BTR7 dołącza do rodziny adapterów Bluetooth FiiO jako jej najbardziej zaawansowany przedstawiciel. Przetworniki są te same, co w poprzedniku, ale tym razem w roli wzmacniacza występuje podwójny THX AAA-28, a układ Bluetooth został unowocześniony.

FiiO BTR5 (2021) nie przyniósł rewolucji. Producent zaktualizował przetworniki, wprowadził obsługę MQA oraz dorzucił praktyczny interkonekt USB-C. Wykorzystano jednak identyczną konstrukcję oraz ten sam, już lekko przestarzały interfejs Bluetooth, co powodowało pewien niedosyt. Ponadto brzmienie BTR5 (2021) okazało się być bardziej analityczne od poprzednika, co nie każdemu przypadło do gustu. Mnie BTR5 (2021) się spodobał, ale również pragnąłem większych zmian.

Wprowadza je model BTR7, który wydaje się mieć wszystko, czego brakowało w BTR5 (2021). Nowy układ wzmacniacza zapewnia większą moc, odświeżony interfejs Bluetooth obsługuje kodek aptX Adaptive, a ekran jest większy i kolorowy. Co ciekawe przetworniki pozostały te same, czyli na pokładzie są znów dwie kostki ESS ES9219C, ale teraz wspiera je podwójny wzmacniacz od THX. Wzrosła też cena i to znacznie, bo FiiO BTR7 jest niemal dwukrotnie droższy od BTR5 (2021) – kosztuje 1199 zł. Sprawdziłem, jak zmieniło się brzmienie i czy warto dopłacić do „siódemki”.

REKLAMA
hifiman

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • futerał;
  • kabel USB-A > USB-C (długość 17 cm);
  • interkonekt USB-C (długość 8 cm);
  • instrukcję obsługi.

Okablowanie jest bez zmian, ale zrezygnowano z plastikowego etui na rzecz futerału, co może być zarówno zaletą, jak i wadą. Nowe akcesorium lepiej zabezpiecza urządzenie oraz zapewnia pewniejszy chwyt, bo sztuczna skóra jest matowa i nie ślizga się w dłoni. Z drugiej strony szary futerał oszpeca adapter i nie jest tak funkcjonalny, jak etui poprzednika, bo nie ma na nim klipsa z otworem na smyczkę. Należy jednak wziąć pod uwagę, że BTR7 jest większy oraz cięższy od BTR5, więc raczej mało kto chciałby go przypinać do ubrania lub wieszać na szyi.

Konstrukcja

FiiO BTR7 znacznie różni się od poprzednika. Adapter jest znów skonstruowany z dwóch tafli szkła oraz aluminiowego szkieletu, ale tym razem konstrukcja jest bardziej kanciasta, czym BTR7 przywodzi na myśl odtwarzacze producenta – adapter wygląda wręcz jak potomek modeli M17 oraz M11 Plus ESS. Muszę przyznać, że preferuję obłego BTR5 (2021), bo BTR7 nie jest już tak minimalistyczny. Niemniej „siódemka” także ma swój urok i nadal nie rzuca się w oczy.

Na szklanym froncie znajduje się wyświetlacz o przekątnej 1,3 cala, czyli znacznie większy od półcalowego ekranika z BTR5. Ekran nadal zajmuje niewielką część frontu, więc widać, że otaczają go szerokie ramki, a pod nim jest pusta przestrzeń. Wyświetlacz został też wykonany w technologii IPS, a nie OLED, stąd czarne tło nie zlewa się perfekcyjnie z obudową. Niemniej kontrast jest wysoki, bo czerń jest nadal głęboka. Ponadto ekran jest jasny, ma optymalną ostrość, w miarę neutralną biel i dość naturalne kolory, więc patrzy się na niego z przyjemnością. I tylko patrzy, bo wyświetlacz nie jest dotykowy.

Większość elementów trafiła na prawą krawędź, bo znajdziemy tam: mikrofon, włącznik, przycisk wielofunkcyjny, przyciski regulacji głośności oraz pojedynczy suwak. Z kolei na dolnej krawędzi umieszczono jedynie USB-C, ponieważ gniazda 3,5 mm oraz 4,4 mm trafiły na szczyt. Jak widać złącze 2,5 mm ze starszego adaptera zostało zmienione na standard Pentaconn, zgodnie z aktualnym trendem. Natomiast tył ponownie wykończono w kolorze fortepianowej czerni i ozdobiono szeregiem logotypów, w tym znaczkiem THX.

Nie mam najmniejszych zastrzeżeń odnośnie jakości wykonania. Szkło jest grube, gładkie i przyjemne w dotyku, a aluminiowe ścianki zostały perfekcyjnie wykończone. Wszelkie kanty są precyzyjne, nie widać najmniejszych skaz, a poszczególne elementy wzorowo spasowano. To nie powinno jednak zaskakiwać, bo starsze adaptery FiiO są zbudowane równie solidnie, co tyczy się nie tylko BTR5, ale także BTR3K.

Użytkowanie

FiiO BTR7 mocno urósł, bo jego objętość jest dwukrotnie większa od BTR5. Konstrukcja jest dłuższa o około 10 mm, szersza o 8 mm i grubsza o 4 mm, co może „na papierze” nie przeraża, ale w praktyce nowy adapter ma wymiary kompaktowego odtwarzacza muzyki sprzed lat i tak też leży w dłoni. Uważam, że obły BTR5 jest przyjemniejszy w dotyku od kanciastego BTR7, bo rogi urządzenia są ostre. Z tego powodu wolałem korzystać z futerału, który ma jednak pewną wadę. Otóż BTR7 łatwo się z niego wysuwa, więc należy przytrzymywać adapter w trakcie wypinania słuchawek. Inaczej wyciągniemy adapter z futerału razem z wtyczką.

Przyciski łatwo wyczuć, ich klik jest bez zarzutu, a funkcje zrozumiałe. Włącznik na górze uruchamia urządzenie oraz parowanie, a także przenosi do konfiguracji po dłuższym przytrzymaniu. W menu konfiguracyjnym m.in. dostosujemy jasność ekranu, wybierzemy filtry cyfrowe lub wyregulujemy wzmocnienie, które jest dwustopniowe. Do gustu przypadł mi także nowy suwak na dole obudowy, który wyłącza ładowanie, co pozwoli na oszczędzanie akumulatora w smartfonie lub odcięcie się od zasilania z USB w przypadku komputera.

Ekran pozwala sprawdzić aktywny kodek, poziom głośności, stan akumulatora czy próbkowanie odtwarzanych utworów. Momentami brakowało mi interfejsu dotykowego, próbowałem rozwinąć nieistniejący górny panel czy zmienić ekran, ale wynikało to raczej z przyzwyczajenia niż z realnej potrzeby. Szkoda jednak, że zabrakło czujnika światła do automatycznej regulacji podświetlenia. Za dnia korzystałem z czwartego/piątego poziomu jasności, a nocą musiałem przełączać na pierwszy, który też lekko oślepiał. Na szczęście ekran wygasa po kilku chwilach, więc nie stanowi to dużego problemu.

Możliwości zostały zwiększone, ale jedną funkcję usunięto. Oprócz interfejsu Bluetooth 5.1 z kodekiem aptX Adaptive, których brakowało w BTR5 (2021), otrzymujemy także możliwość ładowania indukcyjnego. Należy jednak pamiętać, że uzupełnianie akumulatora na ładowarce Qi trwa dwukrotnie dłużej niż kablem, czyli 3 godziny. Znów do dyspozycji jest funkcja multipoint, czyli BTR7 może dość sprawnie przełączać się pomiędzy dwoma urządzeniami. Na miejscu jest też mikrofon, który satysfakcjonuje jakością rozmów. Tym razem zrezygnowano jednak z modułu NFC, ale to mała strata, bo w starszych modelach funkcja ta działała w kratkę.

Czas pracy wynosi według producenta 9 godzin, gdy używamy kodeka AAC. Mnie interesował raczej LDAC i korzystałem głównie z wyjścia 4,4 mm, co na różnych słuchawkach pozwalało na słuchanie muzyki przez 5-6 godzin na średnim poziomie głośności z wyjścia 4,4 mm. Często korzystałem z ekranu, jak i wysokiego podbicia oraz dodatkowego wzmocnienia wyjścia zbalansowanego. Wykonałem także bardziej kontrolowany test z FiiO FH3, które podłączyłem za pomocą wtyczki 4,4 mm i odtwarzałem muzykę z plików FLAC za pomocą kodeka LDAC. W takim scenariuszu BTR7 rozładował się po 7 godzinach i 40 minutach. Przez ten czas w ogóle nie używałem ekranu, a zasięg Bluetooth był perfekcyjny.

Aplikacja konfiguracyjna

Aplikacja FiiO Control nadal nie dorównuje możliwościami do tej z Qudeliksa-5K, bo opcji jest mniej i brakuje statystyk użytkowych, ale i tak warto ją wypróbować. Producent podjął jednak dziwną decyzję – opcji jest mniej niż w BTR5. Bez obawy, nie zniknęły, po prostu przeniesiono je do menu ustawień samego urządzenia. Wolałbym jednak mieć dostęp do wszystkich funkcji w obu miejscach, czyli móc w pełni konfigurować BTR7 za pomocą wbudowanego menu, jak i w aplikacji.

Na ekranie głównym włączymy tryb USB, ustawimy czas automatycznego wyłączania, wybierzemy kodek Bluetooth i sprecyzujemy zachowanie przycisków – te od głośności mogą zmieniać utwory po przytrzymaniu lub dwukrotnym kliknięciu. W kolejnej zakładce jest korektor dźwięku,, który działa także, gdy korzystamy z kodeka LDAC. Z kolei w trzeciej zakładce dostosujemy poziomy głośności, balans czy dodatkowo zwiększymy moc wyjścia 4,4 mm.

W aplikacji nie brakuje też instrukcji obsługi oraz aktualizatora online, który w trakcie testów wyszukał i pozwolił zainstalować firmware do wersji 1.71. Nie jest to możliwe w przypadku BTR5 (2021), bo starszy model nie obsługuje aktualizacji OTA, więc wymaga aktualizowania przez USB za pomocą komputera.

Specyfikacja

  • interfejs: Bluetooth 5.1
  • układ Bluetooth: Qualcomm QCC5124
  • przetwornik: 2x ESS Technology Sabre ES9219C
  • wzmacniacz: 2x THX AAA-28
  • odbiornik USB: XMOS XUF208
  • wyświetlacz: IPS 1,3 cala
  • obsługa kodeków: SBC, AAC, aptX, aptX HD, aptX Adaptive, aptX Low Latency, LDAC
  • obsługa próbkowania i formatów (DAC USB): 32 bit/384 kHz, DSD256, MQA
  • mikrofon: wielokierunkowy
  • akumulator: 880 mAh
  • czas pracy: ok. 9 godzin (kodek AAC)
  • czas ładowania: 1,5 godziny (USB); 3 godziny (Qi)
  • wymiary: 83,6 x 39,6 x 14,6 mm
  • masa: 68 g

Wyjście słuchawkowe 3,5 mm

  • obsługa słuchawek: 16-100 Ω
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-20 kHz
  • impedancja wyjściowa: <1,2 Ω
  • moc: 165 mW @ 32 Ω, 160 mW @ 16 Ω, 18 mW @ 300 Ω
  • przesłuchy międzykanałowe: >75 dB
  • THD+N: <0,00055%
  • SNR: 118 dB

Wyjście słuchawkowe 4,4 mm

  • obsługa słuchawek: 16-150 Ω
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-50 kHz
  • impedancja wyjściowa: <2,8 Ω
  • moc: 235 mW @ 32 Ω, 320 mW @ 16 Ω, 40 mW @ 300 Ω
  • przesłuchy międzykanałowe: >107 dB
  • THD+N: <0,00048%
  • SNR: 115 dB

Brzmienie

  • Słuchawki: Audeze LCD-2, Dan Clark Audio Ether 1.1, HiFiMAN Arya V3, Edition XS, HE-R9 i Sundara, Astell&Kern Pathfinder, Campfire Audio Ara, Dorado 2020 i Solaris 2020, FiiO FH9, FH5s, FH3 i FD7, Meze Advar, BQEYZ Autumn, Letshuoer S12
  • Źródła: FiiO M17, M11 Plus ESS, Cayin N3Pro, FiiO BTR5 2021, Qudelix-5K, Cayin RU-6, FiiO KA3, Astell&Kern HC2, Samsung Galaxy S21 FE, Realme GT ME

FiiO BTR7 to jeden z najlepszych adapterów Bluetooth, z jakich miałem okazję korzystać. Słychać, że to rozwinięcie BTR5, bo przetworniki są jednak te same, więc daje się wychwycić wspólny trzon – neutralne, przejrzyste i rozdzielcze brzmienie. Nie mam jednak wątpliwości, że nastąpiła zmiana, bo brzmienie przeszło z domeny stricte analitycznej na bardziej muzykalną. Trudno stwierdzić, czy jest to zasługa wzmacniaczy THX, czy cyfrowego strojenia, ale nie mam wątpliwości, że nastąpił progres. Nie, nadal nie ma mowy o dźwięku analogowym, mocno podkoloryzowanym czy tym bardziej ciemnym, ale BTR7 jest zdecydowanie przystępniejszy w odbiorze od BTR5. Szczegółowe porównanie obu adapterów znajdzie się w dalszej części tekstu, najpierw rozłóżmy BTR7 na czynniki pierwsze.

FiiO BTR7 – tryb adaptera Bluetooth (kodek LDAC)
Niskie tony są bliskie, pełne i swobodne – bas rozbrzmiewa dynamicznie, wypełnia muzykę i nie wydaje się być ograniczony. Na kompetentnych słuchawkach nie stwierdziłem ani ścięcia subbasu, ani modulacji średniego i wyższego zakresu niskich tonów. Nie należy się obawiać niskich tonów, bo BTR7 nie brzmi basowo, a po prostu nie ścina dołu, więc słuchawki o pełnym basie tak też zabrzmią, a te chude czy punktowe w niskich tonach nie stają się subwooferowe. Tony niskie z powodzeniem służą zarówno do rozrywki (są masywne, gęste i gładkie w elektronice), jak i pozwalają wsłuchać się w detale czy fakturę instrumentów (są zarysowane, kontrolowane i rozdzielcze w jazzie). BTR7 przechodził każdy basowy test – przekonywały mnie zarówno cyfrowe sample, syntezatory, kontrabasy czy gitary basowe.

Pasmo średnie jest zrównoważone i bezpośrednie. Na moje ucho niższy zakres średnicy oraz wyższy mają podobny priorytet, stąd w zależności od realizacji oraz słuchawek muzyka może zabrzmieć ciepło i gładko, jak i twardo oraz bardziej agresywnie. Średnica jest zatem elastyczna – staje się naturalna w bluesie, ale brzmi syntetycznie i efektownie w muzyce trance. Słychać jednak, że brzmienie jest sprawką kostek ESS Technology – środek jest czysty, klarowny i wyrazisty. Średnica nie jest ziarnista, archaiczna, analogowa czy podkoloryzowana, więc nadal mowa o dźwięku „tranzystorowym”. Uważam jednak, że środek nie jest skrajnie techniczny, bezduszny czy maszynowy, jest w nim sporo życia, gładkości i barw. Słuchając dęciaków, gitar klasycznych czy smyczków nie miałem wrażenia, że brzmią cyfrowo. Nie brakowało mi też nasycenia czy ciepła.

Góra pasma została okiełznana. Jest nadal rozciągnięta, swobodna i krystaliczna, ale nie sprawia wrażenie ostrej, nie dominuje nad basem i nie przytłacza średnicy. Nie ma mowy o zgaszeniu czy przymuleniu wysokich tonów, ale BTR7 ani przez moment nie męczył mnie sopranem. Wysokie jednak nadal sprzyjają bardziej krytycznym odsłuchom – jeśli chcemy skupić się na łańcuszkach talerzy perkusyjnych, śledzić każde uderzenie pałeczki, wsłuchać w gitary solowe czy skrzypce, to BTR7 sprosta zadaniu. Uważam, że wysokie tony BTR7 balansują gdzieś pomiędzy analitycznością a muzykalnością, dlatego adapter sprawdza się w obu zastosowaniach. Przyznaję, że ostatnimi czasy preferuję spokojniejszy, ale jeszcze nie zgaszony przekaz i tak właśnie odbieram BTR7, więc nowy adapter zdecydowanie przypadł mi do gustu.

Scena dźwiękowa imponuje szerokością – separacja kanałów jest kontrastowa z obu wyjść słuchawkowych. Korzystałem głównie z gniazda 4,4 mm i byłem pod wrażeniem tego, jak mocno BTR7 rozciąga instrumenty na boki, jednocześnie nie rozrywając sceny w połowie. Głębia czy wysokość przestrzeni także nie budzą zastrzeżeń, ale według mnie szerokość ma priorytet, więc przestrzeń jest w kształcie poziomej elipsoidy. Nie stwierdziłem też problemów z holografią, separacją czy napowietrzeniem, bo wieloprzetwornikowe słuchawki hybrydowe generowały kształtne instrumenty, pozycjonowały je w różnych punktach i nie rozczarowywały separacją dźwięków.

FiiO BTR7 – porównanie z BTR5 (2021) oraz innymi urządzeniami
FiiO BTR7 zostawia w tyle BTR5 (2021). Różnica nie jest może ekstremalna, bo adaptery mają jednak wspólny trzon w postaci tych samych przetworników. Niemniej w każdym aspekcie BTR7 wypada lepiej – nowy adapter ma głębszy i swobodniejszy bas, którego jest trochę więcej, barwniejszą i gładszą średnicę oraz spokojniejszą, ale nadal wyrazistą górę. W efekcie sygnatura jest bardziej muzykalna i uniwersalna, mniej techniczna i surowa, już nie tak laboratoryjna. Moim zdaniem nie wiąże się to ze spadkiem rozdzielczości, po prostu BTR7 bardziej angażuje, jest przystępniejszy w odbiorze. Ponadto „siódemka” wygrywa z „piątką” także sceną dźwiękową, która jest wyraźnie szersza i bardziej otwarta. W każdym porównaniu BTR5 (2021) brzmiał ciaśniej.

Z drugiej strony jeśli preferujemy jak najbardziej neutralne, płaskie i jasne brzmienie, to BTR5 (2021) może okazać się lepszy. Starszy adapter spodoba się osobom szukającym analitycznego źródła, bezwzględnego i twardziej zarysowanego przekazu. Doceniłem model BTR5 (2021) za neutralną i techniczną sygnaturę, ale BTR7 również pozwala mi na analizę i jest przy tym barwniejszy, mniej męczący i bardziej uniwersalny. Moim zdaniem nowy adapter nie wymaga idealnej synergii, dogaduje się z przeróżnymi słuchawkami i jest przy tym mniej wybiórczy odnośnie realizacji muzyki. Zatem w mojej ocenie BTR7 jest ewidentnie górą, ale to też adapter dwukrotnie droższy, więc w tej chwili „piątka” jest bardziej opłacalna.

Uważam, że BTR7 może już śmiało konkurować z odtwarzaczami, bo to już całkiem niezła alternatywa dla DAP-a. Słychać też pewne podobieństwa w dźwięku do FiiO M11 Plus ESS, który także oferuje taką techniczno-muzykalną mieszankę, również serwuje brzmienie ESS w trochę bardziej muzykalnym wydaniu. Niemniej M11 Plus ESS brzmi jeszcze gęściej w basie, mocniej zarysowuje średnicę oraz górę pasma, bo nie jest tak gładki, jak BTR7, a do tego generuje większą scenę dźwiękową. Zatem DAP pokroju M11 Plus ESS jest ciągle wyżej, ale jak to bywa w audio, różnice nie są tak duże, jak sugerują to cena, gabaryty urządzenia czy stopień zaawansowania układu. Mnie i tak świetnie korzystało się z BTR7, nie czułem przepaści względem odtwarzacza. W pewnych aspektach BTR7 był lepszy, bo generował czystszy sygnał od M11 Plus ESS.

Zestawiłem BTR7 także z Oriolusem 1795, czyli fenomenalnym, ale już trudno dostępnym adapterem. Okazało się, że Oriolus nadal czaruje szkołą grania Burr-Browna – brzmi cieplej, barwniej i jakby bardziej naturalnie/analogowo, mimo że podobnie klarownie. Przy nim BTR7 jest adapterem bliższym równowagi, brzmiącym bardziej sterylnie i technicznie. Co ciekawe Oriolus generuje jeszcze większą scenę, bo oddala pierwszy plan – miałem wrażenie, że dźwięk docierał z dystansu. Podobają mi się obie sygnatury, zarówno precyzyjny i zarysowany BTR7, jak i cieplejszy oraz organiczny Oriolus 1795. Zauważyłem jednak, że BTR7 ma wyraźnie czystszy sygnał, co jest bolączką Oriolusa 1795. FiiO sprawdzał się znacznie lepiej z czułymi dokanałówkami, gdy Oriolus 1795 mocno szumiał. Z drugiej strony może właśnie dzięki temu Oriolus 1795 jest tak naturalny, bo nie przetwarza dźwięku tak mocno, jak BTR7. Otrzymałem też informację, że niedługo na polskim rynku ma zadebiutować Oriolus 1795S z przetwornikami Cirrus Logic CS43131.

FiiO BTR7 – synergia
FiiO BTR7 jest wysoce synergiczny – adapter zgrał się właściwie ze wszystkim, co podłączyłem. Poszczególne słuchawki brzmiały zgodnie ze swoim charakterem, jedynie te techniczne zyskiwały minimalnie na muzykalności, było tak np. z Campfire Audio Ara czy FiiO FH7. Oba modele nieznacznie się złagodziły, co im służyło. Byłem zadowolony też z połączeń z muzykalnymi słuchawkami typu Meze Advar, FiiO FD7 czy Letshuoer S12 – wszystkie brzmiały barwnie, przystępnie, dynamicznie, ale nadal klarownie.

Sięgnąłem również po słuchawki nagłowne, z którymi BTR7 radzi sobie świetnie, bo generuje więcej mocy od poprzednika (320 mW vs 240 mW). To nadal nie wystarczy, żeby wykrzesać pełnię możliwości z bardziej wymagających słuchawek stacjonarnych – HiFiMAN Arya V3, Dan Clark Audio Ether 1.1 czy Audeze LCD-2 brzmiały donośnie i dość przestrzennie, ale nie pokazały maksymalnego potencjału w aspektach dynamiki czy rozdzielczości. Niemniej i tak słuchało się ich świetnie.

Natomiast średniopółkowe HiFiMAN Sundara czy Edition XS oraz dynamiczne HiFiMAN HE-R9 brzmiały już znakomicie. Szczególnie oczarowały mnie te pierwsze słuchawki, które świetnie dogadały się z BTR7. Niemniej Edition XS, słuchawki mocniejsze w skrajach pasma od Sundara, także nie rozczarowały. Do słuchawek nagłownych, nie tylko tych trudniejszych, polecam jednak włączenie wysokiego podbicia oraz dodatkowego wzmocnienia wyjścia zbalansowanego w aplikacji FiiO Control. Zyskują na tym wypełnienie basu oraz przestrzeń.

FiiO BTR7 – tryb DAC USB
A jak wypada tryb „dongle”? Słychać, że rozdzielczość dźwięku jest wyższa, brzmienie mniej wygładzone, a bardziej zarysowane względem trybu Bluetooth. Niemniej różnica nie jest duża, a BTR7 w trybie DAC-a USB pozostaje muzykalny, nie staje się ostrzejszy. Zatem po kablu mamy brzmienie w tym samym stylu, co przez interfejs Bluetooth, ale po prostu wyższej jakości.

Podsumowanie

FiiO BTR7 to kawał dobrego sprzętu. Adapter jest świetnie wykonany, wygląda nieźle oraz należy do wygodnych w obsłudze. Wymiary nadal nie przerażają, urządzenie jest ciągle kieszonkowe. Spodobał mi się też nowy ekran, który jest zdecydowanie bardziej funkcjonalny, uprzyjemnia korzystanie z adaptera i ułatwia obsługę. Do plusów należy zaliczyć nowy układ Bluetooth w wersji 5.1 i obsługuje także kodek aptX Adaptive. Według mnie czas pracy jest nadal satysfakcjonujący, mocy nie brakuje, a FiiO BTR7 sprawdza się świetnie zarówno ze słuchawkami dokanałowymi, jak i nagłownymi. Brzmienie jest zrównoważone, rozdzielcze i precyzyjne, ale bardziej muzykalne i przestrzenne od poprzednika.

Do perfekcji zabrakło niewiele. Moim zdaniem obudowa jest trochę zbyt kanciasta – dolny róg wpija się w dłoń. Problem rozwiązuje etui, które mogło być jednak ciaśniejsze. Ponadto aplikacja FiiO Control nadal nie jest tak funkcjonalna, jak ta od Qudeliksa-5K. Nie podoba mi się też, że nie zawiera ona wszystkich ustawień, że część z nich znajduje się wyłącznie w menu adaptera.

FiiO BTR7 został wyceniony na 1199 zł. To spora kwota, jak na adapter Bluetooth, ale myślę, że w zamian otrzymujemy wiele, bo BTR7 to realna alternatywa dla odtwarzacza muzyki. W trakcie testów BTR7 sprawdzał się właśnie w takiej roli, sięgałem po niego częściej niż po odtwarzacze, bo zapewniał czystszy sygnał na czułych dokanałówkach. Ode mnie rekomendacja dla BTR7, ale z zaznaczeniem, że zakup BTR5 (2021) jest znacznie bardziej opłacalny. Wprawdzie starszy model nie brzmi tak dobrze i jest mniej angażujący, ale można go mieć niemal za połowę ceny BTR7. Podobnie sprawa ma się z Qudeliksem-5K. Zaznaczam jednak, że ten ostatni adapter został niedawno odświeżony – nowy wariant ma te same przetworniki, co BTR5 (2021) czy BTR7. Jeszcze nie miałem do czynienia ze zaktualizowanym Qudeliksem-5K, ale wszystko wskazuje na to, że to nadal mocny konkurent BTR5 (2021).

Dla FiiO BTR7

Zalety:
+ futerał i interkonekt w zestawie
+ solidne wykonanie
+ wygodna obsługa
+ czytelny ekran
+ Bluetooth 5.1 z wieloma kodekami
+ ładowanie Qi
+ świetny tryb DAC USB
+ niezły czas działania
+ sporo mocy
+ wysoka synergiczność
+ zrównoważone, przestrzenne i muzykalne brzmienie

Wady:
– ostre krawędzie
– luźny futerał
– ograniczona aplikacja

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
meze

1 KOMENTARZ

  1. Witam, świetna recenzja. Szkoda, że tak ciężko dostępny w Polsce. Chciałbym w przyszłości połączyć go ze słuchawkami Fiio Fh5S Pro, czy to dobry mariaż? Pozdrawiam serdecznie.

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj