TinHiFi, to jedna z młodych chińskich firm, które atakują rynek audio. W nasze ręce trafił ich najbardziej rozpoznawalny produkt, czyli słuchawki dokanałowe o oznaczeniu Tin Audio T2, wycenione na niespełna 50 dolarów. Dwójka w nazwie oznacza dwa przetworniki na stronę, ale, nieco wbrew obecnej modzie, nie jest to konstrukcja hybrydowa, łącząca przetwornik dynamiczny z armaturowym. W T2 zastosowano bardziej klasyczne podejście – w środku znajdziemy dwa „dynamiki”. Czy jednak na tak zatłoczonym rynku kolejna konstrukcja ma w ogóle szansę się wybić?

Wyposażenie

Opakowanie prezentuje się jednocześnie schludnie i ascetycznie. Na niedużym białym kartoniku o lakierowanej powierzchni umieszczono tylko nazwę producenta, oznaczenie modelu oraz informację o kraju produkcji. Po jego otworzeniu, wyciągamy pudełko, które wystylizowano na formę przypominającą książkę. Ma ono powierzchnię imitującą skórę, na której wytłoczono logo TinHiFi.

W środku znajdziemy wkładkę zabezpieczającą słuchawki oraz wyposażenie dodatkowe, w skład którego wchodzą:

  • pięć par silikonowych nakładek w rozmiarach XS, S, M, L, XL,
  • jedną parę piankowych nakładek w uniwersalnym rozmiarze M,
  • instrukcję obsługi wraz z kartą gwarancyjną.
REKLAMA
opus

Zestaw akcesoriów nie jest zatem specjalnie bogaty – brakuje choćby woreczka do transportu słuchawek. Wybór tipsów jest co prawda duży, ale zastosowany silikon jest dość sztywny, co utrudnia odpowiednie uszczelnienie kanałów.

Wykonanie i ergonomia

Tin Audio T2 mają kopułki w całości wykonane z aluminium. Komora przetworników to klasyczna walcowata konstrukcja, na którą nasadzono dodatkowy element z gniazdem MMCX służącym do podpinania kabli.

Poza kolorowym pierścieniem wokół gniazda wskazującym stronę (czerwony to lewa, a niebieski – prawa) na obudowach nie znajdziemy żadnych ozdobników – brak tu logo producenta, oznaczenia modelu czy literowego przypisania kanałów. Można jedynie zauważyć po jednym otworze z tyłu i z przodu kopułki, co ma na celu niwelację efektu strzelającego przetwornika przy zmianie ciśnienia oraz pomaga w strojeniu dźwięku. Mimo tej niemal spartańskiej prostoty słuchawki mają swój minimalistyczny urok, a odpowiednie wyprofilowanie pierścieni z gniazdami pozwala szybko i bezwzrokowo wybierać właściwą stronę kopułek. Jako że opisywane słuchawki mogą być noszone zarówno klasycznie z przewodem puszczonym w dół, jak i prowadząc kabel za uchem, należy pamiętać o tym, by odpowiednio zamienić go miejscami, aby oba kanały nie były odwrócone.

Przewód z zestawu to czterożyłowa posrebrzana miedź 5N, rzadko spotykana w tym przedziale cenowym. To dość elastyczna plecionka o solidnej konstrukcji oraz niewielkim efekcie mikrofonowym, ale i o chropowatej oraz średnio przyjemnej w dotyku powierzchni. Niestety jak to “srebrzonka”, nie prostuje się ona całkiem po rozwinięciu, lecz zapamiętuje część zagięć, co przekłada się również na nieco większe chęci przewodu do plątania się po odłożeniu słuchawek. Dla niektórych minusem może być również brak pilota z mikrofonem, ale ze względu na to, że do T2 pasują wszystkie przewody słuchawkowe z wtykami MMCX, to nie ma problemu z ich doborem pod osobiste preferencje.

W standardowym kablu obudowy na wtyki MMCX przypominają nieco te, jakie stosuje w swoich dokanałówkach Campfire Audio – to zatem przeźroczysta obudowa z ledwie widocznym oznaczeniem kanału. Ich elastyczność jest bardzo niska, więc nie można tu mówić o obecności klasycznych odgiętek. Część przewodu wychodząca od strony wtyków jest pozbawiona odcinków pamięciowych, przez co łatwiej można ułożyć go wedle swoich upodobań, ale przy dłuższym użytkowaniu w ruchu naraża nas to na lekkie otarcia od chropowatej skrętki.

Podobać się może wtyk mini-jack, który do najdrobniejszych nie należy, ale ma wyraźny dystans pomiędzy główną częścią obudowy, a pinami, dzięki czemu bez problemów podepniemy T2 do telefonów i odtwarzaczy chronionych grubszymi etui. Całość ma ładny złoty kolor, ciekawie kontrastujący z posrebrzanym kablem. W środkowej części obudowy jacka wpasowano odcinek imitujący karbon, co nadaje mu nowoczesnego wyglądu.

Pod względem komfortu testowane słuchawki Tin Audio wypadają całkiem nieźle, a dzięki niedużym kopułkom, które dobrze wpasowują się w uszy, na dłuższy czas można o nich zapomnieć. Problematycznie może być jednak leżenie w T2 na boku, gdyż od razu odczujemy wrzynające się w skórę krawędzie poprowadzone pod kątem 90 stopni – zabrakło tu zaokrągleń, które w takich sytuacjach poprawiają wygodę. Dla niektórych osób przeszkodą może być również tulejka w rozmiarze T400, bo o ile to najczęściej stosowany rozmiar, to użytkownicy o wąskich kanałach mogą mieć uczucie ich rozpychania.

Tłumienie dźwięków otoczenia do wybitnych nie należy – kopułki nie wchodzą głęboko do kanału, a wentylowane obudowy przepuszczają część dźwięków otaczających słuchacza. Przy dobrym dopasowaniu nakładek można jednak osiągnąć zadowalającą izolację, która nie będzie zmuszać nas do nadmiernego podbijania głośności muzyki.

Brzmienie

Źródła wykorzystywane podczas testów: Audioheaven Z6, Cyberdrive EX-2, przewód Bluetooth Magaosi B3, Samsung Galaxy S7, Shozy Alien+, Shozy Alien Gold, xDuoo D3, xDuoo X3.

Bas zaskakuje od samego początku, jednak nie swoją potęgą i dominacją, ale zrównoważeniem i szybkością. Jego charakter jest dość niespotykany w tym przedziale cenowym: jest sprężysty, dynamiczny, o solidnym wypełnieniu. Chociaż momentami bywa nieco nerwowy, to nie narzuca się słuchaczowi, lecz dobrze dopełnia muzykę, dodając jej werwy. Im niżej schodzimy z dźwiękami, tym bas jest tu mniej odczuwalny, co może być pewnym problemem dla osób szukających potężnego dołu. Odbija się to również na gatunkach operujących w najniższych tonach, gdzie nieco brakuje siły. Powyżej 50 Hz wyraźnie czuć już uderzenie dźwięków i są one skupione oraz nieprzesadzone ilościowo aż do średnicy. Całościowo bas potrafi być satysfakcjonujący niemal w każdej muzyce, choć warto pamiętać, że dostajemy brzmienie o nieco bardziej analitycznym i twardszym przekazie, mniej odpornym na niskiej jakości nagrania. Co prawda istnieje sposób na wzmocnienie i wydłużenie wybrzmiewania niskich tonów poprzez zatkanie otworów bass-reflex na zewnątrz kopułek oraz przez założenie pianek, jednak wyraźnie słychać wtedy przesilenie przetwornika – dół staje się sztuczny przez pojawiające się zniekształcenia. Jeśli zatem stawiamy na jakość, a nie ilość, najlepiej nie ingerować w przepływ powietrza w kopułkach i pozostać przy samych piankach.

Tony średnie są lekko ocieplone na dole i z dodaną iskrą na wyższej średnicy. Nie ma tu jednak znacznego podbicia skrajów pasma, a instrumenty brzmią czysto i czytelnie. Mogłoby się wydawać, że całość jest zbyt napięta i brak jej swobody spotykanej w wyżej pozycjonowanych modelach, ale w tej cenie i tak jest po prostu świetnie. Poszczególne uderzenia w struny czy szybsze bity są wyraźnie od siebie oddzielone, muzyka nie dusi się z powodu dużej ilości informacji i ponownie pozytywnie zaskakuje oferowana przez T2 sprężystość. Jeśli dodać do tego fakt, że idzie ona w parze z przyzwoitym poziomem intymności, to dostajemy w tym zakresie bardzo udane słuchawki. Jedynie wcześniej wspomniana iskra, za którą odpowiada podbicie w okolicach 3 kHz, potrafi być zbyt metaliczna, a przez to męcząca przy dłuższych odsłuchach. To jednak cena, jaką płacimy za więcej „oddechu” pomiędzy instrumentami.

Wokale są przyjemne i dosyć bliskie słuchaczowi. Nie brzmi to do końca naturalnie, gdyż czuć nacisk na bardziej techniczne przedstawienie śpiewu, ale dobrze się to sprawdza przy bardziej sprawnych wokalnie wykonawcach, łatwiej pozwalając nam docenić ich kunszt. Dobrze wpasowuje się też tu ogólne strojenie średnicy, dzięki któremu męskie głosy zachowują siłę przez ocieplenie ich w niższych rejonach i podnoszące podbiciem głosy żeńskie, co daje im pewną zwiewność. W tym ostatnim przypadku warto jednak uważać na nadmiarowe sybilanty.

Tony wysokie to najbardziej kłopotliwe pasmo w Tin Audio T2. Z jednej strony są one mocno zaznaczone i zwarte, a przy tym nie atakują przesadnie słuchacza, co przekłada się na czytelny i angażujący przekaz. Z drugiej strony jednak to nierówne pasmo, gdyż w okolicach 7-8 kHz występuje dość mocny spadek, który jest kontrowany niedługo potem. W wyniku tego skrzypce czy talerze perkusji mają skrócone wybrzmiewanie i czuć w nich jakąś syntetyczność, odejście od naturalnego brzmienia. Zapewne ma to na celu pewne uspokojenie sopranów, by nie stały się one przesadnie agresywne, a jednocześnie pozostały detaliczne, jednak odbywa się to kosztem jakości góry.

Szczegółowość jest, jak na ten przedział cenowy, bardzo dobra. T2 swoim charakterem, skupionym wokół dynamiki i zwartego brzmienia, sprawiają wrażenie słuchawek wycelowanych w tę część rynku, gdzie ceni się brzmienie analityczne, bliższe monitorowemu niż nastawionemu na rozrywkę. Dzięki temu otrzymujemy przejrzyste granie z masą szczegółów, często nawet drobnymi mikro-detalami, które przy odsłuchach na niezbyt drogich słuchawkach lubią gdzieś się zagubić.

Scena nie należy może do imponujących, ale jest przyzwoicie rozciągnięta na boki i z wyraźnie zarysowaną głębią. Gdy połączy się to z szybkością przetwornika, otrzymujemy dość poprawną holografię, mimo że pierwszy plan jest wyraźnie dominujący i skondensowany. Można jednak bez większego wysiłku wydobyć z tła kolejne płaszczyzny, na których ulokowano instrumenty.

Pod względem doboru źródła T2 nie są wymagające. Mają niewielkie zapotrzebowanie na prąd, a ich dość zbalansowana charakterystyka pozwala na łatwy dobór brzmienia odtwarzacza. Najlepiej wypadają źródła o nieco cieplejszej prezentacji dźwięku, które mogą wyrównać pewne niedostatki opisywanych dokanałówek. Z odtwarzaczy, które mi służyły w trakcie pisania tej recenzji, najlepiej wypadły Shozy Alien Gold, Samsung Galaxy S7 oraz kabel Bluetooth Magaosi B3. Na nich T2 zachowywały swoją energię, a w połączeniu z wymienionymi źródłami dodatkowo równoważyły średnicę oraz nasycały dół. Shozy Alien+ wraz z xDuoo X3 prezentują z Tin Audio brzmienie bardziej analityczne i skupione, podczas gdy Audioheaven Z6, Cyberdrive EX-2 i xDuoo D3 idą w granie rozrywkowe, mniej wymagające zaangażowania ze strony słuchacza. Co jednak ważne, żaden z nich nie sprawiał z T2 problemów synergicznych – wydaje się, że wystarczy znaleźć odtwarzacz, który zagra dźwiękiem jaki lubimy, a słuchawki dobrze się w ten wybór wpasują.

Gdy szukamy konkurencji, pierwsze na myśl przychodzą Soundmagic E80 oraz MEE Audio M6 Pro. Tin Audio T2 nie są aż tak równe, ale prezentują podobną filozofię brzmienia, przy czym T2 są mniej wybredne co do reszty systemu i jednak zauważalnie tańsze od E80 oraz wycenione podobnie do M6 Pro. Popularne i mieszczące się w zbliżonym budżecie Brainwavz M1 to ciemniejsza charakterystyka oraz niższa detaliczność. KZ ZS5 zdecydowanie mocniej akcentują górę pasma i są trudniejsze w odbiorze, mimo teoretycznej przewagi technicznej. T2 mogą się też kojarzyć z niedawno testowanymi na naszych łamach Xiaomi Mi In-Ear Hybrid Pro HD. Jeśli szukamy czegoś o przeciwnym strojeniu, to warto pomyśleć o Takstarach HI1200 lub Shozy Zero.

Podsumowanie


TinHiFi zaskoczyło swoimi Tin Audio T2. W takiej cenie trudno jest znaleźć dokanałówki strojone w tak równy sposób, bez nadmuchanego basu, a przy okazji całościowo stawiające na wysoką jakość dźwięku. Nie są one pozbawione kilku problemów, zarówno użytkowych jak i w zakresie brzmienia, jednak ich opłacalność pozostaje niezwykle wysoka. Dla fanów przekazu o nieco monitorowym zacięciu, a niedysponujących większym budżetem, T2 to pozycja obowiązkowa.

Zalety:
+ bardzo wysoka (w swojej półce cenowej) jakość dźwięku,
+ brzmienie szybkie i dość wyrównane, o lekko rozrywkowej charakterystyce,
+ ciekawie kreowana przestrzeń,
+ detaliczne, ale przy tym nie nachalne,
+ solidna konstrukcja,
+ ładne opakowanie.

Wady:
– bas może się okazać zbyt ubogi,
– pofalowane soprany, odbiegające od naturalnych,
– dla osób z małymi małżowinami obudowa może okazać się mało ergonomiczna,
– ubogie wyposażenie dodatkowe.

REKLAMA
mip

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here