FiiO K17 to drugie w hierarchii kombo słuchawkowe, stworzone z myślą o wymagających użytkownikach. Urządzenie zostało wyposażone w podwójne przetworniki AKM AK4499EX i zbalansowany wzmacniacz, który dostarcza 4 W mocy na kanał. FiiO zadbało o rozbudowany interfejs złącz oraz szereg funkcji dodatkowych, czyli m.in. Wi-Fi czy DSP.

K17 ma niewiele wspólnego z poprzednikami. Producent odszedł od futurystycznego wzornictwa, zrezygnował ze wzmacniacza marki THX oraz zaimplementował układ DSP, który umożliwia sprzętowe przestrajanie. Jakby tego było mało nowość przynosi ekran dotykowy, bezprzewodowy pilot oraz wbudowane Wi-Fi. Mamy zatem do czynienia z urządzeniem, które stanowi niejako syntezę linii „K” oraz „R” – K17-tka wciąż wygląda jak klasyczny wzmacniacz słuchawkowy, ale oferuje szereg funkcji rodem z urządzeń all-in-one, takich jak np. FiiO R9.

REKLAMA
fiio

FiiO R9 jest świetny, ale to w praktyce raczej stacjonarny odtwarzacz muzyki, niż standardowy DAC/AMP. Wynikają z tego pewne wady – urządzenie uruchamia się długo i bywa problematyczne w obsłudze zarówno za pomocą ekranu, jak i pilota, który momentami szwankuje. Na co dzień daje się też odczuć, że Android został stworzony z myślą o zastosowaniach mobilnych niż biurkowych. Autonomiczność jest tym samym kosztowna, bo mowa o urządzeniu za około 7000 zł, czyli kilka tysięcy złotych droższym od porównywalnych kombo.

Z tego powodu FiiO K17 jest wyjątkowo kuszący, bo wydaje się eliminować bolączki modelu R9. Tytułowy DAC/AMP jest tańszy (5000 zł), działa pod kontrolą prostego systemu operacyjnego i nie próbuje być urządzeniem do wszystkiego – to wciąż sprzęt wymagający komputera czy smartfona, ale z bonusowymi funkcjami bezprzewodowymi, mile widzianymi w czasach wszechobecnego strumieniowania muzyki. Mojemu entuzjazmowi tradycyjnie towarzyszyły jednak pewne obawy. Czy ekran w modelu K17 nie jest za mały do obsługi dotykowej? Co dokładnie umożliwia wbudowane Wi-Fi? Dlaczego zastosowano aż cztery porty USB?

Po kilku tygodniach testów znam już odpowiedzi na te i wiele innych pytań.

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • przewód zasilający (długość 112 cm);
  • 2x kabel USB-A > USB-C (długość 95 cm);
  • bezprzewodowy pilot;
  • adapter 6,35 mm;
  • zaślepkę portu XLR;
  • zaślepki złącz RCA;
  • zapasowy bezpiecznik;
  • instrukcję obsługi.

Urządzenie nie wymaga dodatkowych wydatków – w pudełku znajdziemy nieodzowne przewody oraz bezprzewodowy pilot, co nie zawsze ma miejsce. Brakowało go np. w modelu FiiO R7. Producent nie pożałował także zaślepek portów czy zapasowego bezpiecznika.

Konstrukcja

FiiO K17 jest piękny! Urządzenie przypomina klasyczny amplituner za sprawą szeregu pokręteł i przełączników oraz prostokątnego wyświetlacza z bladopomarańczowym podświetleniem. Niemniej obudowa jest nadal prosta, a kolorystyka matowa i jednolita, więc K17 wciąż wygląda uniwersalnie. Cieszy mnie to, ponieważ testując starsze urządzenia serii miałem wrażenie, że producent pudłuje z targetem – audiofilskie urządzenia zamyka w obudowach mających przemawiać do graczy. Tym razem urządzenie powinno trafić w różne gusta.

Front został w całości zagospodarowany. Kolorowy i dotykowy wyświetlacz LCD trafił w lewy górny róg, a poniżej niego umieszczono trzy przełączniki oraz pojedyncze gniazdo USB-C. Z kolei w prawym górnym rogu dostrzeżemy pokrętła, a pod nimi wyjścia słuchawkowe, czyli gniazda 6,35 mm, 4,4 mm oraz 4-pin XLR. To ostatnie można zamaskować zaślepką przeciwkurzową z zestawu, jeśli nie planujemy z niego korzystać. Poszczególne elementy podzielono na segmenty, oddzielając je pionowymi wyżłobieniami.

Miejsca na tylnym panelu również nie zmarnowano. Złącza wylądowały pomiędzy antenami – z lewej strony umieszczono wejścia i wyjścia optyczne oraz koaksjalne, a towarzyszą im analogowe wejście 4,4 mm, gniazdo uziemienia oraz przełącznik uziemienia (LIFT/GND). Dalej są gniazdo 3,5 mm (TRIGGER IN), dwa porty USB-C (RS232 i USB IN), port USB-A i RJ-45 (LAN). W centralnej części ulokowano wejścia i wyjścia analogowe RCA oraz wyjścia zbalansowane 3-pin XLR. Z kolei prawą stronę zajmują włącznik, slot na bezpiecznik oraz gniazdo zasilania (IEC).

Warto zauważyć także, że obudowa jest gęsto wentylowana – kratki znajdują się zarówno po bokach, na pokrywie, jak i spodzie, gdzie znajdziemy również cztery, trapezoidalne podkładki z silikonu oraz przełącznik napięcia (115/230 V). Producent nie zamaskował także śrub typu Torx (po bokach) i krzyżakowych (z tyłu), którymi przykręcono blaszaną obudowę. Nie psują one efektu wizualnego, wpisując się retro wzornictwo. Nie można tego powiedzieć o obłym, dość nowoczesnym pilocie, który wygląda jak model RM3 dedykowany starszym sprzętom FiiO.

Jakość wykonania nie budzi zastrzeżeń. Frontowy panel jest gruby, pokrętła przyjemnie terkoczą i mają tylko nieznaczne luzy, a przełączniki przeskakują sprężyście i z satysfakcjonującym klikiem – malutkie suwaki z modeli starszych generacji nie mają do nich startu. Obudowa jest natomiast mniej masywna od poprzedników, ale nie zawodzi grubością blachy (tylko minimalnie ugina się pod naciskiem), a do tego została precyzyjnie spasowana i nienagannie wykończona. Trudno się do czegokolwiek przyczepić.

Ergonomia i użytkowanie

FiiO K17 jest masywny i stabilnie stoi na gładkim blacie biurka, ponieważ waży 2,8 kg, a silikonowe nóżki spełniają swoje zadanie. Podczas testów mogłem swobodnie korzystać z ekranu, jak i pokręteł czy przełączników, a urządzenie nie przesuwało się także podczas wpinania czy wypinania wtyków. Producent zrezygnował jednak z podstawki, umożliwiającej ustawienie urządzenia w pionie, która była dodawana do starszych kombo serii. Funkcja jest zarezerwowana dla topowego modelu K19, cechującego się inną konstrukcją. W rezultacie K17 zajmuje sporo miejsca, zdecydowanie więcej od wspomnianej R9-tki.

Złącza rozplanowano logicznie – jest do nich wygodny dostęp i zostały czytelnie oznaczone. Dobrze sprawdzają się także pokrętła menu i głośności, które są jednocześnie przyciskami – kolejno potwierdzają wybory i wyłączają ekran. Szkoda jednak, że gałki są identyczne, co trochę utrudnia obsługę po zmroku, jeśli zrezygnujemy z podświetlenia RGB. Zdarzyło mi się przekręcić przypadkowo pokrętło trybu zamiast głośności, przypadkowo przełączając interfejsy, ale to kwestia przyzwyczajenia.

Wyświetlacz jest czytelny, a system operacyjny intuicyjny. Główny ekran wyświetla parametry i aktualny tryb – jeśli wykonamy gest w lewo uzyskamy dostęp do listy trybów oraz bazy muzyki, a gest w przeciwnym kierunku przeniesie do ustawień dźwięku, gdzie znajdziemy m.in. filtry cyfrowe, balans kanałów oraz ustawienia ekranu. Zaimplementowano także kilka opcji wizualnych, czyli konfigurację diod RGB (szereg barw i efektów do wyboru) czy alternatywny motyw systemowy (czarny). Nie obyło się też bez efektownego wskaźnika wysterowania (gest w dół na ekranie głównym). Okazuje się, że interfejs dotykowy nie podpada czułością – mimo niewielkiego ekranu, konfiguracja czy nawet wprowadzenie hasła do Wi-Fi nie stanowiły problemu.

Pilot również spełnia swoje zadanie – dobrze leży w dłoni i także nie rozczarowuje umiejscowieniem przycisków. Oprócz standardowych funkcji przyciemnimy nim ekran (przyciski FN2 i FN3) lub zupełnie wyłączymy podświetlenie pokręteł (symbol żarówki), a także wybierzemy jeden z dostępnych presetów EQ. Pilot umożliwia ponadto kontrolę nad muzyką odtwarzaną lokalnie czy strumieniowaną, jak i pozwala dodawać utwory do ulubionych (FN1). Co ciekawe za jego pomocą możemy uśpić i wybudzić urządzenie (Standby) – nie jest to możliwe z poziomu samego K17.

Funkcjonalność

Możliwości są ogromne! FiiO K17 może być przetwornikiem, czyli przesyłać sygnał symetryczny (2x 3-pin XLR) lub niesymetryczny (2x RCA) do innych urządzeń. Nie zabrakło także funkcji wzmacniacza (wejścia 2x RCA lub 4,4 mm). Przydają się również USB-C na froncie (do urządzeń mobilnych), jak i USB-A z tyłu (do dysków czy pamięci). Urządzenie może także uruchamiać się z innymi elementami toru dzięki funkcji Trigger In, zrealizowanej za pomocą gniazda 3,5 mm. Świetnie, że tym razem regulacja wzmocnienia jest pięcio-, a nie trzypoziomowa.

Interfejs Bluetooth 5.1 z obsługą kodeków aptX, aptX HD, aptX Adaptive oraz LDAC to kolejny atut, ale należy pamiętać, że nie jest on dwukierunkowy, czyli Bluetooth pełni jedynie funkcję odbiornika – przyjmuje sygnał np. ze smartfona czy tabletu, ale nie może go nadawać na bezprzewodowe słuchawki. Z kolei Wi-Fi działa dwuzakresowo (2,4 GHz i 5 GHz), służy do streamingu oraz aktualizacji oprogramowania. Nie musimy jednak polegać na Wi-Fi, bo na swoim miejscu jest gigabitowe gniazdo sieciowe (RJ-45).

Niestety możliwości strumieniowania ograniczają się do usług AirPlay oraz Roon Ready – wielka szkoda, że nie zaimplementowano Spotify Connect i Tidal Connect, więc w wielu przypadkach Wi-Fi będzie się marnowało. Za jego pomocą nie zaktualizujemy też w pełni firmware’u, co swoją drogą jest skomplikowane – mikrokontroler aktualizuje się za pomocą złącza RS232, SoC gniazdem USB-A, natomiast odbiornik XMOS przednim lub tylnym USB-C. Zabrakło też wsparcia dla FiiO Control, a przynajmniej w trakcie testów aplikacja nie wykrywała urządzenia.

Zachowanie ekranu budzi pewne wątpliwości, ponieważ jest on wybudzany przez pokrętło głośności (oraz przyciski pilota) w celu wyświetlenia skali. To zrozumiałe, pokrętło jest bezoporowe, a więc nie zostało oznaczone konkretnym zakresem – ten jest zatem wyświetlany na ekranie. W czym problem? Podświetlający się wyświetlacz potrafi przeszkadzać po zmroku, a oczekiwanie na automatyczne wygaszenie zaczyna z czasem irytować, podobnie jak klikanie pokrętłem w celu ręcznego wyłączenia ekranu. W FiiO R9 nic takiego się nie dzieje, więc mam nadzieję, że producent wprowadzi stosowną opcję, która zapewni pełną kontrolę nad ekranem.

Oprogramowanie

Wbudowane DSP służy do globalnego przestrajania sprzętu za pomocą rozbudowanego, bo aż 31-pasmowego EQ parametrycznego. Musimy je uprzednio aktywować w K17-tce, żeby urządzenie uruchomiło się w specjalnym trybie, a następnie stworzyć własną konfigurację za pomocą dedykowanego programu FiiO Audio DSP. To nie koniec, ponieważ żeby oprogramowanie wykryło urządzenie, należy podłączyć je za pomocą szeregowego złącza USB-C, oznaczonego jako RS232. Sporo z tym zachodu, ale sprzętowe EQ bez wątpienia stanowi ogromny plus.

Specyfikacja

Ogólna

  • SoC: Ingenic X2000
  • przetworniki: AK4191EQ + 2x AK4499EX
  • wzmacniacz: MJE243G/253G (dyskretny)
  • odbiornik: XMOS XU316
  • próbkowanie USB: 32 bit/768 kHz, DSD512 (Native)
  • wyświetlacz: dotykowy LCD 3,93 cala (240×1020 pikseli)
  • interfejsy bezprzewodowe: Wi-Fi 5, Bluetooth 5.1 z kodekami SBC, AAC, aptX, aptX HD, aptX Adaptive, LDAC (Qualcomm QCC5125)
  • funkcje: globalny 31-pasmowy EQ, pięć poziomów wzmocnienia, odtwarzanie lokalne, strumieniowanie muzyki (AirPlay i Roon), interfejs Bluetooth, dotykowy ekran, bezprzewodowy pilot, rozbudowany interfejs złącz cyfrowych i analogowychAK4191EQ
  • wymiary: 245 x 213 x 67 mm
  • masa: 2,75 kg

Audio (wyjścia słuchawkowe)

  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-90 kHz
  • impedancja wyjściowa: <1 Ω (6,35 mm); <1,5 Ω (4-pin XLR/4,4 mm)
  • obsługa słuchawek: 8-350 Ω
  • moc: 1850 mW + 1850 mW @ 32 Ω (6,35 mm); 4000 mW + 4000 mW @ 32 Ω (4-pin XLR/4,4 mm)
  • THD+N: <0,0005% (6,35 mm); <0,00049% (4-pin XLR/4,4 mm)
  • SNR: 124 dB (6,35 mm); 124 dB (4-pin XLR/4,4 mm)
  • separacja kanałów: 76 dB (6,35 mm); 119 dB (4-pin XLR/4,4 mm)

Brzmienie

FiiO K17 brzmi fantastycznie i zaskakuje charakterem. Przyznaję, że ze względu na przetworniki AKM i logo „Velvet Sound” na obudowie założyłem, że sprzęt zaoferuje miękkie, gładkie i ewidentnie ocieplone brzmienie. Tymczasem K17-tka brzmi wyraziście, mocno i jest blisko równowagi – słychać tylko lekkie „ciepełko”, nadające brzmieniu naturalności. Mamy więc do czynienia z urządzeniem o zrównoważonym, ale nadal muzykalnym charakterze – dźwięk nie jest już tak „sterylny”, jak w starszych kombo FiiO z układami ESS Technology i THX-a. Na porównania przyjdzie jednak czas, w pierwszej kolejności skupmy się na dźwięku K17-tki.

FiiO K17 – jako DAC/AMP
Kombo nie wymaga rozkładania dźwięku na czynniki pierwsze – jest konsekwentne w każdym paśmie. Niskie tony są zwarte, kontrolowane oraz precyzyjne, ale tym samym barwne i angażujące. Absolutnie nie brakuje im dynamiki, więc podłączone słuchawki rozwijają skrzydła w reprodukcji basu. Nie inaczej jest ze średnicą – naturalną, bezpośrednią oraz twardą, ale tym samym nasyconą i przyjemną w odbiorze. K17 nie brzmi więc typowo „tranzystorowo”, ale nie wydaje się też udawać lampy. Zatem ostateczny efekt będzie zależał od realizacji muzyki i samych słuchawek. Góra pasma nie odstaje od reszty, bo K17 generuje klarowne, swobodne i trzymane w ryzach wysokie tony, które doświetlają inne pasma, ale nie wydają się być wyżyłowane. Nie sposób narzekać również na ogólną rozdzielczość, szczegółowość czy transjenty – wszystko jest na wysokim poziomie.

Wisienką na torcie jest trójwymiarowa scena, która ma kształt elipsoidy za sprawą mocno odseparowanych kanałów, ale jest tym samym głęboka i wysoka. Źródła pozorne są więc pozycjonowane we wszystkich płaszczyznach. Przestrzennie brzmiące słuchawki nie będą miały problemy z wygenerowaniem dużych, kształtnych i bezpośrednio eksponowanych instrumentów. W trakcie testów ani razu nie miałem wrażenia chaosu w scenie – z odpowiednio zrealizowaną muzyką absolutnie nic się ze sobą nie zlewało. Bliski pierwszy plan przekładał się na bezpośrednie brzmienie, a warstwowo odsunięte dalsze pozwalały podziwiać dźwiękowy spektakl. Z kolei za sprawą czystego sygnału można łatwo uzyskać efekt „czarnego tła”, zawieszenia instrumentów w bezkresnej próżni.

FiiO K17 – jako DAC i jako AMP
Podczas testów K17-tka służyła mi również jako źródło dla głośników (FiiO SA1 i SP3), a także innych wzmacniaczy (HiFiMAN EF600). Nie ma zaskoczenia – sygnał z wyjść liniowych jest również zrównoważony, czysty i przestrzenny, ale tym samym barwny i angażujący. Nie miałem żadnych zastrzeżeń odnośnie dynamiki, szczegółowości czy holografii. Przyznaję jednak, że nie czułem potrzeby podłączania do K17-tki innych wzmacniaczy – temu wbudowanemu niczego nie brakuje.

FiiO K17 może z powodzeniem przyjmować sygnał analogowy z innych źródeł – układ wzmacniacza jest zrównoważony, precyzyjny i bezpośredni, a do tego nie ogranicza sceny dźwiękowej. Ostateczny efekt będzie więc zależał od charakteru DAC-a oraz słuchawek czy głośników, bo wzmacniacz nie wydaje się narzucać swojej sygnatury. Przyczepić się można jedynie do wejścia 4,4 mm zamiast pary 3-pinowych XLR-ów, ale najpewniej wymuszają to rozmiary obudowy.

FiiO K17 – porównania z FiiO R9, HiFiMAN EF600 i innymi kombo
Konfrontacje współczesnych DAC/AMP-ów są trudne, bo wszystkie są zrównoważone, a różnice to niuanse. Łatwo jednak było je wychwycić w zestawieniu K17-tki z FiiO R9, czyli all-in-one z przetwornikami ESS Technology oraz wzmacniaczem THX-a. Nowość FiiO zabrzmiała również w sposób zrównoważony, ale bardziej naturalny – K17 jest barwniejszy i mniej techniczny od dość laboratoryjnego R9. Przestrzeń w obu przypadkach jest zbliżona, więc wybór to kwestia preferencji. Moim zdaniem K17 brzmi przystępniej i bardziej muzykalnie, a R9 przechyla się w analityczną stronę. W obu przypadkach poziom jest świetny, ale wybrałbym K17 – nowość brzmi łagodniej i kosztuje mniej od R9 (5000 zł vs 7000 zł).

HiFiMAN EF600 to kolejne, oscylujące wokół równowagi kombo z przetwornikiem R2R, które brzmi w sposób zrównoważony, ale dość naturalny. W tej konfrontacji wychodzi na jaw „aksamitność” oraz muzykalność K17, bo nowość FiiO brzmi barwniej, gładziej i cieplej od EF600. Nie wpływa to jednak negatywnie na rozdzielczość czy precyzję, więc K17, mimo spokojniejszej wyższy średnicy i góry, nie odstaje szczegółowością, dynamiką czy sceną dźwiękową. Muszę przyznać, że lubię charakter EF600, ale K17 znowu słuchało mi się przyjemniej, a do tego nie musiałem go ściszać w systemie za sprawą bardziej zaawansowanej regulacji wzmocnienia. Ode mnie plus dla K17, ale warto pamiętać, że EF600 już staniał do poziomu około 3000 zł.

Uważam, że FiiO K17 to pewny krok naprzód względem starszych modeli serii, czyli np. FiiO K9 Pro ESS, modelu bazującego na kostkach ESS Technology i wzmacniaczu THX-a. Znowu mowa o zrównoważonym brzmieniu, ale w wydaniu bardziej technicznym (K9 Pro ESS) i naturalnym (K17). Nowy model FiiO, mimo iż teoretycznie niżej pozycjonowany, nie sprawia już wrażenie „sterylnego” czy bezdusznego, brzmi bardziej rasowo i jakby „analogowo”. Wszyscy, którzy na to narzekali, powinni być zadowoleni z dźwięku K17.

FiiO K17 – współpraca ze słuchawkami
Synergią nie trzeba się w ogóle przejmować – K17-tka dogaduje się z przeróżnymi słuchawkami. W trakcie testów żonglowałem modelami dynamicznymi oraz planarnymi, a także różnymi IEM-ami o hybrydowych i trybrydowych konfiguracjach przetworników. Nie natrafiłem na jakikolwiek problemy – większość słuchawek zachowywała swój charakter, jedynie te jaśniejsze i bardziej techniczne lekko się łagodziły. Nie było mowy o przyciemnieniu czy zgaszeniu, ale modele z bardziej natarczywą górą stawały się trochę przystępniejsze w odbiorze, co uważam za plus.

K17 znakomicie zgrał się z FiiO FT5, które w nieodpowiednich połączeniach i z gorzej zrealizowaną muzyką mogą lekko męczyć sopranem. Nic takiego nie miało tutaj miejsca. Świetnie słuchało mi się też przeróżnych HiFiMAN-ów, które słyną z mocnej góry – HE1000 V3 czy HE1000 Unveiled zabrzmiały znakomicie. Do gustu przypadł mi szczególnie wariant Unveiled o fantastycznej, głośniowej wręcz scenie. Jeszcze więcej przyjemności miałem z odsłuchów Arya Unveiled, które w konfiguracji z K17 brzmiały gęsto, szybko i muzykalnie, a po wymianie kabla na zbalansowany zachwycały sceną.

Fani dokanałówek również się nie rozczarują. Sygnał z wyjść słuchawkowych jest czysty, a za sprawą pięciopoziomowego gainu możemy precyzyjnie dobrać wzmocnienie. Hybrydowych FiiO FH19 słuchało się znakomicie na niskim podbiciu, a trybrydowe Craft Ears Aurum doceniły poziom „High” – szum nie był problemem w obu przypadkach i to z wyjścia 4,4 mm. Nie było jakichkolwiek problemów z dampingiem, mogłem operować pokrętłem głośności bez strachu o słuch czy same słuchawki, a brzmienie niczym mi nie podpadło. Mowa więc o kombo, które z łatwością napędzi wymagające słuchawki stacjonarne, jak i czułe dokanałówki. Piękna sprawa!

Warto wiedzieć, że w przypadku poziomów L, M i H moc wzrasta stopniowo, co sprzyja dokanałówkom. Mocy znacznie przybywa dopiero w przypadku poziomów SH i UH (Super High i Ultra High), które to wysterują wymagające słuchawki nagłowne. W trakcie testów rzadko sięgałem po ultra-wzmocnienie – planarom zazwyczaj wystarczały poziomy H i SH, a wysokoimpedancyjne dynamiki w stylu Sennheiserów HD 6XX czy Sivga Peng również nie potrzebowały więcej. K17 oferuje zatem zapas mocy i nie wymaga ściszania źródła w systemie operacyjnym komputera.

Podsumowanie

K17 to najlepsze kombo FiiO, jakie testowałem. Cieszę się, że producent odszedł od futuryzmu na rzecz klasyki, dzięki czemu urządzenie wygląda bardziej uniwersalnie. Obsługa nie nastręcza problemów, a funkcjonalność robi wrażenie – dotykowy ekran, moduł Wi-Fi, sprzętowe EQ oraz rozbudowany interfejs złącz to ogromne zalety nowego kombo. Do plusów mogę zaliczyć również pięciopoziomową regulację wzmocnienia czy multum mocy. Brzmienie mnie nie zawiodło, ponieważ jest zrównoważone, ale naturalne za sprawą nutki ciepła. Dynamika, rozdzielczość czy scena są na znakomitym poziomie.

Szkoda, że potencjał Wi-Fi nie został wykorzystany – brakuje dodatkowych funkcji streamingowych, jak Spotify Connect czy Tidal Connect. Nie podoba mi się też, że ekran wybudza się podczas regulacji głośności, a zamiast wejścia 4,4 mm przydałyby się gniazda 3-pin XLR. Skomplikowana aktualizacja oprogramowania układowego również nie należy do przyjemnych.

FiiO K17 kosztuje niecałe 5000 zł, czyli nie jest tani, ale oferuje wzorową relację jakości do ceny. W zamian otrzymujemy funkcjonalny i fantastycznie brzmiący sprzęt, który nadaje się zarówno do dokanałówek (czysty sygnał), jak i wymagających słuchawek stacjonarnych (zapas mocy). K17-tka może też podważyć sens zakupu wyżej pozycjonowanego FiiO R9 – wprawdzie nowe kombo nie jest autonomiczne, ale nie brakuje mu funkcji wzmacniacza, brzmi bardziej naturalnie i jest mniej problematyczne w obsłudze.

Dla FiiO K17

Zalety:
+ praktyczne wyposażenie
+ solidne wykonanie
+ estetyczne wzornictwo
+ wygodna obsługa
+ czytelny ekran dotykowy
+ rozbudowany interfejs
+ Bluetooth z LDAC oraz Wi-Fi
+ wysoka funkcjonalność
+ pięciopoziomowe wzmocnienie
+ sprzętowe EQ
+ potężna moc
+ czysty sygnał
+ zrównoważone, naturalne i przestrzenne brzmienie

Wady:
– brak obsługi Spotify Connect i Tidal Connect
– regulacja głośności wybudza ekran
– wejście 4,4 mm zamiast 2x 3-pin XLR
– skomplikowana aktualizacja oprogramowania

Sprzęt dostarczył:

REKLAMA
fiio

9 KOMENTARZE

  1. Dziękuję za reckę! 🙂
    Dwa pytania:
    – czy regulacja głośności z pilota też powoduje aktywację ekranu?
    – no i po co są te syćkie usby? 😉
    *
    Serdecznie pozdrawiam Szefa i Wszystkich Czytelników!

    • Niestety pilot również wybudza ekran 🙁 Rzeczywiście nie odpowiedziałem konkretnie na pytanie o USB, a jedynie pośrednio.
      Zatem przednie USB-C i tylne USB-C to wejścia cyfrowe (do komputerów/urządzeń mobilnych), dodatkowe USB-C z tyłu (złącze RS232) pozwala skorzystać z EQ oraz zaktualizować mikrokontroler, a USB-A służy do odtwarzania muzyki lokalnie z nośników pamięci oraz aktualizacji SoC-a.

      Dzięki za komentarz 🙂

      • Chyba mam pomysł, ale nie wiem czy dobry.
        Kiedyś do zmiany głośności w laptopie używałem myszki, ale jak odchodziłem od biurka, to trzeba było uważać, żeby nie kliknąć myszką, bo wtedy znikał pasek ustawiania głośności.
        Okazało się jednak, że w Wn11 jest jeszcze gorzej, bo kursor musi być na pasku głośności i ciężko jest przenieść myszkę tak, żeby go nie przesunąć.
        Wpadłem więc na pomysł, żeby kupić pilota do laptopa.
        W sklepach były jedynie kontrolery do prezentacji i sprzedawca nie miał pewności czy da się tym regulować głośność przyciskiem.
        Ale znalazłem pilota na t…u – kosztował około 14 euro i czasem się rozłącza, ale wtedy wystarczy wyjąć i wpiąć ponownie odbiornik (jest mniej więcej taki sam jak do myszy bezprzewodowej)
        Zabawne jest też to, że na pleckach ma… klawiaturę QWERTY.
        Rodzi się jednak pytanie czy zmiana głośności w komputerze spowoduje zmianę głośności na wyjściach z DAC/AMPu, a jeśli tak, to czy ten „okropny” wyświetlacz też się aktywuje…

        • Niestety w ten sposób wyregulujemy jedynie głośność systemową, a nie sprzętową. Możliwe, że demonizuję – jeśli ustawimy czarny motyw systemowy, maksymalnie przyciemnimy ekran i aktywujemy funkcję „zawsze włączony”, to wyświetlacz nie powinien przeszkadzać w ciemności. Jasność można regulować za pomocą pilota, więc to nie problem.

  2. ,,,a usb-a służy do odtwarzania muzyki lokalnie z nośników pamięci „. Z jakich i o jakiej max. pojemności. Gdzieś wyczytałem że hdd potrzebują własnego zasilania .

    • Tak, USB-A podaje maksymalnie 500 mA, więc zasili pamięć flash. Pendrive 64 GB z muzyką w formacie FLAC działał bez problemu, ale terabajtowy dysk SSD m.2 w obudowie już nie. Sprawdziłem też zewnętrzny dysk HDD 2,5 cala o pojemności 2 TB i również nie został wykryty przez K17.

        • Zawsze można spróbować podpiąć bardziej prądożerną pamięć poprzez kabel USB rozgałęźnik i podpiąć dodatkową wtyczkę pod powerbanka. Producent może podaje to co specyfikacja USB mówi ale w praktyce jest mniej niż 500mA. Może też chodzić o format dysku -niewłaściwą lub inaczej nieobsługiwaną tablicę partycji.

          • Właśnie tylko te może robi różnicę. A raczej producent by się chwalił . Chodzi też o pojemności dysków.

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj