FiiO K7 jest nowym przedstawicielem serii stacjonarnych DAC/AMP-ów, który w hierarchii plasuje się tuż powyżej modelu K5 Pro ESS. Specyfikacja robi wrażenie, bo tym razem zastosowano dwa przetworniki Asahi Kasei Microdevices i zbalansowany wzmacniacz THX-a, generujący nawet 2 W na kanał.

W maju 2022 roku opisałem odświeżonego K5 Pro ESS, w którym wymieniono przetwornik od Asahi Kasei Microdevices (AK4493) na ESS Technology (ES9038Q2M). Była to konieczność, bo ze względu na pożar w fabryce Asahi Kasei Microdevices, japoński producent był zmuszony zaprzestać produkcji swoich układów. Model K5 Pro ESS nie rozczarował mnie brzmieniem, ale trochę kręciłem nosem na to, że FiiO nie wykorzystało okazji, by go ulepszyć. Nie ukrywam też, że z utęsknieniem wypatrywałem powrotu AKM.

REKLAMA
hifiman

Tytułowy FiiO K7 ma wszystko, czego brakowało w K5 Pro ESS. Nowy model posiada wyjście 4,4 mm, ponieważ zdublowano przetworniki oraz wzmacniacz. Do gry wróciło AKM, bo za konwersję cyfrowo-analogową odpowiadają nowe kostki AK4493S. Z kolei w roli wzmacniacza występuje podwójny układ THX-a, czyli AAA-788+, znany m.in. z K9 Pro ESS. Jakby tego było mało, model K7 nie przeraża ceną – został wyceniony na około 1100 zł, czyli wymaga jedynie 100 zł dopłaty względem K5 Pro ESS i jest kilkukrotnie tańszy od K9 Pro ESS. Zatem K7 to w teorii rarytas, a jak jest w praktyce?

Wyposażenie

Zestaw zawiera:

  • kabel USB-A > USB-B (długość 115 cm);
  • zasilacz 12 V/2 A (długość 120 cm + 40 cm);
  • adapter 6,35 mm;
  • instrukcję obsługi.

Wyposażenie jest zbliżone do K5 Pro ESS z tą różnicą, że otrzymujemy tylko jeden komplet silikonowych podkładek, które zostały już wyklejone na spodzie obudowy. Okazuje się jednak, że są one większe i wyższej jakości, więc trudno narzekać. Ponadto zasilacz z zestawu K7 jest trochę mocniejszy – ma 24 W (12 V/2 A) w porównaniu do 22,5 W (15 V/1,5 A).

Konstrukcja

FiiO K7 wygląda jak powiększony K5 Pro ESS – obudowa została przede wszystkim wydłużona, a dzięki bardziej wypukłym nóżkom konstrukcja jest też nieznacznie wyższa. Wzornictwo jest identyczne, bo ponownie zastosowano zaobloną, niemal jednolitą obudowę z aluminium. Ponownie nie mam z tym problemu – FiiO K7 nadal wygląda nowocześnie i uniwersalnie na tle często przekombinowanych DAC/AMP-ów. Jakość wykonania ponownie nie zawodzi – aluminium zostało wzorowo wykończone, a konstrukcja jest spasowana bez zarzutu. 

Łatwo też zauważyć, że interfejs został zmodyfikowany. Z prawej strony frontu jest dodatkowe wyjście 4,4 mm, a z lewej nowe przełączniki oraz pojedynczy przycisk. Te pierwsze zmieniają podbicie oraz tryb, a ten ostatni wybiera źródło. Dla porównania K5 Pro ESS miał jedynie dwa przełączniki do wyboru źródła oraz wzmocnienia. Nowością są też diody, które biegną przy górnej krawędzi i wskazują aktywny interfejs. Jeśli się przyjrzymy, to zauważymy też dodatkowy dyfuzor wokół podświetlonego pokrętła.

Z tyłu jest identyczny komplet złącz, czyli również otrzymujemy dwie pary gniazd RCA (wejście i wyjście sygnału) oraz trzy wejścia cyfrowe, a mianowicie USB-B, koaksjalne oraz optyczne. Producent jednak zrobił porządek, bo w modelu K7 gniazda analogowe oddzielono od cyfrowych. To korzystna zmiana, bo w K5 Pro ESS były one przemieszane. Do ideału zabrakło jedynie USB-C, które coraz częściej zastępuje USB-B.

Użytkowanie

Obsługa FiiO K7 nie wymaga głębszego opisu – zasilacz ma optymalnie długie okablowanie, sprzęt włącza się przekręceniem pokrętła, a konfiguracja jest bezproblemowa. Przeprojektowany interfejs to bez wątpienia progres – dzięki diodom wiemy dokładnie które źródło jest aktywne, a tym razem do dyspozycji jest zarówno tryb przetwornika (LO – Line Out), jak i przedwzmacniacza (PRE – Preamp). Podoba mi się też masywniejsza konstrukcja oraz nowe podkładki silikonowe, dzięki czemu K7 stoi stabilniej od K5 Pro ESS.

Nie wszystkie zmiany są pozytywne. Regulacja podbicia w FiiO K7 jest dwustopniowa, gdy K5 Pro ESS oferował trójstopniową. Pewne wątpliwości budzi też pseudo-podświetlenie RGB, które nie jest konfigurowalne. Na szczęście wielokolorowy efekt jest widoczny tylko podczas uruchamiania urządzenia lub przełączania źródeł, bo w trakcie odsłuchów podświetlenie ma jednolity kolor. Diody w pokrętle jak zwykle wskazują jakość muzyki – kolor turkusowy odpowiada próbkowaniu poniżej 48 kHz, żółty (lub raczej jasnozielony) powyżej 48 kHz, a ciemnozielony sygnalizuje format DSD.

Cyfrowa regulacja głośności budzi mieszane uczucia. Pokrętło obraca się gładko i z odpowiednim oporem, a na początku skali nie słychać problemów z balansem kanałów, co docenią fani dokanałówek. W czym zatem problem? Występują dość duże opóźnienia, czyli ruch pokrętła wyprzedza narastanie głośności. Wymusza to okręcanie gałki z wyczuciem, powoli i stopniowo, bo inaczej głośność wzrasta zbyt gwałtownie. Z kolei na początku skali jest martwa strefa, która także okazuje się być zaletą, bo pozwala zupełnie wyciszyć dokanałówki, co nie jest zawsze możliwe w sprzęcie stacjonarnym.

Specyfikacja

Ogólna

  • przetwornik: 2x AKM AK4493S
  • wzmacniacz: 2x THX AAA-788+
  • odbiornik USB: XMOS XUF208
  • obsługa słuchawek: 16-300 Ω
  • wejścia cyfrowe: USB-B (32 bit/384 kHz i DSD256), koaksjalne (24 bit/192 kHz), optyczne (24 bit/96 kHz)
  • wejścia analogowe: 2x RCA
  • wyjścia analogowe: 6,35 mm, 4,4 mm i 2x RCA
  • wymiary: 168 x 120 x 55 mm
  • masa: 610 g

Wyjście słuchawkowe 6,35 mm

  • moc: 1220 mW + 1220 mW @ 32 Ω; 140 + 140 mW @ 300 Ω
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-50 kHz
  • SNR: >120 dB
  • impedancja: <1 Ω
  • separacja kanałów: >77 dB
  • THD+N: 0,0003%

Wyjście słuchawkowe 4,4 mm

  • moc: 2000 mW + 2000 mW @ 32 Ω; 560 mW + 560 mW @ 300 Ω
  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-50 kHz
  • SNR: >120 dB
  • impedancja: <1 Ω
  • separacja kanałów: >124 dB
  • THD+N: 0,0003%

Wyjście liniowe RCA

  • pasmo przenoszenia: 20 Hz-50 kHz
  • SNR: >116 dB
  • separacja kanałów: >102 dB
  • THD+N: 0,0005%
  • napięcie: 2 V rms

Brzmienie

Okazuje się, że brzmienie także można opisać w sposób zwięzły. Otóż K7 brzmi tak, jak… przystało na rozwiązania Asahi Kasei Microdevices. Bez wątpienia słychać ten „Velvet Sound” – dźwięk jest nasycony, ciepły, gładki i przyjemny w odbiorze. W efekcie K7 zapewnia muzykalny, satysfakcjonujący przekaz, nie brzmi agresywnie, natarczywie czy żyletkowo. Bardzo mnie to cieszy, bo przez ostatnie lata zdążyłem znużyć się dźwiękiem w stylu ESS Technology, który bardzo lubię, ale co za dużo, to niezdrowo. Nareszcie nie musiałem przejmować się mocną górą i mogłem zrelaksować się przy muzyce.

Nie należy się jednak obawiać zamulenia, zgaszenia czy przyciemnienia dźwięku. Bynajmniej, bo zastosowano jednak transparentny i dość analityczny w przekazie wzmacniacz od THX-a, który kontruje charakter AKM. Stąd dźwięk nie odchodzi mocno od równowagi, bas jest głęboki, a góra nadal obecna i klarowna, dzięki czemu brzmienie nie jest rozmyte czy pozbawione konturu. Jednocześnie rozdzielczość jest na tyle wysoka, że bez problemu możemy rozkładać muzykę na czynniki pierwsze. Detale po prostu nie są wypychane, trzeba je samemu „wyłowić”. Prym wiedzie całościowy odbiór muzyki, bo K7 nie dekonstruuje jej za nas.

Korzyści z użycia zbalansowanego układu słychać także w scenie dźwiękowej. Z odpowiednio przestrzennie brzmiącymi słuchawkami można liczyć na kontrastową separację kanałów dźwiękowych, czyli zaakcentowaną stereofonię. Nadal nie brakuje jednak głębi i wysokości, a instrumenty są kształtne i wzorowo od siebie odseparowane. FiiO K7 nie jest może najbardziej przestrzennym źródłem, z jakim miałem do czynienia, ale nie ma mowy o klaustrofobii czy kameralności. Słychać sporo swobody i powietrza, a instrumenty są poukładane, nie sprawiają wrażenia zbitych w jeden punkt.

FiiO K7 – porównanie z FiiO K5 Pro ESS, K9 Pro ESS i Q7
Sprawa jest prosta, bo K7 i K5 Pro ESS to wręcz stereotypowe starcie dźwięku ESS z AKM. Starszy i niżej pozycjonowany DAC/AMP brzmi bardziej neutralnie, klarowniej i mniej barwnie, a więc raczej analitycznie. K7 jest więc barwniejszy, bardziej nasycony, łagodniejszy w przekazie, czyli muzykalny. To jednak nie koniec, bo odebrałem scenę dźwiękową modelu K7 jako większą, mocniej rozciągniętą na boki. Moim zdaniem K7 wygrywa, a przy tak małej różnicy w cenie (999 zł vs 1100 zł) dopłaciłbym do niego bez wahania. Jeśli jednak preferujemy mocniejsze górne zakresy, to K5 Pro ESS może być subiektywnie lepszy.

Mimo podobieństw w układzie nie należy jednak oczekiwać poziomu rodem z FiiO K9 Pro ESS. Trzeba pamiętać, że K7 to nadal mniej wydajne, prostsze urządzenie ze skromniejszym zasilaniem, a także niżej pozycjonowanymi przetwornikami. W porównaniu z takim K9 Pro ESS słychać skok jakościowy na korzyść droższego DAC/AMP-a – brzmi on bardziej rozdzielczo, przestrzenniej i precyzyjniej. Jeśli liczy się jak najwyższa jakość dźwięku, K9 Pro ESS wyjdzie na prowadzenie, odnośnie czego nie mam wątpliwości. Trudno się dziwić – K9 Pro ESS jest znacznie większy i prawie czterokrotnie droższy.

Więcej analogii słychać w porównaniu do FiiO Q7, zestrojonego łagodniej w sopranie od K9 Pro ESS czy FiiO M17. Podobieństwa na tym się kończą, bo Q7 i tak brzmi twardziej, bardziej konturowo, masywniej w basie i przestrzenniej od K7. Słuchając bohatera testu tuż po Q7 miałem wrażenie wygładzenia, zmiękczenia przekazu, a w konsekwencji obniżenia rozdzielczości. Z kolei przechodząc na Q7 słyszałem mniej barw i bardziej techniczny, mocno zarysowany przekaz. Według mnie do możliwości Q7 jeszcze daleko, ale K7 jest niemal czterokrotnie tańszy. Poziom jest niższy, ale nie ma wstydu.

W konfrontacji K7 z Yulongiem DAART Canary II było podobnie, jak w przypadku pojedynku z K5 Pro ESS. Canary II to również DAC/AMP z przetwornikiem ESS, który także potrafi zabrzmieć muzykalnie, ale ma w sobie mniej gładkości i barwności od K7 – nie ma zatem niespodzianek. Warto jednak wziąć pod uwagę, że źródło od DAART-a nie jest zbalansowane i kosztuje więcej od K7. Niestety nie dysponuję Zen DAC-em V2 od IFi Audio, który jest co prawda tańszy (ok. 900 zł), ale mniej wydajny, więc dopłata do K7 może mieć sens. Moim zdaniem K7 broni się też w porównaniu do muzykalnych Toppingów E50 i L50, czyli zestawu złożonego z przetwornika i wzmacniacza, które oferują większe możliwości i pilot, ale kosztują niemal dwukrotnie więcej.

FiiO K7 – synergia i czystość sygnału
FiiO K7 ma w sobie pewną dozę ciepła. Nie akcentuje sopranu i brzmi barwnie, więc poskromi wiele jasnych/ostrych słuchawek. W testach okazało się, że klarowniej zestrojone modele brzmiały łagodniej – myślę np. o HiFiMAN-ach Edition XS, Sivga SV023 czy Meze Audio 109 Pro. Bohater testu je złagodził, dodał im barw i nie ograniczył przestrzeni, co sprzyjało słuchawkom i przypadło mi do gustu. Moc rzędu 2 W na kanał okazała się być wystarczająca, by napędzić trochę bardziej łakome konstrukcje. Nie czułem, aby planary lub wysokoomowe dynamiki niedomagały z K7.

Tego typu sygnatura to jednak miecz obosieczny, bo K7 może nie zgrać się idealnie z cieplejszymi/łagodniejszymi/ciemniejszym słuchawkami. Może zdarzyć się, że brzmienie będzie trochę za ciepłe, zbyt mdłe lub za bardzo wygładzone. Dla przykładu do HiFiMAN-ów Sundara Closed-Back lub Sennheiserów HD 6XX wolę źródła o klarowniejszym przekazie. Zauważyłem też, że z niektórymi dokanałówkami (np. testowanymi niedawno FiiO FH7s) preferowałem tipsy, filtry akustyczne czy kable, które nadają im klarowniejszego charakteru. Polecam zatem K7 szczególnie do zrównoważonych/neutralnych lub jasnych słuchawek.

Sygnał jest przyzwoicie czysty, ale nie zawsze. Dokanałówki o trochę wyższej impedancji i przeciętnej skuteczności brzmiały satysfakcjonująco czysto z wyjścia 4,4 mm – szum dawało się wychwycić, ale nie przytłaczał on nagrań, nie irytował w cichszych partiach czy w przerwach pomiędzy utworami. Niestety niskoomowce od Campfire Audio w stylu modelu Ara szumią nawet z wyjścia 6,35 mm i oczywiście na niskim poziomie podbicia. Szum nie jest ekstremalny, ale o nieskazitelnym sygnale nie ma mowy. Zaznaczam jednak, że Ary są na to wyjątkowo wrażliwe, więc w większości przypadków nie powinno być takich problemów.

Podsumowanie

FiiO K7 przynosi długo oczekiwane zmiany, czyli interfejs zbalansowany oraz kości AKM. Wzornictwo jest znajome, ale estetyczne, ergonomia wysoka, obsługa prosta, a możliwości duże. Otrzymujemy jednak słuchawkowy DAC/AMP, który może działać także jako przetwornik, przedwzmacniacz oraz wzmacniacz. Nie brakuje mu też mocy, a brzmienie jest w stylu przetworników japońskiego producenta, bo słychać tę aksamitność Asahi Kasei Microdevices.

Nie do końca podoba mi się za to regulacja głośności, która działa z opóźnieniem. Podświetlenie nie jest tak naprawdę RGB, bo użytkownik nie ma bezpośredniego wpływu na kolor pierścienia wokół pokrętła i nie może go wyłączyć. Sygnał nie jest jeszcze perfekcyjnie czysty, a wskazana jest pewna synergia.

W chwili testu FiiO K7 jest dostępny za 1100 zł. Czy warto? Zdecydowanie tak! Sam zdecydowanie wolałbym dopłacić 100 zł do K7 zamiast K5 Pro ESS, bo nowy DAC/AMP eliminuje braki starszego modelu. Ten ostatni ma jednak rację bytu, jeśli preferujemy bardziej analityczny dźwięk i nie zależy nam na „balansie”. Zaznaczam jednak, że K9 Pro ESS czy Q7 nadal mają sporą przewagę jakościową, niemniej K7 broni się możliwościami w kontekście ceny.

Dla FiiO K7

Zalety:
+ solidne wykonanie
+ estetyczne wzornictwo
+ dobra ergonomia
+ wygodna obsługa
+ wysoka funkcjonalność
+ wydajny wzmacniacz
+ wyjście 4,4 mm
+ gładkie, nasycone i barwne brzmienie
+ szeroka scena dźwiękowa

Wady:
– regulacja głośności z opóźnieniem
– niekonfigurowalne podświetlenie
– pewna synergia jest wskazana
– lekki szum na czułych dokanałówkach

Sprzęt dostarczył:

fiio

SPRAWDŹ AKTUALNE CENY NA CENEO.PL

REKLAMA
hifiman

DODAJ KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj