwarzania muzyki niemal ich nie słychać. ANC można samodzielnie regulować w procentowej skali lub zdać się na automatykę, co działa bez zarzutu – w trybie adaptacyjnym nie występują gwałtowne zmiany w redukcji hałasu. Nie zapomniano także o redukcji wiatru, która ogranicza furkotanie, choć kosztem skuteczności ANC.
Brawa należą się także za tryb transparentny, chyba najlepszy, z jakim miałem do czynienia. Słuchawki autentycznie wydają się znikać z głowy, ponieważ mikrofony świetnie nagłaśniają nie tylko otoczenie, ale także nasz własny głos, który nie brzmi jak ze studni czy zza ściany. Zazwyczaj wolę zdjąć słuchawki niż posiłkować się trybem przezroczystości, ale w tym przypadku chętnie z niego korzystałem. Swoją drogą nasłuch można również płynnie regulować, czyli to my decydujemy, w jakim stopniu chcemy pozostać w kontakcie ze światem.
Aplikacja Sennheiser Smart Control Plus
Aplikacja Smart Control Plus jest udana – ma atrakcyjny wizualnie interfejs, daje szybki dostęp do kluczowych opcji, a do tego pozwala spersonalizować działanie słuchawek czy dość precyzyjnie przestroić brzmienie. Moja krytyka ogranicza się tylko do braku spolszczenia, więc wymagana jest choćby podstawowa znajomość języka angielskiego lub innego języka obcego z tych obsługiwanych.








W aplikacji swobodnie dostosujemy ANC i tryb transparentny oraz włączymy Dolby Atmos z opcjonalnym trybem śledzenia ruchu głowy, który symuluje odsłuch na głośnikach. Przygotowano także szereg profilów dźwięku i ośmiopasmowy korektor (80 Hz-12 kHz). Dla porównania Momentum 4 oferowały jedynie prostą regulację basu, średnicy i sopranu. Nie obyło się także bez podbicia basu czy możliwości spersonalizowania brzmienia, co jest realizowane w trakcie odsłuchu sampli dźwiękowych, a nie irytujących pisków.
HDB 630 mają jednak kilka funkcji bonusowych. Wyższy model oferuje dodatkowo precyzyjne, parametryczne EQ z możliwością udostępniania i pobierania gotowych konfiguracji. Audiofilskie słuchawki oferują ponadto dwustopniową funkcję crossfeed, która „miesza” kanały stereo, co przekłada się najbardziej naturalną scenę dźwiękową. Po szczegóły zapraszam do testu HDB 630.
Czas pracy
Czas pracy uległ skróceniu z 60 godzin do 57 godzin, co jest najpewniej konsekwencją skuteczniejszego ANC. Prognoza producenta dotyczy jednak iPhone’a, czyli kodeka AAC. Wykonałem więc test z kodekiem aptX Adaptive, aktywną redukcją hałasu ustawioną na 100% i z głośnością na komfortowym poziomie. Momentum 5 rozładowały się po 48 godzinach i 30 minutach. Dla porównania Momentum 4 osiągnęły 50 godzin, a HDB 630 „padły” po 51 godzinach.
Nastąpił więc pewien regres, ale trudno specjalnie narzekać – w zamian otrzymujemy zdecydowanie lepszą redukcję hałasu. Do dyspozycji jest też szybkie ładowanie, które momentalnie przywraca energię (10 minut = 7 godzin). Sennheiser wciąż ma tym samym ogromną przewagę nad Sony – konkurencyjne WH-1000XM6 wytrzymują na papierze do 30 godzin.
Możliwość wymiany akumulatora to duży plus. Nie możemy wprawdzie zrobić tego „w locie”, żeby zastąpić rozładowaną baterię, bo konieczne jest wypięcie lewego pada i odkręcenie czterech śrubek, ale w razie zużycia ogniwa naprawa we własnym zakresie nie będzie trudna. Cały proces został też szczegółowo opisany w instrukcji obsługi, a akumulatory mają być niedługo dostępne w sprzedaży.
Specyfikacja
- konstrukcja: zamknięta, wokółuszna
- przetworniki: dynamiczne 42 mm
- interfejsy: Bluetooth 5.4 (kodeki SBC, AAC, aptX, aptX HD, aptX Adaptive, aptX Lossless), USB-C, wejście analogowe 3,5 mm
- pasmo przenoszenia: 6 Hz-40 kHz (Bluetooth i USB-C); 6 Hz-22 kHz (wejście analogowe)
- THD: <0,2%
- skuteczność: 108 dB
- mikrofon: MEMS (20 Hz-15 kHz), 8 mikrofonów (po 4 na stronę), kształtowanie wiązki
- funkcje: hybrydowe i adaptacyjne ANC, Dolby Atmos z Head Tracking, tryb transparentny, sterowanie dotykowe, multipoint, 8-pasmowy korektor parametryczny, redukcja wiatru, szybkie ładowanie, aplikacja Sennheiser Smart Control Plus
- akumulator: litowo-jonowy 700 mAh (wymienny)
- czas pracy: do 57 godzin z ANC
- masa: ok. 290 g
Brzmienie
Nie ma zaskoczenia – Momentum 5 grają w stylu poprzednika, czyli klarownie, ale z wyrazistym basem, ciut mocniej zaznaczonym niż w „czwórkach”. Nie jest to więc model HDB 630 w innej obudowie. Najnowsze Momentumy pozostały słuchawkami dla wymagających melomanów, a nie audiofilów, którzy powinni być zadowoleni zarówno z charakteru, jak i jakości dźwięku – szczególnie po aktywacji kodeka aptX Lossless.
Zanim jednak przyjrzymy się kodekom, rozłóżmy brzmienie Momentum 5 na czynniki pierwsze.
Sennheiser Momentum 5 – tryb Bluetooth
Bas gra ważną rolę, ale wciąż zna swoje miejsce. Niskie tony są masywne, gładkie i cechują się energicznym atakiem, lecz nie są podawane w przesadnych ilościach – dół pasma nie zalewa muzyki i nie traci kontroli. Słuchawki wyciągają efektowny subbas, generują masywny midbas i punktowy wyższy bas, co oznacza, że dostosowują się do repertuaru. Niemniej Momentum 5 rozwijają skrzydła w muzyce popularnej, elektronice, rapie czy rocku – lubią wibrować, pulsować i uderzać basem. Faktury instrumentów są różnicowane, ale szczegółowość nie ma priorytetu.
Średnica nie jest pierwszoplanowa, ale nie daje się przytłoczyć ani basowi, ani sopranowi. Pasmo ma neutralny charakter, potrafi więc zabrzmieć zarówno cieplej (np. w jazzie), jak i chłodniej oraz bardziej cyfrowo (np. w elektronice). To zasługa obecnej wyższej średnicy, która nadaje instrumentom i wokalom bezpośredniego charakteru, lecz nie jest agresywna. Mikroskopijne detale mogą zatem umknąć naszej uwadze, bo słuchawki stworzono przede wszystkim do rozrywki i relaksu, czyli czystej przyjemności z odsłuchu.
Wysokie tony są podawane w optymalnych dawkach – doświetlają brzmienie, ale nie powodują jakiejkolwiek ostrości czy sykliwości. W rezultacie muzyka rozbrzmiewa klarownie i nie męczy na dłuższą metę. Charakter wysokich tonów jest nowoczesny, przez co gitarowe solówki, talerze perkusyjne czy smyczki nie brzmią wyjątkowo wiernie, ale Momentum 5 i tak należą do słuchawek dość uniwersalnych. Sprawdzają się także w spokojniejszym repertuarze czy klasykach sprzed lat, a nie tylko w aktualnych hitach radiowych.
Scena dźwiękowa nie rozczarowuje – jest szeroka, przyzwoicie głęboka i wysoka, co nadaje jej elipsoidalny kształt. To zasługa kontrastowej separacji kanałów oraz niezłej holografii. Tak zwane źródła pozorne (instrumenty) mają swój kształt, wydają się trójwymiarowe i zajmują w przestrzeni konkretne obszary, a nie tylko pojedyncze punkty – dotyczy to zwłaszcza gitar basowych, kontrabasów czy syntezatorów. Nie sposób narzekać także na separację dźwięków, bo nic się ze sobą nie zlewa.
Sennheiser Momentum 5 – aptX Adaptive vs aptX Lossless
Słychać różnicę między kodekami na korzyść tego drugiego, ale nie należy oczekiwać cudów czy zupełnie innej sygnatury dźwiękowej. Z kodekiem aptX Lossless brzmienie jest nadal efektowne i mocno osadzone w basie, co oznacza, że ogólny charakter słuchawek nie zmienia się diametralnie względem aptX-a Adaptive. Następuje jednak zauważalna poprawa dynamiki, rozdzielczości oraz szerokości sceny dźwiękowej.
Pierwsze, co rzuca się w uszy po aktywowaniu aptX-a Lossless, to swobodniejszy sopran. Talerze perkusyjne, sample czy smyczki zaczynają brzmieć czyściej, klarowniej i bez kompresji. Co ciekawe, zniekształceń wynikających ze stratnego przesyłu w zasadzie się nie zauważa, dopóki nie włączy się bezstratnej transmisji. Większą swobodę zyskuje także bas, który staje się głębszy i ma mocniejszy atak. Poprawia się również stereofonia – scena dźwiękowa staje się szersza.
Niewprawione ucho może nie wychwycić zmian, a potrzebna będzie też dobrze zrealizowana muzyka. Niemniej, jeśli mamy duże wymagania i zależy nam na jak najwyższej jakości dźwięku, zdecydowanie warto korzystać z aptX-a Lossless. Trzeba jednak pamiętać, że bezstratny kodek wymaga odpowiednich warunków – w zatłoczonym eterze słuchawki i tak mogą przełączyć się na standard aptX Adaptive. W tramwaju czy pociągu można więc pójść na kompromis, a z dobrodziejstw Losslessa korzystać w domowym zaciszu.
Sennheiser Momentum 5 – korektor dźwięku i Dolby Atmos
Korektor został rozbudowany względem słuchawek starszej iteracji, a słuchawki są w tym aspekcie plastyczne. Jeśli jednak chcemy wyrównać brzmienie, wystarczy lekko przesunąć trzy suwaki z lewej ku dołowi – Momentum 5 zabrzmią zwiewniej i klarowniej. Podobny efekt uzyskałem też korzystając z funkcji personalizacji dźwięku, która poprawiła zgranie ze spokojniejszą muzyką. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wzmocnić niskie tony – świetnie nadaje się do tego funkcja Bass Boost, która dla odmiany nie doprowadza basu do ekstremum.
Fani efektownej prezentacji docenią Dolby Atmos. Mamy do wyboru tryb standardowy lub opcję ze śledzeniem ruchów głowy. Ten pierwszy, w połączeniu z odpowiednio zrealizowaną muzyką, rozstawia instrumenty wokół nas i poprawia wysokość sceny, ale kosztem naturalności brzmienia. Drugi tryb symuluje odsłuch z głośników – podczas poruszania głową źródła pozorne pozostają w stałym miejscu. Osobiście wolę klasyczne stereo, niemniej Dolby Atmos z Head Tracking daje świetny efekt podczas oglądania filmów czy seriali, ponieważ dźwięk wydaje się dobiegać z ekranu.
Sennheiser Momentum 5 – tryby przewodowe (3,5 mm i USB-C)
Po podłączeniu wtyczki 3,5 mm słuchawki rozłączają się z urządzeniami Bluetooth i działają w trybie aktywnym, czyli akumulator musi być naładowany. Jeśli je wyłączymy, to z przetworników nie popłynie muzyka. Taki urok słuchawek strojonych cyfrowo za pomocą DSP, ale ma to swoje plusy – panel dotykowy, ANC czy tryb transparentny są do dyspozycji również „po kablu”. Brzmienie mnie nie rozczarowało – transmisja przewodowa zapewnia głęboki bas, gładkie średnie i przystępny sopran, ale…
…nie wiem, czy warto korzystać z kabla 3,5 mm, ponieważ słuchawki można podłączyć za pomocą przewodu USB-C. Nie będziemy się wtedy przejmować jakością sygnału czy mocą źródła dźwięku, a słuchawki pokażą pełnię swoich sonicznych i przestrzennych możliwości. Uwaga – po podłączeniu słuchawek Windows 11 automatycznie aktywuje Dolby Atmos, więc może się wydać, że brzmienie w trybie USB-C jest zupełnie inne niż przez Bluetooth.
Z drugiej strony, jeśli dysponujemy smartfonem czy nadajnikiem z aptX Lossless (np. Sennheiser BTD 700 lub Creative BT-W6), to tryb USB-C może okazać się zbędny. Nie byłem w stanie wychwycić specjalnych różnic pomiędzy transmisją bezstratną a trybem USB-C – może scena dźwiękowa była kapkę większa w drugim przypadku, ale poległbym w ślepym teście. Kabel USB-C przyda się jednak, gdy padnie akumulator – umożliwia jednoczesne słuchanie i ładowanie baterii.
Swoją drogą w przypadku HDB 630 było słychać wyraźną różnicę pomiędzy trybem Bluetooth a trybem USB-C na korzyść tego drugiego, ponieważ audiofilski wariant słuchawek nie wspiera kodeka aptX Lossless. Momentum 5 są więc równie dobre bezprzewodowo.
Sennheiser Momentum 5 – porównania z Sennheiser Momentum 4 i HDB 630
Momentum 5 brzmią efektowniej od poprzednika. Względem Momentum 4 przybyło basu, a wysokie tony zostały nieznacznie uspokojone, więc brzmienie stało się bardziej nowoczesne i rozrywkowe. Różnica nie jest duża, oba modele słuchawek deklarują się po muzykalnej stronie mocy, niemniej to „czwórki” są słuchawkami bliższymi równowagi. Nic straconego, wystarczy delikatna korekta dźwięku, by wyrównać Momentum 5, więc trudno traktować pełniejszy bas jako wadę. Wręcz przeciwnie – wielu melomanów doceni mocniejsze niskie tony w „piątkach”.

HDB 630 to już inna bajka. Słuchawki dedykowane audiofilom mają mniej basu i stawiają bliżej średnicę, która jest cieplejsza, bardziej naturalna i mocniej zarysowana, dlatego lepiej zgrywają się ze spokojniejszym repertuarem. Jak wspomniałem, Momentum 5 rozwijają skrzydła w elektronice, rapie czy muzyce popularnej, a HDB 630 lubią się z jazzem, bluesem i klasyką. Wprawdzie znowu wiele można zdziałać korektorem, ale nawet przestrojone Momentum 5 brzmią gładko i miękko, nie różnicują tak instrumentów i przekazują mniej szczegółów od HDB 630.
Momentum 5 są bliżej charakterem do modelu WH-1000XM5 od Sony, który także zagęszcza bas, brzmi efektownie i rozrywkowo oraz dość przystępnie w sopranie. „Czwórki” mocniej się od nich różniły, bo brzmiały płycej w basie i klarowniej od WH-1000 piątej generacji. Mam wrażenie, że różnica pomiędzy sygnaturą Sennheisera a Sony zaczyna się zacierać, ale nie miałem jednak jeszcze okazji przetestować najnowszych WH-1000XM6.
Podsumowanie
Sennheiser Momentum 5 Wireless to raczej ewolucja niż rewolucja. Można już jednak mówić o progresie – futerał został dopracowany, ANC należy teraz do ścisłej czołówki, a w aplikacji znajdziemy rozbudowany korektor dźwięku oraz dwutrybowy Dolby Atmos. Dużym atutem „piątek” jest także wsparcia dla kodeka aptX Lossless, który winduje jakość dźwięku względem standardu Adaptive. Nowe słuchawki oferują ponadto głębszy bas i kapkę łagodniejszy sopran od Momentum 4, co powinno spodobać się wielu melomanom.
Wady? Na tę chwilę brakuje obsługi kodeka LC3 i technologii Auracast, ale producent zapowiedział już stosowną aktualizację. Brzmienie nie jest jeszcze tak szczegółowe i naturalne, jak w droższych HDB 630, a przydałaby się także polska wersja językowa aplikacji.

Sennheiser Momentum 5 kosztują niecałe 1700 zł. Aktualnie Momentum 4 są 1000 zł tańsze, więc reprezentują lepszy stosunek jakości do ceny. Jeśli jednak budżet na to pozwala, zależy nam na jak najmocniejszym ANC i cenimy bezstratną transmisję dźwięku, to pewnie nie pożałujemy dopłaty do „piątek”. Momentum 5 mają też asa w rękawie względem HDB 630 w postaci obsługi aptX-a Lossless oraz ciut lepszego ANC. Niemniej audiofilski model wciąż brzmi (subiektywnie) lepiej, ma zaawansowany nadajnik w zestawie i ciekawe opcje w aplikacji, więc Sennheiser nie strzelił sobie w stopę. Ode mnie jednak plus dla Momentum 5 – nowe ANC i aptX Lossless mnie przekonały.

Dla Sennheiser Momentum 5 Wireless
Zalety:
+ smukły futerał
+ wysoka jakość wykonania
+ świetna ergonomia
+ wygodna obsługa
+ ponadprzeciętna funkcjonalność
+ fantastyczne ANC i tryb transparentny
+ tryb USB-C
+ długi czas pracy
+ rozbudowana aplikacja na smartfony
+ wsparcie dla kodeka aptX Lossless
+ wysoka jakość rozmów
+ efektowne brzmienie z głębokim basem i przystępnym sopranem
+ szeroka scena dźwiękowa
Wady:
– mniej naturalne i szczegółowe brzmienie od Sennheiser HDB 630
– brak spolszczenia aplikacji
Sprzęt dostarczył:




![FiiO EH13 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/06/FiiO-EH13-218x150.jpg)
![Sennheiser RS 275 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/05/Sennheiser-RS-275-218x150.jpg)
![Creative Aurvana Ace 3 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/02/Creative-Aurvana-Ace-3-218x150.jpg)
![Sennheiser HDB 630 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/12/Sennheiser-HDB-630-218x150.jpg)
![Kali Audio HP-1 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/09/Kali-Audio-HP-1-218x150.jpg)
„Momentum 5 to w zasadzie mobilne słuchawki kompletne.”
***
To „w zasadzie” jest określeniem w samo sedno, ponieważ, że gdyż – przepraszam, że się powtarzam – nie wyglądają jak Zenki.
Żeby chociaż miały w sobie „to coś” jak HK BT, ale niestety nie. Widocznie dizajnerzy (pisownia celowa) najwyraźniej nie wiedzą gdzie pracują i wolą zaprojektować coś w czym człowiek wygląda jak wyglada, albo wygląda jak…”sprawozdawca sportowy” w skeczu Ś.P. Stanisława Tyma – tu wstawiam link, ale nie wiem czy wejdzie:
https://www.youtube.com/watch?v=KwCtoGgP57A
Chodzi o czas mniej więcej od 11 minuty i 19 sekundy.
Ale to tylko ilustracja w sensie obiektywnym.
Bo w sensie subiektywnym, to w podobnie wyglądających słuchawkach w metrze w Sztokholmie zbliżała się do mnie ponad 20 lat temu pewna młoda Szwedka. No oczywiście blondynka, bo jakże by inaczej/cóż za „niespodzianka”. W myślach stwierdziłem, że przez takie słuchawki wygląda jak ufoludek. Akurat trzymałem w rękach mapę, bo to były czasy jeszcze przed Nokią 3310 więc o żadnych nawigacjach w telefonach mowy nie było. Widząc to, podeszła do mnie i uprzejmie zapytała, czy może mi w czymś „hjolp”. I tak mi zaczęła „hjolp”, że pamiętam aż do dzisiaj. Ale człowiek był młody i głupi więc nie potrafił docenić.
I przez to myślę, że podobną głupotą wykazują się dizajnerzy „zenchajzera” (pisownia również celowa), bo nie wiedzą, co tracą rezygnując z cudownej blondynki o dobrym sercu / wnętrzu na rzecz „wzorca standardowego”, żeby nie napisać nawiązując do łaciny wzorca „vulgaris”.
Ale człowiek uczy się przez całe życie. Albo i nie 😉
No to się wysłowiłem.
Dziękuję za reckę i serdecznie pozdrawiam.
Rzeczywiście wzornictwo słuchawek mobilnych mocno się ujednoliciło pod dyktando minimalizmu – czasami tęsknię za efektownymi, metalowo-skórzanymi Momentum 3. Niemniej wciąż przemawia do mnie prostota „czwórek czy „piątek” 🙂 Dzięki za komentarz i również pozdrawiam.