Alpha od DIGI & AESTH nie jest zwyczajnym kombo. Nowość bazuje na dwóch przetwornikach ES9039Q2M oraz w pełni zbalansowanym, dyskretnym wzmacniaczu o ogromnej mocy. Podświetlany front z wizualizacją muzyki, alternatywny profil brzmieniowy oraz interfejs Bluetooth z obsługą kodeka LDAC to kolejne atuty tego urządzenia.

Młoda azjatycka marka D&A (DIGI & AESTH) rozpoczęła podbój rynku od dwóch oryginalnych kombo słuchawkowych – modeli Alpha i Alpha PRO. Na moje biurko trafił podstawowy, ale zarazem bardziej intrygujący wariant. Wyposażono go w zbalansowany wzmacniacz zbudowany na elementach dyskretnych, który dostarcza absurdalne 9 W mocy… na kanał! Mimo tak dużej rezerwy prądowej producentowi udało się utrzymać zniekształcenia pod kontrolą, podobnie jak impedancję wyjść słuchawkowych. Paradoksalnie cena nie jest wygórowana – Alpha kosztuje niespełna 2200 zł.

REKLAMA
fiio

Uwagę zwracają jednak opisy marketingowe, w których słowo „pure” pada kilkakrotnie w kontekście różnych elementów układu. Nie obyło się w nich także bez określeń „clean power” i „bit-perfect”. Jednocześnie w urządzeniu zaimplementowano moduł DSP odpowiadający za alternatywny tryb dźwięku o cieplejszej barwie. Interfejs Bluetooth oraz efektownie podświetlony przedni panel także wydają się zgrzytać z dźwiękowym puryzmem – wszak LDAC jest kodekiem stratnym, a migające diody to raczej domena sprzętu konsumenckiego niż audiofilskiego.

Czy producent nie chce przypadkiem zjeść ciastka i mieć ciastka? A może wierne brzmienie i cyfrowe bajery wcale się nie wykluczają? Sprawdziłem, co potrafi D&A Alpha, i zestawiłem nowe kombo z droższym FiiO K15 oraz tańszym Fosi Audio ZH3.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • kabel zasilający;
  • kabel USB-A > USB-C (długość 95 cm);
  • dokumentację.

Pudełko D&A Alpha Wyposażenie D&A Alpha

Zawartość pudełka niczym się nie wyróżnia, ponieważ wraz z urządzeniem otrzymujemy jedynie podstawowe kable. Dołączone przewody wystarczają jednak, aby uruchomić urządzenie i zacząć słuchać, co nie jest dzisiaj pewnikiem.

Konstrukcja i jakość wykonania

Nie bez powodu „estetyka” to drugi człon nazwy producenta – widać, że wzornictwo nie zostało potraktowane po macoszemu. Projektanci poszli jednak w innym kierunku niż zazwyczaj, ponieważ wzornictwo nie jest ani minimalistyczne, ani stylizowane na retro. Alpha stanowi wręcz przeciwieństwo obu idei – obudowa jest naszpikowana detalami i wygląda skrajnie nowocześnie, co jest zasługą przezroczystego frontu, zatrzęsienia diod oraz wykrzyknika w pokrętle.

Konstrukcja D&A Alpha

Chaos? Niekoniecznie, bo wszelkie ozdoby tworzą spójną całość, a zróżnicowane faktury wstawek wzajemnie się uzupełniają. Przepych? Z pewnością, ale nie ma wątpliwości, że takie było założenie i że projektowi przyświecał maksymalizm. Muszę przyznać, że miło patrzyło mi się na frontowy panel, chociaż jestem zadeklarowanym minimalistą. Doceniam także odwagę producenta, bo dzisiaj niemal wszystko jest skrajnie bezpieczne wizualnie i ma trafiać w jak najszersze gusta. D&A idzie pod prąd, za co należą się brawa.

Elementy na froncie można podzielić na standardowe i ponadprogramowe. W pierwszej grupie są dwa wyjścia słuchawkowe (6,35 mm oraz 4,4 mm), cztery przyciski z odpowiadającymi im wskaźnikami diodowymi oraz analogowe pokrętło głośności. W drugiej grupie znajdują się wszelkie ozdoby, czyli pomarańczowe akcenty, metaliczne wstawki oraz efektowne diody. Umieszczono je w lewym górnym rogu, pomiędzy gniazdami i przyciskami oraz w okolicach pokrętła – obok niego, wokół niego i w obrębie samej gałki.

Z tyłu także sporo się dzieje. Lewą stronę zajmują gniazda analogowe – pary 3-pinowych wyjść XLR i RCA. Pośrodku umieszczono wejścia cyfrowe, czyli USB-C, optyczne i koaksjalne, a także antenę interfejsu Bluetooth. Z kolei z prawej strony dostrzeżemy gniazdo zasilania typu IEC oraz włącznik. Złącza zostały pogrupowane i efektownie obrysowane, a producent przemycił także znaczki Hi-Res oraz swoje logo. Całość stoi na dość wysokich nóżkach, przykręconych i wyklejonych lepkim silikonem.

Tył D&A Alpha

Jakość wykonania nie rozczarowuje. Aluminiowa obudowa nie jest wykonana z cienkiej blachy, poszczególne panele zostały wzorowo spasowane, a krawędzie i rogi zaokrąglono. Nie dostrzegłem też jakichkolwiek skaz, niedoróbek czy luzów – przyciski klikają satysfakcjonująco, a pokrętło obraca się z dużym, ale jednostajnym oporem. Widać, że D&A Alpha to wyżej pozycjonowany sprzęt niż Fosi Audio ZH3, a kombo nie odstaje jakością wykonania od droższego FiiO K15 czy nawet K17.

Ergonomia i użytkowanie

Kombo jest zaskakująco zgrabne – mierzy niecałe 21 cm na 20 cm, a jego wysokość wynosi 5,5 cm. Urządzenie nie zajmuje więc dużo miejsca i nie koliduje z innym sprzętem komputerowym, ale jego pokrywa jest na tyle obszerna, że zmieści się na niej stojak ze słuchawkami. Wątpliwości budzi stosunkowo niewielka masa rzędu 1,65 kg, ale Alpha ani drgnie na gładkim blacie biurka. To zasługa silikonowych nóżek, które wręcz przyklejają się do mebla – wpinając lub wypinając wtyki, nie musimy przytrzymywać obudowy.

Spód D&A Alpha

Strona użytkowa jest niemal perfekcyjna. Włącznik zasilania znajduje się skrajnie z lewej strony tylnego panelu, więc jest do niego łatwy dostęp. Na froncie zaimplementowano także przycisk wybudzania, który zdecydowanie uprzyjemnia obsługę. Pozytywnie zaskoczyło mnie podświetlenie – jasne i jednolite. Do wyboru mamy światło stałe, efekt oddychania oraz… wizualizację muzyki, która z powodzeniem reaguje na rytm. Duże wrażenie robi pierścieniowa dioda wokół pokrętła, która zapełnia się wraz z poziomem głośności. Z kolei diody nad przyciskami nie wskazują tylko wybranego wejścia czy funkcji, ale również aktywny tryb Tone-X (pomarańczowa dioda nad OUTPUT) czy częstotliwość próbkowania (kolorowe diody nad MODE).

Jeśli nie przepadamy za diodami, to podświetlenie można wyłączyć, z wyjątkiem nieodzownych wskaźników: diody zasilania w lewym górnym rogu oraz wskaźników znajdujących się nad przyciskami. Dzięki temu nocne odsłuchy powinny być komfortowe, a przynajmniej mnie pojedyncze diody nie przeszkadzały. Pewne wątpliwości budzi pokrętło, ponieważ otaczające je diody aktywują się podczas regulacji głośności także wtedy, gdy wyłączymy podświetlenie. Zapełniający się pierścień może więc chwilowo oślepiać, gdy w pomieszczeniu panuje mrok.

Podświetlenie D&A Alpha Diody D&A Alpha

Co jest nie tak? Oznaczenia przycisków na froncie są czytelne tylko w określonym świetle lub pod pewnym kątem – w moim przypadku nie było ich widać, gdy kombo stało z lewej strony względem źródła światła. Niemniej łatwo zapamiętać, że pierwszy przycisk od lewej wybudza urządzenie i zmienia efekty podświetlenia, drugi reguluje wzmocnienie (GAIN – L, M i H), trzeci przełącza wyjścia (OUTPUT – LO, PRE i PO), a czwarty zmienia źródła (MODE – USB, OPT, COAX i BT). Warto wiedzieć, że przycisk OUTPUT służy także do przełączania trybów dźwięku po przytrzymaniu (ORIGINAL – bez DSP i TONE-X – z DSP).

Funkcjonalność

Możliwości są duże, ale kilku funkcji zabrakło. Do dyspozycji są trzy tryby pracy, czyli DAC/AMP, DAC i PREAMP, więc napędzimy nie tylko słuchawki, ale także aktywne głośniki lub monitory studyjne, bo nie pożałowano wyjść XLR. Świetnie, że do dyspozycji jest sensowny interfejs Bluetooth 5.3 z podstawowymi kodekami aptX i LDAC-em, który zasługuje na pochwałę za stabilną transmisję i znikome opóźnienia. Do plusów zaliczam także wysoką kulturę pracy – obudowa grzeje się tylko nieznacznie. Nie mam też zastrzeżeń do analogowego potencjometru, który pracuje gładko, nie trzeszczy i nie ma problemów z balansem.

Front D&A Alpha Wyjścia słuchawkowe D&A Alpha   Przyciski i pokrętło D&A Alpha

Niestety urządzenie nie przyjmuje sygnału analogowego – w wejścia 2 × RCA wyposażono dopiero droższy wariant Alpha PRO, czyli podstawowe kombo nie może służyć jako wzmacniacz dla innych przetworników. Nie uświadczymy także pilota, ale można to usprawiedliwić tym, że potencjometr głośności jest analogowy, co mocno skomplikowałoby sprawę. Brak funkcji strumieniowania, wbudowanego korektora czy możliwości konfiguracji za pomocą dotykowego ekranu lub aplikacji mobilnej jestem w stanie wybaczyć. Te funkcje oferuje FiiO K15, który jest wyraźnie droższy, a nie każdy ich potrzebuje.

Specyfikacja

  • przetwornik: 2x ESS Technology ES9039Q2M
  • wzmacniacz: zbalansowany i dyskretny (32 tranzystory w 4 kanałach)
  • odbiornik USB: XMOS XU316
  • odbiornik Bluetooth: QCC3084 (Bluetooth 5.3 z AAC, aptX, aptX HD, LDAC)
  • próbkowanie: USB do 32-bit/768 kHz, DSD do DSD512, MQA
  • wejścia: USB, optyczne, koaksjalne
  • wyjścia: 4,4 mm i 6,35 mm (słuchawkowe) 2x 3-pin XLR, 2x RCA (liniowe)
  • funkcje: DAC, przedwzmacniacz, dwa tryby dźwięku (Original i TONE-X), interfejs Bluetooth, trójstopniowa regulacja wzmocnienia, podświetlenie z wizualizacją
  • pobór mocy: do 50 W
  • tryb czuwania: ok. 0,5 W
  • wymiary: 208 x 195 x 55 mm
  • masa: 1,65 kg

Audio (wyjścia słuchawkowe)

  • pasmo przenoszenia: brak danych
  • impedancja wyjściowa: 0,1 Ω
  • obsługa słuchawek: 16-600 Ω
  • moc: do 2500 mW + 2500 mW @ 32 Ω (6,35 mm); do 9000 mW + 9000 mW @ 32 Ω (4,4 mm)
  • THD+N: 0,00017%
  • dynamika: 125 dB
  • SNR: 125 dB

Brzmienie

Zrównoważone, neutralne i precyzyjne – tak w trzech słowach można opisać brzmienie D&A Alpha. Kombo wydaje się znikać z toru, przekazuje dźwięk możliwie wiernie i pozwala słuchawkom rozwinąć skrzydła. Nie ma też wątpliwości, że na pokładzie zastosowano przetworniki ESS Technology, ale wcale nie odczuwa się tego, że jest to energooszczędny wariant topowego DAC-a (ES9039Q2M).

Imponuje także wzmacniacz i nie mam na myśli tylko jego mocy. Brzmienie jest świetnie kontrolowane, zarysowane i dynamiczne, a tym samym czyste oraz naturalne, jak przystało na układy dyskretne. Nikt nie będzie raczej narzekał na tzw. rozdzielczość dźwięku – detali jest multum, muzyka jest podawana z maksymalną bezpośredniością, więc nic nie kryje się przed słuchaczem.

Tak, Alpha to tranzystorowa bestia, przekazująca multum dźwiękowych informacji i brzmiąca w sposób wierny, transparentny czy wręcz studyjny. Nie należy jednak jej skreślać, nawet jeśli nie przepadamy za tego typu sygnaturą – mimo neutralności brzmienie wciąż angażuje, a jednym kliknięciem możemy je złagodzić i skierować na bardziej „analogowe” tory.

Zacznijmy od trybu Original.

D&A Alpha – sygnatura dźwiękowa (tryb Original)

D&A Alpha należy do urządzeń zrównoważonych i neutralnych tonalnie – żadne pasmo nie wychodzi przed szereg, brzmienie nie jest ani ocieplane, ani ochładzane. Nie słychać konfliktu pomiędzy niższą i wyższą średnicą, podobnie jak bas nie walczy o uwagę z sopranem. Urządzeniu nie można także zarzucić przyciemnienia, zgaszenia czy zamulenia dźwięku – muzyka jest podawana jak na dłoni, w sposób precyzyjny i konturowy.

Trudno rozpisywać się szerzej o takiej sygnaturze, wszak Alpha stara się nie ingerować w brzmienie i moim zdaniem producentowi udała się ta sztuka. Warto jednak zwrócić uwagę na pozostałe aspekty – wysoką dynamikę, rewelacyjną szczegółowość i ponadprzeciętną czystość sygnału. Dźwięk jest niezwykle klarowny, wręcz nieskazitelny, i nie są to słowa wyssane z palca. Alpha serwuje nam „Hi-Fi” w pełnym znaczeniu tego skrótu, co niektórzy mogą jednak odebrać jako brzmienie zbyt sterylne, laboratoryjne czy mechaniczne. Coś w tym jest.

Efekt potęguje charakterystyczna scena dźwiękowa. Instrumenty są perfekcyjnie odseparowane, stereofonia mocna, a ilość powietrza obfita. Ze stosownymi słuchawkami uzyskiwałem efekt otwarcia, ogromnej swobody i precyzji w rysowaniu źródeł pozornych, co często określa się mianem „czarnego tła”. Wprawdzie pierwszy plan pozostaje blisko, więc scena nie wydaje się jeszcze potężna, ale o klaustrofobii nie ma mowy. Podczas testów zapominałem, że mam do czynienia ze średniakiem, a nie kilkukrotnie droższym kombo.

D&A Alpha – sygnatura dźwiękowa (tryb Tone-X)

Drugi tryb dźwięku, realizowany z wykorzystaniem DSP, pozytywnie zaskakuje. Mimo że unikam cyfrowych ulepszaczy, ponieważ lubię możliwie nieprzetworzone brzmienie, z satysfakcją korzystałem z Tone-X. Producent nie przedobrzył, a sygnatura dźwięku nie zmienia się diametralnie – słychać subtelny wpływ tu i ówdzie. Nie podobała mi się tylko nazwa drugiego trybu, nieadekwatna do rezultatu, bo sugerująca mocno nowoczesne i sztuczne brzmienie. W rzeczywistości jest zgoła odmiennie.

Tone-X to wbudowany „umuzykalniacz”, co uzyskano dzięki nieznacznemu przybliżeniu średniego basu i ociepleniu średnicy, czyli zaakcentowaniu jej niższego podzakresu. W konsekwencji wyższe zakresy stają się spokojniejsze, więc dźwięk wygładza się, lekko zmiękcza i zaokrągla. To tyle i aż tyle, ponieważ analityczne słuchawki zaczynają brzmieć przystępniej, gorsze realizacje nie kłują już uszu, a przy muzyce łatwiej się odprężyć. Tak, tracimy tę wyrazistość i nieco trudniej wychwycić mikrodetale, ale od tego jest w końcu pierwszy tryb.

Drugi zapewnia przyjemność z muzyki, pozwala odprężyć się po długim dniu czy po prostu uczynić muzykę tłem. Nie odbywa się to kosztem naturalności, precyzji czy dynamiki. Właściwie nie stwierdziłem negatywnych konsekwencji aktywnego DSP, ale może moje ucho nie jest już tak czułe na tę niepożądaną „cyfrowość” jak dawniej. Dlatego z chęcią włączałem Tone-X, a już szczególnie do jazzu, bluesa, klasyki czy rocka lat minionych, czyli wszędzie tam, gdzie ciepło, szum i piaszczystość były immanentnymi częściami nagrania, a maksymalna klarowność trybu Original tylko szkodziła brzmieniu.

D&A Alpha – porównania z FiiO K15, Fosi Audio ZH3, FiiO R9 itp.

FiiO K15
FiiO K15 ma sporo wspólnego z D&A Alpha, mimo zastosowania przetworników AKM. Oba komba brzmią neutralnie, nie barwią mocno dźwięku i pozwalają zarówno na krytyczne odsłuchy, jak i relaks przy muzyce. Jednak moim zdaniem K15 to bardziej muzykalna propozycja – sprzęt od FiiO brzmi soczyściej w basie i nieznacznie efektowniej w zakresie sopranów, przez co pasmo średnie jest minimalnie bardziej oddalone. Dlatego D&A Alpha odebrałem prosto z pudełka jako kombo bardziej techniczne czy nawet studyjne w charakterze.

FiiO K15
FiiO K15

Oba urządzenia można jednak dostroić – K15 daje do dyspozycji parametryczny korektor dźwięku, a Alpha alternatywny tryb brzmienia. Kombo od FiiO ma więc większe możliwości tuningu, ale nie każdy lubi godzinami manipulować suwakami, więc tryb Tone-X to prostsze rozwiązanie. Co ciekawe, D&A Alpha w trybie Tone-X zbliża się charakterem do znacznie wyżej pozycjonowanego FiiO K17 właśnie za sprawą ciepła i pewnej gładkości, ale w przypadku „siedemnastki” efekt jest bardziej intensywny.

Które kombo jest lepsze? Trudno o jednoznaczny werdykt. K15 wymaga większego wydatku (2900 zł vs 2200 zł), ale dodatkowo oferuje strumieniowanie, dotykowy ekran oraz bardziej rozbudowany interfejs z ponadprogramowymi wejściami analogowymi i cyfrowymi. Z drugiej strony Alpha może pochwalić się trzykrotnie wydajniejszym wzmacniaczem i mniejszymi gabarytami, a prostsza konstrukcja może być zaletą dla minimalistów potrzebujących przede wszystkim biurkowego kombo do komputera.

Fosi Audio ZH3
Byłem też ciekaw, jak D&A Alpha wypada w porównaniu z Fosi Audio ZH3, czyli sprzętem tańszym, ale niejako wychodzącym poza ramy swojej półki cenowej. Jak to zwykle bywa w audio, różnica nie jest tak duża, jak sugerowałaby to przepaść cenowa, ale palmę pierwszeństwa muszę przyznać bohaterowi niniejszego testu. Kombo D&A przekazuje więcej informacji, brzmi bardziej dynamicznie i przestrzennie, a do tego jest albo neutralne, albo ocieplone, w zależności od trybu.

D&A Alpha i Fosi Audio ZH3
D&A Alpha i Fosi Audio ZH3

Fosi Audio ZH3 wypada tonalnie gdzieś pomiędzy trybami modelu Alpha – brzmi równo, ale z pewną dawką ciepła. Daje się jednak wychwycić, że słuchawki podłączone do ZH3 nie mają takiej energii, wydają się brzmieć spokojniej i wyraźnie łagodniej, kosztem dynamiki oraz szczegółowości. Moim zdaniem brzmienie ZH3 jest też mniej naturalne, jakby dodatkowo przetworzone, szczególnie w porównaniu z trybem Original. Nie chcę zostać źle zrozumiany – ZH3 oferuje rewelacyjny poziom jak na kombo za około 800 zł, ale Alpha to półka wyżej, co słychać.

HiFiMAN EF600 i FiiO R9
Sięgnąłem jeszcze po kombo HiFiMAN EF600 oraz all-in-one FiiO R9. Pierwsze urządzenie zabrzmiało gładziej i mniej technicznie za sprawą przetwornika R2R, ale przegrało czystością sygnału i obsługą – EF600 wymaga ściszania w systemie operacyjnym, by w ogóle dało się sterować głośnością za pomocą pokrętła, co jest uciążliwe.

D&A Alpha i FiiO R9
D&A Alpha i FiiO R9

Z kolei autonomiczne kombo FiiO R9 opowiedziało się po analitycznej stronie mocy – pełna neutralność, mocno rozciągnięty sopran i bezwzględna precyzja to jego wyznaczniki. Alpha okazała się przyjemniejsza w odbiorze wysokich tonów i kapkę mniej przestrzenna (z bliższym pierwszym planem). Technicznie, to jeszcze nie „to”, ale pomiędzy Alpha a R9 nie ma deklasacji.

D&A Alpha – synergia, moc i czystość sygnału

Zgraniem właściwie nie trzeba się przejmować. W podstawowym trybie dźwięku to od słuchawek czy głośników zależy ostateczny efekt – te ciemne się nie rozjaśnią, a jasne nie przyciemnią. Zauważyłem jednak, że planary o ostrzejszej prezentacji sopranu nie brzmiały tak agresywnie jak na źródłach ze starszymi kośćmi ESS Technology. Moim zdaniem sygnatura przetworników amerykańskiego producenta złagodniała w ostatnich latach i słychać to także w dźwięku D&A Alpha.

Kombo nie uratuje jednak nagrań o mocno spłyconym basie czy utworów z wyraźną sybilizacją, a przynajmniej na fabrycznych ustawieniach. Wystarczy jednak włączyć tryb Tone-X, by bardziej technicznie brzmiące słuchawki stały się przyjemniejsze w odbiorze, sybilizacja przestała przeszkadzać, a bas przybrał lekko na masie. Uważam zatem, że alternatywny tryb dźwięku to przydatne narzędzie tuningu, szczególnie w przypadku klarowniej strojonych planarów w stylu HiFiMAN HE1000 Unveiled czy HE600.

Wzmacniacz jest potężny, więc mocy nikomu nie zabraknie. Czuć, że wyjście 4,4 mm zapewnia potężny zapas prądu – na co dzień właściwie nie używałem maksymalnego poziomu podbicia i rzadko przekraczałem połowę skali głośności. Nie to jest jednak najbardziej imponujące, bo 9 W mocy na kanał to wręcz absurdalna wartość, właściwie nie do wykorzystania z dzisiejszym sprzętem. Wrażenie robi to, że regulacja głośności nie jest wyzwaniem bez względu na podłączone słuchawki, a sygnał jest ponadprzeciętnie czysty.

D&A Alpha i FiiO FT5
D&A Alpha i FiiO FT5
D&A Alpha i Sennheiser HD 6xx
D&A Alpha i Sennheiser HD 6xx
D&A Alpha i Beyerdynamic DJ 300 PRO X
D&A Alpha i Beyerdynamic DJ 300 PRO X

Trzy poziomy podbicia pozwalają okiełznać moc, ponieważ między nimi występują duże skoki – stopień „L” mocno redukuje głośność, „M” wystarcza do większości słuchawek nagłownych, a „H” zapewnia znaczny wzrost mocy względem poprzedniego. Z kolei szum nie jest problemem, nawet na IEM-ach, i to z wyjścia 4,4 mm! Tylko skrajnie czułe, wieloprzetwornikowe dokanałówki nie brzmiały nieskazitelnie, ale generowały zdecydowanie mniej szumu niż zazwyczaj ze stacjonarnymi urządzeniami. Dla przykładu Craft Ears Aurum brzmiały czyściutko, a FiiO FH19 szumiały minimalnie.

Daje się jednak wychwycić, że priorytet miało wyjście zbalansowane – z gniazda 6,35 mm mocy jest zdecydowanie mniej. No dobrze, trudno kręcić nosem na 2,5 W na kanał, ale względem gniazda 4,4 mm czuć przepaść. Pogarsza się także separacja kanałów, bo kombo jest jednak w pełni zbalansowane, zarówno w układzie przetwornika, jak i wzmacniacza. Zatem transmisja symetryczna jest niejako obowiązkowa – używanie Alpha ze słuchawkami niezbalansowanymi mija się z celem.

Podsumowanie

Miałem wątpliwości odnośnie do D&A Alpha – nacisk na puryzm, moc i wierne brzmienie wydawał się kłócić z wbudowanym DSP oraz gadżetami. W praktyce nie stwierdziłem jednak jakiegokolwiek zgrzytu, ponieważ w trybie fabrycznym kombo brzmi neutralnie i wręcz transparentnie, a w trybie alternatywnym staje się cieplejsze i bardziej muzykalne, ale bez ewidentnej cyfrowości. Urządzenie punktuje także solidnym wzmacniaczem, ogromną mocą, kompaktowymi gabarytami i wygodną obsługą. Pozytywnie oceniam podświetlenie frontu – jednolite, klarowne i funkcjonalne.

Przydałoby się wejście analogowe, bo Alpha nie może działać jako wzmacniacz – potrafi to dopiero wersja z dopiskiem PRO. Jestem świadomy, że futurystyczne wzornictwo nie wszystkim przypadnie do gustu, a dodatkowy tryb brzmienia nie robi takiego wrażenia jak parametryczny korektor dźwięku. Pilot także pozostaje w sferze marzeń, a oznaczenia przycisków nie są czytelne w ostrym świetle.

D&A Alpha kosztuje 2200 zł. To jedno z najlepszych kombo słuchawkowych, jakie do mnie trafiły. Z przyjemnością używałbym go na co dzień, nawet do krytycznych odsłuchów czy ewaluacji testowanego sprzętu – poziom jest na tyle wysoki, że nie czułem, abym cokolwiek tracił względem urządzeń ze stacjonarnymi przetwornikami. Dlatego Alpha otrzymuje zasłużoną rekomendację.

Jeśli jednak liczą się tylko topowe komponenty, to Alpha w wersji PRO wymaga sporej dopłaty rzędu 1100 zł. Wyżej pozycjonowane kombo bazuje na przetwornikach ES9039MSPRO, potrafi przyjąć sygnał analogowy, ale ma za to trzykrotnie mniej wydajny wzmacniacz.

Dla D&A (DIGI & AESTH) Alpha

Zalety:
+ kompaktowe gabaryty
+ odważne wzornictwo
+ solidna jakość wykonania
+ wygodna obsługa
+ stabilny Bluetooth 5.3 z LDAC-em
+ funkcjonalne podświetlenie
+ ogromna moc wyjściowa
+ czysty i szczegółowy dźwięk
+ świetna dynamika i przestrzenność
+ neutralne, transparentne brzmienie w trybie Original
+ ciepłe i muzykalne brzmienie w trybie Tone-X

Wady:
– brak wejścia analogowego
– brak pilota
– mało czytelne oznaczenia przycisków

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
fiio

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj