Sivga Audio Peng to nowe słuchawki wokółuszne, które zaprzeczają trendom. Producent przyzwyczaił już do drewniano-metalowych obudów i klasycznego wzornictwa, ale tym razem postawił na zamkniętą konstrukcję oraz dynamiczne przetworniki o średnicy 50 mm. Uwagę zwraca ich impedancja, która wynosi aż 340 omów.
Producenci smartfonów wywinęli nam numer. Mobilny boom spowodował, że audiofilskie słuchawki stały się usilnie „przenośne” za sprawą niskoomowych i skutecznych przetworników, możliwych do napędzenia z wyjścia słuchawkowego smartfona. Z tego ostatniego niedługo później zrezygnowano na rzecz słuchawek bezprzewodowych. W rezultacie zostaliśmy z łatwymi do napędzenia słuchawkami stacjonarnymi, które podłączamy do wydajnych odtwarzaczy i potężnych wzmacniaczy. Sprzęt się męczy, swobodne operowanie pokrętłem głośności nie jest możliwe, a potężny zapas mocy to ryzyko uszkodzenia nie tylko słuchawek, ale także słuchu.
Sivga Audio najwidoczniej chce to zmienić, bo Peng nie są kolejnymi niby-mobilnymi słuchawkami stacjonarnymi. Wykorzystano w nich przetworniki dynamiczne o impedancji 340 omów, które pozwolą rozwinąć skrzydła wzmacniaczom czy wydajnym DAP-om. Wysoka impedancja często przekłada się także na czystszy sygnał, mniejsze zniekształcenia oraz lepszą kontrolę membran, bo łatwiej uzyskać odpowiedni współczynnik tłumienia. Mniejsze ryzyko niekontrolowanych skoków głośności i wygodniejsze operowanie pokrętłem to kolejne plusy.
Musiałem więc sprawdzić, co potrafią Sivga Audio Peng i czy warto dopłacić do nich względem modelu Oriole. Zastanawiało mnie też, jak słuchawki wypadną w porównaniu do planarnych P2 Pro.
Wyposażenie
Zestaw zawiera:
- kabel 2x 3,5 mm > 4,4 mm (długość ok. 180 cm);
- przejściówkę 4,4 mm > 3,5 mm (długość ok. 12 cm);
- futerał;
- woreczek na akcesoria;
- opaskę z rzepu.


Wyposażenie tradycyjnie zasługuje na pochwałę, a w szczególności zbalansowany kabel zwieńczony wtyczką 4,4 mm, który został wykonany na bazie miedzi monokrystalicznej (OCC) o czystości 6N. Nie zapomniano też o przejściówce do standardu 3,5 mm, pojemnym futerale na słuchawki oraz konopnym woreczku do przechowywania akcesoriów.
Konstrukcja
Nie ma żadnych wątpliwości, że Peng to dzieło marki Sivga Audio. Wystarczy spojrzeć na charakterystyczne, drewniane muszle oraz szynowy pałąk z podwieszoną opaską. Jakość wykonania jest także po staremu, ponieważ trudno przyczepić się do zastosowanych materiałów oraz ich obróbki – muszle z drewna gatunku zebrano zostały perfekcyjnie wypolerowane, aluminiowy pałąk wykończono precyzyjnie, a całość wzorowo spasowano i skręcono śrubami Torx. Jedynie na plastikowych spinkach opaski pałąka można zauważyć pewne niedoskonałości, ale nie psują one efektu.

Muszle zostały wykonane z aluminium (obudowy) oraz drewna (pokrywki). W ich dolnych częściach można dostrzec pozłocone gniazda 3,5 mm, a w górnych maskownice wentylujące komory przetworników. Nie zaskakują także kątowe i hybrydowe pady z piankowym wypełnieniem, które zostały ergonomicznie wyprofilowane. Od zewnątrz obszyto je sztuczną skórą, na rantach tkaniną, a od wewnątrz również imitacją skóry, ale perforowaną. Nie obyło się także bez siateczek zabezpieczających przetworniki z nadrukowanymi oznaczeniami kanałów, czyli dużymi literami „L” i „R”.
Muszle zamocowano w pałąk za pomocą solidnych widełek, które umożliwiają swobodne odchylanie słuchawek i składanie ich na płasko w obu kierunkach – nie wszystkie modele Sivga to potrafią. Sam pałąk ma klasycznie formę szyn, a pod nim podwieszono dobrze już znaną opaskę. W tym przypadku jest ona wykonana ze skóry jagnięce, obszytej od spodu melanżową tkanina z charakterystycznymi „poduszkami”.


Kabel nie jest nowością, ale wciąż robi duże wrażenie. Wykonano go z czterech żył miedzi monokrystalicznej (OCC), odróżnionych gładką izolacją – dwie żyły mają ją przezroczystą, dwie przyciemnioną. Elementy na kablu są aluminiowe, co dotyczy nie tylko wtyczek 3,5 mm oraz 4,4 mm, ale także splittera z pasującym do niego suwakiem. Producent nie oszczędzał również na przejściówce ze standardu Pentaconn do minijack, wykonanej z tych samych materiałów, co przewód.

Ergonomia i użytkowanie
W tym miejscu mógłbym wkleić opis ergonomii z innych testów słuchawek Sivga, ponieważ model Peng ma identyczne zalety, jak i wady. Zacznijmy od plusów, czyli stosunkowo lekkiej (341 g) i proporcjonalnie wyważonej konstrukcji, dzięki czemu słuchawki nie męczą karku podczas dłuższych odsłuchów. Fantastycznie sprawują się także nauszniki – przyjemne w dotyku, optymalnie pojemne i wzorowo przylegające. Pady z powodzeniem neutralizują nacisk pałąka, więc słuchawki nie uciskają skroni. Wisienką na torcie jest szeroka, miękka i elastyczna opaska, idealnie dostosowująca się do kształtu głowy.
Ergonomiczna perfekcja? Prawie. Niestety nie obyło się bez standardowej już wady, czyli przestrzelonej regulacji rozmiaru. Mam średniej wielkości głowę, a w ogóle nie musiałem rozsuwać opaski, co nie powinno mieć miejsca. Słuchawki będą więc pasowały na średnie i większe czaszki, ale najpewniej będą zbyt duże dla melomanów z mniejszymi „makówkami”. Narzekałem na to w innych modelach producenta i sytuacja nie uległa poprawie. Wystarczyłoby skrócenie opaski i ewentualnie zmniejszenie szyn pałąka, żeby wyeliminować problem.
Izolacja akustyczna nie powala na kolana. Słuchawki są w tym aspekcie specyficzne, ponieważ z powodzeniem przytłumiają niższe częstotliwości, mowę czy hałasy domowników, ale wydają się potęgować wyższe zakresy – szum samochodów za oknem czy deszcz uderzający o parapet potrafiły mi przeszkadzać. Nie jestem pewien, czy to wina samych muszli, czy jednak pałąka, który lekko sprężynuje, więc może rezonować i wzmacniać pewne częstotliwości. W każdym razie Sivga Peng nie odetną nas od świata, ale nie powinny przeszkadzać innym – dźwięk tylko nieznacznie wycieka.

Przewód spisuje się na piątkę. Wtyczki trzymają się perfekcyjnie, rozdzielacz spełnia swoje zadanie, a kabel jest elastyczny, lejący się i wzorowo się układa. Z kolei jego długość rzędu 180 cm sprawdza się zarówno do odsłuchów z urządzeń mobilnych, jak i stacjonarnych. Z ewentualną wymianą kabla również nie będzie problemu – gniazda 3,5 mm są pozbawione blokad i nie zostały wpuszczone w muszle.
Specyfikacja
- konstrukcja: zamknięta, wokółuszna
- przetworniki: dynamiczne 50 mm
- pasmo przenoszenia: 20 Hz-40 kHz
- czułość: 102 dB
- impedancja: 340 Ω
- kabel: miedź 6N OCC, 2x 3,5 mm > 4,4 mm + adaptery 3,5 mm oraz 6,35 mm (ok. 200 cm)
- masa: 341 g
Brzmienie
Sivga Audio Peng oferują solidny poziom – producent zdążył już przyzwyczaić do świetnego brzmienia na wysokim poziomie technicznym i nie inaczej jest w tym przypadku. Sygnatura dźwiękowa nie jest jednak powtórką z rozrywki – Peng nie brzmią jak dynamiczne Luan, a nie są też zamkniętym odpowiednikiem SV023. Słychać podobieństwa do również dynamicznych Oriole czy planarnych P2 Pro, ale znowu nie ma mowy o kalce. Mamy raczej do czynienia z wypadkową różnych modeli Sivga, a jej efektem są zrównoważone, ale naturalnie ciepło brzmiące słuchawki o muzykalnym charakterze.
Sivga Peng – sygnatura dźwiękowa
Niskie tony są kontrolowane, nie wychodzą przed szereg, ale też nie wydają się być ścięte. Słuchawki potrafią przekazać masywny midbas, jak i punktowy wyższy bas, ale nie należy oczekiwać potężnego subbasu i dużych ilości dołu. Peng mogą zatem nie usatysfakcjonować fanów ciężkiej elektroniki czy rapu, ale przypadną do gustu słuchającym jazzu, klasyki, bluesa, rocka, jak i klasycznej elektroniki. Kontrabasu, gitary basowej czy fortepianu słucha się z przyjemnością, a i perkusja potrafi zabrzmieć mocno i z werwą. Wszystko za sprawą świetnego zróżnicowania niskich tonów, bardzo dobrej dynamiki i barwnego przekazu. Mnie detali w basie nie brakowało, ale z pewnością nie są one pierwszoplanowe – słychać, że priorytet miała przyjemność z muzyki, a nie szczegółowość.
Pasmo średnie jest bliskie, ma lekko ocieplony i nieznacznie wygładzony charakter, ale nie ma mowy o rozmiękczeniu czy rozmyciu przekazu. Słychać po prostu, że dźwięk nie jest tak twardy i konturowy, jak w słuchawkach planarnych. To zasługa pewnego akcentu w niższej średnicy, która jednak nie dominuje nad wyższymi rejonami – dzięki temu brzmienie jest wciąż klarowne, ale nie agresywne, ostre czy szorstkie. Dźwięk pozostaje bezpośredni, detale łatwo wychwycić, ale słuchawki nie męczą na dłuższą metę. Możemy więc słuchać pierwszoplanowych i mocnych wokali, wyrazistych dęciaków, gitar przeróżnego rodzaju czy smyczków, ale nie będziemy zmęczeni dźwiękiem nawet po wielu godzinach spędzonych z Peng.
Wysokie tony kontynuują charakter pozostałych pasm – nie zostały ścięte, ale są łatwostrawne. Góra pasma rozciąga się swobodnie, nadaje muzyce klarowności i świetnie wspiera przeróżne instrumenty, w tym talerze perkusyjne, rozbrzmiewające w sposób metaliczny i dźwięczny. Wysokie tony nie będą jednak cięły bębenków słuchowych – ani przez chwilę nie narzekałem na sykliwość, ale nie miałem też wrażenia, że brzmienie jest ciemne czy zgaszone. Słuchawki wciąż brzmią wyraziście, sybilanty zawarte w nagraniach nie znikają, podobnie jak szum czy trzaski starych nagrań. Zatem Sivga Peng brzmią jasno i blisko, ale znowu przystępnie i nie agresywnie.
Sivga Peng – scena dźwiękowa i holografia
Scena dźwiękowa jest optymalna, proporcjonalna oraz bezpośrednia za sprawą bliskiego pierwszego planu. Odebrałem przestrzeń jako kulistą, ale z satysfakcjonującą stereofonią. To zasługa dość kontrastowej separacji kanałów, a już szczególnie w połączeniach zbalansowanych, potęgujących szerokość sceny. Ekspozycja instrumentów jest więc trójwymiarowa, a źródła pozorne kształtne i dość duże, czyli zajmujące w scenie obszary, a nie punkty. Nie miałem też powodów do narzekania na separację dźwięków – wydzielenie poszczególnych linii melodycznych to pestka.
Scena nie jest jednak perfekcyjna. Wciąż słychać, że Peng cechują się konstrukcją zamkniętą, czyli nie ma jeszcze efektu zawieszenia instrumentów w powietrzu wokół nas, wrażenia w bezkresnej przestrzeni. Nie chcę zostać źle zrozumiany – scena dźwiękowa jest spora i dość swobodna, jak na słuchawki zamknięte. Najpewniej uzyskano to wentylowanymi muszlami, dzięki czemu w scenie dźwiękowej słychać sporo powietrza. Kratki wentylacyjne stanowią jednak miecz obosieczny – pozytywnie wpływają na holografię, ale najpewniej pogarszają izolację akustyczną. Coś za coś.
Sivga Peng – porównania
Sivga Peng vs SV023
Sivga Peng nie są zamkniętym odpowiednikiem modelu SV023. Podobieństwa oczywiście słychać w dość zbalansowanym sposobie prezentacji, ale to SV023 są bliższe neutralności i bez wątpienia jaśniejsze. Moim zdaniem Peng przechylają się raczej w stronę naturalnego przekazu, mają w sobie więcej ciepła i generują łagodniejszy sopran. Scena dźwiękowa nie jest z kolei tak… otwarta, jak w przypadku SV023.
Zatem jeśli ważna jest duża scena i bardziej techniczny charakter, to SV023 będą górą. Gdy jednak lubimy zrównoważone brzmienie, ale w bardziej muzykalnym wydaniu, to Peng wyjdą na prowadzenie. Może nie zaoferują one takiej ilości detali i tak wyrazistego dźwięku, ale pozostaną przyjemniejsze w odbiorze na dłuższą metę za sprawą łagodniejszej góry pasma.
Sivga Peng vs P2 Pro
Sivga Peng nie są też kalką modelu P2 Pro. Znowu daje się wychwycić paralele, ponieważ P2 Pro to także dość muzykalne słuchawki o barwnym brzmieniu, którym nie brakuje ciepła. Odebrałem jednak P2 Pro jako słuchawki brzmiące masywniej, kapkę klarowniej oraz bardziej konturowo, co moim zdaniem wynika głównie z zastosowania różnych przetworników – P2 Pro to słuchawki planarne. Zazwyczaj odbieram przetworniki tego typu jako brzmiące twardziej, mniej gładko od dynamików i dokładnie tak jest w tym przypadku.

Zatem P2 Pro serwują muzykalność, ale w bardziej wyrazistym wydaniu, a Peng są spokojniejsze, miększe w przekazie, a szczególnie basu oraz średnicy. Uważam, że P2 Pro serwują trochę więcej detali, a do tego generują swobodniejszą scenę dźwiękową za sprawą otwartej konstrukcji. Zatem, gdy lubimy zarysowane brzmienie, dociążony bas i swobodną scenę – P2 Pro okażą się lepsze. Jeśli jednak zależy nam na bardziej zrównoważonym przekazie, gładszym brzmieniu i zamkniętej konstrukcji, to wygrają Peng.
Sivga Peng vs Oriole
Oriole to również zamknięte i dynamiczne słuchawki, ale o innym charakterze. Oriole także brzmią dość równo, gładko i muzykalnie, ale Peng potrafią zabrzmieć masywniej, cieplej i z większym rozmachem. Moim zdaniem słychać, że Oriole to mniejsze słuchawki – nie brzmią tak efektownie i generują mniejszą scenę dźwiękową od Peng. Daje się też wychwycić, że źródła pozorne w Oriole są mniejsze.

Oriole mogą jednak wyjść na prowadzenie, gdy wolimy bardziej neutralne brzmienie – wydają się być płaskie przy Peng, słuchawek lekko ocieplonych i zagęszczonych w basie oraz niskiej średnicy. Całościowo stawiam jednak wyżej Peng, ponieważ Oriole przegrywają sceną dźwiękową i holografią, przekazują trochę mniej informacji w poszczególnych pasmach. Jednocześnie uważam, że fani modelu Oriole docenią Peng, które stanowią niejako ich rozwinięcie, ale w bardziej naturalnym wydaniu.
Co innego, że relacja jakości do ceny jest korzystniejsza w przypadku Oriole, które kosztują około 800 zł, ponieważ wszystko wskazuje na to, że Peng będą przynajmniej o 1000 zł droższe. Oriole nie posiadają jednak kabla zbalansowane w zestawie, co warto mieć na uwadze.
Sivga Peng vs Luan
Spodziewałem się, że Peng będą miały najwięcej wspólnego z Luan, ale myliłem się. Oba modele bazują na przetwornikach dynamicznych, ale Luan generują zdecydowanie więcej ciepła, brzmią jeszcze bardziej miękko i gładko, a do tego generują znacznie łagodniejszą górę pasma. Luan przy Peng są wręcz mdłe w przekazie, ponieważ mocno ocieplone i ciemniejsze.
W rezultacie Peng są bliżej równowagi od Luan, cechują się bardziej naturalnym dźwiękiem i zdecydowanie klarowniejszą górą pasma. Przekłada się to też na wyraźnie wyższą rozdzielczość – Peng generują więcej detali od Luan, a wciąż pozostają łatwe w odbiorze. W tej konfrontacji plus dla Peng, ale należy pamiętać, że to słuchawki pozycjonowane wyżej – Luan kosztują około 1100 zł, gdy Peng będą wymagały dopłaty przynajmniej 700 zł.
Sivga Peng vs FiiO FT5 i inne słuchawki
FiiO FT5 również odbieram jako słuchawki muzykalne, ale z większą dawką basu i sopranu. W rezultacie Peng są bliższe równowagi za sprawą bardziej bezpośredniej średnicy. Bliżej charakteru Peng są niżej pozycjonowane FT1 Pro, ale te brzmią cieplej i mniej klarownie od Peng. Nie słyszę też podobieństw do popularnych słuchawek HiFiMana – Ananda Nano czy Edition XS to słuchawki jaśniejsze i bardziej techniczne w przekazie. Najbliżej są czarne Sundara, ale Peng brzmią od nich równiej i gładziej. Sundara Silver są z kolei neutralno-jasne względem Peng, a Sundara Closed-Back uwypuklają średnicę.

Mam wrażenie, że Sivga Peng mają najwięcej wspólnego z… Sennheiserami HD 660S2, również wyposażonymi w dynamiczne i wysokoimpedancyjne przetworniki. Wprawdzie HD 660S2 generują kapkę więcej basu, mniej ciepła w średnicy i nieznacznie więcej sopranu, ale jest w charakterze Peng coś, co kojarzy się z Sennheiserami serii HD. Nie zdziwię się, jeśli wynika to właśnie z przetworników o wysokiej impedancji, czyli to zasługa precyzyjnie kontrolowanych membran i czystego sygnału. Zarówno HD 660S2, jak i Peng sprawiają wrażenie poważnych słuchawek dla koneserów, a nie nowicjuszy.
Należy tylko pamiętać, że Sennheiser HD 660S2 to model otwarty – scena dźwiękowa Peng nie jest jeszcze tak swobodna, napowietrzona i stereofoniczna. W zamian zyskujemy jednak (trochę) lepszą izolację akustyczną.
Sivga Peng – wysterowanie i synergia
Słychać, że zastosowano wysokoomowe przetworniki. Słuchawki rozwijają skrzydła ze stacjonarnymi wzmacniaczami i lubią duże podbicie – wtedy bas dochodzi do głosu, góra się otwiera, a przybywa też werwy i przestrzeni. Daje się ponadto wychwycić charakterystyczny spokój, jakby harmonię pasm. Tak zazwyczaj odbieram słuchawki wysokoomowe i być może wynika to właśnie z lepszej kontroli membran względem modeli niskoomowych.
Nie należy się jednak obawiać impedancji, ponieważ Peng mają swoje wymagania, ale nie są słuchawkami wyjątkowo trudnymi do wysterowania, więc podstawowe wzmacniacze biurkowe już sobie z nimi poradzą. Nie łączyłbym ich jedynie z adapterami Bluetooth czy przetwornikami mobilnymi – w takich konfiguracjach nadal nie będzie brakowało głośności, ale Peng mogą nie pokazać pełni swoich możliwości w basie, scenie czy dynamice. Lepiej traktować je jako słuchawki stacjonarne.

A co z synergią? W tym aspekcie słuchawki nie są wybiórcze. W trakcie testów słuchałem ich z przyjemnością zarówno z cieplejszym FiiO K17, jak i bardziej neutralnym FiiO R9. HiFiMAN EF600 również zapewnił im świetne warunki. Unikałbym tylko ekstremów – przyciemnionych lub rozjaśnionych źródeł, ale można to napisać o zdecydowanej większości słuchawek, a nie tylko modelu Peng.
Podsumowanie
Sivga Audio Peng to bardzo dobre słuchawki. Zostały one bogato wyposażone i solidnie wykonane, a do tego miło zawiesić na nich oko. Konstrukcja nie rozczarowuje także ergonomią za sprawą optymalnej masy, miękkich nauszników oraz elastycznej opaski. Elastyczny kabel zbalansowany z miedzi monokrystalicznej to kolejny plus, a w razie potrzeby łatwo go wymienić za sprawą uniwersalnych gniazd 3,5 mm, które nie zostały wpuszczone w obudowy. Jak zwykle słychać, że producent zna się na rzeczy, bo uniknięto zniekształceń, mimo zamkniętej konstrukcji. Wymagający powinni być zatem zadowoleni z naturalnie zrównoważonego, gładkiego i ciepłego brzmienia w wysokiej rozdzielczości.
Natrafiłem jednak na kilka wad. Pałąk jest niestety zbyt obszerny, więc słuchawki mogą być za duże na mniejsze głowy. Z kolei izolacja akustyczna nie powala na kolana – słychać, że Peng są zamknięte, ale słuchawki przepuszczają wyższe częstotliwości, więc nie odetną nas od świata. Nie należy też oczekiwać potężnej sceny dźwiękowej i wyjątkowo tłustego subbasu.

Sivga Audio Peng kosztują około 1800 zł w zagranicznych sklepach. W zamian otrzymujemy wysokoimpedancyjne słuchawki o muzykalnym charakterze, których chce się słuchać i można to robić godzinami. Mnie testowało się je z przyjemnością i chętnie korzystałbym z nich na co dzień. Niemniej tłumienie nie powala na kolana, a w podobnych pieniądzach można mieć fenomenalne Sivga P2 Pro czy też Sennheisery HD 660S2. Jeśli jednak słuchawki muszą być dynamiczne i zamknięte, a nie zależy nam na potężnym basie, to Peng powinny sprostać zadaniu.
Zalety:
+ bogate wyposażenie
+ solidne wykonanie
+ poważne wzornictwo
+ wysoka ergonomia
+ uniwersalne gniazda
+ zbalansowany kabel OCC
+ wysokoimpedancyjne przetworniki
+ synergiczność
+ naturalnie zrównoważone, lekko ciepłe i muzykalne brzmienie
+ trójwymiarowa scena dźwiękowa
Wady:
– nieoptymalna regulacja rozmiaru
– przeciętna izolacja akustyczna
– uszczuplony subbas
Sprzęt dostarczył:




![Sendy Audio Aiva 2 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/05/Sendy-Audio-Aiva-2-218x150.jpg)
![Sennheiser HD 550 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/04/Sennheiser-HD-550-2-218x150.jpg)
![Sivga Audio P2 Pro [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2024/07/Sivga-P2-Pro-218x150.jpg)
![Sennheiser HD 490 Pro Plus [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2024/03/Sennheiser-HD-490-Pro-Plus-218x150.jpg)