FiiO K3 to najnowszy, miniaturowy DAC/AMP zasilany poprzez USB. Posiada odbiornik USB XMOS XUF208 i przetwornik Asahi Kasei AKM AK4452, szereg wyjść cyfrowych oraz trzy wyjścia analogowe, w tym jedno zbalansowane 2,5 mm.

Otrzymaliśmy do testu FiiO K3 z produkcji próbnej, który jednak nie będzie mocno różnił się od ostatecznego produktu. Urządzenie ma zostać jedynie dopieszczone, głównie wizualnie. FiiO K3 (wcześniej znany pod symbolem E30) to następca wręcz kultowego E10k Olympus 2, czyli chyba najbardziej rozpoznawalnego dzieła azjatyckiej marki. Nowy przetwornik ze wzmacniaczem bazuje na modelu Q1 Mark II, ale jest przeznaczony do użytku stacjonarnego. Tym razem niewielki DAC/AMP odtwarza także pliki DSD, jest zasilany za pomocą złącza USB typu C, może działać w dwóch trybach USB, zasilać słuchawki zbalansowane, a do tego pełnić rolę konwertera cyfrowego lub przetwornika analogowego. Jak brzmi?

REKLAMA
audeos

Wyposażenie

FiiO K3 jest dostarczany w małym, ale jak zwykle estetycznym opakowaniu, a wewnątrz zabezpieczony jest foremką z pianki. W zestawie jest podstawowe wyposażenie, czyli:

  • kabel USB typu C-USB typu A (długość 100 cm);
  • cztery naklejane podkładki;
  • instrukcja obsługi i dokumentacja.

Kabel USB ma matową izolację i smukłe wtyczki, również ogumowane. Jest on niestety dość sztywny i zachowuje się niczym drut. Naklejane podkładki są podłużne, a wykonano je z gęstej pianki i pokryto cienką warstwą gumy. Do dyspozycji są cztery sztuki (czyli dwa komplety) podkładek do przyklejenia na spód obudowy.

Konstrukcja

FiiO K3 nawiązuje do konstrukcji E10K – ma podobne wymiary oraz układ elementów, ale wzornictwo zostało odświeżone. Widać podobieństwa do Q1 Mark II, czyli obustronnie zaobloną obudowę wykonaną z jednego kawałka aluminium, wyciętego metodą skrawania i anodowanego. Jakość wykonania jest świetna, a wizualnie również trudno mieć jakiekolwiek zarzuty. Złącza są zamocowane solidnie, materiały są grube i wzorowo spasowane, a obróbka niczym nie odstaje od droższych urządzeń marki.

Pokrywę zdobi logo marki i znaczek Hi-Res Audio (również nadrukowany), a na spodzie są tylko oznaczenia oraz miejsce na naklejenie podkładek z zestawu. Interfejs został rozłożony pomiędzy front i tył urządzenia.

Z przodu, oprócz pokrętła z włącznikiem i diodą, są także dwa suwaki (regulacja podbicia i basu) oraz dwa wyjścia (3,5 mm oraz 2,5 mm). Na tylnym panelu również wykorzystano każdy skrawek przestrzeni, umieszczając tam: wyjście liniowe 3,5 mm, USB typu C, przełącznik trybu USB (1.0 i 2.0), wyjście koaksjalne oraz wyjście optyczne Toslink. Wszystkie elementy zostały oznaczone szarymi czcionkami, czytelnymi, ale zarazem dyskretnymi.

Ergonomia i obsługa

FiiO K3 to przetwornik stacjonarny, ale jednocześnie przenośny. Wymiary są bardzo poręczne, a urządzenie jest łatwe w transporcie. Nie jest to jednak rekordowo mały sprzęt – obudowa mierzy 7 cm na 5,8 cm i ma 2,2 cm wysokości. Znajdą się więc jeszcze mniejsze przetworniki, ale raczej nie zaoferują one aż takich możliwości. Całość jest bardzo lekka (tylko 89 g), a podkładki z zestawu są dość śliskie, więc K3 łatwo przesuwa się po blacie biurka. Moim zdaniem urządzenie mogłoby być trochę cięższe, a zamiast piankowych podkładek mile widziane byłyby silikonowe, które lepiej stabilizowałyby wzmacniacz na gładkim blacie mebla.

FiiO K3 może działać w dwóch trybach USB Audio, wybieranych suwakiem z tyłu. W wersji 1.0 nie są wymagane sterowniki, a urządzenie obsługuje maksymalnie pliki 24-bit/96 kHz. To tryb przeznaczony do starszych urządzeń, sprzętu niekompatybilnego z USB Audio 2.0. Wersja 2.0 wymaga już pobrania lekkiego oprogramowania ze strony producenta i wspiera pliki 32-bit/384 kHz i DSD (do DSD256).

Urządzenie włącza się z wyraźnym klikiem za pomocą pokrętła, a dioda sygnalizuje gotowość do pracy i próbkowanie muzyki – kolor zielony odpowiada formatowi DSD, niebieski to utwory o próbkowaniu poniżej 48 kHz, a żółty powyżej 48 kHz. Pokrętło głośności porusza się bezskokowo i gładko, ale stawia wyraźny opór. Regulacja głośności jest wyjątkowo precyzyjna i gęsta. Nawet na słuchawkach dokanałowych można swobodnie obracać pokrętłem – moc jest minimalna na początku skali i nie słychać problemów z balansem kanałów. Do słuchawek dokanałowych wystarczy pierwszy poziom podbicia, a większe konstrukcje stacjonarne docenią drugi poziom. Ponownie można także dodać basu za pomocą dedykowanego suwaka, który wyraźnie wzmaga rejon midbasu.

Ogólna funkcjonalność modelu K3 robi wrażenie – urządzenie może działać jako przetwornik ze wzmacniaczem do słuchawek, przetwornik do głośników lub zewnętrznych wzmacniaczy oraz konwerter cyfrowy. Bez problemu podłączyłem K3 także do smartfona (OnePlus 6T) za pomocą adaptera z USB typu C. Świetnie, że nie zabrakło wyjścia zbalansowanego, co jest sensownym krokiem, bo w końcu producent do większości swoich słuchawek dodaje przewody 2,5 mm. Nie brakuje też wyjścia liniowego oraz wyjść cyfrowych. To pierwsze jest regulowane za pomocą pokrętła, ale wyjścia cyfrowe już nie. Trzeba jednak pamiętać o wypinaniu słuchawek bez względu na to, czy korzystamy z wyjścia liniowego, czy wyjść cyfrowych, ponieważ działają one jednocześnie ze słuchawkowymi. Nie można też korzystać jednocześnie z wyjścia 3,5 mm i 2,5 mm – to drugie ma priorytet.

Specyfikacja

Ogólna

  • DAC: Asahi Kasei AK4452
  • odbiornik USB: XMOS XU208
  • układ wzmacniacza: 2xOPA926, OPA1612 (LPF)
  • obsługa DSD: DSD64, DSD128, DSD256
  • obsługa próbkowania: 32-bit/384 kHz (USB), 24-bit/192 kHz (koaksjalne), 24-bit/96 kHz (optyczne)
  • obsługa słuchawek: 16-150 Ω
  • napięcie wyjścia liniowego: 1,9 V rms
  • regulacja wzmocnienia: niskie i wysokie
  • podbicie basu: jednostopniowe (+6 dB)
  • wymiary: 70 x 58 x 22 mm
  • masa: 89 g

Wyjście słuchawkowe 3,5 mm

  • moc: 220 mW@16 Ω, 120 mW@32 Ω
  • THD+N: <0,004%
  • pasmo przenoszenia 20 Hz-80 kHz
  • SNR: >113 dB
  • impedancja wyjściowa: <1,04 Ω
  • separacja kanałów: >70 dB

Wyjście zbalansowane 2,5 mm

  • moc: 320 mW@16 Ω, 200 mW@32 Ω
  • THD+N: <0,004%
  • pasmo przenoszenia 20 Hz-80 kHz
  • SNR: >113 dB
  • impedancja wyjściowa: <1,04 Ω
  • separacja kanałów: >70 dB

Brzmienie

  • Słuchawki: Sony WH-H900N, HyperX Cloud, 1MORE H1707, Master&Dynamic MH30, Campfire Audio Atlas, Andromeda i Polaris, Etymotic ER-4PT, Oriveti New Primacy, Aune E1, FiiO FH5 i F9 PRO, iBasso IT01, Simgot EN700 PRO
  • DAC/AMP i wzmacniacze: FiiO Q5 (AM3B), Leckerton UHA-760, Astell&Kern AK XB10, FiiO BTR3
  • DAP: Astell&Kern AK70 MKII, iBasso DX200, iBasso DX150, FiiO X5 III, FiiO M9, FiiO M3K, OnePlus 6T
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series, Klotz, Oriveti Affinity
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym 24-bit oraz nagrania binauralne

Jak na tak małe i naszpikowane funkcjami urządzenie FiiO K3 brzmi przyzwoicie, ale przyznaję, że liczyłem na więcej. Sygnatura jest neutralna w barwie – K3 nie brzmi ani ciepło, ani zimno. Brzmienie nie jest idealnie zrównoważone, lecz przechyla się lekko w stronę jasności i analityczności. Nie ma mowy o V-kowaniu, ekstremalnej modulacji pasma – średnica nie została skasowana. Znajdzie się jednak trochę wad – przestrzeń nie imponuje rozmiarami, a dźwięk nie jest specjalnie naturalny i ma braki w nasyceniu oraz kontroli wysokich tonów. K3 wymaga także odpowiedniego zgrania ze słuchawkami, a efekty mogą być zarówno bardzo dobre, jak i fatalne.

Bas jest podkreślony w średnim i wyższym zakresie, a do tego podawany w optymalnych ilościach – nie nazwałbym K3 urządzeniem basowym. Zejście dołu nie zachwyca – słychać pewien spadek w najniższych zakresach. K3 nadal potrafi zabrzmieć efektownie i basowo tam, gdzie trzeba, jak i lekko oraz punktowo przekazać żywe instrumenty. Dół ma niezłą rozdzielczość, różnicuje instrumenty, jest kontrolowany i cechuje się dobrą dynamiką. Nie można co prawda liczyć na wyjątkowo mocny atak dołu i topową szybkość, ale bas jest kontrolowany i odpowiednio energetyczny, nie nudzi i nie zlewa się w jednolitą papkę. W tej cenie poziom należy uznać za w pełni zadowalający.

Pasmo średnie odbieram jako płaskie i neutralne w barwie. Wyższa średnica nie została wycięta, więc brzmienie nie sprawia wrażenia ocieplonego, zmiękczonego i wygładzonego – kontur jest dość twardy, dźwięk pozostaje wyrazisty i zarysowany. Pasmo to nie należy też do wyjątkowo naturalnych i nasyconych – brzmi dość surowo, co nadaje brzmieniu pewnego analitycznego sznytu. Muzyka jest podawana bezpośrednio, słychać sporo szczegółów, a dźwięk środka jest precyzyjny. Zawiodą się fani ocieplenia, nasyconej barwy, podkreślenia niskich wokali, gitar, melomani preferujący łagodny, gładki i miękki przekaz. Urządzenie nie jest jeszcze wyjątkowo surowe w dźwięku i nadal angażuje, ale muzykalność będzie w dużej mierze zależna od słuchawek.

Góra podpadła mi najbardziej. Odebrałem to pasmo jako lekko podkreślone w niższym zakresie, nieznacznie rozjaśnione. Wzmaga to szczegółowość, niweluje dystans i neutralizuje woal – muzyka jest prezentowana bez dystansu, jasno, klarownie i blisko. Niestety słychać sztuczność, cyfrowy nalot, który łatwo wychwycić np. po talerzach perkusyjnych, które wybrzmiewają krótko, lekko i bardziej skrząco niż metalicznie. Czasami słychać także pewne braki w kontroli pasma, zlewanie się sopranu i lekkie szeleszczenie. Przez to dźwięk nie jest tak krystaliczny i czysty, jak powinien, mimo sporej dawki góry.

Holografia jest dobra, ale to nic wyjątkowego. Przestrzeń jest kulista, pierwszy plan podawany blisko, instrumenty odseparowane, a scena dźwiękowa napowietrzona. Ogólne wymiary przestrzeni są jednak małe, a we znaki daje się przeciętna separacja kanałów, która ogranicza stereofonię. Nadal można łatwo oddzielić lewy kanał od prawego, ale są one bardzo blisko siebie, na granicy zlania w całość. Słychać, że zastosowano pojedynczy przetwornik, a separacji kanałów nie ratuje także wyjście zbalansowane 2,5 mm. Większość przekazu mieści się w obszarze głowy. Ze względu na rozbudowaną wysokość i głębię nie czuć jednak ciasnoty – instrumenty eksponowane są w różnych punktach oraz brzmią odpowiednio swobodnie.

FiiO K3 i słuchawki
FiiO K3 wymaga synergii i jest pod tym względem wyjątkowo wybiórczy – nie zgrał się ze zdecydowaną większością słuchawek z platformy testowej. Moim zdaniem K3 to sprzęt dobry do słuchawek cieplejszych, ciemniejszych lub nawet ewidentnie basowych, chociaż zdarzają się też wyjątki od reguły. Unikałbym słuchawek jasnych lub ostrych, a także mających problemy z kontrolą sopranu – takie połączenia mogą być zbyt chude, suche i nieprzyjemne w odsłuchu. Niestety czystość sygnału nie zachwyca – na słuchawkach armaturowych słychać ewidentne szumy, nawet na tych mniej wrażliwych na ten efekt. Ogólnie odradzałbym korzystania z dokanałówek wyposażonych w przetworniki z kotwicą zrównoważoną – K3 lepiej sprawdzi się z dokanałowymi dynamikami (ale też nie zawsze) lub słuchawkami nagłownymi. Nie można też jednak przesadzać, bo mały FiiO raczej nie wysteruje dużych i wymagających konstrukcji nagłownych.

Odsłuchy rozpocząłem od słuchawek FiiO, a na pierwszy ogień poszły FH5. Szybko zrezygnowałem z kabla Oriveti Affinity na rzecz przewodu standardowego. Z kablem zbalansowanym od Oriveti dźwięk był za jasny, zbyt anemiczny. Ze standardowym okablowaniem brzmienie było pełniejsze w basie (ale słuchawki nadal były odchudzone w subbasie), a także łagodniejsze i bardziej naturalne (ale nadal dość cyfrowe w przekazie). Efekty były podobne z F9 Pro, które zabrzmiały masywniej w średnim basie, ale również „sypały” się w sopranie – góra była zbyt szeleszcząco-szumiąca.

Topowe Campfire Audio Atlas brzmiały nieźle, ale także nie zachwycały wysokimi tonami i miały wyraźnie ścięty subbas. Natomiast Andromedy mocno szumiały, brzmiały sucho i płasko. Oba modele to jednak kosztowne doki z najwyższej półki, które mają swoje wymagania. Efekty były znacznie lepsze z tańszym modelem Polaris, mniej problematycznym pod względem synergii. Przestrzeń była niezła, kontrola góry dobra, dźwięk rozdzielczy, gładki i przyjemny w odbiorze, a także gęsty w średnim basie. Ciekawie zgrały się także Campfire Comet, które brzmiały precyzyjnie, spokojnie w sopranie, z kontrolą w basie i bliską średnicą.

Nie wróżyłem synergii z Oriveti New Primacy i nie myliłem się – dźwięk był rozjaśniony, a wręcz wyostrzony, odchudzony i nieprzyjemny w odbiorze. Z Aune E1 było tylko trochę lepiej, ale nadal dawały się we znaki problemy z kontrolą góry, a w tym przypadku także z wyższą średnicą – znowu łatwo było wychwycić szeleszczenie i szumienie wyższych zakresów. Ciekawiej wypadły gładko i ciepło brzmiące Brainwavz B400, które jednak również zbyt mocno uwydatniły się w wysokich zakresach. Simgot EN700 Pro wypadły lepiej od Oriveti New Primacy, Aune E1 i Brainwavz B400, brzmiały bardziej kontrolowaną górą, ale też z cyfrowym nalotem. Efekty były podobne z iBasso IT01, gdzie góra psuła odbiór dobrego basu i zrównoważonej średnicy.

Zawiedziony kiepskim zgraniem z platformowymi dokanałówkami, sięgnąłem po słuchawki nagłowne. Sony WH-H900N połączone przewodem i w trybie aktywnym zabrzmiały nieźle, czyli przystępnie w basie oraz średnicy i dość klarownie w górze. Nie był to jednak szczyt ich możliwości, bo po kablu potrafią zabrzmieć znacznie lepiej. Dobrze zabrzmiały HyperX Cloud, ale tutaj również występowały problemy z górą pasma. Wyraźnie lepiej wypadły Master&Dynamic MH30, czyli ciemniejsze i cieplejsze słuchawki, które zamaskowały wady sopranu – takiego połączenia słuchało się bardzo dobrze. Zgrały się także znacznie jaśniejsze 1MORE H1707 – bas był dobry i dynamiczny, brzmienie czytelne, a góra, o dziwo, nie gubiła się.

FiiO K3 vs inne urządzenia
Z mobilnym odpowiednikiem, czyli FiiO Q1 Mark II miałem tylko krótki kontakt. Moim zdaniem brzmienie K3 jest inne – sprzęt jest dużo jaśniejszy, mniej nasycony i bardziej analityczny. Q1 Mark II brzmiał cieplej, ciemniej w sopranie, bardziej miękko i gęsto, a do tego muzykalnie. Jak dla mnie Q1 Mark II wypada ciekawiej, oferuje bardziej przystępne i naturalne granie.

Nie dysponuję aktualnie modelem E10K Olympus 2, ale niegdyś spędziłem z nim sporo czasu. Starsze urządzenie brzmiało łagodniej i spokojniej w sopranie oraz masywniej w basie. W nowości producent polepszył holografię, rozdzielczość i dynamikę, ale kosztem muzykalności. E10K Olympus 2 słuchało się po prostu przyjemniej, a FiiO K3 jest ostrzejszy i tym samym trudniejszy w odbiorze.

Ciekawie robi się podczas porównań z alternatywami, niekoniecznie tego samego typu. Moim zdaniem adapter Bluetooth FiiO BTR3 brzmi lepiej od FiiO K3, a może także pracować jako DAC/AMP przez USB. Identycznie jest z odtwarzaczem FiiO M3K, który brzmi średnicowo, bardziej precyzyjnie i rozdzielczo, a także działa z komputerem jako DAC/AMP. Oba urządzenia nie mają takich możliwości ogólnych, jak K3, ale są znacznie tańsze i brzmią lepiej.

Podsumowanie

Nie jestem pewien jak ocenić FiiO K3. Sprzęt z jednej strony zachwyca wzornictwem, wykonaniem i możliwościami. Jak na tak małe pudełko, potrafi wiele i jest wygodny w obsłudze. Sprawdzi się zarówno w podróży z laptopem lub smartfonem, jak i w domu z komputerem stacjonarnym, także do nagłośnienia głośników lub w roli transportu cyfrowego do innego sprzętu audio. Dużym plusem jest również nowoczesny port USB typu C.

Niestety brzmienie nie zachwyca. Wszystko psuje pasmo sopranu, które jest kiepsko kontrolowane, szumiąco-szeleszczące i zbyt wyostrzone. Niewiele słuchawek zgrało się ze FiiO K3, a nawet tam, gdzie góra była łagodna, nadal można było wychwycić braki w kontroli i cyfrowość dźwięku.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby K3 był wyceniony podobnie do E10K Olympus 2, ale nowość kosztuje 550 zł. Moim zdaniem lepiej sięgnąć po Q1 Mark II z zasilaniem akumulatorowym, adapter BTR3 czy też odtwarzacz FiiO M3K lub Shanlinga M0. Rozumiem, że to nie są to urządzenia tego samego typu, ale są również wielofunkcyjne i brzmią lepiej od K3, bardziej przystępnie i muzykalnie. Do tego FiiO Q1 Mark II, BTR3, M3K lub Shanling M0 będą źródłem muzyki zarówno mobilnie, jak i stacjonarnie.

Zalety:
+ bardzo dobre wykonanie
+ świetne wzornictwo
+ wygodna obsługa
+ USB typu C, wyjście liniowe, dwa wyjścia słuchawkowe i dwa wyjścia cyfrowe
+ regulacja basu i wzmocnienia
+ wygodne i precyzyjne pokrętło głośności
+ dwa tryby USB
+ poukładana scena dźwiękowa, niezły bas i zarysowane pasmo średnicy, sporo detali

Wady:
– cyfrowość i problemy z kontrolą zbytnio zaakcentowanego sopranu
– duże problemy synergiczne
– braki w czystości sygnału
– piankowe podkładki kiepsko stabilizują urządzenie
– sztywny, wręcz „druciany” kabel

Sprzęt dostarczył:

fiio

REKLAMA
mip

DODAJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here