Sivga nie zapomina o słuchawkach dynamicznych. Nowe SV021 Pro zostały wyposażone w 50-mm przetworniki o impedancji 45 omów, odłączany kabel z miedzi OFC w oplocie oraz udoskonalone nauszniki o hybrydowej konstrukcji. Na swoich miejscach są także drewniane muszle – z buka lub zebrano do wyboru.
Sivga sukcesywnie rozbudowuje ofertę słuchawek, zarówno planarnych, jak i dynamicznych. Tym razem producent rozszerzył tę drugą kategorię produktów, wprowadzając do sprzedaży następcę uznanego modelu SV021, znanego także jako „Robin”. Nowy wariant SV021 Pro współdzieli z nim wiele elementów konstrukcyjnych i charakteryzuje się podobnymi parametrami, ale nie ma mowy o powtórce z rozrywki – muszle zostały przeprojektowane, gniazda 2,5 mm wymienione na 3,5 mm, a nauszniki wymienione. Modyfikacji doczekały się także przetworniki o średnicy 50 mm, których membrany nie są już plastikowe, a aluminiowe.
Niestety nie miałem okazji przetestować pierwszej wersji SV021, nad czym ubolewam, bo wiem, że słuchawki spotkały się z ciepłym przyjęciem – doceniono je za jakość wykonania, ergonomię i brzmienie o muzykalnym charakterze. Dlatego oprócz wyszczególnionych różnic konstrukcyjnych, w poniższym teście nie znajdziecie szczegółowego porównania obu modeli. Mea culpa. Nie zabraknie jednak odniesień do innych słuchawek, zarówno ze stajni Sivga (Oriole czy Peng), jak i tych konkurencyjnych. Zapraszam do lektury.
Wyposażenie
Zestaw zawiera:
- konopny pokrowiec;
- kabel z miedzi OFC 2x 3,5 mm > 3,5 mm (ok. 160 cm);
- przejściówkę 6,35 mm.

Zawartość opakowania jest skromniejsza niż zazwyczaj, bo zabrakło futerału czy też kabla zbalansowanego. Należy jednak pamiętać, że SV021 Pro to jedna z tańszych propozycji Sivga (ok. 800-900 zł), więc pewne braki w zestawie są zrozumiałe.
Konstrukcja i jakość wykonania
Producent jest konsekwentny i trzyma wysoki poziom, więc nie ma niespodzianek – SV021 Pro są również drewniano-metalowe, zostały precyzyjnie obrobione i spasowane. Wprawdzie ranty muszli to plastik, ale nie oszczędzano na jakości tworzywa sztucznego, więc do złudzenia przypominają one aluminium. Trudno narzekać tym samym na wzornictwo, ponieważ owalne muszle o ciemnych słojach przyciągają wzrok, podobnie jak efektownie wyprofilowane widełki pałąka.

Półmatowe, wypolerowane i zaoblone muszle okraszono srebrnymi logo, które estetycznie kontrastują z drewnem zebrano. Jeśli jednak preferujemy jaśniejszą kolorystykę, to dostępny jest wariant bukowy z brązowymi nausznikami. Nie obyło się także bez uniwersalnych i metalowych gniazd 3,5 mm, które zastąpiły złącza 2,5 mm z poprzednika. Dzięki temu wymiana kabla to banał. Warto też zauważyć, że po przeciwnej stronie od gniazd znajdują się spore maskownice wentylujące komory przetworników.
Nauszniki wyglądają jak te z modelu Luan, czyli rozszerzają się na zewnątrz. Wykonano je ze sprawdzonych materiałów, czyli skóry ekologicznej, perforowanej tylko od wewnętrznej strony, a także charakterystycznej dla producenta, melanżowej tkaniny. Wypełnienie stanowi natomiast gęsta, sprężysta i wolno rozprężająca się pianka pamięciowa. Jednak w przeciwieństwie do padów z wyższych modeli słuchawek, nauszniki SV021 Pro są symetryczne i nie mają wewnątrz oznaczeń kanałów.



Pałąk jest zbliżony do tego z pierwszych Robinów, jak i modelu Oriole. Wykonano go z metalu, obszyto opaską ze sztucznej skóry (od szczytu) oraz typowej dla producenta tkaniny (od spodu) i wypełniono cienką warstwą gąbki. Wzrok przyciąga precyzyjny, biały szew, który biegnie po obu stronach opaski. Za regulację rozmiaru odpowiada oczywiście standardowy mechanizm rozsuwania – jest on 11-stopniowy i cechuje się wyraźnymi, wyczuwalnymi skokami.
Kabel z miedzi OFC to nie byle co. Wtyki oraz rozdzielacz mają aluminiowe obudowy, a żyły kabla zostały niezależnie oplecione i skręcone ze sobą. Producent wzmocnił także przewód sprężyną przy wtyku 3,5 mm i odróżnił kanały nie tylko literowymi oznaczeniami, ale także kolorami pierścieni wtyczek – czerwienią i zielenią. Kabel robi więc lepsze pierwsze wrażenie od wielu „drutów” ze słuchawek tej klasy. Niestety użytkowo wypada gorzej, ale o tym za chwilę. Najpierw pozytywy.
Ergonomia i użytkowanie
Sivga SV021 Pro mają szereg mocnych, jak i kilka słabych cech ergonomiczno-użytkowych. Zacznijmy od plusów, czyli lekkiej konstrukcji (289 gramów), która została proporcjonalnie wyważona. Świetnie spisują się także szerokie pady (73 x 65 mm od wewnątrz), choć nie są one wyjątkowo głębokie (20 mm). Uszy mogą więc lekko stykać się z siateczkami wyścielającymi przetworniki, ale materiał jest miły w dotyku i nie irytuje skóry. Podobnie można opisać tkaninę zastosowaną na rantach poduszek, jak i pod opaską pałąka, która pozwala skórze „oddychać”.


Nie należy przejmować się otworami wentylującymi komory przetworników, SV021 Pro wciąż zasługują na miano słuchawek zamkniętych. No dobrze, nie zapewniają one pełnego odcięcia od świata, ponieważ hałas domowników wciąż dociera do naszych uszu, podobnie jak stukot klawiatury mechanicznej. Niemniej w trakcie odsłuchu nic mi specjalnie nie przeszkadzało, a osoby w moim otoczeniu również się nie skarżyły – dźwięk niemal nie „wycieka”. Nie występują także zasysanie kanałów słuchowych czy klikanie membran, czyli tzw. driver-flex jest nieobecny.

Producent zaliczył jednak parę wpadek, które trudno usprawiedliwić. Nie uważam, aby nieobrotowe muszle były problemem, ponieważ pady są mięciutkie, wzorowo dostosowują się do użytkownika i nie uciskają. Co innego regulacja rozmiaru, która jest zdecydowanie przesadzona – mam głowę średniego rozmiaru, a słuchawki pasowały mi na minimum skali… Sama opaska jest też trochę za twarda, potrafi uciskać czubek głowy. Okazuje się ponadto, że kabel wyraźnie mikrofonuje i się plącze – donośnie słychać odgłos szorowania o ubranie, a przewód chętnie skręca się w spiralę.

Specyfikacja
- konstrukcja: zamknięta, wokółuszna
- przetworniki: dynamiczne 50 mm
- pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz
- czułość: 106 dB
- impedancja: 45 Ω
- kabel: miedź OFC, 2x 3,5 mm > 3,5 mm + adapter 6,35 mm (ok. 160 cm)
- masa: 289 g
Brzmienie
Takiego brzmienia się nie spodziewałem – słuchawki wyglądają klasycznie, ale brzmią mocno nowocześnie. SV021 Pro nie zostały zestrojone na płasko czy na planie litery U, bo to wyraźna V-ka, czyli pasmo średnie zostało odsunięte względem niskich oraz wysokich tonów. Na szczęście bas nie zalewa pozostałych pasm, co niegdyś było zmorą słuchawek tego typu. Niemniej absolutnie nie ma mowy o wiernej, neutralnej czy naturalnej reprodukcji. Brzmienie jest wyraźnie podkoloryzowane.
Jeśli szukamy transparentności, perfekcyjnej reprodukcji czy bliskiej średnicy, SV021 Pro tego nie zapewnią – słychać, że bas nie jest liniowy, a średnica faluje. Co ciekawe, z czasem następuje charakterystyczny efekt przyswojenia do takiego strojenia – wystarczy parę minut ze słuchawkami, by średnica przestała wydawać się tak odsunięta, a muzyka zaczęła po prostu sprawiać przyjemność.
Sivga SV021 Pro – sygnatura dźwiękowa
Słuchawki faworyzują subbas i midbas, a dół pasma wydaje się być oderwany od pozostałych zakresów. Niskie tony przyjemnie wibrują, przelewają się czy mruczą, ale wciąż dobrze różnicują instrumenty. Bas nie jest więc zlaną masą, nie wychodzi przesadnie przed szereg, a do tego wybrzmiewa w sposób kontrolowany i dość szybko wygasa. Atak mógłby być jednak lepszy – czasami brakuje silniejszego uderzenia w gatunkach elektronicznych czy metalowych. Niemniej niskie tony wciąż mnie angażowały, a mimo efektownego strojenia dobrze słuchało mi się nie tylko cyfrowych sampli czy syntezatorów, ale także gitar basowych czy kontrabasów. Musiałem jednak zaakceptować to, że brzmią mniej naturalnie niż powinny.
Pasmo średnie jest odsunięte, uszczuplone w niższym zakresie i pofalowane – słychać charakterystyczne zniekształcenie werbli i instrumentów perkusyjnych. O średnicy płaskiej jak stół nie ma zatem mowy, ale jak wspomniałem, mózg szybko się do tego przyzwyczaja. Po pewnym czasie przestałem zauważać odsunięcie średnicy i jej pofalowanie, a zacząłem doceniać wynikający z tego efekt przestrzenny, czyli odsunięcie pierwszego planu. Mimo mocnych skrajów pasm, wciąż nie przytłaczają one średnicy – wokale czy instrumenty nie są pierwszoplanowe, ale nie giną w tle. Co ciekawe słuchawki nadal przekazują sporo informacji dźwiękowej, ale priorytet gra tutaj rozrywka, a nie szczegółowość. Jest to potęgowane gładko-miękkim charakterem pasma.
Wysokie tony to stosunkowo mocne pasmo, ale pozbawione sybilantów. Słychać pewien peak, sopran nie jest płaski czy wyjątkowo rozciągnięty, więc talerze perkusyjne potrafią brzmieć sztucznie. Potęguje to rozrywkowy charakter słuchawek, dlatego SV021 Pro rozwijają skrzydła w takim repertuarze – elektronice, popie, rapie czy współczesnych brzmieniach rockowych i metalowych. Wprawdzie wciąż posłuchamy jazzu, bluesa, klasyki, jak i starszej muzyki gitarowej, ale nie należy oczekiwać wyjątkowo dźwięcznych i naturalnie brzmiących dęciaków, smyczków czy gitar solowych.
Sivga SV021 Pro – scena dźwiękowa
Scena jest przede wszystkim szeroka, czyli rozpościera się na boki. Kanały są dobrze odseparowane nawet z podstawowym kablem – nie czułem potrzeby podłączania słuchawek po balansie. Odsunięta średnica potęguje też efekt głębi, a nie stwierdziłem również problemów z wysokością przestrzeni, czyli możemy mówić o scenie w kształcie poziomej elipsoidy. Nie zawiodła mnie także separacja źródeł pozornych, czyli instrumenty nie zlewają się ze sobą.
Co jest nie tak? Holografia nie powala na kolana. Wszystkie instrumenty są od nas odsunięte, co daje ciekawy efekt, ale tak naprawdę znajdują się one na jeden płaszczyźnie czy też w jednej warstwie. Nie ma wrażenie zróżnicowania planów, odseparowania chórków od gitar solowych. Ponadto źródła pozorne są raczej płaskie, nie zajmują w scenie obszarów, a raczej punkty. No cóż, od słuchawek zamkniętych tej klasy i na tyle kompaktowych nie można wymagać wyjątkowo trójwymiarowej holografii, ale czuję pewien niedosyt.
Sivga SV021 Pro – porównania
Szczegółowe porównania nie są konieczne, ponieważ SV021 Pro brzmią zupełnie inaczej od wielu innych, dynamicznych słuchawek Sivga. Testowane niedawno Sivga Peng zostały zestrojone zdecydowanie równiej, przestrzenniej i dynamiczniej, a do tego mają w sobie więcej naturalnego ciepła. Nie mam wątpliwości, że Peng to słuchawki ambitniejsze, wierniejsze i zdecydowanie bliższe w średnicy, ale to większa i znacznie droższa konstrukcja (ok. 800-900 zł vs 1799 zł).

Podobnie sprawa ma się z konstrukcjami otwartymi, jak SV023 czy Luan. Te pierwsze są zdecydowanie bliższe neutralności i klarowniejsze, a do tego grają w 3D. Te drugie z kolei zapewniają dużo więcej ciepła, gładkości i miękkości od SV021 Pro, słuchawek bardziej wyrazistych i efektownych. Porównania z planarami producenta także nie mają specjalnego sensu, wszystkie brzmią bliżej równowagi, wierniej i w sposób bardziej zarysowany.
Najbliżej konstrukcyjnie i cenowo są Sivga Oriole (799 zł), również zamknięte słuchawki z 50-mm przetwornikami. Okazuje się jednak, że Oriole zapewniają równiejszy przekaz, bliższą średnicę i bardziej naturalny jej charakter. W obu modelach słychać jednak zbliżoną gładkość i miękkość, ale na tym podobieństwa się kończą. Ode mnie punkt dla Oriole, ale nie zdziwię się, jeśli szukający w muzyce emocji i efektowności wybiorą SV021 Pro.

SV021 Pro nie mają cech wspólnych także ze słuchawkami Austrian Audio Hi-X20 czy też zamkniętymi Sennheiserami HD 620S. Wprawdzie jedne i drugie słuchawki także w mniejszym lub większym stopniu barwią brzmienie, ale bliżej im do równowagi niż SV021 Pro. Więcej paraleli znajdziemy wśród słuchawek „DJ-skich”, jak Sennheisery serii HD 25 czy Audio-Technica linii M50x. Niemniej moim zdaniem oferują one większego kopa w basie i wciąż równiejszy przebieg średnicy.
Sivga SV021 Pro skojarzyły mi się ze słuchawkami Meze, ale wbrew pozorom nie mam na myśli drewnianych 99 Classics, a raczej wariant 99 Neo. Bohater testu jednak skromniej dawkuje bas, nie brzmi tak gęsto i masywnie, jak Meze 99 Neo. W obu modelach średnica nie gra pierwszych skrzypiec, ale w słuchawkach Meze wydaje się być równiejsza, gdy w „Robinach Pro” ma tendencję do falowania.

Sivga SV021 Pro – wysterowanie, synergia i kabel zbalansowany
Sprawa jest prosta – SV021 Pro nie wymagają ani specjalnej synergii, ani nie są problematyczne w kwestii wysterowania. Właściwie niczym się nie trzeba przejmować – słuchawki brzmią na takim samym poziomie ze wszystkiego. Nie stwierdziłem większych różnic jakościowych przełączając się pomiędzy hi-endowymi odtwarzaczami a adapterami Bluetooth. Mocy nigdy mi nie brakowało lub było jej aż nadto, gdy podłączałem słuchawki do stacjonarnych źródeł.

Zbędny okazał się także kabel zbalansowany – wprawdzie wciąż poszerza scenę, ale niewiele. Moim zdaniem starsze Oriole reagują intensywniej na kabel zbalansowany, która wyraźnie zyskuje na separacji kanałów. Jeśli jednak zdecydujemy się na kabel symetryczny, to lepiej pozostać przy miedzi OFC lub skusić się na miedź OCC. Unikałbym przewodników posrebrzanych, bo mogą niepotrzebnie wyostrzyć wysokie tony.
Podsumowanie
Sivga SV021 Pro to solidnie wykonane, dość wygodne słuchawki o konstrukcji zamkniętej, które nie męczą karku, dobrze tłumią i nie wymagają specjalnego traktowania. Opleciony kabel, uniwersalne gniazda 3,5 mm oraz mięciutkie nauszniki ze sprężystą pianką także zasługują na uznanie. Brzmienie jest efektowne i bez wątpienia podkoloryzowane, bo SV021 Pro zestrojono na planie litery V z odsuniętym pierwszym planem. Dźwięk jest więc rozrywkowy, ale bas wciąż nie dominuje, a wysokie tony nie kłują bębenków słuchowych.
Nie sposób jednak zapomnieć o wadach. Regulacja rozmiaru jest nieoptymalna, kabel mikrofonuje i się plącze. Ponadto bas nie powala atakiem, średnica faluje, a scena dźwiękowa, mimo iż spora, nie jest specjalnie trójwymiarowa.

Sivga SV021 Pro powinny kosztować około 800-900 zł. Słuchawki trudno jednoznacznie ocenić – zakładam, że jednych zachwycą, innych zniechęcą. W pierwszej grupie będą melomani, których nie interesuje wierność czy równowaga, a czysta przyjemność z muzyki i efektowne brzmienie. Od słuchawek odbiją się natomiast stawiający na pierwszym miejscu reprodukcję dźwięku możliwie bliską oryginału. Podczas testów przechodziłem na zmianę z jednej grupy do drugiej – słuchawki potrafiły mnie zaangażować, ale nie przekonały mnie w pełni, więc ostatecznie wybrałbym starsze (i tańsze) Oriole.
Zalety:
+ wysoka jakość wykonania
+ estetyczne wzornictwo
+ opleciony kabel z metalowymi wtykami
+ uniwersalne gniazda 3,5 mm
+ miękkie nauszniki z pianką pamięciową
+ lekka konstrukcja
+ niezła izolacja akustyczna
+ synergiczność i małe wymagania prądowe
+ efektowna sygnatura i spora scena dźwiękowa
Wady:
– nieoptymalna regulacja rozmiaru i mikrofonujący kabel
– przeciętny atak basu i falująca średnica
– nieimponująca holografia
Sprzęt dostarczył:





![Sivga Nightingale Pro [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/03/Sivga-Nightingale-Pro-218x150.jpg)
![Sendy Audio Egret [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2026/01/Sendy-Audio-Egret-218x150.jpg)
![Sivga Audio Peng [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/10/Sivga-Peng-218x150.jpg)
![Austrian Audio Hi-X20 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/08/Austrian-Audio-Hi-X20-218x150.jpg)
![Sendy Audio Aiva 2 [recenzja]](https://kropka.audio/wp-content/uploads/2025/05/Sendy-Audio-Aiva-2-218x150.jpg)