Sivga to nie tylko słuchawki wokółuszne. Nowe Nightingale Pro charakteryzują się konstrukcją typu Over The Ear, bazują na przetwornikach planarnych z membranami 14,5 mm i mają zapewnić głęboki bas, wysoką szczegółowość oraz szeroką scenę dźwiękową. Nie obyło się również bez drewnianych elementów i hybrydowego kabla zbalansowanego w zestawie.
Słuchawki Sivga wielokrotnie gościły na łamach kropka.audio, ale były to przede wszystkim konstrukcje nagłowne – zarówno bardziej kompaktowe, jak i pełnowymiarowe, dynamiczne oraz planarne. W zdecydowanej większości przypadków byłem zadowolony z rezultatu, doceniałem wysoką jakość wykonania, świetną ergonomię i oczywiście solidne brzmienie. Z wielu modeli, takich jak SV023, P2 Pro oraz Oriole, korzystałem na co dzień i to z pełną satysfakcją. Ominęły mnie natomiast dokanałówki Sivga, których ofertę producent sukcesywnie rozbudowuje. Czas to zmienić.
Co potrafią Sivga Nightingale Pro (ok. 1200 zł) i jak mają się do podstawowych Nightingale (699 zł) oraz konkurencyjnych słuchawek dokanałowych?
Wyposażenie
Zestaw zawiera:
- 4 pary czarnych tipsów silikonowych (rozmiary S, M i L);
- 3 pary białych tipsów silikonowych (rozmiary S, M i L);
- kabel 2-pin 0,78 mm > 4,4 mm (długość ok. 120 cm);
- futerał.
Tipsy nieznacznie różnią się zastosowanym materiałem i kształtem – czarne końcówki są cieńsze i mają minimalnie większą średnicę wylotową, a białe wydają się grubsze i mniej elastyczne. Ogólna jakość obu typów nakładek jednak nie powala na kolana, a w zestawie przydałyby się także pianki termoaktywne.

Uwagę zwraca za to kabel zbalansowany o hybrydowej konstrukcji, który spleciono z czterech żył miedzi OCC oraz z czterech posrebrzonej miedzi OCC. Tym razem w zestawie nie ma adaptera do standardu 3,5 mm, ale w 2026 roku to już nie problem – praktycznie każde źródło oferuje wyjście zbalansowane 4,4 mm.
Konstrukcja i jakość wykonania
Metalowe obudowy? Są. Drewniane faceplate’y? Na miejscu. Od razu widać, że Nightingale Pro to dzieło Sivga. Słuchawki wykonano ze stopu aluminium i magnezu, a ozdobne pokrywki z drewna zebrano, które producent chętnie stosuje także w swoich modelach nagłownych – podziwiałem je ostatnio w SV021 Pro (Robin Pro). Jakość wykonania jest także typowa dla Sivga, czyli nie sposób narzekać na wykończenie elementów i ich spasowanie. Jest co podziwiać.
Słuchawki mają ciekawy kształt – owalne pokrywki wychodzą poza obręb obudów w taki sposób, że zakrywają i jednocześnie zabezpieczają gniazda 2-pin 0,78 mm. Te ostatnie nie zostały wpuszczone w obudowy, a wręcz przeciwnie – wystają z nich. Same piny znajdują się jednak głębiej we wtyczkach 2-pin 0,78 mm, dzięki czemu maskują wystające gniazda. Można wręcz pomylić je ze standardem MMCX, a efekt potęguje ich okrągły kształt.
Stożkowe obudowy płynnie przechodzą w tulejki – szerokie, krótkie i zabezpieczone siateczkami oraz metalowymi przegrodami akustycznymi. Niedaleko nich można dostrzec także precyzyjnie naniesione oznaczenia kanałów i niewielkie otwory odpowietrzające. Całość estetycznie współgra z hybrydowym i ośmiożyłowym kablem, który nie podpada jakością. Cztery z jego żył zostały zabezpieczone przezroczystą izolacją, a cztery czarną. Wszelkie elementy na kablu są aluminiowe, z wyjątkiem częściowo plastikowych wtyczek dwupinowych.


A jak Nightingale Pro mają się do podstawowych Nightingale w kwestii wzornictwa i jakości wykonania? Zwykły wariant jest zaskakująco blisko, bo to także aluminiowo-drewniane słuchawki. Jego kolorystyka jest jednak ciemniejsza, a wykończenie połyskujące, więc grafitowe i matowe Nightingale Pro wyglądają lepiej, jak na mój gust. Zwykłe słuchawki wyposażono jednak w prostszy, czterożyłowy kabel wykonany w całości z posrebrzonej miedzi, ale wciąż zbalansowany.
Ergonomia i użytkowanie
Nightingale Pro nie budzą większych zastrzeżeń ergonomicznych. Słuchawki nie odstają mocno z uszu i dobrze współgra z wewnętrzną ich strukturą, mimo że nie mają cech typowo anatomicznych. Mnie „słowiki” nie uciskały, a nie podpadły mi także termokurczki pełniące rolę zausznic, które są przyjemne w dotyku i nie wrzynają się w skórę. Doceniłem ponadto suwak przy rozdzielaczu kabla, który utrzymuje wybraną pozycję, czyli pozwala skrócić odcinki douszne nie tylko w teorii. Mikrofonowanie także nie jest problemem – szuranie i stukanie kabla nie dają się we znaki.

Izolacja akustyczna nie jest wybitna. Słuchawki nie uszczelniają w pełni kanałów słuchowych, ale w trakcie odsłuchów otoczenie mocno nie przeszkadza – wystarczy średni poziom głośności, by skupić się na muzyce. Chyba, że znajdujemy się w wyjątkowym zgiełku – słuchawki mogą przegrać z rozklekotaną komunikacją miejską czy remontem u sąsiada. Ma to swoje plusy, ponieważ kanały słuchowe nie są zasysane, więc słuchawki nie męczą nawet na dłuższą metę. Nie można tego powiedzieć o modelach szczelnie zatykających kanały słuchowe, które wymagają częstszych przerw.
Nightingale oferują identyczny komfort, co wariant Pro – kształt obu modeli jest taki sam, a nie różnią się one też wymiarami. Kabel tańszego modelu także układa się dobrze i zabezpieczono go równie przyjemną w dotyku izolacją. Co ciekawe, tipsy Nightingale robią lepsze wrażenie – jeden zestaw mocno przypomina końcówki Sony, bo wykonano je z kruczoczarnego silikonu i odróżniono kolorowymi trzpieniami. Moim zdaniem wyglądają one lepiej i sprawiają wrażenie solidniejszych od końcówek z zestawu Nightingale Pro.
Specyfikacja
- przetworniki: planarne 14,5 mm
- pasmo przenoszenia: 20 Hz-40 kHz
- impedancja: 16 Ω
- czułość: 107 dB
- kabel: miedź OCC i posrebrzona miedź OCC, 2-pin 0,78 mm > 4,4 mm, długość ok. 120 cm
- masa: 6,4 g (pojedyncza słuchawka); 44,8 g (obie słuchawki z kablem, tipsami itd.)
Brzmienie
Zgadzam się z producentem odnośnie do szerokiej sceny, ale nie mogę potwierdzić głębokiego basu – słuchawki zostały zestrojone dość specyficznie, bo średnicowo-sopranowo. Brzmienie jest lekkie i klarowne, ale wciąż podawane w sposób ciepły oraz gładki, a wręcz miękki. W rezultacie „słowiki” nie zgrywają się z elektroniką, rapem czy ciężkimi brzmieniami gitarowymi, ale zaczynają śpiewać w lżejszym repertuarze. Fani bluesa, jazzu, muzyki akustycznej czy wokalnej, czy też lekkiego rocka powinni być zadowoleni. Inni odbiją się od Nightingale Pro.
Sivga Nightingale Pro – sygnatura dźwiękowa
Bas z pewnością nie jest głównym daniem. Pasmo zostało wyraźnie uszczuplone w subbasie, więc nie można liczyć na tłuste i wibrujące niskie tony. Więcej jest średniego basu, ale ten także nie wychodzi przed szereg, więc nie wypełnia brzmienia. Midbas wciąż jednak nadaje dolnym rejestrom ciepłego, gładkiego i miękkiego charakteru. Faktura basu nie jest jednak mocno zróżnicowana, sprawia wrażenie jednorodnej, bo pasmo nie jest tak zarysowane, jakby się chciało. Atak basu także nie należy do wyjątkowo wybuchowych, ale słuchawki przekazują już sporo energii w niskich tonach, więc nie nudzą. Nadal przyjemnie słucha się gitar basowych, kontrabasów czy syntezatorów, o ile priorytet ma przyjemność z muzyki, a nie bezwzględna szczegółowość.
Średnica gra pierwsze skrzypce. Pasmo jest blisko, także ma miękki i gładki charakter, mimo dość klarownego strojenia. Wokale chętnie stawiają krok do przodu, a szczególnie męskie, które są pełne i dość naturalne. Instrumenty walczą z nimi o uwagę – gitary, smyczki, dęciaki oraz perkusja są bezpośrednie oraz podawane bez dystansu. Środek jest też bardziej zarysowany od basu, przekazuje więcej informacji, ale wciąż nie można mówić o twardym, konturowym brzmieniu – Nightingale Pro są raczej wygładzone, jakby aksamitne w przekazie. Ma to swój urok, ale wielu może odebrać brzmienie słuchawek jako mdłe. Sam potrzebowałem czasu, żeby przestawić się na taki charakter, bo zazwyczaj testuję słuchawki o bardziej wyrazistym i precyzyjnym brzmieniu.
Wysokie tony to mocne pasmo. Moim zdaniem uniknięto szkodliwych „peaków”, więc sybilizacja nie jest dużym problemem. Niemniej góra pasma mocno doświetla średnicę, potęguje uszczuplenie basu i może być nieprzyjemna dla wrażliwych. Zadowoleni będą za to preferujący rozciągnięty, pnący się wysoko sopran, które rozbrzmiewa dźwięcznie i bezwzględnie. Inni powinni sięgnąć po czarne tipsy, które lekko łagodzą sopran względem końcówek białych. Niemniej o spokojnej czy przystępnej górze pasma wciąż nie ma mowy – Nightingale Pro potrzebują synergii i odpowiedniego masteringu. O tym jednak za chwilę.
Sivga Nightingale Pro – scena dźwiękowa
Przestrzeń nie rozczarowuje. Nightingale Pro generują przede wszystkim szeroką scenę dźwiękową, co zawdzięcza się mocnej separacji kanałów, wynikającej w dużej mierze z połączenia zbalansowanego. Możemy więc mówić o przestrzeni w kształcie poziomej elipsoidy, ponieważ głębia czy wysokość mają nieznacznie mniejszy priorytet od stereofonii. Łatwo docenić także ekspozycję instrumentów – muzyka jest prezentowana warstwowo, jej plany są respektowane, czyli chórki nie konkurują z gitarami solowymi.
Słuchawki punktują także holografią, bo generują zaskakująco kształtne i masywne źródła pozorne. To najpewniej zasługa dość dużych, jak na dokanałówki, przetworników planarnych – dzięki nim instrumenty nie sprawiają wrażenia punktowych i szkicowych, a trójwymiarowych. Momentami trudno było mi uwierzyć, jak „duże” jest brzmienie, podziwiałem format instrumentów, odseparowanych od siebie i swobodnych. Wrażenie separacji dźwięków potęguje także obfite napowietrzenie, czyli pomiędzy źródłami pozornymi są odpowiednie dystanse.
Sivga Nightingale Pro – porównania z Nightingale, ddHiFi Surface, Letshuoer Cadenza 4…
Sivga Nightingale
Słychać, że Nightingale wyszły spod tego samego dłuta, bo to również dość chudo brzmiące słuchawki z mocną średnicą i podkreślonym sopranem. Ich charakter jest jednak inny – zwykłe „słowiki” nie brzmią tak gładko, ciepło i miękko, bo bardziej zarysowują dźwięk i są chłodniejsze w przekazie. Daje się też zauważyć, że brzmienie wersji nie-Pro jest bardziej piaszczyste, a wręcz lekko szorstkie. Nie słychać tego „aksamitu”, co w wariancie Pro. Droższe słuchawki wygrywają także sceną dźwiękową – jest wyraźnie szersza, mimo balansu w obu przypadkach.

Które słuchawki są lepsze? Moim zdaniem oba modele mają trochę na sumieniu, ale górą jest wariant Pro. Trudno mi jednak ostatecznie wyłonić faworyta – Nightingale kosztują 699 zł, a polska cena Nightingale Pro nie jest jeszcze znana. Zakładam, że słuchawki będą kosztować około 1200 zł. Dopłata jest więc duża, a przepaści pomiędzy oboma modelami nie stwierdziłem.
ddHiFi Surface
Surface od ddHiFi także brzmią ciepło i gładko, ale podnoszą to do kwadratu. Brzmienie hybrydowych słuchawek jest znacznie cieplejsze, gładsze i spokojniejsze w sopranie, a Surface ponadto hojniej dawkują bas, a szczególnie jego średni podzakres. Uważam, że słuchawki ddHiFi są dużo przyjemniejsze w odbiorze, choć momentami wręcz za delikatnie w wysokich tonach. Oryginalniej brzmią więc Nightingale Pro, ale bohater testu został zestrojony mniej uniwersalnie.

Wszystko wskazuje na to, że Sivga Nightingale Pro i ddHiFi Surface to bezpośredni konkurenci. Różnice w brzmieniu są jednak na tyle znaczne, że mowa o dwóch światach – fani lekkiego i klarownego dźwięku docenią Sivgi, a szukający maksymalnej łagodności wybiorą Surface.
Letshuoer Cadenza 4
W przypadku Cadenza 4 różnic jest więcej. Hybrydy od Letshuoer brzmią zdecydowanie równiej, bardziej neutralnie i technicznie, mimo że nie są skrajnie analityczne. Przy nich Nightingale Pro okazują się być zdecydowanie miększe, gładsze w przekazie. Cadenza 4 rysują też twardziej i bardziej szkicowo instrumenty, czyli prezentują je raczej studyjnie, niż muzykalnie. Scena jest spora w obu przypadkach, ale Cadenza 4 dalej odsuwają pierwszy plan.

Wybór? Cadenza 4 docenią fani wiernego, spójnego i wręcz transparentnego przekazu – słuchawki starają się znikać, brzmieć możliwie neutralnie. Nightingale Pro to z kolei mocno podkoloryzowane, charakterystyczne i nietypowe brzmienie, które może nie jest tak wierne, ale może się podobać. Cenowo oba modele wypadają podobnie, wybór to kwestia gustu.
Oriveti Bleqk Purecaster i inne słuchawki
Dynamiczne Purecastery to również zupełnie inne brzmienie, zarówno z filtrami czarnymi, jak i srebrnymi. Z tymi pierwszymi słuchawki brzmią bardziej efektownie, z drugimi analitycznie, ale słychać, że to pojedyncze dynamiki – pasma nie są tak zróżnicowane, ale dźwięk wydaje się być bardziej spójny od basu do sopranu. Scena w Purecasterach jest mniejsza, co można wytłumaczyć niższą ceną, bo mowa o słuchawkach za około 700 zł.
W tym miejscu mogę skończyć porównania, bo już powinno być mniej więcej jasne, że Nightingale brzmią specyficznie i oryginalnie, nie są klasycznie zestrojonymi dokanałówkami, daleko im także do brzmienia na planie litery U czy V. Doszedłbym do takich samych wniosków, zestawiając Nightingale Pro z FiiO FH15 (bardziej basowymi i ciemniejszymi) czy Final Audio A6000 (mocniejszymi w skrajach pasma).

Sivga Nightingale Pro – synergia i wysterowanie
Słuchawki wymagają pewnej synergii – lepiej ich nie rozjaśniać. Neutralne, basowe czy ciemniejsze źródła będą najlepszym wyborem. Dla przykładu Cayin RU9 zgrał się w każdym trybie, ale najlepsze efekty dały tryby lampowe, a szczególnie ten Classic – najłagodniejszy w przekazie. Zaznaczam jednak, że słuchawki niechętnie reagują na charakter źródła, brzmią konsekwentnie, czyli zazwyczaj pozostają płytkie w basie, średnicowe i klarowne.

Moc także jest ważna. Bez obawy, wciąż mowa o dość skutecznych dokanałówkach, więc nie potrzeba elektrowni. Zauważyłem jednak, że Nightingale Pro lubią średnie lub większe podbicie – wtedy ożywają, zyskują na dynamice. Na niskim poziomie wzmocnienia dźwięk wydawał mi się często ospały. Nie trzeba przejmować się też szumem, słuchawki nie są czułe na czystość sygnału, więc można śmiało zwiększać gain.
Podsumowanie
Nightingale Pro mają szereg mocnych cech. Słuchawki wyglądają świetnie, zostały rewelacyjnie wykonane i oferują wysoką ergonomię. Nie zawiodłem się także hybrydowym i zbalansowanym kablem, który wzorowo się układa i nie hałasuje. Ze względu na średnicowo-sopranowe strojenie z przyjemnością słuchało mi się jazzu, bluesa czy klasycznego rocka, a z czasem doceniłem także wręcz aksamitnie gładki charakter basu i środka pasma. Duże wrażenie zrobiła na mnie także szeroka i holograficzna scena dźwiękowa.
Znajdzie się też kilka słabych aspektów. Liczyłem na bogatszy wybór końcówek i skuteczniejszą izolację akustyczną. Nie przekonał mnie także spłycony bas, który ogranicza repertuar. Wysokich tonów mogłoby być mniej, co także zwiększyłoby uniwersalność Nightingale Pro.

Nightingale Pro wyceniono na około 280 dolarów amerykańskich, co najpewniej przełoży się na cenę rzędu 1200 zł. Jeśli nie przepadamy za basem, lubimy średnicę i jasne brzmienie, słuchawki powinny trafić w gust. Gdy natomiast głęboki bas to podstawa, słuchamy ciężkich lub elektronicznych gatunków muzycznych, to Sivga Nightingale Pro nie sprostają zadaniu. Nie przypadną one do gustu także szukającym możliwie wiernej reprodukcji dźwięku, ale docenią je za to fani słuchawek z „charakterem”. Oryginalności nie można im odmówić.
Zalety:
+ wysoka jakość wykonania
+ estetyczne wzornictwo
+ ponadprzeciętna ergonomia
+ świetny kabel zbalansowany
+ klarowne, gładkie i muzykalne brzmienie
+ szeroka i holograficzna scena dźwiękowa
Wady:
– przeciętna izolacja akustyczna
– spłycony bas i mocny sopran
– wymagają synergii i odpowiedniego masteringu
Sprzęt dostarczył:




![Oriveti Bleqk Purecaster [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/12/Oriveti-Bleqk-Purecaster-218x150.jpg)
![ddHiFi E14D Surface [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/07/ddHiFi-Surface-218x150.jpg)
![FiiO FX17 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/06/FiiO-FX17-218x150.jpg)
![Letshuoer Cadenza 4 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/02/Letshuoer-Cadenza-4-218x150.jpg)
![Lime Ears Terra [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2024/10/Lime-Ears-Terra-218x150.jpg)