Marka Tin HIFI gościła już na naszych łamach ze swoim najpopularniejszym modelem: T2. Mimo że należał on do zdecydowanie udanych w swojej cenie, to posiadał też pewne wady. W związku z tym producent postanowił je ograniczyć i wprowadził poprawioną wersję T2 Pro, będącą bohaterem niniejszej recenzji. Czy nieco wyższa cena w porównaniu z pierwowzorem (59 zamiast 50 dolarów amerykańskich) przekłada się na wzrost jakości dźwięku? Postanowiliśmy to sprawdzić.

Wyposażenie


Pod względem opakowania, mamy praktycznie ten sam projekt co w zwykłych T2. Jest zatem biały i całkiem elegancki kartonik, na którym umieszczono nazwę producenta, modelu oraz kraj produkcji. Z zewnątrz zatem jedyną zmianą jest dopisek „Pro” postawiony po oznaczeniu T2. Co znajdziemy pod kartonikiem? Dokładnie takie samo jak w starych T2 niebieskie pudełeczko o powierzchni imitującej skórę i z wytłoczoną nazwą TinAudio po obu stronach wieczka. W środku oczywiście umieszczono wyposażenie, w skład którego wchodzą:

  • słuchawki Tin Audio T2 Pro,
  • wymienny przewód słuchawkowy z wtykami MMCX,
  • sześć par silikonowych nakładek z szerokim lub wąskim wylotem, po trzy pary w rozmiarach S, M oraz L,
  • para niebieskich pianek w rozmiarze M,
  • instrukcja obsługi.

REKLAMA
fiio

Jest to więc całkiem przyzwoity zestaw, choć jakość nakładek mogłaby być trochę wyższej jakości, by można było łatwiej uszczelnić kanały słuchowe. Czym się to różni od wyposażenia ze starej wersji? Ilościowo niczym, wyglądem też niewiele, natomiast pewne techniczne zmiany zaszły zarówno w samych słuchawkach, jak i w dołączonym przewodzie, o czym szerzej za chwilę.

Wykonanie i ergonomia


Kopułki T2 Pro na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie identycznych jak w swoich prekursorach: ten sam kształt, takie samo aluminium z prostym wykończeniem, srebrzysta barwa czy oznaczenia gniazd MMCX. Nie znajdziemy na ich powierzchni żadnych znaków czy innych ozdobników, a jedynymi elementami lekko zaburzającymi jednolitą powierzchnię obudów są otwory wentylacyjne przy komorze przetwornika, po jednym z przodu oraz z tyłu słuchawek.

Jedyna różnica, którą można zauważyć, to zastosowanie innych filtrów na wyjściu tulejki. Obecnie jest ona nie tylko jaśniejsza, ale przede wszystkim inaczej wykonana. Tym razem mamy znacznie bardziej zagęszczoną siatkę o mniejszych, ale liczniejszych oczkach, co już jest wskazówką pewnej zmiany strojenia.

Podobnie jak w starych T2, całość jest świetnie spasowana i sprawia bardzo solidne wrażenie. Pod względem wygody należy mieć na uwadze, że ze względu na zastosowany materiał, z którego wykonano kopułki, nie należą one do najlżejszych, więc jeśli preferujemy kabel prowadzony klasycznie, czyli od razu w dół, a nie za uchem, to przy gwałtownych ruchach słuchawki mogą się wysuwać z kanałów. Komfort ich noszenia jest natomiast całkiem przyzwoity, co T2 Pro zawdzięczają niewielkiemu rozmiarowi oraz dość ergonomicznie wyprofilowanemu kształtowi. Jeśli więc nie przeszkadza nam tulejka o najpopularniejszym rozmiarze T400, to nie powinno być problemów z ich użytkowaniem.

Jeśli spojrzymy na dostarczony w zestawie kabel, to na pierwszy rzut oka jest on niemal identyczny jak ten z modelu T2, właściwie jedynym wyróżnikiem jest zastosowanie nieco innego wtyku mini-jack. W nowym modelu jest on masywniejszy, o szerszym korpusie i krótszej odgiętce, co z jednej strony przypomina rozwiązania ze znacznie droższych modeli, ale z drugiej podnosi ryzyko uszkodzenia kabla zaraz za obudową. Pod względem estetycznym postawiono na wstawkę udającą jasnoszary karbon, otoczoną srebrnymi pierścieniami, podczas gdy wcześniej była ona czarna i otoczona kolorem złotym. Poza tym, mamy podobną, srebrzystą i nieco chropowatą w dotyku skrętkę na całej długości przewodu, szary rozgałęźnik kabla oraz wtyki MMCX zalane w przezroczystym plastiku. Pod względem użytkowym, bardzo ważną zmianą jest większa elastyczność nowego kabla, dzięki której wygodniej układa się on za uchem i posiada mniejszy efekt mikrofonowy. Producent zastosował tym razem lepszej jakości materiały przewodzące, jednak różnica nie jest duża i nie należy się nastawiać na znaczący postęp pomiędzy starą i nową wersją.

Żadnej zmianie nie uległo za to tłumienie odgłosów otoczenia – jak było przeciętnie, tak przeciętne pozostało. Co prawda za pomocą dołączonych pianek możemy zauważalnie podnieść poziom izolacji od zewnętrznych dźwięków, ale nawet wtedy odgłos przejeżdżających obok samochodów będzie obecny w tle. Ma to oczywiście jednak także i swoje dobre strony, zapewniając nam większe bezpieczeństwo, ale w hałaśliwym miejscu możemy być zmuszeni do podbijania głośności muzyki.

Brzmienie


Źródła wykorzystane podczas testów: Radsone EarStudio ES100, Samsung Galaxy S7, Shanling M0, Shozy Alien+, xDuoo X3 II.

Przed opisem samego brzmienia należy zwrócić uwagę na pewien fakt związany z Tin Audio T2 Pro: otóż można je spotkać w dwóch wersjach, różniących się zastosowanym filtrem. W pierwszych egzemplarzach był on identyczny lub bardzo podobny do tego z pierwszej generacji T2, a różnica w brzmieniu przekładała się praktycznie tylko na mocniejsze podbicie pasma powyżej 2 kHz. Później zastosowano inne filtry, mocniej wpływające na brzmienie i to właśnie taki model trafił w nasze ręce.

Bas jest szybki i sprężysty jak w poprzedniku, ale w wersji Pro dołożono trochę więcej masy, dzięki czemu całość stała się pełniejsza i bardziej energetyczna. Co prawda najniższe tony wciąż są trochę zbyt ubogie, by można było dół nazwać kompletnym, ale powyżej 50 Hz, czyli tam gdzie operuje większość gatunków muzycznych, jest już bardzo solidnie, a słuchawki udanie balansują pomiędzy analitycznym charakterem basu, a wesołą rozrywką. Oczywiście dla osób basolubnych ilościowo może być go za mało, ale Tin HIFI dość elastycznie reagują na korektor, więc nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy sobie dół podbili, bez groźby przesterowań. Natomiast obecna dynamika i wielowarstwowość przekazu, wraz z dodaną tu sprężystością, czynią T2 Pro bardzo uniwersalnymi w doborze muzyki w tym segmencie pasma. Od klasyki, przez metal po trance, wszystko brzmi zaskakująco kompletnie, choć najlepiej się sprawdzają nagrania nastawione na technikę i szybkość, a nie na długie wybrzmiewanie i gęstą atmosferę.

Tony średnie są wyraziste, lekko rozjaśnione, z pewnym odsunięciem od słuchacza. Niemal cały czas dają nam znać, że w tej części pasma dużo się dzieje, a jednocześnie są przyjemnie zrównoważone, gdyż w przeciwieństwie do starszej wersji podbicie pomiędzy średnicą i sopranami jest trochę łagodniejsze. Pierwsze skrzypce gra tu jednak wrażenie mocnego wglądu w nagranie – wysoka separacja między poszczególnymi dźwiękami i nieco szybciej wygaszone wybrzmiewanie instrumentów dają nam poczucie, że słyszymy każdą zmianę dźwięków, każde trącenie struny czy drobne smaczki pojawiające się w tle. Nie jest to jednak wrażenie nadzwyczaj dominujące i nie mamy tu suchego grania, skupionego tylko na monitoringu, a przy odpowiednim doborze źródła, podobnie jak w przypadku basu, możemy się znaleźć w tym miejscu, gdzie analiza żyje w zgodzie z muzykalnością. Zdecydowanie należy jednak unikać kiepskiej jakości nagrań, gdyż “Tiny” nie są wybaczające i szybko potraktują nasze uszy niedoskonałościami.

Pod względem prezentacji wokali, postawiono na wyciągnięcie ich do przodu względem muzyki. Są one mocne i żywe, o lekko rozjaśnionej barwie, ale trzymającej się blisko naturalnych głosów. Ze względu na dość równą prezentację średnicy, nie musimy się martwić o falujące pasmo – całość jest spójna i bezpieczna w odbiorze, choć z małym wyjątkiem. Chodzi o wysoko wchodzące wokale, gdzie potrafią pojawiać się nadmiarowe sybilanty, gdyż mimo mniejszego podbicia tej części średnicy, niż miało to miejsce w starych T2, to ciągnie się ono aż po soprany, nie odpuszczając nawet na chwilę, więc w pewnych okolicznościach wokale stają się męczące.

Tony wysokie są jasne i mocne, z bardzo wyraźnym podbiciem, które nieco się łagodzi w procesie wygrzewania słuchawek, ale dla niektórych osób taka sygnatura góry może być po prostu mocno przesadzona i będzie wymagała korekty. Na plus należy za to zaliczyć gładszy przebieg góry niż w starych T2, dzięki czemu całość jest stabilniejsza, a przez to często mniej agresywna, mimo że bardziej obecna. Jeśli lubimy mocne soprany, to w T2 Pro znajdziemy dużo dobrego, gdyż są one zwarte, o barwie dość naturalnej, z odpowiednio długim wybrzmiewaniem i nie wygaszają się zbyt szybko. Przy dobrze zrealizowanej perkusji czy skrzypcach ich brzmienie potrafi przywołać ciarki na rękach nawet w upalne dni – jest żywe, energetyczne, pełne blasku, a jednak wysokie tony nie są przesadzone. Nie zachęcają jednak do głośnego słuchania, gdyż czym mocniej kręcimy potencjometrem, tym bardziej zaczynają one dominować w nagraniach, co ostatecznie może doprowadzić do mocnego rozjaśnienia muzyki i zalewu sybilantów.

Szczegółowość Tin Audio T2 Pro stoi na jeszcze wyższym poziomie niż w przypadku starych T2 i jest niemal niedościgniona w tym przedziale cenowym. Słychać tu niemal każdy szczegół, smaczek w tle, czy kasłanie na widowni podczas odsłuchu nagrań koncertów. Wpływają na to dwie rzeczy: zwartość przetwornika sama w sobie, oferująca bardzo dużą dynamikę, a także strojenie słuchawek, wyraźnie faworyzujące wyższe tony, które uwypuklają szczegóły.

Nieco podobnie wygląda to, gdy spojrzymy na generowaną przestrzeń. T2 Pro oferują to samo co T2, tylko trochę więcej. Jest więc szerzej i głębiej, z mocniej zaznaczoną holografią i poszczególnymi planami, co pozwala na łatwe pozycjonowanie źródeł pozornych na scenie. I choć całość daje wrażenie dość dużego dźwięku, to ma to wpływ na intymność przekazu – muzyka robi się bardziej efektowna, ale nie mamy poczucia bliskości muzyków, stajemy przed sceną, a nie na niej. Czy to plus, czy minus, zależy przede wszystkim od słuchanej muzyki.

Pod względem doboru źródła, najlepiej parować T2 Pro z odtwarzaczami i telefonami o cieplejszej charakterystyce brzmienia, która zrównoważy granie opisywanych słuchawek Tin Audio. Wśród parowanych w trakcie testu źródeł najlepiej wypadły Radsone ES100, Samsung Galaxy S7 oraz Shanling M0, ze szczególnym wskazaniem na telefon. Choć góra dalej była mocna, to spora zmiana zachodzi na średnicy, która nabiera dodatkowej głębi, oferując brzmienie pełniejsze i bardziej masywne. W przypadku xDuoo X3 II oraz Shozy Aliena+, ich bardziej techniczny charakter pozostawiał słuchacza z dźwiękiem nastawionym mocniej na analizę, a w przypadku X3 II wręcz trochę zbyt rozświetlonym.

Wśród konkurencji, oczywiście pierwszym pytaniem jest to, czy warto dopłacać do wariantu Pro, gdy posiada się zwykłe T2. Cóż, moim zdaniem zdecydowanie nie, gdyż otrzymujemy to samo, tylko „trochę bardziej”. Gdy natomiast możemy wybierać spośród obu modeli, decyzja jest już trochę trudniejsza, ale skróciłbym ją do odpowiedzi na proste pytanie – czy lubimy wyraziste, ale równe tony wysokie? Jeśli tak, to T2 Pro będą ciekawszym wyborem. Dokładniejsze różnice ująłem we wcześniejszych akapitach, jednak przy wyborze skupiłbym się właśnie na sopranach.

Kolejnym modelem, który warto brać pod uwagę, na pewno jest Final Audio E2000. To słuchawki mniejsze gabarytowo, a przez to często wygodniejsze, jednak o zupełnie innym charakterze brzmienia. Jest on zdecydowanie cieplejszy, nastawiony na rozrywkę, z mocniejszym akcentem na basie, łagodną górą i masywniejszą średnicą, więc dokonując wyboru pomiędzy Finalami a Tin Audio, powinniśmy mieć dokładnie określone preferencje brzmieniowe.

Jeśli jednak oczekujemy jaśniejszego grania, choć nie tak jasnego jak w T2 Pro, ale jednak dalej skupionego na wesołej prezentacji, do głowy przychodzą mi Dunu Titan-1es. Podobnie jak w “Tinach” oferują one wyraziste soprany i trochę odsunięte tony średnie, ale zauważalnie mocniejszy bas, który nadaje muzyce więcej kolorytu.

Pomiędzy nimi znajdują się Sonicast Dirac+, czyli propozycja najbardziej zrównoważona spośród wyżej wymienionych słuchawek, co przekłada się na najwyższą uniwersalność, gdzie nie dominuje żadne pasmo. Z drugiej strony, owa równowaga może być czasami odbierana jako brak własnego charakteru.

Podsumowanie


Tin Audio T2 Pro to ciekawe słuchawki, ale też i trochę dziwny krok ze strony Tin HIFI, bo pozycjonowane jako wyższy model w stosunku do T2. Zmienione filtry, lekka korekta strojenia i trochę lepszy kabel w zestawie to za mało, by skusić posiadaczy pierwowzoru do upgrade’u. Tym bardziej że korekta brzmienia niekoniecznie jest na plus, gdyż dla wielu osób tonów wysokich po prostu będzie za dużo.

A co z osobami, które nie mają starych T2 i myślą o zakupie wersji Pro? Tu dużo zależy od ceny i źródła, którym dysponujemy. Jeśli lubimy górę i mamy czym przygasić nieco blask słuchawek, jak najbardziej warto się skusić na małą dopłatę. Gdy jednak będzie ona wynosiła więcej niż 50 złotych, sugerowałbym zostanie przy modelu bez napisu Pro, gdyż producent nie pokusił się sprawienie, by było to prawdziwe „pro”.

Zalety:
+ bardzo wysoka dynamika i szczegółowość, niemal niespotykana w tej cenie,
+ świetna holografia na dobrze ułożonej scenie,
+ oferują trochę więcej masy w dźwięku, niż stare T2,
+ bardzo wysoka jakość wykonania,
+ estetyczne opakowanie,
+ zauważalnie poprawiona jakość tonów wysokich w stosunku do T2…

Wady:
– …ale może być ich zdecydowanie za dużo,
– za mało zmian w stosunku do pierwowzoru, by mieć poczucie posiadania wersji „pro” i myśleć o dopłacie,
– mogą być niewygodne dla osób o wąskich kanałach słuchowych,
– ubogie wyposażenie.

REKLAMA
mp3store

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here