Przetworniki dynamiczne, armaturowe, mikro-planarne i piezoelektryczne w jednej słuchawce? Obudowy wydrukowane z fotopolimeru i posrebrzony kabel? Wbrew pozorom nie są to parametry butikowych IEM-ów za krocie, a dokanałówek w cenie 700 zł, czyli modelu SuperMIX 4 od marki SIMGOT.
SIMGOT SuperMIX 4 wywołały u mnie poważne wątpliwości i to z wielu powodów. Często im więcej przetworników, tym gorzej, a im bardziej zróżnicowana ich konfiguracja, tym producenci mają większe wyzwanie w strojeniu i dzieleniu pasm. Nierzadko nie są w stanie temu podołać, czego efektem jest niespójny przekaz, jakby nie pasujące do siebie i oderwane od całości podzakresy. Obawiałem się też zbyt ostrej i nienaturalnej góry, bo takie wrażenie odniosłem, gdy ostatnio testowałem słuchawki z piezoelektrykiem odpowiadającym za sopran.
Mój sceptycyzm potęgowała ponadto niska cena modelu SuperMIX 4, ustalona na niecałe 700 zł. Zatem na czymś musiano oszczędzić, by zaproponować tak zaawansowaną konfigurację przetworników…
Wyposażenie
Zestaw zawiera:
- trzy pary tipsów silikonowych (rozmiary S, M, L);
- kabel 2-pin 0,78 mm > 3,5 mm (długość ok. 120 cm);
- futerał;
- dokumentację.

Pierwszych kompromisów nie trzeba długo szukać – wystarczy zajrzeć do pudełka. Razem ze słuchawkami otrzymujemy tylko trzy pary tipsów, niezbalansowany kabel oraz standardowy futerał. Warto jednak zauważyć, że tipsy są grube, elastyczne i przyjemne w dotyku, przewód został wykonany starannie z posrebrzonej miedzi OFC, a suwak zamka błyskawicznego w futerale nie zacina się.
Konstrukcja i jakość wykonania
Fajerwerków nie uświadczymy, ponieważ SuperMIX 4 wyglądają zwyczajnie. Producent nie silił się na efektowność – czarne obudowy zespolono z szarymi faceplate’ami, a jedynymi ozdobami są połyskujące okręgi i niewielkie oznaczenia modelu. To wszystko. Wzornictwo jest więc proste, uniwersalne i stonowane, co osobiście uważam za zaletę. Jestem jednak świadomy, że SuperMIX 4 to szaraki w świecie barwnych, a wręcz ekstrawaganckich słuchawek dokanałowych z Azji. Niektórzy mogą odebrać więc stronę wizualną jako nudną i mają ku temu powody.

Obudowy uzyskano za pomocą druku 3D z żywicy potopolimerowej. Producent podaje, że są one półprzezroczyste, ale najwidoczniej uległo to zmianie w nowszych partiach produkcyjnych – egzemplarz testowy jest jednolicie czarny. Na słuchawkach można dostrzec gniazda 2-pin 0,78 mm, które nie zostały wpuszczone w obudowy, otwory akustyczne z niewymiennymi filtrami, a także klasyczne tulejki z trzema otworami wylotowymi. Przylegają do nich aluminiowe pokrywki z wyprofilowanymi krawędziami oraz otworami odpowietrzającymi komory przetworników.
Kabel skręcono ze sobą z czterech żył posrebrzonej miedzi OFC, ale pogrupowano je w dwie, wspólnie zaizolowane wiązki. Jedną zabezpieczono zupełnie przezroczystą izolacją, drugą szarą oraz półprzezroczystą. Wszelkie elementy na kablu wykonano z aluminium, a obok rozdzielacza nie zabrakło pasującego do niego suwaka, pozwalającego skrócić odcinki douszne z dwupinowymi wtyczkami. Te ostatnie odróżniono kolorami – czerwienią i błękitem. Cały przewód zwieńczono zaś niemodularnym wtykiem w standardzie 3,5 mm.

Na oko jakość wykonania jest bez zarzutu. Żywica jest trwała i przyjemna w dotyku, podobnie jak anodowane pokrywki o nieostrych krawędziach. Nic złego nie mogę napisać także o grubym kablu z gładką izolacją. Fotografie makro ujawniają jednak pewne problemy ze spasowaniem elementów, a właściwie obróbką krawędzi obudów z druku 3D – są one lekko wyszczerbione. Czy ma to znaczenie na co dzień? Nie, ale można to uznać za pewną oszczędność, na którą łatwo jednak przymknąć oko.
Ergonomia i użytkowanie
Kształt słuchawek to strzał w dziesiątkę. Obudowy zostały ergonomicznie wyprofilowane, by odpowiadały wewnętrznej strukturze małżowin usznych. W moim przypadku tak właśnie jest – słuchawki pewnie trzymają się uszu, nie uciskają oraz nie drażnią skóry. Mimo czteroprzetwornikowej konstrukcji, słuchawki należą do stosunkowo lekkich, bo ważą po 5,2 grama, dzięki czemu nie wypadają. Podoba mi się także, że SuperMIX 4 nie odstają mocno z uszu, a więc nie rzucają się w oczy i nie zahaczają o ubranie, np. kaptur bluzy.

Szkoda jednak, że w zestawie są tylko trzy pary tipsów i brakuje opcjonalnych pianek termoaktywnych. Wprawdzie nie miałem problemu z dobraniem rozmiaru końcówek, ale musiałem zakładać słuchawki na odpowiednią głębokość. Gdy aplikowałem je „do oporu”, występowały problemy z uszczelnieniem. Nie traciłem go jednak podczas odsłuchów, nawet podczas dynamicznych ruchów głową. Perfekcyjny „seal” nie przekłada się jednak na topową izolację akustyczną – SuperMIX 4 przytłumiają otoczenie, pozwalają skupić się na muzyce, ale nie odcinają od intensywnego hałasu.
Kabel ma szereg zalet i dwie małe wady. Jest elastyczny, odpowiednio ciężki i lejący się, dlatego bardzo dobrze układa się na ciele i nie przeszkadza na co dzień. Łatwo go też zwinąć i rozplątać, mimo że skręcono go z dwóch wiązek, a nie spleciono w warkocz. Nie będzie też problemu z ewentualną wymianą – gniazda 2-pin są uniwersalne, nie zostały wpuszczone w obudowy. Producent zadbał ponadto o wydłużenie wtyku 3,5 mm, czyli jest on kompatybilny z urządzeniami w etui.

Przewód potrafi jednak lekko mikrofonować, czyli czasami słychać, jak stuka i szura. W trakcie testów nie irytowało mnie to jednak, niechciane odgłosy nigdy nie dominowały nad muzyką. Bardziej denerwował mnie suwak splittera, który nie utrzymuje pozycji, bo jego średnica jest zbyt duża. Osobiście preferuję mocno skrócone odcinki douszne, czyli przesuwam suwak tuż pod brodę. W przypadku SuperMIX 4 nie było to możliwe, suwak szybko wracał do pozycji wyjściowej.
Specyfikacja
- przetworniki: dynamiczny 10 mm + armaturowy + mikro-planarny + piezoelektryczny
pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz - impedancja: 7,2 Ω
- czułość: 120 dB
- kabel: posrebrzona miedź OFC, 2-pin 0,78 mm > 3,5 mm, długość ok. 120 cm
- masa: 5,2 g (pojedyncza słuchawka); 37,2 g (obie słuchawki z kablem, tipsami itd.)
Brzmienie
Moje wątpliwości zostały rozwiane, gdy włożyłem słuchawki do uszu i nie mogłem ich wyjąć. Nie, nie zaklinowały się, a po prostu mocno mnie zaangażowały – „połykałem” płytę za płytą. Z tego też powodu trudno było mi o nich pisać, skupiałem się na muzyce, a nie dźwięku. To zasługa zrównoważonego i wysoce technicznego przekazu, ale w muzykalnej formie. Jak to rozumieć? Słuchawki przekazują multum detali, osiągają wysoką dynamikę i mocno zarysowują brzmienie, ale nie kosztem przyjemności z muzyki – dźwięk jest barwny i nie agresywny.
Kluczowa jest jednak odpowiednia aplikacja – kanały słuchowe muszą być perfekcyjnie uszczelnione. W innym wypadku góra pasma okaże się zbyt ostra, a bas spłycony. To niby oczywiste, ale nie wszystkie słuchawki są w tym aspekcie tak wymagające, jak SuperMIX 4. Pełne uszczelnienie nie rozwiązuje wszystkich tonalnych problemów słuchawek – jeden leży w basie, drugi w sopranie. Na oba można przymknąć „ucho”.
SIMGOT SuperMIX 4 – sygnatura dźwiękowa
Poszczególne przetworniki nie wchodzą sobie w paradę, ale nie słychać dysonansu pomiędzy pasmami. Bas swobodnie schodzi w subbas, dociąża brzmienie i płynnie przechodzi w niższą średnicę – nie ma wątpliwości, że za niskie tony odpowiada przetwornik dynamiczny. W paśmie średnim z kolei nie brakuje ani niższego, ani wyższego zakresu, a miękkość tego pierwszego dobrze współgra z zarysowaniem drugiego, co zawdzięcza się przetwornikowi armaturowemu.
Wyższa średnica nie jest natomiast oderwana od sopranu, który brzmi mocno, precyzyjnie i klarownie, a więc doświetla pozostałe pasma. Nie ma wrażenia przyciemnienia i ścięcia wysokich tonów, dzięki czemu łatwo docenić metalicznie i dźwięcznie brzmiące talerze perkusyjne czy przeszkadzajki, mocne gitary solowe, smyczki oraz dęciaki, co nie jest takie oczywiste w słuchawkach tej klasy. To sprawka duetu przetwornika mikro-planarnego (sopran) oraz piezoelektrycznego (najwyższe rejestry), które znakomicie ze sobą współpracują.
Co jest zatem nie tak? Przydałoby się więcej energii w średnim basie i lepsze jego zróżnicowanie. Z kolei wysokie tony są wrażliwe na realizację muzyki – sam piezoelektryk na szczęście nie wprowadza sybilizacji i nie kłuje uszu, ale zbyt ostro zmasterowany materiał nie zostanie poskromiony. Nie uważam jednak, aby wady przekreślały słuchawki – wciąż świetnie słucha się przeróżnych gatunków muzycznych. Sam odpływałem zarówno przy jazzie, jak i nowoczesnej elektronice, a niedociągnięcia soniczne nie psuły mi humoru.
SIMGOT SuperMIX 4 – scena dźwiękowa
Nie ubolewałem także nad brakiem kabla zbalansowanego, bo scena dźwiękowa ma kulisty kształt, a kanały dźwiękowe są dobrze odseparowane. Nie czułem ciasnoty i nie stwierdziłem problemów z separacją samych instrumentów – nic się ze sobą nie zlewa za sprawą intensywnego napowietrzenia. Spodobała mi się także klasyczna holografia, czyli warstwowo, ale czytelnie prezentowane źródła pozorne. Wokale nie dają się przytłoczyć, gitary solowe wychodzą przed szereg, bas jest na swoim miejscu, a chórki wypełniają tło. Zatem mimo zrównoważonego i technicznego charakteru, SuperMIX 4 nie brzmią jak słuchawki studyjne czy monitorowe.
Nie wszyscy będą jednak zadowoleni ze sceny dźwiękowej, bo dzisiaj dominuje stereofonia. Wszechobecne połączenia zbalansowane przyzwyczaiły już do sceny w kształcie elipsoidalnym, czyli z kontrastowo odseparowanymi kanałami dźwiękowymi. Jak wspomniałem, SuperMIX 4 generują przestrzeń w kształcie kuli, czyli szerokość, głębia i wysokość są proporcjonalne. Gdy preferujemy instrumenty mocniej rozpostarte na boki, to słuchawki mogą wymagać wymiany kabla, bo prosto z pudełka nie uświadczymy wrażenia zamknięcia muzyki w elipsoidzie.
SIMGOT SuperMIX 4 – porównania
Nie bez powodu do porównań wybrałem słuchawki z podobnej oraz wyższej półki cenowej – SuperMIX 4 wychodzą jakością dźwięku poza ramy swojej kategorii. Zestawiłem je także z modelem Kefine Arnar, czyli planarno-armaturowym konkurentem, który niedługo doczeka się dedykowanego testu. Oprócz azjatyckich słuchawek wybrałem także udane, choć skromne konstrukcyjnie Sennheise-ry IE 200.
ddHiFi Surface
Zarówno SuperMIX 4, jak i Surface zaliczam do słuchawek muzykalnych, ale jest to realizowane zgoła odmiennie. Słuchawki ddHiFi generują zdecydowanie więcej basu, brzmią maksymalnie gładko, ciepło i gęsto. Przy nich SuperMIX 4 okazują się być zdecydowanie bardziej zrównoważone, techniczne i klarowne. Scena jest po stronie ddHiFi, ale to sprawka kabla zbalansowanego, zapewniającego szerszą przestrzeń.

Werdykt? Surface mają więcej energii w niskich tonach i brzmią przestrzenniej, ale to mocno podkolorozowane i dwukrotnie droższe hybrydy. SuperMIX 4 nawet z dokupionym kablem będą tańsze, a brzmią naprawdę imponująco technicznie – twardziej zarysowują brzmienie, są blisko idealnej równowagi. Lubię oba modele, ale w mojej ocenie to SuperMIX 4 reprezentują lepszy stosunek jakości do ceny.
Oriveti Blekq Purecaster
Bleq Purecaster, czyli dynamiczne słuchawki od submarki Oriveti, to już bezpośredni konkurent o zupełnie innym charakterze. W zależności od wybranych filtrów Purecastery brzmią albo efektownie na planie litery U (czarne filtry), albo płasko i dość analitycznie (srebrne filtry). Moim zdaniem SIMGOT-y są lepsze technicznie, przekazują więcej informacji, brzmią bardziej precyzyjnie i równo, ale Purecaster to jednak słuchawki 2w1 z… modularnym kablem zbalansowanym.

Wciąż stawiam znak wyższości przy modelu SuperMIX 4, bo to jednak wieloprzetwornikowe IEM-y o świetnym strojeniu. Niemniej możliwość przestrojenia i balans prosto z pudełka to atut Purecasterów, a zarazem prztyczek w nos dla słuchawek SIMGOT-a.
Letshuoer Cadenza 4
Cadenza 4 to wyżej pozycjonowane hybrydy, które mają sporo wspólnego z SuperMIX 4. Oba modele stawiają na równowagę, nie maskują szczegółów i popisują się stroną techniczną. Okazuje się jednak, że słuchawki Letshuoera mocniej przechylają się w stronę analizy – są neutralne, wyraziste i bezpośrednie. W przypadku SuperMIX 4 słychać więcej ciepła i barw, brzmienie jest spokojniejsze i przystępniejsze. Scena jest z kolei po stronie Cadenza 4, ale to ponownie zasługa symetrycznego kabla.

Cadenza 4 kosztują kilka stówek więcej, ale mają modularny kabel zbalansowany, mnóstwo tipsów w pudełku i posrebrzony kabel z miedzi OCC. Dopłacamy więc za premium wyposażenie, ale tak naprawdę brzmieniowo poziom jest zbliżony. Cenię sobie oba modele, trudno byłoby mi wybrać faworyta, ale podoba mi się niższa cena SuperMIX 4.
Sivga Nightingale i Nightingale Pro
Planarne modele serii Nightingale od Sivga to zupełnie inna bajka. Oba modele nie powalają na kolana potęgą basu, a nie są też zrównoważone. W ich przypadku pierwsze skrzypce gra ciekawa, bliska średnica o uwypuklonym charakterze, której kroku dotrzymuje sopran. SuperMIX 4 są zdecydowanie bliższe równowagi, schodzą swobodniej w subbas i mają przystępniejsze wysokie tony od dokanałówek Sivga. Nightingale są ponadto jakby piaszczyste w przekazie, a wariant Pro bez wątpienia wygładzony, więc stawiam SuperMIX 4 wyżej.
Nightingale zostały wycenione podobnie, a wersja Nightingale Pro wymaga dopłaty kilkuset złotych. Moim zdaniem SIMGOT-y są tutaj górą – również potrafią czarować średnicą, ale lepiej współpracują także z rozrywkowym repertuarem za sprawą pełniejszego basu (niskiego i średniego). Warto jednak zauważyć, że oba modele dokanałówek Sivga mają w pudełkach kabel zbalansowany…
Kefine Arnar
Kefine Arnar jest chyba najmocniejszym konkurentem ze wszystkich wymienionych. Mowa o podobnie wycenionych hybrydach z przetwornikami mikro-planarnymi oraz armaturowymi, które zostały wyposażone w trzy rodzaje filtrów akustycznych i… modularny kabel zbalansowany. Tak, znowu minus dla SuperMIX 4. Ponadto filtry akustyczne w modelu Arnar nie są tylko na dokładkę, każdy ich rodzaj ma rację bytu, bo pozwalają one dostosować proporcje niskich oraz wysokich tonów.
Arnar oferują ponadto szerszą scenę dźwiękową dzięki wtyczce 4,4 mm. Niemniej bez względu na konfigurację, to SuperMIX 4 mają w sobie więcej barw, ciepła i naturalności, a także więcej precyzji w wyższej średnicy i sopranie. Mamy więc do czynienia z potyczką strojenia na planie litery U (Kefine Arnar) oraz techniczno-muzykalnej równowagi (SIMGOT SuperMIX 4).
Werdykt? Trudny. Po szczegóły zapraszam do testu modelu Arnar.
Sennheiser IE 200
Na koniec sięgnąłem dla odmiany po słuchawki z rynku europejskiego, które są nieznacznie tańsze od SuperMIX 4, ale dużo skromniejsze konstrukcyjnie. Otóż IE 200 bazują na niewielkich, 6-milimetrowych przetwornikach dynamicznych i tylko na nich. Nie dajcie się zwieść, niepozorne słuchawki niemieckiego producenta brzmią świetnie – na planie litery U, zwiewnie, energicznie i muzykalnie, a także dość szeroko w scenie.

Nie ma jednak wątpliwości, że SuperMIX 4 są bardziej zaawansowane. Bohater testu schodzi swobodniej w subbas, twardziej zarysowuje pasmo średnie i zapewnia bardziej rozciągnięte wysokie tony, a więc poszczególne przetworniki nie są jedynie chwytem marketingowym, każdy dodaje swoje trzy grosze do ogólnego charakteru słuchawek SIMGOT. Jestem wielkim fanem IE 200 – słuchawki udowadniają jak wiele można wyciągnąć z pojedynczych i maciupkich przetworników dynamicznych. Niemniej w tej konfrontacji wybrałbym SuperMIX 4 – cztery rodzaje przetworników to mieszanka wybuchowa.
SIMGOT SuperMIX 4 – synergia, wysterowanie i kabel zbalansowany
Zrównoważone brzmienie, pełny bas, bliskie średnie i klarowna góra – słuchawki zgrywają się dzięki temu z przeróżnymi źródłami. Uzyskiwałem dobre efekty zarówno z neutralnym sprzętem (FiiO R9), jak i barwiącym brzmienie (Cayin RU9 w trybach lampowych). Radziłbym jedynie uważać na wysokie tony – ostrzej zrealizowana muzyka i źródła o analitycznym charakterze mogą zaszkodzić słuchawkom.
Niska impedancja i potężna skuteczność to ryzykowne połączenie. Obawiałem się szumu i problemów wynikających z efektu damping factor. O dziwo w przypadku mobilnych źródeł uświadczyłem czyściutki sygnał i świetną kontrolę pasm. Jakby tego było mało, SuperMIX 4 nie szumiały nawet ze stacjonarnych źródeł o potężnej mocy. Niemniej z takim HiFiMAN-em EF600 słychać było pewne problemy z basem, lekkie jego przytkanie i spadek dynamiki, wynikające najpewniej z niekorzystnego stosunku impedancji.

A co z kablem zbalansowanym? Od początku zastanawiam się na ile jego brak to rezultat oszczędności, a na ile zdrowego rozsądku. Wszak SuperMIX 4 absolutnie nie potrzebują podwojonej mocy, a w mojej ocenie satysfakcjonują także przestrzenią. Niemniej ku mojemu zdziwieniu z kablem zbalansowanym słuchawki nadal brzmiały czysto (!), a nadmiarowa moc nie uprzykrzała życia przy regulowaniu głośności. Słuchawki zyskały także na samym połączeniu niesymetrycznym, ale jego wpływ był typowy – scena się poszerzyła, czyli stała elipsoidalna.
Przy eksperymentach z kablami okazało się, że słuchawki lubią się z miedzią OFC i OCC, ale najlepiej nieposrebrzoną. Bez domieszki srebra góra pasma jest nieznacznie łagodniejsza, ale wciąż klarowna i wyrazista, czyli słuchawki zyskują na synergiczności. Na miejscu producenta zrezygnowałbym więc z posrebrzonego kabla na rzecz miedzi, ale rozumiem, że nie wygląda to tak dobrze marketingowo.
Podsumowanie
SIMGOT SuperMIX 4 są jedynymi z najlepszych IEM-ów, jakie do mnie trafiły. Te kwadbrydy (?) nie powalają może wzornictwem, ale prosta konstrukcja przekłada się na wysoką ergonomię i przyzwoitą izolację akustyczną. Gwoździem programu jest świetne, zrównoważone i barwne brzmienie na imponującym poziomie technicznym – SuperMIX 4 przekazują dużo dźwiękowej informacji, brzmią w sposób bezpośredni i zarysowany. Nie ujmuje to jednak muzykalności, bo słuchawki wciąż angażują i to na długie godziny.
Wady? Skromny zestaw tipsów, brak balansu, przeciętna energia i zróżnicowane średniego basu. Niektóre wady wynikają też z niesymetrycznego kabla – scena nie jest tak szeroka, jakby mogła być, a moim zdaniem posrebrzona miedź nie była najlepszym wyborem. Do perfekcji zabrakło także ciaśniejszego suwaka przy rozdzielaczu, ale to detal.

SIMGOT SuperMIX 4 kosztują około 700 zł. Porównania z innymi słuchawkami pokazały, że w tej cenie można oczekiwać już balansu (lub chociaż takiej opcji), a łatwo znaleźć także modularne wtyczki. Wymienne filtry akustyczne to również nie fanaberia. Niemniej SuperMIX 4 reprezentują tak wysoki poziom techniczny i są na tyle uniwersalne, że zasługują na rekomendację. Sam chętnie korzystałbym z nich na co dzień, a już szczególnie z miedzianym kablem zbalansowanym.

Dla SIMGOT SuperMIX 4
Zalety:
+ proste wzornictwo
+ wysoka ergonomia
+ niezła izolacja akustyczna
+ elastyczny kabel
+ niepodatność na szum
+ łatwość wysterowania
+ zrównoważone i techniczne, ale wciąż muzykalne brzmienie
+ ponadprzeciętna rozdzielczość i dynamika
+ poukładana scena dźwiękowa
Wady:
– mały wybór tipsów
– brak kabla zbalansowanego
– przeciętne zróżnicowanie midbasu
Sprzęt dostarczył:





![Kefine Arnar [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/08/Kefine-Arnar-218x150.jpg)
![Sivga Nightingale Pro [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/03/Sivga-Nightingale-Pro-218x150.jpg)
![Oriveti Bleqk Purecaster [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/12/Oriveti-Bleqk-Purecaster-218x150.jpg)
![ddHiFi E14D Surface [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/07/ddHiFi-Surface-218x150.jpg)
![FiiO FX17 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/06/FiiO-FX17-218x150.jpg)